Rozdział
19
Dając
dobrą dziewczynę (cz.2)
*****
Siedziałam
w furgonetce Jokera, ciągnąc za rąbek mojej spódnicy, myśląc, że była skromna,
gdy stałam, a nie tak bardzo, gdy siedziałam, przez co martwiłam się tym.
„Motylku,
zrelaksuj się. Nie zjedzą cię”.
Spojrzałam
w bok, aby zobaczyć, że Joker, czego nie zauważyłam podczas mojego
wcześniejszego kryzysu, ogolił się.
„Wyglądasz
słodko” – ciągnął.
„Dzięki”
– wymamrotałam, ciągnąc za rąbek.
Spojrzał
na mnie i wrócił na drogę, zanim zapytał - „Co zmieniło cię z wczorajszego oaza-spokoju
w dzisiejszy mega-świr?”
„Sharon
zapytała mnie, w co zamierzam się ubrać” - odpowiedziałam.
„To
było wszystko?”
„To
i świadomość, że to, co założę, będzie nie tylko odbiciem mnie, ale i ciebie. I,
że dawałam dobrą dziewczynę rodzicom Aarona prawdopodobnie dlatego, że w głębi
duszy miałam nadzieję, że nie jestem totalnym imbecylem, a miałam w sobie
gdzieś tam zakopane przekonanie, że Aaron był totalnym palantem. Więc
prawdopodobnie naprawdę nie obchodziło mnie, co o mnie myśleli, bo w głębi
duszy miałam wrażenie, że nie będą w moim życiu na długo. Niestety, nie
zrozumiałam tego, zanim zmarnowałam na niego lata i dałam mu dziecko. Na
szczęście dla mnie mam też to dziecko. Ale teraz, z tobą, ci ludzie, to, co dla
ciebie znaczą i co ci dali, to ma znaczenie. To, co myślą o mnie i co myślą o
tym, że mnie wybrałeś, jest ważne. Stąd… mega-świr”.
Jechaliśmy
przez dzielnicę mieszkaniową, ale mimo to Joker natychmiast skręcił do
krawężnika za zaparkowany samochód. Sapnęłam, gdy wepchnął pickupa do pozycji parkuj,
odpiął mi pas bezpieczeństwa, złapał mnie za rękę i szarpnął do siebie.
Potem
pocałował mnie mocno i dokładnie, z językami.
Ciężko
oddychałam, kiedy przerwał pocałunek i choć to było zaskakujące, nie pytałam o
to.
Wiedziałam,
o co chodziło.
Jego
ludzie mieli znaczenie, on miał
znaczenie i podobało mu się, że o tym wiedziałam.
Więc
zamiast tego przesunęłam dłoń, którą trzymałam w jego włosach na jego gładki
policzek.
„Pozbyłeś
się zarostu” – wyszeptałam.
„Tak”
– odszepnął – „Obciąłem włosy i ogoliłem się dla pani Heely. Nie podobało jej
się, jak było wcześniej” - Przerwał, zanim skończył - „A ona ma znaczenie”.
Poczułam,
że moje oczy stają się mokre.
„Wyjaśnię
jej to, Carrie” – kontynuował - „Zacznę ją ponownie hodować dla siebie. Zrozumie
to i zniesie to”.
„Twoja
twarz, skarbie, twój wybór”.
Patrzyłam,
jak się uśmiechał, zanim podszedł jeszcze bliżej (a nie był tak daleko),
pochylił się i przesunął nosem po mojej szczęce, kończąc tę odrobinę
bajeczności, przez wylądowanie lekkim pocałunkiem na mojej szyi.
Potem
posadził mnie z powrotem na moim miejscu i odwrócił się do kierownicy.
Wzięłam
uspokajający oddech i zapięłam pasy.
Joker
wyjechał na drogę.
W
ciągu kilku minut wjechaliśmy w okolicę, które wyraźnie mówiła o domu opieki.
Od
razu ją znienawidziłam.
Było
schludnie. To było atrakcyjne. Były kwiaty i skrzynki na okna.
Ale
każda jednostka była malutka.
Joker
powiedział mi, że pani Heely straciła syna nie na wojnie, ale podczas jakiejś
operacji wojskowej. Był w Siłach Specjalnych i sprawy potoczyły się nie tak.
Jego drużyna osiągnęła swój cel, ale niestety stracili przy tym dwóch mężczyzn,
a jednym z nich był syn pani Heely.
Nie
miałam pojęcia, ile miała lat, ale nie obchodziło mnie to.
Byłam
córką mojego ojca. Moja babcia nie była w dobrej formie i nadal mieszkała w
domu, bo tak zrobił to mój tata.
Dlatego
uważałam, że nikt nie powinien mieszkać w takim miejscu.
A
jeśli syn pani Heely należał do sił specjalnych, byłam absolutnie pewna, że się
ze mną zgodzi.
„Tam
jest flaga” - mruknął Joker, a ja spojrzałam w prawo, na to, co wyraźnie było
domem klubowym, i zobaczyłam wiszącą tam poszarpaną flagę.
O
tym też mi powiedział.
I
patrząc na niego, czułam, że powinna wisieć znacznie bliżej kobiety, której po
synu został tylko ten poszarpany kawałek materiału.
Joker
zaparkował za czarnym GMC Acadia, a ja spojrzałam na rząd maleńkich domów.
Jeden ze skrzynką okienną miał włączone światła, zasłony odsunięte, widocznych
przez okno ludzi i ruch.
„O,
rany” – szepnęłam.
„Będą
cię kochać” – mruknął Joker i usłyszałam, jak otwierają się drzwi.
Miałam
otwarte drzwi i Joker pomagał mi zejść, kiedy zobaczyłam starszą kobietę w
ładnej sukience z perfekcyjnie uczesanymi srebrnobiałymi włosami idącą
chodnikiem z uśmiechem.
„Ogolił
się!” - wykrzyknęła z radości.
„Mówiłem
ci” – powiedział Joker pod nosem.
Uśmiechnęłam
się.
Odsunął
mnie od drzwi, zatrzasnął je i zrobiliśmy krok przed kobietą, która musiała być
panią Heely, która zatrzasnęła ręce na twarzy Jokera.
Pociągnęła
go w dół i przesunęła na boki.
„Tu
jest. Przystojny” – oświadczyła.
Pokochałam
ją od razu.
„Nie
przyzwyczajaj się do tego. Carrie lubi brodę” – odpowiedział Joker.
Moje
serce podskoczyło, a moja ręka uniosła się, żebym mogła uderzyć go w ramię.
„Chcesz, żeby mnie nie lubiła?” – warknęłam.
Joker
wyrwał się z uścisku pani Heely i uśmiechnął się do mnie, obejmując ją
ramieniem.
„Pani
Heely, to jest Carrie” – przedstawił.
„Cóż
za ładna sukienka” – zauważyła, patrząc na mnie raczej uprzejmie niż ostro, co
było ulgą.
„Dzięki”
– odpowiedziałam, podnosząc rękę.
„O
nie” – powiedziała, chwytając ją i ciągnąc do siebie, wyraz jej twarzy całkowicie
się zmienił. To było nadal miłe, ale także przyjazne i bardzo ciepłe - „W tej rodzinie przytulamy się”.
Tej rodzinie.
Rany,
cieszyłam się, że Joker to miał.
Choć
dziwnie to podkreślała.
Gdy
Joker opuścił ramię, pochyliłam się i przytuliłam ją. Odwzajemniła uścisk.
Na
razie w porządku.
Usłyszałam,
jak tylne drzwi pickupa otwierają się i zamykają, gdy wypuszczałyśmy się
nawzajem.
„Od
Carrie. Pracuje w LeLane. Kupiła ci dobre rzeczy” – powiedział Joker, trzymając
w jej stronę pudełko z piekarni za sznurek i bukiet w drugiej ręce.
Pani
Heely uniosła ręce - „Zbyt wiele!” - zapłakała, ale nie zawahała się wyciągnąć
jednej i wyrwać je Jokerowi.
Wsunęła
twarz w kwiaty i po wyciągnięciu jej powiedziała - „Od lat nie miałam kwiatów w domu”.
Okej,
to też było dobre.
Znowu
się uśmiechnęłam.
„Chodźmy
do środka. Candy musi zobaczyć twój nowy wygląd, Carson” – stwierdziła pani
Heely, po czym rozkazała apodyktycznym głosem mamy - „Chodźmy”.
Poszliśmy
(była dla nas apodyktyczną mamą), ale
idąc za nią do domu, Joker nie chwycił mnie za rękę. Objął mnie ramieniem i
wprowadził nas do środka.
Kiedy
weszliśmy, okazało się, że miałam rację. Miejsce było malutkie.
A
jeszcze bardziej dzięki garstce mebli, które kiedyś znajdowały się w znacznie
większym salonie, nie wspominając o dużym, przystojnym mężczyźnie, jego pięknej
żonie i trójce ich dzieci, które go zajmowały.
Ledwie
przeszliśmy przez drzwi, a Joker zamknął je za nami, kiedy mężczyzna spojrzał
na mnie i dziwnie wybuchnął śmiechem.
Zesztywniałam.
Joker
to poczuł.
„Coś
jest śmiesznego, bracie?” - zapytał z niskim ostrzeżeniem.
Mężczyzna,
który musiał być Linusem, wciąż się śmiał (choć nie ryczał z tego powodu) i potrząsał
głową, mówiąc przez to - „Car, kolego, jesteś jedynym twardzielem motocyklistą
na świecie, który wybrałby królową balu na swoją kobietę”.
„Byłam
nadchodzącą królową balu. Dostałam się tylko na dwór na balu maturalnym” –
powiedziałam głosem tak sztywnym jak moje ciało.
Wybuchnął
śmiechem.
Towarzysząca
mu piękna kobieta, o której wiedziałam, że była jego żoną, Kamryn, klepnęła go
w ramię (dużo mocniej niż ja wcześniej klepnęłam Jokera).
„Przestań,
Linus!” - syknęła.
Przestał
się śmiać tak nagle, że podskoczyłam.
Zrobił
to również skupiając się na mnie.
„Jesteś
piękna” – wyszeptał szorstkim głosem – „Idealna”.
Moc
jego słów i towarzyszące im emocje sprawiły, że wepchnęłam się w bok Jokera, a
jego ramię odruchowo zacisnęło się wokół moich ramion, kiedy to zrobiłam.
Linus
spojrzał na Jokera, a jego głos wciąż był szorstki od znaczenia - „Wiem, że już
z nim skończyłeś, Car, ale przysięgam na Chrystusa, zapłaciłbym, aby zobaczyć
jego twarz, jak wszedłbyś taki, jakim jesteś z tą dziewczyną w ramieniu. Zapłaciłbym, żeby zobaczyć to gówno”.
„Przestań
przeklinać przy dzieciach” – warknęła Kamryn.
Linus
objął ją ramieniem w talii i przyciągnął mocno do siebie.
Spojrzałam
na Jokera - „Myślę, że go lubię”.
„Polubiłabym
go bardziej, gdyby zważał na słowa” – oświadczyła pani Heely.
Kamryn
uśmiechnęła się do niej, a potem zwróciła swój uśmiech do mnie.
Odwzajemniłam
uśmiech.
„Candy,
panna Carissa dała mi kwiaty. Chcesz pomóc mamie Heely włożyć je do wody?” –
spytała pani Heely śliczną dziewczynkę, która siedziała na fotelu w ślicznej
sukience i machała nogami.
Nie
wahała się zeskoczyć z krzesła i przecisnąć się przez ciała do pani Heely.
Kiedy
się zbliżyła, złapała kobietę za rękę.
Najwyraźniej
to była jej odpowiedź.
Dotarli
do drzwi kuchni, zanim mała Candy nieśmiało odwróciła się i zawołała - „Podoba
mi się pana fryzura, panie Carson”.
„Dzięki,
laleczko” – odkrzyknął Joker.
Kamryn
podeszła do mnie, podnosząc do mnie rękę – „Hej, Carisso, miło cię poznać.
Jestem Kam”.
Tak
się zaczęło: prezentacje, uściski dłoni, uściski, uśmiechy, ale skończyło się,
gdy pani Heely zawołała przez otwór, który miał widok z kuchni - „Zrobiłam
ulubioną pieczeń Carsona. Ale zrobiłam też brukselki i mówię teraz, że jedzą je
wszyscy moi chłopcy” - Wskazała na
Jokera mandarynkową różą przez otwór, po czym machnęła nią Linusowi – „Łącznie
z moimi dużymi chłopcami. Czy zostałam
zrozumiana?”
„Tak,
proszę pani” – odpowiedział Linus z uśmiechem.
„Gówno”
– powiedział Joker pod nosem.
„Co
właśnie usłyszałam?” - Pani Heely natychmiast zawołała.
„Tylko
nie wkładaj za dużo tego… rzeczy na mój talerz” - odkrzyknął Joker.
„Sześć”
– odpowiedziała.
„Dwa”
– odpalił Joker.
„Cztery”
– targowała się.
„Dwa”
– powtórzył Joker.
„Trzy”
– warknęła.
„Umowa
stoi” – powiedział Joker.
Zaczęłam
chichotać.
Kam
zachichotała razem ze mną.
Cała
moja panika zniknęła i wreszcie byłam dobra, żeby dać dobrą dziewczynę.
*****
„Następną
chcę Candy” - oświadczyłam nieco zmęczona, z brzuchem pełnym pieczeni,
ziemniaków, bułeczek i brukselki (której nie cierpiałam, ale zmusiłam się do wrzucenia
pięciu), kruszonką z jabłkami i lodami, a do tego kilkoma kieliszkami wina.
Po
całym tym jedzeniu i niewielkiej ilości snu poprzedniej nocy, byłam gotowa na
przytulanie się z Jokerem, a potem na łóżko (z Jokerem).
Byliśmy
w jego pickupie i prawie do domu, a ja zakochałam się w małej dziewczynce o
imieniu Candy.
Cóż,
byłam w nich wszystkich zakochana, ale Candy była po prostu taka słodka. Nie mówiła
praktycznie nic i była nieśmiała, jak tylko mogła być.
Ale
kochała też swojego tatusia, szeptała z matką i „Mamą Heely” z rękami na ich szyi,
znosiła z wielką cierpliwością swoich hałaśliwych braci i nieśmiało przyglądała
się Jokerowi, jakby się w nim podkochiwała.
Wszystko
to (szczególnie ostatnie) było powodem, dla którego była tak niesamowicie
słodka.
„Powtórz?”
– zapytał, trzymając dłoń w mojej, trzymając je przy swoim udzie.
„Małą
dziewczynkę” – wyjaśniłam.
Jego
ręka zadrżała w mojej, a dobre towarzystwo, dobre jedzenie i nastrój wywołany
winem natychmiast się rozpłynęły, gdy zdałam sobie sprawę z tego, co właśnie
powiedziałam.
Odwróciłam
głowę do niego – „Oczywiście nie od razu”.
Przy
światłach na desce rozdzielczej zobaczyłam, jak uśmiechnął się do drogi, gdy
mruknął - „Oczywiście”.
Zamknęłam
się i spojrzałam na ulicę.
Przez
chwilę jechaliśmy w milczeniu, zanim Joker zapytał - „Ile chcesz?”
„Ile
czego?” - spytałam, celowo tępo, przestraszona, że on już przygarniał jedno
dziecko (które, nawiasem mówiąc, nie było jego), że to było zdecydowanie za wcześnie, aby rozmawiać
o przyszłych dzieciach.
Ale
bardziej się bałam, że mogło go to przestraszyć.
Joker
nie grał w moją grę.
Dał
mi to szczerze.
„Ja.
Czwórkę. Obejmuje to Travisa. I gówno mnie obchodzi to, jakiej płci będą”.
Nie
oddychałam prawidłowo, kiedy znów się odwróciłam, żeby na niego spojrzeć.
Dlatego
brzmiało to dziwnie, gdy zapytałam - „Chcesz czwórkę dzieci?”
„W
tym Travis”.
Moje
serce podskoczyło.
„Jeśli
to potrwa, zgodzisz się na jeszcze trójkę?” – zapytał.
Zgodziłabym
się wypchnąć siedem kolejnych (no dobrze, może to trochę przesadziłam).
„Tak”
– wychrypiałam.
Ścisnął
moją dłoń - „Dobrze”.
Patrzyłam
na niego.
Potem
wyrzuciłam z siebie - „Wszystko, czym kiedykolwiek chciałam być, to być żoną i
mamą”.
Patrzyłam,
jak znów się uśmiechnął do drogi, zanim mi dokuczał - „Jestem z szoku. Nie miałaś
ochoty być sprzedawczynią w sklepie spożywczym?”
„Straciłam
siostrę, kiedy miałam sześć lat” – wyszeptałam, a jego dłoń ponownie zacisnęła
się w mojej, ale tym razem się nie rozluźniła - „Moją mamę, kiedy miałam
siedemnaście lat. Po utracie połowy rodziny wiem, że to łatwo może prześlizgnąć
się przez palce. Więc wszystko, czego kiedykolwiek chciałam, to spędzać każdą
minutę mojego dnia na opiece nad mężem i dziećmi”.
Joker
nic nie powiedział, ale powietrze w kabinie było dalekie od lekkiego.
Przełknęłam,
myśląc, że rozumiałam, co myślał i spojrzałam z powrotem na przednią szybę - „To
kiepskie. Wiem. Powinnam chcieć być grafikiem, prezesem banku czy kimś takim”.
„Najważniejsza
praca na świecie”.
Spojrzałam
na niego.
„Nie
ma w tym ani jednej pieprzonej rzeczy, która byłaby kiepska” – stwierdził
stanowczo, jego dłoń wciąż mocno ściskała moją. Patrzyłam, jak podnosi ją do
ust i muska nimi moje knykcie. Znowu dziwnie oddychałam, kiedy opuścił nasze
ręce z powrotem na swoje udo – „Ani jednej pieprzonej rzeczy”.
„Cóż,
teraz chcę być stylistką” – podzieliłam się.
„W
takim razie zrób to” – powiedział – „Doprowadzimy cię tam. Chcesz pracować w
niepełnym wymiarze godzin, a resztę czasu mieć rodzinę, to się stanie. Chcesz
pracować w pełnym wymiarze godzin, cokolwiek. Dni, w których nie dostawałaś
tego, czego chciałaś, minęły, Carrie”.
„Nie
mogę chodzić na wieczorne zajęcia z moim harmonogramem pracy” – powiedziałam
mu.
Spojrzał
na mnie ponownie, a potem z powrotem na drogę, zanim odpowiedział - „Dzień po
dniu. Tydzień na raz. Poradzimy sobie z twoim byłym. Będziemy razem i sprawimy,
że to trwałe, co mamy, stanie się niewzruszone. Potem to załatwimy”.
„Z
tobą jest łatwo” – powiedziałam wprost, spojrzałam jeszcze raz i ruszyłam dalej
- „Nie zdawałam sobie sprawy, jak ciężko było z nim, dopóki nie dałeś mi od
siebie łatwego”.
„Motylku,
myślę, że oboje mieliśmy wystarczająco dużo ciężkiego. Przydałoby się trochę
łatwego”.
Żałowałam,
że nie ja prowadziłam. Gdybym prowadziła, w tej samej sekundzie zatrzymałabym
się i pocałowała go.
Ponieważ
nie mogłam tego zrobić, ponownie spojrzałam do przodu, mrucząc - „Szczerze
żałuję, że nie mogę odlać tej opony w brązie”.
Joker
zaczął chichotać.
Potem
skręcił w alejkę biegnącą za domem Tyry i puścił moją rękę, by podnieść rękę do
pilota do garażu, który mu dałam.
Zaparkował
obok czerwonego wraku i zamknął.
Poszliśmy
na tył domu, obejmując się nawzajem.
Puścił
mnie, by otworzyć drzwi (oczywiście, dałam mu też klucze do domu).
Joker
czekał, aż go wyprzedzę, co zrobiłam. Odrzuciłam torebkę na bok i nie zapaliłam
światła, ponieważ włącznik był tuż przy drzwiach, a nie chciałam, żeby czekał
ani chwili, żeby wejść do środka. On zapaliłby światło.
Tyle
że tego nie zrobił.
Usłyszałam,
jak drzwi się zamykają, a potem z cichym okrzykiem zostałam pociągnięta do tyłu
i znalazłam się przyciśnięta twarzą do nich, z rękami przed sobą.
Potem
miałam podciągniętą spódnicę i poczułam, jak pierś Jokera przyciska się do
moich pleców.
Zaparło
mi oddech.
Jego
ręka przesunęła się po moim tyłku.
„Widziałem
te majtki na kanapie. Wiedza, że miałaś je na sobie, pieprzyła mi w głowie cały
wieczór”.
Dobra,
może zauważył moją zwykłą bieliznę, ale, ponieważ była z pięciopaku i nie była
ekscytująca pod żadnym względem dla wyobraźni, jak różowe, koronkowe brazyliany,
które obecnie miałam na sobie, po prostu nic nie mówił.
Przesunął
palcem po krawędzi koronki biegnącej po moim pośladku i nie zatrzymał się,
nawet gdy wsunął się w moją szczelinę.
Zaczęłam
dyszeć.
„Zdejmij
sukienkę, Motylku” – warknął.
Natychmiast
obszar między moimi nogami przesiąkł wilgocią, gdy zadrżałam o drzwi.
„Tutaj?”
– zapytałam bez tchu.
„Teraz”
– odpowiedział.
W
minimalnej dostępnej przestrzeni ściągnęłam sukienkę.
„Rozstaw
nogi” – mruknął.
Rozsunęłam
nogi i poczułam, jak ciepło przesiąka moje intymne części.
Przesunął
palec w dół, dookoła i dalej.
O,
tak.
Moja
głowa opadła do tyłu na jego ramię.
Jego
druga ręka zsunęła się z mojego biodra na brzuch i do piersi.
Odwróciłam
głowę i przycisnęłam usta do jego szyi.
„Dzisiaj
dałaś dobrą dziewczynę moim przyjaciołom, mała” - wyszeptał.
„Dzięki”
– sapnęłam, gdy jego palce nadal przesuwały się między moimi nogami.
„Teraz
dasz ją mnie”.
„O-okej”
– wyjąkałam.
Potarł
kciukiem mój sutek przez koronkowy stanik, a ja jęknęłam.
Potem
się odsunął.
Ale
tylko na pół sekundy, zanim zostałam odwrócona, podniesiona, przerzucona przez
jego ramię, a on maszerował przez ciemną kuchnię, ciemny dom, do sypialni,
gdzie rzucił mnie na łóżko.
Włączył
światło, zanim zaczął mnie pieprzyć.
Ale
to nieodwołalnie okazało się prawdą, że lubił ładną, uroczą, seksowną bieliznę.
Zamierzałam
oddać ubrania, których nie nosiłam. Kochałem je, ale jeden komplet był
wszystkim, z czym mogłam sobie poradzić.
Ale
zostawiłabym bieliznę.
Całą.
Zdecydowanie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń