czwartek, 18 sierpnia 2022

9 - Lubisz meksykańskie

 

Rozdział 9

Lubisz meksykańskie

Carissa

 

 

To było po lunchu i dalszych zakupach, podczas których Tyra kupiła mi parę naprawdę fajnych, dużych kolczyków z pajęczyną pośrodku, ale głównie Tyra i Elvira zgromadziły po pięć toreb z zakupami każda.

Było to również po tym, jak Tyra porozmawiała ze swoimi lokatorami i pozwolili nam przyjść, żebym mogła zobaczyć jej dom.

Było lepiej, niż mogłam sobie wyobrazić, patrząc na to na małym ekranie telefonu.

W prawdziwym życiu było to spełnienie marzeń.

Ale teraz była pora kolacji i wróciłam do domu, w miejsce, w którym nie chciałam być i co do którego byłam zachwycona, nie będzie domem na długo.

Miałam syna na biodrze, torebkę i torbę na pieluchy Travisa na ramieniu, torbę z zakupami w dłoni, nogę uniesioną, by zrobić pierwszy krok, który prowadził do wielu – kroków, na które wkrótce nie będę musiała się wspinać, kiedy wrócę do domu z moim dzieckiem (i oto było, czułem się jeszcze bardziej szczęśliwy) – kiedy usłyszałem „Yo”.

Odwróciłam się, zatrzymałam i spojrzałam, niestety, z otwartymi ustami, na podchodzącego do mnie Jokera.

Co u licha?

„Co ty tutaj robisz?” - zapytałam, kiedy do mnie dotarł.

„Mam go” – wymamrotał i, zanim zdążyłam zrobić ruch, by go zatrzymać, złapał Travisa.

Potem, zanim zdążyłam powiedzieć o tym słowo, przemówił.

„Jestem tutaj, aby sprawdzić twoje miejsce. Zobaczyć, ile ciężarówek potrzebujemy, żeby przewieźć twoje gówno”.

Gówno nie było dobrym słowem, ale nie było warte ani grosza, więc pozwoliłam mu się poślizgnąć.

I rozczarowanie nie było właściwym słowem na określenie emocji, którą czułam, że był tam tylko po to, aby sprawdzić moje miejsce, aby zobaczyć, ile potrzebowali ciężarówek, ale dla mojego spokoju nie zastanawiałam się zbyt intensywnie, co byłoby właściwym słowem.

„Cóż, okej” – wymamrotałam.

Stał tam.

Wpatrywałam się w niego.

„Motylku, zaciągnij tam swój tyłek” – rozkazał.

To było warte pięciocentówki.

„Jeszcze pięć centów” – powiedziałam.

Potrząsnął głową, a potem kiwnął nią na schody.

Westchnęłam i ruszyłam w tamtą stronę.

Wspięłam się. Travis i Joker wspięli się za mną.

Poszłam przejściem. Joker z Travisem szli ze mną.

Otworzyłam drzwi i weszłam do mojego mieszkania. Joker wprowadził Travisa po tym, jak to zrobiłam.

Zamknął drzwi i rozejrzał się.

Ja też.

Jedynym plusem Tory (poza tym, że miała wystarczająco dużo ludzkiej życzliwości, by poinformować mnie, że mój syn był chory, a następnie przyprowadzić go do mnie) było to, że chciała odnowić mój dom po tym, jak Aaron mnie z niego wyrzucił. Coś, na co Aaron jej pozwolił.

Dlatego dostałam większość mebli, które kiedyś sprawiały, że jego domem stawał się w dużo przyjemniejszym miejscem.

Oznaczało to, że to, co widział Joker, było niestosowne.

To piękny, drogi, wygodny segment z płowego zamszu, który pochłonął prawie każdy centymetr przestrzeni, otaczał wspaniały, duży, ciężki, rzeźbiony, kwadratowy stolik kawowy i wychodził na ogromne centrum multimedialne, w tym duży telewizor z płaskim ekranem, który zajmował całą przestrzeń na ścianie, nie zostawiając ani centymetra. Atrakcyjne stołki z twardego drewna w moim barze też nie należały do tego miejsca. Podobnie jak sprzęty na blacie i przybory kuchenne, które były drogie, bo były z najwyższej półki. Wszystko to zostało nam dane podczas przyjęcia zaręczynowego, shower i ślubu, a te prezenty pochodziły głównie od przyjaciół rodziców Aarona.

I na koniec były akcesoria, ciężkie srebrne ramki (które teraz nie zawierały zdjęć mnie i Aarona robionych przez zbyt wiele lat, gdy byliśmy razem, ale zamiast tego trzymały zdjęcia Travisa, Travisa i mnie, Travisa i mojego taty lub mojego taty, mojej mamy i Althea), drogie ozdobne drobiazgi i dok Bose, którego nie dostałam w orzeczeniu rozwodowym. Złapałam to. Ale na szczęście Aaron albo tego nie zauważył, albo był tak zajęty uprawianiem seksu z ledwo pełnoletnią modelką i zamienianiem mojego życia w nieszczęście, że nie miał siły walczyć, aby to odzyskać.

Joker nie widział mojej sypialni, w której meble również zajmowały całą maleńką przestrzeń, zwłaszcza z łóżeczkiem Travisa i przewijakiem przyciśniętym do ściany.

Dostałam nawet kołdrę i prześcieradła. Wszystko to było wspaniałe, eleganckie, a nawet królewskie.

Jak tylko mogło być.

Ja wybrałam wygodny segment.

Ale matka Aarona wybrała nasze meble do sypialni.

Poza tym miałem magazyn, za który zapłacił mój ojciec (mówiąc, że potrzebuje go do swoich rzeczy, ale byłam tam, miał tam dwa pudełka, reszta miejsca została zajęta resztkami mojego małżeństwa). Znajdował się w niej stół w jadalni z krzesłami i meble do pokoju gościnnego z jednej z naszych czterech sypialni dla gości.

Coś, co zamierzałam sprzedać, gdybym musiała.

Teraz nie zrobiłam tego i będę mogła z niego korzystać (lub większość z nich), kiedy przeniosę się do domu Tyry.

Więcej szczęścia.

„Widzę, że dupek coś ci zostawił” – mruknął Joker.

„Pięć centów” – warknęłam.

Spojrzał na mnie, zignorował mój pysk i stwierdził - „Myślę, że potrzebujemy czegoś więcej niż kilka ciężarówek”.

„To by się przydało” – potwierdziłem - „Mam też zestaw do jadalni, który byłaby świetnie, gdybyście wydobyli z magazynu mojego taty”.

„Zadbamy o to” - stwierdził i, zamiast kiwnąć głową, ścisnąć mi rękę, życzyć dobrej nocy, podając mi syna i wychodząc, poszedł w kierunku mojej kuchni, wokół blatu i do lodówki. Następnie zapytał - „Myślałaś o kolacji?”

Stałam tam, gdzie byłam i gapiłam się na niego. Potem wpatrywałam się w drzwi lodówki, kiedy prawie za nimi znikał.

Wciąż się gapiłam, kiedy się wyprostował, spojrzałam na Travisa, który przyglądał się cudom wnętrza lodówki z baczną dziecięcą uwagą i zapytałam - „Spaghetti?”

Travis spojrzał na niego i odpowiedział - „Uh”.

„Tak. Brzmi dobrze dla mnie” – odpowiedział Joker, zniknął za drzwiami lodówki i wyszedł z paczką mielonego mięsa. Jego oczy skierowały się na mnie - „Rondel?”

„Uch…”

„Dah!” - oświadczył Travis.

Joker spojrzał na niego, a potem na mnie - „Kiedy on je?”

„Teraz”.

„Zajmij się nim. Ja zrobię spaghetti”.

Okej.

Co się działo?

„Um… Joker…”

„Rzuć torbę, Motylku, i weź dziecko” – rozkazał.

„Jesz ze mną kolację?” - zapytałam.

„Tak, po tym, jak ją ugotuję” – odpowiedział.

Nie wiedziałam, co o tym myśleć, więc zapytałam - „Dlaczego?”

„Dlaczego nie?” - zapytał z powrotem.

Nie miałam na to odpowiedzi.

Na szczęście dał mi więcej.

„Jestem tutaj. Czas na kolację. Musisz jeść. Ja muszę jeść. Ty karmisz swoje dziecko. Zrobię gówno, żeby cię nakarmić”.

Podobał mi się pomysł kolacji z Jokerem. Nie byłam jednak pewna, dlaczego Joker chciał zjeść ze mną kolację.

Może po prostu był przyjacielski.

Może był po prostu głodny.

Nie pytałam.

Zamiast tego podzieliłem się - „Myślę, że teraz suma wynosi osiem pięć centów”.

Potrząsnął głową, a potem delikatnie potrząsnął moim synem jako wiadomość dla mnie.

„Zabierz swoje dziecko, Carrie”.

Carrie.

Ale zaczęło się od Althei.

Kiedy była mała, nie mogła powiedzieć Carissa i zamiast tego powiedziała Ca-ri-ri, co przekształciło się w Carrie.

Moi rodzice też tak mnie wtedy nazywali.

Kiedy straciliśmy Altheę, przestali.

Nikt nigdy więcej nie skrócił mojego imienia do Carrie. W rzeczywistości, poza nazywaniem mnie czasami „Słonko” lub „piękna” i Aarona „mała”, kiedy uprawialiśmy seks, kiedy przestał nazywać mnie Riss z jakiegokolwiek powodu, nikt nie mówił do mnie przezwiskiem lub pieszczotliwie.

Powrót Carrie powinien wywołać złe wspomnienia. Może nawet boleć.

Ale tak się nie stało.

Nie, podobało mi się, że Joker nazywał mnie Carrie.

„Mała, dzieciak” – powiedział niecierpliwie.

Skoczyłam, pozbyłam się torby Travisa i torebki, przeniosłam się do kuchni i złapałam mojego syna.

To zaczęło się zarówno dla Jokera, jak i dla mnie, kiedy włożyłam Travisa w jego wysokie krzesełko i przygotowywałam jedzenie dla niemowląt, a Joker zdjął kurtkę, rzucił ją na stołek, a następnie otwierał i zamykał szafki, chwytał rzeczy i zaczynał przygotowywać kolację.

Przysunęłam krzesełko do stołków, usiadłam na jednym i zaczęłam karmić syna.

Zrobiłam to jednocześnie oglądając Jokera. Więc widziałam, jak przyprawia zarumienione mięso solą, pieprzem i suszoną bazylią. Widziałam też, jak przeglądał moją skromną kolekcję przypraw, jakby czegoś szukał.

„Czego potrzebujesz?” - zapytałam.

„Płatki suszonej czerwonej papryki” – odpowiedział.

„Nie mam tego”.

Zwrócił się do mnie - „Nie lubisz przyprawić ostrzej?”

„Lubię. Ja tylko…” - wzruszyłam ramionami - „Właściwie po prostu jem to, co jem, dopóki jest to szybkie. Nie poświęcam na to czasu, bo nie mam ani czasu, ani energii”.

Było tak, oczywiście, ale także suszone płatki czerwonej papryki kosztowały fortunę i nie były niezbędne, więc nie było ich w mojej szafce.

Jego szczęka zacisnęła się i zamknął drzwi szafki na przyprawy.

Skupiłam się na karmieniu Travisa, który walił pięściami, w których znajdował się zestaw ogromnych plastikowych kluczyków, o tacę na krzesełku.

Ale zrobiłam to, mówiąc.

A może pół-przesłuchując.

„Umiesz gotować?”

„Tak”.

„Samouk?”

„Ucz się lub zarabiaj”.

Spojrzałam na niego z załadowaną łyżeczką dla dzieci w powietrzu - „Ucz się lub zarabiaj?”

Nie odrywał oczu od łyżki, której używał do przesuwania mięsa - „Uczyłem się lub zarobiłem, jak mój tata był wkurzony. Lubił swoje jedzenie. Nauczyłam się robić to, co lubił, bo nie przepadałam za konsekwencjami”.

Wzięłam oddech, żeby uspokoić zamieszanie, jakie wywołał jego ujawnienie, i zmusiłam mój ton do nonszalancji, jakbym pytała o pogodę, kiedy zauważyłam - „Więc nie ma mamy, a twój tata też nie był taki wspaniały”.

„Hitler nie był taki wspaniały. Mój tata był kutasem”.

Mój wzrok padł na niego. Musiał poczuć moje przerażenie, bo spojrzał na mnie.

„Zrelaksuj się, Motylku. To żart” - Wytrzymał moje spojrzenie - „Ale mój tata był kutasem”.

Kiwnęłam głową, myśląc, że nie chciał, żebym robił z tego wielką sprawę, chociaż była to bardzo ważna sprawa, więc spojrzałam z powrotem na Travisa.

Dopiero wtedy powiedziałam cicho - „Przykro mi, Joker”.

Joker nie odpowiedział.

Okej.

Zbliżał się. Nie unikał mnie. W rzeczywistości robił coś przeciwnego. Wydawał się również zafascynowany Travisem. Niewielu mężczyzn (przypuszczałam, nie testowałam tej teorii) chciało spędzać czas z samotnymi matkami i ich dziećmi. Z pewnością nie zawłaszczali, tych dzieci przy każdej nadarzającej się okazji.

Nie, jeśli zamierzali być tylko przyjaciółmi. Albo, w zasadzie, wpaść na posiłek.

I nazywał mnie Carrie.

Nadzieja rozbłysła i podjęłam decyzję.

Nadszedł czas na eksplorację.

Odchrząknęłam i wepchnęłam rozgnieciony groszek do ust mojego chłopca.

Wypluł to, zgarnęłam go i wepchnęłam z powrotem, mówiąc ultra-swobodnie - „Więc ta ładna brunetka, z którą byłaś w sobotę. Czy to twoja dziewczyna?”

„Stacy?”

Nazywała się Stacy.

Ulk.

„Nie zostałam przedstawiona”.

Travis uderzył kluczami w tacę.

„Nie dziewczyna”.

Moje serce podskoczyło.

Joker kontynuował - „Przyzwoita kobieta. Dopóki nie jest nawalona. Potem przyzwoitość wychodzi przez okno, skoro nie ma problemu z zasiadaniem za kierownicą, kiedy jest najebana. Dostała się w ten sposób w sobotę, wiedziałem, że to gówno się tak skończy, więc zabrałem ją do domu”.

Nadzieja zaczęła płonąć tak jasno, że nie kontrolowałam jej, gdy poderwałam głowę i zapytałam - „To wszystko?”

Joker przeniósł wzrok z mięsa na mnie.

„Tak jest, Carrie” – powiedział łagodnie.

Powiedział to łagodnie.

I patrzył na mnie w sposób, który mówił mi, że chciał, żebym uwierzyła w te słowa.

„Och” – wyszeptałem.

Nie powiedziałam nic więcej.

Joker też nie.

Ale wpatrywaliśmy się w siebie w mojej kuchni i nowy sposób, w jaki zaczął na mnie patrzeć, sprawił, że moja skóra zaczęła mrowić.

„Moo maa!” – zawołał Travis.

Moja głowa opadła na niego - „Co dziecko?”

Uderzył kluczami w tacę - „Gaa!”

„Czy właśnie powiedziałeś „moo maa?” - zapytałam, mając na myśli, że mój syn właśnie nazywał mnie mama.

Uderzył kluczami i kopnął nogami.

Chciał więcej groszku.

Cóż, nie chciał więcej groszku. Chciał skończyć z groszkiem, żebyśmy mogli dostać się do brzoskwiń.

Dałam mu więcej groszku, ale kiedy to zrobiłam, spojrzałam z powrotem na Jokera i wiedziałam, że kiedy to zrobiłam, uśmiechałam się promiennie.

„Myślę, że to była moje pierwsze mama” – podzieliłam się z radością.

„Tak mi to brzmiało” – zgodził się Joker.

Ale gapiłam się na niego, czując jeszcze bardziej promienną radość.

Bo po raz pierwszy, odkąd go poznałam, uśmiechał się.

Nie był przystojnym motocyklistą.

Nie.

Był motocyklistą niesamowitym.

Chciałam wstawać i skakać z wielu powodów.

Zamiast tego podzieliłam się - „Myślę, że to wcześnie”.

„Dzieciak jest geniuszem”.

Uśmiechnęłam się szerzej.

„Powie coś innego, nie wypełniasz mu brzucha” – ostrzegł Joker.

Spojrzałam na zirytowanego Travisa - „Przepraszam, głuptasku”.

„Bah, ba, ba!” – warknął.

Uśmiechnęłam się do niego i dałam mu więcej groszku.

Joker otworzył szafkę i chwycił pudełko spaghetti.

I siedziałam na stołku, w swoim skromnym mieszkaniu wypełnionym wspaniałymi meblami, po raz kolejny doświadczając czegoś nowego. Kolejnego czegoś, czego nie czułam przed tym, kiedy Joker wjechał na pas awaryjny I-25 i wszedł w moje życie.

Normalność.

Przeciętne.

Kobieta karmiąca swoje dziecko, podczas gdy mężczyzna pracował w jej kuchni, by je nakarmić.

Tak, jak powinno.

Tak jak zawsze chciałam, żeby było.

Jedyne, czego naprawdę chciałam dla siebie.

I mojego dziecka.

*****

Siedziałam na kanapie z nogami na siedzeniu, kolanami do klatki piersiowej, ramionami wokół łydek, oczami w telewizorze, zdenerwowana, jak tylko mogłam być.

To dlatego, że mój syn miał brzuch pełen pokarmu dla niemowląt i mleka modyfikowanego, a niedługo potem postanowił nazwać to nocą.

Był w swoim łóżeczku w moim pokoju.

A ja miałam brzuch pełen spaghetti, które Joker mi podał, a niedługo potem zdecydował, że pójdziemy pooglądać telewizję.

Więc siedzieliśmy na mojej kanapie i oglądaliśmy telewizję.

Podczas kolacji rozmowa nie była swobodna, głównie dlatego, że Travis ją ograniczył, jak to miał w zwyczaju. Ale sprawy potoczyły się dość łatwo.

Dopóki Joker nie zaprosił się na biwak przed telewizorem, a potem właśnie to zrobił.

Położyłam spać Travisa i dołączyłam do Jokera.

Teraz nie wiedziałam, co robić.

Mężczyźni mogli przyjaźnić się z kobietami, to była prawda (chociaż nie miałam przyjaciół mężczyzn, to prawda, widziałam to w telewizji).

Ale czy motocykliści mogli przyjaźnić się z kobietami? Czy byli typem facetów, którzy spędzali czas na kolacji i telewizji ot tak po prostu?

Zrozumiałam, choć nie zostało to potwierdzone, że Joker mieszkał w Kompleksie. I nie miał telewizora w swoim pokoju. Był jeden za barem w części wspólnej, ale nie w jego pokoju.

Może po prostu chciał mieć wygodną przestrzeń do odpoczynku. Zmiana scenerii.

A może lubił mnie.

Ale on się wylegiwał. Stopy wyciągnął w górę. Buty miał wciąż założone.

Skrzyżowane kostki. Pięty spoczywające na moim stoliku do kawy. Był zgarbiony, niedaleko ode mnie, z ramionami wyciągniętymi i spoczywał na oparciu kanapy. Jego ręka była tak blisko mojego ramienia, jakby unosiła się tam wycelowana w nie.

To oznaczało, że byłam tak rozgorączkowana, taka niepewna, taka zdenerwowana, że nawet nie wiedziałam, co oglądaliśmy.

Innymi słowy, byłam wrakiem.

Co powinnam zrobić, to go zapytać.

Lubiłam go.

On (może) dawał wskazówki, że mnie lubi.

Powinienem wiedzieć. Powinnam być dużą dziewczynką i to wyciągnąć.

Po prostu chwycić pilota, wyciszyć, odwrócić się do niego i powiedzieć słowa - „Joker, co tu się dzieje?”

Łatwo.

Dlaczego więc nie mogłam tego zrobić?

Przełknęłam.

Właściwie, do tego wszystkiego, próbowałam również kontrolować swoje usta przed otwieraniem i pytaniem, co się dzieje, jednocześnie kontrolując moje ciało przed rzuceniem się w jego ramiona.

Potem przygryzłam wargę.

Potem wzięłam głęboki oddech.

Uwięzło mi w gardle, gdy gotowa do uderzenia ręka Jokera uderzyła.

Zrobił to, chwytając kosmyk moich włosów, a następnie okręcając go wokół palca.

Zmusiłam się do oddychania i robienia tego miarowo, żeby nie usłyszał, jak się hiperwentyluję.

Dobrze, to było miłe.

Okej, czy przyjaciele kobiet kręcili włosy wokół palców?

Nie.

Nie mogli.

Czy mogli?

Bojąc się ruszyć, żeby nie stracić palców bawiących się moimi włosami, przesunęłam oczy na bok. Nie widziałem go w pełni, ale widziałem, że skupił swoją uwagę na telewizorze.

Dobra, co to znaczyło?

Musiałam wiedzieć. Nie mogłam dłużej siedzieć i nie wiedzieć.

„Joker?” - zapytałam i natychmiast odchrząknęłam, bo miałam chrapliwy głos.

„Tak, mała?” - zapytał z roztargnieniem.

Ale ja zamarłem.

Okej, przyjaciele płci męskiej nie nazywali kobiet mała. Nie w ciepły, intymny, choć rozproszony sposób, w jaki on to powiedział.

Poczułam szarpnięcie na moich włosach i to szarpnięcie, nieważne jak lekkie, przeleciało prosto przez moją skórę głowy, zasyczało w dół mojej szyi i eksplodowało w moim sercu.

„Carrie?”

Powoli odwróciłam głowę i zobaczyłam, że na mnie patrzył.

Wyglądał na zrelaksowanego. Wyglądał na zadomowionego. Lubił moje mieszkanie.

Wyglądał niesamowicie.

„Czego potrzebujesz, Motylku?” - wymamrotał.

Wiedziałam, czego potrzebuję.

Nie powiedziałam mu.

Nie werbalnie.

Opuściłam stopy, przekręciłam się, położyłam rękę na kanapie i rzuciłam się w jego ramiona.

Te ramiona zamknęły się wokół mnie i tuż przed tym, jak moje usta dotknęły jego, przepełnił mnie strach, kiedy wydawał się wychodzić z kanapy, jakby zamierzał mnie odepchnąć.

Ale nie zamierzał.

Zbliżył się do mnie, by móc prześlizgnąć się ramieniem w dół moich pleców, przez pośladki, aby zahaczyć o tył moich kolan. Owinął drugą rękę wokół moich pleców, gdy przeciągnął mnie przez swoje kolana, a następnie opadł na bok, kładąc mnie na kanapie.

I to jego usta uderzyły w moje.

W chwili, gdy to miałam, nie traciłam czasu. Rozchyliłam wargi w zaproszeniu i wbiłam palce w jego włosy.

Były grube, sprężyste, porywające.

Jego język wsunął się do moich ust.

Miałam to z powrotem.

Dzięki Bogu, miałam go z powrotem.

Trzymałam jego głowę, gdy naciskałam, a on mnie całował.

Przesunął się tak, że moje uda nie były już zahaczone na jego kolanach, rozciągając się obok mnie, a także na mnie.

I mnie całował.

Wtoczyłam się w niego, przyciskając moje ciało do jego długości, trzymając rękę mocno w jego włosach, żeby mnie nie zostawił, gdy przeciągnęłam drugą rękę po jego plecach.

I mnie całował.

Wyciągnął moją koszulkę z dżinsów i zanurkował od razu, jego szorstkie opuszki ocierały się o moją skórę, powodując dreszcze na ich ścieżce, ścieżce, która poprowadziła go po moim boku.

Przycisnęłam się bliżej.

Joker dalej mnie całował.

Potem po moich żebrach.

Trzymałam się mocniej.

Joker dalej mnie całował.

Pod moją pierś.

Nie ruszałam się.

Joker przesunął kciukiem po skórze, sam czubek szepnął o krzywiznę dolnej części mojej piersi.

Jęknęłam.

Zadzwonił telefon.

Joker przerwał pocałunek, ale nie odsunął się.

Wcisnął mi twarz w szyję.

Nawet nie próbowałam powstrzymywać mojej wyszeptanej prośby.

„Nie, nie, nie”.

„Cholera, cholera, kurwa” – warknął.

„Joker?” – zawołałam drżąco.

Podniósł głowę, a ja trzymałam go jeszcze mocniej, gdy wyciągnął rękę z mojej koszuli i sięgnął do tylnej kieszeni dżinsów po telefon.

Trzymałam go mocniej, bo lubiłam go na sobie. Podobało mi się to, co robiliśmy. I nie chciałam, żeby mnie puścił ani, żeby przestał robić to, co robiliśmy.

Ale przede wszystkim trzymałam go mocniej, ponieważ patrzył mi w oczy, a jego nie były ścianą ze stali.

Były arkuszem płonącej roztopionej stali.

„Trzymaj się mocno, Carrie” – mruknął, zanim odwrócił głowę, spojrzał na telefon i zacisnął szczękę. Usłyszałam sygnał dźwiękowy, telefon był przy jego uchu, a on powiedział - „Złe pieprzone wyczucie czasu”.

Zamknęłam oczy.

Ale nie pozwoliłam mu odejść.

Otworzyłam je, kiedy powiedział - „Nie zapomniałem. Ale mam dwie godziny, zanim tam będę”.

Patrzyłam. Słuchał.

Potem chrząknął - „Pierdolony Valenzuela”.

Valenzuela?

„Tak. Jestem u Carrie. Zajmie mi dwadzieścia” - Pauza, a następnie - „Carissa” - Kolejna pauza przed - „Racja. Później”.

Usłyszałam sygnał dźwiękowy i spojrzał na mnie.

„Musisz iść” – powiedziałam cicho.

Muszę jest kluczowym słowem”.

Wow, to było słodkie.

Uśmiechnęłam się.

Jego oczy opadły na moje usta i wydał z siebie dźwięk przypominający jęk.

To sprawiło, że przestałam się uśmiechać i wyrzucić z siebie - „Co się tutaj dzieje, Joker?”

Jego oczy wróciły do moich - „Lubisz meksykańskie?”

Moja głowa szarpnęła się na kanapie.

„Uch… tak”.

„Pracujesz jutro?”

Przytaknęłam - „Dzienna zmiana”.

„Racja, jutro Travis siedzi w wysokim krzesełku w Las Delicias, a ja karmię cię najlepszymi burritos chicharrones w Denver”.

Rozpłynęłam się pod nim.

Randka.

Zapraszał mnie (i Travisa!) na randkę.

Mogłabym włożyć podkoszulek!

Nagle przestałam się topić.

„Chicharrones są smażone zasadniczo na tłuszczu z bekonu” – podzieliłam się.

„Więc?”

„No cóż” - postępowałam ostrożnie i trochę upokarzająco - „Nie straciłam piętnastu kilo po ciąży”.

„A mi się to podoba” – oznajmił.

Zamrugałam.

„Więc starając się zachować to, co lubię, dostajesz chicharrones” – zakończył.

Kochałam chicharrones.

Chodzi mi o to, że zasadniczo były bekonem i wszystko, nawet pomijając bekon, było niesamowite.

Kochałam to bardziej, że lubił mnie jako mnie.

„Okej” – zgodziłam się, zaczynając ponownie się topić. Ale topnienie ustało, gdy sobie przypomniałam - „O, nie. Po pracy muszę spotkać się z nowym adwokatem”.

„Burritos po tym, jak zabiorę cię na spotkanie z twoim adwokatem”.

Po tym, jak on mnie zabierze.

Uśmiechnęłam się.

Jego oczy ponownie opadły na moje usta.

Potem zrobiły to jego usta i pocałował mnie słodko, ale krótko.

Podniósł głowę i powiedział w sposób, w jaki wiedziałam, że nie chce tego powiedzieć - „Muszę iść, Motylku”.

Moja odpowiedź wyszła w ten sam sposób – „Okej, Joker”.

Podniósł mnie z sobą siadając i zrywając się, ale zrobił to, łapiąc mnie za rękę i szarpiąc za sobą, więc wstałam.

Nie puścił mojej ręki, gdy ciągnął mnie do stołka.

Dopiero wtedy puścił mnie, żeby móc złapać swoją kurtkę i nałożyć ją.

Ale znów wziął mnie za rękę, kiedy zrobił cztery kroki do drzwi. Otworzył je z klucza, odwrócił się do mnie i pociągnął przed siebie.

Odchyliłam głowę do tyłu w samą porę, by jego ręka zacisnęła się lekko wokół mojej szczęki.

„Kiedy masz spotkanie?” - zapytał.

„Szósta” – odpowiedziałam.

„Odległość do biura stąd?”

„Jest bliżej pracy”.

„Racja. Pojadę po Travisa, odbiorę cię z pracy, zabiorę tam, a potem kolacja”.

„Będziesz potrzebował fotelika Travisa”.

„Zostaw to Big Petey’owi”.

Skinęłam głową.

Jego palce nacisnęły i automatycznie podniosłam się na palcach.

To był właściwy ruch, ponieważ jego głowa pochylała się w moją stronę.

Dotknął ust swoimi ustami, jego wąsy musnęły skórę, którą wcześniej uwrażliwiły, przez co moje kolana ugięły się, więc musiałam wyciągnąć ręce i złapać T-shirt na jego brzuchu.

Zbyt szybko zakończył dotyk, ale kiedy podniósł głowę, jego szorstki kciuk przesunął się po moim policzku, a jego stalowe oczy przesunęły się po mojej twarzy.

„Tak cholernie ładna” – wymamrotał i było cudem, że moje ciało nie wyrwało się z jego uścisku, żebym mogła kręcić się z radości.

„Dziękuję za kolację” – wyszeptałam, a on spojrzał mi w oczy.

„Nie ma problemu, Carrie”.

Uśmiechnęłam się.

Jego kciuk potarł moją dolną wargę, zanim opuszki jego palców wbiły się lekko i mnie puścił.

Byłam dumna, że trzymałam się i trzymałam się stabilnie, zamiast tracić jego dotyk i chwiać się.

„Później, Motylku” – powiedział.

„Później, Joker” – odpowiedziałam.

Wyszedł za drzwi, ale obejrzał się, robiąc to przez odziane w skórę ramię, złowrogi motocyklista, który miał lekki dotyk, stopiony wzrok, sposób na dzieci i utalentowane usta.

Przyłożyłam jedną rękę do krawędzi drzwi, a drugą uniosłam, żeby szybko pomachać.

Jego usta drgnęły, potrząsnął głową, po czym odwrócił wzrok i zniknął za drzwiami.

Chciałam patrzeć, jak odchodzi.

Nie patrzyłam.

Zamknęłam drzwi, zamknęłam trzy zamki, odwróciłam się do nich plecami i uśmiechnęłam się do moich masywnych mebli.

Potem uniosłam obie ręce i klaskałam przed sobą, delikatnie, ale wielokrotnie.

Potem, w lekkich podskokach, które mnie tam poprowadziły, poszłam sprawdzić, co u mojego dziecka.

Joker

Nie, nie, nie.

Gdy w głowie dźwięczała mu słodka prośba Carissy, Joker zaparkował na końcu szeregu trzech motocykli, zsiadł ze swojego i ruszył w ciemną uliczkę.

W połowie drogi, blisko śmietnika, zobaczył Speck’a, Boz’a i Hop’a krążących wokół dwóch dziwek.

Wzrok wszystkich skierowany był na niego.

Jego wzrok był skierowany na dziwki - „Wczesna noc?”

„Heidi musi z tobą porozmawiać” – powiedział Hop z niecierpliwością.

Z drugiej strony byłby niecierpliwy. Jego starsza pani była cholernie piękna. A ich nowe dziecko stanowiło jedną czwartą świata Hop’a, którego reszta składała się z dwójki pozostałych dzieci i jego kobiety.

Patrolował jak oni wszyscy.

Potem zabierał swój tyłek do domu.

Dzisiejsza noc nie była jednak jego nocą na patrol. Był tam, bo miał sposób na dziwki.

Ale te dziwki lub jedna z nich należała do Jokera.

Joker spojrzał na blondynkę, szarpnął głową, przestał iść w ich stronę, odwrócił się i zawrócił.

Usłyszał, jak jej obcasy podążały za nim i skierował do niej bok, kiedy zatrzymał się i poczekał, aż do niego dotarła.

Kiedy to zrobiła, zbliżyła się.

„Jestem wypieprzona, Joke”.

„Kochanie, jesteś dziwką pracującą dla Valenzueli. Wyciągnęłaś mnie z czegoś, co naprawdę chciałem zrobić, żeby dać mi to gówno?”

„Jestem w ciąży”.

Joker zacisnął zęby i spojrzał na swoje buty.

„Benito zeświruje” – syknęła.

Spojrzał na nią - „Wiesz, czyj to jest, czy wpadłaś do kibla?”

„Nie ma mowy, żeby klient. Tylko ochrona. To mój chłopak Brent”.

„A Brent mówi…?” – podpowiedział.

Jej twarz stwardniała – „Brent mówi, że to nie jego”.

„Jesteś pewna, że jego?”

Jej twarz bardziej stwardniała, a jej oczy zamieniły się w kamień – „Tak” – warknęła.

„Zatrzymasz je?” – zapytał.

„Nie bardzo” – wygryzła.

„Mówisz mi to, bo…?”

„Znajdę kupca”.

Gapił się.

„Co oznacza, że stracę prowizję” – stwierdziła - „Co oznacza, że będziesz musiał znaleźć inną głupią sukę, która będzie narwać Benito”.

Kurwa.

„I nawet nie proś mnie, żebym była blisko” - ciągnęła - „Jakby Benito dowiedział się, że jestem zapłodniona, zeskrobie mnie i będę miała szczęście, że zrobi to, zanim mnie pobije. Więc odchodzę, aby uniknąć wybicia gówna ze mnie. To będzie słodki koncert. Jeśli znajdę kupujących, słyszałam, że płacą rachunki za lekarza. Zapłacą za mieszkanie. Nakarmią cię. Przyniosą ci ubrania. I dadzą ci zwitek gotówki”.

Pozwolił, by jego usta się podwinęły, zastanawiając się, czy byłoby mu lepiej, gdyby matka sprzedała go jakiejś parze, która desperacko pragnęła dziecka.

Odpowiedź na to była prawdopodobnie.

„Robię ci solidną uprzejmość, uprzedzając cię” – powiedziała mu.

„Nie mogłaś podzielić się tym z Hopem?”

„Rozmawiam tylko z tobą”.

Robiła tak. Nie miał pojęcia dlaczego. Tyle że próbowała go z nim kilka razy, chcąc zastąpić Brent’a, który miał zero jaj i nałóg metamfetaminy, mężczyzną, któremu miała nadzieję ssać kutasa, by wyrwał ją spod kciuka szaleńca.

Jej problem polegał na tym, że Joker mógł pieprzyć pustą cipkę, ale nie pieprzył chciwej cipki.

„Masz namierzoną inną dziewczynę, którą możemy obrócić?” – zapytał.

„Może dla jednej dużej premii”.

Tak.

Chciwa cipka.

„Podasz imię, ona dostarczy nam rzetelnych informacji, to dostaniesz premię”.

Skinęła głową.

„Teraz, jak jesteś tutaj, ja jestem, masz coś dla mnie?”

„Myślę, że Benito najlepsze zachowuje na koniec. Nadal koncentruje się na terytorium Ruiza”.

O tym wiedzieli.

Benito Valenzuela był patologicznym alfonsem handlującym narkotykami i produkującym pornografię, który dostrzegł szansę, gdy kilku głównych graczy w Denver zmieniło się z przestępczych w coś, co wydłużyło ich oczekiwaną długość życia.

Poszedł z tym, zdobył teren, zrobił to łatwo i dostał kompleks, że będzie nie do powstrzymania.

Dostał też misję.

Przejąć kontrolę nad Denver.

Całym.

Łącznie z Chaosem, pięciomilowym obszarem otaczający Ride, który według zarządzenia Chaosu, był wolny od narkotyków i dziwek. Zadekretowali to, ale zrobili to także patrolując - bracia wychodzą co noc, aby utrzymać swój teren w czystości.

Od jakiegoś czasu kłócili się z Valenzuelą. Uwaga Chaosu zwróciła się na inne kwestie. Uwaga Valenzueli zwróciła się na inne tereny. Ale mieli potyczki, w tym najechali produkcję pornograficzną, aby uwolnić najlepszą przyjaciółkę Tabby, która spłacała swój dług u Valenzueli, debiutując w filmie.

Valenzuela nie przyjął tego życzliwie.

Od tego czasu był uśpiony, jeśli chodzi o Chaos, robiąc to, co zwykle, wysyłając dilerów i dziwki do Chaosu, powodując bóle głowy, ale nic ekstremalnego.

Ale nadchodziło ekstremum. Każdy członek Klubu postawił sobie za cel wiedzieć wszystko, co mógł wiedzieć o Valenzueli wszelkimi dostępnymi środkami.

Nie zapomniał o Chaosie.

Ich problemem nie był tylko on. Chodziło o to, że z każdym wykonanym ruchem dostawał więcej pieniędzy, co oznaczało większą siłę ognia.

Nikt nie był nie do powstrzymania.

Jednak część przeszłości i przyszłości, której Joker dowiedział się o swoim Klubie, obejmowała fakt, że Valenzuela był kiedyś uciążliwy.

Teraz był realnym zagrożeniem.

Nadszedłby taki dzień, w którym Chaos w ciągu następnych kilku lat przeniósłby się w dowolnym momencie, aby zneutralizować to zagrożenie.

Ale Tack poprowadził Klub od wrogich negocjacji, które doprowadziły do agresywnych obaleń, które mogły być krwawe dla wszystkich zainteresowanych, do manewrów defensywnych, które koncentrowały się wyłącznie na ich terytorium.

Gdyby Valenzuela zagroził im bezpośrednio, Klub przeniósłby się, by go pokonać.

Do tego czasu utrzymywali swoje gówno w czystości, a rodziny chronili przed ciosami.

To była dyskusja, którą Rush miał ze swoim ojcem. Ponieważ nawet jeśli Tack wyciągnął Klub z manewrów, które zaczęły się wrogie i doprowadziłyby do przemocy, Tack wciąż był nastawiony na robienie wszystkiego, co było do zrobienia, aby utrzymać ich terytorium w czystości.

Rush uważał, że Klub powinien zostawić policyjną pracę policji.

Do tego momentu Jokera gówno obchodziło to, co robił Klub. Cokolwiek to było, całkiem się z tym zgadzał.

Ale stojąc w alejce z dziwką, zamiast odkrywać wiele sposobów, w jakie chciał sprawić, by Carissa Teodoro jęczała na kanapie, miał teraz swoje zdanie.

I do tego momentu Joker nie rozumiał, dlaczego Tack nie wypracował konsensusu z synem.

Ale stojąc w tej alejce dzień po tym, jak podjął decyzję, którą powinien był podjąć lata temu na parkingu przed szpitalem, zrozumiał.

Bo Joker stał w zaułku z dziwką.

To, czego nie robił, to odkrywanie sposobów, w jakie mógłby sprawić, by Carissa jęczała, coś, czego nie wiedział, do czego to zaprowadzi, po prostu wiedział, dokąd chciał, żeby to poszło.

A Tack poprowadził swój Klub z dala od ciemnej ścieżki przez krew, a potem zemstę, by go oczyścić.

Zasłużył sobie na blizny.

Teraz jego nowi bracia, którzy nie przeszli przez ogień, by odwrócić Chaos, byli przyszłością Klubu. Musieli udowodnić swoją siłę i zasłużyć na blizny.

Pewnego dnia Tack ustąpi.

A Klub byłby na łasce tego, co zostawił.

Ale Tack wiedział, że nie można przewodzić bez wiedzy.

Nie można żądać szacunku, nie zdobywając go. Nie można zrozumieć bez doświadczenia.

Kurwa, facet miał to w ruchu.

„Żyjesz tam?” – zawołała Heidi.

Skupił się na niej - „Chcę, żebyś złapała przyjaciółkę i zeszła z naszego terenu”.

„To samo ćwiczenie” – mruknęła.

Nie potwierdził, bo to była strata oddechu. Miała rację. Chaos nie pozwalał na dziwki na swoim terenie. Powiedziano jej to więcej niż raz. Podobnie jej przyjaciółce.

„Podaj mi nazwisko swojej zastępczyni, zanim znikniesz” – zażądał.

„Nieważne”.

Przyglądał się jej przez chwilę, zanim poradził - „Dziewczyno, wyluzuj, zabieraj na przejażdżkę zdesperowaną parę, wymachując cennymi rzeczami przed ich twarzami, pozostań luźna. Wypierdalaj z tego życia”.

„Nie umiem robić nic więcej” – odpowiedziała ostro.

„Masz mózg. Ucz się” - odpalił.

Zobaczyła swoją szansę i jak zwykle nie zawahała się jej chwycić.

Przysunęła się do niego, twardość usunęła się z jej twarzy, zabrzmiało coś fałszywego, o czym nie wiedziała.

„Mógłbyś zabrać ze mną tę przejażdżkę. Podzieliłabym się dochodami i trzymała się z dala od życia dla przyzwoitego faceta”.

Joker cofnął się. Nic nie powiedział; pozwolił swoim czynom mówić.

Przechyliła głowę na bok i szepnęła - „Pewien, że możesz mieć lepiej?”

Musiałby pomyśleć o tym pytaniu dzień wcześniej.

Dziewięć lat temu znał odpowiedź aż do głębi i nie była ona dobra.

W tym momencie, czując dotyk miękkiej skóry Carissy wciąż na dłoni, dotyk jej palców na jego głowie, wizja jej banalnego machnięcia na pożegnanie wypalona w jego mózgu, wciąż nie był pewien odpowiedzi.

Ale przechylał się w inną stronę.

„Uważaj na siebie, Heidi” – powiedział, żeby to zakończyć, nawet mówiąc to, wiedział, że to zrobi. Zrobiłaby wszystko, żeby o siebie zadbać.

Sprzeda nawet swoje dziecko, żeby to zrobić.

„Nie mam wyboru, Joke” - odpowiedziała.

Odłączyła się, zabrała dziewczynę i odleciały.

Dołączyli do niego jego bracia.

„Nie jestem wielkim fanem kręcenia się w alejce z cipkami do wynajęcia, czekając, aż jej ulubiony obiekt stawi się na audiencji przed królową pszczół” – oświadczył z irytacją Boz.

„Nie królowa pszczół” – powiedział Joker - „Suka jest w ciąży. Zniknie za dnia. Ale mówi, że zorganizuje zastępstwo”.

„Wstrzymujemy oddech?” – spytał Speck.

„Nie radziłbym” – odpowiedział Joker.

„Pomyślę o tym” – stwierdził Hop - „Wymyślam jedną, która, jak sądzę, będzie otwarta na podejście, zaplanujemy”.

Hop spojrzał na Jokera – „Jesteś dziś z Rush’em?”

„W drodze powrotnej do Kompleksu, aby połączyć siły” – potwierdził Joker.

Hop skinął głową i powiedział - „Do domu” - Potem poszedł tam.

Bez pięknych kobiet w łóżkach i dzieci pod dachami Boz, Speck i Joker szli alejką w kierunku swoich motocykli o wiele wolniej.

„Ufałeś kiedyś tej suce?” – spytał Speck.

„Nie wymyśliła zbyt wiele, ale ostrzegała nas, gdzie Valenzuela kieruje swoją uwagę, a jej informacje rzadko się myliły” – odpowiedział Joker.

„Myślisz, że zniknie, zanim sprzeda nas Valenzueli, grając w oba końce?” – spytał Speck.

Joker potrząsnął głową - „Nie wie ni chuja o nas, więc nie ma nic do zaoferowania. Jak będzie na tyle głupia, że podzieli się tym, co wygadała, do rana będzie w kostnicy. Heidi może nie jest wielka, ale nie jest głupia”.

Speck nie odpowiedział.

Wsiedli na motocykle, ale zanim rozjechali się, Boz zawołał - „Ostry na patrolu”.

A kiedy to powiedział, Joker to poczuł.

Coś nowego.

Na patrolu Jokera gówno obchodziło, co zaszło. Robił to, co musiał zrobić, aby jego Klub chronił to, co należało do nich.

Ale w tej chwili wiedział, że będzie ostry na patrolu.

Nie żeby nie był wcześniej.

Po prostu, gdyby wydarzyło się coś niezwykłego i sprawy stałyby się brzydkie, miał zamiar się upewnić, że nie będzie to dla niego brzydkie.

A Joker miał plany na jutro wieczorem, których nie mógł przegapić.

 


 

1 komentarz:

  1. Dziękuję za rozdział :) Oj też ktoś mógłby ugotować mi spagetti ale łapie się jedynie na wode na herbate i kawe z expresu :)

    OdpowiedzUsuń