Rozdział
12
Chaos
to cipka
Joker
Następnego
ranka Joker stał przy umywalce w małej łazience, która była przyłączona do jego
pokoju w Kompleksie i patrzył na siebie w lustrze.
Spieprzył
sprawę, a jeśli szybko tego nie załatwi, wiedział, że będzie wypieprzony.
Nie
było wątpliwości, że Carissa go lubiła. Nie było wątpliwości, że to, co mieli,
zmierzało dokądś, a to dlatego, że nie było wątpliwości, że on tam to zabierze.
Problem
polegał na tym, że żeby to mógł zrobić, ona musiała w końcu znać jego imię.
Wtedy
pozna jego.
Nie
lubił myśleć o tym, co będzie, jak to gówno się wydarzy.
I
wiedział, że go rozpoznała, podobnie jak jej były.
Nieraz
widział, jak przyglądała mu się w sposób, w którym nie tylko patrzyła na niego.
W pewnym sensie musiał ukrywać to gówno, odrywać od tego jej myśli, odciągnąć
ją od uświadomienia sobie, że byłoby to niewygodne dla nich obojga.
W
sposób, po którym wina po części spoczywała teraz na nim.
To
Joker udawał, że nie znał jej imienia. To Joker wiedział, że broda, włosy, masa,
życie, które prowadził, łatwość, jaką jej dawał, nie było Carsonem Steele,
którego kiedyś na wpół znała z liceum. To Joker celowo prowadził ją do
spotkania z Jokerem, a nie Carsonem Steele. To Joker wiedział, że ma to, by jej
to dać. To był Joker, który wiedział, że powinien.
Więc
to Joker pogrywał.
Carissa
tego nie robiła.
Gdyby
to był on, gdyby to jego jakaś suka tak pograła, odszedłby i nie oglądał się za
siebie.
Ale
Carissa była stabilna.
To
było walnięte, ale po tym wszystkim, co jej się przydarzyło, miała to w garści,
toczyło się.
W
jej lodówce ani szafkach nie było niczego z etykietą marki, nawet pieprzonego
ketchupu, a jej to nie obchodziło.
Nie
wspominając o tym, że miała dziecko, to było jej pierwsze dziecko, ale radziła
sobie z nim i ponosiła odpowiedzialność za posiadanie go nie tak, jakby było
jej pierwszym, ale jej piątym.
I
jak pamiętał, w przeciwieństwie do jej przyjaciółek, jeszcze w liceum nie
tarzała się w forsie, ale jej rodzinie było wygodnie.
Miała
ładne ubrania. Do szkoły jeździła używanym, ale przyzwoitym samochodem.
Wydawało się, że niczego jej nie brakuje.
Teraz
nie było nawet blisko do tego samego.
Wreszcie,
jej były pochodził z rodziny, która miała
dużo i nadal wyglądał, jakby był daleki od cierpienia. Ale Carissa mieszkała w porąbanym
mieszkaniu z głównie gównem w lodówce i rzeczami dookoła, które przypominały
jej o jej nieudanym małżeństwie i wszystkim, co straciła, a wydawało się, że to
ją gówno obchodziło.
Liczył
się dla niej jej syn. Nie jadł byle czego.
Nie
nosił tanich ubrań.
I
to było wszystko, czego potrzebowała.
Więc
może, gdyby mogła tak łatwo toczyć się z tym wszystkim, co jej się przydarzyło,
gdyby Joker wyjaśnił, to by to zrozumiała, a on by jej nie stracił.
Po
prostu nie miał pieprzonego pojęcia, jak jej to powiedzieć.
„Joke?”
Spojrzał
w stronę drzwi, a potem podszedł do nich i zobaczył High’a stojącego w jego
pokoju.
„Yo”.
High
podniósł brodę i zapytał - „Heidi skontaktowała się z tobą?”
Joker
potrząsnął głową - „Nie”.
„Kurwa”
– mruknął High.
Odejście
Heidi oznaczało, że Klub był niespokojny. Kobieta nie dawała im wiele, ale
przynajmniej mieli wskazówkę, na czym skupiała się uwaga Valenzueli. Teraz tego
nie mieli.
„Hop
chce jedną przekabacić” – powiedział Joker.
„Tak.
On rozmawiał z jedną i odmówiła” – poinformował go High – „Musi być ostrożny.
Im bardziej się zbliża, tym bardziej otwiera się przed jedną z nich, może dać
to Valenzueli”.
Joker
nie miał odpowiedzi, bo to, co powiedział High, było prawdą.
„Wkurza
mnie, że przekazujemy pieniądze tym dziwkom, dają nam cień nad kutasem, a
chmura pozostaje” – mruknął High.
„Musimy
być aktywni z tym gównem”.
High
nie był w pełni zgodny ze zmianą kierunku przez Tacka w Klubie. Ale potem
wszyscy nauczyli się na własnej skórze z ekstremalnym gównem, które spotkało
Cherry lata temu, że muszą skupić się na wspieraniu się nawzajem, a nie na
walce w szeregach.
To
nie znaczyło, że High był typem mężczyzny, który wolał siedzieć z kciukiem w
tyłku.
„W
końcu to się rozegra w ten czy inny sposób, bracie” – powiedział mu Joker.
„Tak,
i byłoby dobrze, gdyby to się stało teraz, a nie wtedy, gdy będę musiał wbić nóż
w żołnierza Valenzueli, robiąc to z mojego wózka inwalidzkiego w domu opieki”.
Joker
uśmiechnął się do niego.
Głowa
High drgnęła, gdy to złapał.
Potem
skrzyżował ręce na piersi i zapytał - „Rzeczy są dobre z twoim Motylkiem?”
Joker
oparł się o futrynę i patrzył - „W większości”.
„Nie
wpuszcza cię w majtki?” - zapytał High.
Joker
prawie się roześmiał.
Nigdy
w życiu nie sądził, że znajdzie się w sytuacji, w której będzie hamował gorący,
mały kawałek, zwłaszcza, że ten kawałek to Carissa.
Ale
był.
Nie
podzielił się tym z High’em.
Powiedział
po prostu - „To nie to”.
„Co
to jest?”
„Chodziliśmy
razem do liceum. Znaliśmy się. Teraz ona mnie nie pamięta” – powiedział mu
Joker.
„Dostałem
tę część historii od Rusha” – odpowiedział High.
„Nie
oświeciłem jej”.
High
skinął głową, kiedy zauważył - „Dostałem też od Rusha, że ona cię lubi”.
„Lubi,
ale bracie, jestem za nią w sposób, który utrzyma się przez dłuższą chwilę.
Musi mnie poznać. Jakby kobieta rozegrała ten scenariusz tak, jak ja z Carrie,
zobaczyłaby moje plecy”.
Skupienie
High na nim pogłębiło się - „Rozumiem twój punkt widzenia”.
„Muszę
przyznać się do prawdy. Po prostu nie wiem jak”.
„Masz
na myśli, że nie wiesz jak, nie wkurzając jej tak, żeby odeszła”.
Joker
skinął głową - „To miałem na myśli”.
„Oto,
co wiem, Joke” – powiedział High, a jego nagła zmiana tonu sprawiła, że Joker
zebrał się w sobie - „Musisz być takim mężczyzną, jakim jesteś. Nie możesz być
niczym innym. A ona musi poznać mężczyznę, którym jesteś i go pragnąć, nic
więcej. Aby dać jej szansę na zrobienie tego, nie możesz powstrzymać tego, kim
jesteś. Nic z tego. A potem wszystko będzie zależało od niej. Jak chce
mężczyzny, którym jesteś, z popieprzeniem i tak dalej, będzie się trzymała. Jak
nie, ty jej nie chcesz”.
Joker
spasował swój ton, kiedy zwierzył się - „Pragnąłem jej od liceum”.
„Dlaczego,
bo ma świetny tyłek?” - High odpalił z powrotem.
Joker
poczuł, jak zaciska mu się szczęka i przez zęby odpowiedział - „Nawet blisko”.
„W
takim razie wyspowiadaj się” – odparł High - „Wyczytałeś coś w tej kobiecie, że
to ona jest dla ciebie. Widziałeś to w niej od dawna. Może ci to utrudni, ale
jeśli jest tą dziewczyną, a ty jesteś dla niej tak, jak ona dla ciebie, to
będzie to wybojem na drodze, ale potem będziesz jechać spokojnie”.
„Tak,
ja, ona i jej były, który nagle jest zainteresowany ponownym połączeniem” –
mruknął Joker.
„Teraz
to gówno jest twoje” – oświadczył High, unosząc rękę i dźgając palcem w stronę
Jokera – „Mówi się, że wyrządził jej krzywdę w sposób, w jaki nie robi mężczyzna.
Dbasz o swoje dzieci, nawet jeśli twoja była jest suką i musisz to zrobić wbrew
niej. Jesz to gówno dla swoich dzieci. Jego ex nie jest suką, a on liże cipkę
modelki i wyżyma mamę swojego dziecka do suchej nitki. Jej były nie jest
mężczyzną, nie będziesz miał problemu z pokonaniem go, ale trzeba to zrobić”.
„Carissa
nie jest typem dziewczyny, która lubiłaby sposób, w jaki motocyklista ustaliłby
swoją rację, sikając po swojej grządce” – zauważył Joker.
„Nie
o to mi chodzi” – odpowiedział High - „Chodzi mi o to, że wiele kobiet nie chce
mieć wiotkiego kutasa w swoim łóżku, bez względu na to, w jaki sposób
przychodzi ten wiotki kutas, on się w nim tarza w forsie czy cokolwiek. Ty nie
jesteś tym mężczyzną. Widzi to, zniesie go, bo jej dzieciak dzieli jego krew,
ale to wszystko, czym dla niej będzie. Jak ty będziesz mężczyzną dla niej i jej
dziecka, będziesz resztą”.
Miał
nadzieję, kurwa, że High miał rację. O tym wszystkim.
Zadzwonił
telefon w tylnej kieszeni, a kiedy to się stało, High zapytał - „Wszystko dobrze?”
Tak
było. To było to.
Jego
braterstwo.
Właśnie
dlatego dołączył. To było to, czego chciał.
Po
prostu do niedawna nie wykorzystywał wszystkiego, co mogli dać.
Kolejne
popieprzenie, którego już nie popełni.
„Dobrze,
High. Dzięki, bracie” – mruknął Joker, wyciągając telefon z dżinsów.
„Dobrze,
więc później” – odparł High i wyszedł.
Joker
spojrzał na swój telefon, odebrał telefon i przyłożył go do ucha.
„Tack”.
„Hej,
Joke. Lee dzwonił. Zamknął sprawę twojego Robinsona”.
Joker
podszedł do swojej komody, gdzie znajdowała się teraz miska z jego drobnymi. Bilonem,
który kiedyś był porozrzucany wszędzie, nawet na podłodze.
Uśmiechnął
się i odpowiedział - „Co ci dał?”
„Nauczyciel,
jak powiedziałeś, że był wcześniej. Liceum w Highlands Ranch. Zatrudniony.
Żonaty. Płaci podatki. Pięć lat jego obecnego kredytu hipotecznego…”
Joker
mu przerwał - „Domyślam się, że Nightingale był dokładny, ale nie muszę znać
tego gówna”.
„Wskaż
mi. Czego potrzebujesz?” - zapytał Tack.
„Ma
rodzinę?”
„Żonaty.
Raz i wciąż. Od jedenastu lat” - powiedział mu Tack.
„Bez
dzieci?”
„Lee
nie wspomniał o dzieciach”.
„Zadzwonię
do Lee”.
Nastąpiła
pauza przed - „Łapię”.
„I
Tack?”
„Tak”.
„Dzięki”
– mruknął, chwytając portfel i wkładając go do tylnej kieszeni, przypinając
łańcuszek na pasek.
„Cokolwiek,
Joke” – mruknął Tack i rozłączył się.
Joker
podniósł klucze, wrzucił kurtkę na ramiona i podszedł do drzwi, ponownie
skupiając uwagę na telefonie, a kciukiem na kontakcie do Nightingale’a.
Słuchał
dzwonków na tyle długo, że pomyślał, że dostanie pocztę głosową, zanim Lee
odpowie - „Joke”.
„Lee.
Dzwonię do dalszych działań w sprawie Robinsona” – powiedział mu Joker.
„Czego
potrzebujesz?” – zapytał Lee.
„Ma
dzieci?”
„Nie”.
Kurwa.
„Jak
dokładny byłeś?” - Joker pchnął.
„Jak
dokładni jesteśmy zwykle?”
Miał
wszystko.
„Wiem,
że on i jego żona stracili dziecko osiem lat temu. Chcę wiedzieć, dokąd to
doprowadziło”.
„Nadal
są małżeństwem”.
„Potrzebuję
więcej, Lee” – powiedział cicho Joker. Po przejściu przez budynek przepychał
się przez frontowe drzwi do Kompleksu.
„Zostawiłem
sobie na tyle, by zgłosić do Tacka. Nie znam szczegółów akt. Jestem poza
biurem. Poczekaj, połączę z Shirleen”.
Shirleen
była recepcjonistką Nightingale’a i Shirleen była kiedyś połową budzącego grozę
zespołu cioci i siostrzeńca, który handlował narkotykami w Denver. Shirleen i
jej siostrzeniec, którzy przed laty wyszli z tego gówna, otworzyli je, by
Valenzuela siał spustoszenie.
Niezależnie
od konsekwencji, Shirleen potrzebowała kul, ogromnych, żeby to zrobić. Poznał
ją. Lubił ją. Z tego powodu i dlatego, że była cholernie przezabawna, mówiła,
jak to było, i była zimną jak lód dilerką narkotyków, która ukrywała złote
serce, serce, któremu teraz pozwalała świecić, nie można było jej nie lubić.
Nagle
wtrąciła się Shirleen - „Lepiej, żeby to było dobre. Moje paznokcie są mokre.”
„Shirleen.
Mam Jokera na linii. Musisz wyciągnąć akta Robinsona” – rozkazał Lee.
„Masz
szczęście, klikając moją myszką, nie zepsuję mojego nowego manicure” –
mruknęła.
Joker
zatrzymał się przy swoim motocyklu i uśmiechnął do swoich butów.
„Akta
otwarte, potrzebuję wskazówek” – stwierdziła Shirleen.
„Dokumentacja
medyczna. Żona” – powiedział jej Lee.
„Czego
szukam?” zapytała.
„Dzieci”
– powiedział jej Joker.
„Już
przeskanowałem akta, synu. Mężczyzna nie ma dzieci” – potwierdziła
niepotrzebnie Shirleen.
„Próby
ich zdobycia” – wyjaśnił Joker.
„Oh.
Racja. Czekaj”.
Joker
czekał.
Lee
czekał.
Shirleen
wróciła - „Trzy poronienia. Urodzony martwy, który łamie mi serce. Kolejne
poronienie. Więcej złamanego serca Shirleen. Wygląda na to, że po tym się
poddali. Czekaj ponownie”.
Joker
czekał, ale robił to, czując ściskanie całej klatki piersiowej.
„Kolejny
plik. Luke właśnie dodał to dziś rano” – powiedziała Shirleen - „Adoptowali.
Mama szybko się zdecydowała, wzięła ich pieniądze, aby utrzymać się w dobrym
stanie podczas ciąży. Przekazali im dziecko, mieli go dziesięć dni, a ona
zmieniła zdanie. Skanuję, jak mówię, ale to, co widzę, wydawało się, że
dziewczyna jest pełnoletnia. Była młoda i przestraszona. Jedno spojrzenie na
dziecko, a zmieniła zdanie. Jej przywilej. Wciąż łamie mi serce po raz kolejny
dla twojego faceta i jego kobiety”.
„Jezu
Chryste” – syknął Joker.
„Tego
właśnie potrzebowałeś?” - Lee dołączył.
To
było to. Ale to nie było tak, że tego chciał.
„Tak”.
„Zechcesz
się z nami podzielić, dlaczego chciałeś to gówno na tego faceta?” – zapytał
Lee, a Joker wiedział, że to nie była prośba. Wiedział też, że Lee nie lubił
dzielić się szczegółowymi informacjami o człowieku, który był dobry na
papierze, z przypadkowym, ciekawskim motocyklistą.
„Był
moim nauczycielem w liceum. Troszczył się o mnie. Ostatni raz widziałem go w
szpitalu po tym, jak jego żona straciła martwe dziecko. Chcę się ponownie
połączyć, chciałem się upewnić, że był dobry, zanim to zrobiłem”.
„Cóż,
domyślam się, że nie jest” - powiedziała Shirleen.
Joker
wpatrywał się w swój motocykl, jednocześnie poruszając ustami, gdy ta myśl
przyszła mu do głowy - „Zapłacę, będę winien przysługę, gówno to obchodzi, ale
potrzebuję ciebie i twoich chłopców na innym”.
„To
by było?” – zapytał Lee.
„Dziwka.
O imieniu Heidi. Nazwisko Smith, co oznacza, że jej nazwisko nie brzmi Smith.
Była w stajni Valenzueli. Zniknęła kilka dni temu. Muszę ją znaleźć”.
„To
przez Tacka?” – zapytał ostrożnie Lee.
Zapytał
ostrożnie, bo wiedział, że Klub miał problemy z Valenzuelą. Wiedział też, że
Tack i jego bracia pracowali nad tym razem z załogą braci Tacka spoza Klubu.
Mianowicie Hawkiem i dwoma gliniarzami o nazwiskach Mitch Lawson i Brock Lucas.
Chłopcy Nightingale’a nie byli w tym, a Joker wiedział po tym, jak zadał to
pytanie, że Lee nie chciał, aby byli.
„To
ja” – odpowiedział Joker.
„Musisz
mi wyjaśnić, stary” – powiedział mu Lee, więc Joker wyjaśnił.
„Heidi
Smith zniknęła kilka dni temu, bo dała się zapłodnić, Valenzuela by ją
poturbował, gdyby wiedział, a ona chce być zdrowa i szuka kupca dla swojego
dziecka”.
„Och,
Panie” – wydyszała Shirleen.
Lee
nic nie powiedział.
„Weźmiesz
się na to?” - podpowiedział Joker.
„Rozumiem
cię, Joke” – powiedział cicho Lee - „Mówi dużo o tobie, co zamierzasz zrobić
dla tego mężczyzny. Ale on i jego żona przeszli przez piekło. Nie potrzebują
prostytutki szukającej wypłaty i pieprzenia się z ich życiem”.
„Jakaś
młoda dziewczyna może zmienić zdanie po jednym spojrzeniu na swoje dziecko,
Lee, ale czy myślisz, że taka suka jak Heidi zabrałaby Chaos na przejażdżkę?”
Lee
zamilkł na chwilę, zanim powiedział - „Łapię cię”.
„Znajdziesz
ją?”
„Kurwa,
tak, znajdziemy ją” – zgodziła się Shirleen za Lee.
„Jezu”
– mruknął Lee.
„Dam
to Luke’owi. Nie, Vance’owi. Nieważne. Jesteśmy na tym” – oświadczyła Shirleen.
„Słyszałeś
ją” – dodał Lee z bólem.
„Miej
oko, wyślij mi fakturę. Lub zaakceptuj przysługę. Cokolwiek, to ja to spłacę” –
powiedział im Joker.
„Dogadamy
się” – odparł Lee.
„Racja.
Świetnie. Dziękuję” - Joker przerzucił nogę przez motocykl i skończył - „Później”.
Dostał
ich później, rozłączył się i już miał
włożyć telefon do tylnej kieszeni, kiedy zadzwonił mu w dłoni.
Przyniósł
go z powrotem, spojrzał na ekran i uśmiechnął się do uchwytu motocykla.
Przyłożył
go do ucha - „Yo, Motylku”.
„Hej,
Joker” – odpowiedziała Carissa, ale jej głos brzmiał dziwnie.
„Wszystko
okej?” – zapytał.
„Uh…
Właśnie dostałam telefon od Angie”.
Kurwa.
„Twój
były?” – zapytał, kiedy nie kontynuowała.
„Nie,
chociaż powiedziała, że adwokat Aarona skontaktował się z nią, aby umówić
spotkanie”.
„Zamierzasz
to wziąć
„Angie
radzi, że powinnam. Przetestować wody. Więc ona to umówi”.
Nie
powiedziała nic więcej.
„W
porządku, w takim razie w czym problem?” - zapytał.
„Cóż,
powiedziała mi również, że skontaktowała się z właścicielem mojego mieszkania i
zażądała, aby przefaksowała jej kopię mojej umowy najmu”.
Dobrze.
Joker
zadzwonił do asystentki Angie dzień wcześniej. Cieszył się, że nie zwlekała.
„I?”
- Joker pchnął.
„„Cóż,
nie miałam czasu, aby wygrzebać umowę najmu, ale Angie rzuciła na to okiem.
Najwyraźniej moja pamięć nie jest wadliwa i miałam rację. Okres wymówienia to
tylko tydzień”.
Pieprzone
dzięki.
„Następnie
zadzwoniła do niego, aby zapytać, dlaczego przekazał mi błędne informacje” –
kontynuowała - „Powiedział jej, że warunki umowy uległy zmianie i zostałam o
tym poinformowany na piśmie. Poprosiła o podpisaną przeze mnie akceptację tej
zmiany, a kiedy powiedział, że ma problem z jej zlokalizowaniem, powiedziała
mu, że wyprowadzam się pod koniec miesiąca. Wyjaśniła również, że będę mieć
dowód fotograficzny potwierdzający stan, w jakim opuściłam mieszkanie, a jeśli
będzie jakiś problem ze zwrotem mojego depozytu, zobaczę go po raz ostatni. W
sądzie”.
Joker
też się z tego cieszył, ale cieszył się ostrożnie, bo nie mógł odczytać jej
tonu.
Zapytał
więc - „To jest dobre, mam rację?”
„Biorąc
pod uwagę, że szykowałam się do przyjęcia miażdżącego ciosu, czyli, że musiałabym
poinformować Tyrę i Tacka, że powinni wprowadzić swoje miejsce na rynek, bo
uważałam, że to byłoby niesprawiedliwe, żeby musieli czekać miesiąc bez
czynszu, a ja nie mogłam dać im miesięcznego czynszu i płacić za to miejsce,
tak. To jest dobre”.
Joker
wyłożył to - „Nie jestem pewien, czy od ciebie czytam, że to dobre, Carrie”.
„W
takim razie mnie nie czytasz” – odpowiedziała cicho – „To byłeś ty”.
„Tak
było” – potwierdził, wciąż ostrożny.
„Troszczysz
się o Travisa i mnie”.
Joker
nic nie powiedział, bo w końcu zrozumiał, co od niej czytał.
Jesteś mężczyzną dla niej i jej
dziecka, będziesz resztą.
Tak.
High miał rację.
Carissa
kontynuowała - „Nie wiem, czy płakać, czy kręcić fikołki, ale nie mogę tego
zrobić, bo jestem w pracy i nie mogę zepsuć tuszu do rzęs, ponieważ nie
zabrałam ze sobą tubki, a oni mogą się na mnie wściekać, ponieważ jestem prawie
pewna, że fikołki są naruszeniem zdrowia i bezpieczeństwa”.
„To
nie jest taka wielka sprawa. Rozumiem, że właściciel twojego mieszkania chciał
cię zabrać na przejażdżkę. Nie zrobił tego. Prawdopodobnie w końcu spojrzałabyś
na swoją umowę najmu i zakwestionowałabyś to. To byłby ból głowy, ale mój Motylek
nie przyjmuje gówna. Dostałabyś się mu w twarz. Tylko oszczędziłem ci tych
kłopotów, Carrie”.
„Oszczędziłeś”
– zgodziła się - „Doceniam to i nie wiem, jak wyrazić to uznanie”.
Wiedział,
jak mogła to zrobić, ale to poczeka, aż wyjdą na randkę w przyszłym tygodniu.
„Mogłabym
umyć twój motocykl” – zaproponowała.
„Jedyną
rzeczą, którą możesz zrobić z tym motocyklem, jest to, że posadzę na nim twój
tyłek. Nie myjesz tego. Również nie płacisz. Nie jest to konieczne. Jest nowe
to między nami, ale jeśli chcemy zrobić to dobrze, tak zaczynamy, Carissa.
Jesteś w sytuacji, w której muszę się o ciebie zadbać. Jak wyjdziemy poza nowe,
nadejdzie czas, gdy oddasz przysługę. Po prostu tak jest. Tocz się z tym”.
To
mu nic nie dało.
Więc
zawołał - „Carrie?”
„Chcę
znowu płakać i kręcić fikołki” - powiedziała mu z zatkanym nosem.
Uśmiechnął
się i nic nie powiedział.
Usłyszał,
jak odchrząknęła, zanim kontynuowała – „To wszystkie dobre wieści. Zła
wiadomość jest taka, że straciłam ważne dni pakowania, więc muszę się do tego od
razu zabrać. A do tego mamy dwóch kasjerów z grypą. Sharon potrzebuje, żebym
jutro wzięła zmianę”.
Nie
chciał, żeby jutro brała zmianę. Chciał spędzić kolejny dzień z nią i jej
chłopcem, tym razem pakując pudła.
Ale
pomyślał, że potrzebowała tej zmiany. Prawdopodobnie dostawała zapłatę, ale
więcej było lepsze niż mniej, nawet jeśli było to praktycznie nic.
„Racja.
Jutro kolacja i ja pomagający ci spakować pudła?”
„Tak”
– powiedziała cicho.
Ona
tego chciała.
Kurwa,
tak.
„Przyniosę
gówno i ugotuję”.
„Mam
nadzieję, że nie będziesz gotować gówna”.
Zaczął
chichotać, słysząc pierwsze przekleństwo, jakie kiedykolwiek od niej usłyszał.
„To
będzie niezłe gówno” - powiedział przez śmiech.
„Nieważne”
– powiedziała, brzmiąc na rozbawioną.
„Dobrze,
Motylku. Przytul ode mnie Travisa, tak?”
Miękkie,
ciche - „Tak, skarbie”.
Skarbie.
Żadna
starsza pani nie nazywała swojego staruszka skarbie.
Jokerowi
pieprzenie podobało się to od Carrie.
„Racja,
jutro” – powiedział.
„Jutro,
Joker. Nie mogę się doczekać”.
A
on, kurwa, uwielbiał to, że mu to dała. Bez ściemy.
Nie
mogła się doczekać i mówiła mu to.
Podzielił
się swoimi odczuciami, ściszając głos, kiedy powiedział - „Później, mała”.
„Pa”.
Poczekał,
aż się rozłączyła, zanim schował telefon do tylnej kieszeni, uruchomił motocykl,
cofnął go i wystartował.
*****
„Miałam
nadzieję, że odwiedzisz fryzjera, zanim pojawisz się na rodzinną kolację” -
powiedziała pani Heely po tym, jak żona Linusa, Kamryn, otworzyła drzwi do ich
domu i Joker wszedł.
„Myślę,
że wyglądasz cudownie” – powiedziała cicho Kam, podchodząc do boku, dotykając
lekko jego dłoni, a potem wyciągając rękę i całując jego brodaty policzek.
Spojrzał
na nią i dostrzegł delikatny uśmiech na jej wspaniałej twarzy. Linus był
przystojnym mężczyzną, ale wciąż zdobywał punkty z Kamryn Washington.
„Jesteś
katalizatorem” – westchnęła pani Heely.
„Przestań
gadać, kobieto, i przytul mnie” – rozkazał Joker.
Jej
oczy zabłysły, twarz straciła pozorną irytację i podeszła do niego w jego
ramiona.
Zamknął
te ramiona wokół niej i pochylił się, by pocałować czubek jej głowy.
Pachniała
tak, jak zawsze, jak kilka dni temu i dawno temu, kiedy przynosiła mu obiad.
Zastanawiał
się, czy jej syn lubił jej zapach i pomyślał, że facet nigdy o tym nie
pomyślał. Pomyślał też, że gdyby myślał, że to straci, pomyślałby o tym i
polubiłby to.
Jak
Joker.
„Kumpel!”
- Linus zagrzmiał.
Pani
Heely wysunęła się z jego ramion, ale Joker nie pozwolił jej odejść daleko.
Trzymał ją blisko, obejmując ją jedną ręką.
„Tym
zagrożeniem jest Jackson” – stwierdził Linus, trzymając rękę na głowie dziecka,
które z ciekawością przyglądało się Jokerowi, aż delikatnie obrócił głowę do
ojca, zaczął się uśmiechać i przewracać oczami, by spojrzeć na swojego tatę -
„To jest Tyler” - Linus puścił chłopca i pochylił się głęboko, by dotknąć głowy
maleństwa siedzącego na schodku i jedzącego winogrona z miski.
„A
to” – ciągnął Linus, kręcąc się i podnosząc ładną dziewczynkę, która chowała
się za tatusiem - „To Candace. Mój mały cukierek (Candy)” - Spojrzał jej w
twarz i rozkazał - „Przywitaj się z przyjacielem tatusia, Jokerem”.
Pomachała
szybko, a potem przyciągnęła się bliżej ojca.
„Joker?
Jak w Batmanie?” – zapytał Jackson.
„Nie,
synu, to dobry facet” – odpowiedział Linus.
Jackson
miał wyraz twarzy, który mówił, że tego nie rozumiał, ale próbował.
To
było zabawne, a Joker miał ochotę na niego patrzeć.
Ale
nie robił tego.
Ponieważ
patrzył na wszystko.
Dom
był nowy, na małej działce, ale to nie znaczyło, że nie był ogromny. Było też
miły. Czysty. Ozdobiony. Wszystko o kolorowej, stylowej osobowości Kam… i
rodziny.
I
Linus ze swoją piękną żoną, trojgiem zdrowych, uroczych dzieciaków, głowa
rodziny stojący pośród wszystkiego, co zbudował, najważniejszych rzeczy w
życiu. Kobieta. Dzieci. I dom, który możesz im dać.
Ucieszył
się, jak cholera, że Linus to miał.
Ale
wziął to, myśląc po raz pierwszy w życiu, że tego chce.
Tylko
to.
Wspaniała
kobieta. Słodkie dzieci. Czysty dom urządzony w cieple, które jego kobieta
chciała dać swojej rodzinie.
„Zamierzasz
tam stać i wpatrywać się we mnie, czy zdejmiesz kurtkę i wypijesz piwo swojego
starego przyjaciela?” – zapytał Linus.
Joker
pozwolił pani Heely zdjąć sobie kurtkę, odpowiadając - „Piwo”.
„Teraz,
gdy prezentacje są zakończone, Linus, czy zechciałbyś podzielić się swoimi
odczuciami w stosunku do braku uczesania Car… Jokera?” – spytała pani Heely.
Linus
zwrócił śmiejące się oczy na kobietę - „Szacunek, pani Heely, ale nawet kiedy
był dzieckiem, był przystojny. Może mieć hipisowskie włosy i nadal taki być”.
To
wiele mówiło od Linusa, który mógł pracować w warsztacie, ale nawet wtedy był
dobrze ubrany. Zawsze przycinał włosy blisko głowy, czystymi liniami, ostrymi
jak brzytwa dookoła i dbał o siebie.
„Nie
zgadzam się” - warknęła pani Heely.
„Byłby
ładniejszy z krótszymi włosami” – wtrąciła nieśmiało Candace.
„To
jest dziewczyna z gustem” – oświadczyła pani Heely, posuwając się do przodu i
docierając do Linusa w sposób, po którym nie sposób było źle zrozumieć, czego
chciała.
Linus
nie zrozumiał tego źle. Pochylił córkę, a pani Heely natychmiast ją odebrała.
Wzięła
ją za rękę i poprowadziła ją po schodach z salonu, które prowadziły na tyły
domu i do dużej, otwartej kuchni, mówiąc - „My, dziewczyny, musimy trzymać się
razem, Candy. A teraz chodźmy pomóc mamie przy kolacji”.
„W
porządku, mamo Heely” – odparła Candace.
„To
moja wskazówka” – mruknęła Kamryn i spojrzał na nią.
„Tak
się cieszę, że tu jesteś, Carson.
Pokiwał
głową.
Weszła
do domu.
„Kumpel”
- zawołał Linus - „Piwo”.
„Tak”
– odpowiedział Joker i podszedł do niego, myśląc, że następnym razem
przyprowadzi Carissę i Travisa.
To
będzie po tym, jak powie jej, że jest Carsonem i będzie mógł przestać się
obijać i dać jej wszystko, żeby wiedziała, co dostaje, jakim jest mężczyzną,
jak stał się tym mężczyzną.
A
potem zobaczyliby.
*****
Po
kolacji z przyjaciółmi Joker wchodził do Kompleksu, gdy zadzwonił jego telefon.
Spojrzał
w prawo, zobaczył kilku swoich braci spędzających czas przy piwie, kieliszkach
i butelce wódki. Udał się w tamtą stronę, wyciągając telefon.
„Piwo
czy szot?” - zawołał Rush.
„Piwo”
– mruknął Joker, patrząc na swój telefon.
Nie
wiedział, dlaczego odebrał telefon. Nie chciał z nim rozmawiać i nie miał już
powodu, by z nim rozmawiać.
Ale
w końcu był zadowolony, że to zrobił, nawet jeśli był to początek niepewnego
końca.
Zaczęło
się od tego, że przyłożył telefon do ucha i powiedział - „Nie ma powodu, abyś
do mnie dzwonił”.
Na
co Monk odpowiedział - „Mam moich wojowników, piwnicę pełną krwiożerczych
sukinsynów i zakłady na moją główną walkę. Główną walkę, którego tyłka tu nie
ma”.
„Powiedziałem
ci, kiedy pisałeś do mnie kilka dni temu, Monk, że nie będzie mnie tam”.
Powiedział
to Monkowi. Dostał wiadomość od niego o następnej walce w dniu, w którym
postanowił podjąć grę z Carissą.
Pieniądze,
które zarobił na walkach, były dobre. Wystarczająco dobre, że miał duże
oszczędności i mógł kupić pickupa za gotówkę, nie robiąc w nich żadnej wyrwy.
Ale
płacili mu także część brata Ride, co nie uczyniłoby go milionerem, ale było to
znaczne. Nie musiał już walczyć.
Nie
wspominając o tym, że każdy dobry wojownik wiedział, kiedy przestać. Gołe
pięści, jeśli będzie miał szczęście, może mieć w sobie jeszcze kilka lat. Ale
jeśli miał w swoim życiu taką kobietę jak Carissa, nie miał prawa brać tych
ciosów.
„Nie
możesz tak po prostu wyjść” – odparł Monk, gdy Joker zatrzymał się przy swoich
braciach przy barze.
„Pieprz
mnie. Przepraszam. Podpisaliśmy umowę i zapomniałem?” - zapytał.
„Nie,
Joke, ale jesteś moim głównym pieprzonym faworytem. Nie możesz tak po prostu
się wycofać” – odparł Monk.
To
było kłamstwo. Monk miał dwa potwory, które zawsze walczyły po Jokerze. Grali
ten tłum jak zawodowcy, robiąc totalną rzeź.
A
Joker nigdy nie poddał walki, o co Monk wielokrotnie prosił, aby obaj mogli na
tym zarobić. To oznaczało, że Joker był pewny. Od wejścia na tor w Denver był
niepokonany.
Więc
nie był w pobliżu głównej walki Monka. Był wojownikiem, którego ludzie lubili
oglądać, obstawiać i wygrywać, a Monk to znosił, ponieważ wygrali z Jokerem,
więc mieli pieniądze na zakłady na potwory, które pojawiały się po nim, walki,
na których mogli stracić gotówkę.
„Mogę.
Zrobiłem. Gotowe” – odpowiedział Joker.
„Pieprz
mnie. Cipka”.
Joker
poczuł, jak wyprostował mu się kręgosłup.
„Powtórz?”
– wyszeptał.
„Wszyscy.
Cipki Chaosu. I to nie jest niespodzianka. Wszyscy to mówią. Twój przywódca i
jego porucznicy są tak biczowani przez swoje suki, tak długo prowadzeni za
kutasy, że aż dziw, że mają jeszcze jakieś kutasy. Jak jesz wystarczająco dużo
cipki, pieprzysz wystarczająco dużo cipki, stajesz
się cipką. To właśnie stało się z
Chaosem. Chaos to cipka”.
„W
porządku” - powiedział powoli Joker, czując, jak atmosfera w pokoju zmieniła
się, gdy jego bracia poczuli od niego fale gniewu - „Masz pięć sekund, aby
zapewnić mnie, że nie tylko usłyszałem tego, co właśnie usłyszałem”.
„Słyszałeś
mnie” - syknął Monk - „Już cię obstawiałem, skurwysynu. Zostawiasz mnie spłukanego
do suchej nitki, to… po prostu… cipka”.
Joker
rozłączył się i zwrócił uwagę na towarzyszących mu mężczyzn.
Rush,
Ogar, Roscoe, Boz.
„Co
to, do cholery, było?” – zapytał Roscoe.
Joker
powiedział im, kończąc - „Monk ma trzech bramkarzy i faceta, który zajmuje się
pieniędzmi. Potrafią spieprzyć mężczyznę, indywidualnie i zbiorowo. Wiedząc o
tym, kto ma ochotę na przejażdżkę?”
Jokera
nie zdziwiło, że każdy mężczyzna miał ochotę wsiąść na swój motocykl.
I
wszyscy to zrobili.
*****
Wydawałoby
się, że Joker zamierzał dać ostatni koncert Monkowi i jego żądnej krwi ekipie.
Po
prostu nie był to program, którego chciał Monk.
Hound
zdjął dwóch bramkarzy, zanim weszli na półtora metra do sali, torując Jokerowi
drogę do bezpośredniego połączenia z Monkiem.
Rush
zdjął trzeciego bramkarza.
Boz
ostrzem noża powstrzymywał człowieka od pieniędzy.
A
Joker pochylił się nad Monkiem, który już dawno stracił nogi, trzymając go za
kołnierz i wbijając pięścią w zakrwawioną, nabrzmiałą skórę twarzy.
Zanim
Monk padł, Joker zatrzymał się, szarpnął go na cal od jego twarzy i zażądał -
„Powiedz mi jeszcze raz, że Chaos to cipka”.
„J-Jo…”
Joker
ponownie go uderzył.
Monk
wydał wilgotny dźwięk, który brzmiał, jakby dochodził z jego nosa i gardła.
Odwrócił
go i rozkazał - „Powiedz mi jeszcze raz, skurwysynu. Powiedz to. Chaos to
cipka”.
Monk
potrząsnął głową.
„Dobrze”
– splunął Joker - „Teraz jesteś popieprzony, bo miałem dobrą noc, siedziałem, piłem
kilka piw z moimi chłopcami, a twoje bzdury wsadziły mnie na motocykl, więc nie
mogłem tego zrobić. Ale to, co powiedziałeś, to coś innego. Chodzi o Chaos, nie
o mnie. A to oznacza długotrwałą zemstę”.
Kolejny
wilgotny dźwięk Monka, pełen strachu, gdy próbował się odsunąć.
Joker
potrząsnął nim zaciekle, a następnie trzymał go nieruchomo i stwierdził - „Valenzuela
nie rządzi tą walką i nie „bo kazałeś mi walczyć”. Nie jest gotowy na swoją
rundę z Chaosem, więc trzymał się z dala. Teraz dowie się, że w tej walce nie
ma Chaosu. Co to będzie dla ciebie oznaczać?”
Kolejny
dźwięk strachu a po tym - „Nie, Joke, on…”
Joker
uciął mu - „Paplałeś. Dałem ci szansę, żeby cofnąć to gówno. Nie cofnąłeś.
Teraz płacisz”.
„Ja-ja
opłacę się Chaosowi” - zaoferował szybko Monk - „Kupię pokój”.
„Podzielę
się tym z Tackiem. Jak skończy jeść cipkę swojej kobiety, przynosi to do Klubu,
odezwiemy się do ciebie” – odgryzł się Joker, cofnął się i wymierzył potężny
cios, który dawał mu wygrane wiele razy w przeszłości.
Na
człowieka takiego jak Monk, to go zniszczyło.
I
jego teraz złamaną kość policzkową.
Odpadł.
Joker
upuścił go i wyprostował się, odwracając się do Rusha, który rozmawiał z jedynym
stojącym mężczyzną Monka - „Jak nie podkreśliliśmy naszego oświadczenia i
rozważycie zwrot, pomyśl jeszcze raz. Nie wymyślisz właściwej odpowiedzi i zobaczymy
cię, kiedy nie zechcemy cię widzieć, gówno będzie brzydkie”.
Facet
rozejrzał się po czterech mężczyznach leżących na podłodze, z których tylko
jeden jęczał i próbował się podepchnąć, dwóch miało rany kłute od noża Hound’a
i jęczało, ale nie próbowało się podnieść, i to nie zajęło mu wiele, by obserwujący
wiedział, że uważał gówno za już brzydkie.
Ich
przesłanie zostało przekazane, Roscoe stwierdził - „Jedźmy”.
Wszyscy
się wyprowadzili i, chociaż tłum przycisnął się blisko, nie tracili czasu na
usuwanie się z drogi.
Byli
przy swoich motocyklach, kiedy Joker spojrzał na Boz’a – „Chcesz, żebym zadzwonił
do Tacka?”
„Jestem
na tym” - odpowiedział Boz.
Joker
skinął głową.
Wsiedli.
Potem
Chaos ruszył.
*****
Tack
W
ciemności Tack siedział na skraju łóżka swojego i Rudej, rozmawiając przez
telefon.
„Nie.
Wszystko dobrze. Ale chcę, żeby bracia zebrali się rano”.
„Masz
to, stary” - odparł Boz - „Później”.
„Tak,
później” – powiedział Tack, odjął telefon od ucha, nacisnął guzik i rzucił go
na stolik nocny.
Następnie
przesunął palcami jednej ręki przez włosy, a zaraz potem drugą ręką i opuścił
obie z tyłu szyi, kładąc łokcie na kolanach.
Chaos to cipka.
Tego
nie mogli znieść.
Poczuł,
jak Tyra przesunęła dłoń z jego krzyża w górę kręgosłupa, zanim wyczuł jej
pozycję na kolanach, te kolana były rozciągnięte, wewnętrzna strona ud
przyciśnięta do jego bioder. Poczuł, jak jej przód oparł się o jego plecy, gdy
jej usta dotknęły jego dłoni na jego szyi.
„Porozmawiaj
ze mną” – szepnęła - „Wszystko w porządku?”
„Tak”
- odpowiedział i to nie było kłamstwo.
Było.
Na
razie.
Jego
bracia wysłali wiadomość. Poprawną. I nie pieprzyli się, robiąc to.
Ale
to nie wystarczyło.
Nadszedł
czas.
A
on tego, kurwa, nienawidził.
Jutro
omówią, co się stało, co zostało powiedziane, co zostało zrobione i co będą
robić.
Nowa
wiadomość Tacka byłaby skierowana do każdego, kto pomyślałby o tym gównie.
Byłaby
również do Valenzueli.
Chaos
zagarniał więcej terytorium. Zamierzali je posprzątać. Zamierzali je
zabezpieczyć.
Gdy
Klub zagłosuje, Chaos nie będzie już znajdował się pięć mil wokół Ride.
Będzie
dziesięć.
Valenzuela
zajmował mocne pozycje na północy, wschodzie i zachodzie.
Zemści
się.
Ale
nadszedł czas.
Klub
się spotka, a potem Tack usiądzie z Hawkiem, Brock’iem i Mitch’em. Mitch zeświruje.
Lawson nie był prostą strzałą, ale był tak prosty, jak oni. Tack i Brock
pracowali nad tym, aby położyć kres Valenzueli, co nie oznaczałoby krwi, ale
oznaczałoby karę więzienia, rozmontowując operacje Valenzueli w sposób, który
by go zdziesiątkował.
Ale
to gówno wymagało czasu.
Najwyraźniej
za dużo czasu.
„Kane,
trochę mnie przerażasz”.
Podniósł
się i przekręcił, opuszczając ręce i owijając palce wokół jej uda.
„Chłopcy
mieli dziś trochę kłopotów, zneutralizowali to. Nie są zadowoleni z kłopotów,
jakie mieli, ale zajęli się interesami” – powiedział jej - „Ale Ruda, musisz
wiedzieć, coś się dzieje. Nigdy nie było sposobu, aby temu zapobiec, ale
nadszedł czas, abyśmy wyruszyli, by się z nim zmierzyć. A to, co nadchodzi,
musisz się przygotować”.
„Kochanie”
– szepnęła, przesuwając dłoń wokół jego boku do jego brzucha.
„Wszystko
będzie dobrze” – obiecał.
„Wiem,
że tak będzie” - odpowiedziała.
Zero
wahania.
Po
prostu wiem, że tak będzie.
To
była jego żona. Matka dwóch jego synów.
Jego
wymarzona kobieta.
Odchylił
głowę do tyłu i nie musiał robić więcej.
Dała
mu usta.
Obrócił
się dalej, by zabrać ją z powrotem na łóżko.
Potem
dała mu wszystko inne.
Dziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń