Rozdział
25
Zacznij
Joker
„Będę,
Angie. I dziękuję” - pauza się, a potem - „Dobrze. Zadzwonię, kiedy zdecyduję.
Jeszcze raz dziękuję za wszystko. Pa”.
Carissa
opuściła telefon i spojrzała na Jokera.
„Nie
rozumiem” – oświadczyła.
Joker
obserwował ją leżącą na kanapie, z wyciągniętymi nogami, zgiętą, rozmawiającą
przez telefon, podczas gdy jej syn pełzał po niej, próbując zjeść na przemian
jej sukienkę i zabawkę z kaczą głową, którą ciągnął ze sobą.
Mogła
tego nie rozumieć.
Ale
Joker to zrozumiał.
Aaron
Neiland miał duszę.
Ledwo,
ale miał.
„Powiedziałem
ci, że do mnie dzwonił, Carrie” – przypomniał jej cicho.
„Wiem.
Ale zaoferował ugodę w wysokości dwustu pięćdziesięciu tysięcy dolarów na
opiekę i wychowanie Travisa, kiedy ja rzucę pracę i pójdę do szkoły” –
oznajmiła.
Jasna
cholera.
Ciało
Jokera napięło się.
Ten
kutas nie mógł zająć się jego dziewczyną.
Gdyby
chciała rzucić pracę i iść do szkoły, mógł wsadzić sobie pieniądze w dupę.
Joker się tym dla niej zatroszczy.
Nie
miał szansy tego powiedzieć, bo mówiła dalej.
„Powiedziała
też, że adwokat Aarona powiedział jej, że kiedy skończę szkołę i rozpocznę
karierę, on będzie kontynuował alimenty do czasu, gdy Travis skończy
osiemnaście lat, jeśli sobie tego zażyczę. Wszelkie poprawki w tym zakresie ze
względu na koszty utrzymania lub potrzeby Travisa powinny być zgłoszone przez
mojego prawnika, a on to rozważy. A jeśli Travis pójdzie do college’u, decyzja
o dalszym wspieraniu i tym, kto zapłaci czesne i inne wydatki, zostanie wtedy
wynegocjowana”.
„Przekazywanie?”
- Joker zmusił się do wypchnięcia.
„Uważa,
że Travis radzi sobie z obecnym harmonogramem i zachęca mnie, abym pozwoliła mu
pozostać takim samym bez dalszych negocjacji”.
„I?”
– zapytał Joker.
„I
co?” - zapytała z powrotem.
„Co
myślisz o tym wszystkim?” – podpowiedział.
Wyrzuciła
rękę z telefonem, a następnie użyła jej, by złapać syna, zanim zsunął się z
niej i kanapy po tym, jak zbytnio zaangażował się w uderzanie jej w brzuch
kaczką i stracił równowagę.
„Nie
wiem, co myśleć, skarbie” - To był cichy okrzyk, prawdopodobnie po to, żeby nie
przestraszyć Travisa - „To spotkanie było paskudne. Mówiłam ci, jakie to było
paskudne. Teraz to?”
„Odmieniło
mu się serce”.
„Aaron
tego nie ma” – mruknęła, kładąc obie ręce na Travisie i stawiając go na
podłodze, biorąc pod uwagę, że przechylał się w tamtą stronę i chrząkał.
Gdy
Travis znalazł się na podłodze, przeczołgał się do miejsca, w którym Joker
leżał naprzeciwko niej, podniósł się na kolana i uderzył Jokera w biodro
kaczką.
Joker
złapał dzieciaka i przyciągnął go na swój brzuch.
Zaczął
pełzać po nim.
„W
takim razie zdarzył się cud” - powiedział jej - „Tocz się z tym. Co jeszcze chcesz
zrobić?”
„Nie
chcę jego pieniędzy” – wciąż mamrotała, nie odrywając oczu od chłopca.
„Carrie”
– zawołał.
Spojrzała
na niego - „Nie chcę”.
Nienawidził
pomysłu, że jej były się nią zaopiekuje.
Ale
i tak to była kupa pieniędzy.
Więc
to bolało, ale dla niej musiał zapytać - „Czy to mądre?”
„Może
nie, ale ,Joker, on był paskudny.
Albo jego ojciec był, a jego ojciec jest jego
przedłużeniem”.
„Rozumiem,
ale…”
„W
LeLane zatrudnili mnie, kiedy byłam w ciąży” – przerwała mu - „Pracują z moim
harmonogramem najlepiej, jak potrafią. Zasługują na lojalność. Chcę być
stylistką, ale chcę, żebym ja zrobiła
to, by być stylistką. Nie chcę dawać jakiejś kobiecie bajecznych włosów i
myśleć, że to Aaron to zrobił, żebym mogła to zrobić”.
Joker
poczuł, że jego usta drgnęły.
„Więc
przyjmę wsparcie na syna” – oświadczyła – „I on ma rację. Travis nie ma nic
przeciwko temu harmonogramowi, a jeśli Aaron przestanie być palantem, to
zadowoli go jeszcze bardziej, bo będzie czuł, że jest to załatwione dla nas
wszystkich. Popracuję przez jakiś czas w LeLane, a wraz z napływającymi
pieniędzmi alimentów na Travisa zaoszczędzę na własną edukację. Kiedy już tam
będę i będę mogła sobie to dać, pójdę po to”.
„Odrzucasz
ćwierć miliona, które, w sumie, ten facet jest ci winien, mała” – powiedział
łagodnie.
„Odrzucam
pieniądze z poczucia winy, które sprawią, że on poczuje się lepiej, ponieważ był
dla mnie taki złośliwy” – odpowiedziała - „Nie obchodzi mnie, czy poczuje się
lepiej, czy nie. W ogóle mi na nim nie zależy. Wezmę jego wsparcie dla Travisa,
ponieważ jest jego ojcem. Poza tym on dla mnie nie istnieje”.
Uśmiechnął
się do niej.
„Twój
wybór” – powiedział.
„Jest.
Teraz czas nakarmić moją rodzinę. Ty gotujesz, a ja pilnuję Travisa, czy na
odwrót?”
„Zrobisz
kiedyś to chili, które mi obiecałaś?”
Uśmiechnęła
się do niego – „Chyba ja gotuję”.
Joker
odwzajemnił uśmiech, a potem chwycił jej chłopca.
Pociągnął
go po klatce piersiowej, gdy dzieciak pisnął.
Kiedy
miał go twarzą w twarz, powiedział - „To znaczy, że ja cię mam”.
A
za swoje kłopoty dostał w twarz kaczką.
*****
Trzy
tygodnie później Joker szedł z Ride do Kompleksu, gdy zadzwonił jego telefon.
Wyciągnął
go, zobaczył, kto dzwoni, i przyłożył go do ucha.
„Yo,
Lee”.
„Jesteś
zajęty?”
„Nie”
– odpowiedział, bo nie był. Były Carissy miał Travisa, więc miała popołudniową
zmianę. Skończył tego dnia to, co chciał zrobić w swoim nowym projekcie, więc
udawał się do Kompleksu, aby wypić kilka piw z braćmi.
„Potrzebuję
cię w Szpitalu Dziecięcym” – powiedział mu Lee.
Joker
zamarł.
„Czemu?”
„Powołuję
się na przysługę, bracie” – powiedział cicho Lee.
Kurwa.
„Jestem
na motocyklu” – powiedział mu Joker.
„Położnictwo”
– odparł Lee.
Gówno.
„Rozumiem.
Będę tam”.
Schował
telefon do kieszeni i poszedł na motocykl.
Potem
pojechał do szpitala.
Udał
się na położnictwo tylko po to, by zobaczyć, że Lee nie był sam.
Był
z nim Hank.
„Jestem
tutaj po co?” - zapytał, kiedy zatrzymał się blisko.
„Musisz
się ubrać” – powiedział Lee.
„Co?”
Lee
zapukał do drzwi. Otworzyły się, wyjrzała pielęgniarka, spojrzała na Jokera, po
czym podniosła rękę i zgięła palec.
Joker
spojrzał na Lee, na Hanka, a potem na kobietę.
Poszedł
za nią.
Gdy
znalazł się za drzwiami, ubrał się. Ochraniacze na buty. Zdjął kurtkę i założył
fartuch na koszulkę.
Kiedy
skończył, zaprowadziła go do pokoju z małymi łóżeczkami z nakryciami w
kształcie kopuły.
Zatrzymała
się obok jednego, a on zatrzymał się razem z nią, spojrzał w dół i spojrzał na
najmniejsze dziecko, jakie widział w swoim życiu. Dzieciak nie mógł być większy
niż jego dłoń. W ustach i chudym ramieniu miał rurki, oczy zaklejone bawełną,
pożółkłą skórę w kolorze mokki, kępki miękkich, czarnych kręconych włosów.
„Wcześniak”
– powiedziała cicho pielęgniarka - „Uzależniony”.
Te
dwa słowa przecięły mu żołądek i Joker spojrzał na nią.
„Będzie
dobra” – powiedziała - „Dotarła tak daleko, teraz nic jej nie powstrzyma”.
Joker
spojrzał na dziecko, które nie było nim, ale nią.
„Czy
można ją potrzymać?” – zapytał.
„Nie,
ale można ją dotknąć” — odpowiedziała pielęgniarka - „Przez te otwory po
bokach. Dam ci rękawiczkę”.
Dała
mu rękawiczkę.
Joker
włożył ją, przepchnął rękę i miał rację.
Dzieciak
był tak duży jak jego dłoń.
Ale
wydawała się tak krucha, że zawahał się jej dotknąć.
Zamiast
tego przycisnął palec do jej dłoni.
A
kiedy to zrobił, jej palce zacisnęły się wokół.
Mocno.
„Powiedziałam
ci, że będzie dobra” – mruknęła pielęgniarka.
Joker
wpatrywał się w dziewczynkę, czując, jak coś wsiąka w niego przez czubek palca.
Następnie
delikatnie wyciągnął palec z uchwytu i rękę z otworu.
Skinął
pielęgniarce i podszedł do drzwi. Zdjął to gówno, które włożył i wrócił do
holu.
„Nie
zadzieraj ze mną z tym wszystkim” – warknął do Lee.
„Weszła
kobieta, urodziła dziecko, wyjechała. Ledwie odzyskała zdrowie, zanim zniknęła.
Od tamtego czasu nikt jej nie widział” – powiedział Hank – „Minęło półtora
tygodnia”.
Joker
spojrzał na niego.
„Kiedy
weszła, była naćpana. Porzuciła swoje dziecko” – ciągnął Hank.
„A
ile osób czeka w kolejce po tego dzieciaka?” - zapytał Joker.
„Nikt”
– stwierdził Hank.
„Rasa
mieszana” – powiedział cicho Lee, a Joker zmrużył na niego oczy, wiedząc, że to
nie oznacza ni chuja dla ludzi, którzy chcą mieć dziecko - „Urodzona wcześniakiem,
uzależniona, poważne gówno, Joke. I wszystkie systemy już działają, ale nikt
nie ma pojęcia, co będzie z tym dzieciakiem. Jak dorośnie. Jak będzie się
rozwijać. Po drodze mogą pojawić się problemy, a z tymi problemami i ich
prawdopodobieństwem, ci, którzy byli w kolejce, wycofali się. Ta mała
dziewczynka potrzebuje kogoś wyjątkowego, kto może to przyjąć i nie będzie obchodziło
go, z czym się zmierzy, jak długo będzie miał dziecko do kochania. Teraz, jeśli
nie znajdziemy ludzi, którzy mają w sobie to, by zapewnić jej piękne życie, ona
dorasta w systemie”.
„Więc
mówisz, że chcesz, żebym poszedł do mojego nauczyciela historii z liceum, który
przeszedł przez wyżymaczkę z żoną i ofiarował mu dziecko z problemami i mamę,
która zniknęła?” - zapytał.
„Jak
choćby przez chwilę myślisz, że powiedzą tak, a potem nie, nie chcę tego gówna”
– odpowiedział Lee.
„Domyślam
się, że nie mrugną na dzieciaka. Ale mama zniknęła. Jak ona wróci…”
„Ona
nie wróci” – stwierdził Hank.
„Jeśli
wróci...” - Joker znów zaczął.
„Ona
nie wróci” – powiedział stanowczo Lee.
Joker
wpatrywał się w niego.
Potem
zapytał - „Tata?”
„Tata
zniknął” – powiedział Hank.
Kurwa.
Znali
tatę.
Znali
też mamę.
Wiedzieli
wszystko.
Kurwa.
„Jak
bardzo zniknął?” - Joker pchnął.
„Bardzo” – powiedział Hank.
Joker
spojrzał między nimi.
Potem
dodał - „Jak wzbudzę ich nadzieje, gówno pójdzie na południe, mamy problem”.
„Nie
będzie żadnych problemów” – odparł nieugięcie Lee.
Joker
pomyślał chwilę.
Potem
powiedział - „Musicie mi dać dwadzieścia cztery godziny”.
„Czemu?”
– zapytał Lee.
„Bo
muszę porozmawiać z Carissą” – powiedział mu.
„Dobra
decyzja. Może cię wesprzeć z twoim nauczycielem” – mruknął Hank.
Właściwie
nie pomyślał o tym. Ale by ją i w to wciągnął.
Myślał
o tym, jak małe palce zacisnęły się wokół jego własnych.
Mocno.
„Tak”
– zgodził się - „Ale muszę z nią porozmawiać głównie dlatego, że jak powiedzą
nie, muszę wiedzieć, czy ona zgodzi się na radzenie sobie z dzieckiem, które
może mieć problemy”.
Głowa
Lee drgnęła, a Hank patrzył.
Joker
odszedł.
*****
Następnego
dnia, stojąc w Kompleksie, z Carissą u boku, z jej ręką ściśniętą w jego, Joker
patrzył na Keith’a Robinsona, który stał z pochyloną głową, uniesioną ręką i palcami
owiniętymi wokół karku.
Byli
jedynymi w pokoju.
Czekali.
Nie
spieszył się.
Wreszcie
opuścił rękę i spojrzał na Jokera.
„Nie
mogę znowu na to narażać mojej żony”.
Joker
skinął głową.
Przekazał
mu informacje i nie był zaskoczony jego decyzją. Mężczyzna kochał swoją żonę. Jakby
Carissa przeszedł przez to, przez co Keith obserwował przechodzącą jego żonę,
Joker dokonałby tego samego wyboru.
„W
takim razie Carissa i ja ją zabieramy”.
Keith
zamrugał, zanim jego twarz się zmieniła.
„To
szlachetne Carson” – spojrzał na Carissę – „Carissa, kochanie” – z powrotem na
Jokera – „ale uwierzcie mi, kiedy mówię, że jeśli coś się zmieni, zakochujesz
się w jednej chwili, a serca bardzo łatwo pękają”.
„Ludzie,
którzy mogli to zrobić, zapewnili mnie, że rzeczy się nie zmienią” – powiedział
mu Joker, powtarzając coś, czym już wcześniej się podzielił.
„Myślisz,
że tak jest i wtedy…”
„Keith,
nie rozumiesz mnie” - Joker uciął mu cicho – „Ci ludzie nie podeszliby z tym do
mnie, gdyby nie wiedzieli, że nic się nie zmieni”.
Keith
wpatrywał się w jego oczy.
Joker
mu na to pozwolił.
Carissa
ścisnęła jego dłoń i oparła się o jego ramię.
„Może
powinienem porozmawiać z żoną” – szepnął Keith.
Carissa
wydała dźwięk, jakby walczyła ze łzami.
„Może
powinieneś” – odpowiedział Joker - „Bez presji. Tak czy inaczej, ta mała
dziewczynka będzie miała dom. Ale masz mój numer. Będziemy w szpitalu”.
Keith
skinął głową i nie marnował czasu na uścisk dłoni Jokera i pozwolenie Carissie
na dotknięcie swojego policzka przed odlotem.
„Modlisz
się?”
Ciche
pytanie Carrie sprawiło, że spojrzał na nią i zobaczył, że patrzy za się
Keith’em.
„Nie”
- odpowiedział.
Jej
spojrzenie padło na niego.
„Zacznij”
– szepnęła.
Spojrzał
jej w oczy.
Potem
zaczął.
*****
Joker
opierał ramiona o ścianę na oddziale położniczym Szpitala Dziecięcego,
obserwując, jak Keith Robinson wchodzi do pokoju z lekarzem i funkcjonariuszem
CPS.
Carissa
i żona Keith’a były w strojach w pokoju z inkubatorem, trzymając nową córkę
Keith’a.
Drzwi
zamknęły się za Keith’em, a kiedy to zrobiły, Joker poczuł szept na karku.
Odwrócił
głowę i natychmiast się napiął.
Na
końcu korytarza stał Knight Sebring.
Obok
niego była kobieta, którą Joker znał. Często bywała na terenie Chaosu. Sam
kilka razy ją usunął. Była myszą, odpryskiem i uzależnioną. Nie miała żadnego
interesu w tym życiu. Była za słaba. To życie by ją pożarło, to była tylko
kwestia czasu.
Nie
widział jej od miesięcy i myślał, że życie ją przeżuło.
Teraz
zobaczył, że wyglądała na słabą i zmęczoną, miała na sobie obszerną bluzę z
kapturem i naciągniętą nisko na czoło czapkę bejsbolową.
Knight
przechylił głowę na bok.
Joker
podniósł brodę.
Knight
kiwnął głową.
Kobieta
przyłożyła rękę do ust, a jej ciało szarpnęło się, gdy jej twarz się załamała.
Knight
położył rękę na jej plecach, odwrócił ją i zniknęli.
Więc
to nie była umowa Lee.
To
był Knight.
Co
oznaczało, że ta kobieta właśnie zniknęła,
zrobiła to bezpiecznie, zrobi to czysto. Knight dawał jej nowe życie i wiedzę,
że jej dziecko będzie kochane.
Joker
wciągnął powietrze.
Potem
spojrzał na swoje buty i odpuścił.
*****
Carissa
siedziała obok niego w jego pickupie, gdy jechali ze szpitala.
„Wiesz,
że cię kocham?” - zapytała cicho.
„Wiem,
że mnie kochasz, Carrie” – odpowiedział w ten sam sposób, ściskając jej dłoń,
którą trzymał na swoim udzie.
Odwzajemniła
uścisk.
Jechali
w milczeniu.
Złamała
ciszę, mówiąc - „Chcę jeszcze jedno”.
„Wiem,
Motylku”.
„Wkrótce”
– szepnęła.
Niedługo
to zrobi. Wsadziłby w nią jedno tej nocy, ale dopiero został uznany za czystego
(coś dla niej, o czym już pomyślała, biorąc pod uwagę, że zastąpił ją jej były,
a było to coś, co zostało przez nią uznane za rzecz oczywistą, by zatroszczyć
się o Travisa) i była teraz na tabletkach.
„Wkrótce
to zrobimy” – obiecał.
To
dało mu kolejny uścisk.
„Chcesz
Las Delicias?” – zapytał.
„Tak,
ale to nasze rodzinne miejsce, ty, Travis i ja” - odpowiedziała, a on poczuł,
że jego klatka piersiowa staje się lekka - „Dlaczego nie dostaniemy burgera czy
czegoś takiego?”
„Cokolwiek
chcesz, Carrie” – mruknął.
Znowu
ścisnęła jego dłoń.
Zawiózł
ją do My Brother’s Bar na burgera.
A
potem zabrał ją do Dairy Queen na Blizzard.
*****
„Joke!”
Odwrócił
głowę na wołanie Lenny’ego, a na to, co zobaczył, Joker mruknął - „Przepraszam”
- do fotografa, z którym rozmawiał.
Potem
uśmiechnął się, idąc przez warsztat do Carissy, która miała na sobie słodką podkoszulkę
z błyszczącym gównem wyszytym na przodzie, słodsze dżinsy i czarne botki na
wysokim obcasie, w których pieprzył ją tej nocy, kiedy podrapała kluczykiem
samochód jego ojca.
Miała
też duże włosy, dużo makijażu i ogromny, promienny uśmiech. Cały komplet
oznaczał, że Joker walczył ze swoim kutasem, gdy zbliżał się do niej.
Kiedy
się zbliżył, uczyniła to trudniejszą walką, bo natychmiast objęła go ramionami,
przycisnęła się mocno i odchyliła głowę do tyłu.
W
zamian pochylił swoją i wsunął palce do tylnych kieszeni jej dżinsów.
„Jestem
przebrana za biker baby na wypadek, gdyby Henry Gagnon zrobił mi zdjęcie” –
oznajmiła - „Nie chcę zawieść strony”.
Nie
mogła tego zrobić, nawet jeśliby miała na sobie tę ohydną koszulę nocną, której
na szczęście nie widział, odkąd poprosił ją, żeby ją zgubiła.
„Innymi
słowy, nie mogłaś trzymać się z daleka” – odpowiedział.
Jej
oczy błyszczały, gdy przycisnęła się bliżej - „Wilde & Hay są tutaj, by zrobić swój bajeczny wywiad z moim męskim
motocyklistą i jego braćmi? Nie ma mowy”.
Uśmiechnął
się.
Mówiła
dalej.
„I
mam dwie dobre wiadomości, którymi
musiałam się natychmiast podzielić” -
powiedziała mu, mówiąc dwie i natychmiast z naciskiem.
„Tak?”
Rozpoczęła
- „Najpierw dzwoniła Megan. Ona i Keith mogą dziś zabrać Isadorę do domu”.
Od
podjęcia decyzji minęły nieco ponad dwa tygodnie. Potrzebowali, żeby Isadora
przybrała na wadze, nauczyła się ssać, żeby mogli ją karmić i by zdjęli jej
klapki z oczu.
Wyglądało
na to, że to się stało.
„Świetna
wiadomość, Motylku” – wymamrotał swoje niedopowiedzenie.
„Tak,
niesamowita i wiesz co” – kontynuowała – „Aaron do mnie
dzwonił”.
Ciało
Jokera napięło się.
„Powtórz?”
- zażądał.
Potrząsnęła
głową, wciąż się uśmiechając – „Powiem, że trochę się przeraziłam, kiedy
zobaczyłam jego nazwisko na telefonie, bo nie powinien do mnie dzwonić, chyba
że byłby nagły wypadek z Travisem. Nie był. Jest z nim w porządku”.
„Więc
po co ten skurwiel dzwonił?” - warknął Joker.
„Ponieważ”
- wciąż się uśmiechała - „…ma randkę!”
Joker
zmarszczył brwi – „I myślał, że się przejmiesz, bo…?”
„Bo
Aaron poprosił o to, żebyśmy zamiast jego mamy i taty zaopiekowali się Travisem,
kiedy on zabierze tę kobietę”.
Wtedy
Joker zagapił się na nią.
„Oczywiście,
że powiedziałam tak” – ciągnęła – „Przywozi go jutro wieczorem”.
„Pieprzysz”.
Ciągle
się uśmiechała, ale robiła to potrząsając głową, a jej włosy muskały jej
ramiona, dając mu pokaz, który naprawdę lubił.
„Nie”.
Facet
miał duszę.
I
szedł dalej.
A
największą niespodzianką z całego tego gówna było to, że w końcu
zademonstrował, że chciał dać Carrie to, czego ona naprawdę pragnęła,
harmonijny związek między nimi wszystkimi dla dobra Travisa.
Może
kochał Carissę.
Ale
z takim rodzajem miłości Joker mógł sobie poradzić.
Jego
ulga była tak wielka, że opuścił głowę tak, że jego czoło spoczęło na jej
czole.
„Tak,
skarbie. To jest niesamowite” –
szepnęła, patrząc mu w oczy.
„Tak,
Carrie, tak jest, mała” – zgodził się.
„Joke,
bracie, rozumiem, że jak Carrie ma tyłek w tych dżinsach, żąda, żeby mężczyzna
miał ręce w kieszeniach, ale gówno się dzieje!” - krzyknął Boz.
Joker
patrzył, jak oczy Carissy się uśmiechnęły.
Potem
poczuł, jak jej usta musnęły jego.
Pochylił
się i sprawił, że pocałunek był głębszy i bardziej mokry, ale nie mógł go przedłużać.
Kiedy
go złamał, zapytał - „Zamierzasz tu być?”
„Nie
przegapiłabym tego” – wyszeptała.
Uśmiechnął
się do niej.
Potem
pocałował ją w czoło i puścił.
*****
Joker
wyciągnął wózek z tyłu pickupa, wytrząsnął go i wepchnął stopę na pedał, który
go zablokował.
W
chwili, gdy skończył, Carissa była tam, wsadzając w niego tyłek Travisa.
Ale
robiła to, pyskując.
„Nie
mogę uwierzyć, że zabierasz nas do
centrum handlowego”.
„Chciałaś
hamburgera. Mamy twojego chłopca, nie możemy iść do baru, a Johnny Rockets jest
tutaj” – przypomniał jej.
Spojrzała
na niego, gdy rozglądał się po parkingu, upewniając się, że jest bezpiecznie,
zanim zaczął pchać wózek.
Ustawiła
się obok niego i oświadczyła - „Powiem tylko, że Gunther Toody jest fajniejszy
i nie znajduje się w centrum handlowym”.
„Jestem
głodny, a to jest dalej” – mruknął.
„O
jakieś pięć minut” – odparła.
Zignorował
to, zjechał wózkiem po schodach, a Carissa wpatrywała się, a potem rzuciła się
do przodu, by otworzyć drzwi.
„I
powiem tylko” – zwróciła się do niego ponownie, kiedy byli w środku – „…że nie
mogłeś zaparkować dalej. Johnny Rockets jest po drugiej stronie”.
„Sądzę,
że mogłem tu kiedyś być, ale nie pamiętam, czy byłem, bo to zablokowałem i nie
znam tego na pamięć”.
To
była prawda.
W
większości.
„Nieważne”
– powiedziała, ale słyszał jej uśmiech.
Czuł
też jej kciuk w szlufce.
Co
oznaczało, że kiedy szli przez centrum handlowe, a on obrał swój kurs, musiała iść
z nim.
„Jo…”
Urwała
i wiedział dlaczego.
Nie
mogła przegapić sklepu, przed którym się znajdowali.
Jak
tylko obrał kierunek, nie marnował czasu i poprowadził ją dokładnie tam, gdzie
powinni być.
Carissa
w milczeniu podążyła za nim.
Podczas
gdy Travis bełkotał i kopał nogami, Joker ustawił wózek bokiem do gabloty, aby
dzieciak miał widok, zanim zaczepił Carrie w talii i przyciągnął ją do siebie.
„Witam”
- przywitał ich sprzedawca - „Czy mogę państwu dzisiaj w czymś pomóc?”
Ponieważ
obejrzał to, Joker natychmiast wskazał na kasetkę i odpowiedział - „Chcemy
zobaczyć ten”.
Usłyszał,
jak Carrie nabrała powietrza.
„Oczywiście.
Jest piękny. Fantastyczny wybór. Chwileczkę” – powiedział sprzedawca, dzwoniąc
kluczami.
Usłyszał,
jak Carrie zaczęła ciężko oddychać, a także poczuł, jak jej ciało zaczyna się
trząść.
Na
szkle wyłożono aksamitną podkładkę, a następnie osadzono na niej pierścionek
zaręczynowy Tiffany’ego.
„Proszę
bardzo” - powiedział sprzedawca.
Joker
złapał go, chwycił dłoń Carissy i wsunął ją na jej palec serdeczny.
Potrzebowaliby
innego rozmiaru. Był za duży.
Ale
na razie wystarczył gest.
Spojrzał
jej w oczy, które miała skierowane na pierścionek, w chwili, gdy łza wypłynęła
z jednego i spłynęła po jej policzku.
Czuł
to.
I
kochał to uczucie.
„Może
być taki pierścionek zaręczynowy?” – wyszeptał.
Kolejna
łza spłynęła po jej policzku, gdy jej palce zacisnęły się wokół jego dłoni, a
jej spojrzenie spotkało się z jego.
„Jest
idealny” – odszepnęła.
„Joe
joe kah!” - krzyknął Travis.
Oczy
Carissy zrobiły się ogromne, zanim wybuchła śmiechem, a jednocześnie wybuchnęła
płaczem.
Joker
wziął ją w ramiona, wziął ją roześmianymi, łkającymi ustami w długim, mokrym
pocałunku, a przez to usłyszał, jak sprzedawca mruczał - „Kocham moją pracę”.
*****
Drzwi
frontowe otworzyły się i Joker spojrzał w tamtą stronę, aby zobaczyć wchodzącą
Carissę.
„Yo”
– zawołał Boz stojący obok niego przy stole w jadalni.
„Carrie”
– przywitał się Snapper, również przy stole.
„Mała”
– powiedział Roscoe stojący po jego drugiej stronie.
„Hej,
Carrie” – zawołał Rush przy końcu.
Hound
chrząknął.
Joker
tylko patrzył na swoją kobietę i uśmiechał się.
Odwzajemniła
uśmiech, wołając „Hej” do mężczyzn przy stole, pijących piwo i grających w
pokera.
Ale
podeszła prosto do niego.
Położyła
dłoń na jego szczęce, pochyliła się i pocałowała go lekko, po czym powtórzyła
znacznie łagodniej - „Hej”.
Jak
zawsze.
Dokładnie
w jego penisa.
„Hej,
mała, jak minął wieczór dziewcząt?” – zapytał.
„Dobrze.
Ale… hm, czy mogę z tobą chwilę porozmawiać?”
Próbował
odczytać oś z jej twarzy, zobaczył coś, czego nie potrafił złapać, nie podobało
mu się to, więc skinął głową i nie marnował czasu na odłożenie zakrytych kart na
stół.
„Wrócę”
- powiedział do braci.
„Czas
na świeże” – oznajmił Roscoe, odsuwając się ze swoim krzesłem.
Joker
wstał, a Carissa wzięła go za rękę.
Poprowadziła
go korytarzem, pytając - „Wygrywasz?”
„Nie
straciłem domu” – powiedział w odpowiedzi.
Rzuciła
mu uśmiech, kiedy wprowadziła ich do ich pokoju.
„Hound
znowu kopie ci tyłek”.
Joker
nie odwzajemnił uśmiechu, wciąż próbował ją odczytać, ale odpowiedział - „Ten
człowiek jest uczonym pokerowym”.
Jej
uśmiech się poszerzył i zapytała - „Czy możesz zamknąć drzwi?”
Joker
zamknął je, a następnie poświęcił jej całą swoją uwagę, błagając - „Proszę,
powiedz mi, że ty i twoje suki nie zdecydowałyście, że dziś był ten wieczór,
aby podpalić dom mojego ojca”.
Wybuchła
śmiechem.
Patrzył,
mając nadzieję, że to było nie.
Spoważniała
i poinformowała go - „Nie. Właściwie to jest do pokazania, a nie opowiadania”.
Carissa
chciała mu coś pokazać.
Pomyślał
o Roscoe biorącym sobie świeże.
Potem
pomyślał, że żaden z jego braci nie będzie się zbytnio przejmował, jakby musieli
trzasnąć i wypierdalać, bo może im nie powiedzieć, że dostanie pokaz, ale mogli
się domyślać i nie byliby braćmi, gdyby byli tym rodzajem mężczyzn, którzy stanęliby
temu na drodze z powodu pokera.
Więc
skrzyżował ręce na piersi i rozkazał - „Więc… pokaż”.
„Na
wstępie powiem, że podoba mi się mój pierścionek zaręczynowy”.
Joker
potrząsnął głową, ale zrobił to z uśmiechem.
Wiedział
o tym. W ciągu tygodnia, odkąd go dostała, widział, jak się w niego wpatrywała.
Nabrała nawet zwyczaju pocierania brylantem o dolną wargę częściej niż
okazjonalnie.
Jeśli
złapał to ostatnie i jak miał możliwość to zrobić, stawiał ją w sytuacji, w
której używała tej wargi w inny sposób.
„A
także” – kontynuowała – „jest to kulminacja tego, co Elvira nazywa szalonymi pomysłami, coś, co, jak mi
powiedziano, dzieje się, gdy cosmo dwa zamienia się w cosmo trzy”.
„Motylku,
bierz się do roboty”.
Zsunęła
ręce w dół spódnicy swojej uroczej sukienki, nie odrywając wzroku od niego, ale
jego wzrok opadł na jej dłonie.
„Ponadto
należy powiedzieć, że Tyra wie praktycznie wszystko” – poinformowała go.
Joker
nic nie powiedział. Patrzył, jak podciągała dół sukienki.
Przesunęła
się na bok, mówiąc mu - „W tym to, skąd bracia mają tatuaże”.
Jego
klatka piersiowa napięła się, bo zobaczył majtki, a pod nimi, w prawym górnym
rogu jej tyłka, od biodra, w dół od talii, opatrunek.
Ostrożnie
ściągnęła majtki z opatrunku, gdy stał nieruchomo i patrzył.
Wciąż
milcząc i obserwując go, zdjęła opatrunek.
„Ja
mam pierścionek” – szepnęła - „To jest twoja obietnica”.
Nie
poruszając mięśniem, Joker stał tam, wpatrując się w lepkie czerwone ciało, w
którym, mniejsza, ale cholernie wspaniała, była karta, którą zaprojektował dla niego
facet na tatuaż na jego pierś.
Ale
to było na tyłku w kształcie serca jego dziewczyny.
„Nie
jestem fanką tatuaży, ale pomyślałam… Joker?”
Skończyła
na wołaniu go, ponieważ opuścił ręce i odwrócił się.
Otworzył
drzwi i krzyknął w głąb korytarza - „Przyjęcie skończone! Spadajcie!”
Usłyszał
„Co do cholery?” i śmiech, ale to wszystko, co usłyszał, zanim zatrzasnął drzwi
i odwrócił się.
„Skarbie,
to było niegrzeczne… och!”
Krzyknęła,
ponieważ podszedł do niej.
Cofała
się.
Podniosła
rękę i przyglądała mu się uważnie, gdy się poruszała.
„Czy
to oznacza, że ci się podoba?” - zapytała.
Nie
dał jej ustnie odpowiedzi.
Ale
chwilę później, kiedy nie robił tego, co zwykle, czyli nie patrzył, jak jej
cipka brała jego kutasa, ale zamiast tego jego oczy były utkwione w jego karcie
na jej tyłku, gdy brała jego ruchanie na kolanach, jej jęki były stłumione
przez kołdrę, gdzie była przyciśnięta jej twarz, pomyślał, że dostała
wiadomość.
*****
Doszedł
do wniosku, że dostała również jego wiadomość, gdy usiadła obok niego,
bełkocząc o planach weselnych, współpracownikach w LeLane, jej i przewidywaniach
jej dziewczyn, kiedy Malik się oświadczy, gdy siedział rozparty na krześle,
kiedy jego facet od tatuaży pracował na jego klatce piersiowej.
Podobnie
jak karta jokera, był to jego projekt, więc zmieniał talię na taką, jaką Joker chciał,
żeby była.
Tak
więc karta, którą facet tatuował ukośnie nad jego sercem obok jokera, była
królową serce.
I
motyle.
*****
Tylne
drzwi otworzyły się i wleciała Carissa, trzymając w jednej ręce uchwyty
papierowej torby LeLane, w drugim ramieniu wielki stos czasopism, torebkę
przewieszoną przez ramię i mając na sobie koszulkę polo w kolorze khaki i
LeLane, Conversy na nogach.
Joker
stał przy kuchence.
Travis
był niepewny na nogach, gdy podbiegł do niej, krzycząc: „Moo-mah!” potem zanurkował
na główkę, wylądował na rękach i kolanach, odchylił głowę do tyłu i
zachichotał.
„Googly”
- przywitała się, wyrzucając torbę, czasopisma i torebkę i spoglądając na
Jokera - „Proszę, powiedz mi, że przyrumieniasz mieloną wołowinę”.
„Skoro
dostałem SMS-a pięć minut temu, żeby to zrobić i stoję przy kuchence… tak.”
Uśmiechnęła
się do niego, pochyliła, podniosła dziecko, pocałowała go, połaskotała i
przytuliła, a potem odłożyła go ponownie i podeszła prosto do Jokera.
Jej
oczy błyszczały.
„Widziałeś
to?” - zapytała.
Pokiwał
głową - „Tyra kupiła dwa razy więcej niż ty tam” - Wskazał głową na bar, na
którym porzuciła swoje gówno.
„Przeczytałeś
to?” - pchnęła.
„Uch…
tak” – odpowiedział.
„To
jest niesamowite!” - płakała - „Takie
niesamowite. Takie fajne. Takie ty! I
bracia. Oprawię to. Każdą stronę!” - oświadczyła.
„Wyobrażam
sobie, skoro jesteś głuptaskiem” – mruknął, walcząc z uśmiechem.
„Nie
denerwuj mnie, kiedy jestem taka szczęśliwa” - Podskoczyła nagle i krzyknęła -
„Muszę się przebrać! Wrócę! W tej torbie są lody, wrzuć je do zamrażarki, skarbie,
dobrze?”
Potem
nie czekała, aż odpowie. Zacisnęła usta i posłała mu buziaka, który uważał za
słodki, i zwykle kochał, kiedy to robiła, ale nie tak bardzo wtedy, gdy dopiero
wróciła do domu, a on wolałby coś całkiem innego.
Nie
dostał tego.
Wybiegła
z kuchni.
Joker
zgasił ogień pod mięsem, pochylił się, złapał Travisa i posadził go na biodrze.
„Joejoekah,
loo lah, ka kah.”
„Słyszę
cię” - mruknął Joker, podchodząc do torby, wyjął lody (trzy pojemniki) i włożył
je do zamrażarki.
Potem
podszedł do magazynu, chwycił górny ze stosu, odłożył na bok i otworzył.
Dotarł
do strony i szepnął - „Oto jest, chłopcze”.
„Dah,
noo, fah, lah” - odpowiedział Travis.
„Tak
właśnie myślę” – powiedział Joker.
Wpatrywał
się w zdjęcie.
Zajmowało
obie strony. Jedna z jego konstrukcji, motocykl, fioletowe nadwozie, genialne
prążki i nawet on musiał przyznać, że nadwozie było natchnione.
W
wielkim piśmie na górze napisano: Niestandardowy
Cool, a pod tym, mniejszą czcionką: Klub
Motocyklowy Chaos w Denver, pod przywództwem mistrza projektowania Carsona
„Jokera” Steele’a, zabiera niestandardowe bryczki do następnej stratosfery.
Bracia
zgromadzili się wokół motocykla w warsztacie.
Wszyscy.
Joker za przednim kołem, ręce skrzyżowane na piersi, Tack obok niego, ręka
przerzucona swobodnie na ramiona Jokera, buty skrzyżowane w kostkach.
Za
nimi znajdowała się tylna ściana warsztatu, ich skrzynki z narzędziami i
ekwipunek ułożone były na dole, a masywna flaga Chaosu wisiała powyżej rozpięta
na ścianie.
Boz
uśmiechał się jak wariat, ale reszta jego braci wpatrywała się w kamerę
naturalnie, wyglądając na twardzieli.
To
było cholernie świetne zdjęcie.
Przerzucił
tę stronę na lepszą.
W
prawym górnym rogu, ujęcie z boku Jokera w ramionach Carissy, z rękami głęboko
w jej tylnych kieszeniach, ich uwaga skupiona wyłącznie na sobie nawzajem.
Uśmiechali
się.
Pod
nim było napisane - Nie ma motocyklisty
bez bikers baby. Steele ze swoją narzeczoną Carissą.
„Moo-mah”
– wymamrotał Travis, a Joker spojrzał na dzieciaka, by zobaczyć, że patrzył na
czasopismo, kiedy palcami kręcił wargami.
„Tak,
synu, to twoja mama”.
Travis
spojrzał na niego - „Moo-mah”.
„Tak
chłopcze”.
Travis
zdjął palce ze swojej wargi i zacisnął je na Jokera - „Joejoekah”.
„Tak”
– wyszeptał Joker - „Jestem twoim Jokerem”.
Chłopak
zachwiał się na sekundę, po czym opadł do przodu i wylądował niechlujnym
pocałunkiem z otwartymi ustami na swojej dłoni i na ustach Jokera.
Zatoczył
się do tyłu.
„Też
cię kocham, dzieciaku” – wyszeptał Joker.
Travis
zachichotał.
Potem
obrócił się i sięgnął do podłogi.
Tak
jak robiłby, tak długo, jak mógłby to robić, Joker dał Travisowi to, czego on chciał
i położył jego tyłek na podłodze.
*****
„To
cholerne gówno rządzi” - oznajmił Boz, dokładając swoją trzecią porcję chili
Carissy i wrzucając ją na porcję Fritos z serem chili.
Obserwując,
jak robił to jego brat, Joker pomyślał, że to dobrze, że jego kobieta zrobiła tego
kadź.
Poszedł
do lodówki, złapał kilka zimnych, zerwał kapsle i wyszedł, kierując się prosto
do Linusa, który w tłumie ludzi stał przy oknie w jadalni, z Candy siedzącą na
jego biodrze.
Joker
podał piwo swojemu przyjacielowi i wymamrotał - „Dzięki, Car”.
„Nie
ma problemu” - odpowiedział, odwracając się do pokoju, w którym wszyscy jego
bracia, ich suki i przyjaciele Chaosu, w tym Elvira i Malik, Lawson i jego
rodzina, Lucas i jego rodzina, Delgado i jego rodzina oraz obaj bracia
Nightingale i ich rodziny, z dodatkami rodziny Linusa, pani Heely, Keith’a,
Megan i Dory Robinsonów, zostały wepchnięte do domu jego i Carissy.
Na
szczęście niektórzy z nich kręcili gówno w kuchni, a inni byli na zimnie na
tylnym tarasie, inaczej nie byłoby wystarczająco dużo miejsca.
Nawet
jeśli nie byłoby miejsca, to gówniane dzieciaki znajdujące się obecnie w ich domku
znalazły sposoby na bieganie, co robiły.
Joker
poczuł, jak coś lekkiego dotknęło jego ramienia.
Odwrócił
się i zobaczył, jak Candy wychyliła się w jego kierunku.
Spojrzał
na Linusa, gdy wziął jej ciężar, większy niż był do tego przyzwyczajony i
posadził ją na swoim boku.
Owinęła
rękę wokół jego szyi i oparła głowę na jego ramieniu.
„Moje
dziecko się zakochało” – powiedział Linus pod nosem.
Joker
odwrócił głowę i uśmiechnął się do niego.
„Świetna
rozkładówka w tym magazynie, Car” - powiedział Linus głośniej - „Kamryn kupiła
ich pięć. Chce, żebyś nakłonił braci do ich podpisania”.
Słysząc
to, Joker zastanawiał się, czy w Denver pozostała jakaś kopia, biorąc pod
uwagę, że wszystkie kobiety jakkolwiek związane z Chaosem je gromadziły. Stacy
kupiła dziesięć (i kazała braciom je podpisać). Elvira kupiła dwadzieścia (i
nakłoniła braci do ich podpisania).
„Dumny”
– szepnął Linus.
Joker
uniósł piwo i pociągnął łyk, ale nie patrzył na niego.
„To
wszystko, co powiem, ale to tkwi głęboko, Car” – ciągnął Linus – „I nie tylko
dlatego, że jesteś sławny”.
Przy
całym tym, co czuł, jedyne, co Joker miał do zaoferowania, dał.
Pokiwał
głową.
Linus,
jak zawsze, szczęśliwie wziął to, co on miał do dania i poklepał go po plecach.
Joker
poczuł tą lekkość w klatce piersiowej, a jednocześnie poczuł coś innego.
Jego
oczy przeniosły się na kanapę i zobaczył swoją dziewczynę siedzącą blisko pani
Heely, Indy Nightingale i Gwen Delgado, a wszystkie gadały, jakby nie pełzały
po nich dzieci lub niedbale nie unikały latających zabawek.
Ale
Carissa patrzyła ponad oparciem kanapy na Candy.
Jej
wzrok przesunął się na niego.
„Wkrótce”
– wyszeptał bezgłośnie.
Uśmiechnęła
się.
Najpiękniejsza
rzecz, jaką kiedykolwiek widział.
Zacisnęła
usta i posłała mu buziaka w sposób, na który, kiedy ich dom był zapchany
ludźmi, by się zgodził.
A
potem dała mu najpiękniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek widział.
Odwróciła
się szybko, gdy Suki Nightingale wylądowała na jej kolanach.
Usłyszał
jej śmiech, gdy patrzył, jak to robiła.
Jego
klatka piersiowa stała się jeszcze lżejsza.
Ponieważ
to było to, to była najpiękniejsza
rzecz, jaką kiedykolwiek widział i wiedział, że będzie ją dostawał raz za
razem.
Łatwo.
Spokojnie.
Pięknie.
Dała
mu to, co obiecała, że będzie miał.
Piękne
życie.
A
najlepsza część?
Musiał
dać to jej z powrotem.