poniedziałek, 5 września 2022

21 - Mój dom

 

Rozdział 21

Mój dom

Carissa

 

 

Następnego wieczoru byłam przy kuchence i gotowałam kolację. Joker wciąż był w Ride. Odbywało się spotkanie braci. Dlatego po raz pierwszy, kiedy oboje pracowaliśmy w ciągu dnia, miał wrócić do domu później niż ja.

Oznaczało to, że miałam cały dom dla siebie, kolejny raz.

Nie przeszkadzała mi samotność. Lubiłam to.

Ale nie byłam kobietą, która chciała mieć dużą rodzinę ot tak.

Wolałam towarzystwo.

Więc nie mogłam się doczekać jego powrotu do domu.

Kiedy to myślałam zadzwonił mój telefon.

Zmniejszyłam gaz pod wodą, w której miały gotować się brokuły i podeszłam do blatu, gdzie leżał mój telefon.

Zobaczyłam imię na ekranie i westchnęłam.

Potem odebrałam telefon i przyłożyłam go do ucha.

„Cześć, Aaronie. Z Travisem wszystko w porządku?” - przywitałam się.

„Hej, Riss. Wszystko w porządku” – odpowiedział - „Słuchaj, mam kilku stażystów, którzy pracują dla mnie w biurze, a to oznacza, że mam przerwę. Pomyślałem, że mógłbym przyprowadzić Travisa i moglibyśmy wszyscy wyjść na kolację”.

Nie miałabym nic przeciwko, żeby przyprowadził Travisa, ale tylko wtedy, gdyby Aaron go zostawił, by mógł zjeść kolację z Jokerem i mną.

Nie powiedziałam tego Aaronowi, bo nie sądziłam, że będzie to pasowało do jego pomysłu.

„Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł” – wymamrotałam.

„Przywiozę twoje pudła”.

Do diabła.

Chciałam tych pudeł.

„Ściągnąłeś je ze strychu?” – spytałam ostrożnie.

„Tak, Riss. Mogę je po prostu załadować, złapać Travisa i będziemy tam za piętnaście minut”.

Miał pudła na dole i przyniósłby je.

Może nie zajrzał do środka.

„A jeśli przyniesiesz je, kiedy oddasz mi Travisa w poniedziałek?” - zasugerowałam.

„Chciałbym cię zobaczyć wcześniej, Słonko” – powiedział cicho.

„Aaron…” – zaczęłam.

„Nie powinniśmy się rozstawać” – oświadczył, co poważnie mnie zaniepokoiło - „To nie jest dla nas dobre. Dla Travisa. Dla ciebie, konieczność stania na nogach za kasą w pieprzonym sklepie spożywczym przez cały dzień. Travis przebywa z ludźmi, którzy nie są jego rodzicami, podczas gdy oboje pracujemy”.

 Był takim palantem.

Wiedział, że to mnie dotknie. Wiedział, że chciałam być mamą, która zostaje w domu.

Ale wszystko się zmieniło. Big Petey był niesamowity. I chociaż nienawidziłam tego przyznawać, Tory kochała Travisa. Opiekowała się nim w ciągu dni, kiedy był u Aarona i, o ile wiedziałam, lubiła to robić. To nie było optymalne, ale każde dziecko powinno kochać tyle osób, ile tylko mogło.

 Ponadto lubiłam swoją pracę. LeLane był świetny. Zatrudnili mnie, kiedy byłam w ciąży, wiedząc, że niedługo będę musiała wziąć urlop macierzyński, ale i tak to zrobili. Sharon zarządzała harmonogramami wszystkich najlepiej, jak potrafiła, aby pasowały do ich życia. Zatrudniali miłych ludzi. Byli własnością rodziny i jako tacy traktowali swoich pracowników tak, jakby byli rodziną.

Skanowanie artykułów spożywczych może nie było dużym wyzwaniem, ale lubiłam ludzi. Lubiłam gadać z ludźmi, którzy przechodzili przez moją kasę. Podobało mi się, że ci, których znałam, czuli się częścią rodziny LeLane.

Nie zarabiałam dużo, ale to była dobra robota.

Nie podobał mi się sposób, w jaki zaczął w to uderzać.

Nie sądziłam też, że powinnam mu o tym mówić.

„Myślę, że powinniśmy zacząć rozmawiać tylko przez naszych prawników” - powiedziałam mu zamiast tego.

„Nie rób tego, Riss. Nie dla Travisa”.

Szantaż emocjonalny.

Kolejne coś nie-nowego od Aarona.

Ale byłam w kropce.

Potrzebowałam tych pudełek. Musiałam pozostać w jego łasce, żeby się nie zdenerwował i nie zrobił czegoś brzydkiego, nie tylko z tymi pudłami, ale ze mną i przeze mnie z naszym synem.

Ale też potrzebowałam, żeby przestał to robić.

Idąc ostrożnie, powiedziałam - „Aaron, jeśli zastanawiałeś się nad różnymi rzeczami, chciałabym cię prosić, abyś pomyślał więcej. Pomyśl o wszystkim co, było między nami. Pomyśl o tym, co się wydarzyło i gdzie jesteśmy teraz oraz o tym, że idziemy dalej, ale może robimy to w sposób, w którym będziemy mogli opiekować się naszym synem, tylko osobno”.

„To zawsze byłaś ty” – szepnął.

Zamknęłam oczy, czując żar gniewu uderzający w moje policzki.

To też robił, mówił mi takie rzeczy, próbując sprawić, bym poczuła się wyjątkowo po tym, jak mnie rozerwał.

A poza tym, co z Tory?

Nie miałam okazji o to zapytać.

„Wiesz o tym, Riss” – kontynuował - „Bez względu na to, przez co przeszliśmy, wiesz, że to zawsze byłaś ty. To zawsze będziesz ty”.

„Bez względu na to, przez co ty mnie przepchnąłeś” – syknęłam, nie mogąc powstrzymać tego przed wypłynięciem z moich ust.

„Wiem” – zgodził się natychmiast - „Wiem, że spieprzyłem. Wiem, że robiłem to wielokrotnie. I wiem, że to był największy pieprzony błąd z nich wszystkich”.

Nie mogłam znieść więcej, ale co ważniejsze, nie chciałam.

„Nie mogę tego zrobić” – powiedziałam mu - „Nie chcę tego nigdy robić, ale jeśli czujesz, że musisz, nie mogę tego zrobić teraz. Nie chcę też tego robić przez telefon”.

„W takim razie pozwól, że przyprowadzę naszego syna”.

„Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł” – powiedziałam mu stanowczo - „Oczywiście, że chcę zobaczyć Travisa, ale Joker niedługo tu będzie. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, że tu jest, to w porządku. Joker może opiekować się Travisem, kiedy porozmawiamy. Chciałby tego. Ale jeśli przyjedziesz, chcę, żebyś przyniósł pudła, a zanim przyjedziesz, muszę porozmawiać z Jokerem, żeby zapytać, czy to dla niego w porządku”.

„Dlaczego miałbyś go pytać?” - zapytał – „To twój dom”.

„Bo mamy plany” – odpowiedziałam - „Robię mu teraz kolację i niegrzecznie jest zmieniać plany w ostatniej chwili lub zmuszać kogoś do spędzania czasu z kimś, z kim może nie chcieć spędzać czasu po długim dniu w pracy”.

„Wiesz, że należy do gangu motocyklowego” – poinformował mnie nagle Aaron, a moja głowa drgnęła, gdy na mojej skórze utworzył się szron.

„Tak” – powiedziałam powoli - „Jednak to jest klub, a nie gang” – poprawiłam – „Chociaż chciałabym wiedzieć, skąd to wiesz”.

„Chciałaś to przede mną ukryć?” – zapytał.

„Nie chciałam. Po prostu Joker to tak naprawdę nie twoja sprawa” – podzieliłam się.

„Spędza czas z moją żoną i synem”.

„Twoją byłą żoną, Aaron” – poprawiłam ponownie – „I tak, spędza czas z twoim synem. Tory też. Porozmawiamy o Tory kontra Joker, czy też ostatnim razem wyraziłam swój punkt widzenia?”

„To miało znaczenie, jeśli Tory byłaby w moim życiu znacznie dłużej”.

Wciągnęłam z sykiem oddech.

Była odpowiedź na temat Tory.

„To nie w twoim stylu, Carissa, spędzać czas z jakimś facetem w gangu motocyklowym” – powiedział mi.

„Nie znasz mnie” – wyszeptałam - „Spędziliśmy razem dekadę i przez ten czas nie spróbowałeś mnie poznać”.

„Z pewnością nie, jeśli jesteś kobietą, która uważa, że narażanie jej dziecka na kontakt z gangiem motocyklowym jest w porządku”.

Klubem” – warknęłam.

Nieważne” – warknął.

W porządku.

Skończyłam stąpać ostrożnie.

„To nie nieważne. To ważne” – pouczyłam go - „I dalej, nie poświęcając czasu na poznanie mnie, nie nauczyłeś się, że nie jestem głupia. Mogłam robić głupie rzeczy, bo cię kochałam, ale nie jestem głupia. I nie będąc głupią, wiem, że to grożenie mi”.

„Riss…”

Przerwałam mu.

„Sprawdzałeś mnie. Nie podoba mi się to, Aaronie. To jest inwazyjne i obraźliwe, a ostatecznie będzie destrukcyjne. Powiem ci teraz, bardzo chciałabym, abyśmy mogli wyjść poza to, co wydarzyło się między nami, aby zbudować relację, która będzie dla nas wzajemnością, aby zapewnić zdrowe wychowanie naszemu synowi. Właśnie tego bym chciała”.

Wzięłam szybki oddech i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć – ponieważ miałam do powiedzenia wiele rzeczy, które musiał usłyszeć – kontynuowałam.

„Dopóki nie będę mogła stanąć na nogi, aby zająć się Travisem finansowo, chciałabym również mieć twoją pomoc finansową. To nie potrwa dziesięciolecia. To potrwa, dopóki nie zdobędę wykształcenia, aby zbudować karierę, w której będę mogła zarobić więcej pieniędzy. I dalej, chociaż jest jeszcze tak bardzo młody, chciałabym, aby miał bardziej stabilne życie domowe, a nie był przekazywany tam i z powrotem co tydzień. I jako jego matka uważam, że czas powinien spędzać ze mną. Aby dać mu czas na zrobienie czegoś tak kluczowego w jego życiu jak więź z ojcem, jestem gotowa dać ci dni, wieczory i tak dalej z twoim synem, abyś mógł dalej to robić. Tego właśnie od ciebie chcę. To wszystko, czego od ciebie chcę”.

Wzięłam kolejny szybki wdech i rzuciłam się z powrotem.

„To, czego nie chcę, to walczyć z tobą. Nie chcę, żeby Travis dorastał z dwójką rodziców, którzy się nienawidzą, którzy zawsze walczą i kłócą się. To nie byłoby dobre dla naszego syna. Kiedy dorośnie, kiedy stanę na nogi, będę mniej zależna od twojej pomocy finansowej, a on będzie potrzebował więcej czasu z ojcem. Jeśli uda nam się dotrzeć do tego, byśmy mogli podejmować te decyzje i wprowadzać te zmiany, gdy są potrzebne, nie wdzierając się w siebie, Travis na tym skorzysta. Ale powiem, że jeśli będziesz ze mną walczyć, oddam to. A jeśli będziesz ze mną walczył, Aaronie, powie mi to dokładnie, co czujesz nie tylko do mnie, ale także do swoich obowiązków jako ojca wobec naszego syna”.

Wciągnęłam więcej powietrza i skończyłam, oddając mu to całkowicie w nadziei, że choć raz w życiu będzie dbał o to, co mam do powiedzenia i mnie wysłucha.

„Pomysł, żebyśmy do siebie wrócili, Aaron, szczerze, nie chcę cię ranić. Wiem, że możesz w to nie wierzyć, ale to prawda. Jednak to koniec. Ty nie skrzywdziłeś mnie. Ty mnie zniszczyłeś. Podniosłam się, pozbierałam do kupy i wyszłam z tego silniejsza, zauważając błędy, które popełniłam w przeszłości. Cieszę się, że z miłości, którą kiedyś mieliśmy, stworzyliśmy syna, którego oboje uwielbiamy. Ale tam już nic nie ma. Mam w życiu mężczyznę, na którym bardzo mi zależy. Traktuje mnie dobrze i kocha naszego chłopca. Prawdę mówiąc, jeśli w ogóle ci na mnie zależy, nie tylko pozwolisz mi to mieć, ale zechcesz tego dla mnie. I na tym ta rozmowa się skończyła. Proszę tylko o przemyślenie wszystkiego, co powiedziałam. I proszę cię, kiedy przyniesiesz mi Travisa w poniedziałek, przynieś też moje rzeczy. A teraz, miłego wieczoru”.

Z tym, nie wiedząc, czy słusznie nie pozwolić mu się wypowiedzieć, i obawiając się, że nie słusznie, rozłączyłam się.

Odłożyłam telefon nie tylko czując się nieswojo z powodu rozłączenia się z Aaronem i jego reakcji na to, ale wręcz martwiąc się całą tą rozmową.

Mógł lub nie mógł zrywać z Tory (ale wydawało się, że tak było).

Mógł, ale nie musiał, po tym, jak powiedziałam swój kawałek, chcieć do mnie wrócić.

Ale mógł też mówić te rzeczy, aby zyskać czas na sprawdzenie mnie, aby przyjść na nasze spotkanie lub do sądu, z jakąkolwiek amunicją, której potrzebował, wciągając każdego, kto według niego mógł pomóc jego sprawie i według własnego uznania powalając wszystkich, których, jak czuł, mógłby użyć, aby uzyskać to, czego chciał.

Rozejrzałam się po mojej uroczej kuchni, której jeszcze tak naprawdę nie ogarnęłam.

Była co najmniej trzy razy większa od kuchni w moim starym mieszkaniu i w tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie była dużo mniejsza niż kuchnia, którą miałam w domu, w którym mieszkałam z Aaronem.

Domu, jaki kupili nam jego rodzice na nasz ślub. Domu, którego nawet nie widziałam, zanim został mi podarowany jako wielki prezent niespodzianka z całą fanfarą, jaką zrobił z niego jego ojciec, gdy staliśmy na parkiecie na naszym przyjęciu z nim i jego żoną, robiąc z tego wielkie ogłoszenie. A po powrocie z Massachusetts zostałam tam przeprowadzona.

Wyszłam z kuchni do jadalni/salonu i rozejrzałam się dookoła.

Moje meble tu pasowały. Meble, które wybrałam, były atrakcyjne, przytulne, wygodne i pasowały do tego domu.

Idealnie.

Jakbym to kupiła, by było właśnie tutaj.

To był mój dom.

To byłam ja.

Podeszłam do dużego okna witrynowego przy stole w jadalni i wyjrzałam.

Duży trawnik. Miejsce do zabawy dla dzieci. To samo z tyłu, z ładnym tarasem. Miejsce na grilla. Miejsce na relaks.

Spokojna okolica.

Czekałam, obserwowałam i robiłam to przez chwilę.

Ulicą jechały tylko dwa samochody. Nie ścigały się. Nie miały głośnej muzyki. Jechały spokojnie przez bezpieczną, cichą, rodzinną dzielnicę.

„To jest moje miejsce. To ja” – szepnęłam.

Byłam tam, gdzie musiałam być dla mojego syna.

Ale także dla mnie.

Miałam mężczyznę, którego potrzebowałam, który kochał mojego syna.

Ale też zakochał się we mnie.

Aaron zamierzał wyciągnąć wszystkie działa.

I zamierzał wszystko zepsuć.

Usłyszałam, jak otwierają się tylne drzwi, kiedy skupiłam się na znaku na podwórku domu po drugiej stronie ulicy.

„Carrie, woda się gotuje” – zawołał Joker.

„Możesz to wyłączyć?” - odpowiedziałam, z wzrokiem przyklejonym do tego znaku.

Minęły sekundy.

„Hej” – usłyszałam.

„Hej” – odpowiedziałam, wpatrując się w ten znak.

Poczułam, że się zbliżył. Poczułam, jak jego dłoń lekko przesunęła się po moich plecach. Poczułam jego ciepło. Poczułam jego siłę.

„Hej” – powiedział cicho, jedna sylaba, jedno słowo powtórzone, ale zmiana tonu powiedziała wszystko.

„Dom po drugiej stronie ulicy jest do wynajęcia” – powiedziałam mu, wpatrując się w ten znak.

„Tak?” - zapytał delikatnie.

„Powinniśmy porozmawiać z panią Heely. Zobaczyć, czy zechce się przeprowadzić. Zabrać ją z tamtego miejsca” – powiedziałam mu.

„Carrie”.

„Tak?”

„Spójrz na mnie, Motylku”.

Oderwałam wzrok od znaku i spojrzałam na niego.

Spojrzał na mnie.

„Kurwa, mała, co się stało?”

„Aaron mnie bada”.

Zacisnął szczękę.

„Wie, że należysz do Chaosu” – powiedziałam mu.

„Nie ukrywam tego i nigdy bym tego nie ukrywał” – powiedział mi.

„Wiem” – szepnęłam.

Patrzył na mnie. Robił to przez chwilę, z ręką na moich plecach, lekką, nie zawłaszczając mnie tak, jak zwykle mnie dotykał.

Tylko ją tam trzymając.

Nagle oznajmił - „Walczyłem w nielegalnych walkach”.

Zamrugałam.

Potem zapytałam - „Co?”

„Nielegalne walki, nielegalne zakłady. Robiłem to przez lata. Nigdy nie zostałem złapany. Zarobiłem kupę szmalu. Tylko gotówka. Nie zapłaciłem od niego podatków i nie zapłacę, jeśli nie będę musiał”.

Gapiłam się.

Joker mówił dalej.

„Nie wiodłem spokojnego życia, ale nigdy nie zrobiłem niczego naprawdę głupiego i nigdy nie zostałem przyłapany na robieniu pół-głupich rzeczy, jakie robiłem. Innymi słowy, nie mam kartoteki, Carisso”.

„Ja… okej” – odparłam.

„Brałem narkotyki” – kontynuował, a moja głowa szarpnęła się - „Paliłem trawkę. Wciągałem koks. Nic więcej. Nie przejmowałbym się jointem, ale nie podobały mi się mocniejsze. Ale jak brałem udział w walkach, to nie było dla mnie dobre, więc przestałem robić to gówno dawno temu”.

Lekko potrząsałam głową, powtarzając - „Okej”.

„Chaos jest czystym Klubem od ponad dziesięciu lat” – kontynuował - „Ani jeden członek nie został zgarnięty za coś więcej niż wykroczenia. Pijaństwo i bójki, takie gówno. Są chłopcy, którzy mają kartoteki, ale nic poważnego. Od bardzo dawna”.

Po tym zaczęło mi świtać, a to, co mi świtało, zaczęło mnie również rozgrzewać.

„Okej, Joker” – szepnęłam.

„A to, czego nie dałem ci kilka nocy temu” – ciągnął – „było czymś, o czym wiedziałem, że cię przerazi, i coś, o czym wiedziałem, że Klub będzie miał w zanadrzu. To był informator Chaosu, kobieta, była prostytutka, która została zamordowana. Nie została zabita przez faceta, który ma problem z Klubem. Została zabita przez szczura z urazą. Pieprzy mi w głowie mi, że muszę ci to powiedzieć, bo chciałem cię przed tym chronić, ale musisz wiedzieć to wszystko na wypadek, gdyby ten palant to dostał. Miała na skórze wyryte słowa, jednym był Chaos, a drugim moje imię, ponieważ była moim kapusiem”.

„O, mój Boże” – wydyszałam, czując, jak moje oczy stają się wielkie.

„Nie była dobrą kobietą, ale starała się czynić dobro dla Klubu, nawet jeśli robiąc to, dostawała za to zapłatę. To był jej świat i taki właśnie powinien być. Ale ona nie żyje i zostanie pomszczona. Klub dopilnuje tego, ale nie zajmą się tym bezpośrednio. Sposób, w jaki to się stanie, nigdy nie dotknie Klubu”.

Odwróciłam się do niego, kładąc dłoń na jego brzuchu, kiedy czułam wszystko, co mi dawał, dlaczego mi to dawał, co ogrzewało mnie ciepłem, które wnikało prosto w moje kości.

„Joker…”

„To wszystko” – stwierdził - „To wszystko o mnie. Albo to o mnie, co mogłoby zranić ciebie i Travisa. A teraz, wprost, jeśli potrzebowałabyś, żebym opuścił Klub, bo myślisz, że to umocni twoją sprawę, powiem ci, że to rozważę. Ale to by coś o tobie mówiło. Coś o tym, co myślisz o moich braciach, kim jestem. I wiem, że to w końcu by to mi pieprzyło w głowie, co by spieprzyło między nami. Więc nie mogę ci tego dać, Carrie”.

„Ja…”

„Ale odejdę”.

Moje ciało zesztywniało.

Mówił dalej.

„To mnie zabije. Chcę ciebie w moim życiu. Chcę twojego syna w moim życiu. Podoba mi się to, co mamy i podoba mi się to, dokąd zmierzamy, co budujemy. Nigdy w życiu nie śniłem o czymś takim. Ale teraz o tym marzę. By dać to tobie. Dać ci Candy. I więcej. Mieć to dla mnie. Ale jak potrzebujesz tego dla ciebie i twojego chłopca, odejdę”.

Nie.

Nie, nie, nie!

„Brałeś udział w walkach?” – spytałam ochryple, emocje zatykały mi gardło, musiałam o to zapytać, bo nie mogłam nawet pomyśleć, jak skończył to wszystko, co miał mi do zaoferowania.

„Ojciec mnie bił” – odpowiedział, a ja zwalczyłam wzdrygnięcie – „Musiałem to odpuścić. Musiałem to wyrzucić. Więc biłem”.

„Kobieta została zamordowana?” - kontynuowałam.

„Tak. I nie będę wiedział, kto, jak i kiedy, ale jeśli odpowiedzialny za to człowiek upadnie, będę wiedział dlaczego”.

Zamilkłam.

Jego dłoń opuściła mnie.

Poczułam się porzucona.

„Carissa, jeśli to musi się wydarzyć, musi się to stać teraz” – oświadczył – „Musisz to zrobić, muszę wyjść za drzwi. Jak dasz mi więcej siebie, więcej Trav’a, podejmiesz tę decyzję później, to odbierzesz mi coś, co nigdy się nie zagoi”.

„Jeśli odejdziesz ode mnie, zabijesz mnie”.

Szarpnął głową.

Ale jeszcze nie skończyłam.

„A jeśli kiedykolwiek odwrócisz się od Klubu, nigdy ci tego nie wybaczę, Carsonie Steele”.

Joker stał tam zupełnie nieruchomo i patrzył na mnie.

„Aaron zrobi wszystko, co w jego mocy, by wszystko zepsuć” – powiedziałam mu - „I może mu się udać. Boję się tego. Nie, to mnie przeraża, bo nie chcę przez to znowu przechodzić. Ale tym razem nie chcę przez to przechodzić ani dla ciebie, ani dla nikogo innego, na kim mi zależy. Mimo to wiem, że cokolwiek on zabierze, gdziekolwiek wyląduję następnym razem i następnym, a może nawet następnym, przeżyję, tak długo, jak długo będę miała Travisa i tak długo, jak będę miała ciebie”.

Jak tylko wypowiedziałam ostatnie słowo, oparłam się plecami o podłogę, a Joker był na mnie.

Szarpał za moje ubranie.

Odwzajemniłam to.

Zdesperowani, ciężko oddychając, między fruwającymi ubraniami, przeciągając po sobie ustami, łącząc usta, smakując nasze języki, włócząc rękoma, drapiąc paznokciami, łącząc splątane palce, poszliśmy na siebie, tocząc się, kiedy Joker był na górze, ja na górze i z powrotem, i znowu, aż nie mogłam już dłużej czekać.

„Prezerwatywa, kochanie” – wydychałam swoje błaganie.

Wyciągnął rękę i przyciągnął w naszą stronę swoje dżinsy.

„Wycofaj się, rozłóż się, trzymaj się dla mnie, Carrie” - rozkazał.

Sturlałam się z niego na plecy i zrobiłam, o co prosił.

Założył prezerwatywę i nie tracił czasu na pokrycie mnie.

Ale jak szalone to było do tego momentu, właśnie wtedy, jego ciało na będące moim, moje nogi okrążyły jego biodra, moje ramiona wygięte w górę, ręce rozłożone na jego łopatkach, jego oczy były wpatrzone w moje, jego ciężar na jednym przedramieniu, drugie ramię pode mną, owinięte wokół mojej talii, poczułam czubek, a potem wsunął się powoli.

Rozchyliłam usta, gdy brałam go cal po calu, aż został całkowicie zagrzebany.

„Tak cholernie ładna” – mruknął, wciąż patrząc na mnie.

Zamknęłam oczy.

Byłam zakochana.

Otworzyłam je i szepnęłam - „Proszę, proszę, nigdy więcej nie wspominaj o zostawieniu mnie”.

Jego odpowiedzią było pochylenie głowy i przeciągnięcie nosa wzdłuż mojego, gdy jęknął - „Nie zrobię tego, Motylku”.

„Nigdy, Carson. Obiecaj mi”.

„Obiecuję, mała”.

Dotknęłam ustami jego - „Dziękuję, skarbie”.

Pochylił głowę i pocałował mnie.

Potem tak wolno, jak we mnie wszedł, kochał się ze mną na podłodze przy zestawie mebli do jadalni.

Koniecznie, oczywiście, na koniec było szybciej, mocniej, zapierało dech w piersiach, przytłaczało.

Zdumiewająco.

A po tym, jak leżałam na plecach na podłodze pod Jokerem, czując, jak moja kulminacja opuszczała mnie, gdy jego ciężar i ciepło wciskały się we mnie, jego oddech ocierał się o moją szyję, to znów do mnie dotarło.

To był mój dom.

To byłam ja.

Właśnie tam miałam być.

„Wyłączyłeś wodę?” - spytałam.

Ciało Jokera poruszyło się gwałtownie z jego krótkim, zaskoczonym śmiechem.

Potem podniósł głowę, spojrzał mi w oczy i odpowiedział - „Tak, Carrie”.

„Dobrze” – wymamrotałam.

Podniósł rękę i odgarnął kilka loków z mojego czoła, zanim powiedział - „Wszystko będzie dobrze”.

Przytaknęłam.

„Wszystko będzie dobrze, mała” – wyszeptał.

Wpatrywałam się w jego oczy i wiedziałam, że tak będzie.

Wiedziałam.

Ponieważ wiedziałam, leżąc na podłodze z Jokerem wciąż we mnie, z jego ciężarem we mnie, że to było jego miejsce.

I, tak jak ja, lubił swoje miejsce.

Więc nigdy nie odejdzie.

*****

Joker

Następnego dnia Joker czekał długo, opierając się o swój motocykl obok czarnego SUV-a Lexusa.

W końcu się pokazał.

Idąc do swojego samochodu z sądu, skurwiel namierzył go, zatrzymał się, wyjął telefon i zrobił zdjęcie Jokerowi.

Joker się nie poruszył.

Wiedział, co zrobi teraz kutas.

Aaron Neiland nie był człowiekiem, który pozwoliłby zmarnować okazję do konfrontacji.

Więc zrobił to, o czym Joker wiedział, że zrobi.

Podszedł prosto do Jokera i oświadczył - „Nie możesz mnie zastraszać”.

„Ona jest szczęśliwa”.

Mężczyzna znieruchomiał.

„O ile nie rozmawiasz z nią przez telefon i pieprzysz się z jej głową, albo później, kiedy tam wejdziesz i będę miał pracę do wykonania, żeby ją uporządkować, jest szczęśliwa. Jest matką twojego dziecka, stary, powinieneś tego dla niej chcieć. Nie miała zbyt wiele dobrego w swoim życiu, ale teraz jest stabilna. Ma spokój. Zostaw ją i daj jej to”.

„Zasługuje na coś lepszego” - odparł Neiland.

„Masz rację” – zgodził się Joker – „Miałeś szansę i ją rozerwałeś. Teraz znalazła lepsze”.

Górna warga Neilanda uniosła się w szyderczym uśmiechu - „Mówisz, że jesteś lepszy ode mnie?”

„Mówię, że dla Carissy jestem”.

Potrząsnął głową - „Niewiarygodne, że sam się o tym przekonałeś”.

„Nie” – odpowiedział Joker - „Niewiarygodne jest to, że zrobiliście dziecko. Zrobiłeś pieprzony cud, człowieku, a robiąc to, wziąłeś na siebie odpowiedzialność. A matka tego dzieciaka straciła swoją młodszą siostrę. Jej mamę. Mężczyzna, którego kochała, zdradził ją, wyrzucił ją ze swojego łóżka, swojego domu, umieścił w nim inną kobietę, zmusił ją do życia w gównianym miejscu, które nie było bezpieczne dla niej lub ich dziecka, i on może tam stać i myśleć jest dla niej lepszy niż ja. To jest niewiarygodne”.

Nie mogąc temu zaprzeczyć, odwrócił się - „Nie rozmawiam z tobą o mojej rodzinie”.

To było zbyt ważne, więc Joker nie odpuścił - „Wszystko, o co proszę, to abyś pozwolił jej być szczęśliwą”.

Odwrócił się - „Ja mogę ją uszczęśliwić”.

„Zrobiłeś z tym dobrą robotę”.

Pochylił się w kierunku Jokera – „Ona cię teraz potrzebuje, przyjacielu. Co się stanie, jeśli nie będzie?”

„Nadal będzie ze mną”.

Odchylił się do tyłu, uśmiechając się paskudnie - „Jesteś pewien?”

„Absolutnie”.

„Świat marzeń, Steele” – zadrwił.

Joker odsunął się od motocykla i obrócił się całkowicie w jego stronę, obserwując, jak mężczyzna stał się czujny, ale zachował swoją pozycję. Chociaż jego oczy rzucające się na boki mówiły wszystko.

Nie chciał stracić twarzy, ale potrzebował planu ucieczki, ponieważ wiedział, że jeśli to sprowadzi się do pięści, dostanie lanie.

Ale Joker nie poruszył się ani o cal w jego stronę.

„Nie chciałem w to wchodzić, a ty nie zrozumiesz tego wszystkiego. To jest moje i Carrie. Ale ona dostaje ode mnie to, czego nie dostała od ciebie na różne sposoby, Neiland. Ona to kocha. O niektóre błaga”.

„Prostackie, ale nie zaskakujące” – syknął.

„Mylisz się” – powiedział cicho Joker - „Część tego, jak widzę, rozumiesz, ale nie rozumiesz wszystkiego. Jesteś tak głęboko w swojej dupie, że myślisz, że ona musi na to zapracować, żeby zasłużyła na ciebie. Idziesz własną drogą, robisz swoje, wybierasz sobie z kim chcesz być, kiedy chcesz. Test za testem, a ona zdaje je, akceptuje cię takim, jakim chcesz być, albo odpada. Ze mną powiedziała mi szczerze, że to jest proste. Daję jej spokój. My jesteśmy łatwi. A to dlatego, że ona wie, na czym stoi przy mnie i ten grunt, na którym ją postawiłem, człowieku, nie jest chwiejny. Teraz pytam cię, jak tak bardzo chcesz ją z powrotem, chcesz mieć swoją rodzinę, więc myślę, że coś do niej czujesz. Trochę małego uczucia. Jeśli nie, to nie chodzi o nią, ale o to, że masz potrzebę pokonania jej, mnie lub nas obojga. Ale jeśli coś czujesz, chciałbym wiedzieć, dlaczego nie chcesz, żeby miała łatwo?”

Ponownie, nie mogąc się sprzeciwić, Neiland ogłosił - „Skończyliśmy” - i odwrócił się.

„Oczywiście, że tak” – mruknął Joker, spoglądając na swoje buty.

„Jak mężczyzna z mężczyzną, jak najwyraźniej tego chcesz” - powiedział Neiland, a Joker spojrzał na niego - „Kiedy z tobą skończę, Carissa nie będzie chciała ani siebie, ani naszego syna w pobliżu ciebie”.

„Powodzenia, przyjacielu” – odpowiedział Joker.

Kolejna kpina - „Nie masz pojęcia”.

Joker bez wahania przekazał mu swoje pojęcie.

„Wie, że brałem udział w walkach. Wie, że paliłem trawkę. Zna i lubi każdego członka mojego Klubu”.

„Wie, że prostytutka miała twoje imię wyryte na brzuchu?” - odparł.

„Nie udostępniłem lokalizacji, ale tak, o tym też wie”.

Neiland zamrugał.

„Masz więcej?” – zapytał Joker, ale wiedział, że nie, więc kiedy Neiland stał tam i wpatrywał się w niego, Joker potrząsnął głową.

„W takim razie chyba skończyliśmy”.

„Daleko nam jeszcze do skończenia”.

Joker dalej kręcił głową i zaczął skręcać do swojego motocykla.

„Ma mężczyznę z kryminalną przeszłością, który opiekuje się naszym synem” – wycedził, a Joker uśmiechnął się, ale zrobił to, żeby się nie śmiać.

Spojrzał na niego - „Dobry wybór, idź za Pete’em. To zadziała”.

Neiland ujawnił niepewność tylko przez chwilę, zanim ją ukrył i powiedział - „To nie znaczy, że Carissa jest w stanie podejmować właściwe decyzje dotyczące wychowania naszego dziecka”.

„Jesteś pewien, że chcesz podzielić się ze mną całą swoją strategią? Jeśli tak, to spoko, ale daj mi chwilę, bym zdobył trochę papieru, żebym mógł robić notatki”.

„Jesteś dupkiem” – zadrwił.

„Zakochałem się w twojej byłej żonie” – odpowiedział Joker bez rozbawienia w głosie, z oczami utkwionymi w Neilandzie - „Kochałem ją od liceum, stary. Ona znaczy dla mnie wszystko. Musisz ją ściągnąć w dół, to będzie do dupy, ale ja ją podniosę. Musisz ją rozerwać, kurwa, znienawidzę to oglądać, ale poskładam ją z powrotem. Zrób to, co musisz, abyś poczuł się, jakbyś miał większego kutasa. Ale wiedz o tym, że w końcu będziemy tylko ona i ja. Więc oddaj strzał. Wydaj pieniądze. Nanieś te ślady na swoją duszę. Oszpecić się w oczach swojego syna. Zepchnij ją do punktu, w którym nie będzie mogła znieść twojego widoku. Ale zrób to, wiedząc, że to wszystko będzie twoja wina. Tak jak wszystko, co wydarzyło się wcześniej, wszystko będzie na tobie”.

Po tym Joker zwolnił go. Odwrócił się do swojego motocykla, wsiadł na niego, przełączył zapłon, cofnął i nawet na mężczyznę nie spojrzał.

Odjechał, wiedząc, że to nie będzie koniec. Odjechał też, wiedząc, że musi porozmawiać z braćmi.

Ale odjechał z nadzieją, że bez względu na cel, do którego dążył ten człowiek, nie przestraszy to jego syna.

Reszty Joker pilnował.

*****

Nie był zaskoczony, że Carissa była spięta w ten poniedziałek, czekając, aż Neiland zwróci Travisa.

Po prostu nie znał wszystkich powodów, dla których była spięta.

Kiedy mężczyzna się pokazał, tak jak robił to w zwyczaju, Joker cofnął się, upewniając się, że wiedziała, że ją wspierał, a Neiland zarejestrował jego obecność.

Tym razem na szczęście przekazanie trwało znacznie krócej.

Ale kręciło mu się to mdląco w brzuchu, kiedy patrzył, jak Neiland próbował wczołgać się w jej tyłek, decydując się zignorować Jokera i skupić się wyłącznie na niej, dając tak dużo sacharyny, że to cud, że pokój tym nie eksplodował.

Ale ona, zmuszając się do uprzejmości, zajęła się tylko jej dzieckiem i dwoma pudełkami, które Neiland zdobył w wielkim show, wracając do samochodu i przynosząc je jej.

Była tylko trochę nachalna, zamykając drzwi na jego tyłku.

Ale kiedy już odszedł, przytulając Travisa do siebie, podeszła do okna i patrzyła, jak odjeżdżał.

Więc Joker też to zrobił.

W chwili, gdy Lexus odjechał z krawężnika, Carissa znalazła się w jego przestrzeni.

„Przywitaj się z Jokerem, słodziutki. Mamusia musi zrobić coś naprawdę szybko” – powiedziała, całując Travisa, przytulając się i przekazując go Jokerowi.

Potem zeskoczyła prosto do pudeł, by zrywać z nich taśmę.

Joker sam się przytulił do dzieciaka, ciesząc się, że wrócił, z ciężarem w ramionach, słysząc dźwięki, które wydawał.

Ale jego oczy były skierowane na Carissę.

Przekopała się przez pierwsze pudło w szaleństwie i patrząc na to Joker poczuł, że jego kark jest napięty.

„Carrie, co do…?”

Przerwał, kiedy wydała dziwny, spanikowany dźwięk, rozpaczliwie odwróciła się do następnego pudełka i zerwała taśmę.

Travis zaczął się niepokoić w jego ramieniu.

„Carrie” – szepnął, gdy odciągnęła klapy i przekopywała się przez nie.

Nagle szarpnęła ramkę do piersi i upadła na tyłek, z kolanami w górę, owijając nad niej górną część ciała i zakołysała się.

Przykucnął obok niej - „Mała”.

„Teraz mam od niego wszystko, czego potrzebuję. Teraz niczego od niego nie potrzebuję. Teraz mam wszystko, czego potrzebuję” – powiedziała jak intonowanie ochrypłym głosem.

Travis wydał z siebie nieszczęśliwy dźwięk, gdy Joker podniósł rękę i odgarnął jej włosy z ramienia.

Zobaczył, jak łzy spływają jej po policzku.

„Carrie” – jego głos też był gruby – „mów do mnie”.

Jej wilgotne oczy zwróciły się na niego, gdy się rozwinęła, opuściła ręce, a tył ramki opadł na jej uda, odsłaniając to, co w niej było.

Joker spojrzał na to i zacisnęło mu się gardło.

„Teraz mam wszystko, czego potrzebuję” – wyszeptała drżącymi słowami.

Joker opadł na kolano, zacisnął ramię na jej chłopcu, trzymając go blisko, gdy wsunął palce drugiej dłoni w jej włosy, delikatnie odchylając jej głowę do tyłu.

Nachylił się po pocałunek.

Travis dał im to, czego potrzebowali, dając czas, by usta Jokera poruszyły się na jej ustach, jednocześnie pijąc i dając jej wszystko, co musiał dać, aby powiedzieć wszystko, co miał do powiedzenia.

Potem dzieciak skończył i oboje o tym wiedzieli, kiedy wrzasnął, sięgnął i szarpał za włosy ich obojga.

Co oznaczało, że kiedy przestali się całować, uśmiechali się.

*****

Tej nocy w dużym łóżku z drogimi prześcieradłami i fantastycznym materacem, podczas gdy mały chłopiec drzemał w swoim łóżeczku o pokój dalej, Carson Steele i Carissa Teodoro spali głębokim snem, splątani ze sobą, ze szkicem w ramce spoczywającym na nocnym stoliku Carissy.

Na swoim właściwym miejscu.

Gdzie powinno być.

Podobnie jak wszystko i każda istota w tym domu.

Na swoim właściwym miejscu.

Dokładnie tam, gdzie powinno być.


 

4 komentarze: