Rozdział
18
Zachwianie (cz.1)
Joker
Następnego
wieczoru Joker siedział w swoim pickupie, na biegu jałowym przy krawężniku
przed ogromnym domem, który krzyczał jestem
kurewsko bogaty.
Robił
to, obserwując Carissę idącą ścieżką do domu, który kiedyś dzieliła ze swoim
byłym palantem, niosącą swoje dziecko i torbę na pieluchy.
Zaparkował
w widocznym miejscu i zrobił to, żeby móc patrzeć i być widzianym.
Nic
dziwnego, że kutas otworzył drzwi.
Nic
też dziwnego, że nawet po tym, jak Carissa ucałowała i przytuliła swojego
chłopca i wręczyła mu go wraz z torbą, jej były palant sprawiał, że była
zaangażowana w rozmowę.
Co
więcej, nie było zaskoczeniem, że zobaczył, jak kutas namierzył go w chwili,
gdy mężczyzna otworzył drzwi.
Gdy
to trwało, Joker nie zatrąbił. Nie wysiadł z pickupa, nie okrążył go i nie
pokazał swojej obecności bardziej agresywnie, opierając się o niego i patrząc.
Albo bardziej agresywnie, idąc do domu.
Czekał.
Kosztowało
go to.
Ale
Carissa była tym, kim była, gdzie była z tym kutasem i gdzie była z Jokerem.
Tak
więc, jak wiedział, że to zrobi, kiedy miała już dość, wyłączyła go i odwróciła
się plecami, odchodząc, gdy facet wciąż mówił.
Joker
spojrzał na kierownicę i powstrzymał się od uśmiechu.
Usłyszał,
że drzwi się otworzyły i odwrócił głowę, żeby zobaczyć, jak wsiadła.
W
momencie, gdy jej drzwi były zamknięte i sięgnęła po pas, nie opieprzał się, by
wyprowadzić ich na drogę.
Usłyszał
kliknięcie i przestał czołgać się, dodając gazu, gdy zapytał - „Wszystko okej?”
„Za
każdym razem nienawidzę tego” - zatrzymała się i powtórzyła ciszej - „Nienawidzę tego”.
Widział
to, jemu też się to nie podobało.
„Co
mogę ci dać, Motylku?” – spytał cicho.
Nie
odpowiedziała.
Spojrzał
na nią - „Chcesz kolację?”
„Nie
głodna” – wymamrotała.
„Chcesz
porozmawiać?” - zaoferował.
„Nie
ma o czym” – powiedziała.
„Dawał
ci gówno?” – zapytał Joker.
„Po
prostu zapytał kilka rzeczy o Travisie. Jak minął nasz tydzień. Nigdy wcześniej
o to nie pytał, więc nietrudno odczytać, że teraz tak naprawdę go to nie
obchodzi. To tylko gra”.
„Mówił o spłaceniu adwokata?”
„Nie,
chociaż wyglądał, jakby oczekiwał, że ja coś powiem. Ale nie mam zamiaru dziękować
mu za to, że załatwił dług, który mi dał”.
O
tak, facet oczekiwał, że ona coś powie. I to była dobra gra, że nie dała mu
tego, czego chciał.
„Jak
chcesz, następnym razem, ty zostaniesz w pickupie, a ja zabiorę Trav’a do drzwi”
– zaproponował Joker.
„Mogę
chcieć” – powiedziała cicho, a on spojrzał na nią ponownie i zobaczył, że
wyglądała przez boczne okno.
„Przygotowana
na jutrzejszy wieczór?” – zapytał, spoglądając na drogę i mając nadzieję, że
zmiana tematu może pomóc.
Ale
nawet mając nadzieję, wiedział, że to było do dupy. Miał ją, kiedy jej dziecka
nie było w pobliżu, a ona była Carissą. Była jego dziewczyną. To było dobre do
tego stopnia, że było niesamowite.
Ale
posiadanie jej, kiedy jej dziecko było w pobliżu, było czymś innym. Była
Carissa, jego dziewczyną, jego dziewczyną z obydwoma jej chłopcami z nią i to
sprawiło, że była tak szczęśliwa, że nie było dobre. To było spektakularne.
Mógł
powiedzieć, że wróciła do niego, kiedy zapytała - „Kolacja z ludźmi, którzy
uczynili twoje życie znośnym, kiedy byłeś z tatą?”
