piątek, 26 sierpnia 2022

14 - Niech rozpocznie się uzdrowienie

 

Rozdział 14

Niech rozpocznie się uzdrowienie

Joker

 

 

Joker próbował uciszyć szelest plastikowych toreb, gdy rozpakowywał zakupy, po które wyszedł, podczas gdy Carissa spała.

Mogła skończyć tani keczup, a potem skończyłaby z tym gównem.

Nie mógł powiedzieć, że chodziło o hojność. On nie lubił taniego ketchupu, a zamierzał jeść w jej domu i to często.

Więc zdecydowanie skończyła z tym gównem.

Zamierzał też spać w jej łóżku i to też robić często.

Częściowo chodziło o jej materac. Był twardy, ale wygodny. Jego materac w Kompleksie nie był świetny. Odziedziczył swój pokój po Dogu po tym, jak mężczyzna wyjechał do Grand Junction, a jego bracia najwyraźniej go nie zastąpili, kiedy odziedziczył ten pokój lata temu.

Ale chodziło głównie o Carissę Teodoro, przytuloną z nim na tym materacu, która zadurzyła się w nim w liceum i która dla niego jęczała, skowytała i skomliła, robiąc pokaz, którego nigdy, kurwa, nie zapomni, gdy miał ją po raz pierwszy.

Kręcił się po kuchni Carissy, odkładając podczas tego zakupy. Nie tylko dlatego, że dawał jej markowy keczup, ale także dlatego, że miała dużą, przyjemną kuchnię, w której mogła gotować, wkładać całe swoje fajne gówno i opiekować się swoim chłopcem.

Wsunął do jej zamrażarki worek mrożonej kukurydzy, zamknął drzwi, złapał coś kącikiem oka i zamarł.

Carissa stała przy wejściu do kuchni w dużej, bezkształtnej koszuli nocnej, którą prawdopodobnie kupiła na czas ciąży. Wisiała nisko, prawie do kolan. Była różowa i miała wycięcie na szyję z małym brzegiem koronki. To była jedyna wskazówka jakiejkolwiek kobiecości.

Od razu znienawidził tę rzecz. To do niej nie pasowało. Wyglądało tak, jakby była w domu swojej babci, postanowiła zostać na chwilę i musiała pożyczyć coś do spania.

Nie nienawidził faktu, że jej włosy były w nieładzie. Częściowo jakby była wyrwana ze snu, były o dwa rozmiary większe niż zwykle, a jego dziewczyna miała dużo włosów.

Jej twarz była trochę spuchnięta, a jej oczy były leniwe. Była jedenasta trzydzieści i to było na niej wypisane, że spała ciężko przez te czternaście i pół godziny.

To, podobnie jak jej duża czupryna z łóżka, było urocze.

Teraz stała naprzeciwko niego, nieruchoma, a Joker nie wiedział, czy tam stała, bo wciąż była w większości nieprzytomna, czy też szykowała się, by dać mu gówno za kupowanie jej artykułów spożywczych.

Potrafił zrozumieć, jak trudno było jej zaakceptować dobroć. Od lat żył pod tym ciężarem z Linusem i panią Heely. Jak wiedziałeś, że tego potrzebujesz, musiałeś to zaakceptować, a nawet od czasu do czasu wyjść i wziąć to. Ale jak martwiłeś się, że nigdy nie będziesz w stanie tego zwrócić, a to nie było dobre uczucie.

Mimo to musiał zabrać ją do miejsca, w którym by to przezwyciężyła. Przez długi czas otrzymywałaby życzliwość od Jokera, jego braci i ich rodzin, więc musiała nauczyć się nie walczyć z tym.

Otworzył usta, by rozpocząć lekcję, kiedy wyszeptała - „Carson Steele w mojej kuchni”.

Zamknął usta i wpatrywał się w nią, czując w piersi lekkość, jakiej nigdy w życiu nie czuł.

Ciągnęła dalej, jej senna twarz stawała się coraz cieplejsza, mówiąc mu wszystko, nawet gdy ujęła to w słowa.

„Mój motocyklista odkłada zakupy”.

Mój motocyklista.

Odwrócił się do niej całkowicie.

Jak to miała w zwyczaju, podbiegła do niego.

Nie miał innego wyjścia, jak tylko ją złapać, a kiedy to zrobił, cofnęła go i wpadł na blat, więc ból po uderzeniu skręcił się w jego kręgosłupie.

Ale nie obchodziło go to, skoro trzymał jej tyłek w dłoniach, wnętrze jej ud było przyciśnięte do jego bioder i jej dłonie po obu stronach jego głowy.

Przesuwała kciukami po jego policzkach, jej oczy patrzyły, mrucząc - „Zarost”.

„Carrie” - było wszystkim, co zdołał wymusić.

Jej wzrok przykuł jego wzrok – „Chcę z powrotem brodę, skarbie. Wyhodujesz ją dla mnie?”

Przeszedłby dla niej przez piekło, więc bez wątpienia zapuści dla niej brodę.

„Tak” – odpowiedział.

Jej oczy zmiękły, gdy kąciki ust wygięły się w górę.

Posłała mu to spojrzenie przez chwilę, zanim powiedziała cicho - „Wciąż się o mnie troszczysz”.

Miała na myśli artykuły spożywcze.

„Nie walcz z tym” – poradził.

„Powiedz mi, że zjesz niektóre z nich, a nie będę”.

Miała na myśli to, że chciała go mieć w pobliżu.

Uśmiechnął się do niej - „Tani keczup jest do bani.”

Wtedy uśmiechnęła się do niego.

Więc wtedy skończył z ich rozmową i zakomunikował to, przesuwając rękę z jej tyłka w górę jej pleców i we włosy, wywierając nacisk.

Nie musiał. Pochyliła twarz do niego i dała mu usta.

Może była w połowie śpiąca, ale nadal umyła zęby.

Smakowała cholernie genialnie.

Chociaż zawsze tak było.

Wciąż biorąc jej usta, zabrał swoje plecy od blatu i położył na nim jej tyłek. Owinęła nogi wokół jego bioder, gdy zanurzył rękę w jej koszuli nocnej, a potem w jej majtki.

To sprawiło, że jęknęła, a jednocześnie przycisnęła ciepło do jego krocza.

Kurwa, tak.

Przerwał pocałunek, ale nie połączenie ich ust.

„Chcesz kawy?” – zapytał.

„Tak” – odpowiedziała, cała zdyszana, coś, co sprawiło, że jego kutas, już twardniejący, stał się twardszy.

„Śniadanie?”

„Tak”.

„Przed czy po tym, jak dam ci twoje pieprzenie?”

Kiedy to mówił, przycisnęła do niego wszystko i zacisnęła ramiona wokół jego ramion.

„Myślę, że… po” – powiedziała nieśmiało, ale robiła to wciąż patrząc mu w oczy.

„Lubię twoje łóżko” – mruknął.

„W takim razie zróbmy to tam” – mruknęła, wsuwając dłoń w jego włosy, by objąć tył jego głowy.

„Masz to, Motylku” – odpowiedział, podniósł ją z blatu, ujął jej usta swoimi i całując ją, wyprowadził ich z kuchni do jej nowej sypialni.

Lubiła, jak ją całował. Podniecała się tym. Jemu też to się podobało, bo smakowała dobrze, wydawała głos, oddawała mu to, a także zatracała się, więc był w stanie zdjąć z niej jej koszulę nocną, a ona ledwo zauważyła.

Potem przesunął usta w inne jej miejsca, chłonąc ją w tym czasie i robiąc to leniwie, jak nie robił w swoim łóżku w Kompleksie ani pod jej prysznicem.

Miała wspaniałe cycki, większe niż w liceum, z różowymi sutkami, które natychmiast twardniały na jego języku, gdy wciągał je do ust. Usłyszał, jak jej ciężki oddech zamienił się w dyszenie i wsunęła obie ręce w jego włosy, by go przygarnąć, pokazując mu, że lubiła to, co robił.

Jezu.

Carissa.

Przechodząc od jednego cycka do drugiego, sprawił, że naciskała w górę, chwytając go za włosy, zanim zsunął się w dół, okrążając jej pępek językiem i w dół, kiedy zsuwał ciało z jej łóżka.

Zacisnął palce wokół jej majtek i zerwał je, szarpnęła całym ciałem, a jej na wpół przymknięte oczy rozszerzyły się w taki sposób, że jego sztywny kutas podskoczył.

Położył ręce na jej biodrach, szarpnął ją na brzeg łóżka i opadł na kolana.

„Joker” – wydyszała.

Nic nie powiedział.

Zamiast tego zarzucił jej nogi na ramiona, widząc miodowe loki lśniące między jej nogami, a jego kutas stał się tak twardy i naprężający się o dżinsy, że aż to go bolało.

A on to lubił.

Zanurzył się i przesunął językiem po jej wilgotnym miejscu.

Tam też dobrze smakowała.

Ideał.

Jej pięty wbiły się w jego plecy, wepchnęła cipkę do jego ust, gdy wygięła się na łóżku i krzyknęła - „Joker!”

Kurwa, tak.

Pochylił się i upadł na nią, chwytając ją za biodra i wciągając ją głębiej do ust, gdy ją lizał, zjadał, ssał jej łechtaczkę i pieprzył językiem jej cipkę. Kochała to, okazywała to, jej nogi obejmowały go, jej dźwięki spływały na niego lub ostro przebijały pokój. Kiedy wsunęła palce jednej ręki w jego włosy, a te palce zacisnęły się w pięści, jej odgłosy były szybkie i rozpaczliwe, jej ciało poruszało się gorączkowo w jego uścisku, wiedział, że jest gotowa.

Podniósł się.

„Oh!”

Usłyszał jej sfrustrowane zaskoczenie, gdy przepychał się między jej nogi i pochylił nad nią z ręką opartą na łóżku.

To było cholernie gorące, gdy oglądał, jak starała się skupić na nim, nawet gdy zacisnęła pięść na jego koszulce i pociągnęła ją do siebie, a jej druga ręka wędrowała blisko miodowych loków między nogami.

„Gotowa na pieprzenie?” - zapytał.

„Tak” – odpowiedziała natychmiast.

Chryste. Odleciała.

Ideał.

„Mała, zamierzam się pieprzyć. Jesteś na to gotowa?” - pchnął.

Natychmiast mocniej pociągnęła jego koszulkę - „Tak, Joker” - powiedziała niecierpliwie.

Prawie się uśmiechnął.

Zamiast tego wsunął wolną rękę w dół jej brzucha, odrzucając jej na bok i bawiąc się jej lokami.

Kiedy to zrobił, patrzył, jak jej usta się rozchylają i poczuł, jak jej biodra unoszą się, by pogłębić jego dotyk.

„Joker” – błagała.

„Powiedz to, Motylku” – rozkazał delikatnie.

Jej oczy rozszerzyły się na chwilę i zapłonęły.

Potem oblizała usta, a on prawie odleciał, patrząc, jak to robiła, zanim powiedziała - „Pospiesz się, skarbie, i wypieprz mnie”.

Tego właśnie chciał.

To właśnie dał jej.

Obrócił ją na brzuch, szarpnął ją tak, że jej kolana znalazły się na krawędzi materaca, jej pieprzony fenomenalny tyłek w kształcie serca był tam dla niego, gładka skóra jej pleców, masa jej loków wzdłuż ramion i wszystko inne tuż nad łóżkiem.

Wyciągnął portfel, jedną ręką rozprawił się z prezerwatywą, wsuwając w jej wilgoć palce, żeby była gotowa.

Ale nawet jeśli zrobił to szybko, zajęło mu to zbyt dużo czasu.

Wiedział o tym, kiedy błagała - „Carson, skarbie, proszę”.

Spojrzał znad jej tyłka i zobaczył, że miała skręconą szyję, a jej twarz wypełniona była potrzebą.

Carissa Teodoro.

Gorący mały kawałek.

Kurwa, jego gorący mały kawałek, nagi, z tyłkiem w powietrzu, z błagającymi ustami.

Patrząc jej w oczy, ustawił końcówkę i nie zawahał się przed wjechaniem do środka.

Jej tyłek podskoczył, gdy plecy wygięły się w łuk w kierunku łóżka, jej głowa odskoczyła do tyłu, a jej loki pofrunęły dookoła.

Jezu.

Kurwa.

Ideał.

„Ruszaj się” – wydyszała.

Poruszył się, wyciągnął, wepchnął i dał jej to szybko.

„Mocniej” – błagała, cofając się, unosząc na przedramionach, by dać jej dźwignię.

Całkowicie zajebiście idealna.

Wziął ją mocniej.

„Szybciej, więcej, Carson, proszę” - jęknęła, opuszczając głowę i pchając do tyłu, by spotkać się z jego pchnięciami.

Przesunął dłonią wokół jej biodra i do środka, znalazł ją, a ona zaczęła się szarpać.

„Cholerny ideał” - burknął, wbijając się w jej cipkę, manipulując jej łechtaczką, obserwując ją, kiedy ją brał, obserwując, jak ona uwielbiała to dostawać i cholernie kochając jej to dawać.

„Nie przestawaj” – błagała.

Czy była szalona?

Nie zamierzał przestać. Chryste, marzył, że nigdy nie musiałby przestać.

„O, Boże, Joker, nie przestawaj!” - płakała, odlatując, kiedy jej szyja była wygięta, jej tyłek wypięty, jej skowyt był ciągły, ale wzmagał się za każdym razem, gdy brała jego kutasa – „Kochanie” – wydyszała – „Skarbie” – jęknęła - „Joker! Tak!” - płakała, a on poczuł przemoczone ciepło jej ściskania i wiedział, że dotarła.

Odjął palec z jej łechtaczki, chwycił ją za biodra i wciągnął ją z powrotem w swoje pchnięcia, słuchając, jak dochodziła, czując to, cholernie kochając to. Pozwolił, by jej gładka wilgoć zacisnęła go i wyciągnęła wszystko z niego, pojechał głęboko i dalej to robił, waląc w nią z powrotem swojego penisa, słuchając jej słodkiego, ostrego miauczenia, gdy go przyjmowała.

Wtedy to dostał. Odrzucając głowę do tyłu, pieprzył ją, gdy doszedł w niej, robiąc jedno i drugie mocno.

Gdy zaczęło go to opuszczać, opuścił głowę i po kilku uderzeniach jego wzrok wyostrzył się na jej gładkie pośladki.

Jego palce wciąż zaciskały się wokół jej bioder, ujął ją delikatnie, przesuwając dłonie na jej pośladki, obserwując, jak jej cipka bierze jego kutasa, a jego kciuki przesunęły się po zagłębieniach jej tyłka. Tyłka, który widział w majtkach cheerleaderki. Tyłka, który obserwował w jej spodniach khaki. Tyłka, którego pragnął tak długo, to nie było cholernie zabawne. Marzenie, jakie wymyślił, z ręką na kutasie pompującą, aż dochodził; marzenie tak dobre, że, nawet jak walił konia, orgazm był zawsze niesamowity.

Ale nie tak jak w rzeczywistości.

Nic podobnego.

Nawet nie blisko.

„Skarbie” – zawołała niepewnym tonem, a Joker przestał obserwować, jak jego kciuki przesuwały się po jej ciele i spojrzał na nią.

Zobaczył, że jej ciało było napięte, a szyja skręcona, jej oczy były niepewne.

Wyciągnął się, przewrócił ją, podniósł w ramiona i oparł kolano na łóżku. Odsunął ich od krawędzi i upuścił ją na plecy, jego ciężar uderzył w jej miękkie ciało, wciskając ją w łóżko, czując ją na sobie, kiedy trzymała się go udami mocno zaciśniętymi na jego biodrach.

Uniósł rękę i odciągnął plątaninę loków z jej twarzy.

Potem pochylił się i pocałował ją, miękko, głęboko, tak cholernie słodko, i robił to dalej, aż zacisnęła się na nim mocno wszystkimi kończynami.

Dopiero wtedy złamał ciszę i zapytał - „Dobrze się czujesz?”

„Tak” – wyszeptała, ale nie musiała. Niepewność zniknęła. Wpatrywała się w niego oszołomiona, jej ciało było ciepłe i luźne pod jego ciałem, mimo że jej kończyny wciąż były mocno napięte.

Nagle spojrzała na jego nos.

„Podobała mi się część, w której… hm, obróciłeś mnie. Albo powinnam powiedzieć, hm… części”.

Uśmiechnął się, chociaż nie był typem mężczyzny, który oczekiwał omawiania sekunda po sekundzie świetnego pieprzenia.

Ale gdyby tego chciała, dałby jej to.

„A kiedy miałeś swoje… cóż…” - jej oczy opadły na jego usta - „usta między moimi nogami”.

Uśmiechnął się szerzej.

Jej wzrok przesunął się na jego oczy, potem na jego włosy i w końcu na jego ucho.

„A to…” - zagryzła wargę, puściła i spojrzała na jego - „na krawędzi łóżka. To było…” - jej ręka wsunęła się w jego włosy, a jej głos przycichł - „trochę niegrzeczne”.

To było urocze, ale jeśli uważała, że to było niegrzeczne i lubiła to w ten sposób, musiał ją wiele nauczyć.

Nawet gdy wpadł na ten pomysł, coś go niepokoiło.

Jej słowa dotarły do niego.

Nie przestawaj.

Powiedziała to w jego łóżku w Kompleksie.

Kurwa, powiedziała to nawet, kiedy pieścił ją palcami pod prysznicem.

I wiedział, dlaczego to robiła.

Jej były przestał. Jej były nie był z nią dłużej, zanim zabierał tam sam siebie. Jej były nie pieprzył jej na kolanach.

Jezu, z takim małym gorącym numerkiem, jak Carissa, jaki był problem tego dupka?

„Joker?” – zawołała, a on skupił się na niej.

Część niego chciała zapytać. Jakaś część niego chciała wiedzieć, czy Aaron Kutas Neiland kiedykolwiek się nią zaopiekował, w łóżku czy poza nim.

Reszta niego miała to w dupie. On oddałby jej to w każdy możliwy sposób.

„Tutaj, Carrie” – mruknął.

Jej usta wygięły się w delikatnym uśmiechu i przesunęła dłonią w górę i dookoła, by objąć jego szczękę i ponownie przejechała kciukiem po jego zarostu.

„Więc, skoro zrobiłeś zakupy spożywcze, pozostało mi tylko pranie” - jej uśmiech poszerzył się - „Innymi słowy, leniwy dzień” - Przesunęła dłonią w dół, przesuwając kciukiem po jego szczęce, zanim ten opadł z powrotem na bok jego szyi i pogłaskała go po gardle, mówiąc mu - „Nie miałam takiego od dawna”.

„Więc będziemy leniuchowali” – szepnął.

Uśmiechała się, nawet podnosząc głowę i muskając ustami jego usta.

Położyła się z powrotem na łóżku i dalej głaskała, przesuwając kciukiem po jego gardle i z powrotem do szczęki.

„Dobrze spałaś?” – zapytał.

„Super” – odpowiedziała.

Tym razem uśmiechnął się.

Potem powiedział - „Muszę zatroszczyć się o tę prezerwatywę i dać mojej dziewczynie kawę”.

„Byłoby dobrze” – odpowiedziała.

Pochylił się i zwrócił jej muśnięcie ust, zanim zdecydował, że to nie wystarczy. Wplątując palce w bok jej włosów, pochylił głowę i wziął jej usta powolnym, mokrym pocałunkiem.

Oddała to, co dostała.

Przerwał pocałunek, wstał z łóżka i objął ją ramieniem, by zabrać ją ze sobą. Poszła prosto po swoją koszulę nocną, gdy on pochylił się, by złapać jej majtki, kiedy podnosił swoje dżinsy.

Jej koszula opadała jej na biodra, kiedy podał jej majtki, pochylił się, by jeszcze raz posmakować jej ust, a potem wyszeptał - „Spotkamy się w kuchni”.

„Okej, skarbie.”

Uśmiechnął się.

Odwzajemniła uśmiech.

Poszedł do łazienki, zajął się sprawami i dołączył do swojej dziewczyny w kuchni.

*****

Tego wieczoru Joker siedział naprzeciwko Carissy przy stoliku w Dairy Queen.

Pojechali tam nie tylko po Blizzardy. Kupił jej kąski z kurczaka i frytki, a sam sobie hamburgera i krążki cebulowe. Zjedli to, strzelając gówno, w łagodnym i swobodnym nastroju.

Potem wrócił do kontuaru, żeby przynieść im Blizzardy.

Dla nich obojga były to Reece’a Piece & Cup i miała rację przez te wszystkie lata. To było najlepsze.

Przełknął łyżkę lodów i spojrzał na nią, aby zobaczyć, że jej oczy są skierowane w bok, kubek Blizzard podniesiony, łyżkę trzymała pustą i zapomnianą w palcach, a jej myśli były odległe o milę.

„Motylku”.

Jej głowa podskoczyła i spojrzała na niego.

„Hej” – powiedziała miękko.

Kurwa, czuł to w swoim kutasie.

„Hej” – odparł i przechylił głowę - „Jesteś milion mil stąd.”

„Nie, tylko osiem lat”.

„Co?” – zapytał.

To wtedy zadała cios, sprawiając mu więcej bólu, przeciwko odczuwaniu którego nie miał nic a nic.

„Czekałam osiem lat, żeby usiąść i mieć z tobą w Blizzard, Carson”.

Poczuł, że paliło go w gardle.

„Cieszę się, że obciąłeś włosy” - powiedziała cichym głosem, nie spuszczając z niego oczu. Jej zamiarem było powiedzenie im czegoś więcej niż tylko te słowa - „Podobało mi się to wcześniej, ale teraz wygląda naprawdę dobrze”.

„To dobrze, Motylku” – mruknął.

Przełknęła ślinę, a kiedy to zrobiła, przez jej twarz przemknęło coś, co mu się nie podobało - „Żałuję, że nie pamiętałam cię na I-25. Żałuję, że nie zrobiłam tego, żebym miała moje Blizzard…”

Wrzucił łyżkę do kubka i sięgnął, chwytając dłoń, w której trzymała łyżkę i mocno ją trzymając.

„Przestań”.

„Nie chcę, żebyś oglądał się za siebie i był na mnie zły”.

„Jestem ponad tym”.

„Mówisz tak, ale…”

Delikatnie pociągnął ją za rękę – „Skończyłem z tym, Carrie. Bierzesz to wszystko na siebie, ale nie zapominaj, że ja to wiedziałem i mogłem ci to dać, puścić cię z haczyka i nie zrobiłem tego. Zbyt długo to trwało. To moja wina. Nie bierz tego wszystkiego na siebie, bo to nie jest twoja wina. Ty spieprzyłaś. Ja spieprzyłem. Po równo”.

Spojrzała mu w oczy. Robiła to przez długi czas.

Jej oczy zaczęły się rozjaśniać, ale kiedy miał powiedzieć coś, żeby powstrzymać to gówno, wciągnęła powietrze przez nos i powiedziała - „Cieszę się, że obciąłeś włosy”.

Wiedział, co to oznaczało. Wiedział, że to oznaczało, że cieszyła się, że już to przeszli. Że mieli to, co mieli wczoraj. Tego ranka. W tym dniu. Cieszyła się, że byli tutaj, jedząc Blizzardy. To dla niej wiele znaczyło. Bardzo dużo.

A to wiele dla niego znaczyło.

Puścił ją, rozkazując - „Zjedz swoje Blizzard”.

„Okej” - powiedziała drżąco, zwracając uwagę z powrotem na kubek.

Ale on nie skończył.

„Chcę, żebyś skończyła, żebym mógł zabrać twój tyłek do domu i rozebrać cię do naga”.

Jej oczy skierowały się na jego.

„Więc pospiesz się” – powiedział.

Melancholia zniknęła z jej twarzy, gdy przeszło przez nią podniecenie, które przeszło prosto w impertynencję.

„Nie będę śpieszyła się z moim pierwszym Blizzardem z Carsonem Steele”.

„Dostaniesz ode mnie inne”.

Wyprostowała ramiona i stała się jeszcze bardziej impertynencka.

„To jest pierwszy. Delektuję się tym”.

„Mała, nie będziesz delektować się dłużej. Zjedz to, wsadź swój tyłek do mojego pickupa, a ja cię odwiozę do domu. Mam marzenie, by moja dziewczyna poczuła się niegrzecznie”.

Kolejny błysk, zanim zwróciła swoją uwagę bezpośrednio na lody.

Joker usiadł i zwrócił uwagę na swoje.

Zrobił to uśmiechając się.

W końcu to Joker nie miał ochoty sprawiać, by jego dziewczyna czuła się niegrzecznie.

Po ich pierwszym wspólnym Blizzard, jakkolwiek absurdalnym, licealnym gównie, w czasie jego zagubionej fantazji, wskrzeszonej w łóżku z fenomenalnym materacem, nie spieszył się. Zbudował to starannie dla niej, dla nich obojga.

Nie pieprzył Carissy.

Kochał się z nią.

Powoli.

Łagodnie.

Kiedy więc zmusił ją do dojścia i szepnęła mu do ust - „Carson”, to był najlepszy moment w jego życiu.

I w pewien sposób był zdeterminowany, żeby robić to częściej, skoro przeżył taki moment po raz pierwszy w życiu.

I zamierzał to zdobyć.

Co więcej, nawet gdyby musiał rozwalać sobie jaja, jeść gówno, przechodzić przez piekło…

Zamierzał dać to jej.

*****

Późnym popołudniem następnego popołudnia Joker opierał tyłek o motocykl zaparkowany obok pięcioletniego SUV-a, z rękami skrzyżowanymi na piersi i oczami skierowanymi na drzwi liceum.

Przez ostatnie piętnaście minut, kiedy tam był, przyglądano mu się.

Otrzymywał pytania. Dawał niejasne odpowiedzi.

I czekał.

Oczekiwanie dobiegło końca, gdy zobaczył wychodzącego pana Robinsona.

Joker oglądał go przez okulary przeciwsłoneczne. Postarzał się, ale świadczyło to o tym, że nie wyglądał na pokonanego. Przeszedł przez to, żeby mieć dziecko, ale był też nauczycielem w liceum. Dostawali gówniane wypłaty, znosili mnóstwo gówna, wykonywali jedną z najważniejszych prac, jakie każdy mógł mieć i nie mieli szacunku, a on wyglądał tylko na mężczyznę, który wychodził z pracy, gotowy wrócić do domu, do swojej żony i na kolację.

Joker patrzył, jak idzie do SUV-a i nie był zaskoczony, gdy pan Robinson namierzył go prawie w chwili, gdy wyszedł za drzwi. Trzymał Jokera w zasięgu wzroku, idąc przez dziesięć miejsc parkingowych do swojego SUV-a.

Joker nie był też zaskoczony tym, że nie pozwolił, by motocyklista wiszący na parkingu nauczyciela wnerwiał go tak, jak innych.

Zatrzymał się i zapytał - „Mogę w czymś pomóc?”

„Dobrze znów pana widzieć, panie Robinson” – odpowiedział Joker.

Przechylił głowę. Jego oczy się zwęziły - „Przepraszam, czy ja…?” - zaczął, zanim jego twarz się rozjaśniła - „Carson?” - zapytał cicho.

Joker skinął głową, odepchnął się od motocykla i poszedł na chodnik.

Wyciągnął rękę.

Pan Robinson wziął go, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.

„Carson” – powtórzył, ściskając dłoń Jokera i machając nią - „Tak. Zdecydowanie. Ciebie też miło spotkać”.

Skończyli na ściśnięciu, zanim oderwali swoje dłonie, a Joker zapytał - „Jak się mają rzeczy?”

„Rzeczy są rzeczami” - odpowiedział pan Robinson, wciąż się uśmiechając, mówiąc, że różnie bywało, ale nie miał nic przeciwko temu - „Ty?”

„Wszystko jest w porządku”.

Wzrok pana Robinsona stał się skupiony, gdy przyglądał się Jokerowi i powiedział - „Miło to słyszeć”.

„Taaa” - mruknął Joker, odchrząknął i powiedział mu - „Wróciłem już jakiś czas temu. Myślałem o panu. Chciałem się spotkać. Nie byłem w tym miejscu. Teraz jestem”.

„To też dobrze słyszeć” - Wydawało się, że walczył z tym, co chciał powiedzieć dalej, wygrał to i zapytał - „Odjechałeś…”

Joker dał mu to łatwo – „Mam dyplom. Chodziłem do wieczorówki. Teraz jestem licencjonowanym mechanikiem. Jestem bratem Chaosu, projektuję i buduję samochody w Ride”.

„Chciałeś to robić” – mruknął pan Robinson.

Pamiętał. Mężczyzna przypomniał sobie wszystkie dzieciaki, które widywał rok w rok.

„Tak” – zgodził się Joker.

„Jesteś żonaty? Zadomowiony? Spotykasz się z dziewczyną?”

„Tak. Pamięta pan Carissę Teodoro?”

Na to pan Robinson uśmiechnął się szeroko i powiedział - „Widzę, że w końcu sprawiła, że ją zauważyłeś”.

Kurwa. Mężczyzna niczego nie przeoczył, nawet gówna, jakie Joker chciał, żeby to było prawdą i uważał, a nie widział.

„Tak” – tylko tyle powiedział. Potem poszedł po to - „Czy naprawdę wszystko jest dobrze?”

Skoro pamiętał zauroczenie Carissy, to, że Joker chciał zostać mechanikiem, na pewno nie zapomniałby, gdzie byli ostatnim razem, kiedy się widzieli… i dlaczego tam byli.

Nawet jeśli to nie była jego sprawa, pan Robinson dał mu to, również łatwo - „Jest w porządku. Nie byliśmy w stanie…” – urwał, odchrząknął i kontynuował - „Osiedliliśmy się z tym, co musimy mieć. Chcieliśmy więcej. Ale musisz się nauczyć, kiedy odpuścić i skupić się na tym, co masz” - Uśmiechnął się, trochę smutno, trochę wyzywająco - „Najładniejsza dziewczyna, jaką kiedykolwiek widziałem, najlepsza żona, jaką może mieć mężczyzna. Mogło być gorzej”.

To na pewno, kurwa, mogłoby.

Joker miał po prostu nadzieję, że znajdzie sposób, by dać mu lepiej.

Nie powiedział tego.

Powiedział - „Zawsze tak było”.

Uśmiech pozostał na miejscu, gdy pan Robinson odpowiedział - „Cieszę się, że się zgadzasz”.

Tego dnia, gdy Carissa pracowała na zmianie, Joker pracował w Ride. Ona wkrótce wyjdzie z pracy, a Robinson pracował cały dzień.

Musiał pozwolić mu wrócić do domu do żony i zjeść kolację.

Sięgnął więc do tylnej kieszeni, wyjął portfel, wyciągnął wizytówkę i wsunął portfel z powrotem, jednocześnie podając to swojemu dawnemu nauczycielowi historii.

„Wizytówka Ride. Może pan zadzwonić, zapytać o mnie. Ale numer mojej komórki jest z tyłu. Na wypadek, gdyby był pan zainteresowany tym, co tworzę, może pan wpaść. W każdej chwili. Powie mi pan kiedy, będę tam i pokażę”.

Pan Robinson nie zawahał się – „Nic nie mogłoby mnie powstrzymać”.

Utkwiło mu to w gardle i Joker zmusił się do przełknięcia, aby to zmyć, zanim powiedział szorstko – „Racja. Pozwolę panu odejść. Niech pan zadzwoni, kiedy zechce” - Uniósł brodę i dokończył - „Dobrze pana znowu widzieć, panie Robinson”.

„Teraz jak mężczyzna z mężczyzną, Carson. Jestem Keith”.

Joker skinął mu głową - „Keith”.

Ponownie uścisnęli sobie ręce, a Keith Robinson podniósł wizytówkę – „Zadzwonię do ciebie”.

„Czekam na to”.

Robinson uśmiechnął się do niego i ruszył do swojego SUV-a.

Joker podszedł do swojego motocykla.

Usiadł na nim i spojrzał w lewo do kabiny SUV-a.

Robinson wrzucał bieg, robiąc to patrząc w dół, a także robiąc to z uśmiechem.

Martwił się.

Joker dał mu zakończenie. Zapewnił mu też ulgę.

Ale w liceum Keith Robinson dał Jokerowi o wiele więcej.

I na tę myśl, uderzenie wszystkiego, co Carissa była zmuszona zaakceptować z powodu okoliczności, uderzyło go tak mocno, że poczuł się jak cios mocy w brzuch.

Uciekł, harował jak wół, jadł gówno, przeszedł przez piekło, dostał dyplom, pracował, żeby zdobyć licencję mechanika i wyszedł po drugiej stronie.

Więc zapomniał, jakie to było uczucie. Jak głęboko tkwiło. Jak intensywne było to pragnienie, jak ekstremalna była nadzieja, że pewnego dnia byłby w stanie oddać tym, którzy włożyli jasność w jego mroczne życie, przecinając czerń.

Nieświadomie, nawet jeśli minęły lata, kiedy otworzył oczy, skierował się na drogę oddawania.

A biorąc pod uwagę uśmiech, jakim obdarzył mężczyznę, którego szanował, postanowił, że pozostanie wierny temu kursowi.

Bez względu na to, ile mu to by zajęło.

*****

Kiedy Carissa weszła tylnymi drzwiami, Joker był przy kuchence, mieszając gęstniejący sos, mając kolację prawie gotową, bo napisała mu pół godziny temu - Wychodzę za trzydzieści. Potem wracam do domu. Lepiej bądź tam, kochanie, bo UMIERAM Z GŁODU.

Był tam.

Odwrócił się i zobaczył, jak weszła i rzuciła torebkę na blat.

„Yo” – przywitał się.

Uśmiechnęła się do niego.

Potem zamrugała.

Potem zapytała - „Co to u licha jest?”

Spojrzał w dół do garnka, a potem na nią - „Sos Étouffée”.

Jej oczy zrobiły się duże.

Cholernie słodkie.

„Jak krewetkowe étouffée?”

„Nie. Mam raki. Więc raczej rakowe étouffée”.

Podeszła do niego, nie odrywając oczu od garnka - „Skąd masz raki?”

„Kupiłem w LeLane w pobliżu Ride. Również tam dostałem mieszankę étouffée”.

Odchyliła głowę do tyłu i spojrzała mu w oczy.

Teraz się dąsała.

Całkowicie cholernie słodka.

„Nie przyszedłeś do mojego sklepu?”

„Carrie, dałaś mi pół godziny na pozbieranie tego gówna. Ride jest blisko twojego domku, ale do twojego LeLane jest dziesięć minut dalej. LeLane obok Ride jest oddalony tylko o kilka minut”.

„Rozumiem” – mruknęła, a jej wzrok wrócił do garnka.

„Skończyłaś pogawędkę?” - zapytał, a ona spojrzała na niego.

„Nie jestem pewna”.

Absolutnie cholernie słodka.

„Może skończysz na chwilę i mnie pocałujesz?”

„Mogę to zrobić” – powiedziała.

„Więc zrób to” - rozkazał, kiedy go nie pocałowała.

Uśmiechnęła się.

To było najsłodsze ze wszystkiego.

Potem podniosła się na palcach z dłonią na jego brzuchu.

Potem go pocałowała.

Oddał jej pocałunek.

Kiedy skończył, pozwolił jej przebrać się z jej stroju z LeLane.

W końcu oboje siedzieli przy jej stole w jadalni i nakarmił swoją głodną dziewczynę.

*****

Jezu, ale ona była gorącym kawałkiem.

Po kolacji i biwaku przed telewizorem zaczął to z nią. Zrobił to z zamiarem obściskiwania się na jej ogromnej kanapie, a potem zabrania jej na jej fantastyczny materac.

Ale teraz zorientował się, że siedział na tyłku, jego dziewczyna siedziała na nim okrakiem, pocierając swoje gorące krocze o jego twarde, z dłońmi wędrującymi po nim w górę jego koszulki i jeśli nie przestałaby tego gówna z jej cipką, rękami i jej językiem w jego ustach, zamierzał dojść w swoje dżinsy.

Musiał wbić swojego kutasa w jej cipkę, bo inaczej zrobiłby się bałagan.

Nie miał takiej szansy, kiedy jej ręce nagle uniosły się do góry, zmuszając jego ramiona do poniesienia się, aby mogła poderwać jego koszulkę.

Pozwalając jej to zrobić, Joker zamierzał dostać się do swojej rozporka, zastanawiając się, jak miałoby mu się to udać, by wyciągając ją z jej dżinsów i założyć prezerwatywę, a wszystko to w ciągu trzech sekund.

Carissa miała zamiar położyć na nim swoje usta.

Ale poczuł, że nagle się znieruchomiała i zauważył, że linka wykręciła jego rękę, kiedy złapała go palcami za nadgarstek i podniosła ją.

Co do cholery?

„Carrie…” – zaczął, skupiając się na niej, ale kiedy to zrobił, on też znieruchomiał.

I na wyraz jej twarzy, lekkość w jego piersi, do której powoli się przyzwyczajał, stała się ciężka i ciemna.

„Co…?” – wyszeptała, jej palce puściły jego nadgarstek tylko po to, by przesunąć się w dół jego bicepsa.

Cofnął ramię.

Jej oczy przesunęły się na jego.

„Joker…”

Położył ręce na jej tyłku i mruknął - „Zabierzmy to do sypialni”.

Stała twarda i trzymała go tam, gdzie był, kładąc ręce na jego ramionach i naciskając.

„Podnieś ramię, niech zobaczę” – zażądała.

„Mała” – rzucił się do niej, przekazując wiadomość, której nie mogła błędnie zinterpretować – „jestem w pewnym nastroju”.

„Podnieś ramię” – powiedziała delikatnie, ale stanowczo - „Skarbie, pozwól mi zobaczyć”.

„To nic.”

„Pozwól mi zobaczyć”.

„Carissa, to…”

Zamknął się, gdy zobaczył, jak nagle jej oczy wypełniają się łzami.

„Czy ty… paliłeś?” - zapytała.

Kurwa.

„Mała…”

Przerwała mu, mówiąc szybko - „Chłopcy to robią. Upijają się i rzucają wyzwanie sobie samym lub sobie nawzajem. Tak to zdobyłeś?”

Zacisnął zęby i przez nie powiedział - „Nie”.

Jej broda zadrżała i szepnęła - „On ci je dał”.

Wiedziała o tym. Wiedziała, że przypalił go jego stary.

Joker objął ją ramionami i przyciągnął do siebie.

„To było dawno temu. A teraz Carrie...”

„On ci je dał”.

„Carissa, to…”

On ci je dał!

Na jej wściekły wrzask jego ramiona rozluźniły się, a ona wyrwała się z nich, znajdując nogi.

„On ci je dał” – warknęła ze łzami wciąż w oczach, ale nie spływającymi, kiedy jej twarz poczerwieniała.

Zsunął się z kanapy, a ona cofnęła się.

„Uciekłem od niego, pamiętasz?” – zauważył, przechodząc do uspokajającego tonu.

I ponosząc porażkę.

„Nie dość szybko” – warknęła.

Gówno.

„Chodź tutaj, Carrie”.

Ona zostawiła cię z nim, a on ci je dał” — syknęła.

Musieli z tego wyjść.

„To było dawno temu” – powtórzył - „Wyleczyły się. To koniec. Pozwól temu się skończyć”.

Wpatrywała się w niego, jej klatka piersiowa unosiła się i opadała szybko, kiedy oddychała ciężko, by powstrzymać to, co czuła, to wszystko, a było to widocznie masywne.

I to było dla niego.

Dla niego.

Jezu.

Potem pozwoliła temu latać, a kiedy to robiła, ścieżka Carsona „Jokera” Steele, która znalazła się w chwili, gdy zobaczył kobietę trzymającą dziecko na poboczu I-25, postanowił zjechać i pomóc, doszła do końca. Tak po prostu, Carson Steele był dokładnie tam, gdzie zawsze chciał być, z kobietą, której potrzebował u boku, robiąc to jako mężczyzna, o którym nigdy nie marzył, że będzie.

Ale w jakiś sposób był.

A wszystko to wydarzyło się, gdy stwierdziła - „Nie uleczysz się z tego, Carson. Nie z tego. Mój Boże” – wyrzuciła obie ręce – „…jak wspaniałym człowiekiem musisz być, aby przejść przez to, przez co przeszedłeś, robiąc to samotnie, bez nikogo, kto by ulżyłby ci w tej drodze, w tym bólu, bez matki, bez brata, bez siostry , wszystko znosząc to sam i walcząc o to, by stać się tym wszystkim, kim jesteś. To nie jest niesamowite. To cholerny cud”.

Jego ciało było skamieniałe, poruszały się tylko usta - „Chodź tutaj, Carrie”.

Zignorowała go, potrząsnęła włosami i oświadczyła - „Pomogę ci to uleczyć”.

„Chodź tutaj, Carrie”.

Jej głowa szarpnęła się, jej oczy się rozszerzyły i kurwa w końcu przesunęła do niego swoją dupę.

W chwili, gdy się zbliżyła, zabrał ją na kanapę.

Nie kochał się z nią.

Pocałował ją mocno, miażdżąc jej usta.

A ją to gówno obchodziło.

Dotknął jej, rozdzierając jej ubrania, rozrywając jej bieliznę.

I jęczała przez to.

Potem ją wypieprzył, a ona go wzięła, jej usta w tym samym czasie chwytały jego język, a jej ciało gwałtownie podskakiwało przy każdym pchnięciu.

I doszła, jęcząc swój orgazm w jego gardle, jej cipka zaciskała się wokół jego penisa, robiąc to, jeszcze zanim przyłożył kciuk do jej łechtaczki.

Kiedy to znalazła, Joker poszedł szorstko i mocno, z ręką w jej włosach, aby utrzymać ją nieruchomo, aby mogła go przez to przeprowadzić.

I wróciła do skomlenia, ściskając go mocno, przełykając jego jęk.

Kiedy skończył i nawet nie odetchnął, miał dwie myśli.

Jedną z nich było to, że cieszył się, że była jego gorącym, małym kawałkiem, więc trzy sekundy, które zajęło mu nałożenie prezerwatywy, w żaden sposób jej nie ochłodziły.

Drugą było to, że stracił kontrolę, a ona zdecydowanie była tym zainteresowana.

Ale to była Carissa. Jego dziewczyna.

I to gówno nie powinno się zdarzyć.

Tak więc, wciąż dochodząc do siebie po orgazmie, uniósł obie ręce, by objąć obie strony jej głowy i spojrzał jej w oczy.

„Zraniłem cię?”

„Nie było mowy” – sapnęła, wciąż czując swój – „Nie było jak” – dokończyła na wdechu.

„Nie okłamuj mnie” - ostrzegł.

„To było…” – potrząsnęła głową w jego dłoniach - „Nie wiem, co to było, ale było tak wiele z tego, co było, że myślę o założeniu pamiętnika”.

Patrzył jej w oczy.

„Nigdy nie prowadziłam pamiętnika” – kontynuowała.

Patrzył na nią, próbując odczytać, czy kłamała.

„Ale to musi zostać zapisane dla potomności”.

To właśnie sprawiło, że z ulgą opuścił czoło na jej.

„Z drugiej strony powinnam była zacząć ten pamiętnik dwa dni temu. Byłam po prostu zmęczona przeprowadzką i w ogóle” - kontynuowała - „Ale jutro zaraz po zmianie wyjdę po jeden”.

Podniósł się i patrzył, jak się do niego uśmiechała, gdy poczuł, jak jej dłoń wślizguje się w jego włosy.

„Żeby dokończyć naszą wcześniejszą dyskusję” – szepnęła, on spiął się, ale dała mu to – „Zamierzam cię uzdrowić, Carsonie Steele. To się stanie. Otóż ​​to. Żadna odpowiedź nie jest konieczna.

Na końcu języka miał powiedzieć jej, że tego nie potrzebował. Nigdy więcej. Ona już to zrobiła. I nie biorąc go mocno.

Dzięki temu, że widział to, co widzieli wszyscy oprócz ojca.

Sprawiając, że przejrzał to, co jego ojciec sprawił, że widział.

Ale tego nie powiedział.

Chciał zobaczyć, jak ona to zrobi. Chciał też jej na to pozwolić, ponieważ zamierzał się nią zaopiekować, dać jej wszystko, czego potrzebowała, a wiedział, że tego potrzebowała.

I w końcu zdał sobie sprawę, że jest mężczyzną, który zasługuje na dobrą kobietę, która zrobiłaby wszystko, aby to zrobić.

To oznaczało, że w końcu po prostu ją pocałował, a ona odwzajemniła pocałunek, trzymając się, dając mu wszystko w taki sposób, że kiedy przerywał pocałunek, uśmiechał się.

Niech rozpocznie się uzdrowienie.

4 komentarze: