sobota, 3 września 2022

19 - Dając dobrą dziewczynę (cz.2)

  

Rozdział 19

Dając dobrą dziewczynę (cz.2)

*****

Siedziałam w furgonetce Jokera, ciągnąc za rąbek mojej spódnicy, myśląc, że była skromna, gdy stałam, a nie tak bardzo, gdy siedziałam, przez co martwiłam się tym.

„Motylku, zrelaksuj się. Nie zjedzą cię”.

Spojrzałam w bok, aby zobaczyć, że Joker, czego nie zauważyłam podczas mojego wcześniejszego kryzysu, ogolił się.

„Wyglądasz słodko” – ciągnął.

„Dzięki” – wymamrotałam, ciągnąc za rąbek.

Spojrzał na mnie i wrócił na drogę, zanim zapytał - „Co zmieniło cię z wczorajszego oaza-spokoju w dzisiejszy mega-świr?”

„Sharon zapytała mnie, w co zamierzam się ubrać” - odpowiedziałam.

„To było wszystko?”

„To i świadomość, że to, co założę, będzie nie tylko odbiciem mnie, ale i ciebie. I, że dawałam dobrą dziewczynę rodzicom Aarona prawdopodobnie dlatego, że w głębi duszy miałam nadzieję, że nie jestem totalnym imbecylem, a miałam w sobie gdzieś tam zakopane przekonanie, że Aaron był totalnym palantem. Więc prawdopodobnie naprawdę nie obchodziło mnie, co o mnie myśleli, bo w głębi duszy miałam wrażenie, że nie będą w moim życiu na długo. Niestety, nie zrozumiałam tego, zanim zmarnowałam na niego lata i dałam mu dziecko. Na szczęście dla mnie mam też to dziecko. Ale teraz, z tobą, ci ludzie, to, co dla ciebie znaczą i co ci dali, to ma znaczenie. To, co myślą o mnie i co myślą o tym, że mnie wybrałeś, jest ważne. Stąd… mega-świr”.

Jechaliśmy przez dzielnicę mieszkaniową, ale mimo to Joker natychmiast skręcił do krawężnika za zaparkowany samochód. Sapnęłam, gdy wepchnął pickupa do pozycji parkuj, odpiął mi pas bezpieczeństwa, złapał mnie za rękę i szarpnął do siebie.

Potem pocałował mnie mocno i dokładnie, z językami.

Ciężko oddychałam, kiedy przerwał pocałunek i choć to było zaskakujące, nie pytałam o to.

Wiedziałam, o co chodziło.

Jego ludzie mieli znaczenie, on miał znaczenie i podobało mu się, że o tym wiedziałam.

Więc zamiast tego przesunęłam dłoń, którą trzymałam w jego włosach na jego gładki policzek.

„Pozbyłeś się zarostu” – wyszeptałam.

„Tak” – odszepnął – „Obciąłem włosy i ogoliłem się dla pani Heely. Nie podobało jej się, jak było wcześniej” - Przerwał, zanim skończył - „A ona ma znaczenie”.

Poczułam, że moje oczy stają się mokre.

„Wyjaśnię jej to, Carrie” – kontynuował - „Zacznę ją ponownie hodować dla siebie. Zrozumie to i zniesie to”.

„Twoja twarz, skarbie, twój wybór”.

Patrzyłam, jak się uśmiechał, zanim podszedł jeszcze bliżej (a nie był tak daleko), pochylił się i przesunął nosem po mojej szczęce, kończąc tę odrobinę bajeczności, przez wylądowanie lekkim pocałunkiem na mojej szyi.

Potem posadził mnie z powrotem na moim miejscu i odwrócił się do kierownicy.

Wzięłam uspokajający oddech i zapięłam pasy.

Joker wyjechał na drogę.

W ciągu kilku minut wjechaliśmy w okolicę, które wyraźnie mówiła o domu opieki.

Od razu ją znienawidziłam.

Było schludnie. To było atrakcyjne. Były kwiaty i skrzynki na okna.

Ale każda jednostka była malutka.

Joker powiedział mi, że pani Heely straciła syna nie na wojnie, ale podczas jakiejś operacji wojskowej. Był w Siłach Specjalnych i sprawy potoczyły się nie tak. Jego drużyna osiągnęła swój cel, ale niestety stracili przy tym dwóch mężczyzn, a jednym z nich był syn pani Heely.

Nie miałam pojęcia, ile miała lat, ale nie obchodziło mnie to.

Byłam córką mojego ojca. Moja babcia nie była w dobrej formie i nadal mieszkała w domu, bo tak zrobił to mój tata.

Dlatego uważałam, że nikt nie powinien mieszkać w takim miejscu.

A jeśli syn pani Heely należał do sił specjalnych, byłam absolutnie pewna, że się ze mną zgodzi.

„Tam jest flaga” - mruknął Joker, a ja spojrzałam w prawo, na to, co wyraźnie było domem klubowym, i zobaczyłam wiszącą tam poszarpaną flagę.

O tym też mi powiedział.

I patrząc na niego, czułam, że powinna wisieć znacznie bliżej kobiety, której po synu został tylko ten poszarpany kawałek materiału.

Joker zaparkował za czarnym GMC Acadia, a ja spojrzałam na rząd maleńkich domów. Jeden ze skrzynką okienną miał włączone światła, zasłony odsunięte, widocznych przez okno ludzi i ruch.

„O, rany” – szepnęłam.

„Będą cię kochać” – mruknął Joker i usłyszałam, jak otwierają się drzwi.

Miałam otwarte drzwi i Joker pomagał mi zejść, kiedy zobaczyłam starszą kobietę w ładnej sukience z perfekcyjnie uczesanymi srebrnobiałymi włosami idącą chodnikiem z uśmiechem.

„Ogolił się!” - wykrzyknęła z radości.

„Mówiłem ci” – powiedział Joker pod nosem.

Uśmiechnęłam się.

Odsunął mnie od drzwi, zatrzasnął je i zrobiliśmy krok przed kobietą, która musiała być panią Heely, która zatrzasnęła ręce na twarzy Jokera.

Pociągnęła go w dół i przesunęła na boki.

„Tu jest. Przystojny” – oświadczyła.

Pokochałam ją od razu.

„Nie przyzwyczajaj się do tego. Carrie lubi brodę” – odpowiedział Joker.

Moje serce podskoczyło, a moja ręka uniosła się, żebym mogła uderzyć go w ramię.

Chcesz, żeby mnie nie lubiła?” – warknęłam.

Joker wyrwał się z uścisku pani Heely i uśmiechnął się do mnie, obejmując ją ramieniem.

„Pani Heely, to jest Carrie” – przedstawił.

„Cóż za ładna sukienka” – zauważyła, patrząc na mnie raczej uprzejmie niż ostro, co było ulgą.

„Dzięki” – odpowiedziałam, podnosząc rękę.

„O nie” – powiedziała, chwytając ją i ciągnąc do siebie, wyraz jej twarzy całkowicie się zmienił. To było nadal miłe, ale także przyjazne i bardzo ciepłe - „W tej rodzinie przytulamy się”.

Tej rodzinie.

Rany, cieszyłam się, że Joker to miał.

Choć dziwnie to podkreślała.

Gdy Joker opuścił ramię, pochyliłam się i przytuliłam ją. Odwzajemniła uścisk.

Na razie w porządku.

Usłyszałam, jak tylne drzwi pickupa otwierają się i zamykają, gdy wypuszczałyśmy się nawzajem.

„Od Carrie. Pracuje w LeLane. Kupiła ci dobre rzeczy” – powiedział Joker, trzymając w jej stronę pudełko z piekarni za sznurek i bukiet w drugiej ręce.

Pani Heely uniosła ręce - „Zbyt wiele!” - zapłakała, ale nie zawahała się wyciągnąć jednej i wyrwać je Jokerowi.

Wsunęła twarz w kwiaty i po wyciągnięciu jej powiedziała - „Od lat nie miałam kwiatów w domu”.

Okej, to też było dobre.

Znowu się uśmiechnęłam.

„Chodźmy do środka. Candy musi zobaczyć twój nowy wygląd, Carson” – stwierdziła pani Heely, po czym rozkazała apodyktycznym głosem mamy - „Chodźmy”.

Poszliśmy (była dla nas apodyktyczną mamą), ale idąc za nią do domu, Joker nie chwycił mnie za rękę. Objął mnie ramieniem i wprowadził nas do środka.

Kiedy weszliśmy, okazało się, że miałam rację. Miejsce było malutkie.

A jeszcze bardziej dzięki garstce mebli, które kiedyś znajdowały się w znacznie większym salonie, nie wspominając o dużym, przystojnym mężczyźnie, jego pięknej żonie i trójce ich dzieci, które go zajmowały.

Ledwie przeszliśmy przez drzwi, a Joker zamknął je za nami, kiedy mężczyzna spojrzał na mnie i dziwnie wybuchnął śmiechem.

Zesztywniałam.

Joker to poczuł.

„Coś jest śmiesznego, bracie?” - zapytał z niskim ostrzeżeniem.

Mężczyzna, który musiał być Linusem, wciąż się śmiał (choć nie ryczał z tego powodu) i potrząsał głową, mówiąc przez to - „Car, kolego, jesteś jedynym twardzielem motocyklistą na świecie, który wybrałby królową balu na swoją kobietę”.

„Byłam nadchodzącą królową balu. Dostałam się tylko na dwór na balu maturalnym” – powiedziałam głosem tak sztywnym jak moje ciało.

Wybuchnął śmiechem.

Towarzysząca mu piękna kobieta, o której wiedziałam, że była jego żoną, Kamryn, klepnęła go w ramię (dużo mocniej niż ja wcześniej klepnęłam Jokera).

„Przestań, Linus!” - syknęła.

Przestał się śmiać tak nagle, że podskoczyłam.

Zrobił to również skupiając się na mnie.

„Jesteś piękna” – wyszeptał szorstkim głosem – „Idealna”.

Moc jego słów i towarzyszące im emocje sprawiły, że wepchnęłam się w bok Jokera, a jego ramię odruchowo zacisnęło się wokół moich ramion, kiedy to zrobiłam.

Linus spojrzał na Jokera, a jego głos wciąż był szorstki od znaczenia - „Wiem, że już z nim skończyłeś, Car, ale przysięgam na Chrystusa, zapłaciłbym, aby zobaczyć jego twarz, jak wszedłbyś taki, jakim jesteś z tą dziewczyną w ramieniu. Zapłaciłbym, żeby zobaczyć to gówno”.

„Przestań przeklinać przy dzieciach” – warknęła Kamryn.

Linus objął ją ramieniem w talii i przyciągnął mocno do siebie.

Spojrzałam na Jokera - „Myślę, że go lubię”.

„Polubiłabym go bardziej, gdyby zważał na słowa” – oświadczyła pani Heely.

Kamryn uśmiechnęła się do niej, a potem zwróciła swój uśmiech do mnie.

Odwzajemniłam uśmiech.

„Candy, panna Carissa dała mi kwiaty. Chcesz pomóc mamie Heely włożyć je do wody?” – spytała pani Heely śliczną dziewczynkę, która siedziała na fotelu w ślicznej sukience i machała nogami.

Nie wahała się zeskoczyć z krzesła i przecisnąć się przez ciała do pani Heely.

Kiedy się zbliżyła, złapała kobietę za rękę.

Najwyraźniej to była jej odpowiedź.

Dotarli do drzwi kuchni, zanim mała Candy nieśmiało odwróciła się i zawołała - „Podoba mi się pana fryzura, panie Carson”.

„Dzięki, laleczko” – odkrzyknął Joker.

Kamryn podeszła do mnie, podnosząc do mnie rękę – „Hej, Carisso, miło cię poznać. Jestem Kam”.

Tak się zaczęło: prezentacje, uściski dłoni, uściski, uśmiechy, ale skończyło się, gdy pani Heely zawołała przez otwór, który miał widok z kuchni - „Zrobiłam ulubioną pieczeń Carsona. Ale zrobiłam też brukselki i mówię teraz, że jedzą je wszyscy moi chłopcy” - Wskazała na Jokera mandarynkową różą przez otwór, po czym machnęła nią Linusowi – „Łącznie z moimi dużymi chłopcami. Czy zostałam zrozumiana?”

„Tak, proszę pani” – odpowiedział Linus z uśmiechem.

„Gówno” – powiedział Joker pod nosem.

„Co właśnie usłyszałam?” - Pani Heely natychmiast zawołała.

„Tylko nie wkładaj za dużo tego… rzeczy na mój talerz” - odkrzyknął Joker.

„Sześć” – odpowiedziała.

„Dwa” – odpalił Joker.

„Cztery” – targowała się.

„Dwa” – powtórzył Joker.

„Trzy” – warknęła.

„Umowa stoi” – powiedział Joker.

Zaczęłam chichotać.

Kam zachichotała razem ze mną.

Cała moja panika zniknęła i wreszcie byłam dobra, żeby dać dobrą dziewczynę.

*****

„Następną chcę Candy” - oświadczyłam nieco zmęczona, z brzuchem pełnym pieczeni, ziemniaków, bułeczek i brukselki (której nie cierpiałam, ale zmusiłam się do wrzucenia pięciu), kruszonką z jabłkami i lodami, a do tego kilkoma kieliszkami wina.

Po całym tym jedzeniu i niewielkiej ilości snu poprzedniej nocy, byłam gotowa na przytulanie się z Jokerem, a potem na łóżko (z Jokerem).

Byliśmy w jego pickupie i prawie do domu, a ja zakochałam się w małej dziewczynce o imieniu Candy.

Cóż, byłam w nich wszystkich zakochana, ale Candy była po prostu taka słodka. Nie mówiła praktycznie nic i była nieśmiała, jak tylko mogła być.

Ale kochała też swojego tatusia, szeptała z matką i „Mamą Heely” z rękami na ich szyi, znosiła z wielką cierpliwością swoich hałaśliwych braci i nieśmiało przyglądała się Jokerowi, jakby się w nim podkochiwała.

Wszystko to (szczególnie ostatnie) było powodem, dla którego była tak niesamowicie słodka.

„Powtórz?” – zapytał, trzymając dłoń w mojej, trzymając je przy swoim udzie.

„Małą dziewczynkę” – wyjaśniłam.

Jego ręka zadrżała w mojej, a dobre towarzystwo, dobre jedzenie i nastrój wywołany winem natychmiast się rozpłynęły, gdy zdałam sobie sprawę z tego, co właśnie powiedziałam.

Odwróciłam głowę do niego – „Oczywiście nie od razu”.

Przy światłach na desce rozdzielczej zobaczyłam, jak uśmiechnął się do drogi, gdy mruknął - „Oczywiście”.

Zamknęłam się i spojrzałam na ulicę.

Przez chwilę jechaliśmy w milczeniu, zanim Joker zapytał - „Ile chcesz?”

„Ile czego?” - spytałam, celowo tępo, przestraszona, że on już przygarniał jedno dziecko (które, nawiasem mówiąc, nie było jego), że to było zdecydowanie za wcześnie, aby rozmawiać o przyszłych dzieciach.

Ale bardziej się bałam, że mogło go to przestraszyć.

Joker nie grał w moją grę.

Dał mi to szczerze.

„Ja. Czwórkę. Obejmuje to Travisa. I gówno mnie obchodzi to, jakiej płci będą”.

Nie oddychałam prawidłowo, kiedy znów się odwróciłam, żeby na niego spojrzeć.

Dlatego brzmiało to dziwnie, gdy zapytałam - „Chcesz czwórkę dzieci?”

„W tym Travis”.

Moje serce podskoczyło.

„Jeśli to potrwa, zgodzisz się na jeszcze trójkę?” – zapytał.

Zgodziłabym się wypchnąć siedem kolejnych (no dobrze, może to trochę przesadziłam).

„Tak” – wychrypiałam.

Ścisnął moją dłoń - „Dobrze”.

Patrzyłam na niego.

Potem wyrzuciłam z siebie - „Wszystko, czym kiedykolwiek chciałam być, to być żoną i mamą”.

Patrzyłam, jak znów się uśmiechnął do drogi, zanim mi dokuczał - „Jestem z szoku. Nie miałaś ochoty być sprzedawczynią w sklepie spożywczym?”

„Straciłam siostrę, kiedy miałam sześć lat” – wyszeptałam, a jego dłoń ponownie zacisnęła się w mojej, ale tym razem się nie rozluźniła - „Moją mamę, kiedy miałam siedemnaście lat. Po utracie połowy rodziny wiem, że to łatwo może prześlizgnąć się przez palce. Więc wszystko, czego kiedykolwiek chciałam, to spędzać każdą minutę mojego dnia na opiece nad mężem i dziećmi”.

Joker nic nie powiedział, ale powietrze w kabinie było dalekie od lekkiego.

Przełknęłam, myśląc, że rozumiałam, co myślał i spojrzałam z powrotem na przednią szybę - „To kiepskie. Wiem. Powinnam chcieć być grafikiem, prezesem banku czy kimś takim”.

„Najważniejsza praca na świecie”.

Spojrzałam na niego.

„Nie ma w tym ani jednej pieprzonej rzeczy, która byłaby kiepska” – stwierdził stanowczo, jego dłoń wciąż mocno ściskała moją. Patrzyłam, jak podnosi ją do ust i muska nimi moje knykcie. Znowu dziwnie oddychałam, kiedy opuścił nasze ręce z powrotem na swoje udo – „Ani jednej pieprzonej rzeczy”.

„Cóż, teraz chcę być stylistką” – podzieliłam się.

„W takim razie zrób to” – powiedział – „Doprowadzimy cię tam. Chcesz pracować w niepełnym wymiarze godzin, a resztę czasu mieć rodzinę, to się stanie. Chcesz pracować w pełnym wymiarze godzin, cokolwiek. Dni, w których nie dostawałaś tego, czego chciałaś, minęły, Carrie”.

„Nie mogę chodzić na wieczorne zajęcia z moim harmonogramem pracy” – powiedziałam mu.

Spojrzał na mnie ponownie, a potem z powrotem na drogę, zanim odpowiedział - „Dzień po dniu. Tydzień na raz. Poradzimy sobie z twoim byłym. Będziemy razem i sprawimy, że to trwałe, co mamy, stanie się niewzruszone. Potem to załatwimy”.

„Z tobą jest łatwo” – powiedziałam wprost, spojrzałam jeszcze raz i ruszyłam dalej - „Nie zdawałam sobie sprawy, jak ciężko było z nim, dopóki nie dałeś mi od siebie łatwego”.

„Motylku, myślę, że oboje mieliśmy wystarczająco dużo ciężkiego. Przydałoby się trochę łatwego”.

Żałowałam, że nie ja prowadziłam. Gdybym prowadziła, w tej samej sekundzie zatrzymałabym się i pocałowała go.

Ponieważ nie mogłam tego zrobić, ponownie spojrzałam do przodu, mrucząc - „Szczerze żałuję, że nie mogę odlać tej opony w brązie”.

Joker zaczął chichotać.

Potem skręcił w alejkę biegnącą za domem Tyry i puścił moją rękę, by podnieść rękę do pilota do garażu, który mu dałam.

Zaparkował obok czerwonego wraku i zamknął.

Poszliśmy na tył domu, obejmując się nawzajem.

Puścił mnie, by otworzyć drzwi (oczywiście, dałam mu też klucze do domu).

Joker czekał, aż go wyprzedzę, co zrobiłam. Odrzuciłam torebkę na bok i nie zapaliłam światła, ponieważ włącznik był tuż przy drzwiach, a nie chciałam, żeby czekał ani chwili, żeby wejść do środka. On zapaliłby światło.

Tyle że tego nie zrobił.

Usłyszałam, jak drzwi się zamykają, a potem z cichym okrzykiem zostałam pociągnięta do tyłu i znalazłam się przyciśnięta twarzą do nich, z rękami przed sobą.

Potem miałam podciągniętą spódnicę i poczułam, jak pierś Jokera przyciska się do moich pleców.

Zaparło mi oddech.

Jego ręka przesunęła się po moim tyłku.

„Widziałem te majtki na kanapie. Wiedza, że miałaś je na sobie, pieprzyła mi w głowie cały wieczór”.

Dobra, może zauważył moją zwykłą bieliznę, ale, ponieważ była z pięciopaku i nie była ekscytująca pod żadnym względem dla wyobraźni, jak różowe, koronkowe brazyliany, które obecnie miałam na sobie, po prostu nic nie mówił.

Przesunął palcem po krawędzi koronki biegnącej po moim pośladku i nie zatrzymał się, nawet gdy wsunął się w moją szczelinę.

Zaczęłam dyszeć.

„Zdejmij sukienkę, Motylku” – warknął.

Natychmiast obszar między moimi nogami przesiąkł wilgocią, gdy zadrżałam o drzwi.

„Tutaj?” – zapytałam bez tchu.

„Teraz” – odpowiedział.

W minimalnej dostępnej przestrzeni ściągnęłam sukienkę.

„Rozstaw nogi” – mruknął.

Rozsunęłam nogi i poczułam, jak ciepło przesiąka moje intymne części.

Przesunął palec w dół, dookoła i dalej.

O, tak.

Moja głowa opadła do tyłu na jego ramię.

Jego druga ręka zsunęła się z mojego biodra na brzuch i do piersi.

Odwróciłam głowę i przycisnęłam usta do jego szyi.

„Dzisiaj dałaś dobrą dziewczynę moim przyjaciołom, mała” - wyszeptał.

„Dzięki” – sapnęłam, gdy jego palce nadal przesuwały się między moimi nogami.

„Teraz dasz ją mnie”.

„O-okej” – wyjąkałam.

Potarł kciukiem mój sutek przez koronkowy stanik, a ja jęknęłam.

Potem się odsunął.

Ale tylko na pół sekundy, zanim zostałam odwrócona, podniesiona, przerzucona przez jego ramię, a on maszerował przez ciemną kuchnię, ciemny dom, do sypialni, gdzie rzucił mnie na łóżko.

Włączył światło, zanim zaczął mnie pieprzyć.

Ale to nieodwołalnie okazało się prawdą, że lubił ładną, uroczą, seksowną bieliznę.

Zamierzałam oddać ubrania, których nie nosiłam. Kochałem je, ale jeden komplet był wszystkim, z czym mogłam sobie poradzić.

Ale zostawiłabym bieliznę.

Całą.

Zdecydowanie.

 


 

3 komentarze: