niedziela, 4 września 2022

20 - Start i finisz

 

Rozdział 20

Start i finisz

Joker

 

Następnego ranka Joker był w gabinecie Cherry, nalewając sobie kubek kawy i zamierzał złapać pączka, kiedy jego komórka zawibrowała.

Odstawił kawę, wyciągnął telefon i spojrzał na wyświetlacz.

Tack napisał.

Slade. JAK NAJSZYBCIEJ. Bez broni.

Joker zacisnął zęby i zostawił kawę gdzie była.

Cherry była tam, ale rozmawiała z kimś w warsztacie.

Co oznaczało, że nie musiał opóźniać wsiadania na motocykl, by pożegnać się.

Więc nie pożegnał się.

Ruszył z Chaosu na Broadway, wiedząc, co oznacza SMS Tacka.

Slade był klubem nocnym, którego właścicielem był Knight Sebring.

Sebring usłyszał o Heidi.

I był wkurzony.

Knight Sebring był dziany. Na pierwszy rzut oka, a Joker podejrzewał, że część tego przeciekała z jego skóry, był również totalną klasą.

Ale jeśli skrzywdzisz kobietę, poderżnie ci gardło, zrobi to osobiście i odejdzie, zapominając o twoim istnieniu.

Wbrew temu miał stajnię call girls.

Nie był alfonsem.

Był obrońcą.

Joker nie był geniuszem finansowym, ale wiedział, że Sebring zarabiał na tym klubie. Dużo pieniędzy. Mężczyzna sprzedawał w ciągu nocy więcej drinków niż jakikolwiek inny bar czy restauracja w centrum Denver. I nawet jeśli jego oskarżenie o przykrywkę było szalone, noc w noc, miejsce było wypełnione.

Brał procent od swoich dziewczyn, ale Joker znał mężczyzn z jego załogi. Byli wykwalifikowani. Byli zimni. Wierzyli w misję Sebringa. I nie byli dostępni dla Sebringa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, aby zapewnić kontrolę tłumu i trzymać narkotyki z dala od jego klubu (coś innego, czego Sebring nie tolerował). Byli dostępni 24/7, by chronić jego dziewczyny.

Jego załoga była duża, a płacenie im i zapewnianie tego, co robił dla swoich dziewczyn, czyli weryfikacja klientów i poważne opłacenie wpadki, jeśli facet nie potraktowałby jednej z nich dobrze, było strzałem w dziesiątkę. Mężczyzna musiał ponosić stratę w swoim pobocznym biznesie, bo Joker wiedział, że jego procent był wart kutasa.

Plotka głosiła, że Sebring robił to, bo jego mama była prostytutką, a była nią, bo była uzależniona. Żył z nią tym życiem od urodzenia i to go przeraziło.

Joker to rozumiał. Wszedł do kręgu podziemnych walk, ponieważ przyjął tak wiele przemocy fizycznej, że musiał to wypuścić, a sposób, w jaki to zrobił, musiał być tak brutalny, jak to, w jaki to przyjął.

Tak samo jak to, co miał Sebring, kiedy był dzieckiem, nie był w stanie chronić swojej mamy. Więc teraz robił to, co musiał robić, aby wypracować bezsilność, która musiała wyryć się w jego duszy.

Tak, Joker zdecydowanie to rozumiał.

Zaparkował przed Slade obok motocykli Tacka, Hop’a i Shy’a. Potem podszedł do drzwi, do których tej nocy prowadziła aksamitna lina o długości pięćdziesięciu stóp. Położył rękę na klamce i otworzył je.

Slade było miejscem, gdzie mężczyźni, którzy wkładali gówno we włosy i kobiety, które wydawały osiemset dolarów na buty, chodzili na randki. Tak więc jedyną okazją, kiedy Joker tam był, były takie chwile. Kiedy było pusto, sala była cicha, przepastna, ogromna skorupa bogactwa, która w świetle dnia była przerażająca.

Idąc przez ogromną przestrzeń, zobaczył, że Tack, Hop i Shy zmierzają w jego stronę.

Zatrzymali się w środku.

„Knight słyszał o Heidi” – zaczął Joker.

Tack szarpnął brodą - „Nie trzeba dodawać, że to go nie uszczęśliwiło”.

„Chcemy go w tym?” – zapytał Joker - „Jeśli chodzi o takie gówno, nie ma wyłącznika i nie ma nic przeciwko bałaganowi”.

„Biorąc pod uwagę zaangażowanie Valenzueli i fakt, że Knight trzyma ucho przy ziemi, kiedy usłyszał o Heidi, nie wpadł w szał i nie dał napiwku Armagedonowi” – powiedział mu Tack – „I dlatego teraz tu jesteśmy. I dlatego Mitch i Slim są w biurze Knight’a, a Hank Nightingale i Valenzuela są w drodze”.

To była niespodzianka.

„Jaja sobie robisz” – powiedział Joker.

„Nie” - odparł Tack - „Ma coś do powiedzenia i chce usiąść, żeby to powiedzieć. Cokolwiek to jest, Knight zgodził się nie rozwalać mu głowy, a zamiast tego działać jako mediator”.

„Po tym, co on zrobił Heidi, jesteśmy tutaj, rozmawiamy, a nie zamierzamy zawalić mu głowy?” – zapytał Joker i kontynuował, zanim którykolwiek z nich zdołał odpowiedzieć - „A jeśli to prawda, dlaczego?”

„Knight mówi, że przekonuje, że tego nie zrobił” – powiedział Tack.

„Bzdura” – warknął Joker.

„Wiesz, że Sebring nie jest idiotą” – powiedziała cicho Shy.

Wiedział o tym.

Kurwa.

Ale jeśli Valenzuela tego nie zrobił, kto to zrobił?

Joker spojrzał na Hop’a i Shy’a, po czym zwrócił wzrok z powrotem na Tacka.

„Skoro to jest siadanie do rozmów, to nie wiem, dlaczego ja tu jestem, bracie. Nie jestem twoim porucznikiem”.

„Ponieważ kobieta miała twoje imię wyryte w brzuchu” – stwierdził Hop, a Joker spojrzał na niego.

To był wystarczający powód.

Joker skinął głową.

„Chodźmy, ale, Joke” - zaczął Tack, a Joker spojrzał na niego - „Knight nie zaprowadziłby nas w zasadzkę, ani słownie, ani w żaden inny sposób. Jest powód, dla którego tu jesteśmy. Ale Valenzuela to dzika karta. Nie mrugnąłby okiem na dobre intencje, by wypieprzyć Knight’a i by zrobić coś, żeby obnażyć bestię w każdym z nas. Więc cokolwiek ten sukinsyn ma do powiedzenia, nie oddawaj mu bestii. Trzymaj się mocno”.

Joker ponownie skinął głową.

Przeszli resztę drogi przez przestrzeń i weszli do holu do drzwi, za którymi stał jeden z chłopców Sebringa, mężczyzna o imieniu Live. Pozdrowili się niewerbalnie, gdy facet otworzył drzwi i weszli po schodach prowadzących do dźwiękoszczelnego biura Sebringa.

Jak powiedział Tack, Knight tam był, podobnie jak Mitch, Slim i Hank, a także prawa ręka Knight’a, Rhashan Banks.

Pozdrowienia trwały i właśnie je skończyli, gdy zabrzęczał telefon Rhash. Spojrzał na to, a potem na Knight’a.

„Valenzuela jest tutaj” – oznajmił.

W chwili, gdy Valenzuela wszedł do pokoju ze swoim żołnierzem, powietrze zamarło. Żaden mężczyzna nie chciał być w obecności tych dwóch, którzy weszli, ani w takim porządku, jak miało to się stać, co zostało to zakomunikowane.

Mężczyźni zajęli miejsca przy stole konferencyjnym Sebringa przy oknie z widokiem na klub, a Joker obserwował, jak się usadzali, aby mógł być tam, gdzie Tack go potrzebował.

Knight usiadł, podobnie jak Tack, Mitch, Brock, Hank i Valenzuela, przy stole. Shy wylegiwał się na kanapie Sebringa. Hop usiadł na poręczy kanapy. Żołnierz Valenzueli stał blisko jego pleców. Rhashan oparł się o drzwi.

Więc Joker usiadł więc na poręczy jednego z foteli przed biurkiem Sebringa.

Valenzuela to zaczął.

I zrobił to z niespodzianką otwierającą.

„Przychodzę na wymianę”.

„Co za wymianę?” – zapytał Knight, wyglądając na niezadowolonego, ponieważ cokolwiek myślał, że to było, to nie było to.

„Wiem, kto zabił Heidi. Dam wam to, a wy…” - wzrok Valenzueli skierował się na Tacka - „wycofacie się do Chaosu”.

„A skąd możesz to wiedzieć?” - zapytał Mitch.

Valenzuela spojrzał na Jokera - „Też mam ptaszki, które śpiewają”.

Plecy Jokera wyprostowały się, ale zatrzymał się na swoim miejscu, gdy wzrok Hop’a przesunął się na niego.

„Rozważymy, by nasze terytorium miało osiem mil wokół Chaosu, podaj nam imię” – powiedział Tack.

Tack rezygnował z dwóch mil dla Heidi.

Wiele o nim mówiono, ale to pieprzyło ich sprawę.

Byłoby tego warte.

Valenzuela spojrzał na niego - „Wycofacie się do Chaosu” - stwierdził – „Mam na myśli Ride”.

Shy przesunął się z leżenia na kanapie do tyłka na jego krawędzi, a Hop podniósł się, ale się cofnął.

Zrobili to, bo to była zniewaga. Życie Heidi było wiele warte, ale miałby Chaos zrezygnować z tego, za co oddał krew, a to oznaczałoby poddanie się, poddanie się i pozwolenie, by brud zaatakował ich teren, żądał pieprzenie za dużo.

Brock, który miał więcej doświadczenia nabytego w bardzo realny sposób, żyjąc wśród szumowin takich jak Valenzuela, gdy był tajnym agentem DEA, wstał - „To jest strata czasu”.

„Nie spiesz się, detektywie” – nalegał Valenzuela.

„W takim razie złóż ofertę, która nie jest bzdurą” – odpalił Brock.

Valenzuela uśmiechnął się - „Dam wam nazwisko, wy dacie mi walki Monka” - Spojrzał na Tacka - „I przysługę”.

Gówno.

Kurwa.

Przysługa dla Valenzueli.

Joker miał cholerną nadzieję, że Tack tego nie da.

A oni nie walczyli. Chłopcy to odrzucili. Pozwolili Monkowi się huśtać.

Co dziwne, Valenzuela o tym nie wiedział.

Brock usiadł z powrotem.

„Rozmawiałeś z Monkiem?” - zapytał Tack.

Potrząsnął głową - „Mówi, że to przechodzi przez twojego wojownika” - po czym skinął głową na Jokera.

Cholerne gówno.

Pozwolili Monkowi się huśtać, a on nadal używał imienia Jokera, by chronić swoje gówno przed Valenzuelą.

„Dostaniesz walki” - Tack dał mu coś, czego nie mieli, co oznaczało, że nie kosztowało ich to - „Brak znacznika”.

Valenzuela ponownie potrząsnął głową, ale powiedział - „Brak znacznika, wtedy przejadę dwie mile”.

„To poza stołem, biorąc pod uwagę, że okazałeś brak szacunku, zaczynając w taki sposób, w jaki to zrobiłeś”.

„W takim razie nie ma imienia, chyba że jest marker” – odpalił Valenzuela.

„Dobrze” – odparł Tack - „Znacznik z warunkami. Żadnych suk. Żadnych narkotyków. Żadnych zbrodni. Nic, kurwa, nielegalnego. Co oznacza brak egzekucji. Brak transportu. Brak mięśni”.

„Pozostaje sprzedawanie ciasteczek, Tack, a ja nie sprzedaję ciasteczek” – odparł Valenzuela zniecierpliwionym głosem.

„Pozostaniesz ty mający miesiąc, kiedy Chaos odwróci się w drugą stronę. A ty chcesz wskoczyć na to, Benito, i wiem, że mnie rozumiesz” - odparł Tack.

Joker wiedział, że Valenzuela rozumie Tacka. Z tego powodu byli tam Brock i Mitch.

Chaos utrzymywał ich teren w czystości.

Mieli też oczy otwarte. Wszystko, co słyszeli, zostało przekazane glinom.

Valenzuela po prostu nie mógł wiedzieć, co oni słyszeli lub nie.

Prawda była taka, że większość pospolitych ludzi na ulicy była śmiertelnie przerażona Valenzuelą, co oznaczało, że Chaos zwykle dostawał fiuta.

Ale Valenzuela o tym nie wiedział.

„Wiesz” – wtrącił Hank – „że słucham tych bzdur z uprzejmości wobec mężczyzn, których szanuję. Ale jestem także oficerem śledczym w sprawie zabójstwa, o którym mowa. Więc jeśli znasz nazwisko, zawrzyj swoją umowę naprawdę cholernie szybko i powiedz to, albo zostaniesz zakuty w kajdanki za utrudnianie pracy wymiarowi sprawiedliwości”.

Usta Valenzueli zacisnęły się, a Joker opuścił głowę, walcząc z uśmiechem.

Obecność Hanka nie była jego powołaniem. O ile Lee stał okrakiem na linii prawa, robiąc to, co musiał zrobić, aby wykonać dowolną pracę, którą miał do wykonania, Hank był jak Mitch. Prosty strzelec. Mógł z łatwością zrezygnować ze swojej odznaki i zarobić z bratem mnóstwo gotówki.

Zamiast tego chronił i służył.

Valenzuela błędnie założył, że Hank był jednym z ich załogą.

Tack ściągnął zawodowca.

Więc to gówno, które właśnie padło, było zabawne.

„Podczas tych walk Chaos wysłał niedawno wiadomość”.

Na te słowa Valenzueli, głowa Jokera wróciła do góry.

Poczuł dreszcz spływający po kręgosłupie, gdy zobaczył na sobie oczy Valenzueli.

„Wiedziałem o Heidi” – powiedział przerażającym, niskim głosem - „Myślałem, że to ty jesteś mężczyzną, który wyrwie ją z życia. Zrobiłaby dla ciebie wszystko”.

Gardło Jokera zamknęło się.

Nie wiedział tego. Wiedział. Ale nadal nie wiedział.

Valenzuela jeszcze nie skończył.

„Pozwoliłem jej robić to, co musiała robić. To ją uszczęśliwiało, a Heidi lepiej pracowała, kiedy była szczęśliwa. Ale wszyscy wiedzieli, co zamierzała zrobić. Każdy”.

„Jezu, daj nam to” - warknął Tack.

„Wendetta. Przeciw Chaosowi” – oświadczył Valenzuela - „A kto pozostał w Denver i wystarczająco zna historię, by wiedzieć o wizytówce byłego brata Chaosu, którą tamten kiedyś zostawiał, a kto też pragnie tego rodzaju zemsty i kto nie jest mną?”

„Monk” – szepnął Joker.

Hank był gotowy do akcji, zanim zrobił to Chaos.

„To twoje ostatnie słowo, czy masz więcej?” - zapytał.

„Tine zajął się transakcją” – powiedział Valenzuela Hankowi - „Jeśli zdołasz go znaleźć, może ci pomóc”.

Tine był finansistą Monka.

A Valenzuela wymusił to z niego. Więc jeśli zostawił go oddychającego, był cieniem.

Hank nie marnował więcej czasu. Podszedł do drzwi.

„Hank” – zawołał Tack. Hank obejrzał się, wciąż się poruszając.

„Znajdź go, zanim my to zrobimy”.

Hank nic nie powiedział.

Wyszedł za drzwi.

„Słyszałem, że zawiesiłeś rękawice, jak to się stało” – powiedział Valenzuela, a Joker spojrzał na niego i zobaczył, że dupek na niego patrzył - „Jeśli kiedykolwiek zechcesz o mnie walczyć, nie mam nic przeciwko temu, że mam krew Chaosu na moim cemencie”.

Joker tylko się na niego gapił.

Ale pozwolił, by jego warga się wykrzywiła.

Valenzuela uśmiechnął się i odsunął od stołu, mówiąc - „Myślę, że już skończyliśmy”.

Był dwa kroki od stołu, zanim Knight się odezwał.

„Benito”.

Valenzuela odwrócił się.

„Jeśli kiedykolwiek pomyślisz o użyciu mnie do negocjowania twoich bzdur, bez dzielenia się ze mną, jakie bzdury chcesz negocjować, przemyśl to jeszcze raz” – ostrzegł Knight.

„Sebring, zdajesz sobie sprawę, że nie działam z dobroci serca” – odparł Valenzuela.

„Skoro go nie masz, tak. To nie jest dla mnie stracone” – stwierdził Knight – „Ale powiedziałeś mi, że chcesz pokoju i bezpiecznego miejsca, w którym możesz się podzielić tym, że nie jesteś zamieszany w to, co stało się z tą kobietą, żeby Chaos nie działał na podstawie przypuszczeń. Jak zechcesz usiąść, a ja mam zachować spokój, nie karmisz mnie bzdurami, bo gracz w tym mieście, który trzyma się sam dla siebie, będzie musiał ponownie przemyśleć swoją pozycję”.

Przekonany, że jest zrobiony ze stali, Valenzuela tylko się uśmiechnął.

Skoro tak nie było, Knight wiedział o tym i lubił brak szacunku tak samo jak Tack, dodał - „I przestań wysyłać swoje dziewczyny do pracy w Chaosie”.

Valenzuela przestał się uśmiechać - „Czy to trzymanie się dla siebie?”

„Wiesz o dziewczynach” - powiedział cicho Knight, a Joker spojrzał na Shy’a.

Usta Shy’a zacisnęły się, a oczy zabłysły.

Pieprzone gówno.

Knight rzucał rękawicę.

„Ty robisz interesy po swojemu, ja robię to w moim” – odparł Valenzuela.

„Jak dostanę wiadomość o twoim sposobie, a będzie to sposób, który mi się nie spodoba, będziemy mieć kolejne spotkanie i nie będzie tak komfortowo” – odpalił Knight.

„Nie chcesz się w to angażować” – ostrzegł Valenzuela.

„Opiekuj się swoimi dziewczynami” – rozkazał Knight.

Hop się poruszył, a Joker spojrzał na niego i zobaczył, że znowu usiadł na poręczy kanapy. Spuścił też głowę.

Zrobił to, by ukryć swój uśmiech.

W tym momencie Joker wiedział.

Sebring wyraźnie wykorzystał to spotkanie i sposób, w jaki Valenzuela je rozegrał, jako pretekst do przejścia.

Nie było zbyt wielu alfonsów, którzy szli łeb w łeb z Knight’em. Być może przez chwilę rozważał rzucenie ręcznika na ring.

Ale nadszedł czas.

Joker zastanawiał się, czy Tack, Shy i Hop wiedzieli przed spotkaniem, ale to nie miało znaczenia.

Czy tego chcieli, czy nie, Sebring był w drużynie.

Valenzuela nie powiedział ani słowa. On i jego żołnierz wyszli.

Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, Joker oznajmił - „Chcę Monka”.

„Joke” - powiedział Mitch z westchnieniem.

„Hank się tym zajmie” – wtrącił Brock.

Tack wstał, patrząc na Brocka – „Ma dzień”.

Mitch spojrzał w sufit.

Brock pochylił się, by sięgnąć po telefon, mrucząc - „Najlepiej zadzwonię do Lee, żeby porozmawiał z bratem, zanim połowa naszego zespołu zostanie uwięziona w oczekiwaniu na proces za zabójstwo”.

„Rozumiem, że właśnie wyryłeś swoje imię na liście zaproszeń na naszą małą pogawędkę przy kawie” - zauważył Mitch, spoglądając teraz na Sebringa.

Knight uśmiechnął się - „Przyniosę ciastka”.

„Pieprz mnie” - mruknął Mitch.

Hop uśmiechnął się do Shy’a, który odwzajemnił uśmiech.

Joker nie uśmiechnął się.

Otrzymali uściski dłoni, podziękowania, uniesienie brody i skinienie głową i Chaos wyszedł.

Joker zaczekał, aż staną przy swoich motocyklach, po czym powtórzył - „Chcę Monka”.

Tack, z pochyloną głową, gdy wkładał rękawiczki, przesunął oczy na Jokera.

„Monk już nie istnieje”.

Kolejny zimny dreszcz przesunął się po kręgosłupie Jokera, gdy spojrzał w oczy Tacka, widząc w nich wyraz, którego nigdy wcześniej nie widział u żadnego mężczyzny w swoim życiu.

Tack skończył naciągać rękawiczki i przerzucił nogę przez motocykl. Joker nie zrobił tego samego, ponieważ Hop wyciągnął rękę i owinął palce na chwilę wokół przedramienia Jokera, zanim go puścił, co kazało mu się zatrzymać.

Zatrzymał się.

Tack ryknął silnikiem.

Joker spojrzał na Hop’a.

„Hank dopadnie Monka” - powiedział Hop.

Joker otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Hop szedł dalej.

„A Monk zejdzie w kiciu”.

Joker zamknął usta.

„Będziesz czysty. Chaos będzie czysty. Ale będziemy o jedną przysługę lżejsi”– zakończył Hop.

„To dla ciebie będzie okej?” - Zapytał Shy.

Głowa Jokera była wypełniona martwą Heidi w zaułku. Była ładna. Oszpecona przez małego mężczyznę z małym kutasem, który został zawstydzony przez motocyklistów i wykorzystał ją do odpłaty.

Miała słabość do Jokera. Nie miał pojęcia, jak wiązała z nim swoje nadzieje, ale wiedział, że miała do niego słabość.

Nigdy go nie rozśmieszała. Denerwowała go bardziej niż cokolwiek innego, a to nigdy nie było słodkie.

Przeważnie, kiedy był z nią, nic nie czuł.

Ale była czyjąś córką. Zamierzała dać komuś dziecko. I nie było wiadomo, kim mogłaby być, gdyby pozwolono jej oddychać.

Teraz była martwa.

Nie, to nie było dla niego okej.

Ale miał kobietę, dziecko, bractwo, rodzinę.

Więc musiało.

Uniósł brodę.

Hop skinął głową.

Shy klepnął go w ramię.

Potem wsiedli na motocykle i pojechali.

*****

Tego wieczoru po kolacji Carissa, siedząca obok niego na kanapie, zaczęła mocno szturchać palcem laptopa na kolanach, chrząkając - „Uh! Uh! Uh!” - z każdym szturchnięciem.

Potem rzuciła go na stolik do kawy, gdzie się poślizgnął, biorąc ze sobą mały koszyk, do którego włożyła piloty.

Koszyk spadł.

Laptop wciąż był na górze, ale połowa zwisała ze stołu.

„Jest zepsuty!” - krzyknęła.

„Mam nadzieję, że inaczej walenie w niego i rzucanie nim nie byłoby takie mądre” - mruknął Joker, nie odrywając oczu od telewizora.

Poczuł, że zwróciła się do niego.

Zignorowała jego komentarz i zapytała - „Masz laptopa, którego mogłabym użyć, by wrzucić meble z przechowywani na Craigslist?”

„Nie mam schowka, a ty posprzątałaś mój pokój. Znalazłeś laptopa?” - zapytał w odpowiedzi.

„Nie” – warknęła, będąc cholernie słodka.

„Więc… nie” – odpowiedział.

„Uch!” - chrząknęła, również słodka, więc spojrzał w jej stronę i zobaczył, jak opuściła głowę na tył kanapy, co znowu było urocze.

Obrócił się do niej, objął ją ramieniem i pochylił, by być naprzeciwko jej twarzy.

„Kupię ci laptopa na urodziny”.

Uniosła głowę z kanapy o cal - „To nie pomoże mi w sprzedaży mebli teraz. Tata płaci za ten magazyn. Ma tam dwa pudła. Możemy umieścić jego pudła w garażu, a on zaoszczędzi te pieniądze”.

„Wczesny prezent urodzinowy”.

Przewróciła oczami i odchyliła głowę do tyłu.

Wiedział, że to nie przejdzie.

Nadal.

„Motylku, umówiłaś się z Elvirą, aby zwrócić ubrania i buty warte osiem tysięcy dolarów, a dwa stroje z tej mieszanki wyglądałyby na tobie spektakularnie i nie kosztowałyby prawie ośmiu tysięcy dolarów. Masz pieniądze w banku, ale nie zamierzasz zaszaleć. Dzięki Bogu, że nie czułaś się tak samo z majtkami i biustonoszami. Ale nic z tego nie kosztuje tyle, co laptop, a ty nadal tego nie zatrzymałaś. Więc z tym muszę zapytać, kiedy wyłożysz pieniądze na zakup laptopa, którego w dzisiejszych czasach potrzebujesz?”

Uniosła głowę o kolejny cal - „Po tym, jak ustawię meble z sypialni na podwórku, zakleję okolicę taśmą i będę siedziała tam przez cały dzień, czekając na kogoś, kto przyjdzie i zapłaci tyle, ile poproszę, czyniąc to tak, że nie będę musiała wykorzystywać oszczędności, które lubię mieć, by kupić laptop”.

„To jeden sposób. Ale ile chcesz za to gówno?”

„To wszystko kosztowało prawie sześć tysięcy dolarów, było prawie bezużyteczne i ma mniej niż trzy lata, więc miałam nadzieję, że może pięćset dolarów”.

Usiadł, wciąż odwrócony do niej, a ona się przysunęła.

„Sześć tysięcy dolarów?” - zapytał.

„Wybrała go jego matka” – wymamrotała - „Zawiera materace, które są drogie, a meble nie były dokładnie z Ikei” - Odwróciła wzrok – „Mogłaby dostać pokrzywki, gdyby pojechała do Ikei. Chociaż ich labirynt mnie przeraża, uwielbiam parter, na którym znajdują się wszystkie gadżety”.

„A co myślisz o tym?” – zignorował jej bełkot o Ikei i fakt, że wydała sześć razy więcej na zestaw do sypialni dla gości niż on na czynsz w pierwszym roku z dala od taty - „Zabieram laptopa i sprawdzam, czy Cherry ma na oku kogoś, kto zajmuje się komputerami. Ma jeden w biurze, nie może być tak, że działa przez cały czas, a kobieta ma wiele rzeczy, ale geek IT nie jest jednym z nich. Przekazujemy też to, że masz to gówno dostępne. Ale nie bierzesz za to niczego mniej niż trzy tysięcy, Carrie. Jeśli jest prawie nowe i wysokiej jakości, nie bierzesz groszaków. Sprzedajesz za tyle, ile możesz, kupujesz niezawodny laptop, a resztę kładziesz do banku”.

„To brzmi jak plan” – powiedziała.

To było łatwe.

Teraz na koniec.

„Jak martwisz się, że twój tata zapłaci za ten magazyn, możemy przerzucić śmieci w Kompleksie lub w magazynie w sklepie. Położymy to tam”.

Uśmiechnęła się - „Mój męski motocyklista. Ma odpowiedź na wszystko”.

„Mój głupkowaty Motylek. Ma talent do uczynienia mnie twardym, nawet kiedy jest totalnym głuptaskiem” – odpalił.

Jej oczy zapłonęły, a jej ręka podniosła się, by uderzyć w jego klatkę piersiową.

„Trochę za wysoko, mała” – mruknął.

Jej wzrok jeszcze bardziej się rozpalił, ale gdy zsunęła rękę w dół, zapytała - „Czy tak dużo seksu jest naturalne?”

To powiedziało mu, że jej były nie tylko nie miał talentu, ale wydawało się, że nie miał też wytrzymałości.

„Naturalne do czego?” – zapytał z powrotem, wchodząc, obejmując jej szczękę.

„Naturalne dla zdrowia organizmu. To znaczy, nie chciałabym, żebyś miał zawał serca w wieku dwudziestu kilku lat przy całym wysiłku, jaki wkładasz, by mnie zadowolić”.

Zadowolić mnie.

I kobieta nie sądziła, że jest głuptaskiem.

Uśmiechnął się, skończył przesuwać usta po jej szczęce, uniósł się i przycisnął bliżej.

„Myślę, że moje ciało może to przetrwać” – powiedział jej.

„Cóż, to dobrze” - wymamrotała, patrząc na jego usta, które czuł na swoich ustach, a także na swoim penisie.

„Czego chcesz, Carrie?” - zaszeptał.

Podniosła wzrok na jego i odszepnęła - „Możesz zacząć od pocałowania mnie, skarbie”.

Tam zaczął.

Jakiś czas później, skończył cholernie całkiem inaczej.

*****

Tack

Tack stał na tarasie swojego domu, wpatrując się w cichy mrok lasu na swojej górze.

Miał telefon przy uchu, który dzwonił.

„Tack” - przywitał się Knight.

„Yo, słyszałeś?” - zapytał Tack.

„Jeszcze nie” - odpowiedział Knight.

„Lee znalazł Tine’a. Zaśpiewał dla Hanka. W tej chwili aresztują Monka za spisek w celu popełnienia morderstwa” – powiedział mu Tack.

Knight milczał.

Tack dał mu to przez kilka chwil, zanim powiedział cicho - „Musimy się porozumieć”.

„Staje przed sądem” - odparł szybko Knight - „Upada. Chcę, żeby się skręcał”.

„Zgoda” - odparł Tack.

„Zaopiekujemy się nim, gdy upadnie”.

Tack wciągnął powietrze przez nos.

Potem stwierdził - „Masz przysługę od Chaosu”.

„Nie” - odparł cicho Knight - „Żadnej przysługi od Chaosu. Robię to dla kobiety, której nie znałem, o imieniu Heidi”.

Tack usłyszał rozłączenie.

Nie uśmiechnął się do swojego telefonu.

Opuścił rękę i wpatrywał się w cichy spokój swojej góry.

Potem odwrócił się i wszedł do swojej kobiety i ich chłopców.


 

4 komentarze: