Rozdział
14
Niech
rozpocznie się uzdrowienie
Joker
Joker
próbował uciszyć szelest plastikowych toreb, gdy rozpakowywał zakupy, po które
wyszedł, podczas gdy Carissa spała.
Mogła
skończyć tani keczup, a potem skończyłaby z tym gównem.
Nie
mógł powiedzieć, że chodziło o hojność. On nie lubił taniego ketchupu, a
zamierzał jeść w jej domu i to często.
Więc
zdecydowanie skończyła z tym gównem.
Zamierzał
też spać w jej łóżku i to też robić często.
Częściowo
chodziło o jej materac. Był twardy, ale wygodny. Jego materac w Kompleksie nie
był świetny. Odziedziczył swój pokój po Dogu po tym, jak mężczyzna wyjechał do
Grand Junction, a jego bracia najwyraźniej go nie zastąpili, kiedy odziedziczył
ten pokój lata temu.
Ale
chodziło głównie o Carissę Teodoro, przytuloną z nim na tym materacu, która zadurzyła
się w nim w liceum i która dla niego jęczała, skowytała i skomliła, robiąc pokaz,
którego nigdy, kurwa, nie zapomni, gdy miał ją po raz pierwszy.
Kręcił
się po kuchni Carissy, odkładając podczas tego zakupy. Nie tylko dlatego, że
dawał jej markowy keczup, ale także dlatego, że miała dużą, przyjemną kuchnię,
w której mogła gotować, wkładać całe swoje fajne gówno i opiekować się swoim
chłopcem.
Wsunął
do jej zamrażarki worek mrożonej kukurydzy, zamknął drzwi, złapał coś kącikiem
oka i zamarł.
Carissa
stała przy wejściu do kuchni w dużej, bezkształtnej koszuli nocnej, którą
prawdopodobnie kupiła na czas ciąży. Wisiała nisko, prawie do kolan. Była różowa
i miała wycięcie na szyję z małym brzegiem koronki. To była jedyna wskazówka
jakiejkolwiek kobiecości.
Od
razu znienawidził tę rzecz. To do niej nie pasowało. Wyglądało tak, jakby była
w domu swojej babci, postanowiła zostać na chwilę i musiała pożyczyć coś do
spania.
Nie
nienawidził faktu, że jej włosy były w nieładzie. Częściowo jakby była wyrwana
ze snu, były o dwa rozmiary większe niż zwykle, a jego dziewczyna miała dużo
włosów.
Jej
twarz była trochę spuchnięta, a jej oczy były leniwe. Była jedenasta
trzydzieści i to było na niej wypisane, że spała ciężko przez te czternaście i
pół godziny.
To,
podobnie jak jej duża czupryna z łóżka, było urocze.
Teraz
stała naprzeciwko niego, nieruchoma, a Joker nie wiedział, czy tam stała, bo
wciąż była w większości nieprzytomna, czy też szykowała się, by dać mu gówno za
kupowanie jej artykułów spożywczych.
Potrafił
zrozumieć, jak trudno było jej zaakceptować dobroć. Od lat żył pod tym ciężarem
z Linusem i panią Heely. Jak wiedziałeś, że tego potrzebujesz, musiałeś to
zaakceptować, a nawet od czasu do czasu wyjść i wziąć to. Ale jak martwiłeś
się, że nigdy nie będziesz w stanie tego zwrócić, a to nie było dobre uczucie.
Mimo
to musiał zabrać ją do miejsca, w którym by to przezwyciężyła. Przez długi czas
otrzymywałaby życzliwość od Jokera, jego braci i ich rodzin, więc musiała
nauczyć się nie walczyć z tym.
Otworzył
usta, by rozpocząć lekcję, kiedy wyszeptała - „Carson Steele w mojej kuchni”.
Zamknął
usta i wpatrywał się w nią, czując w piersi lekkość, jakiej nigdy w życiu nie
czuł.
Ciągnęła
dalej, jej senna twarz stawała się coraz cieplejsza, mówiąc mu wszystko, nawet
gdy ujęła to w słowa.
„Mój
motocyklista odkłada zakupy”.
Mój motocyklista.
Odwrócił
się do niej całkowicie.
Jak
to miała w zwyczaju, podbiegła do niego.
Nie
miał innego wyjścia, jak tylko ją złapać, a kiedy to zrobił, cofnęła go i wpadł
na blat, więc ból po uderzeniu skręcił się w jego kręgosłupie.
Ale
nie obchodziło go to, skoro trzymał jej tyłek w dłoniach, wnętrze jej ud było przyciśnięte
do jego bioder i jej dłonie po obu stronach jego głowy.
Przesuwała
kciukami po jego policzkach, jej oczy patrzyły, mrucząc - „Zarost”.
„Carrie”
- było wszystkim, co zdołał wymusić.
Jej
wzrok przykuł jego wzrok – „Chcę z powrotem brodę, skarbie. Wyhodujesz ją dla
mnie?”
Przeszedłby
dla niej przez piekło, więc bez wątpienia zapuści dla niej brodę.
„Tak”
– odpowiedział.
Jej
oczy zmiękły, gdy kąciki ust wygięły się w górę.
Posłała
mu to spojrzenie przez chwilę, zanim powiedziała cicho - „Wciąż się o mnie
troszczysz”.
Miała
na myśli artykuły spożywcze.
„Nie
walcz z tym” – poradził.
„Powiedz
mi, że zjesz niektóre z nich, a nie będę”.
Miała
na myśli to, że chciała go mieć w pobliżu.
Uśmiechnął
się do niej - „Tani keczup jest do bani.”
Wtedy
uśmiechnęła się do niego.
Więc
wtedy skończył z ich rozmową i zakomunikował to, przesuwając rękę z jej tyłka w
górę jej pleców i we włosy, wywierając nacisk.
Nie
musiał. Pochyliła twarz do niego i dała mu usta.
Może
była w połowie śpiąca, ale nadal umyła zęby.
Smakowała
cholernie genialnie.
Chociaż
zawsze tak było.
Wciąż
biorąc jej usta, zabrał swoje plecy od blatu i położył na nim jej tyłek.
Owinęła nogi wokół jego bioder, gdy zanurzył rękę w jej koszuli nocnej, a potem
w jej majtki.
To
sprawiło, że jęknęła, a jednocześnie przycisnęła ciepło do jego krocza.
Kurwa,
tak.
Przerwał
pocałunek, ale nie połączenie ich ust.
„Chcesz
kawy?” – zapytał.
„Tak”
– odpowiedziała, cała zdyszana, coś, co sprawiło, że jego kutas, już
twardniejący, stał się twardszy.
„Śniadanie?”
„Tak”.
„Przed
czy po tym, jak dam ci twoje pieprzenie?”
Kiedy
to mówił, przycisnęła do niego wszystko i zacisnęła ramiona wokół jego ramion.
„Myślę,
że… po” – powiedziała nieśmiało, ale robiła to wciąż patrząc mu w oczy.
„Lubię
twoje łóżko” – mruknął.
„W
takim razie zróbmy to tam” – mruknęła, wsuwając dłoń w jego włosy, by objąć tył
jego głowy.
„Masz
to, Motylku” – odpowiedział, podniósł ją z blatu, ujął jej usta swoimi i
całując ją, wyprowadził ich z kuchni do jej nowej sypialni.
Lubiła,
jak ją całował. Podniecała się tym. Jemu też to się podobało, bo smakowała
dobrze, wydawała głos, oddawała mu to, a także zatracała się, więc był w stanie
zdjąć z niej jej koszulę nocną, a ona ledwo zauważyła.
Potem
przesunął usta w inne jej miejsca, chłonąc ją w tym czasie i robiąc to leniwie,
jak nie robił w swoim łóżku w Kompleksie ani pod jej prysznicem.
Miała
wspaniałe cycki, większe niż w liceum, z różowymi sutkami, które natychmiast twardniały
na jego języku, gdy wciągał je do ust. Usłyszał, jak jej ciężki oddech zamienił
się w dyszenie i wsunęła obie ręce w jego włosy, by go przygarnąć, pokazując
mu, że lubiła to, co robił.
Jezu.
Carissa.
Przechodząc
od jednego cycka do drugiego, sprawił, że naciskała w górę, chwytając go za
włosy, zanim zsunął się w dół, okrążając jej pępek językiem i w dół, kiedy
zsuwał ciało z jej łóżka.
Zacisnął
palce wokół jej majtek i zerwał je, szarpnęła całym ciałem, a jej na wpół
przymknięte oczy rozszerzyły się w taki sposób, że jego sztywny kutas
podskoczył.
Położył
ręce na jej biodrach, szarpnął ją na brzeg łóżka i opadł na kolana.
„Joker”
– wydyszała.
Nic
nie powiedział.
Zamiast
tego zarzucił jej nogi na ramiona, widząc miodowe loki lśniące między jej
nogami, a jego kutas stał się tak twardy i naprężający się o dżinsy, że aż to
go bolało.
A
on to lubił.
Zanurzył
się i przesunął językiem po jej wilgotnym miejscu.
Tam
też dobrze smakowała.
Ideał.
Jej
pięty wbiły się w jego plecy, wepchnęła cipkę do jego ust, gdy wygięła się na
łóżku i krzyknęła - „Joker!”
Kurwa,
tak.
Pochylił
się i upadł na nią, chwytając ją za biodra i wciągając ją głębiej do ust, gdy
ją lizał, zjadał, ssał jej łechtaczkę i pieprzył językiem jej cipkę. Kochała
to, okazywała to, jej nogi obejmowały go, jej dźwięki spływały na niego lub
ostro przebijały pokój. Kiedy wsunęła palce jednej ręki w jego włosy, a te
palce zacisnęły się w pięści, jej odgłosy były szybkie i rozpaczliwe, jej ciało
poruszało się gorączkowo w jego uścisku, wiedział, że jest gotowa.
Podniósł
się.
„Oh!”
Usłyszał
jej sfrustrowane zaskoczenie, gdy przepychał się między jej nogi i pochylił nad
nią z ręką opartą na łóżku.
To
było cholernie gorące, gdy oglądał, jak starała się skupić na nim, nawet gdy
zacisnęła pięść na jego koszulce i pociągnęła ją do siebie, a jej druga ręka
wędrowała blisko miodowych loków między nogami.
„Gotowa
na pieprzenie?” - zapytał.
„Tak”
– odpowiedziała natychmiast.
Chryste.
Odleciała.
Ideał.
„Mała,
zamierzam się pieprzyć. Jesteś na to gotowa?” - pchnął.
Natychmiast
mocniej pociągnęła jego koszulkę - „Tak,
Joker” - powiedziała niecierpliwie.
Prawie
się uśmiechnął.
Zamiast
tego wsunął wolną rękę w dół jej brzucha, odrzucając jej na bok i bawiąc się
jej lokami.
Kiedy
to zrobił, patrzył, jak jej usta się rozchylają i poczuł, jak jej biodra unoszą
się, by pogłębić jego dotyk.
„Joker”
– błagała.
„Powiedz
to, Motylku” – rozkazał delikatnie.
Jej
oczy rozszerzyły się na chwilę i zapłonęły.
Potem
oblizała usta, a on prawie odleciał, patrząc, jak to robiła, zanim powiedziała
- „Pospiesz się, skarbie, i wypieprz mnie”.
Tego
właśnie chciał.
To
właśnie dał jej.
Obrócił
ją na brzuch, szarpnął ją tak, że jej kolana znalazły się na krawędzi materaca,
jej pieprzony fenomenalny tyłek w kształcie serca był tam dla niego, gładka
skóra jej pleców, masa jej loków wzdłuż ramion i wszystko inne tuż nad łóżkiem.
Wyciągnął
portfel, jedną ręką rozprawił się z prezerwatywą, wsuwając w jej wilgoć palce,
żeby była gotowa.
Ale
nawet jeśli zrobił to szybko, zajęło mu to zbyt dużo czasu.
Wiedział
o tym, kiedy błagała - „Carson, skarbie, proszę”.
Spojrzał
znad jej tyłka i zobaczył, że miała skręconą szyję, a jej twarz wypełniona była
potrzebą.
Carissa
Teodoro.
Gorący
mały kawałek.
Kurwa,
jego gorący mały kawałek, nagi, z tyłkiem w powietrzu, z błagającymi ustami.
Patrząc
jej w oczy, ustawił końcówkę i nie zawahał się przed wjechaniem do środka.
Jej
tyłek podskoczył, gdy plecy wygięły się w łuk w kierunku łóżka, jej głowa
odskoczyła do tyłu, a jej loki pofrunęły dookoła.
Jezu.
Kurwa.
Ideał.
„Ruszaj
się” – wydyszała.
Poruszył
się, wyciągnął, wepchnął i dał jej to szybko.
„Mocniej”
– błagała, cofając się, unosząc na przedramionach, by dać jej dźwignię.
Całkowicie
zajebiście idealna.
Wziął
ją mocniej.
„Szybciej,
więcej, Carson, proszę” - jęknęła, opuszczając
głowę i pchając do tyłu, by spotkać się z jego pchnięciami.
Przesunął
dłonią wokół jej biodra i do środka, znalazł ją, a ona zaczęła się szarpać.
„Cholerny
ideał” - burknął, wbijając się w jej cipkę, manipulując jej łechtaczką,
obserwując ją, kiedy ją brał, obserwując, jak ona uwielbiała to dostawać i cholernie
kochając jej to dawać.
„Nie
przestawaj” – błagała.
Czy
była szalona?
Nie
zamierzał przestać. Chryste, marzył, że nigdy nie musiałby przestać.
„O,
Boże, Joker, nie przestawaj!” - płakała, odlatując, kiedy jej szyja była
wygięta, jej tyłek wypięty, jej skowyt był ciągły, ale wzmagał się za każdym
razem, gdy brała jego kutasa – „Kochanie” – wydyszała – „Skarbie” – jęknęła - „Joker!
Tak!” - płakała, a on poczuł przemoczone ciepło jej ściskania i wiedział, że dotarła.
Odjął
palec z jej łechtaczki, chwycił ją za biodra i wciągnął ją z powrotem w swoje
pchnięcia, słuchając, jak dochodziła, czując to, cholernie kochając to.
Pozwolił, by jej gładka wilgoć zacisnęła go i wyciągnęła wszystko z niego,
pojechał głęboko i dalej to robił, waląc w nią z powrotem swojego penisa,
słuchając jej słodkiego, ostrego miauczenia, gdy go przyjmowała.
Wtedy
to dostał. Odrzucając głowę do tyłu, pieprzył ją, gdy doszedł w niej, robiąc
jedno i drugie mocno.
Gdy
zaczęło go to opuszczać, opuścił głowę i po kilku uderzeniach jego wzrok
wyostrzył się na jej gładkie pośladki.
Jego
palce wciąż zaciskały się wokół jej bioder, ujął ją delikatnie, przesuwając
dłonie na jej pośladki, obserwując, jak jej cipka bierze jego kutasa, a jego
kciuki przesunęły się po zagłębieniach jej tyłka. Tyłka, który widział w
majtkach cheerleaderki. Tyłka, który obserwował w jej spodniach khaki. Tyłka,
którego pragnął tak długo, to nie było cholernie zabawne. Marzenie, jakie
wymyślił, z ręką na kutasie pompującą, aż dochodził; marzenie tak dobre, że, nawet
jak walił konia, orgazm był zawsze niesamowity.
Ale
nie tak jak w rzeczywistości.
Nic
podobnego.
Nawet
nie blisko.
„Skarbie”
– zawołała niepewnym tonem, a Joker przestał obserwować, jak jego kciuki
przesuwały się po jej ciele i spojrzał na nią.
Zobaczył,
że jej ciało było napięte, a szyja skręcona, jej oczy były niepewne.
Wyciągnął
się, przewrócił ją, podniósł w ramiona i oparł kolano na łóżku. Odsunął ich od
krawędzi i upuścił ją na plecy, jego ciężar uderzył w jej miękkie ciało,
wciskając ją w łóżko, czując ją na sobie, kiedy trzymała się go udami mocno zaciśniętymi
na jego biodrach.
Uniósł
rękę i odciągnął plątaninę loków z jej twarzy.
Potem
pochylił się i pocałował ją, miękko, głęboko, tak cholernie słodko, i robił to
dalej, aż zacisnęła się na nim mocno wszystkimi kończynami.
Dopiero
wtedy złamał ciszę i zapytał - „Dobrze się czujesz?”
„Tak”
– wyszeptała, ale nie musiała. Niepewność zniknęła. Wpatrywała się w niego
oszołomiona, jej ciało było ciepłe i luźne pod jego ciałem, mimo że jej
kończyny wciąż były mocno napięte.
Nagle
spojrzała na jego nos.
„Podobała
mi się część, w której… hm, obróciłeś mnie. Albo powinnam powiedzieć, hm… części”.
Uśmiechnął
się, chociaż nie był typem mężczyzny, który oczekiwał omawiania sekunda po
sekundzie świetnego pieprzenia.
Ale
gdyby tego chciała, dałby jej to.
„A
kiedy miałeś swoje… cóż…” - jej oczy opadły na jego usta - „usta między moimi
nogami”.
Uśmiechnął
się szerzej.
Jej
wzrok przesunął się na jego oczy, potem na jego włosy i w końcu na jego ucho.
„A
to…” - zagryzła wargę, puściła i spojrzała na jego - „na krawędzi łóżka. To
było…” - jej ręka wsunęła się w jego włosy, a jej głos przycichł - „trochę
niegrzeczne”.
To
było urocze, ale jeśli uważała, że to było niegrzeczne i lubiła to w ten
sposób, musiał ją wiele nauczyć.
Nawet
gdy wpadł na ten pomysł, coś go niepokoiło.
Jej
słowa dotarły do niego.
Nie przestawaj.
Powiedziała
to w jego łóżku w Kompleksie.
Kurwa,
powiedziała to nawet, kiedy pieścił ją palcami pod prysznicem.
I
wiedział, dlaczego to robiła.
Jej
były przestał. Jej były nie był z nią dłużej, zanim zabierał tam sam siebie.
Jej były nie pieprzył jej na kolanach.
Jezu,
z takim małym gorącym numerkiem, jak Carissa, jaki był problem tego dupka?
„Joker?”
– zawołała, a on skupił się na niej.
Część
niego chciała zapytać. Jakaś część niego chciała wiedzieć, czy Aaron Kutas
Neiland kiedykolwiek się nią zaopiekował, w łóżku czy poza nim.
Reszta
niego miała to w dupie. On oddałby jej to w każdy możliwy sposób.
„Tutaj,
Carrie” – mruknął.
Jej
usta wygięły się w delikatnym uśmiechu i przesunęła dłonią w górę i dookoła, by
objąć jego szczękę i ponownie przejechała kciukiem po jego zarostu.
„Więc,
skoro zrobiłeś zakupy spożywcze, pozostało mi tylko pranie” - jej uśmiech
poszerzył się - „Innymi słowy, leniwy dzień” - Przesunęła dłonią w dół,
przesuwając kciukiem po jego szczęce, zanim ten opadł z powrotem na bok jego
szyi i pogłaskała go po gardle, mówiąc mu - „Nie miałam takiego od dawna”.
„Więc
będziemy leniuchowali” – szepnął.
Uśmiechała
się, nawet podnosząc głowę i muskając ustami jego usta.
Położyła
się z powrotem na łóżku i dalej głaskała, przesuwając kciukiem po jego gardle i
z powrotem do szczęki.
„Dobrze
spałaś?” – zapytał.
„Super”
– odpowiedziała.
Tym
razem uśmiechnął się.
Potem
powiedział - „Muszę zatroszczyć się o tę prezerwatywę i dać mojej dziewczynie
kawę”.
„Byłoby
dobrze” – odpowiedziała.
Pochylił
się i zwrócił jej muśnięcie ust, zanim zdecydował, że to nie wystarczy.
Wplątując palce w bok jej włosów, pochylił głowę i wziął jej usta powolnym,
mokrym pocałunkiem.
Oddała
to, co dostała.
Przerwał
pocałunek, wstał z łóżka i objął ją ramieniem, by zabrać ją ze sobą. Poszła
prosto po swoją koszulę nocną, gdy on pochylił się, by złapać jej majtki, kiedy
podnosił swoje dżinsy.
Jej
koszula opadała jej na biodra, kiedy podał jej majtki, pochylił się, by jeszcze
raz posmakować jej ust, a potem wyszeptał - „Spotkamy się w kuchni”.
„Okej,
skarbie.”
Uśmiechnął
się.
Odwzajemniła
uśmiech.
Poszedł
do łazienki, zajął się sprawami i dołączył do swojej dziewczyny w kuchni.
*****
Tego
wieczoru Joker siedział naprzeciwko Carissy przy stoliku w Dairy Queen.
Pojechali
tam nie tylko po Blizzardy. Kupił jej kąski z kurczaka i frytki, a sam sobie hamburgera
i krążki cebulowe. Zjedli to, strzelając gówno, w łagodnym i swobodnym nastroju.
Potem
wrócił do kontuaru, żeby przynieść im Blizzardy.
Dla
nich obojga były to Reece’a Piece & Cup i miała rację przez te wszystkie
lata. To było najlepsze.
Przełknął
łyżkę lodów i spojrzał na nią, aby zobaczyć, że jej oczy są skierowane w bok,
kubek Blizzard podniesiony, łyżkę trzymała pustą i zapomnianą w palcach, a jej myśli
były odległe o milę.
„Motylku”.
Jej
głowa podskoczyła i spojrzała na niego.
„Hej”
– powiedziała miękko.
Kurwa,
czuł to w swoim kutasie.
„Hej”
– odparł i przechylił głowę - „Jesteś milion mil stąd.”
„Nie,
tylko osiem lat”.
„Co?”
– zapytał.
To
wtedy zadała cios, sprawiając mu więcej bólu, przeciwko odczuwaniu którego nie
miał nic a nic.
„Czekałam
osiem lat, żeby usiąść i mieć z tobą w Blizzard, Carson”.
Poczuł,
że paliło go w gardle.
„Cieszę
się, że obciąłeś włosy” - powiedziała cichym głosem, nie spuszczając z niego
oczu. Jej zamiarem było powiedzenie im czegoś więcej niż tylko te słowa -
„Podobało mi się to wcześniej, ale teraz wygląda naprawdę dobrze”.
„To
dobrze, Motylku” – mruknął.
Przełknęła
ślinę, a kiedy to zrobiła, przez jej twarz przemknęło coś, co mu się nie
podobało - „Żałuję, że nie pamiętałam cię na I-25. Żałuję, że nie zrobiłam
tego, żebym miała moje Blizzard…”
Wrzucił
łyżkę do kubka i sięgnął, chwytając dłoń, w której trzymała łyżkę i mocno ją
trzymając.
„Przestań”.
„Nie
chcę, żebyś oglądał się za siebie i był na mnie zły”.
„Jestem
ponad tym”.
„Mówisz
tak, ale…”
Delikatnie
pociągnął ją za rękę – „Skończyłem z tym, Carrie. Bierzesz to wszystko na
siebie, ale nie zapominaj, że ja to wiedziałem i mogłem ci to dać, puścić cię z
haczyka i nie zrobiłem tego. Zbyt długo to trwało. To moja wina. Nie bierz tego
wszystkiego na siebie, bo to nie jest twoja wina. Ty spieprzyłaś. Ja spieprzyłem.
Po równo”.
Spojrzała
mu w oczy. Robiła to przez długi czas.
Jej
oczy zaczęły się rozjaśniać, ale kiedy miał powiedzieć coś, żeby powstrzymać to
gówno, wciągnęła powietrze przez nos i powiedziała - „Cieszę się, że obciąłeś
włosy”.
Wiedział,
co to oznaczało. Wiedział, że to oznaczało, że cieszyła się, że już to
przeszli. Że mieli to, co mieli wczoraj. Tego ranka. W tym dniu. Cieszyła się,
że byli tutaj, jedząc Blizzardy. To dla niej wiele znaczyło. Bardzo dużo.
A
to wiele dla niego znaczyło.
Puścił
ją, rozkazując - „Zjedz swoje Blizzard”.
„Okej”
- powiedziała drżąco, zwracając uwagę z powrotem na kubek.
Ale
on nie skończył.
„Chcę,
żebyś skończyła, żebym mógł zabrać twój tyłek do domu i rozebrać cię do naga”.
Jej
oczy skierowały się na jego.
„Więc
pospiesz się” – powiedział.
Melancholia
zniknęła z jej twarzy, gdy przeszło przez nią podniecenie, które przeszło
prosto w impertynencję.
„Nie
będę śpieszyła się z moim pierwszym Blizzardem z Carsonem Steele”.
„Dostaniesz
ode mnie inne”.
Wyprostowała
ramiona i stała się jeszcze bardziej impertynencka.
„To
jest pierwszy. Delektuję się tym”.
„Mała,
nie będziesz delektować się dłużej. Zjedz to, wsadź swój tyłek do mojego pickupa,
a ja cię odwiozę do domu. Mam marzenie, by moja dziewczyna poczuła się
niegrzecznie”.
Kolejny
błysk, zanim zwróciła swoją uwagę bezpośrednio na lody.
Joker
usiadł i zwrócił uwagę na swoje.
Zrobił
to uśmiechając się.
W
końcu to Joker nie miał ochoty sprawiać, by jego dziewczyna czuła się
niegrzecznie.
Po
ich pierwszym wspólnym Blizzard, jakkolwiek absurdalnym, licealnym gównie, w
czasie jego zagubionej fantazji, wskrzeszonej w łóżku z fenomenalnym materacem,
nie spieszył się. Zbudował to starannie dla niej, dla nich obojga.
Nie
pieprzył Carissy.
Kochał
się z nią.
Powoli.
Łagodnie.
Kiedy
więc zmusił ją do dojścia i szepnęła mu do ust - „Carson”, to był najlepszy
moment w jego życiu.
I
w pewien sposób był zdeterminowany, żeby robić to częściej, skoro przeżył taki
moment po raz pierwszy w życiu.
I
zamierzał to zdobyć.
Co
więcej, nawet gdyby musiał rozwalać sobie jaja, jeść gówno, przechodzić przez
piekło…
Zamierzał
dać to jej.
*****
Późnym
popołudniem następnego popołudnia Joker opierał tyłek o motocykl zaparkowany
obok pięcioletniego SUV-a, z rękami skrzyżowanymi na piersi i oczami
skierowanymi na drzwi liceum.
Przez
ostatnie piętnaście minut, kiedy tam był, przyglądano mu się.
Otrzymywał
pytania. Dawał niejasne odpowiedzi.
I
czekał.
Oczekiwanie
dobiegło końca, gdy zobaczył wychodzącego pana Robinsona.
Joker
oglądał go przez okulary przeciwsłoneczne. Postarzał się, ale świadczyło to o
tym, że nie wyglądał na pokonanego. Przeszedł przez to, żeby mieć dziecko, ale
był też nauczycielem w liceum. Dostawali gówniane wypłaty, znosili mnóstwo
gówna, wykonywali jedną z najważniejszych prac, jakie każdy mógł mieć i nie
mieli szacunku, a on wyglądał tylko na mężczyznę, który wychodził z pracy,
gotowy wrócić do domu, do swojej żony i na kolację.
Joker
patrzył, jak idzie do SUV-a i nie był zaskoczony, gdy pan Robinson namierzył go
prawie w chwili, gdy wyszedł za drzwi. Trzymał Jokera w zasięgu wzroku, idąc
przez dziesięć miejsc parkingowych do swojego SUV-a.
Joker
nie był też zaskoczony tym, że nie pozwolił, by motocyklista wiszący na
parkingu nauczyciela wnerwiał go tak, jak innych.
Zatrzymał
się i zapytał - „Mogę w czymś pomóc?”
„Dobrze
znów pana widzieć, panie Robinson” – odpowiedział Joker.
Przechylił
głowę. Jego oczy się zwęziły - „Przepraszam, czy ja…?” - zaczął, zanim jego
twarz się rozjaśniła - „Carson?” - zapytał cicho.
Joker
skinął głową, odepchnął się od motocykla i poszedł na chodnik.
Wyciągnął
rękę.
Pan
Robinson wziął go, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
„Carson”
– powtórzył, ściskając dłoń Jokera i machając nią - „Tak. Zdecydowanie. Ciebie
też miło spotkać”.
Skończyli
na ściśnięciu, zanim oderwali swoje dłonie, a Joker zapytał - „Jak się mają rzeczy?”
„Rzeczy
są rzeczami” - odpowiedział pan Robinson, wciąż się uśmiechając, mówiąc, że różnie
bywało, ale nie miał nic przeciwko temu - „Ty?”
„Wszystko
jest w porządku”.
Wzrok
pana Robinsona stał się skupiony, gdy przyglądał się Jokerowi i powiedział -
„Miło to słyszeć”.
„Taaa”
- mruknął Joker, odchrząknął i powiedział mu - „Wróciłem już jakiś czas temu.
Myślałem o panu. Chciałem się spotkać. Nie byłem w tym miejscu. Teraz jestem”.
„To
też dobrze słyszeć” - Wydawało się, że walczył z tym, co chciał powiedzieć
dalej, wygrał to i zapytał - „Odjechałeś…”
Joker
dał mu to łatwo – „Mam dyplom. Chodziłem do wieczorówki. Teraz jestem
licencjonowanym mechanikiem. Jestem bratem Chaosu, projektuję i buduję
samochody w Ride”.
„Chciałeś
to robić” – mruknął pan Robinson.
Pamiętał.
Mężczyzna przypomniał sobie wszystkie dzieciaki, które widywał rok w rok.
„Tak”
– zgodził się Joker.
„Jesteś
żonaty? Zadomowiony? Spotykasz się z dziewczyną?”
„Tak.
Pamięta pan Carissę Teodoro?”
Na
to pan Robinson uśmiechnął się szeroko i powiedział - „Widzę, że w końcu
sprawiła, że ją zauważyłeś”.
Kurwa.
Mężczyzna niczego nie przeoczył, nawet gówna, jakie Joker chciał, żeby to było
prawdą i uważał, a nie widział.
„Tak”
– tylko tyle powiedział. Potem poszedł po to - „Czy naprawdę wszystko jest dobrze?”
Skoro
pamiętał zauroczenie Carissy, to, że Joker chciał zostać mechanikiem, na pewno
nie zapomniałby, gdzie byli ostatnim razem, kiedy się widzieli… i dlaczego tam
byli.
Nawet
jeśli to nie była jego sprawa, pan Robinson dał mu to, również łatwo - „Jest w
porządku. Nie byliśmy w stanie…” – urwał, odchrząknął i kontynuował -
„Osiedliliśmy się z tym, co musimy mieć. Chcieliśmy więcej. Ale musisz się
nauczyć, kiedy odpuścić i skupić się na tym, co masz” - Uśmiechnął się, trochę
smutno, trochę wyzywająco - „Najładniejsza dziewczyna, jaką kiedykolwiek
widziałem, najlepsza żona, jaką może mieć mężczyzna. Mogło być gorzej”.
To
na pewno, kurwa, mogłoby.
Joker
miał po prostu nadzieję, że znajdzie sposób, by dać mu lepiej.
Nie
powiedział tego.
Powiedział
- „Zawsze tak było”.
Uśmiech
pozostał na miejscu, gdy pan Robinson odpowiedział - „Cieszę się, że się
zgadzasz”.
Tego
dnia, gdy Carissa pracowała na zmianie, Joker pracował w Ride. Ona wkrótce
wyjdzie z pracy, a Robinson pracował cały dzień.
Musiał
pozwolić mu wrócić do domu do żony i zjeść kolację.
Sięgnął
więc do tylnej kieszeni, wyjął portfel, wyciągnął wizytówkę i wsunął portfel z
powrotem, jednocześnie podając to swojemu dawnemu nauczycielowi historii.
„Wizytówka
Ride. Może pan zadzwonić, zapytać o mnie. Ale numer mojej komórki jest z tyłu.
Na wypadek, gdyby był pan zainteresowany tym, co tworzę, może pan wpaść. W
każdej chwili. Powie mi pan kiedy, będę tam i pokażę”.
Pan
Robinson nie zawahał się – „Nic nie mogłoby mnie powstrzymać”.
Utkwiło
mu to w gardle i Joker zmusił się do przełknięcia, aby to zmyć, zanim
powiedział szorstko – „Racja. Pozwolę panu odejść. Niech pan zadzwoni, kiedy zechce”
- Uniósł brodę i dokończył - „Dobrze pana znowu widzieć, panie Robinson”.
„Teraz
jak mężczyzna z mężczyzną, Carson. Jestem Keith”.
Joker
skinął mu głową - „Keith”.
Ponownie
uścisnęli sobie ręce, a Keith Robinson podniósł wizytówkę – „Zadzwonię do
ciebie”.
„Czekam
na to”.
Robinson
uśmiechnął się do niego i ruszył do swojego SUV-a.
Joker
podszedł do swojego motocykla.
Usiadł
na nim i spojrzał w lewo do kabiny SUV-a.
Robinson
wrzucał bieg, robiąc to patrząc w dół, a także robiąc to z uśmiechem.
Martwił
się.
Joker
dał mu zakończenie. Zapewnił mu też ulgę.
Ale
w liceum Keith Robinson dał Jokerowi o wiele więcej.
I
na tę myśl, uderzenie wszystkiego, co Carissa była zmuszona zaakceptować z
powodu okoliczności, uderzyło go tak mocno, że poczuł się jak cios mocy w brzuch.
Uciekł,
harował jak wół, jadł gówno, przeszedł przez piekło, dostał dyplom, pracował,
żeby zdobyć licencję mechanika i wyszedł po drugiej stronie.
Więc
zapomniał, jakie to było uczucie. Jak głęboko tkwiło. Jak intensywne było to
pragnienie, jak ekstremalna była nadzieja, że pewnego dnia byłby w stanie oddać
tym, którzy włożyli jasność w jego mroczne życie, przecinając czerń.
Nieświadomie,
nawet jeśli minęły lata, kiedy otworzył oczy, skierował się na drogę oddawania.
A
biorąc pod uwagę uśmiech, jakim obdarzył mężczyznę, którego szanował,
postanowił, że pozostanie wierny temu kursowi.
Bez
względu na to, ile mu to by zajęło.
*****
Kiedy
Carissa weszła tylnymi drzwiami, Joker był przy kuchence, mieszając gęstniejący
sos, mając kolację prawie gotową, bo napisała mu pół godziny temu - Wychodzę za trzydzieści. Potem wracam do
domu. Lepiej bądź tam, kochanie, bo UMIERAM Z GŁODU.
Był
tam.
Odwrócił
się i zobaczył, jak weszła i rzuciła torebkę na blat.
„Yo”
– przywitał się.
Uśmiechnęła
się do niego.
Potem
zamrugała.
Potem
zapytała - „Co to u licha jest?”
Spojrzał
w dół do garnka, a potem na nią - „Sos Étouffée”.
Jej
oczy zrobiły się duże.
Cholernie
słodkie.
„Jak
krewetkowe étouffée?”
„Nie.
Mam raki. Więc raczej rakowe étouffée”.
Podeszła
do niego, nie odrywając oczu od garnka - „Skąd masz raki?”
„Kupiłem
w LeLane w pobliżu Ride. Również tam dostałem mieszankę étouffée”.
Odchyliła
głowę do tyłu i spojrzała mu w oczy.
Teraz
się dąsała.
Całkowicie
cholernie słodka.
„Nie
przyszedłeś do mojego sklepu?”
„Carrie,
dałaś mi pół godziny na pozbieranie tego gówna. Ride jest blisko twojego domku,
ale do twojego LeLane jest dziesięć minut dalej. LeLane obok Ride jest oddalony
tylko o kilka minut”.
„Rozumiem”
– mruknęła, a jej wzrok wrócił do garnka.
„Skończyłaś
pogawędkę?” - zapytał, a ona spojrzała na niego.
„Nie
jestem pewna”.
Absolutnie
cholernie słodka.
„Może
skończysz na chwilę i mnie pocałujesz?”
„Mogę
to zrobić” – powiedziała.
„Więc
zrób to” - rozkazał, kiedy go nie pocałowała.
Uśmiechnęła
się.
To
było najsłodsze ze wszystkiego.
Potem
podniosła się na palcach z dłonią na jego brzuchu.
Potem
go pocałowała.
Oddał
jej pocałunek.
Kiedy
skończył, pozwolił jej przebrać się z jej stroju z LeLane.
W
końcu oboje siedzieli przy jej stole w jadalni i nakarmił swoją głodną
dziewczynę.
*****
Jezu,
ale ona była gorącym kawałkiem.
Po
kolacji i biwaku przed telewizorem zaczął to z nią. Zrobił to z zamiarem
obściskiwania się na jej ogromnej kanapie, a potem zabrania jej na jej
fantastyczny materac.
Ale
teraz zorientował się, że siedział na tyłku, jego dziewczyna siedziała na nim
okrakiem, pocierając swoje gorące krocze o jego twarde, z dłońmi wędrującymi po
nim w górę jego koszulki i jeśli nie przestałaby tego gówna z jej cipką, rękami
i jej językiem w jego ustach, zamierzał dojść w swoje dżinsy.
Musiał
wbić swojego kutasa w jej cipkę, bo inaczej zrobiłby się bałagan.
Nie
miał takiej szansy, kiedy jej ręce nagle uniosły się do góry, zmuszając jego
ramiona do poniesienia się, aby mogła poderwać jego koszulkę.
Pozwalając
jej to zrobić, Joker zamierzał dostać się do swojej rozporka, zastanawiając
się, jak miałoby mu się to udać, by wyciągając ją z jej dżinsów i założyć
prezerwatywę, a wszystko to w ciągu trzech sekund.
Carissa
miała zamiar położyć na nim swoje usta.
Ale
poczuł, że nagle się znieruchomiała i zauważył, że linka wykręciła jego rękę,
kiedy złapała go palcami za nadgarstek i podniosła ją.
Co
do cholery?
„Carrie…”
– zaczął, skupiając się na niej, ale kiedy to zrobił, on też znieruchomiał.
I
na wyraz jej twarzy, lekkość w jego piersi, do której powoli się przyzwyczajał,
stała się ciężka i ciemna.
„Co…?”
– wyszeptała, jej palce puściły jego nadgarstek tylko po to, by przesunąć się w
dół jego bicepsa.
Cofnął
ramię.
Jej
oczy przesunęły się na jego.
„Joker…”
Położył
ręce na jej tyłku i mruknął - „Zabierzmy to do sypialni”.
Stała
twarda i trzymała go tam, gdzie był, kładąc ręce na jego ramionach i
naciskając.
„Podnieś
ramię, niech zobaczę” – zażądała.
„Mała”
– rzucił się do niej, przekazując wiadomość, której nie mogła błędnie
zinterpretować – „jestem w pewnym nastroju”.
„Podnieś
ramię” – powiedziała delikatnie, ale stanowczo - „Skarbie, pozwól mi zobaczyć”.
„To
nic.”
„Pozwól
mi zobaczyć”.
„Carissa,
to…”
Zamknął
się, gdy zobaczył, jak nagle jej oczy wypełniają się łzami.
„Czy
ty… paliłeś?” - zapytała.
Kurwa.
„Mała…”
Przerwała
mu, mówiąc szybko - „Chłopcy to robią. Upijają się i rzucają wyzwanie sobie
samym lub sobie nawzajem. Tak to zdobyłeś?”
Zacisnął
zęby i przez nie powiedział - „Nie”.
Jej
broda zadrżała i szepnęła - „On ci je dał”.
Wiedziała
o tym. Wiedziała, że przypalił go jego stary.
Joker
objął ją ramionami i przyciągnął do siebie.
„To
było dawno temu. A teraz Carrie...”
„On
ci je dał”.
„Carissa,
to…”
„On ci je dał!”
Na
jej wściekły wrzask jego ramiona rozluźniły się, a ona wyrwała się z nich,
znajdując nogi.
„On
ci je dał” – warknęła ze łzami wciąż w oczach, ale nie spływającymi, kiedy jej
twarz poczerwieniała.
Zsunął
się z kanapy, a ona cofnęła się.
„Uciekłem
od niego, pamiętasz?” – zauważył, przechodząc do uspokajającego tonu.
I
ponosząc porażkę.
„Nie
dość szybko” – warknęła.
Gówno.
„Chodź
tutaj, Carrie”.
„Ona zostawiła cię z nim, a on ci je dał” — syknęła.
Musieli
z tego wyjść.
„To
było dawno temu” – powtórzył - „Wyleczyły się. To koniec. Pozwól temu się
skończyć”.
Wpatrywała
się w niego, jej klatka piersiowa unosiła się i opadała szybko, kiedy oddychała
ciężko, by powstrzymać to, co czuła, to wszystko, a było to widocznie masywne.
I
to było dla niego.
Dla
niego.
Jezu.
Potem
pozwoliła temu latać, a kiedy to robiła, ścieżka Carsona „Jokera” Steele, która
znalazła się w chwili, gdy zobaczył kobietę trzymającą dziecko na poboczu I-25,
postanowił zjechać i pomóc, doszła do końca. Tak po prostu, Carson Steele był
dokładnie tam, gdzie zawsze chciał być, z kobietą, której potrzebował u boku,
robiąc to jako mężczyzna, o którym nigdy nie marzył, że będzie.
Ale
w jakiś sposób był.
A
wszystko to wydarzyło się, gdy stwierdziła - „Nie uleczysz się z tego, Carson.
Nie z tego. Mój Boże” – wyrzuciła obie ręce – „…jak wspaniałym człowiekiem
musisz być, aby przejść przez to, przez co przeszedłeś, robiąc to samotnie, bez
nikogo, kto by ulżyłby ci w tej drodze, w tym bólu, bez matki, bez brata, bez
siostry , wszystko znosząc to sam i walcząc o to, by stać się tym wszystkim, kim jesteś. To nie jest
niesamowite. To cholerny cud”.
Jego
ciało było skamieniałe, poruszały się tylko usta - „Chodź tutaj, Carrie”.
Zignorowała
go, potrząsnęła włosami i oświadczyła - „Pomogę ci to uleczyć”.
„Chodź
tutaj, Carrie”.
Jej
głowa szarpnęła się, jej oczy się rozszerzyły i kurwa w końcu przesunęła do
niego swoją dupę.
W
chwili, gdy się zbliżyła, zabrał ją na kanapę.
Nie
kochał się z nią.
Pocałował
ją mocno, miażdżąc jej usta.
A
ją to gówno obchodziło.
Dotknął
jej, rozdzierając jej ubrania, rozrywając jej bieliznę.
I
jęczała przez to.
Potem
ją wypieprzył, a ona go wzięła, jej usta w tym samym czasie chwytały jego
język, a jej ciało gwałtownie podskakiwało przy każdym pchnięciu.
I
doszła, jęcząc swój orgazm w jego gardle, jej cipka zaciskała się wokół jego
penisa, robiąc to, jeszcze zanim przyłożył kciuk do jej łechtaczki.
Kiedy
to znalazła, Joker poszedł szorstko i mocno, z ręką w jej włosach, aby utrzymać
ją nieruchomo, aby mogła go przez to przeprowadzić.
I
wróciła do skomlenia, ściskając go mocno, przełykając jego jęk.
Kiedy
skończył i nawet nie odetchnął, miał dwie myśli.
Jedną
z nich było to, że cieszył się, że była jego gorącym, małym kawałkiem, więc
trzy sekundy, które zajęło mu nałożenie prezerwatywy, w żaden sposób jej nie
ochłodziły.
Drugą
było to, że stracił kontrolę, a ona zdecydowanie była tym zainteresowana.
Ale
to była Carissa. Jego dziewczyna.
I
to gówno nie powinno się zdarzyć.
Tak
więc, wciąż dochodząc do siebie po orgazmie, uniósł obie ręce, by objąć obie
strony jej głowy i spojrzał jej w oczy.
„Zraniłem
cię?”
„Nie
było mowy” – sapnęła, wciąż czując swój – „Nie było jak” – dokończyła na
wdechu.
„Nie
okłamuj mnie” - ostrzegł.
„To
było…” – potrząsnęła głową w jego dłoniach - „Nie wiem, co to było, ale było
tak wiele z tego, co było, że myślę o założeniu pamiętnika”.
Patrzył
jej w oczy.
„Nigdy
nie prowadziłam pamiętnika” – kontynuowała.
Patrzył
na nią, próbując odczytać, czy kłamała.
„Ale
to musi zostać zapisane dla potomności”.
To
właśnie sprawiło, że z ulgą opuścił czoło na jej.
„Z
drugiej strony powinnam była zacząć ten pamiętnik dwa dni temu. Byłam po prostu
zmęczona przeprowadzką i w ogóle” - kontynuowała - „Ale jutro zaraz po zmianie
wyjdę po jeden”.
Podniósł
się i patrzył, jak się do niego uśmiechała, gdy poczuł, jak jej dłoń wślizguje
się w jego włosy.
„Żeby
dokończyć naszą wcześniejszą dyskusję” – szepnęła, on spiął się, ale dała mu to
– „Zamierzam cię uzdrowić, Carsonie Steele. To się stanie. Otóż to.
Żadna odpowiedź nie jest konieczna”.
Na
końcu języka miał powiedzieć jej, że tego nie potrzebował. Nigdy więcej. Ona
już to zrobiła. I nie biorąc go mocno.
Dzięki
temu, że widział to, co widzieli wszyscy oprócz ojca.
Sprawiając,
że przejrzał to, co jego ojciec sprawił, że widział.
Ale
tego nie powiedział.
Chciał
zobaczyć, jak ona to zrobi. Chciał też jej na to pozwolić, ponieważ zamierzał
się nią zaopiekować, dać jej wszystko, czego potrzebowała, a wiedział, że tego
potrzebowała.
I
w końcu zdał sobie sprawę, że jest mężczyzną, który zasługuje na dobrą kobietę,
która zrobiłaby wszystko, aby to zrobić.
To
oznaczało, że w końcu po prostu ją pocałował, a ona odwzajemniła pocałunek,
trzymając się, dając mu wszystko w taki sposób, że kiedy przerywał pocałunek,
uśmiechał się.
Niech
rozpocznie się uzdrowienie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńTo teraz czekamy na reakcjię męża :)
OdpowiedzUsuń