„Tak” – odpowiedział.
„Absolutnie”
– oświadczyła stanowczo.
Spojrzał
na nią ponownie, a potem z powrotem na drogę, zanim zapytał ostrożnie -
„Zdenerwowana?”
„Nie.
Jestem uznawana za dobrą dziewczynę. Rodzina Aarona zawsze mnie kochała. To
znaczy, dopóki mnie nie wyrzucił”.
Stłumił
śmiech, nie kwestionując faktu, że była dobrą dziewczyną, skoro był dobrze z
tym zapoznany, ale nadal ostrzegł ją - „Pani
Heely straciła syna. Był w Armii. Zginął w czasie służby. Więc nieoficjalnie
adoptowała mnie. Nigdy tego nie próbowałem, ale myślę, że może by
nadopiekuńcza”.
„Dobrze”
- zauważyła.
„I
wybredna” – kontynuował.
„Powinna
być. Zasługujesz na najlepsze”.
Uśmiechnął
się do drogi, mrucząc - „Na szczęście mam to”.
Wtedy
poczuł, jak jej palce zacisnęły się na jego udzie.
Zmienił
ręce na kierownicy i ściągnął jej palce ze swojego uda, owijając swoje wokół
jej. Potem położył je tam, ściskając je razem.
„Za
tydzień, będziemy go mieć z powrotem” – powiedział cicho.
„Za
tydzień, będziemy” - odpowiedziała w ten sam sposób.
Zamilkli,
gdy odwoził ich do domu.
Kiedy
wrócili do domu, przeważnie milczeli, odgrzewali resztki Carnitas i zjadali je
rozbijając się na kanapie.
Joker
zrobił to, dając Carissie czas na poradzenie sobie ze stratą syna. Nie dał jej
przestrzeni, bo jasno dała do zrozumienia, że tego nie chciała, trzymając się
blisko niego, jak zwykle go stale dotykała, ale dał jej możliwość zamknięcia
się w jej myślach.
Poświęcił
ten czas, aby być we własnych myślach.
Za
każdym razem, kiedy mógł, zamieniał się na patrole, odkąd mu się oddała. Przez
dwa tygodnie spędzał z nią całe noce.
To
nie był problem. Bez kobiety i dzieci w swoim życiu tak często chodził na
patrole dla swoich braci, że miał wystarczająco dużo przysług do wykorzystania,
by być z nią przez miesiąc i wciąż miał trochę do stracenia.
Ale
musiał wrócić na ulicę.
Tack
chciał, aby Klub zajął więcej terytorium, a Klub się na to zgodził. Naciskali i
otrzymali tę samą akcję, tylko więcej, ostrzegając dealerów i prostytutki przed
ich rozszerzonym obszarem.
Poszło
łatwo, zbyt łatwo. Chłopcy byli podejrzliwi. Nikt nic nie mówił, a Benito
Valenzuela nie odpowiedział, ale Joker musiał wyjść na ulicę. Musiał to wyczuć.
Porozmawiać z jego źródłami. Wykazać tam jego obecność.
Być
jednością z jego braćmi i pokazać to tym, którzy powinni to zobaczyć.
Carissa
nie wiedziała, że patroluje, i niedługo będzie musiał o tym z nią pomówić.
Oddałby jej tą noc, bo tego potrzebowała. Oddałby sobie sam następną, bo była
to dla niego wielka noc, z Carissą, Linusem, panią Heely.
Ale
w środę jego tyłek musiał być na ulicy.
Musieli
więc odbyć tę rozmowę.
Nie
tego dnia.
Już
niedługo.
Na
tę myśl zdecydował, że potrzebuje kolejnego piwa. Ich talerze stały na stoliku
do kawy, więc zdecydował, że powinny być w zlewie.
Już
miał się tym zająć, kiedy Carissa poruszyła się, nagle przechylając się, by
usiąść na nim okrakiem.
Odchylił
głowę do tyłu, kładąc ręce na jej biodrach, gdy spojrzał jej w oczy, aby
zobaczyć je na swojej koszulce.
„Mała?”
- zaszeptał.
Podniosła
wzrok na jego – „Potrzebuję cię”.
W
jej tonie było coś. Coś, co mu się nie podobało. To było to samo, co mu dawała
swoimi słowami i wyrazem twarzy.
To
była potrzeba.
Ale
czego potrzebowała… nie, dlaczego
tego potrzebowała właśnie wtedy, nagle kołysząc się na nim, ten ton jej głosu,
wyraz jej twarzy zaniepokoił go.
Niezależnie
od tego potrzebowała go, więc zamierzał jej to dać.
Przesunął
ręce po jej bokach i szepnął - „Weź to, czego potrzebujesz”.
Skorzystała
z jego oferty.
Ale
nie pocałowała go.
Przypięła
się do jego koszulki i podciągnęła ją. Uniósł dla niej ręce, a ona zerwała ją i
rzuciła za kanapę.
Potem
pochyliła się.
Nie
do jego ust.
Na
jego szyję.
Spędziła
tam czas, a następnie wygięła plecy, aby dać to samo jego klatce piersiowej.
Jego
sutki.
Zsunęła
się niżej, rozłożył nogi, gdy zsunęła się z jego kolan na kolana na podłogę.
Kurwa.
Kurwa.
Zamierzała
mu ssać.
Jeszcze
tego nie robiła, a sama myśl o obserwowaniu jej miodowych loków
rozpościerających się wokół jego krocza, gdy pracowałaby na nim ustami,
sprawiła, że jego kutas, już sztywny od tego, co mu dawała, zapulsował.
Chciał
tego.
Ale
ona tam nie poszła. Jeszcze nie. Wypuścił ją na wolność i dał jej dobro, ale on
wykonywał całą pracę.
Nie
przeszkadzało mu to. Lubił to. Dochodził. Podobało mu się, że ona dochodziła.
Ale
nawet jeśli tego chciał, to, że teraz mu to dawała, nie pasowało mu.
Przesunęła
wargami po pasku nad jego dżinsami, a jego głos był zachrypnięty, kiedy zapytał
- „Bierzesz to, czego potrzebujesz, Motylku, czy dajesz mi to, czego myślisz,
że ja potrzebuję?”
Odchyliła
głowę, trzymając palce na jego rozporku, a on przygryzł wargę, gdy puls na jego
kutasie podciągnął jego jądra po jednym spojrzeniu na jej twarz.
Była
w strefie.
Całkowicie.
„Potrzebuję
dać ci to, czego ty potrzebujesz” - wyszeptała.
„Mała,
pozwól, że ja ci to dam” – odszepnął, gdy odpięła drugi guzik.
Potrząsnęła
głową – „Nie tym razem, skarbie”.
Nie
mogła przegapić, że dawał z siebie wszystko, ale nadal, czuł się dobrze,
wiedząc, że tego nie przegapiła.
„Carrie…”
Potem
odpięła kolejny guzik i powiedziała - „Chcę ci to dać, pozwól mi”.
Chciała
tego, więc byłby szalony, gdyby jej na to nie pozwolił.
„Okej,
mała, nie zatrzymam cię.”
Uśmiechnęła
się. Był to miękki i ledwo widoczny uśmiech, ale zrobił coś z jej oczami, co
sprawiło, że całe jego ciało się zacisnęło.
Potem
opuściła głowę, skończyła z jego rozporkiem i wbiła palce w boki jego dżinsów,
żeby je ściągnąć.
Jego
kutas wystrzelił swobodnie i usłyszał jej szybki, gorący wdech, zanim po niego
sięgnęła.
Nie
prowadząc do tego, jakby była tego głodna, chwyciła go, ustawiła go i wzięła
głęboko w swoje mokre, gorące usta.
Jezu.
Kurwa.
Joker
zsunął się z kanapy, gdy jego głowa automatycznie opadła do tyłu i napiął swoje
ciało, by nie stanąć dęba, przejmując kontrolę, by wypieprzyć jej usta, bo to
było tak cholernie słodkie.
Potem
pompowała go, a, Jezu, nie powstrzymując się, ssała mocno, pompowała mocniej
dłonią, brała go głęboko do ust. Jeśli potrzebowała przerwy, lizała, toczyła,
głaskała pięścią.
Mogła
być niezdarna. Mogła być tak podekscytowana, że obijała się, trzaskała,
drapała, gryzła, poruszała się w jedną stronę, kiedy chciał, żeby poszła w
drugą. To było urocze. To było podniecone. To była ona.
Ale
ona, kurwa, była niesamowita, gdy robiła
mu loda.
„Kurwa,
Carrie” – jęknął, będąc tak daleko,
że prawie nie miał w sobie siły, by ją ostrzec, że zaraz połknie, kiedy ją
stracił.
Wtedy
przeszła od dawania mu dobrego do fenomenalnego.
„Gumka,
skarbie” – szepnęła, jej twarz była zarumieniona, oczy przymknięte, a ruchy
przyspieszone.
Zrobił,
o co prosiła, sięgając do kieszeni po portfel, nie odrywając od niej oczu, gdy podniosła
się na nogi i zdzierała z siebie ubranie. Tuż przed nim. Stojąc między jego nogami.
Jej
wzrok był rozpalony i głodny na jego kutasie, gdy nawijał prezerwatywę i ledwo
dotarł do nasady, jak się wspięła.
„Potrzebuję
go” – błagała, kręcąc biodrami, a on dał jej to, czego chciała, trzymając
swojego penisa, żeby mogła wziąć.
Znalazła
czubek i pojechała.
Joker
chwycił ją w talii, gdy wygięła się mocno, jej głowa opadła do tyłu, dając mu
włosy, szczękę, cycki, brzuch, cipkę.
Kurwa.
Przepiękna.
„Jedź
na mnie, mała” – jęknął.
Wyprostowała
głowę i natychmiast owinęła ramiona mocno wokół jego ramion, trzymając się, gdy
się poruszała, biorąc go szybko i głęboko, i jak zwykle wokalnie. Dając mu
jęki. Miauczenie. Jęki. Ciche okrzyki. Doprowadzanie go do krawędzi.
Jej
skroń przycisnęła się do jego skroni, wydawała mu swoje odgłosy prosto w ucho,
gdy wędrował po jej skórze dłońmi. Trzymając jedną pierś, podkręcił sutek, a
ona ugryzła go wprost w płatek ucha i jej cipka chwyciła jego penisa.
Kurwa,
skończył.
Stracił
kontrolę. Zdjął ją z kutasa i rzucił na kolanach obok siebie na siedzeniu, twarzą
do tyłu kanapy.
„Nie!
Joker, nie przestawaj”.
Nie
zrobił tego. Upadł za nią na kolana. Jego ręka owinęła się wokół jego penisa,
wsunął końcówkę przez jej mokrą skórę, znalazł ją i wjechał.
Przytrzymała
się oparcia kanapy i podniosła tyłek wyżej.
Jego
gorący, mały kawałek.
Chryste.
„Proszę
bardzo, Motylku” - chrząknął, biorąc ją, całą ją, jego ręce poruszały się po
niej, poprawiały jej piersi, ciągnąc za sutki, zwijając je, przesuwając się po
jej brzuchu, w dół, jedna weszła i okrążyła łechtaczkę.
„Nie
przestawaj” - błagała, poruszając się razem z nim, podrzucając włosy i muskając
jego twarz, gdy trzymał podbródek na jej szyi i patrzył, jak jej cycki również
podskakiwały, gdy ją walił.
Kurwa.
„Nie
przestanę” – jęknął.
„Nie
przestawaj, skarbie, proszę” - jęknęła, podnosząc dłoń z kanapy, wykręcając
rękę i obejmując nią tył jego głowy, trzymając się mocno.
Dotknął
językiem jej szyi, zanim wyszeptał – „Nie przestanę, Carrie. Dam ci to, czego
potrzebujesz. Weź to, Motylku”.
Wzięła
go, biorąc jego pieprzenie, gdy przejeżdżała przez niego jego kutasem, dając to
sobie.
Przekręciła
głowę, a on patrzył w jej oczy i wiedział, że prawie doszła po jednym spojrzeniu.
„Skarbie”
– wydyszała.
Wziął
jej usta.
Kiedy
wepchnął język do środka i posmakował jej, jej ciało znieruchomiało, gdy doszła,
jej palce zacisnęły się na jego włosach, jej jęk przeszywał mu gardło, jej
ciało poruszało się tylko dlatego, że nie przestawał ją pieprzyć, bo nie mógł.
I
nie przestał. Całował ją. Pieprzył ją. Ciągnął za jej cycki i zwijał jej łechtaczkę,
aż jej skowyt ponownie wypełnił jego usta, stał się płaczem, a ona znowu doszła,
gwałtownie szarpiąc się w jego ramionach, gdy przerwała pocałunek, mocno
zatrzasnęła jego dolną wargę zębami, zanim go puściła i jęknęła „Carson”.
Wtedy
wjechał głęboko i odpuścił, a, Chryste, to było tak cholernie wspaniałe, że
zatopił zęby w jej ramieniu i zamiast jęczeć, wciągnął i zrobił to mocno, zanim
jeszcze mocniej zatopił zęby.
„Tak” – wyszeptała, a przez swój orgazm
mgliście wyczuł, że wciąż dochodziła, gdy przyjęła jego znak, a jej ciało
zadrżało w jego uścisku.
Trzymał
ją, aż to opuszczało ich oboje i trzymał ją, gdy opadała.
Potem
wyślizgnął się, ściągając ją z kanapy, żeby oboje stanęli na nogach. Trzymał ją
unieruchomioną, nawet gdy odwrócił ją twarzą do siebie i jedną ręką podciągał
dżinsy, biorąc ją w drugie ramię.
Pochylił
głowę, by pocałować jej rozchylone usta, otwierając oczy i wpatrując się w jej
zamglone. Widząc tę mgiełkę, jego usta uśmiechały się, gdy muskały jej.
„Zostań
tu, wrócę” - mruknął, czekając na jej senne skinienie głową i znów się
uśmiechnął, kiedy ją puścił i szybko obszedł kanapę.
Pochylił
się, by chwycić swoją koszulkę, podniósł i było to do dupy, kiedy zobaczył ją
stojącą tam, wciąż rozmytą, z twarzą miękką i nieskoncentrowaną po podwójnym
orgazmie, jej pięknym ciałem na widoku, a on był tak oddalony na tyłach kanapy
i musiał zrobić to, co musiał zrobić.
Ale
tego właśnie potrzebowała, więc zawołał - „Motylku”.
Skupiła
się na nim, a on rzucił jej koszulkę.
Cała
Carrie, podskoczyła i upadła na kanapę, ale złapała to i spojrzała na niego.
„Dzięki
skarbie”.
Uśmiechnął
się, a kiedy zaczęła zwijać jego koszulkę, żeby ją założyć, poszedł do
łazienki, żeby zająć się sprawami.
Wrócił
i nie zwlekał z zagarnięciem jej i zabraniem jej tam, gdzie chciał, żeby była, po
to, co zdecydował między pieprzeniem a łazienką, że musiał zrobić później.
Co
oznaczało, że po prostu położył ją w jego koszulce na plecach na kanapie z nim
na górze. Potem sięgnął do pilota i wyłączył telewizor.
Następnie
oparł przedramiona na poduszkach i objął jej głowę dłońmi.
„Po
pierwsze, bierzesz pigułki?” - zaczął.
Zamrugała
i pokręciła głową - „Nie”.
„Czemu?”
„No
cóż… nie potrzebowałam tego”.
„Masz
w łóżku kutasa, który lubi twoją cipkę, więc to jest czas przeszły” - zwrócił uwagę
na bardzo oczywiste, a następnie zasugerował, co tak naprawdę było żądaniem -
„Zabierzemy się do tego”.
„To
częściowo płatne” – powiedziała cicho.
„Powtórz?”
– zapytał.
„Mam
ubezpieczenie zdrowotne. Aaron ubezpiecza Travisa, więc nie jest tak źle, ale
wybrałam plan, który kosztuje mnie najmniej, a każda recepta ma dość solidną
dopłatę, więc…”
„Carrie,
zaoferowałbym, że zapłacę, ale to by ci namieszało w głowie, więc po prostu
powiem, że brak opłat za honorarium adwokata oznacza, że prawdopodobnie możesz
wziąć tą płatność. Potem twój mężczyzna może zostać przetestowany. Jak
przychodzę czysty, mogę cię brać bez niczego między nami”.
Jej
oczy rozszerzyły się i wyszeptała - „Och”.
Chciała
tego.
„Więc
przejdźmy do tego, tak?” - zażądał swoją prośbę.
Skinęła
głową.
„No
dobrze, a może zrobisz to bez zwłoki?” – powiedział.
Jej
usta drgnęły i ponownie skinęła głową.
To
zostało zrobione.
Następne.
„Okej,
drugie” – zaczął - „Waham się, czy przywołać go po gorącym, słodkim kawałku
tyłka, który mi właśnie zaoferowałaś, po tym jak bardzo mi się to podobało, a
ten tyłek jest teraz nagi, a wszystko, co masz na sobie, to moja koszulka, i to
też lubię, ale czy twój były kiedykolwiek cię tam zabrał?”
„Zabrał
mnie…” – zawahała się, przechylając głowę na poduszce – „gdzie?”
„No,
Carrie, tam” – odparł Joker - „Czy
ciągnął to? Powodował, że dochodziłaś?”
Patrzył,
jak wyraz jej twarzy stawał się ostrożny, nawet gdy róż wślizgiwał się na jej
policzki, ale czysta Carissa, nadal mu to dawała.
„Czasami
potem dawał mi czas”.
Pieprzone
gówno.
„Nie
w trakcie?”
„Ja
nie… nie byłam…” – przełknęła ślinę - „Jesteś lepszy”.
„Nie
ma sprawy” – odparł - „Ale ani razu?”
Wsunęła
rękę w górę jego pleców, między jego łopatki - „Chodzi mi o to, że jesteś ze
mną lepszy. Ty, cóż… wydobywasz to we mnie”.
Potrząsnął
głową – „Nie, Carisso, ty to masz, wypuszczasz to i dajesz mi. Miałaś to z nim.
Po prostu się tym nie zajął. Niektórzy faceci są samolubni, a wszyscy myślą o
swoich kutasach. Zaufaj mi, jesteś naprawdę gorącym kawałkiem do pieprzenia.
Nie wymaga prawie żadnego wysiłku, aby to odczytać i się z tym pogodzić. Wkurza
mnie fakt, że skurwysyn nawet nie próbował podjąć takiego wysiłku”.
Wyglądała
na zdezorientowaną.
Uroczo
zdezorientowana.
Ale
był wkurzony na jej pieprzonego byłego, więc patrząc na to, odkrył, że były chwile,
kiedy jej uroczy wygląd nie przebijał się przez jego gniew.
„Chciałabym…
cóż, skarbie, czy nie podoba ci się, że dajesz mi coś, czego on nie dawał?” -
zapytała.
„Nie,
bo to oznacza, że nie miałaś tego przez pieprzone lata, co jest dla ciebie do
kitu, a ja nie lubię niczego, co jest dla ciebie do kitu. Nie wspominając o
tym, że błagasz mnie, żebym nie przestawał, kiedy ja nigdy nie przestanę,
dopóki cię tam nie doprowadzę”.
Jej
twarz zamknęła się, a jej głos był przybity, kiedy powiedziała - „Przestanę to
robić”.
Źle
to zrozumiała, więc przycisnął jedną ręką bok jej głowy.
„Nie,
Carrie. Robisz to, co przychodzi naturalnie. Nie narzekam, że błagasz, bo
chcesz, żebym cię pieprzył. To też jest gorące. Każdy mężczyzna chciałby, żebyś
była naga, mokra, dysząca i błagająca o więcej. Byliby szaleni, gdyby tego nie chcieli.
Tak to widzę. Każdy mężczyzna byłby szalony, gdyby tego nie chciał, a jeśli w
ogóle jest jakimkolwiek mężczyzną, jak to ma, daje to, a nie kończy bez tego, a
czasami oddaje to później. To gówno
jest popieprzone. Ale teraz muszę wiedzieć, co mam na rękach. Myślałem, że
rozumiem, skąd to się wzięło, ale teraz to pewne. I to mnie wkurza”.
Zaczęła
głaskać jego plecy, gdy zauważyła ostrożnie - „Myślę, że oboje rozumiemy, że
Aaron nie był taki na wiele sposobów”.
„Cóż,
to jest ważne” – odparł - „Z drugiej strony, wszystkie sposoby, w jakie możesz zadbać
o swoją kobietę, są ważne. Po prostu nie obchodził go żaden z nich”.
Poczuł,
jak jej ciało napina się, a następnie rozluźnia niemal natychmiast pod nim, ale
tak naprawdę tego nie zarejestrował.
Był
skupiony.
I
mieli jeszcze jedną rzecz do omówienia.
„Więc,
Motylku, zrozum to teraz, że przyjmę to za każdym razem, gdy zechcesz, żebym
odpieprzył twoje troski. Ale po tym, jak dałem ci mojego fiuta, musisz dać mi
to, co chciałaś, żebym odpieprzył. Orgazm to bardzo dobra rzecz. Dwa z nich są
lepsze. Ale nigdy nie wyjaśnią, co ci pieprzyło w głowie”.
Wpatrywała
się w jego oczy z łatwym do odczytania szokiem, że rozgryzł to, zanim jej wzrok
przesunął się na bok, potem na jego brodę i wreszcie z powrotem na jego oczy,
kiedy powiedziała - „Chcę, żeby to trwało”.
Co
do cholery?
„Nigdzie
się nie wybieram” – warknął.
Objęła
go ramionami i mocno trzymała.
„Wiem,
skarbie. Nie to mam na myśli”.
„Co
masz na myśli?”
„Mam
na myśli, że on jest dla mnie miły. Daje mi pieniądze. Pokazuje się przy
drzwiach, żeby zabrać Travisa. A ty byłeś w pobliżu właśnie wtedy, by zobaczyć
wyniki ostatniego razu, kiedy ze mną zadzierał. Właśnie zaczęłam przechodzić na
drugą stronę, a teraz on zmienia taktykę, a ja… ja nie…” - Pokręciła głową -
„Nie chcę ponownie przez to przechodzić”.
To
było to.
„I
nie chcę cię przez to ciągnąć ze sobą” – dokończyła.
I
to było wszystko.
„Powtarzam,
Carisso, nigdzie się nie wybieram”.
„Jesteśmy
nowi” - powiedziała mu.
„Jesteśmy
trwali” - powiedział jej.
„Ja…
ty jesteś niesamowity” - Jej głos nagle stał się głośniejszy - „Ja? Mój
bałagan? Mój bagaż? Mój syn? Wziąłeś to wszystko na siebie. Mężczyźni tego nie
robią. Kiedy to będzie za dużo?”
Natychmiast
zdał sobie sprawę ze swojego błędu.
Nie
będzie już czasu na pomyślenie dla Carissy.
„Jezu,
mała, skąd się wzięło to gówno?” – zapytał.
„Kiedyś
nie miałam żadnego bagażu, a mężczyzna, któremu kilka godzin temu przekazałam
syna, miał już dość i się mnie pozbył”.
„Stąd
to pochodzi” – mruknął.
„Kiedy
go zobaczyłam” – ciągnęła dalej – „przypomniało mi się, że się mnie pozbył. Nie
myślałam o tym. Wyrzucił mnie. A to było druzgocące. Szczerze mówiąc nie
wiedziałam, czy to przeżyję. Wtedy. Ale byłam z nim przez długi czas i zdjęłam
klapki z oczu. Miałam w brzuchu dziecko, co jeszcze pogarszało sytuację. I nie
miałam nic poza meblami i kontem, które było takim żartem, to nie było
śmieszne. Byłam po prostu za młoda i głupia i bałam się nie wiedzieć, że to po
prostu to. Więc to było to. Ale z tym, co mam z tobą, gdyby to samo się stało,
co ja bym zrobiła? Co zrobiłby Travis? Straciłam złego męża, o którym w końcu
się zorientowałam, że był zły i być może w przyszłości chciałabym go stracić.
Ale to się nigdy nie stanie z tobą”.
„Nie,
kurwa, nie stanie się.”
Jej
broda drgnęła na jego słowa.
A
może na jego ton.
Miał
w dupie, co to było. Jeszcze nie skończył mówić.
„Rozumiem,
że jak go oglądasz, to pieprzy ci w głowie, to wszystko wypływa na wierzch, i
rozumiem, że to się z tobą pieprzy. Ale, Carisso, ja nie jestem nim”.
„Oczywiście”
– szepnęła.
„Chcę,
aby twoja cipka była dla mnie wolna i otwarta. Chcę wejść w ciebie, więc tak naprawdę
byś miała w sobie moją spermę i chcę tego w sposób, w jaki wiem, że nadal będę
tego chcieć. Nie ma mowy, kurwa, żebym tego chciał, wziął to i pieprzył też
kogoś innego. To gówno się nie stanie. Jesteś tym dla mnie. Myślałem, że
wyjaśniłem to”.
„No
cóż… tak”.
Dała
mu to.
Nadal
nie skończył mówić.
„Mężczyzna
taki jak ja nie będzie żył bez cipki, Carrie. Więc chcę mieć cię na wyłączność,
a to oznacza, że na dłuższą metę pragnę cię na każdy sposób, a nie chcę cię
tylko dlatego, że chcę cię pieprzyć. Chcę
ciebie. Myślałem, że to też wyjaśniłem”.
„Uch…
cóż, zrobiłeś to”.
„W
takim razie pozwól temu drugiemu gównu odejść”.
„Ja…
w porządku” - spojrzała mu w oczy i zapytała z wahaniem - „Czy jesteś, hm… zły
na mnie?”
„Nie.
Jestem wkurwiony na niego za pieprzenie ci w głowie, więc nie leżysz pode mną w
mojej koszulce w spokoju z wiedzą, że jesteś wszystkim. Gorącym kawałkiem
tyłka. Słodka jak cholera. Absolutny głuptasek. Miła. Śmieszna. Uparta. Z
charakterkiem. Najlepsza mama na świecie. Takim wszystkim, co każdy facet
chciałby oddać swojego kutasa, żeby to mieć” - przycisnął się do niej -
„…tutaj”.
„Och”
- wyszeptała.
„I wolałbym mieć z tobą czas na luzie tak
często, jak tylko bym mógł, ale myślę, że mam pracę do wykonania, aby zabrać
cię do tego miejsca, a on mi to dał, ale przede wszystkim dał to tobie i jak
powiedziałem, to mnie wkurza”.
„Um…
cóż, tak powiem, twój kolorowy sposób dzielenia się tym wszystkim był dość
pouczający w tym temacie”.
„Czyli
masz przez to na myśli, że udało mi się przebić?”
Jej
głowa ponownie przechyliła się na bok, gdy jej oczy zabłysły.
„Cóż,
jesteś Carsonem Steele, chłopakiem, w
którym podkochiwała się każda dziewczyna w liceum. I jesteś Jokerem, członkiem Chaosu, którego Wilde & Hay uważają za geniusza samochodowego designu. I leżysz
na mnie, deklarując swoje oddanie moim… hm, specjalnym częściom po dwukrotnym doprowadzeniu mnie do
szczytu. Więc myślę, że jestem całkiem szczęśliwa leżąc pod tobą w twojej
koszulce, bo, jeśli podoba ci się cały mój pakiet, to tylko powiem, o wiele
bardziej podoba mi się cały twój pakiet”.
Wreszcie
Joker odprężył się i zaczął chichotać.
Kontynuowała.
„Więc
tak, powiedziałabym, że udało ci się przebić.”
„Dobrze”
– mruknął, wciąż się śmiejąc.
Zdjęła
dłoń z jego pleców, aby położyć ją na jego policzku i przesunęła kciukiem po
jego grubym zaroście, ale zrobiła to, wciąż patrząc w jego oczy.
„Przeżyję
wszystko, co on ma w zanadrzu” – powiedziała cicho - „Ale być może będziesz
musiał to ze mną znosić”.
To
sprawiło, że Joker przestał się śmiać.
„Będę
to z tobą znosił, Carrie, ale kiedy to będę robił, będziesz musiała zaakceptować
szczerość”.
I
wreszcie dla niej, z tym, uśmiechnęła się - „Podoba mi się twoja szczerość”.
„Dobrze”
– mruknął ponownie.
„Lubię
też seks na kanapie” – oświadczyła.
„Złapałem
to wczoraj, kiedy cię tu przeleciałem i doszłaś dla mnie”.
Ciągle
się uśmiechała.
Zaczęło
umierać, gdy uniosła głowę i dotknęła ustami jego ust, zanim upuściła ją z
powrotem na poduszkę. Jej twarz była śmiertelnie poważna.
„Nadal
się w tobie zakochuję, Carson”.
Kurewsko
genialne.
„To
samo tutaj, Motylku”.
Dała
swoimi oczami mu to, czego potrzebował.
Dał
jej więc to, czego potrzebowała, biorąc jej usta.
Całowali
się. Przytulali się. Dotykali się nawzajem.
Szeptali
o ważnych sprawach, takich jak Linus i pani Heely, jej tata i babcia. Robili to
przez długi czas i przez to wszystko doprowadził ją do spokoju.
A
wkładanie ich talerzy do zlewu, żeby się namoczyły, było ostatnią rzeczą, jaką
zrobił, zanim poszedł z nią do łóżka, gdzie Carissa zasnęła w jego koszulce.
*****
Dziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję 😀
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń