niedziela, 21 sierpnia 2022

12 - Chaos to cipka

 

Rozdział 12

Chaos to cipka

Joker

 

 

Następnego ranka Joker stał przy umywalce w małej łazience, która była przyłączona do jego pokoju w Kompleksie i patrzył na siebie w lustrze.

Spieprzył sprawę, a jeśli szybko tego nie załatwi, wiedział, że będzie wypieprzony.

Nie było wątpliwości, że Carissa go lubiła. Nie było wątpliwości, że to, co mieli, zmierzało dokądś, a to dlatego, że nie było wątpliwości, że on tam to zabierze.

Problem polegał na tym, że żeby to mógł zrobić, ona musiała w końcu znać jego imię.

Wtedy pozna jego.

Nie lubił myśleć o tym, co będzie, jak to gówno się wydarzy.

I wiedział, że go rozpoznała, podobnie jak jej były.

Nieraz widział, jak przyglądała mu się w sposób, w którym nie tylko patrzyła na niego. W pewnym sensie musiał ukrywać to gówno, odrywać od tego jej myśli, odciągnąć ją od uświadomienia sobie, że byłoby to niewygodne dla nich obojga.

W sposób, po którym wina po części spoczywała teraz na nim.

To Joker udawał, że nie znał jej imienia. To Joker wiedział, że broda, włosy, masa, życie, które prowadził, łatwość, jaką jej dawał, nie było Carsonem Steele, którego kiedyś na wpół znała z liceum. To Joker celowo prowadził ją do spotkania z Jokerem, a nie Carsonem Steele. To Joker wiedział, że ma to, by jej to dać. To był Joker, który wiedział, że powinien.

Więc to Joker pogrywał.

Carissa tego nie robiła.

Gdyby to był on, gdyby to jego jakaś suka tak pograła, odszedłby i nie oglądał się za siebie.

Ale Carissa była stabilna.

To było walnięte, ale po tym wszystkim, co jej się przydarzyło, miała to w garści, toczyło się.

W jej lodówce ani szafkach nie było niczego z etykietą marki, nawet pieprzonego ketchupu, a jej to nie obchodziło.

Nie wspominając o tym, że miała dziecko, to było jej pierwsze dziecko, ale radziła sobie z nim i ponosiła odpowiedzialność za posiadanie go nie tak, jakby było jej pierwszym, ale jej piątym.

I jak pamiętał, w przeciwieństwie do jej przyjaciółek, jeszcze w liceum nie tarzała się w forsie, ale jej rodzinie było wygodnie.

Miała ładne ubrania. Do szkoły jeździła używanym, ale przyzwoitym samochodem. Wydawało się, że niczego jej nie brakuje.

Teraz nie było nawet blisko do tego samego.

Wreszcie, jej były pochodził z rodziny, która miała dużo i nadal wyglądał, jakby był daleki od cierpienia. Ale Carissa mieszkała w porąbanym mieszkaniu z głównie gównem w lodówce i rzeczami dookoła, które przypominały jej o jej nieudanym małżeństwie i wszystkim, co straciła, a wydawało się, że to ją gówno obchodziło.

Liczył się dla niej jej syn. Nie jadł byle czego.

Nie nosił tanich ubrań.

I to było wszystko, czego potrzebowała.

Więc może, gdyby mogła tak łatwo toczyć się z tym wszystkim, co jej się przydarzyło, gdyby Joker wyjaśnił, to by to zrozumiała, a on by jej nie stracił.

Po prostu nie miał pieprzonego pojęcia, jak jej to powiedzieć.

„Joke?”

Spojrzał w stronę drzwi, a potem podszedł do nich i zobaczył High’a stojącego w jego pokoju.

„Yo”.

High podniósł brodę i zapytał - „Heidi skontaktowała się z tobą?”

Joker potrząsnął głową - „Nie”.

„Kurwa” – mruknął High.

Odejście Heidi oznaczało, że Klub był niespokojny. Kobieta nie dawała im wiele, ale przynajmniej mieli wskazówkę, na czym skupiała się uwaga Valenzueli. Teraz tego nie mieli.

„Hop chce jedną przekabacić” – powiedział Joker.

„Tak. On rozmawiał z jedną i odmówiła” – poinformował go High – „Musi być ostrożny. Im bardziej się zbliża, tym bardziej otwiera się przed jedną z nich, może dać to Valenzueli”.

Joker nie miał odpowiedzi, bo to, co powiedział High, było prawdą.

„Wkurza mnie, że przekazujemy pieniądze tym dziwkom, dają nam cień nad kutasem, a chmura pozostaje” – mruknął High.

„Musimy być aktywni z tym gównem”.

High nie był w pełni zgodny ze zmianą kierunku przez Tacka w Klubie. Ale potem wszyscy nauczyli się na własnej skórze z ekstremalnym gównem, które spotkało Cherry lata temu, że muszą skupić się na wspieraniu się nawzajem, a nie na walce w szeregach.

To nie znaczyło, że High był typem mężczyzny, który wolał siedzieć z kciukiem w tyłku.

„W końcu to się rozegra w ten czy inny sposób, bracie” – powiedział mu Joker.

„Tak, i byłoby dobrze, gdyby to się stało teraz, a nie wtedy, gdy będę musiał wbić nóż w żołnierza Valenzueli, robiąc to z mojego wózka inwalidzkiego w domu opieki”.

Joker uśmiechnął się do niego.

Głowa High drgnęła, gdy to złapał.

Potem skrzyżował ręce na piersi i zapytał - „Rzeczy są dobre z twoim Motylkiem?”

Joker oparł się o futrynę i patrzył - „W większości”.

„Nie wpuszcza cię w majtki?” - zapytał High.

Joker prawie się roześmiał.

Nigdy w życiu nie sądził, że znajdzie się w sytuacji, w której będzie hamował gorący, mały kawałek, zwłaszcza, że ten kawałek to Carissa.

Ale był.

Nie podzielił się tym z High’em.

Powiedział po prostu - „To nie to”.

„Co to jest?”

„Chodziliśmy razem do liceum. Znaliśmy się. Teraz ona mnie nie pamięta” – powiedział mu Joker.

„Dostałem tę część historii od Rusha” – odpowiedział High.

„Nie oświeciłem jej”.

High skinął głową, kiedy zauważył - „Dostałem też od Rusha, że ona cię lubi”.

„Lubi, ale bracie, jestem za nią w sposób, który utrzyma się przez dłuższą chwilę. Musi mnie poznać. Jakby kobieta rozegrała ten scenariusz tak, jak ja z Carrie, zobaczyłaby moje plecy”.

Skupienie High na nim pogłębiło się - „Rozumiem twój punkt widzenia”.

„Muszę przyznać się do prawdy. Po prostu nie wiem jak”.

„Masz na myśli, że nie wiesz jak, nie wkurzając jej tak, żeby odeszła”.

Joker skinął głową - „To miałem na myśli”.

„Oto, co wiem, Joke” – powiedział High, a jego nagła zmiana tonu sprawiła, że Joker zebrał się w sobie - „Musisz być takim mężczyzną, jakim jesteś. Nie możesz być niczym innym. A ona musi poznać mężczyznę, którym jesteś i go pragnąć, nic więcej. Aby dać jej szansę na zrobienie tego, nie możesz powstrzymać tego, kim jesteś. Nic z tego. A potem wszystko będzie zależało od niej. Jak chce mężczyzny, którym jesteś, z popieprzeniem i tak dalej, będzie się trzymała. Jak nie, ty jej nie chcesz”.

Joker spasował swój ton, kiedy zwierzył się - „Pragnąłem jej od liceum”.

„Dlaczego, bo ma świetny tyłek?” - High odpalił z powrotem.

Joker poczuł, jak zaciska mu się szczęka i przez zęby odpowiedział - „Nawet blisko”.

„W takim razie wyspowiadaj się” – odparł High - „Wyczytałeś coś w tej kobiecie, że to ona jest dla ciebie. Widziałeś to w niej od dawna. Może ci to utrudni, ale jeśli jest tą dziewczyną, a ty jesteś dla niej tak, jak ona dla ciebie, to będzie to wybojem na drodze, ale potem będziesz jechać spokojnie”.

„Tak, ja, ona i jej były, który nagle jest zainteresowany ponownym połączeniem” – mruknął Joker.

„Teraz to gówno jest twoje” – oświadczył High, unosząc rękę i dźgając palcem w stronę Jokera – „Mówi się, że wyrządził jej krzywdę w sposób, w jaki nie robi mężczyzna. Dbasz o swoje dzieci, nawet jeśli twoja była jest suką i musisz to zrobić wbrew niej. Jesz to gówno dla swoich dzieci. Jego ex nie jest suką, a on liże cipkę modelki i wyżyma mamę swojego dziecka do suchej nitki. Jej były nie jest mężczyzną, nie będziesz miał problemu z pokonaniem go, ale trzeba to zrobić”.

„Carissa nie jest typem dziewczyny, która lubiłaby sposób, w jaki motocyklista ustaliłby swoją rację, sikając po swojej grządce” – zauważył Joker.

„Nie o to mi chodzi” – odpowiedział High - „Chodzi mi o to, że wiele kobiet nie chce mieć wiotkiego kutasa w swoim łóżku, bez względu na to, w jaki sposób przychodzi ten wiotki kutas, on się w nim tarza w forsie czy cokolwiek. Ty nie jesteś tym mężczyzną. Widzi to, zniesie go, bo jej dzieciak dzieli jego krew, ale to wszystko, czym dla niej będzie. Jak ty będziesz mężczyzną dla niej i jej dziecka, będziesz resztą”.

Miał nadzieję, kurwa, że High miał rację. O tym wszystkim.

Zadzwonił telefon w tylnej kieszeni, a kiedy to się stało, High zapytał - „Wszystko dobrze?”

Tak było. To było to.

Jego braterstwo.

Właśnie dlatego dołączył. To było to, czego chciał.

Po prostu do niedawna nie wykorzystywał wszystkiego, co mogli dać.

Kolejne popieprzenie, którego już nie popełni.

„Dobrze, High. Dzięki, bracie” – mruknął Joker, wyciągając telefon z dżinsów.

„Dobrze, więc później” – odparł High i wyszedł.

Joker spojrzał na swój telefon, odebrał telefon i przyłożył go do ucha.

„Tack”.

„Hej, Joke. Lee dzwonił. Zamknął sprawę twojego Robinsona”.

Joker podszedł do swojej komody, gdzie znajdowała się teraz miska z jego drobnymi. Bilonem, który kiedyś był porozrzucany wszędzie, nawet na podłodze.

Uśmiechnął się i odpowiedział - „Co ci dał?”

„Nauczyciel, jak powiedziałeś, że był wcześniej. Liceum w Highlands Ranch. Zatrudniony. Żonaty. Płaci podatki. Pięć lat jego obecnego kredytu hipotecznego…”

Joker mu przerwał - „Domyślam się, że Nightingale był dokładny, ale nie muszę znać tego gówna”.

„Wskaż mi. Czego potrzebujesz?” - zapytał Tack.

„Ma rodzinę?”

„Żonaty. Raz i wciąż. Od jedenastu lat” - powiedział mu Tack.

„Bez dzieci?”

„Lee nie wspomniał o dzieciach”.

„Zadzwonię do Lee”.

Nastąpiła pauza przed - „Łapię”.

„I Tack?”

„Tak”.

„Dzięki” – mruknął, chwytając portfel i wkładając go do tylnej kieszeni, przypinając łańcuszek na pasek.

„Cokolwiek, Joke” – mruknął Tack i rozłączył się.

Joker podniósł klucze, wrzucił kurtkę na ramiona i podszedł do drzwi, ponownie skupiając uwagę na telefonie, a kciukiem na kontakcie do Nightingale’a.

Słuchał dzwonków na tyle długo, że pomyślał, że dostanie pocztę głosową, zanim Lee odpowie - „Joke”.

„Lee. Dzwonię do dalszych działań w sprawie Robinsona” – powiedział mu Joker.

„Czego potrzebujesz?” – zapytał Lee.

„Ma dzieci?”

„Nie”.

Kurwa.

„Jak dokładny byłeś?” - Joker pchnął.

„Jak dokładni jesteśmy zwykle?”

Miał wszystko.

„Wiem, że on i jego żona stracili dziecko osiem lat temu. Chcę wiedzieć, dokąd to doprowadziło”.

„Nadal są małżeństwem”.

„Potrzebuję więcej, Lee” – powiedział cicho Joker. Po przejściu przez budynek przepychał się przez frontowe drzwi do Kompleksu.

„Zostawiłem sobie na tyle, by zgłosić do Tacka. Nie znam szczegółów akt. Jestem poza biurem. Poczekaj, połączę z Shirleen”.

Shirleen była recepcjonistką Nightingale’a i Shirleen była kiedyś połową budzącego grozę zespołu cioci i siostrzeńca, który handlował narkotykami w Denver. Shirleen i jej siostrzeniec, którzy przed laty wyszli z tego gówna, otworzyli je, by Valenzuela siał spustoszenie.

Niezależnie od konsekwencji, Shirleen potrzebowała kul, ogromnych, żeby to zrobić. Poznał ją. Lubił ją. Z tego powodu i dlatego, że była cholernie przezabawna, mówiła, jak to było, i była zimną jak lód dilerką narkotyków, która ukrywała złote serce, serce, któremu teraz pozwalała świecić, nie można było jej nie lubić.

Nagle wtrąciła się Shirleen - „Lepiej, żeby to było dobre. Moje paznokcie są mokre.”

„Shirleen. Mam Jokera na linii. Musisz wyciągnąć akta Robinsona” – rozkazał Lee.

„Masz szczęście, klikając moją myszką, nie zepsuję mojego nowego manicure” – mruknęła.

Joker zatrzymał się przy swoim motocyklu i uśmiechnął do swoich butów.

„Akta otwarte, potrzebuję wskazówek” – stwierdziła Shirleen.

„Dokumentacja medyczna. Żona” – powiedział jej Lee.

„Czego szukam?” zapytała.

„Dzieci” – powiedział jej Joker.

„Już przeskanowałem akta, synu. Mężczyzna nie ma dzieci” – potwierdziła niepotrzebnie Shirleen.

„Próby ich zdobycia” – wyjaśnił Joker.

„Oh. Racja. Czekaj”.

Joker czekał.

Lee czekał.

Shirleen wróciła - „Trzy poronienia. Urodzony martwy, który łamie mi serce. Kolejne poronienie. Więcej złamanego serca Shirleen. Wygląda na to, że po tym się poddali. Czekaj ponownie”.

Joker czekał, ale robił to, czując ściskanie całej klatki piersiowej.

„Kolejny plik. Luke właśnie dodał to dziś rano” – powiedziała Shirleen - „Adoptowali. Mama szybko się zdecydowała, wzięła ich pieniądze, aby utrzymać się w dobrym stanie podczas ciąży. Przekazali im dziecko, mieli go dziesięć dni, a ona zmieniła zdanie. Skanuję, jak mówię, ale to, co widzę, wydawało się, że dziewczyna jest pełnoletnia. Była młoda i przestraszona. Jedno spojrzenie na dziecko, a zmieniła zdanie. Jej przywilej. Wciąż łamie mi serce po raz kolejny dla twojego faceta i jego kobiety”.

„Jezu Chryste” – syknął Joker.

„Tego właśnie potrzebowałeś?” - Lee dołączył.

To było to. Ale to nie było tak, że tego chciał.

„Tak”.

„Zechcesz się z nami podzielić, dlaczego chciałeś to gówno na tego faceta?” – zapytał Lee, a Joker wiedział, że to nie była prośba. Wiedział też, że Lee nie lubił dzielić się szczegółowymi informacjami o człowieku, który był dobry na papierze, z przypadkowym, ciekawskim motocyklistą.

„Był moim nauczycielem w liceum. Troszczył się o mnie. Ostatni raz widziałem go w szpitalu po tym, jak jego żona straciła martwe dziecko. Chcę się ponownie połączyć, chciałem się upewnić, że był dobry, zanim to zrobiłem”.

„Cóż, domyślam się, że nie jest” - powiedziała Shirleen.

Joker wpatrywał się w swój motocykl, jednocześnie poruszając ustami, gdy ta myśl przyszła mu do głowy - „Zapłacę, będę winien przysługę, gówno to obchodzi, ale potrzebuję ciebie i twoich chłopców na innym”.

„To by było?” – zapytał Lee.

„Dziwka. O imieniu Heidi. Nazwisko Smith, co oznacza, że jej nazwisko nie brzmi Smith. Była w stajni Valenzueli. Zniknęła kilka dni temu. Muszę ją znaleźć”.

„To przez Tacka?” – zapytał ostrożnie Lee.

Zapytał ostrożnie, bo wiedział, że Klub miał problemy z Valenzuelą. Wiedział też, że Tack i jego bracia pracowali nad tym razem z załogą braci Tacka spoza Klubu. Mianowicie Hawkiem i dwoma gliniarzami o nazwiskach Mitch Lawson i Brock Lucas. Chłopcy Nightingale’a nie byli w tym, a Joker wiedział po tym, jak zadał to pytanie, że Lee nie chciał, aby byli.

„To ja” – odpowiedział Joker.

„Musisz mi wyjaśnić, stary” – powiedział mu Lee, więc Joker wyjaśnił.

„Heidi Smith zniknęła kilka dni temu, bo dała się zapłodnić, Valenzuela by ją poturbował, gdyby wiedział, a ona chce być zdrowa i szuka kupca dla swojego dziecka”.

„Och, Panie” – wydyszała Shirleen.

Lee nic nie powiedział.

„Weźmiesz się na to?” - podpowiedział Joker.

„Rozumiem cię, Joke” – powiedział cicho Lee - „Mówi dużo o tobie, co zamierzasz zrobić dla tego mężczyzny. Ale on i jego żona przeszli przez piekło. Nie potrzebują prostytutki szukającej wypłaty i pieprzenia się z ich życiem”.

„Jakaś młoda dziewczyna może zmienić zdanie po jednym spojrzeniu na swoje dziecko, Lee, ale czy myślisz, że taka suka jak Heidi zabrałaby Chaos na przejażdżkę?”

Lee zamilkł na chwilę, zanim powiedział - „Łapię cię”.

„Znajdziesz ją?”

„Kurwa, tak, znajdziemy ją” – zgodziła się Shirleen za Lee.

„Jezu” – mruknął Lee.

„Dam to Luke’owi. Nie, Vance’owi. Nieważne. Jesteśmy na tym” – oświadczyła Shirleen.

„Słyszałeś ją” – dodał Lee z bólem.

„Miej oko, wyślij mi fakturę. Lub zaakceptuj przysługę. Cokolwiek, to ja to spłacę” – powiedział im Joker.

„Dogadamy się” – odparł Lee.

„Racja. Świetnie. Dziękuję” - Joker przerzucił nogę przez motocykl i skończył - „Później”.

Dostał ich później, rozłączył się i już miał włożyć telefon do tylnej kieszeni, kiedy zadzwonił mu w dłoni.

Przyniósł go z powrotem, spojrzał na ekran i uśmiechnął się do uchwytu motocykla.

Przyłożył go do ucha - „Yo, Motylku”.

„Hej, Joker” – odpowiedziała Carissa, ale jej głos brzmiał dziwnie.

„Wszystko okej?” – zapytał.

„Uh… Właśnie dostałam telefon od Angie”.

Kurwa.

„Twój były?” – zapytał, kiedy nie kontynuowała.

„Nie, chociaż powiedziała, że adwokat Aarona skontaktował się z nią, aby umówić spotkanie”.

„Zamierzasz to wziąć

„Angie radzi, że powinnam. Przetestować wody. Więc ona to umówi”.

Nie powiedziała nic więcej.

„W porządku, w takim razie w czym problem?” - zapytał.

„Cóż, powiedziała mi również, że skontaktowała się z właścicielem mojego mieszkania i zażądała, aby przefaksowała jej kopię mojej umowy najmu”.

Dobrze.

Joker zadzwonił do asystentki Angie dzień wcześniej. Cieszył się, że nie zwlekała.

„I?” - Joker pchnął.

„„Cóż, nie miałam czasu, aby wygrzebać umowę najmu, ale Angie rzuciła na to okiem. Najwyraźniej moja pamięć nie jest wadliwa i miałam rację. Okres wymówienia to tylko tydzień”.

Pieprzone dzięki.

„Następnie zadzwoniła do niego, aby zapytać, dlaczego przekazał mi błędne informacje” – kontynuowała - „Powiedział jej, że warunki umowy uległy zmianie i zostałam o tym poinformowany na piśmie. Poprosiła o podpisaną przeze mnie akceptację tej zmiany, a kiedy powiedział, że ma problem z jej zlokalizowaniem, powiedziała mu, że wyprowadzam się pod koniec miesiąca. Wyjaśniła również, że będę mieć dowód fotograficzny potwierdzający stan, w jakim opuściłam mieszkanie, a jeśli będzie jakiś problem ze zwrotem mojego depozytu, zobaczę go po raz ostatni. W sądzie”.

Joker też się z tego cieszył, ale cieszył się ostrożnie, bo nie mógł odczytać jej tonu.

Zapytał więc - „To jest dobre, mam rację?”

„Biorąc pod uwagę, że szykowałam się do przyjęcia miażdżącego ciosu, czyli, że musiałabym poinformować Tyrę i Tacka, że powinni wprowadzić swoje miejsce na rynek, bo uważałam, że to byłoby niesprawiedliwe, żeby musieli czekać miesiąc bez czynszu, a ja nie mogłam dać im miesięcznego czynszu i płacić za to miejsce, tak. To jest dobre”.

Joker wyłożył to - „Nie jestem pewien, czy od ciebie czytam, że to dobre, Carrie”.

„W takim razie mnie nie czytasz” – odpowiedziała cicho – „To byłeś ty”.

„Tak było” – potwierdził, wciąż ostrożny.

„Troszczysz się o Travisa i mnie”.

Joker nic nie powiedział, bo w końcu zrozumiał, co od niej czytał.

Jesteś mężczyzną dla niej i jej dziecka, będziesz resztą.

Tak. High miał rację.

Carissa kontynuowała - „Nie wiem, czy płakać, czy kręcić fikołki, ale nie mogę tego zrobić, bo jestem w pracy i nie mogę zepsuć tuszu do rzęs, ponieważ nie zabrałam ze sobą tubki, a oni mogą się na mnie wściekać, ponieważ jestem prawie pewna, że fikołki są naruszeniem zdrowia i bezpieczeństwa”.

„To nie jest taka wielka sprawa. Rozumiem, że właściciel twojego mieszkania chciał cię zabrać na przejażdżkę. Nie zrobił tego. Prawdopodobnie w końcu spojrzałabyś na swoją umowę najmu i zakwestionowałabyś to. To byłby ból głowy, ale mój Motylek nie przyjmuje gówna. Dostałabyś się mu w twarz. Tylko oszczędziłem ci tych kłopotów, Carrie”.

„Oszczędziłeś” – zgodziła się - „Doceniam to i nie wiem, jak wyrazić to uznanie”.

Wiedział, jak mogła to zrobić, ale to poczeka, aż wyjdą na randkę w przyszłym tygodniu.

„Mogłabym umyć twój motocykl” – zaproponowała.

„Jedyną rzeczą, którą możesz zrobić z tym motocyklem, jest to, że posadzę na nim twój tyłek. Nie myjesz tego. Również nie płacisz. Nie jest to konieczne. Jest nowe to między nami, ale jeśli chcemy zrobić to dobrze, tak zaczynamy, Carissa. Jesteś w sytuacji, w której muszę się o ciebie zadbać. Jak wyjdziemy poza nowe, nadejdzie czas, gdy oddasz przysługę. Po prostu tak jest. Tocz się z tym”.

To mu nic nie dało.

Więc zawołał - „Carrie?”

„Chcę znowu płakać i kręcić fikołki” - powiedziała mu z zatkanym nosem.

Uśmiechnął się i nic nie powiedział.

Usłyszał, jak odchrząknęła, zanim kontynuowała – „To wszystkie dobre wieści. Zła wiadomość jest taka, że straciłam ważne dni pakowania, więc muszę się do tego od razu zabrać. A do tego mamy dwóch kasjerów z grypą. Sharon potrzebuje, żebym jutro wzięła zmianę”.

Nie chciał, żeby jutro brała zmianę. Chciał spędzić kolejny dzień z nią i jej chłopcem, tym razem pakując pudła.

Ale pomyślał, że potrzebowała tej zmiany. Prawdopodobnie dostawała zapłatę, ale więcej było lepsze niż mniej, nawet jeśli było to praktycznie nic.

„Racja. Jutro kolacja i ja pomagający ci spakować pudła?”

„Tak” – powiedziała cicho.

Ona tego chciała.

Kurwa, tak.

„Przyniosę gówno i ugotuję”.

„Mam nadzieję, że nie będziesz gotować gówna”.

Zaczął chichotać, słysząc pierwsze przekleństwo, jakie kiedykolwiek od niej usłyszał.

„To będzie niezłe gówno” - powiedział przez śmiech.

„Nieważne” – powiedziała, brzmiąc na rozbawioną.

„Dobrze, Motylku. Przytul ode mnie Travisa, tak?”

Miękkie, ciche - „Tak, skarbie”.

Skarbie.

Żadna starsza pani nie nazywała swojego staruszka skarbie.

Jokerowi pieprzenie podobało się to od Carrie.

„Racja, jutro” – powiedział.

„Jutro, Joker. Nie mogę się doczekać”.

A on, kurwa, uwielbiał to, że mu to dała. Bez ściemy.

Nie mogła się doczekać i mówiła mu to.

Podzielił się swoimi odczuciami, ściszając głos, kiedy powiedział - „Później, mała”.

„Pa”.

Poczekał, aż się rozłączyła, zanim schował telefon do tylnej kieszeni, uruchomił motocykl, cofnął go i wystartował.

*****

„Miałam nadzieję, że odwiedzisz fryzjera, zanim pojawisz się na rodzinną kolację” - powiedziała pani Heely po tym, jak żona Linusa, Kamryn, otworzyła drzwi do ich domu i Joker wszedł.

„Myślę, że wyglądasz cudownie” – powiedziała cicho Kam, podchodząc do boku, dotykając lekko jego dłoni, a potem wyciągając rękę i całując jego brodaty policzek.

Spojrzał na nią i dostrzegł delikatny uśmiech na jej wspaniałej twarzy. Linus był przystojnym mężczyzną, ale wciąż zdobywał punkty z Kamryn Washington.

„Jesteś katalizatorem” – westchnęła pani Heely.

„Przestań gadać, kobieto, i przytul mnie” – rozkazał Joker.

Jej oczy zabłysły, twarz straciła pozorną irytację i podeszła do niego w jego ramiona.

Zamknął te ramiona wokół niej i pochylił się, by pocałować czubek jej głowy.

Pachniała tak, jak zawsze, jak kilka dni temu i dawno temu, kiedy przynosiła mu obiad.

Zastanawiał się, czy jej syn lubił jej zapach i pomyślał, że facet nigdy o tym nie pomyślał. Pomyślał też, że gdyby myślał, że to straci, pomyślałby o tym i polubiłby to.

Jak Joker.

„Kumpel!” - Linus zagrzmiał.

Pani Heely wysunęła się z jego ramion, ale Joker nie pozwolił jej odejść daleko. Trzymał ją blisko, obejmując ją jedną ręką.

„Tym zagrożeniem jest Jackson” – stwierdził Linus, trzymając rękę na głowie dziecka, które z ciekawością przyglądało się Jokerowi, aż delikatnie obrócił głowę do ojca, zaczął się uśmiechać i przewracać oczami, by spojrzeć na swojego tatę - „To jest Tyler” - Linus puścił chłopca i pochylił się głęboko, by dotknąć głowy maleństwa siedzącego na schodku i jedzącego winogrona z miski.

„A to” – ciągnął Linus, kręcąc się i podnosząc ładną dziewczynkę, która chowała się za tatusiem - „To Candace. Mój mały cukierek (Candy)” - Spojrzał jej w twarz i rozkazał - „Przywitaj się z przyjacielem tatusia, Jokerem”.

Pomachała szybko, a potem przyciągnęła się bliżej ojca.

„Joker? Jak w Batmanie?” – zapytał Jackson.

„Nie, synu, to dobry facet” – odpowiedział Linus.

Jackson miał wyraz twarzy, który mówił, że tego nie rozumiał, ale próbował.

To było zabawne, a Joker miał ochotę na niego patrzeć.

Ale nie robił tego.

Ponieważ patrzył na wszystko.

Dom był nowy, na małej działce, ale to nie znaczyło, że nie był ogromny. Było też miły. Czysty. Ozdobiony. Wszystko o kolorowej, stylowej osobowości Kam… i rodziny.

I Linus ze swoją piękną żoną, trojgiem zdrowych, uroczych dzieciaków, głowa rodziny stojący pośród wszystkiego, co zbudował, najważniejszych rzeczy w życiu. Kobieta. Dzieci. I dom, który możesz im dać.

Ucieszył się, jak cholera, że Linus to miał.

Ale wziął to, myśląc po raz pierwszy w życiu, że tego chce.

Tylko to.

Wspaniała kobieta. Słodkie dzieci. Czysty dom urządzony w cieple, które jego kobieta chciała dać swojej rodzinie.

„Zamierzasz tam stać i wpatrywać się we mnie, czy zdejmiesz kurtkę i wypijesz piwo swojego starego przyjaciela?” – zapytał Linus.

Joker pozwolił pani Heely zdjąć sobie kurtkę, odpowiadając - „Piwo”.

„Teraz, gdy prezentacje są zakończone, Linus, czy zechciałbyś podzielić się swoimi odczuciami w stosunku do braku uczesania Car… Jokera?” – spytała pani Heely.

Linus zwrócił śmiejące się oczy na kobietę - „Szacunek, pani Heely, ale nawet kiedy był dzieckiem, był przystojny. Może mieć hipisowskie włosy i nadal taki być”.

To wiele mówiło od Linusa, który mógł pracować w warsztacie, ale nawet wtedy był dobrze ubrany. Zawsze przycinał włosy blisko głowy, czystymi liniami, ostrymi jak brzytwa dookoła i dbał o siebie.

„Nie zgadzam się” - warknęła pani Heely.

„Byłby ładniejszy z krótszymi włosami” – wtrąciła nieśmiało Candace.

„To jest dziewczyna z gustem” – oświadczyła pani Heely, posuwając się do przodu i docierając do Linusa w sposób, po którym nie sposób było źle zrozumieć, czego chciała.

Linus nie zrozumiał tego źle. Pochylił córkę, a pani Heely natychmiast ją odebrała.

Wzięła ją za rękę i poprowadziła ją po schodach z salonu, które prowadziły na tyły domu i do dużej, otwartej kuchni, mówiąc - „My, dziewczyny, musimy trzymać się razem, Candy. A teraz chodźmy pomóc mamie przy kolacji”.

„W porządku, mamo Heely” – odparła Candace.

„To moja wskazówka” – mruknęła Kamryn i spojrzał na nią.

„Tak się cieszę, że tu jesteś, Carson.

Pokiwał głową.

Weszła do domu.

„Kumpel” - zawołał Linus - „Piwo”.

„Tak” – odpowiedział Joker i podszedł do niego, myśląc, że następnym razem przyprowadzi Carissę i Travisa.

To będzie po tym, jak powie jej, że jest Carsonem i będzie mógł przestać się obijać i dać jej wszystko, żeby wiedziała, co dostaje, jakim jest mężczyzną, jak stał się tym mężczyzną.

A potem zobaczyliby.

*****

Po kolacji z przyjaciółmi Joker wchodził do Kompleksu, gdy zadzwonił jego telefon.

Spojrzał w prawo, zobaczył kilku swoich braci spędzających czas przy piwie, kieliszkach i butelce wódki. Udał się w tamtą stronę, wyciągając telefon.

„Piwo czy szot?” - zawołał Rush.

„Piwo” – mruknął Joker, patrząc na swój telefon.

Nie wiedział, dlaczego odebrał telefon. Nie chciał z nim rozmawiać i nie miał już powodu, by z nim rozmawiać.

Ale w końcu był zadowolony, że to zrobił, nawet jeśli był to początek niepewnego końca.

Zaczęło się od tego, że przyłożył telefon do ucha i powiedział - „Nie ma powodu, abyś do mnie dzwonił”.

Na co Monk odpowiedział - „Mam moich wojowników, piwnicę pełną krwiożerczych sukinsynów i zakłady na moją główną walkę. Główną walkę, którego tyłka tu nie ma”.

„Powiedziałem ci, kiedy pisałeś do mnie kilka dni temu, Monk, że nie będzie mnie tam”.

Powiedział to Monkowi. Dostał wiadomość od niego o następnej walce w dniu, w którym postanowił podjąć grę z Carissą.

Pieniądze, które zarobił na walkach, były dobre. Wystarczająco dobre, że miał duże oszczędności i mógł kupić pickupa za gotówkę, nie robiąc w nich żadnej wyrwy.

Ale płacili mu także część brata Ride, co nie uczyniłoby go milionerem, ale było to znaczne. Nie musiał już walczyć.

Nie wspominając o tym, że każdy dobry wojownik wiedział, kiedy przestać. Gołe pięści, jeśli będzie miał szczęście, może mieć w sobie jeszcze kilka lat. Ale jeśli miał w swoim życiu taką kobietę jak Carissa, nie miał prawa brać tych ciosów.

„Nie możesz tak po prostu wyjść” – odparł Monk, gdy Joker zatrzymał się przy swoich braciach przy barze.

„Pieprz mnie. Przepraszam. Podpisaliśmy umowę i zapomniałem?” - zapytał.

„Nie, Joke, ale jesteś moim głównym pieprzonym faworytem. Nie możesz tak po prostu się wycofać” – odparł Monk.

To było kłamstwo. Monk miał dwa potwory, które zawsze walczyły po Jokerze. Grali ten tłum jak zawodowcy, robiąc totalną rzeź.

A Joker nigdy nie poddał walki, o co Monk wielokrotnie prosił, aby obaj mogli na tym zarobić. To oznaczało, że Joker był pewny. Od wejścia na tor w Denver był niepokonany.

Więc nie był w pobliżu głównej walki Monka. Był wojownikiem, którego ludzie lubili oglądać, obstawiać i wygrywać, a Monk to znosił, ponieważ wygrali z Jokerem, więc mieli pieniądze na zakłady na potwory, które pojawiały się po nim, walki, na których mogli stracić gotówkę.

„Mogę. Zrobiłem. Gotowe” – odpowiedział Joker.

„Pieprz mnie. Cipka”.

Joker poczuł, jak wyprostował mu się kręgosłup.

„Powtórz?” – wyszeptał.

„Wszyscy. Cipki Chaosu. I to nie jest niespodzianka. Wszyscy to mówią. Twój przywódca i jego porucznicy są tak biczowani przez swoje suki, tak długo prowadzeni za kutasy, że aż dziw, że mają jeszcze jakieś kutasy. Jak jesz wystarczająco dużo cipki, pieprzysz wystarczająco dużo cipki, stajesz się cipką. To właśnie stało się z Chaosem. Chaos to cipka”.

„W porządku” - powiedział powoli Joker, czując, jak atmosfera w pokoju zmieniła się, gdy jego bracia poczuli od niego fale gniewu - „Masz pięć sekund, aby zapewnić mnie, że nie tylko usłyszałem tego, co właśnie usłyszałem”.

„Słyszałeś mnie” - syknął Monk - „Już cię obstawiałem, skurwysynu. Zostawiasz mnie spłukanego do suchej nitki, to… po prostu… cipka”.

Joker rozłączył się i zwrócił uwagę na towarzyszących mu mężczyzn.

Rush, Ogar, Roscoe, Boz.

„Co to, do cholery, było?” – zapytał Roscoe.

Joker powiedział im, kończąc - „Monk ma trzech bramkarzy i faceta, który zajmuje się pieniędzmi. Potrafią spieprzyć mężczyznę, indywidualnie i zbiorowo. Wiedząc o tym, kto ma ochotę na przejażdżkę?”

Jokera nie zdziwiło, że każdy mężczyzna miał ochotę wsiąść na swój motocykl.

I wszyscy to zrobili.

*****

Wydawałoby się, że Joker zamierzał dać ostatni koncert Monkowi i jego żądnej krwi ekipie.

Po prostu nie był to program, którego chciał Monk.

Hound zdjął dwóch bramkarzy, zanim weszli na półtora metra do sali, torując Jokerowi drogę do bezpośredniego połączenia z Monkiem.

Rush zdjął trzeciego bramkarza.

Boz ostrzem noża powstrzymywał człowieka od pieniędzy.

A Joker pochylił się nad Monkiem, który już dawno stracił nogi, trzymając go za kołnierz i wbijając pięścią w zakrwawioną, nabrzmiałą skórę twarzy.

Zanim Monk padł, Joker zatrzymał się, szarpnął go na cal od jego twarzy i zażądał - „Powiedz mi jeszcze raz, że Chaos to cipka”.

„J-Jo…”

Joker ponownie go uderzył.

Monk wydał wilgotny dźwięk, który brzmiał, jakby dochodził z jego nosa i gardła.

Odwrócił go i rozkazał - „Powiedz mi jeszcze raz, skurwysynu. Powiedz to. Chaos to cipka”.

Monk potrząsnął głową.

„Dobrze” – splunął Joker - „Teraz jesteś popieprzony, bo miałem dobrą noc, siedziałem, piłem kilka piw z moimi chłopcami, a twoje bzdury wsadziły mnie na motocykl, więc nie mogłem tego zrobić. Ale to, co powiedziałeś, to coś innego. Chodzi o Chaos, nie o mnie. A to oznacza długotrwałą zemstę”.

Kolejny wilgotny dźwięk Monka, pełen strachu, gdy próbował się odsunąć.

Joker potrząsnął nim zaciekle, a następnie trzymał go nieruchomo i stwierdził - „Valenzuela nie rządzi tą walką i nie „bo kazałeś mi walczyć”. Nie jest gotowy na swoją rundę z Chaosem, więc trzymał się z dala. Teraz dowie się, że w tej walce nie ma Chaosu. Co to będzie dla ciebie oznaczać?”

Kolejny dźwięk strachu a po tym - „Nie, Joke, on…”

Joker uciął mu - „Paplałeś. Dałem ci szansę, żeby cofnąć to gówno. Nie cofnąłeś. Teraz płacisz”.

„Ja-ja opłacę się Chaosowi” - zaoferował szybko Monk - „Kupię pokój”.

„Podzielę się tym z Tackiem. Jak skończy jeść cipkę swojej kobiety, przynosi to do Klubu, odezwiemy się do ciebie” – odgryzł się Joker, cofnął się i wymierzył potężny cios, który dawał mu wygrane wiele razy w przeszłości.

Na człowieka takiego jak Monk, to go zniszczyło.

I jego teraz złamaną kość policzkową.

Odpadł.

Joker upuścił go i wyprostował się, odwracając się do Rusha, który rozmawiał z jedynym stojącym mężczyzną Monka - „Jak nie podkreśliliśmy naszego oświadczenia i rozważycie zwrot, pomyśl jeszcze raz. Nie wymyślisz właściwej odpowiedzi i zobaczymy cię, kiedy nie zechcemy cię widzieć, gówno będzie brzydkie”.

Facet rozejrzał się po czterech mężczyznach leżących na podłodze, z których tylko jeden jęczał i próbował się podepchnąć, dwóch miało rany kłute od noża Hound’a i jęczało, ale nie próbowało się podnieść, i to nie zajęło mu wiele, by obserwujący wiedział, że uważał gówno za już brzydkie.

Ich przesłanie zostało przekazane, Roscoe stwierdził - „Jedźmy”.

Wszyscy się wyprowadzili i, chociaż tłum przycisnął się blisko, nie tracili czasu na usuwanie się z drogi.

Byli przy swoich motocyklach, kiedy Joker spojrzał na Boz’a – „Chcesz, żebym zadzwonił do Tacka?”

„Jestem na tym” - odpowiedział Boz.

Joker skinął głową.

Wsiedli.

Potem Chaos ruszył.

*****

Tack

W ciemności Tack siedział na skraju łóżka swojego i Rudej, rozmawiając przez telefon.

„Nie. Wszystko dobrze. Ale chcę, żeby bracia zebrali się rano”.

„Masz to, stary” - odparł Boz - „Później”.

„Tak, później” – powiedział Tack, odjął telefon od ucha, nacisnął guzik i rzucił go na stolik nocny.

Następnie przesunął palcami jednej ręki przez włosy, a zaraz potem drugą ręką i opuścił obie z tyłu szyi, kładąc łokcie na kolanach.

Chaos to cipka.

Tego nie mogli znieść.

Poczuł, jak Tyra przesunęła dłoń z jego krzyża w górę kręgosłupa, zanim wyczuł jej pozycję na kolanach, te kolana były rozciągnięte, wewnętrzna strona ud przyciśnięta do jego bioder. Poczuł, jak jej przód oparł się o jego plecy, gdy jej usta dotknęły jego dłoni na jego szyi.

„Porozmawiaj ze mną” – szepnęła - „Wszystko w porządku?”

„Tak” - odpowiedział i to nie było kłamstwo.

Było.

Na razie.

Jego bracia wysłali wiadomość. Poprawną. I nie pieprzyli się, robiąc to.

Ale to nie wystarczyło.

Nadszedł czas.

A on tego, kurwa, nienawidził.

Jutro omówią, co się stało, co zostało powiedziane, co zostało zrobione i co będą robić.

Nowa wiadomość Tacka byłaby skierowana do każdego, kto pomyślałby o tym gównie.

Byłaby również do Valenzueli.

Chaos zagarniał więcej terytorium. Zamierzali je posprzątać. Zamierzali je zabezpieczyć.

Gdy Klub zagłosuje, Chaos nie będzie już znajdował się pięć mil wokół Ride.

Będzie dziesięć.

Valenzuela zajmował mocne pozycje na północy, wschodzie i zachodzie.

Zemści się.

Ale nadszedł czas.

Klub się spotka, a potem Tack usiądzie z Hawkiem, Brock’iem i Mitch’em. Mitch zeświruje. Lawson nie był prostą strzałą, ale był tak prosty, jak oni. Tack i Brock pracowali nad tym, aby położyć kres Valenzueli, co nie oznaczałoby krwi, ale oznaczałoby karę więzienia, rozmontowując operacje Valenzueli w sposób, który by go zdziesiątkował.

Ale to gówno wymagało czasu.

Najwyraźniej za dużo czasu.

„Kane, trochę mnie przerażasz”.

Podniósł się i przekręcił, opuszczając ręce i owijając palce wokół jej uda.

„Chłopcy mieli dziś trochę kłopotów, zneutralizowali to. Nie są zadowoleni z kłopotów, jakie mieli, ale zajęli się interesami” – powiedział jej - „Ale Ruda, musisz wiedzieć, coś się dzieje. Nigdy nie było sposobu, aby temu zapobiec, ale nadszedł czas, abyśmy wyruszyli, by się z nim zmierzyć. A to, co nadchodzi, musisz się przygotować”.

„Kochanie” – szepnęła, przesuwając dłoń wokół jego boku do jego brzucha.

„Wszystko będzie dobrze” – obiecał.

„Wiem, że tak będzie” - odpowiedziała.

Zero wahania.

Po prostu wiem, że tak będzie.

To była jego żona. Matka dwóch jego synów.

Jego wymarzona kobieta.

Odchylił głowę do tyłu i nie musiał robić więcej.

Dała mu usta.

Obrócił się dalej, by zabrać ją z powrotem na łóżko.

Potem dała mu wszystko inne.

 


 

3 komentarze: