Rozdział
21
Mój
dom
Carissa
Następnego
wieczoru byłam przy kuchence i gotowałam kolację. Joker wciąż był w Ride. Odbywało
się spotkanie braci. Dlatego po raz pierwszy, kiedy oboje pracowaliśmy w ciągu
dnia, miał wrócić do domu później niż ja.
Oznaczało
to, że miałam cały dom dla siebie, kolejny raz.
Nie
przeszkadzała mi samotność. Lubiłam to.
Ale
nie byłam kobietą, która chciała mieć dużą rodzinę ot tak.
Wolałam
towarzystwo.
Więc
nie mogłam się doczekać jego powrotu do domu.
Kiedy
to myślałam zadzwonił mój telefon.
Zmniejszyłam
gaz pod wodą, w której miały gotować się brokuły i podeszłam do blatu, gdzie leżał
mój telefon.
Zobaczyłam
imię na ekranie i westchnęłam.
Potem
odebrałam telefon i przyłożyłam go do ucha.
„Cześć,
Aaronie. Z Travisem wszystko w porządku?” - przywitałam się.
„Hej,
Riss. Wszystko w porządku” – odpowiedział - „Słuchaj, mam kilku stażystów,
którzy pracują dla mnie w biurze, a to oznacza, że mam przerwę. Pomyślałem, że
mógłbym przyprowadzić Travisa i moglibyśmy wszyscy wyjść na kolację”.
Nie
miałabym nic przeciwko, żeby przyprowadził Travisa, ale tylko wtedy, gdyby
Aaron go zostawił, by mógł zjeść kolację z Jokerem i mną.
Nie
powiedziałam tego Aaronowi, bo nie sądziłam, że będzie to pasowało do jego
pomysłu.
„Nie
jestem pewna, czy to dobry pomysł” – wymamrotałam.
„Przywiozę
twoje pudła”.
Do
diabła.
Chciałam
tych pudeł.
„Ściągnąłeś
je ze strychu?” – spytałam ostrożnie.
„Tak,
Riss. Mogę je po prostu załadować, złapać Travisa i będziemy tam za piętnaście
minut”.
Miał
pudła na dole i przyniósłby je.
Może
nie zajrzał do środka.
„A
jeśli przyniesiesz je, kiedy oddasz mi Travisa w poniedziałek?” - zasugerowałam.
„Chciałbym
cię zobaczyć wcześniej, Słonko” – powiedział cicho.
„Aaron…”
– zaczęłam.
„Nie
powinniśmy się rozstawać” – oświadczył, co poważnie mnie zaniepokoiło - „To nie
jest dla nas dobre. Dla Travisa. Dla ciebie, konieczność stania na nogach za
kasą w pieprzonym sklepie spożywczym przez cały dzień. Travis przebywa z
ludźmi, którzy nie są jego rodzicami, podczas gdy oboje pracujemy”.
Był takim
palantem.
Wiedział,
że to mnie dotknie. Wiedział, że chciałam być mamą, która zostaje w domu.
Ale
wszystko się zmieniło. Big Petey był niesamowity. I chociaż nienawidziłam tego
przyznawać, Tory kochała Travisa. Opiekowała się nim w ciągu dni, kiedy był u
Aarona i, o ile wiedziałam, lubiła to robić. To nie było optymalne, ale każde
dziecko powinno kochać tyle osób, ile tylko mogło.
Ponadto lubiłam swoją pracę. LeLane był
świetny. Zatrudnili mnie, kiedy byłam w ciąży, wiedząc, że niedługo będę
musiała wziąć urlop macierzyński, ale i tak to zrobili. Sharon zarządzała
harmonogramami wszystkich najlepiej, jak potrafiła, aby pasowały do ich życia.
Zatrudniali miłych ludzi. Byli własnością rodziny i jako tacy traktowali swoich
pracowników tak, jakby byli rodziną.
Skanowanie
artykułów spożywczych może nie było dużym wyzwaniem, ale lubiłam ludzi. Lubiłam
gadać z ludźmi, którzy przechodzili przez moją kasę. Podobało mi się, że ci,
których znałam, czuli się częścią rodziny LeLane.
Nie
zarabiałam dużo, ale to była dobra robota.
Nie
podobał mi się sposób, w jaki zaczął w to uderzać.
Nie
sądziłam też, że powinnam mu o tym mówić.
„Myślę,
że powinniśmy zacząć rozmawiać tylko przez naszych prawników” - powiedziałam mu
zamiast tego.
„Nie
rób tego, Riss. Nie dla Travisa”.
Szantaż
emocjonalny.
Kolejne
coś nie-nowego od Aarona.
Ale
byłam w kropce.
Potrzebowałam
tych pudełek. Musiałam pozostać w jego łasce, żeby się nie zdenerwował i nie
zrobił czegoś brzydkiego, nie tylko z tymi pudłami, ale ze mną i przeze mnie z
naszym synem.
Ale
też potrzebowałam, żeby przestał to robić.
Idąc
ostrożnie, powiedziałam - „Aaron, jeśli zastanawiałeś się nad różnymi rzeczami,
chciałabym cię prosić, abyś pomyślał więcej. Pomyśl o wszystkim co, było między
nami. Pomyśl o tym, co się wydarzyło i gdzie jesteśmy teraz oraz o tym, że idziemy
dalej, ale może robimy to w sposób, w którym będziemy mogli opiekować się
naszym synem, tylko osobno”.
„To
zawsze byłaś ty” – szepnął.
Zamknęłam
oczy, czując żar gniewu uderzający w moje policzki.
To
też robił, mówił mi takie rzeczy, próbując sprawić, bym poczuła się wyjątkowo
po tym, jak mnie rozerwał.
A
poza tym, co z Tory?
Nie
miałam okazji o to zapytać.
„Wiesz
o tym, Riss” – kontynuował - „Bez względu na to, przez co przeszliśmy, wiesz,
że to zawsze byłaś ty. To zawsze będziesz
ty”.
„Bez
względu na to, przez co ty mnie przepchnąłeś”
– syknęłam, nie mogąc powstrzymać tego przed wypłynięciem z moich ust.
„Wiem”
– zgodził się natychmiast - „Wiem, że spieprzyłem. Wiem, że robiłem to
wielokrotnie. I wiem, że to był największy pieprzony błąd z nich wszystkich”.
Nie
mogłam znieść więcej, ale co ważniejsze, nie chciałam.
„Nie
mogę tego zrobić” – powiedziałam mu - „Nie chcę tego nigdy robić, ale jeśli
czujesz, że musisz, nie mogę tego zrobić teraz. Nie chcę też tego robić przez
telefon”.
„W
takim razie pozwól, że przyprowadzę naszego syna”.
„Nie
sądzę, żeby to był dobry pomysł” – powiedziałam mu stanowczo - „Oczywiście, że
chcę zobaczyć Travisa, ale Joker niedługo tu będzie. Jeśli nie masz nic
przeciwko temu, że tu jest, to w porządku. Joker może opiekować się Travisem,
kiedy porozmawiamy. Chciałby tego. Ale jeśli przyjedziesz, chcę, żebyś
przyniósł pudła, a zanim przyjedziesz, muszę porozmawiać z Jokerem, żeby
zapytać, czy to dla niego w porządku”.
„Dlaczego
miałbyś go pytać?” - zapytał – „To twój dom”.
„Bo
mamy plany” – odpowiedziałam - „Robię mu teraz kolację i niegrzecznie jest
zmieniać plany w ostatniej chwili lub zmuszać kogoś do spędzania czasu z kimś,
z kim może nie chcieć spędzać czasu po długim dniu w pracy”.
„Wiesz,
że należy do gangu motocyklowego” – poinformował mnie nagle Aaron, a moja głowa
drgnęła, gdy na mojej skórze utworzył się szron.
„Tak”
– powiedziałam powoli - „Jednak to jest klub, a nie gang” – poprawiłam – „Chociaż
chciałabym wiedzieć, skąd to wiesz”.
„Chciałaś
to przede mną ukryć?” – zapytał.
„Nie
chciałam. Po prostu Joker to tak naprawdę nie twoja sprawa” – podzieliłam się.
„Spędza
czas z moją żoną i synem”.
„Twoją
byłą żoną, Aaron” – poprawiłam ponownie – „I tak, spędza czas z twoim synem.
Tory też. Porozmawiamy o Tory kontra Joker, czy też ostatnim razem wyraziłam
swój punkt widzenia?”
„To
miało znaczenie, jeśli Tory byłaby w moim życiu znacznie dłużej”.
Wciągnęłam
z sykiem oddech.
Była
odpowiedź na temat Tory.
„To
nie w twoim stylu, Carissa, spędzać czas z jakimś facetem w gangu motocyklowym”
– powiedział mi.
„Nie
znasz mnie” – wyszeptałam - „Spędziliśmy razem dekadę i przez ten czas nie spróbowałeś
mnie poznać”.
„Z
pewnością nie, jeśli jesteś kobietą, która uważa, że narażanie jej dziecka na
kontakt z gangiem motocyklowym jest w porządku”.
„Klubem” – warknęłam.
„Nieważne” – warknął.
W
porządku.
Skończyłam
stąpać ostrożnie.
„To
nie nieważne. To ważne” – pouczyłam
go - „I dalej, nie poświęcając czasu na poznanie mnie, nie nauczyłeś się, że
nie jestem głupia. Mogłam robić głupie rzeczy, bo cię kochałam, ale nie jestem
głupia. I nie będąc głupią, wiem, że to grożenie mi”.
„Riss…”
Przerwałam
mu.
„Sprawdzałeś
mnie. Nie podoba mi się to, Aaronie. To jest inwazyjne i obraźliwe, a
ostatecznie będzie destrukcyjne. Powiem ci teraz, bardzo chciałabym, abyśmy
mogli wyjść poza to, co wydarzyło się między nami, aby zbudować relację, która
będzie dla nas wzajemnością, aby zapewnić zdrowe wychowanie naszemu synowi.
Właśnie tego bym chciała”.
Wzięłam
szybki oddech i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć – ponieważ miałam do
powiedzenia wiele rzeczy, które musiał usłyszeć – kontynuowałam.
„Dopóki
nie będę mogła stanąć na nogi, aby zająć się Travisem finansowo, chciałabym
również mieć twoją pomoc finansową. To nie potrwa dziesięciolecia. To potrwa,
dopóki nie zdobędę wykształcenia, aby zbudować karierę, w której będę mogła
zarobić więcej pieniędzy. I dalej, chociaż jest jeszcze tak bardzo młody,
chciałabym, aby miał bardziej stabilne życie domowe, a nie był przekazywany tam
i z powrotem co tydzień. I jako jego matka uważam, że czas powinien spędzać ze
mną. Aby dać mu czas na zrobienie czegoś tak kluczowego w jego życiu jak więź z
ojcem, jestem gotowa dać ci dni, wieczory i tak dalej z twoim synem, abyś mógł
dalej to robić. Tego właśnie od ciebie chcę. To wszystko, czego od ciebie chcę”.
Wzięłam
kolejny szybki wdech i rzuciłam się z powrotem.
„To,
czego nie chcę, to walczyć z tobą.
Nie chcę, żeby Travis dorastał z dwójką rodziców, którzy się nienawidzą, którzy
zawsze walczą i kłócą się. To nie
byłoby dobre dla naszego syna. Kiedy dorośnie, kiedy stanę na nogi, będę mniej
zależna od twojej pomocy finansowej, a on będzie potrzebował więcej czasu z
ojcem. Jeśli uda nam się dotrzeć do tego, byśmy mogli podejmować te decyzje i
wprowadzać te zmiany, gdy są potrzebne, nie wdzierając się w siebie, Travis na
tym skorzysta. Ale powiem, że jeśli będziesz ze mną walczyć, oddam to. A jeśli
będziesz ze mną walczył, Aaronie, powie mi to dokładnie, co czujesz nie tylko do mnie, ale także do swoich
obowiązków jako ojca wobec naszego syna”.
Wciągnęłam
więcej powietrza i skończyłam, oddając mu to całkowicie w nadziei, że choć raz
w życiu będzie dbał o to, co mam do powiedzenia i mnie wysłucha.
„Pomysł,
żebyśmy do siebie wrócili, Aaron, szczerze, nie chcę cię ranić. Wiem, że możesz
w to nie wierzyć, ale to prawda. Jednak to koniec.
Ty nie skrzywdziłeś mnie. Ty mnie zniszczyłeś. Podniosłam się, pozbierałam do
kupy i wyszłam z tego silniejsza, zauważając błędy, które popełniłam w
przeszłości. Cieszę się, że z miłości, którą kiedyś mieliśmy, stworzyliśmy
syna, którego oboje uwielbiamy. Ale tam już nic nie ma. Mam w życiu mężczyznę,
na którym bardzo mi zależy. Traktuje mnie dobrze i kocha naszego chłopca.
Prawdę mówiąc, jeśli w ogóle ci na mnie zależy, nie tylko pozwolisz mi to mieć,
ale zechcesz tego dla mnie. I na tym
ta rozmowa się skończyła. Proszę tylko o przemyślenie wszystkiego, co
powiedziałam. I proszę cię, kiedy przyniesiesz mi Travisa w poniedziałek,
przynieś też moje rzeczy. A teraz, miłego wieczoru”.
Z
tym, nie wiedząc, czy słusznie nie pozwolić mu się wypowiedzieć, i obawiając
się, że nie słusznie, rozłączyłam się.
Odłożyłam
telefon nie tylko czując się nieswojo z powodu rozłączenia się z Aaronem i jego
reakcji na to, ale wręcz martwiąc się całą tą rozmową.
Mógł
lub nie mógł zrywać z Tory (ale wydawało się, że tak było).
Mógł,
ale nie musiał, po tym, jak powiedziałam swój kawałek, chcieć do mnie wrócić.
Ale
mógł też mówić te rzeczy, aby zyskać czas na sprawdzenie mnie, aby przyjść na
nasze spotkanie lub do sądu, z jakąkolwiek amunicją, której potrzebował,
wciągając każdego, kto według niego mógł pomóc jego sprawie i według własnego
uznania powalając wszystkich, których, jak czuł, mógłby użyć, aby uzyskać to,
czego chciał.
Rozejrzałam
się po mojej uroczej kuchni, której jeszcze tak naprawdę nie ogarnęłam.
Była
co najmniej trzy razy większa od kuchni w moim starym mieszkaniu i w tym
momencie zdałam sobie sprawę, że nie była dużo mniejsza niż kuchnia, którą
miałam w domu, w którym mieszkałam z Aaronem.
Domu,
jaki kupili nam jego rodzice na nasz ślub. Domu, którego nawet nie widziałam,
zanim został mi podarowany jako wielki prezent niespodzianka z całą fanfarą,
jaką zrobił z niego jego ojciec, gdy staliśmy na parkiecie na naszym przyjęciu
z nim i jego żoną, robiąc z tego wielkie ogłoszenie. A po powrocie z
Massachusetts zostałam tam przeprowadzona.
Wyszłam
z kuchni do jadalni/salonu i rozejrzałam się dookoła.
Moje
meble tu pasowały. Meble, które wybrałam, były atrakcyjne, przytulne, wygodne i
pasowały do tego domu.
Idealnie.
Jakbym
to kupiła, by było właśnie tutaj.
To
był mój dom.
To
byłam ja.
Podeszłam
do dużego okna witrynowego przy stole w jadalni i wyjrzałam.
Duży
trawnik. Miejsce do zabawy dla dzieci. To samo z tyłu, z ładnym tarasem.
Miejsce na grilla. Miejsce na relaks.
Spokojna
okolica.
Czekałam,
obserwowałam i robiłam to przez chwilę.
Ulicą
jechały tylko dwa samochody. Nie ścigały się. Nie miały głośnej muzyki. Jechały
spokojnie przez bezpieczną, cichą, rodzinną dzielnicę.
„To
jest moje miejsce. To ja” – szepnęłam.
Byłam
tam, gdzie musiałam być dla mojego syna.
Ale
także dla mnie.
Miałam
mężczyznę, którego potrzebowałam, który kochał mojego syna.
Ale
też zakochał się we mnie.
Aaron
zamierzał wyciągnąć wszystkie działa.
I
zamierzał wszystko zepsuć.
Usłyszałam,
jak otwierają się tylne drzwi, kiedy skupiłam się na znaku na podwórku domu po
drugiej stronie ulicy.
„Carrie,
woda się gotuje” – zawołał Joker.
„Możesz
to wyłączyć?” - odpowiedziałam, z wzrokiem przyklejonym do tego znaku.
Minęły
sekundy.
„Hej”
– usłyszałam.
„Hej”
– odpowiedziałam, wpatrując się w ten znak.
Poczułam,
że się zbliżył. Poczułam, jak jego dłoń lekko przesunęła się po moich plecach.
Poczułam jego ciepło. Poczułam jego siłę.
„Hej”
– powiedział cicho, jedna sylaba, jedno słowo powtórzone, ale zmiana tonu
powiedziała wszystko.
„Dom
po drugiej stronie ulicy jest do wynajęcia” – powiedziałam mu, wpatrując się w
ten znak.
„Tak?”
- zapytał delikatnie.
„Powinniśmy
porozmawiać z panią Heely. Zobaczyć, czy zechce się przeprowadzić. Zabrać ją z
tamtego miejsca” – powiedziałam mu.
„Carrie”.
„Tak?”
„Spójrz
na mnie, Motylku”.
Oderwałam
wzrok od znaku i spojrzałam na niego.
Spojrzał
na mnie.
„Kurwa,
mała, co się stało?”
„Aaron
mnie bada”.
Zacisnął
szczękę.
„Wie,
że należysz do Chaosu” – powiedziałam mu.
„Nie
ukrywam tego i nigdy bym tego nie ukrywał” – powiedział mi.
„Wiem”
– szepnęłam.
Patrzył
na mnie. Robił to przez chwilę, z ręką na moich plecach, lekką, nie zawłaszczając
mnie tak, jak zwykle mnie dotykał.
Tylko
ją tam trzymając.
Nagle
oznajmił - „Walczyłem w nielegalnych walkach”.
Zamrugałam.
Potem
zapytałam - „Co?”
„Nielegalne
walki, nielegalne zakłady. Robiłem to przez lata. Nigdy nie zostałem złapany.
Zarobiłem kupę szmalu. Tylko gotówka. Nie zapłaciłem od niego podatków i nie
zapłacę, jeśli nie będę musiał”.
Gapiłam
się.
Joker
mówił dalej.
„Nie
wiodłem spokojnego życia, ale nigdy nie zrobiłem niczego naprawdę głupiego i
nigdy nie zostałem przyłapany na robieniu pół-głupich rzeczy, jakie robiłem.
Innymi słowy, nie mam kartoteki, Carisso”.
„Ja…
okej” – odparłam.
„Brałem
narkotyki” – kontynuował, a moja głowa szarpnęła się - „Paliłem trawkę. Wciągałem
koks. Nic więcej. Nie przejmowałbym się jointem, ale nie podobały mi się mocniejsze.
Ale jak brałem udział w walkach, to nie było dla mnie dobre, więc przestałem
robić to gówno dawno temu”.
Lekko
potrząsałam głową, powtarzając - „Okej”.
„Chaos
jest czystym Klubem od ponad dziesięciu lat” – kontynuował - „Ani jeden członek
nie został zgarnięty za coś więcej niż wykroczenia. Pijaństwo i bójki, takie
gówno. Są chłopcy, którzy mają kartoteki, ale nic poważnego. Od bardzo dawna”.
Po
tym zaczęło mi świtać, a to, co mi świtało, zaczęło mnie również rozgrzewać.
„Okej,
Joker” – szepnęłam.
„A
to, czego nie dałem ci kilka nocy temu” – ciągnął – „było czymś, o czym
wiedziałem, że cię przerazi, i coś, o czym wiedziałem, że Klub będzie miał w
zanadrzu. To był informator Chaosu, kobieta, była prostytutka, która została
zamordowana. Nie została zabita przez faceta, który ma problem z Klubem.
Została zabita przez szczura z urazą. Pieprzy mi w głowie mi, że muszę ci to
powiedzieć, bo chciałem cię przed tym chronić, ale musisz wiedzieć to wszystko
na wypadek, gdyby ten palant to dostał. Miała na skórze wyryte słowa, jednym
był Chaos, a drugim moje imię, ponieważ była moim kapusiem”.
„O,
mój Boże” – wydyszałam, czując, jak moje oczy stają się wielkie.
„Nie
była dobrą kobietą, ale starała się czynić dobro dla Klubu, nawet jeśli robiąc
to, dostawała za to zapłatę. To był jej świat i taki właśnie powinien być. Ale
ona nie żyje i zostanie pomszczona. Klub dopilnuje tego, ale nie zajmą się tym
bezpośrednio. Sposób, w jaki to się stanie, nigdy nie dotknie Klubu”.
Odwróciłam
się do niego, kładąc dłoń na jego brzuchu, kiedy czułam wszystko, co mi dawał, dlaczego mi to dawał, co ogrzewało mnie
ciepłem, które wnikało prosto w moje kości.
„Joker…”
„To
wszystko” – stwierdził - „To wszystko o mnie. Albo to o mnie, co mogłoby zranić
ciebie i Travisa. A teraz, wprost, jeśli potrzebowałabyś, żebym opuścił Klub,
bo myślisz, że to umocni twoją sprawę, powiem ci, że to rozważę. Ale to by coś
o tobie mówiło. Coś o tym, co myślisz o moich braciach, kim jestem. I wiem, że
to w końcu by to mi pieprzyło w głowie, co by spieprzyło między nami. Więc nie
mogę ci tego dać, Carrie”.
„Ja…”
„Ale
odejdę”.
Moje
ciało zesztywniało.
Mówił
dalej.
„To
mnie zabije. Chcę ciebie w moim życiu. Chcę twojego syna w moim życiu. Podoba
mi się to, co mamy i podoba mi się to, dokąd zmierzamy, co budujemy. Nigdy w
życiu nie śniłem o czymś takim. Ale teraz o tym marzę. By dać to tobie. Dać ci Candy.
I więcej. Mieć to dla mnie. Ale jak potrzebujesz tego dla ciebie i twojego
chłopca, odejdę”.
Nie.
Nie,
nie, nie!
„Brałeś
udział w walkach?” – spytałam ochryple, emocje zatykały mi gardło, musiałam o
to zapytać, bo nie mogłam nawet pomyśleć, jak skończył to wszystko, co miał mi
do zaoferowania.
„Ojciec
mnie bił” – odpowiedział, a ja zwalczyłam wzdrygnięcie – „Musiałem to odpuścić.
Musiałem to wyrzucić. Więc biłem”.
„Kobieta
została zamordowana?” - kontynuowałam.
„Tak.
I nie będę wiedział, kto, jak i kiedy, ale jeśli odpowiedzialny za to człowiek upadnie,
będę wiedział dlaczego”.
Zamilkłam.
Jego
dłoń opuściła mnie.
Poczułam
się porzucona.
„Carissa,
jeśli to musi się wydarzyć, musi się to stać teraz” – oświadczył – „Musisz to
zrobić, muszę wyjść za drzwi. Jak dasz mi więcej siebie, więcej Trav’a,
podejmiesz tę decyzję później, to odbierzesz mi coś, co nigdy się nie zagoi”.
„Jeśli
odejdziesz ode mnie, zabijesz mnie”.
Szarpnął
głową.
Ale
jeszcze nie skończyłam.
„A
jeśli kiedykolwiek odwrócisz się od Klubu, nigdy ci tego nie wybaczę, Carsonie
Steele”.
Joker
stał tam zupełnie nieruchomo i patrzył na mnie.
„Aaron
zrobi wszystko, co w jego mocy, by wszystko zepsuć” – powiedziałam mu - „I może
mu się udać. Boję się tego. Nie, to mnie przeraża,
bo nie chcę przez to znowu przechodzić. Ale tym razem nie chcę przez to
przechodzić ani dla ciebie, ani dla nikogo innego, na kim mi zależy. Mimo to
wiem, że cokolwiek on zabierze, gdziekolwiek wyląduję następnym razem i
następnym, a może nawet następnym, przeżyję, tak długo, jak długo będę miała
Travisa i tak długo, jak będę miała ciebie”.
Jak
tylko wypowiedziałam ostatnie słowo, oparłam się plecami o podłogę, a Joker był
na mnie.
Szarpał
za moje ubranie.
Odwzajemniłam
to.
Zdesperowani,
ciężko oddychając, między fruwającymi ubraniami, przeciągając po sobie ustami,
łącząc usta, smakując nasze języki, włócząc rękoma, drapiąc paznokciami, łącząc
splątane palce, poszliśmy na siebie, tocząc się, kiedy Joker był na górze, ja
na górze i z powrotem, i znowu, aż nie mogłam już dłużej czekać.
„Prezerwatywa,
kochanie” – wydychałam swoje błaganie.
Wyciągnął
rękę i przyciągnął w naszą stronę swoje dżinsy.
„Wycofaj
się, rozłóż się, trzymaj się dla mnie, Carrie” - rozkazał.
Sturlałam
się z niego na plecy i zrobiłam, o co prosił.
Założył
prezerwatywę i nie tracił czasu na pokrycie mnie.
Ale
jak szalone to było do tego momentu, właśnie wtedy, jego ciało na będące moim,
moje nogi okrążyły jego biodra, moje ramiona wygięte w górę, ręce rozłożone na
jego łopatkach, jego oczy były wpatrzone w moje, jego ciężar na jednym
przedramieniu, drugie ramię pode mną, owinięte wokół mojej talii, poczułam
czubek, a potem wsunął się powoli.
Rozchyliłam
usta, gdy brałam go cal po calu, aż został całkowicie zagrzebany.
„Tak
cholernie ładna” – mruknął, wciąż patrząc na mnie.
Zamknęłam
oczy.
Byłam
zakochana.
Otworzyłam
je i szepnęłam - „Proszę, proszę, nigdy więcej nie wspominaj o zostawieniu
mnie”.
Jego
odpowiedzią było pochylenie głowy i przeciągnięcie nosa wzdłuż mojego, gdy
jęknął - „Nie zrobię tego, Motylku”.
„Nigdy,
Carson. Obiecaj mi”.
„Obiecuję,
mała”.
Dotknęłam
ustami jego - „Dziękuję, skarbie”.
Pochylił
głowę i pocałował mnie.
Potem
tak wolno, jak we mnie wszedł, kochał się ze mną na podłodze przy zestawie
mebli do jadalni.
Koniecznie,
oczywiście, na koniec było szybciej, mocniej, zapierało dech w piersiach,
przytłaczało.
Zdumiewająco.
A
po tym, jak leżałam na plecach na podłodze pod Jokerem, czując, jak moja
kulminacja opuszczała mnie, gdy jego ciężar i ciepło wciskały się we mnie, jego
oddech ocierał się o moją szyję, to znów do mnie dotarło.
To
był mój dom.
To
byłam ja.
Właśnie
tam miałam być.
„Wyłączyłeś
wodę?” - spytałam.
Ciało
Jokera poruszyło się gwałtownie z jego krótkim, zaskoczonym śmiechem.
Potem
podniósł głowę, spojrzał mi w oczy i odpowiedział - „Tak, Carrie”.
„Dobrze”
– wymamrotałam.
Podniósł
rękę i odgarnął kilka loków z mojego czoła, zanim powiedział - „Wszystko będzie
dobrze”.
Przytaknęłam.
„Wszystko
będzie dobrze, mała” – wyszeptał.
Wpatrywałam
się w jego oczy i wiedziałam, że tak będzie.
Wiedziałam.
Ponieważ
wiedziałam, leżąc na podłodze z Jokerem wciąż we mnie, z jego ciężarem we mnie,
że to było jego miejsce.
I,
tak jak ja, lubił swoje miejsce.
Więc
nigdy nie odejdzie.
*****
Joker
Następnego
dnia Joker czekał długo, opierając się o swój motocykl obok czarnego SUV-a
Lexusa.
W
końcu się pokazał.
Idąc
do swojego samochodu z sądu, skurwiel namierzył go, zatrzymał się, wyjął
telefon i zrobił zdjęcie Jokerowi.
Joker
się nie poruszył.
Wiedział,
co zrobi teraz kutas.
Aaron
Neiland nie był człowiekiem, który pozwoliłby zmarnować okazję do konfrontacji.
Więc
zrobił to, o czym Joker wiedział, że zrobi.
Podszedł
prosto do Jokera i oświadczył - „Nie możesz mnie zastraszać”.
„Ona
jest szczęśliwa”.
Mężczyzna
znieruchomiał.
„O
ile nie rozmawiasz z nią przez telefon i pieprzysz się z jej głową, albo
później, kiedy tam wejdziesz i będę miał pracę do wykonania, żeby ją
uporządkować, jest szczęśliwa. Jest matką twojego dziecka, stary, powinieneś
tego dla niej chcieć. Nie miała zbyt wiele dobrego w swoim życiu, ale teraz
jest stabilna. Ma spokój. Zostaw ją i daj jej to”.
„Zasługuje
na coś lepszego” - odparł Neiland.
„Masz
rację” – zgodził się Joker – „Miałeś szansę i ją rozerwałeś. Teraz znalazła
lepsze”.
Górna
warga Neilanda uniosła się w szyderczym uśmiechu - „Mówisz, że jesteś lepszy
ode mnie?”
„Mówię,
że dla Carissy jestem”.
Potrząsnął
głową - „Niewiarygodne, że sam się o tym przekonałeś”.
„Nie”
– odpowiedział Joker - „Niewiarygodne jest to, że zrobiliście dziecko. Zrobiłeś
pieprzony cud, człowieku, a robiąc
to, wziąłeś na siebie odpowiedzialność. A matka tego dzieciaka straciła swoją
młodszą siostrę. Jej mamę. Mężczyzna, którego kochała, zdradził ją, wyrzucił ją
ze swojego łóżka, swojego domu, umieścił w nim inną kobietę, zmusił ją do życia
w gównianym miejscu, które nie było bezpieczne dla niej lub ich dziecka, i on może
tam stać i myśleć jest dla niej lepszy niż ja. To jest niewiarygodne”.
Nie
mogąc temu zaprzeczyć, odwrócił się - „Nie rozmawiam z tobą o mojej rodzinie”.
To
było zbyt ważne, więc Joker nie odpuścił - „Wszystko, o co proszę, to abyś
pozwolił jej być szczęśliwą”.
Odwrócił
się - „Ja mogę ją uszczęśliwić”.
„Zrobiłeś
z tym dobrą robotę”.
Pochylił
się w kierunku Jokera – „Ona cię teraz potrzebuje, przyjacielu. Co się stanie, jeśli nie będzie?”
„Nadal
będzie ze mną”.
Odchylił
się do tyłu, uśmiechając się paskudnie - „Jesteś pewien?”
„Absolutnie”.
„Świat
marzeń, Steele” – zadrwił.
Joker
odsunął się od motocykla i obrócił się całkowicie w jego stronę, obserwując,
jak mężczyzna stał się czujny, ale zachował swoją pozycję. Chociaż jego oczy
rzucające się na boki mówiły wszystko.
Nie
chciał stracić twarzy, ale potrzebował planu ucieczki, ponieważ wiedział, że
jeśli to sprowadzi się do pięści, dostanie lanie.
Ale
Joker nie poruszył się ani o cal w jego stronę.
„Nie
chciałem w to wchodzić, a ty nie zrozumiesz tego wszystkiego. To jest moje i
Carrie. Ale ona dostaje ode mnie to, czego nie dostała od ciebie na różne sposoby,
Neiland. Ona to kocha. O niektóre błaga”.
„Prostackie,
ale nie zaskakujące” – syknął.
„Mylisz
się” – powiedział cicho Joker - „Część tego, jak widzę, rozumiesz, ale nie
rozumiesz wszystkiego. Jesteś tak głęboko w swojej dupie, że myślisz, że ona musi
na to zapracować, żeby zasłużyła na ciebie. Idziesz własną drogą, robisz swoje,
wybierasz sobie z kim chcesz być, kiedy chcesz. Test za testem, a ona zdaje je,
akceptuje cię takim, jakim chcesz być, albo odpada. Ze mną powiedziała mi szczerze,
że to jest proste. Daję jej spokój. My jesteśmy
łatwi. A to dlatego, że ona wie, na czym stoi przy mnie i ten grunt, na którym
ją postawiłem, człowieku, nie jest chwiejny. Teraz pytam cię, jak tak bardzo
chcesz ją z powrotem, chcesz mieć swoją rodzinę,
więc myślę, że coś do niej czujesz. Trochę małego uczucia. Jeśli nie, to nie
chodzi o nią, ale o to, że masz potrzebę pokonania jej, mnie lub nas obojga.
Ale jeśli coś czujesz, chciałbym wiedzieć, dlaczego nie chcesz, żeby miała łatwo?”
Ponownie,
nie mogąc się sprzeciwić, Neiland ogłosił - „Skończyliśmy” - i odwrócił się.
„Oczywiście,
że tak” – mruknął Joker, spoglądając na swoje buty.
„Jak
mężczyzna z mężczyzną, jak najwyraźniej tego chcesz” - powiedział Neiland, a
Joker spojrzał na niego - „Kiedy z tobą skończę, Carissa nie będzie chciała ani
siebie, ani naszego syna w pobliżu ciebie”.
„Powodzenia,
przyjacielu” – odpowiedział Joker.
Kolejna
kpina - „Nie masz pojęcia”.
Joker
bez wahania przekazał mu swoje pojęcie.
„Wie,
że brałem udział w walkach. Wie, że paliłem trawkę. Zna i lubi każdego członka
mojego Klubu”.
„Wie,
że prostytutka miała twoje imię wyryte na brzuchu?” - odparł.
„Nie
udostępniłem lokalizacji, ale tak, o tym też wie”.
Neiland
zamrugał.
„Masz
więcej?” – zapytał Joker, ale wiedział, że nie, więc kiedy Neiland stał tam i
wpatrywał się w niego, Joker potrząsnął głową.
„W
takim razie chyba skończyliśmy”.
„Daleko
nam jeszcze do skończenia”.
Joker
dalej kręcił głową i zaczął skręcać do swojego motocykla.
„Ma
mężczyznę z kryminalną przeszłością, który opiekuje się naszym synem” –
wycedził, a Joker uśmiechnął się, ale zrobił to, żeby się nie śmiać.
Spojrzał
na niego - „Dobry wybór, idź za Pete’em. To zadziała”.
Neiland
ujawnił niepewność tylko przez chwilę, zanim ją ukrył i powiedział - „To nie znaczy,
że Carissa jest w stanie podejmować właściwe decyzje dotyczące wychowania
naszego dziecka”.
„Jesteś
pewien, że chcesz podzielić się ze mną całą swoją strategią? Jeśli tak, to
spoko, ale daj mi chwilę, bym zdobył trochę papieru, żebym mógł robić notatki”.
„Jesteś
dupkiem” – zadrwił.
„Zakochałem
się w twojej byłej żonie” – odpowiedział Joker bez rozbawienia w głosie, z
oczami utkwionymi w Neilandzie - „Kochałem ją od liceum, stary. Ona znaczy dla
mnie wszystko. Musisz ją ściągnąć w dół, to będzie do dupy, ale ja ją podniosę.
Musisz ją rozerwać, kurwa, znienawidzę to oglądać, ale poskładam ją z powrotem.
Zrób to, co musisz, abyś poczuł się, jakbyś miał większego kutasa. Ale wiedz o
tym, że w końcu będziemy tylko ona i ja. Więc oddaj strzał. Wydaj pieniądze.
Nanieś te ślady na swoją duszę. Oszpecić się w oczach swojego syna. Zepchnij ją
do punktu, w którym nie będzie mogła znieść twojego widoku. Ale zrób to,
wiedząc, że to wszystko będzie twoja wina. Tak jak wszystko, co wydarzyło się
wcześniej, wszystko będzie na tobie”.
Po
tym Joker zwolnił go. Odwrócił się do swojego motocykla, wsiadł na niego,
przełączył zapłon, cofnął i nawet na mężczyznę nie spojrzał.
Odjechał,
wiedząc, że to nie będzie koniec. Odjechał też, wiedząc, że musi porozmawiać z
braćmi.
Ale
odjechał z nadzieją, że bez względu na cel, do którego dążył ten człowiek, nie
przestraszy to jego syna.
Reszty
Joker pilnował.
*****
Nie
był zaskoczony, że Carissa była spięta w ten poniedziałek, czekając, aż Neiland
zwróci Travisa.
Po
prostu nie znał wszystkich powodów, dla których była spięta.
Kiedy
mężczyzna się pokazał, tak jak robił to w zwyczaju, Joker cofnął się,
upewniając się, że wiedziała, że ją wspierał, a Neiland zarejestrował jego
obecność.
Tym
razem na szczęście przekazanie trwało znacznie krócej.
Ale
kręciło mu się to mdląco w brzuchu, kiedy patrzył, jak Neiland próbował
wczołgać się w jej tyłek, decydując się zignorować Jokera i skupić się
wyłącznie na niej, dając tak dużo sacharyny, że to cud, że pokój tym nie
eksplodował.
Ale
ona, zmuszając się do uprzejmości, zajęła się tylko jej dzieckiem i dwoma
pudełkami, które Neiland zdobył w wielkim show, wracając do samochodu i przynosząc
je jej.
Była
tylko trochę nachalna, zamykając drzwi na jego tyłku.
Ale
kiedy już odszedł, przytulając Travisa do siebie, podeszła do okna i patrzyła,
jak odjeżdżał.
Więc
Joker też to zrobił.
W
chwili, gdy Lexus odjechał z krawężnika, Carissa znalazła się w jego
przestrzeni.
„Przywitaj
się z Jokerem, słodziutki. Mamusia musi zrobić coś naprawdę szybko” –
powiedziała, całując Travisa, przytulając się i przekazując go Jokerowi.
Potem
zeskoczyła prosto do pudeł, by zrywać z nich taśmę.
Joker
sam się przytulił do dzieciaka, ciesząc się, że wrócił, z ciężarem w ramionach,
słysząc dźwięki, które wydawał.
Ale
jego oczy były skierowane na Carissę.
Przekopała
się przez pierwsze pudło w szaleństwie i patrząc na to Joker poczuł, że jego kark
jest napięty.
„Carrie,
co do…?”
Przerwał,
kiedy wydała dziwny, spanikowany dźwięk, rozpaczliwie odwróciła się do
następnego pudełka i zerwała taśmę.
Travis
zaczął się niepokoić w jego ramieniu.
„Carrie”
– szepnął, gdy odciągnęła klapy i przekopywała się przez nie.
Nagle
szarpnęła ramkę do piersi i upadła na tyłek, z kolanami w górę, owijając nad niej
górną część ciała i zakołysała się.
Przykucnął
obok niej - „Mała”.
„Teraz
mam od niego wszystko, czego potrzebuję. Teraz niczego od niego nie potrzebuję.
Teraz mam wszystko, czego potrzebuję” – powiedziała jak intonowanie ochrypłym
głosem.
Travis
wydał z siebie nieszczęśliwy dźwięk, gdy Joker podniósł rękę i odgarnął jej
włosy z ramienia.
Zobaczył,
jak łzy spływają jej po policzku.
„Carrie”
– jego głos też był gruby – „mów do mnie”.
Jej
wilgotne oczy zwróciły się na niego, gdy się rozwinęła, opuściła ręce, a tył
ramki opadł na jej uda, odsłaniając to, co w niej było.
Joker
spojrzał na to i zacisnęło mu się gardło.
„Teraz
mam wszystko, czego potrzebuję” – wyszeptała drżącymi słowami.
Joker
opadł na kolano, zacisnął ramię na jej chłopcu, trzymając go blisko, gdy wsunął
palce drugiej dłoni w jej włosy, delikatnie odchylając jej głowę do tyłu.
Nachylił
się po pocałunek.
Travis
dał im to, czego potrzebowali, dając czas, by usta Jokera poruszyły się na jej
ustach, jednocześnie pijąc i dając jej wszystko, co musiał dać, aby powiedzieć
wszystko, co miał do powiedzenia.
Potem
dzieciak skończył i oboje o tym wiedzieli, kiedy wrzasnął, sięgnął i szarpał za
włosy ich obojga.
Co
oznaczało, że kiedy przestali się całować, uśmiechali się.
*****
Tej
nocy w dużym łóżku z drogimi prześcieradłami i fantastycznym materacem, podczas
gdy mały chłopiec drzemał w swoim łóżeczku o pokój dalej, Carson Steele i
Carissa Teodoro spali głębokim snem, splątani ze sobą, ze szkicem w ramce
spoczywającym na nocnym stoliku Carissy.
Na
swoim właściwym miejscu.
Gdzie
powinno być.
Podobnie
jak wszystko i każda istota w tym domu.
Na
swoim właściwym miejscu.
Dokładnie
tam, gdzie powinno być.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział
OdpowiedzUsuń