Rozdział
9
Lubisz
meksykańskie
Carissa
To
było po lunchu i dalszych zakupach, podczas których Tyra kupiła mi parę
naprawdę fajnych, dużych kolczyków z pajęczyną pośrodku, ale głównie Tyra i
Elvira zgromadziły po pięć toreb z zakupami każda.
Było
to również po tym, jak Tyra porozmawiała ze swoimi lokatorami i pozwolili nam
przyjść, żebym mogła zobaczyć jej dom.
Było
lepiej, niż mogłam sobie wyobrazić, patrząc na to na małym ekranie telefonu.
W
prawdziwym życiu było to spełnienie marzeń.
Ale
teraz była pora kolacji i wróciłam do domu, w miejsce, w którym nie chciałam
być i co do którego byłam zachwycona, nie będzie domem na długo.
Miałam
syna na biodrze, torebkę i torbę na pieluchy Travisa na ramieniu, torbę z
zakupami w dłoni, nogę uniesioną, by zrobić pierwszy krok, który prowadził do
wielu – kroków, na które wkrótce nie będę musiała się wspinać, kiedy wrócę do
domu z moim dzieckiem (i oto było, czułem się jeszcze bardziej szczęśliwy) –
kiedy usłyszałem „Yo”.
Odwróciłam
się, zatrzymałam i spojrzałam, niestety, z otwartymi ustami, na podchodzącego
do mnie Jokera.
Co
u licha?
„Co
ty tutaj robisz?” - zapytałam, kiedy do mnie dotarł.
„Mam
go” – wymamrotał i, zanim zdążyłam zrobić ruch, by go zatrzymać, złapał
Travisa.
Potem,
zanim zdążyłam powiedzieć o tym słowo, przemówił.
„Jestem
tutaj, aby sprawdzić twoje miejsce. Zobaczyć, ile ciężarówek potrzebujemy, żeby
przewieźć twoje gówno”.
Gówno
nie było dobrym słowem, ale nie było warte ani grosza, więc pozwoliłam mu się
poślizgnąć.
I
rozczarowanie nie było właściwym
słowem na określenie emocji, którą czułam, że był tam tylko po to, aby
sprawdzić moje miejsce, aby zobaczyć, ile potrzebowali ciężarówek, ale dla
mojego spokoju nie zastanawiałam się zbyt intensywnie, co byłoby właściwym
słowem.
„Cóż,
okej” – wymamrotałam.
Stał
tam.
Wpatrywałam
się w niego.
„Motylku,
zaciągnij tam swój tyłek” – rozkazał.
To
było warte pięciocentówki.
„Jeszcze
pięć centów” – powiedziałam.
Potrząsnął
głową, a potem kiwnął nią na schody.
Westchnęłam
i ruszyłam w tamtą stronę.
Wspięłam
się. Travis i Joker wspięli się za mną.
Poszłam
przejściem. Joker z Travisem szli ze mną.
Otworzyłam
drzwi i weszłam do mojego mieszkania. Joker wprowadził Travisa po tym, jak to
zrobiłam.
Zamknął
drzwi i rozejrzał się.
Ja
też.
Jedynym
plusem Tory (poza tym, że miała wystarczająco dużo ludzkiej życzliwości, by
poinformować mnie, że mój syn był chory, a następnie przyprowadzić go do mnie)
było to, że chciała odnowić mój dom po tym, jak Aaron mnie z niego wyrzucił.
Coś, na co Aaron jej pozwolił.
Dlatego
dostałam większość mebli, które kiedyś sprawiały, że jego domem stawał się w
dużo przyjemniejszym miejscem.
Oznaczało
to, że to, co widział Joker, było niestosowne.
To
piękny, drogi, wygodny segment z płowego zamszu, który pochłonął prawie każdy
centymetr przestrzeni, otaczał wspaniały, duży, ciężki, rzeźbiony, kwadratowy
stolik kawowy i wychodził na ogromne centrum multimedialne, w tym duży
telewizor z płaskim ekranem, który zajmował całą przestrzeń na ścianie, nie
zostawiając ani centymetra. Atrakcyjne stołki z twardego drewna w moim barze
też nie należały do tego miejsca. Podobnie jak sprzęty na blacie i przybory
kuchenne, które były drogie, bo były z najwyższej półki. Wszystko to zostało
nam dane podczas przyjęcia zaręczynowego, shower i ślubu, a te prezenty
pochodziły głównie od przyjaciół rodziców Aarona.
I
na koniec były akcesoria, ciężkie srebrne ramki (które teraz nie zawierały
zdjęć mnie i Aarona robionych przez zbyt wiele lat, gdy byliśmy razem, ale
zamiast tego trzymały zdjęcia Travisa, Travisa i mnie, Travisa i mojego taty
lub mojego taty, mojej mamy i Althea), drogie ozdobne drobiazgi i dok Bose,
którego nie dostałam w orzeczeniu rozwodowym. Złapałam to. Ale na szczęście
Aaron albo tego nie zauważył, albo był tak zajęty uprawianiem seksu z ledwo pełnoletnią
modelką i zamienianiem mojego życia w nieszczęście, że nie miał siły walczyć,
aby to odzyskać.
Joker
nie widział mojej sypialni, w której meble również zajmowały całą maleńką
przestrzeń, zwłaszcza z łóżeczkiem Travisa i przewijakiem przyciśniętym do
ściany.
Dostałam
nawet kołdrę i prześcieradła. Wszystko to było wspaniałe, eleganckie, a nawet
królewskie.
Jak
tylko mogło być.
Ja
wybrałam wygodny segment.
Ale
matka Aarona wybrała nasze meble do sypialni.
Poza
tym miałem magazyn, za który zapłacił mój ojciec (mówiąc, że potrzebuje go do
swoich rzeczy, ale byłam tam, miał tam dwa pudełka, reszta miejsca została
zajęta resztkami mojego małżeństwa). Znajdował się w niej stół w jadalni z
krzesłami i meble do pokoju gościnnego z jednej z naszych czterech sypialni dla gości.
Coś,
co zamierzałam sprzedać, gdybym musiała.
Teraz
nie zrobiłam tego i będę mogła z niego korzystać (lub większość z nich), kiedy
przeniosę się do domu Tyry.
Więcej
szczęścia.
„Widzę,
że dupek coś ci zostawił” – mruknął Joker.
„Pięć
centów” – warknęłam.
Spojrzał
na mnie, zignorował mój pysk i stwierdził - „Myślę, że potrzebujemy czegoś
więcej niż kilka ciężarówek”.
„To
by się przydało” – potwierdziłem - „Mam też zestaw do jadalni, który byłaby
świetnie, gdybyście wydobyli z magazynu mojego taty”.
„Zadbamy
o to” - stwierdził i, zamiast kiwnąć głową, ścisnąć mi rękę, życzyć dobrej
nocy, podając mi syna i wychodząc, poszedł w kierunku mojej kuchni, wokół blatu
i do lodówki. Następnie zapytał - „Myślałaś o kolacji?”
Stałam
tam, gdzie byłam i gapiłam się na niego. Potem wpatrywałam się w drzwi lodówki,
kiedy prawie za nimi znikał.
Wciąż
się gapiłam, kiedy się wyprostował, spojrzałam na Travisa, który przyglądał się
cudom wnętrza lodówki z baczną dziecięcą uwagą i zapytałam - „Spaghetti?”
Travis
spojrzał na niego i odpowiedział - „Uh”.
„Tak.
Brzmi dobrze dla mnie” – odpowiedział Joker, zniknął za drzwiami lodówki i
wyszedł z paczką mielonego mięsa. Jego oczy skierowały się na mnie - „Rondel?”
„Uch…”
„Dah!”
- oświadczył Travis.
Joker
spojrzał na niego, a potem na mnie - „Kiedy on je?”
„Teraz”.
„Zajmij
się nim. Ja zrobię spaghetti”.
Okej.
Co
się działo?
„Um…
Joker…”
„Rzuć
torbę, Motylku, i weź dziecko” – rozkazał.
„Jesz
ze mną kolację?” - zapytałam.
„Tak,
po tym, jak ją ugotuję” – odpowiedział.
Nie
wiedziałam, co o tym myśleć, więc zapytałam - „Dlaczego?”
„Dlaczego
nie?” - zapytał z powrotem.
Nie
miałam na to odpowiedzi.
Na
szczęście dał mi więcej.
„Jestem
tutaj. Czas na kolację. Musisz jeść. Ja muszę jeść. Ty karmisz swoje dziecko.
Zrobię gówno, żeby cię nakarmić”.
Podobał
mi się pomysł kolacji z Jokerem. Nie byłam jednak pewna, dlaczego Joker chciał
zjeść ze mną kolację.
Może
po prostu był przyjacielski.
Może
był po prostu głodny.
Nie
pytałam.
Zamiast
tego podzieliłem się - „Myślę, że teraz suma wynosi osiem pięć centów”.
Potrząsnął
głową, a potem delikatnie potrząsnął moim synem jako wiadomość dla mnie.
„Zabierz
swoje dziecko, Carrie”.
Carrie.
Ale
zaczęło się od Althei.
Kiedy
była mała, nie mogła powiedzieć Carissa i zamiast tego powiedziała Ca-ri-ri, co
przekształciło się w Carrie.
Moi
rodzice też tak mnie wtedy nazywali.
Kiedy
straciliśmy Altheę, przestali.
Nikt
nigdy więcej nie skrócił mojego imienia do Carrie. W rzeczywistości, poza
nazywaniem mnie czasami „Słonko” lub „piękna” i Aarona „mała”, kiedy
uprawialiśmy seks, kiedy przestał nazywać mnie Riss z jakiegokolwiek powodu, nikt
nie mówił do mnie przezwiskiem lub pieszczotliwie.
Powrót
Carrie powinien wywołać złe wspomnienia. Może nawet boleć.
Ale
tak się nie stało.
Nie,
podobało mi się, że Joker nazywał mnie Carrie.
„Mała,
dzieciak” – powiedział niecierpliwie.
Skoczyłam,
pozbyłam się torby Travisa i torebki, przeniosłam się do kuchni i złapałam
mojego syna.
To
zaczęło się zarówno dla Jokera, jak i dla mnie, kiedy włożyłam Travisa w jego wysokie
krzesełko i przygotowywałam jedzenie dla niemowląt, a Joker zdjął kurtkę, rzucił
ją na stołek, a następnie otwierał i zamykał szafki, chwytał rzeczy i zaczynał
przygotowywać kolację.
Przysunęłam
krzesełko do stołków, usiadłam na jednym i zaczęłam karmić syna.
Zrobiłam
to jednocześnie oglądając Jokera. Więc widziałam, jak przyprawia zarumienione
mięso solą, pieprzem i suszoną bazylią. Widziałam też, jak przeglądał moją
skromną kolekcję przypraw, jakby czegoś szukał.
„Czego
potrzebujesz?” - zapytałam.
„Płatki
suszonej czerwonej papryki” – odpowiedział.
„Nie
mam tego”.
Zwrócił
się do mnie - „Nie lubisz przyprawić ostrzej?”
„Lubię.
Ja tylko…” - wzruszyłam ramionami - „Właściwie po prostu jem to, co jem, dopóki
jest to szybkie. Nie poświęcam na to czasu, bo nie mam ani czasu, ani energii”.
Było
tak, oczywiście, ale także suszone płatki czerwonej papryki kosztowały fortunę
i nie były niezbędne, więc nie było ich w mojej szafce.
Jego
szczęka zacisnęła się i zamknął drzwi szafki na przyprawy.
Skupiłam
się na karmieniu Travisa, który walił pięściami, w których znajdował się zestaw
ogromnych plastikowych kluczyków, o tacę na krzesełku.
Ale
zrobiłam to, mówiąc.
A
może pół-przesłuchując.
„Umiesz
gotować?”
„Tak”.
„Samouk?”
„Ucz
się lub zarabiaj”.
Spojrzałam
na niego z załadowaną łyżeczką dla dzieci w powietrzu - „Ucz się lub zarabiaj?”
Nie
odrywał oczu od łyżki, której używał do przesuwania mięsa - „Uczyłem się lub
zarobiłem, jak mój tata był wkurzony. Lubił swoje jedzenie. Nauczyłam się robić
to, co lubił, bo nie przepadałam za konsekwencjami”.
Wzięłam
oddech, żeby uspokoić zamieszanie, jakie wywołał jego ujawnienie, i zmusiłam
mój ton do nonszalancji, jakbym pytała o pogodę, kiedy zauważyłam - „Więc nie
ma mamy, a twój tata też nie był taki wspaniały”.
„Hitler
nie był taki wspaniały. Mój tata był kutasem”.
Mój
wzrok padł na niego. Musiał poczuć moje przerażenie, bo spojrzał na mnie.
„Zrelaksuj
się, Motylku. To żart” - Wytrzymał moje spojrzenie - „Ale mój tata był
kutasem”.
Kiwnęłam
głową, myśląc, że nie chciał, żebym robił z tego wielką sprawę, chociaż była to
bardzo ważna sprawa, więc spojrzałam z powrotem na Travisa.
Dopiero
wtedy powiedziałam cicho - „Przykro mi, Joker”.
Joker
nie odpowiedział.
Okej.
Zbliżał
się. Nie unikał mnie. W rzeczywistości robił coś przeciwnego. Wydawał się
również zafascynowany Travisem. Niewielu mężczyzn (przypuszczałam, nie testowałam
tej teorii) chciało spędzać czas z samotnymi matkami i ich dziećmi. Z pewnością
nie zawłaszczali, tych dzieci przy każdej nadarzającej się okazji.
Nie,
jeśli zamierzali być tylko przyjaciółmi. Albo, w zasadzie, wpaść na posiłek.
I
nazywał mnie Carrie.
Nadzieja
rozbłysła i podjęłam decyzję.
Nadszedł
czas na eksplorację.
Odchrząknęłam
i wepchnęłam rozgnieciony groszek do ust mojego chłopca.
Wypluł
to, zgarnęłam go i wepchnęłam z powrotem, mówiąc ultra-swobodnie - „Więc ta
ładna brunetka, z którą byłaś w sobotę. Czy to twoja dziewczyna?”
„Stacy?”
Nazywała
się Stacy.
Ulk.
„Nie
zostałam przedstawiona”.
Travis
uderzył kluczami w tacę.
„Nie
dziewczyna”.
Moje
serce podskoczyło.
Joker
kontynuował - „Przyzwoita kobieta. Dopóki nie jest nawalona. Potem przyzwoitość
wychodzi przez okno, skoro nie ma problemu z zasiadaniem za kierownicą, kiedy
jest najebana. Dostała się w ten sposób w sobotę, wiedziałem, że to gówno się tak
skończy, więc zabrałem ją do domu”.
Nadzieja
zaczęła płonąć tak jasno, że nie kontrolowałam jej, gdy poderwałam głowę i
zapytałam - „To wszystko?”
Joker
przeniósł wzrok z mięsa na mnie.
„Tak
jest, Carrie” – powiedział łagodnie.
Powiedział
to łagodnie.
I
patrzył na mnie w sposób, który mówił mi, że chciał, żebym uwierzyła w te
słowa.
„Och”
– wyszeptałem.
Nie
powiedziałam nic więcej.
Joker
też nie.
Ale
wpatrywaliśmy się w siebie w mojej kuchni i nowy sposób, w jaki zaczął na mnie
patrzeć, sprawił, że moja skóra zaczęła mrowić.
„Moo
maa!” – zawołał Travis.
Moja
głowa opadła na niego - „Co dziecko?”
Uderzył
kluczami w tacę - „Gaa!”
„Czy
właśnie powiedziałeś „moo maa?” - zapytałam, mając na myśli, że mój syn właśnie
nazywał mnie mama.
Uderzył
kluczami i kopnął nogami.
Chciał
więcej groszku.
Cóż,
nie chciał więcej groszku. Chciał skończyć z groszkiem, żebyśmy mogli dostać
się do brzoskwiń.
Dałam
mu więcej groszku, ale kiedy to zrobiłam, spojrzałam z powrotem na Jokera i
wiedziałam, że kiedy to zrobiłam, uśmiechałam się promiennie.
„Myślę,
że to była moje pierwsze mama” –
podzieliłam się z radością.
„Tak
mi to brzmiało” – zgodził się Joker.
Ale
gapiłam się na niego, czując jeszcze bardziej promienną radość.
Bo
po raz pierwszy, odkąd go poznałam, uśmiechał się.
Nie
był przystojnym motocyklistą.
Nie.
Był
motocyklistą niesamowitym.
Chciałam
wstawać i skakać z wielu powodów.
Zamiast
tego podzieliłam się - „Myślę, że to wcześnie”.
„Dzieciak
jest geniuszem”.
Uśmiechnęłam
się szerzej.
„Powie
coś innego, nie wypełniasz mu brzucha” – ostrzegł Joker.
Spojrzałam
na zirytowanego Travisa - „Przepraszam, głuptasku”.
„Bah,
ba, ba!” – warknął.
Uśmiechnęłam
się do niego i dałam mu więcej groszku.
Joker
otworzył szafkę i chwycił pudełko spaghetti.
I
siedziałam na stołku, w swoim skromnym mieszkaniu wypełnionym wspaniałymi
meblami, po raz kolejny doświadczając czegoś nowego. Kolejnego czegoś, czego
nie czułam przed tym, kiedy Joker wjechał na pas awaryjny I-25 i wszedł w moje
życie.
Normalność.
Przeciętne.
Kobieta
karmiąca swoje dziecko, podczas gdy mężczyzna pracował w jej kuchni, by je
nakarmić.
Tak,
jak powinno.
Tak
jak zawsze chciałam, żeby było.
Jedyne,
czego naprawdę chciałam dla siebie.
I
mojego dziecka.
*****
Siedziałam
na kanapie z nogami na siedzeniu, kolanami do klatki piersiowej, ramionami
wokół łydek, oczami w telewizorze, zdenerwowana, jak tylko mogłam być.
To
dlatego, że mój syn miał brzuch pełen pokarmu dla niemowląt i mleka
modyfikowanego, a niedługo potem postanowił nazwać to nocą.
Był
w swoim łóżeczku w moim pokoju.
A
ja miałam brzuch pełen spaghetti, które Joker mi podał, a niedługo potem
zdecydował, że pójdziemy pooglądać telewizję.
Więc
siedzieliśmy na mojej kanapie i oglądaliśmy telewizję.
Podczas
kolacji rozmowa nie była swobodna, głównie dlatego, że Travis ją ograniczył,
jak to miał w zwyczaju. Ale sprawy potoczyły się dość łatwo.
Dopóki
Joker nie zaprosił się na biwak przed telewizorem, a potem właśnie to zrobił.
Położyłam
spać Travisa i dołączyłam do Jokera.
Teraz
nie wiedziałam, co robić.
Mężczyźni
mogli przyjaźnić się z kobietami, to była prawda (chociaż nie miałam przyjaciół
mężczyzn, to prawda, widziałam to w telewizji).
Ale
czy motocykliści mogli przyjaźnić się z kobietami? Czy byli typem facetów,
którzy spędzali czas na kolacji i telewizji ot tak po prostu?
Zrozumiałam,
choć nie zostało to potwierdzone, że Joker mieszkał w Kompleksie. I nie miał
telewizora w swoim pokoju. Był jeden za barem w części wspólnej, ale nie w jego
pokoju.
Może
po prostu chciał mieć wygodną przestrzeń do odpoczynku. Zmiana scenerii.
A
może lubił mnie.
Ale
on się wylegiwał. Stopy wyciągnął w górę. Buty miał wciąż założone.
Skrzyżowane
kostki. Pięty spoczywające na moim stoliku do kawy. Był zgarbiony, niedaleko
ode mnie, z ramionami wyciągniętymi i spoczywał na oparciu kanapy. Jego ręka
była tak blisko mojego ramienia, jakby unosiła się tam wycelowana w nie.
To
oznaczało, że byłam tak rozgorączkowana, taka niepewna, taka zdenerwowana, że
nawet nie wiedziałam, co oglądaliśmy.
Innymi
słowy, byłam wrakiem.
Co
powinnam zrobić, to go zapytać.
Lubiłam
go.
On
(może) dawał wskazówki, że mnie lubi.
Powinienem
wiedzieć. Powinnam być dużą dziewczynką i to wyciągnąć.
Po
prostu chwycić pilota, wyciszyć, odwrócić się do niego i powiedzieć słowa -
„Joker, co tu się dzieje?”
Łatwo.
Dlaczego
więc nie mogłam tego zrobić?
Przełknęłam.
Właściwie,
do tego wszystkiego, próbowałam również kontrolować swoje usta przed
otwieraniem i pytaniem, co się dzieje, jednocześnie kontrolując moje ciało
przed rzuceniem się w jego ramiona.
Potem
przygryzłam wargę.
Potem
wzięłam głęboki oddech.
Uwięzło
mi w gardle, gdy gotowa do uderzenia ręka Jokera uderzyła.
Zrobił
to, chwytając kosmyk moich włosów, a następnie okręcając go wokół palca.
Zmusiłam
się do oddychania i robienia tego miarowo, żeby nie usłyszał, jak się
hiperwentyluję.
Dobrze,
to było miłe.
Okej,
czy przyjaciele kobiet kręcili włosy wokół palców?
Nie.
Nie
mogli.
Czy
mogli?
Bojąc
się ruszyć, żeby nie stracić palców bawiących się moimi włosami, przesunęłam
oczy na bok. Nie widziałem go w pełni, ale widziałem, że skupił swoją uwagę na
telewizorze.
Dobra,
co to znaczyło?
Musiałam
wiedzieć. Nie mogłam dłużej siedzieć i nie wiedzieć.
„Joker?”
- zapytałam i natychmiast odchrząknęłam, bo miałam chrapliwy głos.
„Tak,
mała?” - zapytał z roztargnieniem.
Ale
ja zamarłem.
Okej,
przyjaciele płci męskiej nie nazywali kobiet mała. Nie w ciepły, intymny, choć rozproszony sposób, w jaki on to
powiedział.
Poczułam
szarpnięcie na moich włosach i to szarpnięcie, nieważne jak lekkie, przeleciało
prosto przez moją skórę głowy, zasyczało w dół mojej szyi i eksplodowało w moim
sercu.
„Carrie?”
Powoli
odwróciłam głowę i zobaczyłam, że na mnie patrzył.
Wyglądał
na zrelaksowanego. Wyglądał na zadomowionego. Lubił moje mieszkanie.
Wyglądał
niesamowicie.
„Czego
potrzebujesz, Motylku?” - wymamrotał.
Wiedziałam,
czego potrzebuję.
Nie
powiedziałam mu.
Nie
werbalnie.
Opuściłam
stopy, przekręciłam się, położyłam rękę na kanapie i rzuciłam się w jego
ramiona.
Te
ramiona zamknęły się wokół mnie i tuż przed tym, jak moje usta dotknęły jego,
przepełnił mnie strach, kiedy wydawał się wychodzić z kanapy, jakby zamierzał
mnie odepchnąć.
Ale
nie zamierzał.
Zbliżył
się do mnie, by móc prześlizgnąć się ramieniem w dół moich pleców, przez pośladki,
aby zahaczyć o tył moich kolan. Owinął drugą rękę wokół moich pleców, gdy
przeciągnął mnie przez swoje kolana, a następnie opadł na bok, kładąc mnie na
kanapie.
I
to jego usta uderzyły w moje.
W
chwili, gdy to miałam, nie traciłam czasu. Rozchyliłam wargi w zaproszeniu i
wbiłam palce w jego włosy.
Były
grube, sprężyste, porywające.
Jego
język wsunął się do moich ust.
Miałam
to z powrotem.
Dzięki
Bogu, miałam go z powrotem.
Trzymałam
jego głowę, gdy naciskałam, a on mnie całował.
Przesunął
się tak, że moje uda nie były już zahaczone na jego kolanach, rozciągając się
obok mnie, a także na mnie.
I
mnie całował.
Wtoczyłam
się w niego, przyciskając moje ciało do jego długości, trzymając rękę mocno w
jego włosach, żeby mnie nie zostawił, gdy przeciągnęłam drugą rękę po jego
plecach.
I
mnie całował.
Wyciągnął
moją koszulkę z dżinsów i zanurkował od razu, jego szorstkie opuszki ocierały
się o moją skórę, powodując dreszcze na ich ścieżce, ścieżce, która
poprowadziła go po moim boku.
Przycisnęłam
się bliżej.
Joker
dalej mnie całował.
Potem
po moich żebrach.
Trzymałam
się mocniej.
Joker
dalej mnie całował.
Pod
moją pierś.
Nie
ruszałam się.
Joker
przesunął kciukiem po skórze, sam czubek szepnął o krzywiznę dolnej części
mojej piersi.
Jęknęłam.
Zadzwonił
telefon.
Joker
przerwał pocałunek, ale nie odsunął się.
Wcisnął
mi twarz w szyję.
Nawet
nie próbowałam powstrzymywać mojej wyszeptanej prośby.
„Nie,
nie, nie”.
„Cholera,
cholera, kurwa” – warknął.
„Joker?”
– zawołałam drżąco.
Podniósł
głowę, a ja trzymałam go jeszcze mocniej, gdy wyciągnął rękę z mojej koszuli i
sięgnął do tylnej kieszeni dżinsów po telefon.
Trzymałam
go mocniej, bo lubiłam go na sobie. Podobało mi się to, co robiliśmy. I nie
chciałam, żeby mnie puścił ani, żeby przestał robić to, co robiliśmy.
Ale
przede wszystkim trzymałam go mocniej, ponieważ patrzył mi w oczy, a jego nie
były ścianą ze stali.
Były
arkuszem płonącej roztopionej stali.
„Trzymaj
się mocno, Carrie” – mruknął, zanim odwrócił głowę, spojrzał na telefon i
zacisnął szczękę. Usłyszałam sygnał dźwiękowy, telefon był przy jego uchu, a on
powiedział - „Złe pieprzone wyczucie czasu”.
Zamknęłam
oczy.
Ale
nie pozwoliłam mu odejść.
Otworzyłam
je, kiedy powiedział - „Nie zapomniałem. Ale mam dwie godziny, zanim tam będę”.
Patrzyłam.
Słuchał.
Potem
chrząknął - „Pierdolony Valenzuela”.
Valenzuela?
„Tak.
Jestem u Carrie. Zajmie mi dwadzieścia” - Pauza, a następnie - „Carissa” -
Kolejna pauza przed - „Racja. Później”.
Usłyszałam
sygnał dźwiękowy i spojrzał na mnie.
„Musisz
iść” – powiedziałam cicho.
„Muszę jest kluczowym słowem”.
Wow,
to było słodkie.
Uśmiechnęłam
się.
Jego
oczy opadły na moje usta i wydał z siebie dźwięk przypominający jęk.
To
sprawiło, że przestałam się uśmiechać i wyrzucić z siebie - „Co się tutaj
dzieje, Joker?”
Jego
oczy wróciły do moich - „Lubisz meksykańskie?”
Moja
głowa szarpnęła się na kanapie.
„Uch…
tak”.
„Pracujesz
jutro?”
Przytaknęłam
- „Dzienna zmiana”.
„Racja,
jutro Travis siedzi w wysokim krzesełku w Las Delicias, a ja karmię cię
najlepszymi burritos chicharrones w
Denver”.
Rozpłynęłam
się pod nim.
Randka.
Zapraszał
mnie (i Travisa!) na randkę.
Mogłabym
włożyć podkoszulek!
Nagle
przestałam się topić.
„Chicharrones
są smażone zasadniczo na tłuszczu z bekonu” – podzieliłam się.
„Więc?”
„No
cóż” - postępowałam ostrożnie i trochę upokarzająco - „Nie straciłam piętnastu
kilo po ciąży”.
„A
mi się to podoba” – oznajmił.
Zamrugałam.
„Więc
starając się zachować to, co lubię, dostajesz chicharrones” – zakończył.
Kochałam
chicharrones.
Chodzi
mi o to, że zasadniczo były bekonem i
wszystko, nawet pomijając bekon, było niesamowite.
Kochałam
to bardziej, że lubił mnie jako mnie.
„Okej”
– zgodziłam się, zaczynając ponownie się topić. Ale topnienie ustało, gdy sobie
przypomniałam - „O, nie. Po pracy muszę spotkać się z nowym adwokatem”.
„Burritos
po tym, jak zabiorę cię na spotkanie z twoim adwokatem”.
Po
tym, jak on mnie zabierze.
Uśmiechnęłam
się.
Jego
oczy ponownie opadły na moje usta.
Potem
zrobiły to jego usta i pocałował mnie słodko, ale krótko.
Podniósł
głowę i powiedział w sposób, w jaki wiedziałam, że nie chce tego powiedzieć -
„Muszę iść, Motylku”.
Moja
odpowiedź wyszła w ten sam sposób – „Okej, Joker”.
Podniósł
mnie z sobą siadając i zrywając się, ale zrobił to, łapiąc mnie za rękę i
szarpiąc za sobą, więc wstałam.
Nie
puścił mojej ręki, gdy ciągnął mnie do stołka.
Dopiero
wtedy puścił mnie, żeby móc złapać swoją kurtkę i nałożyć ją.
Ale
znów wziął mnie za rękę, kiedy zrobił cztery kroki do drzwi. Otworzył je z
klucza, odwrócił się do mnie i pociągnął przed siebie.
Odchyliłam
głowę do tyłu w samą porę, by jego ręka zacisnęła się lekko wokół mojej
szczęki.
„Kiedy
masz spotkanie?” - zapytał.
„Szósta”
– odpowiedziałam.
„Odległość
do biura stąd?”
„Jest
bliżej pracy”.
„Racja.
Pojadę po Travisa, odbiorę cię z pracy, zabiorę tam, a potem kolacja”.
„Będziesz
potrzebował fotelika Travisa”.
„Zostaw
to Big Petey’owi”.
Skinęłam
głową.
Jego
palce nacisnęły i automatycznie podniosłam się na palcach.
To
był właściwy ruch, ponieważ jego głowa pochylała się w moją stronę.
Dotknął
ust swoimi ustami, jego wąsy musnęły skórę, którą wcześniej uwrażliwiły, przez
co moje kolana ugięły się, więc musiałam wyciągnąć ręce i złapać T-shirt na
jego brzuchu.
Zbyt
szybko zakończył dotyk, ale kiedy podniósł głowę, jego szorstki kciuk przesunął
się po moim policzku, a jego stalowe oczy przesunęły się po mojej twarzy.
„Tak
cholernie ładna” – wymamrotał i było cudem, że moje ciało nie wyrwało się z
jego uścisku, żebym mogła kręcić się z radości.
„Dziękuję
za kolację” – wyszeptałam, a on spojrzał mi w oczy.
„Nie
ma problemu, Carrie”.
Uśmiechnęłam
się.
Jego
kciuk potarł moją dolną wargę, zanim opuszki jego palców wbiły się lekko i mnie
puścił.
Byłam
dumna, że trzymałam się i trzymałam się stabilnie, zamiast tracić jego dotyk i
chwiać się.
„Później,
Motylku” – powiedział.
„Później,
Joker” – odpowiedziałam.
Wyszedł
za drzwi, ale obejrzał się, robiąc to przez odziane w skórę ramię, złowrogi
motocyklista, który miał lekki dotyk, stopiony wzrok, sposób na dzieci i
utalentowane usta.
Przyłożyłam
jedną rękę do krawędzi drzwi, a drugą uniosłam, żeby szybko pomachać.
Jego
usta drgnęły, potrząsnął głową, po czym odwrócił wzrok i zniknął za drzwiami.
Chciałam
patrzeć, jak odchodzi.
Nie
patrzyłam.
Zamknęłam
drzwi, zamknęłam trzy zamki, odwróciłam się do nich plecami i uśmiechnęłam się
do moich masywnych mebli.
Potem
uniosłam obie ręce i klaskałam przed sobą, delikatnie, ale wielokrotnie.
Potem,
w lekkich podskokach, które mnie tam poprowadziły, poszłam sprawdzić, co u
mojego dziecka.
Joker
Nie, nie, nie.
Gdy
w głowie dźwięczała mu słodka prośba Carissy, Joker zaparkował na końcu szeregu
trzech motocykli, zsiadł ze swojego i ruszył w ciemną uliczkę.
W
połowie drogi, blisko śmietnika, zobaczył Speck’a, Boz’a i Hop’a krążących
wokół dwóch dziwek.
Wzrok
wszystkich skierowany był na niego.
Jego
wzrok był skierowany na dziwki - „Wczesna noc?”
„Heidi
musi z tobą porozmawiać” – powiedział Hop z niecierpliwością.
Z
drugiej strony byłby niecierpliwy. Jego starsza pani była cholernie piękna. A
ich nowe dziecko stanowiło jedną czwartą świata Hop’a, którego reszta składała
się z dwójki pozostałych dzieci i jego kobiety.
Patrolował
jak oni wszyscy.
Potem
zabierał swój tyłek do domu.
Dzisiejsza
noc nie była jednak jego nocą na patrol. Był tam, bo miał sposób na dziwki.
Ale
te dziwki lub jedna z nich należała do Jokera.
Joker
spojrzał na blondynkę, szarpnął głową, przestał iść w ich stronę, odwrócił się
i zawrócił.
Usłyszał,
jak jej obcasy podążały za nim i skierował do niej bok, kiedy zatrzymał się i poczekał,
aż do niego dotarła.
Kiedy
to zrobiła, zbliżyła się.
„Jestem
wypieprzona, Joke”.
„Kochanie,
jesteś dziwką pracującą dla Valenzueli. Wyciągnęłaś mnie z czegoś, co naprawdę
chciałem zrobić, żeby dać mi to gówno?”
„Jestem
w ciąży”.
Joker
zacisnął zęby i spojrzał na swoje buty.
„Benito
zeświruje” – syknęła.
Spojrzał
na nią - „Wiesz, czyj to jest, czy wpadłaś do kibla?”
„Nie
ma mowy, żeby klient. Tylko ochrona. To mój chłopak Brent”.
„A
Brent mówi…?” – podpowiedział.
Jej
twarz stwardniała – „Brent mówi, że to nie jego”.
„Jesteś
pewna, że jego?”
Jej
twarz bardziej stwardniała, a jej oczy zamieniły się w kamień – „Tak” –
warknęła.
„Zatrzymasz
je?” – zapytał.
„Nie
bardzo” – wygryzła.
„Mówisz
mi to, bo…?”
„Znajdę
kupca”.
Gapił
się.
„Co
oznacza, że stracę prowizję” – stwierdziła - „Co oznacza, że będziesz musiał
znaleźć inną głupią sukę, która będzie narwać Benito”.
Kurwa.
„I
nawet nie proś mnie, żebym była blisko” - ciągnęła - „Jakby Benito dowiedział
się, że jestem zapłodniona, zeskrobie mnie i będę miała szczęście, że zrobi to,
zanim mnie pobije. Więc odchodzę, aby uniknąć wybicia gówna ze mnie. To będzie
słodki koncert. Jeśli znajdę kupujących, słyszałam, że płacą rachunki za
lekarza. Zapłacą za mieszkanie. Nakarmią cię. Przyniosą ci ubrania. I dadzą ci
zwitek gotówki”.
Pozwolił,
by jego usta się podwinęły, zastanawiając się, czy byłoby mu lepiej, gdyby
matka sprzedała go jakiejś parze, która desperacko pragnęła dziecka.
Odpowiedź
na to była prawdopodobnie.
„Robię
ci solidną uprzejmość, uprzedzając cię” – powiedziała mu.
„Nie
mogłaś podzielić się tym z Hopem?”
„Rozmawiam
tylko z tobą”.
Robiła
tak. Nie miał pojęcia dlaczego. Tyle że próbowała go z nim kilka razy, chcąc
zastąpić Brent’a, który miał zero jaj i nałóg metamfetaminy, mężczyzną, któremu
miała nadzieję ssać kutasa, by wyrwał ją spod kciuka szaleńca.
Jej
problem polegał na tym, że Joker mógł pieprzyć pustą cipkę, ale nie pieprzył
chciwej cipki.
„Masz
namierzoną inną dziewczynę, którą możemy obrócić?” – zapytał.
„Może
dla jednej dużej premii”.
Tak.
Chciwa
cipka.
„Podasz
imię, ona dostarczy nam rzetelnych informacji, to dostaniesz premię”.
Skinęła
głową.
„Teraz,
jak jesteś tutaj, ja jestem, masz coś dla mnie?”
„Myślę,
że Benito najlepsze zachowuje na koniec. Nadal koncentruje się na terytorium
Ruiza”.
O
tym wiedzieli.
Benito
Valenzuela był patologicznym alfonsem handlującym narkotykami i produkującym
pornografię, który dostrzegł szansę, gdy kilku głównych graczy w Denver
zmieniło się z przestępczych w coś, co wydłużyło ich oczekiwaną długość życia.
Poszedł
z tym, zdobył teren, zrobił to łatwo i dostał kompleks, że będzie nie do
powstrzymania.
Dostał
też misję.
Przejąć
kontrolę nad Denver.
Całym.
Łącznie
z Chaosem, pięciomilowym obszarem otaczający Ride, który według zarządzenia
Chaosu, był wolny od narkotyków i dziwek. Zadekretowali to, ale zrobili to
także patrolując - bracia wychodzą co noc, aby utrzymać swój teren w czystości.
Od
jakiegoś czasu kłócili się z Valenzuelą. Uwaga Chaosu zwróciła się na inne
kwestie. Uwaga Valenzueli zwróciła się na inne tereny. Ale mieli potyczki, w
tym najechali produkcję pornograficzną, aby uwolnić najlepszą przyjaciółkę
Tabby, która spłacała swój dług u Valenzueli, debiutując w filmie.
Valenzuela
nie przyjął tego życzliwie.
Od
tego czasu był uśpiony, jeśli chodzi o Chaos, robiąc to, co zwykle, wysyłając
dilerów i dziwki do Chaosu, powodując bóle głowy, ale nic ekstremalnego.
Ale
nadchodziło ekstremum. Każdy członek Klubu postawił sobie za cel wiedzieć
wszystko, co mógł wiedzieć o Valenzueli wszelkimi dostępnymi środkami.
Nie
zapomniał o Chaosie.
Ich
problemem nie był tylko on. Chodziło o to, że z każdym wykonanym ruchem
dostawał więcej pieniędzy, co oznaczało większą siłę ognia.
Nikt
nie był nie do powstrzymania.
Jednak
część przeszłości i przyszłości, której Joker dowiedział się o swoim Klubie,
obejmowała fakt, że Valenzuela był kiedyś uciążliwy.
Teraz
był realnym zagrożeniem.
Nadszedłby
taki dzień, w którym Chaos w ciągu następnych kilku lat przeniósłby się w
dowolnym momencie, aby zneutralizować to zagrożenie.
Ale
Tack poprowadził Klub od wrogich negocjacji, które doprowadziły do agresywnych
obaleń, które mogły być krwawe dla wszystkich zainteresowanych, do manewrów
defensywnych, które koncentrowały się wyłącznie na ich terytorium.
Gdyby
Valenzuela zagroził im bezpośrednio, Klub przeniósłby się, by go pokonać.
Do
tego czasu utrzymywali swoje gówno w czystości, a rodziny chronili przed
ciosami.
To
była dyskusja, którą Rush miał ze swoim ojcem. Ponieważ nawet jeśli Tack wyciągnął
Klub z manewrów, które zaczęły się wrogie i doprowadziłyby do przemocy, Tack
wciąż był nastawiony na robienie wszystkiego, co było do zrobienia, aby
utrzymać ich terytorium w czystości.
Rush
uważał, że Klub powinien zostawić policyjną pracę policji.
Do
tego momentu Jokera gówno obchodziło to, co robił Klub. Cokolwiek to było, całkiem
się z tym zgadzał.
Ale
stojąc w alejce z dziwką, zamiast odkrywać wiele sposobów, w jakie chciał
sprawić, by Carissa Teodoro jęczała na kanapie, miał teraz swoje zdanie.
I
do tego momentu Joker nie rozumiał, dlaczego Tack nie wypracował konsensusu z
synem.
Ale
stojąc w tej alejce dzień po tym, jak podjął decyzję, którą powinien był podjąć
lata temu na parkingu przed szpitalem, zrozumiał.
Bo
Joker stał w zaułku z dziwką.
To,
czego nie robił, to odkrywanie sposobów, w jakie mógłby sprawić, by Carissa
jęczała, coś, czego nie wiedział, do czego to zaprowadzi, po prostu wiedział,
dokąd chciał, żeby to poszło.
A
Tack poprowadził swój Klub z dala od ciemnej ścieżki przez krew, a potem
zemstę, by go oczyścić.
Zasłużył
sobie na blizny.
Teraz
jego nowi bracia, którzy nie przeszli przez ogień, by odwrócić Chaos, byli
przyszłością Klubu. Musieli udowodnić swoją siłę i zasłużyć na blizny.
Pewnego
dnia Tack ustąpi.
A
Klub byłby na łasce tego, co zostawił.
Ale
Tack wiedział, że nie można przewodzić bez wiedzy.
Nie
można żądać szacunku, nie zdobywając go. Nie można zrozumieć bez doświadczenia.
Kurwa,
facet miał to w ruchu.
„Żyjesz
tam?” – zawołała Heidi.
Skupił
się na niej - „Chcę, żebyś złapała przyjaciółkę i zeszła z naszego terenu”.
„To
samo ćwiczenie” – mruknęła.
Nie
potwierdził, bo to była strata oddechu. Miała rację. Chaos nie pozwalał na
dziwki na swoim terenie. Powiedziano jej to więcej niż raz. Podobnie jej
przyjaciółce.
„Podaj
mi nazwisko swojej zastępczyni, zanim znikniesz” – zażądał.
„Nieważne”.
Przyglądał
się jej przez chwilę, zanim poradził - „Dziewczyno, wyluzuj, zabieraj na
przejażdżkę zdesperowaną parę, wymachując cennymi rzeczami przed ich twarzami,
pozostań luźna. Wypierdalaj z tego życia”.
„Nie
umiem robić nic więcej” – odpowiedziała ostro.
„Masz
mózg. Ucz się” - odpalił.
Zobaczyła
swoją szansę i jak zwykle nie zawahała się jej chwycić.
Przysunęła
się do niego, twardość usunęła się z jej twarzy, zabrzmiało coś fałszywego, o
czym nie wiedziała.
„Mógłbyś
zabrać ze mną tę przejażdżkę. Podzieliłabym się dochodami i trzymała się z dala
od życia dla przyzwoitego faceta”.
Joker
cofnął się. Nic nie powiedział; pozwolił swoim czynom mówić.
Przechyliła
głowę na bok i szepnęła - „Pewien, że możesz mieć lepiej?”
Musiałby
pomyśleć o tym pytaniu dzień wcześniej.
Dziewięć
lat temu znał odpowiedź aż do głębi i nie była ona dobra.
W
tym momencie, czując dotyk miękkiej skóry Carissy wciąż na dłoni, dotyk jej
palców na jego głowie, wizja jej banalnego machnięcia na pożegnanie wypalona w
jego mózgu, wciąż nie był pewien odpowiedzi.
Ale
przechylał się w inną stronę.
„Uważaj
na siebie, Heidi” – powiedział, żeby to zakończyć, nawet mówiąc to, wiedział,
że to zrobi. Zrobiłaby wszystko, żeby o siebie zadbać.
Sprzeda
nawet swoje dziecko, żeby to zrobić.
„Nie
mam wyboru, Joke” - odpowiedziała.
Odłączyła
się, zabrała dziewczynę i odleciały.
Dołączyli
do niego jego bracia.
„Nie
jestem wielkim fanem kręcenia się w alejce z cipkami do wynajęcia, czekając, aż
jej ulubiony obiekt stawi się na audiencji przed królową pszczół” – oświadczył
z irytacją Boz.
„Nie
królowa pszczół” – powiedział Joker - „Suka jest w ciąży. Zniknie za dnia. Ale
mówi, że zorganizuje zastępstwo”.
„Wstrzymujemy
oddech?” – spytał Speck.
„Nie
radziłbym” – odpowiedział Joker.
„Pomyślę
o tym” – stwierdził Hop - „Wymyślam jedną, która, jak sądzę, będzie otwarta na
podejście, zaplanujemy”.
Hop
spojrzał na Jokera – „Jesteś dziś z Rush’em?”
„W
drodze powrotnej do Kompleksu, aby połączyć siły” – potwierdził Joker.
Hop
skinął głową i powiedział - „Do domu” - Potem poszedł tam.
Bez
pięknych kobiet w łóżkach i dzieci pod dachami Boz, Speck i Joker szli alejką w
kierunku swoich motocykli o wiele wolniej.
„Ufałeś
kiedyś tej suce?” – spytał Speck.
„Nie
wymyśliła zbyt wiele, ale ostrzegała nas, gdzie Valenzuela kieruje swoją uwagę,
a jej informacje rzadko się myliły” – odpowiedział Joker.
„Myślisz,
że zniknie, zanim sprzeda nas Valenzueli, grając w oba końce?” – spytał Speck.
Joker
potrząsnął głową - „Nie wie ni chuja o nas, więc nie ma nic do zaoferowania. Jak
będzie na tyle głupia, że podzieli się tym, co wygadała, do rana będzie w
kostnicy. Heidi może nie jest wielka, ale nie jest głupia”.
Speck
nie odpowiedział.
Wsiedli
na motocykle, ale zanim rozjechali się, Boz zawołał - „Ostry na patrolu”.
A
kiedy to powiedział, Joker to poczuł.
Coś
nowego.
Na
patrolu Jokera gówno obchodziło, co zaszło. Robił to, co musiał zrobić, aby
jego Klub chronił to, co należało do nich.
Ale
w tej chwili wiedział, że będzie ostry na patrolu.
Nie
żeby nie był wcześniej.
Po
prostu, gdyby wydarzyło się coś niezwykłego i sprawy stałyby się brzydkie, miał
zamiar się upewnić, że nie będzie to dla niego brzydkie.
A
Joker miał plany na jutro wieczorem, których nie mógł przegapić.
Dziękuję za rozdział :) Oj też ktoś mógłby ugotować mi spagetti ale łapie się jedynie na wode na herbate i kawe z expresu :)
OdpowiedzUsuń