niedziela, 11 września 2022

25 - Zacznij

 

Rozdział 25

Zacznij

Joker

 

 

„Będę, Angie. I dziękuję” - pauza się, a potem - „Dobrze. Zadzwonię, kiedy zdecyduję. Jeszcze raz dziękuję za wszystko. Pa”.

Carissa opuściła telefon i spojrzała na Jokera.

„Nie rozumiem” – oświadczyła.

Joker obserwował ją leżącą na kanapie, z wyciągniętymi nogami, zgiętą, rozmawiającą przez telefon, podczas gdy jej syn pełzał po niej, próbując zjeść na przemian jej sukienkę i zabawkę z kaczą głową, którą ciągnął ze sobą.

Mogła tego nie rozumieć.

Ale Joker to zrozumiał.

Aaron Neiland miał duszę.

Ledwo, ale miał.

„Powiedziałem ci, że do mnie dzwonił, Carrie” – przypomniał jej cicho.

„Wiem. Ale zaoferował ugodę w wysokości dwustu pięćdziesięciu tysięcy dolarów na opiekę i wychowanie Travisa, kiedy ja rzucę pracę i pójdę do szkoły” – oznajmiła.

Jasna cholera.

Ciało Jokera napięło się.

Ten kutas nie mógł zająć się jego dziewczyną.

Gdyby chciała rzucić pracę i iść do szkoły, mógł wsadzić sobie pieniądze w dupę. Joker się tym dla niej zatroszczy.

Nie miał szansy tego powiedzieć, bo mówiła dalej.

„Powiedziała też, że adwokat Aarona powiedział jej, że kiedy skończę szkołę i rozpocznę karierę, on będzie kontynuował alimenty do czasu, gdy Travis skończy osiemnaście lat, jeśli sobie tego zażyczę. Wszelkie poprawki w tym zakresie ze względu na koszty utrzymania lub potrzeby Travisa powinny być zgłoszone przez mojego prawnika, a on to rozważy. A jeśli Travis pójdzie do college’u, decyzja o dalszym wspieraniu i tym, kto zapłaci czesne i inne wydatki, zostanie wtedy wynegocjowana”.

„Przekazywanie?” - Joker zmusił się do wypchnięcia.

„Uważa, że Travis radzi sobie z obecnym harmonogramem i zachęca mnie, abym pozwoliła mu pozostać takim samym bez dalszych negocjacji”.

„I?” – zapytał Joker.

„I co?” - zapytała z powrotem.

„Co myślisz o tym wszystkim?” – podpowiedział.

Wyrzuciła rękę z telefonem, a następnie użyła jej, by złapać syna, zanim zsunął się z niej i kanapy po tym, jak zbytnio zaangażował się w uderzanie jej w brzuch kaczką i stracił równowagę.

„Nie wiem, co myśleć, skarbie” - To był cichy okrzyk, prawdopodobnie po to, żeby nie przestraszyć Travisa - „To spotkanie było paskudne. Mówiłam ci, jakie to było paskudne. Teraz to?”

„Odmieniło mu się serce”.

„Aaron tego nie ma” – mruknęła, kładąc obie ręce na Travisie i stawiając go na podłodze, biorąc pod uwagę, że przechylał się w tamtą stronę i chrząkał.

Gdy Travis znalazł się na podłodze, przeczołgał się do miejsca, w którym Joker leżał naprzeciwko niej, podniósł się na kolana i uderzył Jokera w biodro kaczką.

Joker złapał dzieciaka i przyciągnął go na swój brzuch.

Zaczął pełzać po nim.

„W takim razie zdarzył się cud” - powiedział jej - „Tocz się z tym. Co jeszcze chcesz zrobić?”

„Nie chcę jego pieniędzy” – wciąż mamrotała, nie odrywając oczu od chłopca.

„Carrie” – zawołał.

Spojrzała na niego - „Nie chcę”.

Nienawidził pomysłu, że jej były się nią zaopiekuje.

Ale i tak to była kupa pieniędzy.

Więc to bolało, ale dla niej musiał zapytać - „Czy to mądre?”

„Może nie, ale ,Joker, on był paskudny. Albo jego ojciec był, a jego ojciec jest jego przedłużeniem”.

„Rozumiem, ale…”

„W LeLane zatrudnili mnie, kiedy byłam w ciąży” – przerwała mu - „Pracują z moim harmonogramem najlepiej, jak potrafią. Zasługują na lojalność. Chcę być stylistką, ale chcę, żebym ja zrobiła to, by być stylistką. Nie chcę dawać jakiejś kobiecie bajecznych włosów i myśleć, że to Aaron to zrobił, żebym mogła to zrobić”.

Joker poczuł, że jego usta drgnęły.

„Więc przyjmę wsparcie na syna” – oświadczyła – „I on ma rację. Travis nie ma nic przeciwko temu harmonogramowi, a jeśli Aaron przestanie być palantem, to zadowoli go jeszcze bardziej, bo będzie czuł, że jest to załatwione dla nas wszystkich. Popracuję przez jakiś czas w LeLane, a wraz z napływającymi pieniędzmi alimentów na Travisa zaoszczędzę na własną edukację. Kiedy już tam będę i będę mogła sobie to dać, pójdę po to”.

„Odrzucasz ćwierć miliona, które, w sumie, ten facet jest ci winien, mała” – powiedział łagodnie.

„Odrzucam pieniądze z poczucia winy, które sprawią, że on poczuje się lepiej, ponieważ był dla mnie taki złośliwy” – odpowiedziała - „Nie obchodzi mnie, czy poczuje się lepiej, czy nie. W ogóle mi na nim nie zależy. Wezmę jego wsparcie dla Travisa, ponieważ jest jego ojcem. Poza tym on dla mnie nie istnieje”.

Uśmiechnął się do niej.

„Twój wybór” – powiedział.

„Jest. Teraz czas nakarmić moją rodzinę. Ty gotujesz, a ja pilnuję Travisa, czy na odwrót?”

„Zrobisz kiedyś to chili, które mi obiecałaś?”

Uśmiechnęła się do niego – „Chyba ja gotuję”.

Joker odwzajemnił uśmiech, a potem chwycił jej chłopca.

Pociągnął go po klatce piersiowej, gdy dzieciak pisnął.

Kiedy miał go twarzą w twarz, powiedział - „To znaczy, że ja cię mam”.

A za swoje kłopoty dostał w twarz kaczką.

*****

Trzy tygodnie później Joker szedł z Ride do Kompleksu, gdy zadzwonił jego telefon.

Wyciągnął go, zobaczył, kto dzwoni, i przyłożył go do ucha.

„Yo, Lee”.

„Jesteś zajęty?”

„Nie” – odpowiedział, bo nie był. Były Carissy miał Travisa, więc miała popołudniową zmianę. Skończył tego dnia to, co chciał zrobić w swoim nowym projekcie, więc udawał się do Kompleksu, aby wypić kilka piw z braćmi.

„Potrzebuję cię w Szpitalu Dziecięcym” – powiedział mu Lee.

Joker zamarł.

„Czemu?”

„Powołuję się na przysługę, bracie” – powiedział cicho Lee.

Kurwa.

„Jestem na motocyklu” – powiedział mu Joker.

„Położnictwo” – odparł Lee.

Gówno.

„Rozumiem. Będę tam”.

Schował telefon do kieszeni i poszedł na motocykl.

Potem pojechał do szpitala.

Udał się na położnictwo tylko po to, by zobaczyć, że Lee nie był sam.

Był z nim Hank.

„Jestem tutaj po co?” - zapytał, kiedy zatrzymał się blisko.

„Musisz się ubrać” – powiedział Lee.

„Co?”

Lee zapukał do drzwi. Otworzyły się, wyjrzała pielęgniarka, spojrzała na Jokera, po czym podniosła rękę i zgięła palec.

Joker spojrzał na Lee, na Hanka, a potem na kobietę.

Poszedł za nią.

Gdy znalazł się za drzwiami, ubrał się. Ochraniacze na buty. Zdjął kurtkę i założył fartuch na koszulkę.

Kiedy skończył, zaprowadziła go do pokoju z małymi łóżeczkami z nakryciami w kształcie kopuły.

Zatrzymała się obok jednego, a on zatrzymał się razem z nią, spojrzał w dół i spojrzał na najmniejsze dziecko, jakie widział w swoim życiu. Dzieciak nie mógł być większy niż jego dłoń. W ustach i chudym ramieniu miał rurki, oczy zaklejone bawełną, pożółkłą skórę w kolorze mokki, kępki miękkich, czarnych kręconych włosów.

„Wcześniak” – powiedziała cicho pielęgniarka - „Uzależniony”.

Te dwa słowa przecięły mu żołądek i Joker spojrzał na nią.

„Będzie dobra” – powiedziała - „Dotarła tak daleko, teraz nic jej nie powstrzyma”.

Joker spojrzał na dziecko, które nie było nim, ale nią.

„Czy można ją potrzymać?” – zapytał.

„Nie, ale można ją dotknąć” — odpowiedziała pielęgniarka - „Przez te otwory po bokach. Dam ci rękawiczkę”.

Dała mu rękawiczkę.

Joker włożył ją, przepchnął rękę i miał rację.

Dzieciak był tak duży jak jego dłoń.

Ale wydawała się tak krucha, że zawahał się jej dotknąć.

Zamiast tego przycisnął palec do jej dłoni.

A kiedy to zrobił, jej palce zacisnęły się wokół.

Mocno.

„Powiedziałam ci, że będzie dobra” – mruknęła pielęgniarka.

Joker wpatrywał się w dziewczynkę, czując, jak coś wsiąka w niego przez czubek palca.

Następnie delikatnie wyciągnął palec z uchwytu i rękę z otworu.

Skinął pielęgniarce i podszedł do drzwi. Zdjął to gówno, które włożył i wrócił do holu.

„Nie zadzieraj ze mną z tym wszystkim” – warknął do Lee.

„Weszła kobieta, urodziła dziecko, wyjechała. Ledwie odzyskała zdrowie, zanim zniknęła. Od tamtego czasu nikt jej nie widział” – powiedział Hank – „Minęło półtora tygodnia”.

Joker spojrzał na niego.

„Kiedy weszła, była naćpana. Porzuciła swoje dziecko” – ciągnął Hank.

„A ile osób czeka w kolejce po tego dzieciaka?” - zapytał Joker.

„Nikt” – stwierdził Hank.

„Rasa mieszana” – powiedział cicho Lee, a Joker zmrużył na niego oczy, wiedząc, że to nie oznacza ni chuja dla ludzi, którzy chcą mieć dziecko - „Urodzona wcześniakiem, uzależniona, poważne gówno, Joke. I wszystkie systemy już działają, ale nikt nie ma pojęcia, co będzie z tym dzieciakiem. Jak dorośnie. Jak będzie się rozwijać. Po drodze mogą pojawić się problemy, a z tymi problemami i ich prawdopodobieństwem, ci, którzy byli w kolejce, wycofali się. Ta mała dziewczynka potrzebuje kogoś wyjątkowego, kto może to przyjąć i nie będzie obchodziło go, z czym się zmierzy, jak długo będzie miał dziecko do kochania. Teraz, jeśli nie znajdziemy ludzi, którzy mają w sobie to, by zapewnić jej piękne życie, ona dorasta w systemie”.

„Więc mówisz, że chcesz, żebym poszedł do mojego nauczyciela historii z liceum, który przeszedł przez wyżymaczkę z żoną i ofiarował mu dziecko z problemami i mamę, która zniknęła?” - zapytał.

„Jak choćby przez chwilę myślisz, że powiedzą tak, a potem nie, nie chcę tego gówna” – odpowiedział Lee.

„Domyślam się, że nie mrugną na dzieciaka. Ale mama zniknęła. Jak ona wróci…”

„Ona nie wróci” – stwierdził Hank.

„Jeśli wróci...” - Joker znów zaczął.

„Ona nie wróci” – powiedział stanowczo Lee.

Joker wpatrywał się w niego.

Potem zapytał - „Tata?”

„Tata zniknął” – powiedział Hank.

Kurwa.

Znali tatę.

Znali też mamę.

Wiedzieli wszystko.

Kurwa.

„Jak bardzo zniknął?” - Joker pchnął.

Bardzo” – powiedział Hank.

Joker spojrzał między nimi.

Potem dodał - „Jak wzbudzę ich nadzieje, gówno pójdzie na południe, mamy problem”.

„Nie będzie żadnych problemów” – odparł nieugięcie Lee.

Joker pomyślał chwilę.

Potem powiedział - „Musicie mi dać dwadzieścia cztery godziny”.

„Czemu?” – zapytał Lee.

„Bo muszę porozmawiać z Carissą” – powiedział mu.

„Dobra decyzja. Może cię wesprzeć z twoim nauczycielem” – mruknął Hank.

Właściwie nie pomyślał o tym. Ale by ją i w to wciągnął.

Myślał o tym, jak małe palce zacisnęły się wokół jego własnych.

Mocno.

„Tak” – zgodził się - „Ale muszę z nią porozmawiać głównie dlatego, że jak powiedzą nie, muszę wiedzieć, czy ona zgodzi się na radzenie sobie z dzieckiem, które może mieć problemy”.

Głowa Lee drgnęła, a Hank patrzył.

Joker odszedł.

*****

Następnego dnia, stojąc w Kompleksie, z Carissą u boku, z jej ręką ściśniętą w jego, Joker patrzył na Keith’a Robinsona, który stał z pochyloną głową, uniesioną ręką i palcami owiniętymi wokół karku.

Byli jedynymi w pokoju.

Czekali.

Nie spieszył się.

Wreszcie opuścił rękę i spojrzał na Jokera.

„Nie mogę znowu na to narażać mojej żony”.

Joker skinął głową.

Przekazał mu informacje i nie był zaskoczony jego decyzją. Mężczyzna kochał swoją żonę. Jakby Carissa przeszedł przez to, przez co Keith obserwował przechodzącą jego żonę, Joker dokonałby tego samego wyboru.

„W takim razie Carissa i ja ją zabieramy”.

Keith zamrugał, zanim jego twarz się zmieniła.

„To szlachetne Carson” – spojrzał na Carissę – „Carissa, kochanie” – z powrotem na Jokera – „ale uwierzcie mi, kiedy mówię, że jeśli coś się zmieni, zakochujesz się w jednej chwili, a serca bardzo łatwo pękają”.

„Ludzie, którzy mogli to zrobić, zapewnili mnie, że rzeczy się nie zmienią” – powiedział mu Joker, powtarzając coś, czym już wcześniej się podzielił.

„Myślisz, że tak jest i wtedy…”

„Keith, nie rozumiesz mnie” - Joker uciął mu cicho – „Ci ludzie nie podeszliby z tym do mnie, gdyby nie wiedzieli, że nic się nie zmieni”.

Keith wpatrywał się w jego oczy.

Joker mu na to pozwolił.

Carissa ścisnęła jego dłoń i oparła się o jego ramię.

„Może powinienem porozmawiać z żoną” – szepnął Keith.

Carissa wydała dźwięk, jakby walczyła ze łzami.

„Może powinieneś” – odpowiedział Joker - „Bez presji. Tak czy inaczej, ta mała dziewczynka będzie miała dom. Ale masz mój numer. Będziemy w szpitalu”.

Keith skinął głową i nie marnował czasu na uścisk dłoni Jokera i pozwolenie Carissie na dotknięcie swojego policzka przed odlotem.

„Modlisz się?”

Ciche pytanie Carrie sprawiło, że spojrzał na nią i zobaczył, że patrzy za się Keith’em.

„Nie” - odpowiedział.

Jej spojrzenie padło na niego.

„Zacznij” – szepnęła.

Spojrzał jej w oczy.

Potem zaczął.

*****

Joker opierał ramiona o ścianę na oddziale położniczym Szpitala Dziecięcego, obserwując, jak Keith Robinson wchodzi do pokoju z lekarzem i funkcjonariuszem CPS.

Carissa i żona Keith’a były w strojach w pokoju z inkubatorem, trzymając nową córkę Keith’a.

Drzwi zamknęły się za Keith’em, a kiedy to zrobiły, Joker poczuł szept na karku.

Odwrócił głowę i natychmiast się napiął.

Na końcu korytarza stał Knight Sebring.

Obok niego była kobieta, którą Joker znał. Często bywała na terenie Chaosu. Sam kilka razy ją usunął. Była myszą, odpryskiem i uzależnioną. Nie miała żadnego interesu w tym życiu. Była za słaba. To życie by ją pożarło, to była tylko kwestia czasu.

Nie widział jej od miesięcy i myślał, że życie ją przeżuło.

Teraz zobaczył, że wyglądała na słabą i zmęczoną, miała na sobie obszerną bluzę z kapturem i naciągniętą nisko na czoło czapkę bejsbolową.

Knight przechylił głowę na bok.

Joker podniósł brodę.

Knight kiwnął głową.

Kobieta przyłożyła rękę do ust, a jej ciało szarpnęło się, gdy jej twarz się załamała.

Knight położył rękę na jej plecach, odwrócił ją i zniknęli.

Więc to nie była umowa Lee.

To był Knight.

Co oznaczało, że ta kobieta właśnie zniknęła, zrobiła to bezpiecznie, zrobi to czysto. Knight dawał jej nowe życie i wiedzę, że jej dziecko będzie kochane.

Joker wciągnął powietrze.

Potem spojrzał na swoje buty i odpuścił.

*****

Carissa siedziała obok niego w jego pickupie, gdy jechali ze szpitala.

„Wiesz, że cię kocham?” - zapytała cicho.

„Wiem, że mnie kochasz, Carrie” – odpowiedział w ten sam sposób, ściskając jej dłoń, którą trzymał na swoim udzie.

Odwzajemniła uścisk.

Jechali w milczeniu.

Złamała ciszę, mówiąc - „Chcę jeszcze jedno”.

„Wiem, Motylku”.

„Wkrótce” – szepnęła.

Niedługo to zrobi. Wsadziłby w nią jedno tej nocy, ale dopiero został uznany za czystego (coś dla niej, o czym już pomyślała, biorąc pod uwagę, że zastąpił ją jej były, a było to coś, co zostało przez nią uznane za rzecz oczywistą, by zatroszczyć się o Travisa) i była teraz na tabletkach.

„Wkrótce to zrobimy” – obiecał.

To dało mu kolejny uścisk.

„Chcesz Las Delicias?” – zapytał.

„Tak, ale to nasze rodzinne miejsce, ty, Travis i ja” - odpowiedziała, a on poczuł, że jego klatka piersiowa staje się lekka - „Dlaczego nie dostaniemy burgera czy czegoś takiego?”

„Cokolwiek chcesz, Carrie” – mruknął.

Znowu ścisnęła jego dłoń.

Zawiózł ją do My Brother’s Bar na burgera.

A potem zabrał ją do Dairy Queen na Blizzard.

*****

„Joke!”

Odwrócił głowę na wołanie Lenny’ego, a na to, co zobaczył, Joker mruknął - „Przepraszam” - do fotografa, z którym rozmawiał.

Potem uśmiechnął się, idąc przez warsztat do Carissy, która miała na sobie słodką podkoszulkę z błyszczącym gównem wyszytym na przodzie, słodsze dżinsy i czarne botki na wysokim obcasie, w których pieprzył ją tej nocy, kiedy podrapała kluczykiem samochód jego ojca.

Miała też duże włosy, dużo makijażu i ogromny, promienny uśmiech. Cały komplet oznaczał, że Joker walczył ze swoim kutasem, gdy zbliżał się do niej.

Kiedy się zbliżył, uczyniła to trudniejszą walką, bo natychmiast objęła go ramionami, przycisnęła się mocno i odchyliła głowę do tyłu.

W zamian pochylił swoją i wsunął palce do tylnych kieszeni jej dżinsów.

„Jestem przebrana za biker baby na wypadek, gdyby Henry Gagnon zrobił mi zdjęcie” – oznajmiła - „Nie chcę zawieść strony”.

Nie mogła tego zrobić, nawet jeśliby miała na sobie tę ohydną koszulę nocną, której na szczęście nie widział, odkąd poprosił ją, żeby ją zgubiła.

„Innymi słowy, nie mogłaś trzymać się z daleka” – odpowiedział.

Jej oczy błyszczały, gdy przycisnęła się bliżej - „Wilde & Hay są tutaj, by zrobić swój bajeczny wywiad z moim męskim motocyklistą i jego braćmi? Nie ma mowy”.

Uśmiechnął się.

Mówiła dalej.

„I mam dwie dobre wiadomości, którymi musiałam się natychmiast podzielić” - powiedziała mu, mówiąc dwie i natychmiast z naciskiem.

„Tak?”

Rozpoczęła - „Najpierw dzwoniła Megan. Ona i Keith mogą dziś zabrać Isadorę do domu”.

Od podjęcia decyzji minęły nieco ponad dwa tygodnie. Potrzebowali, żeby Isadora przybrała na wadze, nauczyła się ssać, żeby mogli ją karmić i by zdjęli jej klapki z oczu.

Wyglądało na to, że to się stało.

„Świetna wiadomość, Motylku” – wymamrotał swoje niedopowiedzenie.

„Tak, niesamowita i wiesz co” – kontynuowała – „Aaron do mnie dzwonił”.

Ciało Jokera napięło się.

„Powtórz?” - zażądał.

Potrząsnęła głową, wciąż się uśmiechając – „Powiem, że trochę się przeraziłam, kiedy zobaczyłam jego nazwisko na telefonie, bo nie powinien do mnie dzwonić, chyba że byłby nagły wypadek z Travisem. Nie był. Jest z nim w porządku”.

„Więc po co ten skurwiel dzwonił?” - warknął Joker.

„Ponieważ” - wciąż się uśmiechała - „…ma randkę!”

Joker zmarszczył brwi – „I myślał, że się przejmiesz, bo…?”

„Bo Aaron poprosił o to, żebyśmy zamiast jego mamy i taty zaopiekowali się Travisem, kiedy on zabierze tę kobietę”.

Wtedy Joker zagapił się na nią.

„Oczywiście, że powiedziałam tak” – ciągnęła – „Przywozi go jutro wieczorem”.

„Pieprzysz”.

Ciągle się uśmiechała, ale robiła to potrząsając głową, a jej włosy muskały jej ramiona, dając mu pokaz, który naprawdę lubił.

„Nie”.

Facet miał duszę.

I szedł dalej.

A największą niespodzianką z całego tego gówna było to, że w końcu zademonstrował, że chciał dać Carrie to, czego ona naprawdę pragnęła, harmonijny związek między nimi wszystkimi dla dobra Travisa.

Może kochał Carissę.

Ale z takim rodzajem miłości Joker mógł sobie poradzić.

Jego ulga była tak wielka, że opuścił głowę tak, że jego czoło spoczęło na jej czole.

„Tak, skarbie. To jest niesamowite” – szepnęła, patrząc mu w oczy.

„Tak, Carrie, tak jest, mała” – zgodził się.

„Joke, bracie, rozumiem, że jak Carrie ma tyłek w tych dżinsach, żąda, żeby mężczyzna miał ręce w kieszeniach, ale gówno się dzieje!” - krzyknął Boz.

Joker patrzył, jak oczy Carissy się uśmiechnęły.

Potem poczuł, jak jej usta musnęły jego.

Pochylił się i sprawił, że pocałunek był głębszy i bardziej mokry, ale nie mógł go przedłużać.

Kiedy go złamał, zapytał - „Zamierzasz tu być?”

„Nie przegapiłabym tego” – wyszeptała.

Uśmiechnął się do niej.

Potem pocałował ją w czoło i puścił.

*****

Joker wyciągnął wózek z tyłu pickupa, wytrząsnął go i wepchnął stopę na pedał, który go zablokował.

W chwili, gdy skończył, Carissa była tam, wsadzając w niego tyłek Travisa.

Ale robiła to, pyskując.

„Nie mogę uwierzyć, że zabierasz nas do centrum handlowego”.

„Chciałaś hamburgera. Mamy twojego chłopca, nie możemy iść do baru, a Johnny Rockets jest tutaj” – przypomniał jej.

Spojrzała na niego, gdy rozglądał się po parkingu, upewniając się, że jest bezpiecznie, zanim zaczął pchać wózek.

Ustawiła się obok niego i oświadczyła - „Powiem tylko, że Gunther Toody jest fajniejszy i nie znajduje się w centrum handlowym”.

„Jestem głodny, a to jest dalej” – mruknął.

„O jakieś pięć minut” – odparła.

Zignorował to, zjechał wózkiem po schodach, a Carissa wpatrywała się, a potem rzuciła się do przodu, by otworzyć drzwi.

„I powiem tylko” – zwróciła się do niego ponownie, kiedy byli w środku – „…że nie mogłeś zaparkować dalej. Johnny Rockets jest po drugiej stronie”.

„Sądzę, że mogłem tu kiedyś być, ale nie pamiętam, czy byłem, bo to zablokowałem i nie znam tego na pamięć”.

To była prawda.

W większości.

„Nieważne” – powiedziała, ale słyszał jej uśmiech.

Czuł też jej kciuk w szlufce.

Co oznaczało, że kiedy szli przez centrum handlowe, a on obrał swój kurs, musiała iść z nim.

„Jo…”

Urwała i wiedział dlaczego.

Nie mogła przegapić sklepu, przed którym się znajdowali.

Jak tylko obrał kierunek, nie marnował czasu i poprowadził ją dokładnie tam, gdzie powinni być.

Carissa w milczeniu podążyła za nim.

Podczas gdy Travis bełkotał i kopał nogami, Joker ustawił wózek bokiem do gabloty, aby dzieciak miał widok, zanim zaczepił Carrie w talii i przyciągnął ją do siebie.

„Witam” - przywitał ich sprzedawca - „Czy mogę państwu dzisiaj w czymś pomóc?”

Ponieważ obejrzał to, Joker natychmiast wskazał na kasetkę i odpowiedział - „Chcemy zobaczyć ten”.

Usłyszał, jak Carrie nabrała powietrza.

„Oczywiście. Jest piękny. Fantastyczny wybór. Chwileczkę” – powiedział sprzedawca, dzwoniąc kluczami.

Usłyszał, jak Carrie zaczęła ciężko oddychać, a także poczuł, jak jej ciało zaczyna się trząść.

Na szkle wyłożono aksamitną podkładkę, a następnie osadzono na niej pierścionek zaręczynowy Tiffany’ego.

„Proszę bardzo” - powiedział sprzedawca.

Joker złapał go, chwycił dłoń Carissy i wsunął ją na jej palec serdeczny.

Potrzebowaliby innego rozmiaru. Był za duży.

Ale na razie wystarczył gest.

Spojrzał jej w oczy, które miała skierowane na pierścionek, w chwili, gdy łza wypłynęła z jednego i spłynęła po jej policzku.

Czuł to.

I kochał to uczucie.

„Może być taki pierścionek zaręczynowy?” – wyszeptał.

Kolejna łza spłynęła po jej policzku, gdy jej palce zacisnęły się wokół jego dłoni, a jej spojrzenie spotkało się z jego.

„Jest idealny” – odszepnęła.

„Joe joe kah!” - krzyknął Travis.

Oczy Carissy zrobiły się ogromne, zanim wybuchła śmiechem, a jednocześnie wybuchnęła płaczem.

Joker wziął ją w ramiona, wziął ją roześmianymi, łkającymi ustami w długim, mokrym pocałunku, a przez to usłyszał, jak sprzedawca mruczał - „Kocham moją pracę”.

*****

Drzwi frontowe otworzyły się i Joker spojrzał w tamtą stronę, aby zobaczyć wchodzącą Carissę.

„Yo” – zawołał Boz stojący obok niego przy stole w jadalni.

„Carrie” – przywitał się Snapper, również przy stole.

„Mała” – powiedział Roscoe stojący po jego drugiej stronie.

„Hej, Carrie” – zawołał Rush przy końcu.

Hound chrząknął.

Joker tylko patrzył na swoją kobietę i uśmiechał się.

Odwzajemniła uśmiech, wołając „Hej” do mężczyzn przy stole, pijących piwo i grających w pokera.

Ale podeszła prosto do niego.

Położyła dłoń na jego szczęce, pochyliła się i pocałowała go lekko, po czym powtórzyła znacznie łagodniej - „Hej”.

Jak zawsze.

Dokładnie w jego penisa.

„Hej, mała, jak minął wieczór dziewcząt?” – zapytał.

„Dobrze. Ale… hm, czy mogę z tobą chwilę porozmawiać?”

Próbował odczytać oś z jej twarzy, zobaczył coś, czego nie potrafił złapać, nie podobało mu się to, więc skinął głową i nie marnował czasu na odłożenie zakrytych kart na stół.

„Wrócę” - powiedział do braci.

„Czas na świeże” – oznajmił Roscoe, odsuwając się ze swoim krzesłem.

Joker wstał, a Carissa wzięła go za rękę.

Poprowadziła go korytarzem, pytając - „Wygrywasz?”

„Nie straciłem domu” – powiedział w odpowiedzi.

Rzuciła mu uśmiech, kiedy wprowadziła ich do ich pokoju.

„Hound znowu kopie ci tyłek”.

Joker nie odwzajemnił uśmiechu, wciąż próbował ją odczytać, ale odpowiedział - „Ten człowiek jest uczonym pokerowym”.

Jej uśmiech się poszerzył i zapytała - „Czy możesz zamknąć drzwi?”

Joker zamknął je, a następnie poświęcił jej całą swoją uwagę, błagając - „Proszę, powiedz mi, że ty i twoje suki nie zdecydowałyście, że dziś był ten wieczór, aby podpalić dom mojego ojca”.

Wybuchła śmiechem.

Patrzył, mając nadzieję, że to było nie.

Spoważniała i poinformowała go - „Nie. Właściwie to jest do pokazania, a nie opowiadania”.

Carissa chciała mu coś pokazać.

Pomyślał o Roscoe biorącym sobie świeże.

Potem pomyślał, że żaden z jego braci nie będzie się zbytnio przejmował, jakby musieli trzasnąć i wypierdalać, bo może im nie powiedzieć, że dostanie pokaz, ale mogli się domyślać i nie byliby braćmi, gdyby byli tym rodzajem mężczyzn, którzy stanęliby temu na drodze z powodu pokera.

Więc skrzyżował ręce na piersi i rozkazał - „Więc… pokaż”.

„Na wstępie powiem, że podoba mi się mój pierścionek zaręczynowy”.

Joker potrząsnął głową, ale zrobił to z uśmiechem.

Wiedział o tym. W ciągu tygodnia, odkąd go dostała, widział, jak się w niego wpatrywała. Nabrała nawet zwyczaju pocierania brylantem o dolną wargę częściej niż okazjonalnie.

Jeśli złapał to ostatnie i jak miał możliwość to zrobić, stawiał ją w sytuacji, w której używała tej wargi w inny sposób.

„A także” – kontynuowała – „jest to kulminacja tego, co Elvira nazywa szalonymi pomysłami, coś, co, jak mi powiedziano, dzieje się, gdy cosmo dwa zamienia się w cosmo trzy”.

„Motylku, bierz się do roboty”.

Zsunęła ręce w dół spódnicy swojej uroczej sukienki, nie odrywając wzroku od niego, ale jego wzrok opadł na jej dłonie.

„Ponadto należy powiedzieć, że Tyra wie praktycznie wszystko” – poinformowała go.

Joker nic nie powiedział. Patrzył, jak podciągała dół sukienki.

Przesunęła się na bok, mówiąc mu - „W tym to, skąd bracia mają tatuaże”.

Jego klatka piersiowa napięła się, bo zobaczył majtki, a pod nimi, w prawym górnym rogu jej tyłka, od biodra, w dół od talii, opatrunek.

Ostrożnie ściągnęła majtki z opatrunku, gdy stał nieruchomo i patrzył.

Wciąż milcząc i obserwując go, zdjęła opatrunek.

„Ja mam pierścionek” – szepnęła - „To jest twoja obietnica”.

Nie poruszając mięśniem, Joker stał tam, wpatrując się w lepkie czerwone ciało, w którym, mniejsza, ale cholernie wspaniała, była karta, którą zaprojektował dla niego facet na tatuaż na jego pierś.

Ale to było na tyłku w kształcie serca jego dziewczyny.

„Nie jestem fanką tatuaży, ale pomyślałam… Joker?

Skończyła na wołaniu go, ponieważ opuścił ręce i odwrócił się.

Otworzył drzwi i krzyknął w głąb korytarza - „Przyjęcie skończone! Spadajcie!”

Usłyszał „Co do cholery?” i śmiech, ale to wszystko, co usłyszał, zanim zatrzasnął drzwi i odwrócił się.

„Skarbie, to było niegrzeczne… och!

Krzyknęła, ponieważ podszedł do niej.

Cofała się.

Podniosła rękę i przyglądała mu się uważnie, gdy się poruszała.

„Czy to oznacza, że ci się podoba?” - zapytała.

Nie dał jej ustnie odpowiedzi.

Ale chwilę później, kiedy nie robił tego, co zwykle, czyli nie patrzył, jak jej cipka brała jego kutasa, ale zamiast tego jego oczy były utkwione w jego karcie na jej tyłku, gdy brała jego ruchanie na kolanach, jej jęki były stłumione przez kołdrę, gdzie była przyciśnięta jej twarz, pomyślał, że dostała wiadomość.

*****

Doszedł do wniosku, że dostała również jego wiadomość, gdy usiadła obok niego, bełkocząc o planach weselnych, współpracownikach w LeLane, jej i przewidywaniach jej dziewczyn, kiedy Malik się oświadczy, gdy siedział rozparty na krześle, kiedy jego facet od tatuaży pracował na jego klatce piersiowej.

Podobnie jak karta jokera, był to jego projekt, więc zmieniał talię na taką, jaką Joker chciał, żeby była.

Tak więc karta, którą facet tatuował ukośnie nad jego sercem obok jokera, była królową serce.

I motyle.

*****

Tylne drzwi otworzyły się i wleciała Carissa, trzymając w jednej ręce uchwyty papierowej torby LeLane, w drugim ramieniu wielki stos czasopism, torebkę przewieszoną przez ramię i mając na sobie koszulkę polo w kolorze khaki i LeLane, Conversy na nogach.

Joker stał przy kuchence.

Travis był niepewny na nogach, gdy podbiegł do niej, krzycząc: „Moo-mah!” potem zanurkował na główkę, wylądował na rękach i kolanach, odchylił głowę do tyłu i zachichotał.

„Googly” - przywitała się, wyrzucając torbę, czasopisma i torebkę i spoglądając na Jokera - „Proszę, powiedz mi, że przyrumieniasz mieloną wołowinę”.

„Skoro dostałem SMS-a pięć minut temu, żeby to zrobić i stoję przy kuchence… tak.”

Uśmiechnęła się do niego, pochyliła, podniosła dziecko, pocałowała go, połaskotała i przytuliła, a potem odłożyła go ponownie i podeszła prosto do Jokera.

Jej oczy błyszczały.

„Widziałeś to?” - zapytała.

Pokiwał głową - „Tyra kupiła dwa razy więcej niż ty tam” - Wskazał głową na bar, na którym porzuciła swoje gówno.

„Przeczytałeś to?” - pchnęła.

„Uch… tak” – odpowiedział.

„To jest niesamowite!” - płakała - „Takie niesamowite. Takie fajne. Takie ty! I bracia. Oprawię to. Każdą stronę!” - oświadczyła.

„Wyobrażam sobie, skoro jesteś głuptaskiem” – mruknął, walcząc z uśmiechem.

„Nie denerwuj mnie, kiedy jestem taka szczęśliwa” - Podskoczyła nagle i krzyknęła - „Muszę się przebrać! Wrócę! W tej torbie są lody, wrzuć je do zamrażarki, skarbie, dobrze?”

Potem nie czekała, aż odpowie. Zacisnęła usta i posłała mu buziaka, który uważał za słodki, i zwykle kochał, kiedy to robiła, ale nie tak bardzo wtedy, gdy dopiero wróciła do domu, a on wolałby coś całkiem innego.

Nie dostał tego.

Wybiegła z kuchni.

Joker zgasił ogień pod mięsem, pochylił się, złapał Travisa i posadził go na biodrze.

„Joejoekah, loo lah, ka kah.”

„Słyszę cię” - mruknął Joker, podchodząc do torby, wyjął lody (trzy pojemniki) i włożył je do zamrażarki.

Potem podszedł do magazynu, chwycił górny ze stosu, odłożył na bok i otworzył.

Dotarł do strony i szepnął - „Oto jest, chłopcze”.

„Dah, noo, fah, lah” - odpowiedział Travis.

„Tak właśnie myślę” – powiedział Joker.

Wpatrywał się w zdjęcie.

Zajmowało obie strony. Jedna z jego konstrukcji, motocykl, fioletowe nadwozie, genialne prążki i nawet on musiał przyznać, że nadwozie było natchnione.

W wielkim piśmie na górze napisano: Niestandardowy Cool, a pod tym, mniejszą czcionką: Klub Motocyklowy Chaos w Denver, pod przywództwem mistrza projektowania Carsona „Jokera” Steele’a, zabiera niestandardowe bryczki do następnej stratosfery.

Bracia zgromadzili się wokół motocykla w warsztacie.

Wszyscy. Joker za przednim kołem, ręce skrzyżowane na piersi, Tack obok niego, ręka przerzucona swobodnie na ramiona Jokera, buty skrzyżowane w kostkach.

Za nimi znajdowała się tylna ściana warsztatu, ich skrzynki z narzędziami i ekwipunek ułożone były na dole, a masywna flaga Chaosu wisiała powyżej rozpięta na ścianie.

Boz uśmiechał się jak wariat, ale reszta jego braci wpatrywała się w kamerę naturalnie, wyglądając na twardzieli.

To było cholernie świetne zdjęcie.

Przerzucił tę stronę na lepszą.

W prawym górnym rogu, ujęcie z boku Jokera w ramionach Carissy, z rękami głęboko w jej tylnych kieszeniach, ich uwaga skupiona wyłącznie na sobie nawzajem.

Uśmiechali się.

Pod nim było napisane - Nie ma motocyklisty bez bikers baby. Steele ze swoją narzeczoną Carissą.

„Moo-mah” – wymamrotał Travis, a Joker spojrzał na dzieciaka, by zobaczyć, że patrzył na czasopismo, kiedy palcami kręcił wargami.

„Tak, synu, to twoja mama”.

Travis spojrzał na niego - „Moo-mah”.

„Tak chłopcze”.

Travis zdjął palce ze swojej wargi i zacisnął je na Jokera - „Joejoekah”.

„Tak” – wyszeptał Joker - „Jestem twoim Jokerem”.

Chłopak zachwiał się na sekundę, po czym opadł do przodu i wylądował niechlujnym pocałunkiem z otwartymi ustami na swojej dłoni i na ustach Jokera.

Zatoczył się do tyłu.

„Też cię kocham, dzieciaku” – wyszeptał Joker.

Travis zachichotał.

Potem obrócił się i sięgnął do podłogi.

Tak jak robiłby, tak długo, jak mógłby to robić, Joker dał Travisowi to, czego on chciał i położył jego tyłek na podłodze.

*****

„To cholerne gówno rządzi” - oznajmił Boz, dokładając swoją trzecią porcję chili Carissy i wrzucając ją na porcję Fritos z serem chili.

Obserwując, jak robił to jego brat, Joker pomyślał, że to dobrze, że jego kobieta zrobiła tego kadź.

Poszedł do lodówki, złapał kilka zimnych, zerwał kapsle i wyszedł, kierując się prosto do Linusa, który w tłumie ludzi stał przy oknie w jadalni, z Candy siedzącą na jego biodrze.

Joker podał piwo swojemu przyjacielowi i wymamrotał - „Dzięki, Car”.

„Nie ma problemu” - odpowiedział, odwracając się do pokoju, w którym wszyscy jego bracia, ich suki i przyjaciele Chaosu, w tym Elvira i Malik, Lawson i jego rodzina, Lucas i jego rodzina, Delgado i jego rodzina oraz obaj bracia Nightingale i ich rodziny, z dodatkami rodziny Linusa, pani Heely, Keith’a, Megan i Dory Robinsonów, zostały wepchnięte do domu jego i Carissy.

Na szczęście niektórzy z nich kręcili gówno w kuchni, a inni byli na zimnie na tylnym tarasie, inaczej nie byłoby wystarczająco dużo miejsca.

Nawet jeśli nie byłoby miejsca, to gówniane dzieciaki znajdujące się obecnie w ich domku znalazły sposoby na bieganie, co robiły.

Joker poczuł, jak coś lekkiego dotknęło jego ramienia.

Odwrócił się i zobaczył, jak Candy wychyliła się w jego kierunku.

Spojrzał na Linusa, gdy wziął jej ciężar, większy niż był do tego przyzwyczajony i posadził ją na swoim boku.

Owinęła rękę wokół jego szyi i oparła głowę na jego ramieniu.

„Moje dziecko się zakochało” – powiedział Linus pod nosem.

Joker odwrócił głowę i uśmiechnął się do niego.

„Świetna rozkładówka w tym magazynie, Car” - powiedział Linus głośniej - „Kamryn kupiła ich pięć. Chce, żebyś nakłonił braci do ich podpisania”.

Słysząc to, Joker zastanawiał się, czy w Denver pozostała jakaś kopia, biorąc pod uwagę, że wszystkie kobiety jakkolwiek związane z Chaosem je gromadziły. Stacy kupiła dziesięć (i kazała braciom je podpisać). Elvira kupiła dwadzieścia (i nakłoniła braci do ich podpisania).

„Dumny” – szepnął Linus.

Joker uniósł piwo i pociągnął łyk, ale nie patrzył na niego.

„To wszystko, co powiem, ale to tkwi głęboko, Car” – ciągnął Linus – „I nie tylko dlatego, że jesteś sławny”.

Przy całym tym, co czuł, jedyne, co Joker miał do zaoferowania, dał.

Pokiwał głową.

Linus, jak zawsze, szczęśliwie wziął to, co on miał do dania i poklepał go po plecach.

Joker poczuł tą lekkość w klatce piersiowej, a jednocześnie poczuł coś innego.

Jego oczy przeniosły się na kanapę i zobaczył swoją dziewczynę siedzącą blisko pani Heely, Indy Nightingale i Gwen Delgado, a wszystkie gadały, jakby nie pełzały po nich dzieci lub niedbale nie unikały latających zabawek.

Ale Carissa patrzyła ponad oparciem kanapy na Candy.

Jej wzrok przesunął się na niego.

„Wkrótce” – wyszeptał bezgłośnie.

Uśmiechnęła się.

Najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widział.

Zacisnęła usta i posłała mu buziaka w sposób, na który, kiedy ich dom był zapchany ludźmi, by się zgodził.

A potem dała mu najpiękniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek widział.

Odwróciła się szybko, gdy Suki Nightingale wylądowała na jej kolanach.

Usłyszał jej śmiech, gdy patrzył, jak to robiła.

Jego klatka piersiowa stała się jeszcze lżejsza.

Ponieważ to było to, to była najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widział i wiedział, że będzie ją dostawał raz za razem.

Łatwo.

Spokojnie.

Pięknie.

Dała mu to, co obiecała, że będzie miał.

Piękne życie.

A najlepsza część?

Musiał dać to jej z powrotem.

 


 

3 komentarze: