środa, 31 sierpnia 2022

18 - Zachwianie (cz.1)

 

Rozdział 18

Zachwianie (cz.1)

Joker

 

Następnego wieczoru Joker siedział w swoim pickupie, na biegu jałowym przy krawężniku przed ogromnym domem, który krzyczał jestem kurewsko bogaty.

Robił to, obserwując Carissę idącą ścieżką do domu, który kiedyś dzieliła ze swoim byłym palantem, niosącą swoje dziecko i torbę na pieluchy.

Zaparkował w widocznym miejscu i zrobił to, żeby móc patrzeć i być widzianym.

Nic dziwnego, że kutas otworzył drzwi.

Nic też dziwnego, że nawet po tym, jak Carissa ucałowała i przytuliła swojego chłopca i wręczyła mu go wraz z torbą, jej były palant sprawiał, że była zaangażowana w rozmowę.

Co więcej, nie było zaskoczeniem, że zobaczył, jak kutas namierzył go w chwili, gdy mężczyzna otworzył drzwi.

Gdy to trwało, Joker nie zatrąbił. Nie wysiadł z pickupa, nie okrążył go i nie pokazał swojej obecności bardziej agresywnie, opierając się o niego i patrząc. Albo bardziej agresywnie, idąc do domu.

Czekał.

Kosztowało go to.

Ale Carissa była tym, kim była, gdzie była z tym kutasem i gdzie była z Jokerem.

Tak więc, jak wiedział, że to zrobi, kiedy miała już dość, wyłączyła go i odwróciła się plecami, odchodząc, gdy facet wciąż mówił.

Joker spojrzał na kierownicę i powstrzymał się od uśmiechu.

Usłyszał, że drzwi się otworzyły i odwrócił głowę, żeby zobaczyć, jak wsiadła.

W momencie, gdy jej drzwi były zamknięte i sięgnęła po pas, nie opieprzał się, by wyprowadzić ich na drogę.

Usłyszał kliknięcie i przestał czołgać się, dodając gazu, gdy zapytał - „Wszystko okej?”

„Za każdym razem nienawidzę tego” - zatrzymała się i powtórzyła ciszej - „Nienawidzę tego”.

Widział to, jemu też się to nie podobało.

„Co mogę ci dać, Motylku?” – spytał cicho.

Nie odpowiedziała.

Spojrzał na nią - „Chcesz kolację?”

„Nie głodna” – wymamrotała.

„Chcesz porozmawiać?” - zaoferował.

„Nie ma o czym” – powiedziała.

„Dawał ci gówno?” – zapytał Joker.

„Po prostu zapytał kilka rzeczy o Travisie. Jak minął nasz tydzień. Nigdy wcześniej o to nie pytał, więc nietrudno odczytać, że teraz tak naprawdę go to nie obchodzi. To tylko gra”.

 „Mówił o spłaceniu adwokata?”

„Nie, chociaż wyglądał, jakby oczekiwał, że ja coś powiem. Ale nie mam zamiaru dziękować mu za to, że załatwił dług, który mi dał”.

O tak, facet oczekiwał, że ona coś powie. I to była dobra gra, że nie dała mu tego, czego chciał.

„Jak chcesz, następnym razem, ty zostaniesz w pickupie, a ja zabiorę Trav’a do drzwi” – zaproponował Joker.

„Mogę chcieć” – powiedziała cicho, a on spojrzał na nią ponownie i zobaczył, że wyglądała przez boczne okno.

„Przygotowana na jutrzejszy wieczór?” – zapytał, spoglądając na drogę i mając nadzieję, że zmiana tematu może pomóc.

Ale nawet mając nadzieję, wiedział, że to było do dupy. Miał ją, kiedy jej dziecka nie było w pobliżu, a ona była Carissą. Była jego dziewczyną. To było dobre do tego stopnia, że było niesamowite.

Ale posiadanie jej, kiedy jej dziecko było w pobliżu, było czymś innym. Była Carissa, jego dziewczyną, jego dziewczyną z obydwoma jej chłopcami z nią i to sprawiło, że była tak szczęśliwa, że nie było dobre. To było spektakularne.

Mógł powiedzieć, że wróciła do niego, kiedy zapytała - „Kolacja z ludźmi, którzy uczynili twoje życie znośnym, kiedy byłeś z tatą?”

 „Tak” – odpowiedział.

„Absolutnie” – oświadczyła stanowczo.

Spojrzał na nią ponownie, a potem z powrotem na drogę, zanim zapytał ostrożnie - „Zdenerwowana?”

„Nie. Jestem uznawana za dobrą dziewczynę. Rodzina Aarona zawsze mnie kochała. To znaczy, dopóki mnie nie wyrzucił”.

Stłumił śmiech, nie kwestionując faktu, że była dobrą dziewczyną, skoro był dobrze z tym zapoznany, ale nadal ostrzegł ją -  „Pani Heely straciła syna. Był w Armii. Zginął w czasie służby. Więc nieoficjalnie adoptowała mnie. Nigdy tego nie próbowałem, ale myślę, że może by nadopiekuńcza”.

„Dobrze” - zauważyła.

„I wybredna” – kontynuował.

„Powinna być. Zasługujesz na najlepsze”.

Uśmiechnął się do drogi, mrucząc - „Na szczęście mam to”.

Wtedy poczuł, jak jej palce zacisnęły się na jego udzie.

Zmienił ręce na kierownicy i ściągnął jej palce ze swojego uda, owijając swoje wokół jej. Potem położył je tam, ściskając je razem.

„Za tydzień, będziemy go mieć z powrotem” – powiedział cicho.

„Za tydzień, będziemy” - odpowiedziała w ten sam sposób.

Zamilkli, gdy odwoził ich do domu.

Kiedy wrócili do domu, przeważnie milczeli, odgrzewali resztki Carnitas i zjadali je rozbijając się na kanapie.

Joker zrobił to, dając Carissie czas na poradzenie sobie ze stratą syna. Nie dał jej przestrzeni, bo jasno dała do zrozumienia, że tego nie chciała, trzymając się blisko niego, jak zwykle go stale dotykała, ale dał jej możliwość zamknięcia się w jej myślach.

Poświęcił ten czas, aby być we własnych myślach.

Za każdym razem, kiedy mógł, zamieniał się na patrole, odkąd mu się oddała. Przez dwa tygodnie spędzał z nią całe noce.

To nie był problem. Bez kobiety i dzieci w swoim życiu tak często chodził na patrole dla swoich braci, że miał wystarczająco dużo przysług do wykorzystania, by być z nią przez miesiąc i wciąż miał trochę do stracenia.

Ale musiał wrócić na ulicę.

Tack chciał, aby Klub zajął więcej terytorium, a Klub się na to zgodził. Naciskali i otrzymali tę samą akcję, tylko więcej, ostrzegając dealerów i prostytutki przed ich rozszerzonym obszarem.

Poszło łatwo, zbyt łatwo. Chłopcy byli podejrzliwi. Nikt nic nie mówił, a Benito Valenzuela nie odpowiedział, ale Joker musiał wyjść na ulicę. Musiał to wyczuć. Porozmawiać z jego źródłami. Wykazać tam jego obecność.

Być jednością z jego braćmi i pokazać to tym, którzy powinni to zobaczyć.

Carissa nie wiedziała, że patroluje, i niedługo będzie musiał o tym z nią pomówić. Oddałby jej tą noc, bo tego potrzebowała. Oddałby sobie sam następną, bo była to dla niego wielka noc, z Carissą, Linusem, panią Heely.

Ale w środę jego tyłek musiał być na ulicy.

Musieli więc odbyć tę rozmowę.

Nie tego dnia.

Już niedługo.

Na tę myśl zdecydował, że potrzebuje kolejnego piwa. Ich talerze stały na stoliku do kawy, więc zdecydował, że powinny być w zlewie.

Już miał się tym zająć, kiedy Carissa poruszyła się, nagle przechylając się, by usiąść na nim okrakiem.

Odchylił głowę do tyłu, kładąc ręce na jej biodrach, gdy spojrzał jej w oczy, aby zobaczyć je na swojej koszulce.

„Mała?” - zaszeptał.

Podniosła wzrok na jego – „Potrzebuję cię”.

W jej tonie było coś. Coś, co mu się nie podobało. To było to samo, co mu dawała swoimi słowami i wyrazem twarzy.

To była potrzeba.

Ale czego potrzebowała… nie, dlaczego tego potrzebowała właśnie wtedy, nagle kołysząc się na nim, ten ton jej głosu, wyraz jej twarzy zaniepokoił go.

Niezależnie od tego potrzebowała go, więc zamierzał jej to dać.

Przesunął ręce po jej bokach i szepnął - „Weź to, czego potrzebujesz”.

Skorzystała z jego oferty.

Ale nie pocałowała go.

Przypięła się do jego koszulki i podciągnęła ją. Uniósł dla niej ręce, a ona zerwała ją i rzuciła za kanapę.

Potem pochyliła się.

Nie do jego ust.

Na jego szyję.

Spędziła tam czas, a następnie wygięła plecy, aby dać to samo jego klatce piersiowej.

Jego sutki.

Zsunęła się niżej, rozłożył nogi, gdy zsunęła się z jego kolan na kolana na podłogę.

Kurwa.

Kurwa.

Zamierzała mu ssać.

Jeszcze tego nie robiła, a sama myśl o obserwowaniu jej miodowych loków rozpościerających się wokół jego krocza, gdy pracowałaby na nim ustami, sprawiła, że jego kutas, już sztywny od tego, co mu dawała, zapulsował.

Chciał tego.

Ale ona tam nie poszła. Jeszcze nie. Wypuścił ją na wolność i dał jej dobro, ale on wykonywał całą pracę.

Nie przeszkadzało mu to. Lubił to. Dochodził. Podobało mu się, że ona dochodziła.

Ale nawet jeśli tego chciał, to, że teraz mu to dawała, nie pasowało mu.

Przesunęła wargami po pasku nad jego dżinsami, a jego głos był zachrypnięty, kiedy zapytał - „Bierzesz to, czego potrzebujesz, Motylku, czy dajesz mi to, czego myślisz, że ja potrzebuję?”

Odchyliła głowę, trzymając palce na jego rozporku, a on przygryzł wargę, gdy puls na jego kutasie podciągnął jego jądra po jednym spojrzeniu na jej twarz.

Była w strefie.

Całkowicie.

„Potrzebuję dać ci to, czego ty potrzebujesz” - wyszeptała.

„Mała, pozwól, że ja ci to dam” – odszepnął, gdy odpięła drugi guzik.

Potrząsnęła głową – „Nie tym razem, skarbie”.

Nie mogła przegapić, że dawał z siebie wszystko, ale nadal, czuł się dobrze, wiedząc, że tego nie przegapiła.

„Carrie…”

Potem odpięła kolejny guzik i powiedziała - „Chcę ci to dać, pozwól mi”.

Chciała tego, więc byłby szalony, gdyby jej na to nie pozwolił.

„Okej, mała, nie zatrzymam cię.”

Uśmiechnęła się. Był to miękki i ledwo widoczny uśmiech, ale zrobił coś z jej oczami, co sprawiło, że całe jego ciało się zacisnęło.

Potem opuściła głowę, skończyła z jego rozporkiem i wbiła palce w boki jego dżinsów, żeby je ściągnąć.

Jego kutas wystrzelił swobodnie i usłyszał jej szybki, gorący wdech, zanim po niego sięgnęła.

Nie prowadząc do tego, jakby była tego głodna, chwyciła go, ustawiła go i wzięła głęboko w swoje mokre, gorące usta.

Jezu.

Kurwa.

Joker zsunął się z kanapy, gdy jego głowa automatycznie opadła do tyłu i napiął swoje ciało, by nie stanąć dęba, przejmując kontrolę, by wypieprzyć jej usta, bo to było tak cholernie słodkie.

Potem pompowała go, a, Jezu, nie powstrzymując się, ssała mocno, pompowała mocniej dłonią, brała go głęboko do ust. Jeśli potrzebowała przerwy, lizała, toczyła, głaskała pięścią.

Mogła być niezdarna. Mogła być tak podekscytowana, że obijała się, trzaskała, drapała, gryzła, poruszała się w jedną stronę, kiedy chciał, żeby poszła w drugą. To było urocze. To było podniecone. To była ona.

Ale ona, kurwa, była niesamowita, gdy robiła mu loda.

„Kurwa, Carrie” – jęknął, będąc tak daleko, że prawie nie miał w sobie siły, by ją ostrzec, że zaraz połknie, kiedy ją stracił.

Wtedy przeszła od dawania mu dobrego do fenomenalnego.

„Gumka, skarbie” – szepnęła, jej twarz była zarumieniona, oczy przymknięte, a ruchy przyspieszone.

Zrobił, o co prosiła, sięgając do kieszeni po portfel, nie odrywając od niej oczu, gdy podniosła się na nogi i zdzierała z siebie ubranie. Tuż przed nim. Stojąc między jego nogami.

Jej wzrok był rozpalony i głodny na jego kutasie, gdy nawijał prezerwatywę i ledwo dotarł do nasady, jak się wspięła.

„Potrzebuję go” – błagała, kręcąc biodrami, a on dał jej to, czego chciała, trzymając swojego penisa, żeby mogła wziąć.

Znalazła czubek i pojechała.

Joker chwycił ją w talii, gdy wygięła się mocno, jej głowa opadła do tyłu, dając mu włosy, szczękę, cycki, brzuch, cipkę.

Kurwa.

Przepiękna.

„Jedź na mnie, mała” – jęknął.

Wyprostowała głowę i natychmiast owinęła ramiona mocno wokół jego ramion, trzymając się, gdy się poruszała, biorąc go szybko i głęboko, i jak zwykle wokalnie. Dając mu jęki. Miauczenie. Jęki. Ciche okrzyki. Doprowadzanie go do krawędzi.

Jej skroń przycisnęła się do jego skroni, wydawała mu swoje odgłosy prosto w ucho, gdy wędrował po jej skórze dłońmi. Trzymając jedną pierś, podkręcił sutek, a ona ugryzła go wprost w płatek ucha i jej cipka chwyciła jego penisa.

Kurwa, skończył.

Stracił kontrolę. Zdjął ją z kutasa i rzucił na kolanach obok siebie na siedzeniu, twarzą do tyłu kanapy.

„Nie! Joker, nie przestawaj”.

Nie zrobił tego. Upadł za nią na kolana. Jego ręka owinęła się wokół jego penisa, wsunął końcówkę przez jej mokrą skórę, znalazł ją i wjechał.

Przytrzymała się oparcia kanapy i podniosła tyłek wyżej.

Jego gorący, mały kawałek.

Chryste.

„Proszę bardzo, Motylku” - chrząknął, biorąc ją, całą ją, jego ręce poruszały się po niej, poprawiały jej piersi, ciągnąc za sutki, zwijając je, przesuwając się po jej brzuchu, w dół, jedna weszła i okrążyła łechtaczkę.

„Nie przestawaj” - błagała, poruszając się razem z nim, podrzucając włosy i muskając jego twarz, gdy trzymał podbródek na jej szyi i patrzył, jak jej cycki również podskakiwały, gdy ją walił.

Kurwa.

„Nie przestanę” – jęknął.

„Nie przestawaj, skarbie, proszę” - jęknęła, podnosząc dłoń z kanapy, wykręcając rękę i obejmując nią tył jego głowy, trzymając się mocno.

Dotknął językiem jej szyi, zanim wyszeptał – „Nie przestanę, Carrie. Dam ci to, czego potrzebujesz. Weź to, Motylku”.

Wzięła go, biorąc jego pieprzenie, gdy przejeżdżała przez niego jego kutasem, dając to sobie.

Przekręciła głowę, a on patrzył w jej oczy i wiedział, że prawie doszła po jednym spojrzeniu.

„Skarbie” – wydyszała.

Wziął jej usta.

Kiedy wepchnął język do środka i posmakował jej, jej ciało znieruchomiało, gdy doszła, jej palce zacisnęły się na jego włosach, jej jęk przeszywał mu gardło, jej ciało poruszało się tylko dlatego, że nie przestawał ją pieprzyć, bo nie mógł.

I nie przestał. Całował ją. Pieprzył ją. Ciągnął za jej cycki i zwijał jej łechtaczkę, aż jej skowyt ponownie wypełnił jego usta, stał się płaczem, a ona znowu doszła, gwałtownie szarpiąc się w jego ramionach, gdy przerwała pocałunek, mocno zatrzasnęła jego dolną wargę zębami, zanim go puściła i jęknęła „Carson”.

Wtedy wjechał głęboko i odpuścił, a, Chryste, to było tak cholernie wspaniałe, że zatopił zęby w jej ramieniu i zamiast jęczeć, wciągnął i zrobił to mocno, zanim jeszcze mocniej zatopił zęby.

Tak” – wyszeptała, a przez swój orgazm mgliście wyczuł, że wciąż dochodziła, gdy przyjęła jego znak, a jej ciało zadrżało w jego uścisku.

Trzymał ją, aż to opuszczało ich oboje i trzymał ją, gdy opadała.

Potem wyślizgnął się, ściągając ją z kanapy, żeby oboje stanęli na nogach. Trzymał ją unieruchomioną, nawet gdy odwrócił ją twarzą do siebie i jedną ręką podciągał dżinsy, biorąc ją w drugie ramię.

Pochylił głowę, by pocałować jej rozchylone usta, otwierając oczy i wpatrując się w jej zamglone. Widząc tę mgiełkę, jego usta uśmiechały się, gdy muskały jej.

„Zostań tu, wrócę” - mruknął, czekając na jej senne skinienie głową i znów się uśmiechnął, kiedy ją puścił i szybko obszedł kanapę.

Pochylił się, by chwycić swoją koszulkę, podniósł i było to do dupy, kiedy zobaczył ją stojącą tam, wciąż rozmytą, z twarzą miękką i nieskoncentrowaną po podwójnym orgazmie, jej pięknym ciałem na widoku, a on był tak oddalony na tyłach kanapy i musiał zrobić to, co musiał zrobić.

Ale tego właśnie potrzebowała, więc zawołał - „Motylku”.

Skupiła się na nim, a on rzucił jej koszulkę.

Cała Carrie, podskoczyła i upadła na kanapę, ale złapała to i spojrzała na niego.

„Dzięki skarbie”.

Uśmiechnął się, a kiedy zaczęła zwijać jego koszulkę, żeby ją założyć, poszedł do łazienki, żeby zająć się sprawami.

Wrócił i nie zwlekał z zagarnięciem jej i zabraniem jej tam, gdzie chciał, żeby była, po to, co zdecydował między pieprzeniem a łazienką, że musiał zrobić później.

Co oznaczało, że po prostu położył ją w jego koszulce na plecach na kanapie z nim na górze. Potem sięgnął do pilota i wyłączył telewizor.

Następnie oparł przedramiona na poduszkach i objął jej głowę dłońmi.

„Po pierwsze, bierzesz pigułki?” - zaczął.

Zamrugała i pokręciła głową - „Nie”.

„Czemu?”

„No cóż… nie potrzebowałam tego”.

„Masz w łóżku kutasa, który lubi twoją cipkę, więc to jest czas przeszły” - zwrócił uwagę na bardzo oczywiste, a następnie zasugerował, co tak naprawdę było żądaniem - „Zabierzemy się do tego”.

„To częściowo płatne” – powiedziała cicho.

„Powtórz?” – zapytał.

„Mam ubezpieczenie zdrowotne. Aaron ubezpiecza Travisa, więc nie jest tak źle, ale wybrałam plan, który kosztuje mnie najmniej, a każda recepta ma dość solidną dopłatę, więc…”

„Carrie, zaoferowałbym, że zapłacę, ale to by ci namieszało w głowie, więc po prostu powiem, że brak opłat za honorarium adwokata oznacza, że prawdopodobnie możesz wziąć tą płatność. Potem twój mężczyzna może zostać przetestowany. Jak przychodzę czysty, mogę cię brać bez niczego między nami”.

Jej oczy rozszerzyły się i wyszeptała - „Och”.

Chciała tego.

„Więc przejdźmy do tego, tak?” - zażądał swoją prośbę.

Skinęła głową.

„No dobrze, a może zrobisz to bez zwłoki?” – powiedział.

Jej usta drgnęły i ponownie skinęła głową.

To zostało zrobione.

Następne.

„Okej, drugie” – zaczął - „Waham się, czy przywołać go po gorącym, słodkim kawałku tyłka, który mi właśnie zaoferowałaś, po tym jak bardzo mi się to podobało, a ten tyłek jest teraz nagi, a wszystko, co masz na sobie, to moja koszulka, i to też lubię, ale czy twój były kiedykolwiek cię tam zabrał?”

„Zabrał mnie…” – zawahała się, przechylając głowę na poduszce – „gdzie?”

„No, Carrie, tam” – odparł Joker - „Czy ciągnął to? Powodował, że dochodziłaś?”

Patrzył, jak wyraz jej twarzy stawał się ostrożny, nawet gdy róż wślizgiwał się na jej policzki, ale czysta Carissa, nadal mu to dawała.

„Czasami potem dawał mi czas”.

Pieprzone gówno.

„Nie w trakcie?”

„Ja nie… nie byłam…” – przełknęła ślinę - „Jesteś lepszy”.

„Nie ma sprawy” – odparł - „Ale ani razu?”

Wsunęła rękę w górę jego pleców, między jego łopatki - „Chodzi mi o to, że jesteś ze mną lepszy. Ty, cóż… wydobywasz to we mnie”.

Potrząsnął głową – „Nie, Carisso, ty to masz, wypuszczasz to i dajesz mi. Miałaś to z nim. Po prostu się tym nie zajął. Niektórzy faceci są samolubni, a wszyscy myślą o swoich kutasach. Zaufaj mi, jesteś naprawdę gorącym kawałkiem do pieprzenia. Nie wymaga prawie żadnego wysiłku, aby to odczytać i się z tym pogodzić. Wkurza mnie fakt, że skurwysyn nawet nie próbował podjąć takiego wysiłku”.

Wyglądała na zdezorientowaną.

Uroczo zdezorientowana.

Ale był wkurzony na jej pieprzonego byłego, więc patrząc na to, odkrył, że były chwile, kiedy jej uroczy wygląd nie przebijał się przez jego gniew.

„Chciałabym… cóż, skarbie, czy nie podoba ci się, że dajesz mi coś, czego on nie dawał?” - zapytała.

„Nie, bo to oznacza, że nie miałaś tego przez pieprzone lata, co jest dla ciebie do kitu, a ja nie lubię niczego, co jest dla ciebie do kitu. Nie wspominając o tym, że błagasz mnie, żebym nie przestawał, kiedy ja nigdy nie przestanę, dopóki cię tam nie doprowadzę”.

Jej twarz zamknęła się, a jej głos był przybity, kiedy powiedziała - „Przestanę to robić”.

Źle to zrozumiała, więc przycisnął jedną ręką bok jej głowy.

„Nie, Carrie. Robisz to, co przychodzi naturalnie. Nie narzekam, że błagasz, bo chcesz, żebym cię pieprzył. To też jest gorące. Każdy mężczyzna chciałby, żebyś była naga, mokra, dysząca i błagająca o więcej. Byliby szaleni, gdyby tego nie chcieli. Tak to widzę. Każdy mężczyzna byłby szalony, gdyby tego nie chciał, a jeśli w ogóle jest jakimkolwiek mężczyzną, jak to ma, daje to, a nie kończy bez tego, a czasami oddaje to później. To gówno jest popieprzone. Ale teraz muszę wiedzieć, co mam na rękach. Myślałem, że rozumiem, skąd to się wzięło, ale teraz to pewne. I to mnie wkurza”.

Zaczęła głaskać jego plecy, gdy zauważyła ostrożnie - „Myślę, że oboje rozumiemy, że Aaron nie był taki na wiele sposobów”.

„Cóż, to jest ważne” – odparł - „Z drugiej strony, wszystkie sposoby, w jakie możesz zadbać o swoją kobietę, są ważne. Po prostu nie obchodził go żaden z nich”.

Poczuł, jak jej ciało napina się, a następnie rozluźnia niemal natychmiast pod nim, ale tak naprawdę tego nie zarejestrował.

Był skupiony.

I mieli jeszcze jedną rzecz do omówienia.

„Więc, Motylku, zrozum to teraz, że przyjmę to za każdym razem, gdy zechcesz, żebym odpieprzył twoje troski. Ale po tym, jak dałem ci mojego fiuta, musisz dać mi to, co chciałaś, żebym odpieprzył. Orgazm to bardzo dobra rzecz. Dwa z nich są lepsze. Ale nigdy nie wyjaśnią, co ci pieprzyło w głowie”.

Wpatrywała się w jego oczy z łatwym do odczytania szokiem, że rozgryzł to, zanim jej wzrok przesunął się na bok, potem na jego brodę i wreszcie z powrotem na jego oczy, kiedy powiedziała - „Chcę, żeby to trwało”.

Co do cholery?

„Nigdzie się nie wybieram” – warknął.

Objęła go ramionami i mocno trzymała.

„Wiem, skarbie. Nie to mam na myśli”.

„Co masz na myśli?”

„Mam na myśli, że on jest dla mnie miły. Daje mi pieniądze. Pokazuje się przy drzwiach, żeby zabrać Travisa. A ty byłeś w pobliżu właśnie wtedy, by zobaczyć wyniki ostatniego razu, kiedy ze mną zadzierał. Właśnie zaczęłam przechodzić na drugą stronę, a teraz on zmienia taktykę, a ja… ja nie…” - Pokręciła głową - „Nie chcę ponownie przez to przechodzić”.

To było to.

„I nie chcę cię przez to ciągnąć ze sobą” – dokończyła.

I to było wszystko.

„Powtarzam, Carisso, nigdzie się nie wybieram”.

„Jesteśmy nowi” - powiedziała mu.

„Jesteśmy trwali” - powiedział jej.

„Ja… ty jesteś niesamowity” - Jej głos nagle stał się głośniejszy - „Ja? Mój bałagan? Mój bagaż? Mój syn? Wziąłeś to wszystko na siebie. Mężczyźni tego nie robią. Kiedy to będzie za dużo?”

Natychmiast zdał sobie sprawę ze swojego błędu.

Nie będzie już czasu na pomyślenie dla Carissy.

„Jezu, mała, skąd się wzięło to gówno?” – zapytał.

„Kiedyś nie miałam żadnego bagażu, a mężczyzna, któremu kilka godzin temu przekazałam syna, miał już dość i się mnie pozbył”.

„Stąd to pochodzi” – mruknął.

„Kiedy go zobaczyłam” – ciągnęła dalej – „przypomniało mi się, że się mnie pozbył. Nie myślałam o tym. Wyrzucił mnie. A to było druzgocące. Szczerze mówiąc nie wiedziałam, czy to przeżyję. Wtedy. Ale byłam z nim przez długi czas i zdjęłam klapki z oczu. Miałam w brzuchu dziecko, co jeszcze pogarszało sytuację. I nie miałam nic poza meblami i kontem, które było takim żartem, to nie było śmieszne. Byłam po prostu za młoda i głupia i bałam się nie wiedzieć, że to po prostu to. Więc to było to. Ale z tym, co mam z tobą, gdyby to samo się stało, co ja bym zrobiła? Co zrobiłby Travis? Straciłam złego męża, o którym w końcu się zorientowałam, że był zły i być może w przyszłości chciałabym go stracić. Ale to się nigdy nie stanie z tobą”.

„Nie, kurwa, nie stanie się.”

Jej broda drgnęła na jego słowa.

A może na jego ton.

Miał w dupie, co to było. Jeszcze nie skończył mówić.

„Rozumiem, że jak go oglądasz, to pieprzy ci w głowie, to wszystko wypływa na wierzch, i rozumiem, że to się z tobą pieprzy. Ale, Carisso, ja nie jestem nim”.

„Oczywiście” – szepnęła.

„Chcę, aby twoja cipka była dla mnie wolna i otwarta. Chcę wejść w ciebie, więc tak naprawdę byś miała w sobie moją spermę i chcę tego w sposób, w jaki wiem, że nadal będę tego chcieć. Nie ma mowy, kurwa, żebym tego chciał, wziął to i pieprzył też kogoś innego. To gówno się nie stanie. Jesteś tym dla mnie. Myślałem, że wyjaśniłem to”.

„No cóż… tak”.

Dała mu to.

Nadal nie skończył mówić.

„Mężczyzna taki jak ja nie będzie żył bez cipki, Carrie. Więc chcę mieć cię na wyłączność, a to oznacza, że na dłuższą metę pragnę cię na każdy sposób, a nie chcę cię tylko dlatego, że chcę cię pieprzyć. Chcę ciebie. Myślałem, że to też wyjaśniłem”.

„Uch… cóż, zrobiłeś to”.

„W takim razie pozwól temu drugiemu gównu odejść”.

„Ja… w porządku” - spojrzała mu w oczy i zapytała z wahaniem - „Czy jesteś, hm… zły na mnie?”

„Nie. Jestem wkurwiony na niego za pieprzenie ci w głowie, więc nie leżysz pode mną w mojej koszulce w spokoju z wiedzą, że jesteś wszystkim. Gorącym kawałkiem tyłka. Słodka jak cholera. Absolutny głuptasek. Miła. Śmieszna. Uparta. Z charakterkiem. Najlepsza mama na świecie. Takim wszystkim, co każdy facet chciałby oddać swojego kutasa, żeby to mieć” - przycisnął się do niej - „…tutaj”.

„Och” - wyszeptała.

 „I wolałbym mieć z tobą czas na luzie tak często, jak tylko bym mógł, ale myślę, że mam pracę do wykonania, aby zabrać cię do tego miejsca, a on mi to dał, ale przede wszystkim dał to tobie i jak powiedziałem, to mnie wkurza”.

„Um… cóż, tak powiem, twój kolorowy sposób dzielenia się tym wszystkim był dość pouczający w tym temacie”.

„Czyli masz przez to na myśli, że udało mi się przebić?”

Jej głowa ponownie przechyliła się na bok, gdy jej oczy zabłysły.

„Cóż, jesteś Carsonem Steele, chłopakiem, w którym podkochiwała się każda dziewczyna w liceum. I jesteś Jokerem, członkiem Chaosu, którego Wilde & Hay uważają za geniusza samochodowego designu. I leżysz na mnie, deklarując swoje oddanie moim… hm, specjalnym częściom po dwukrotnym doprowadzeniu mnie do szczytu. Więc myślę, że jestem całkiem szczęśliwa leżąc pod tobą w twojej koszulce, bo, jeśli podoba ci się cały mój pakiet, to tylko powiem, o wiele bardziej podoba mi się cały twój pakiet”.

Wreszcie Joker odprężył się i zaczął chichotać.

Kontynuowała.

„Więc tak, powiedziałabym, że udało ci się przebić.”

„Dobrze” – mruknął, wciąż się śmiejąc.

Zdjęła dłoń z jego pleców, aby położyć ją na jego policzku i przesunęła kciukiem po jego grubym zaroście, ale zrobiła to, wciąż patrząc w jego oczy.

„Przeżyję wszystko, co on ma w zanadrzu” – powiedziała cicho - „Ale być może będziesz musiał to ze mną znosić”.

To sprawiło, że Joker przestał się śmiać.

„Będę to z tobą znosił, Carrie, ale kiedy to będę robił, będziesz musiała zaakceptować szczerość”.

I wreszcie dla niej, z tym, uśmiechnęła się - „Podoba mi się twoja szczerość”.

„Dobrze” – mruknął ponownie.

„Lubię też seks na kanapie” – oświadczyła.

„Złapałem to wczoraj, kiedy cię tu przeleciałem i doszłaś dla mnie”.

Ciągle się uśmiechała.

Zaczęło umierać, gdy uniosła głowę i dotknęła ustami jego ust, zanim upuściła ją z powrotem na poduszkę. Jej twarz była śmiertelnie poważna.

„Nadal się w tobie zakochuję, Carson”.

Kurewsko genialne.

„To samo tutaj, Motylku”.

Dała swoimi oczami mu to, czego potrzebował.

Dał jej więc to, czego potrzebowała, biorąc jej usta.

Całowali się. Przytulali się. Dotykali się nawzajem.

Szeptali o ważnych sprawach, takich jak Linus i pani Heely, jej tata i babcia. Robili to przez długi czas i przez to wszystko doprowadził ją do spokoju.

A wkładanie ich talerzy do zlewu, żeby się namoczyły, było ostatnią rzeczą, jaką zrobił, zanim poszedł z nią do łóżka, gdzie Carissa zasnęła w jego koszulce.

*****

4 komentarze: