Rozdział
5
Miałam
to
Carissa
Usiadłam
przy blacie w kuchni, patrząc zmęczonymi, podpuchniętymi oczami na przedmioty,
które na niej położyłam.
Miałam
podpuchnięte oczy, ponieważ Tyra i Lanie przyszły wczoraj wieczorem na kolację,
żeby dołączyć do mnie i Elviry i zostały przez jakiś czas. Były słodkie i
wspierające w autentyczny sposób, z którym niestety nie miałam zbyt dużego
doświadczenia i dlatego też nie do końca im ufałam.
Mimo
to dałam im to. Wszystko.
Umierająca
Althea.
Jak
Aaron zapraszał mnie na randkę w liceum, a ponieważ był bogaty, uroczy i był
dobrym piłkarzem, moja akceptacja katapultowała mnie do popularnych dzieciaków,
miejsca, w którym nigdy nie czułam się komfortowo, ale zostałam.
Umierająca
mama.
Plotka,
która mówiła, że Aaron uprawiał seks z moją rzekomo najlepszą przyjaciółką
Marley, kiedy byliśmy juniorami, robiąc to, ponieważ nie chciałam się mu oddać.
Ale z jakiegoś powodu utknął ze mną, mimo że zgodziłam się dopiero na dzień
przed jego wyjazdem do Massachusetts, aby iść do college’u.
Podzieliłam
się również, że zignorowałam tę plotkę.
I
powiedziałam im, że kiedy mieszkał w akademiku, będąc jeszcze na pierwszym
roku, a ja pojechałam z wizytą, podsłuchałam, jak jego przyjaciele chichotali o
dziewczynie o imieniu Katie i o tym, jak planowali trzymać ją z dala od Aarona,
kiedy ja go odwiedziłam.
Podzieliłam
się tym, że to również zignorowałam.
Powiedziałam
im też, że Aaron powiedział, że nie może beze mnie żyć podczas naszego
pierwszego lata po jego powrocie do domu, więc wbrew życzeniom ojca rzuciłam
UC, przeniosłam się do Cambridge, dostałam pracę w The Gap i mieszkanie z
czterema innymi dziewczynami. Próbowałam dostać się do tamtejszej szkoły, ale
walcząc między płaceniem czynszu a Aaronem nie udało mi się to.
Następnie
opowiedziałam im o czasach, kiedy Aaron był na studiach magisterskich i zerwał
ze mną na trzy miesiące, i umawiał się z koleżanką ze studiów.
Potem
powiedziałam, że wrócił na zgiętym kolanie, z pierścionkiem i tak dalej i
pobraliśmy się, i mieliśmy wielkie wesele, co matka Aarona zadecydowała, że musimy mieć, za które mój ojciec
zapłacił, ale najwyraźniej nie podobało mu się to. I to nie dlatego, że oddawał
swoją córeczkę, ale dlatego, że nie był wielkim fanem tego, komu ją oddawał.
Potem wróciłam do pracy, teraz jako kierownik The Gap, podczas gdy Aaron
skończył studia prawnicze.
Powiedziałam,
że po ukończeniu przez niego studiów przeprowadziliśmy się do domu, ponieważ
był on domem, który czekał na nas, bo jego rodzice dali nam go na nasz ślub.
Podjęłam
pracę na pół etatu w ekskluzywnym butiku, który niewiele płacił, ale mimo
wszystko oczekiwał, że będę nosić ubrania, które kosztowały fortunę (ich, a oni
dali tylko dziesięć procent zniżki). To zatrudnienie było czymś, co matka
Aarona uznała za „dopuszczalne”, zanim założyliśmy rodzinę, z czego zrezygnowałam
i zaopiekowałam się tą rodziną (z pierwszą częścią się nie zgadzałam, z drugą zgadzałam).
Aaron
objął stanowisko młodszego współpracownika w starej firmie jego ojca, która
była starą firmą jego dziadka, co oznaczało, że chociaż obaj opuścili ją, by
zostać sędziami, ich nazwisko wciąż widniało na papierze firmowym. I chociaż
Aaron był młodszym współpracownikiem, szybko sprowadzili go do partnera.
Dawał
mu soczyste sprawy. Umieścili go jako drugie krzesło dla wielkich nazwisk w
firmie, aby mógł uczyć się od najlepszych.
Wszystko
to znaczy, że pracował brutalnie sto dwadzieścia godzin w tygodniu, o czym
teraz wiedziałam, że nie było prawdą, ponieważ wiele z tych godzin zabiegał o i
wygrywał Tory.
I
na koniec podzieliłam się, że posiadanie Travisa było pomysłem Aarona.
Może
nie używałam go od jakiegoś czasu, ale miałam mózg, co oznaczało, że miałam
wrażenie, że sprawy z moim mężem nie były w porządku. Nigdy nie wprowadziłabym
w to dziecka.
Ale
chodziło o nas, o naszą przyszłość, o naszą rodzinę, o uczynienie jej silniejszą
(jego słowa), jeden z tych momentów, których nie rozumiałam - i rozumiałam go
mniej teraz, kiedy to się skończyło - kiedy był tak mi oddany, że nie wydawały
się prawdziwe.
Może
dlatego, że tak nie było.
Ale
było pięknie.
Więc
znowu przymknęłam oko, poddałam się, rzuciłam pracę, kiedy zaczęłam być w ciąży
i, wkrótce po tym, skończyłam w piekle.
Powiedziałam
im to wszystko i więcej.
Więc
dużo płakałam. Lanie płakała razem ze mną. Tyra kilka razy wybuchnęła łzami.
Elvira
po prostu wyglądała na złą.
Gdyby
nie była taka zabawna, przyjazna i miła, przerażałaby mnie. Na szczęście była
tymi wszystkimi rzeczami (ale też przerażającą). Wyszły, a teraz moje oczy były
zmęczone, ponieważ po tym, jak to zrobiły, chociaż dobrze było to wyrzucić z
siebie, podzielić się tym z ludźmi, których jak się wydawało, to obchodziło,
nie spałam.
Nie
zrobiłam tego, ponieważ nie chciałam robić złych rzeczy, na które Bóg
zmarszczyłby brwi (poważnie), aby zatrzymać Travisa.
Chyba
że była to ostatnia deska ratunku.
I
tak nie było.
Jeszcze
nie.
To
dlatego wyłożyłam rzeczy na moim blacie kuchennym.
Platynowy
naszyjnik z ćwierć karatowym diamentowym wisiorkiem, który dał mi tata. Perły i
diamenty, które moja babcia dała mi z okazji ślubu. Szmaragdowo-diamentową
bransoletkę tenisową, którą dali mi rodzice Aarona, kiedy się zaręczyliśmy.
Złote bransoletki, które Aaron kupował mi co roku na Walentynki (która również
była naszą rocznicą ślubu – banał, teraz wstydliwy, co ze mną jako beznadziejną
romantyczką z naciskiem na beznadziejność).
I
mój pierścionek zaręczynowy i obrączka.
Zaczęłabym
od sprzedaży bezużytecznych rzeczy, które dali mi Aaron i jego rodzice, a
następnie w razie potrzeby przejdę do innych.
I
znajdę adwokata, który zajmie się moją sprawą, będzie bezwzględny, załatwi mi
alimenty, na jakie zasługuje Travis i
wyjaśni Aaronowi, że nigdzie się nie wybieram.
Gdyby
to się skończyło, znalazłabym inny sposób, sprzedając meble, które dostałam po
rozwodzie, które miałam w magazynie (no cóż, tato miał, bo zapłacił za to) jako
jeden z nich.
A
gdyby do tego doszło, padłabym na kolana.
Po
prostu zamierzałam najpierw wyczerpać wszystkie inne opcje.
Ale
nie zamierzałam stracić syna.
Kiedy
o tym myślałam rozległo się pukanie do drzwi i spojrzałam na nie.
Nie
potrzebowałam towarzystwa i nie mogłam pojąć, jak mógłabym je mieć. Nikt mnie
nie odwiedzał.
Ale
zostawiłam samochód w Ride i miałam dzienną zmianę w sklepie. Musiałam pojechać
autobusem. Sprawdziłam trasę i jeden wypadł jakieś trzy przecznice od sklepu.
Ale nie miałam pojęcia, jak długo by to trwało. Moja normalna droga do pracy
trwała dwadzieścia minut, ale na wszelki wypadek dodałam kolejne trzydzieści.
Musiałam
wyjść.
Zsunęłam
się ze stołka i podeszłam do drzwi. Wyjrzałam przez wizjer, zobaczyłam, że na
zewnątrz stał facet od kombinezonu z Ride (znowu w kombinezonie) i z pewnym
zmieszaniem otworzyłam drzwi.
„Hej”
– przywitałam się, gotowa powiedzieć mu, że mógł zadzwonić z kosztorysem. Nie
podałam dokładnie jemu swojego numeru, ale Tyra była kierownikiem biura w Ride
i dałam go jej.
Przemówił,
zanim ja zdążyłam.
„Samochód
jest na dole”.
Wyciągnął
w ręce moje klucze, a ja automatycznie uniosłam rękę, żeby je wziąć.
Rzucił
mi je w dłoń i mówił dalej - „Nowe opony. Nowy alternator. Nowe zaślepki. Nowe
amortyzatory. Nowy układ wydechowy. Wymiana oleju. Aha, i nowe wycieraczki.
Chłopcy napełnili bak i też go dopracowali. Wszystko w porządku”.
Zamrugałam
na niego - „Alternator?”
„Układ
transmisyjny”.
Układ
transmisyjny?
Co
u licha?
Kosztują
fortunę.
„Układ
transmisyjny?” - wyszeptałam.
„Tak”.
„Ja…
uh, poprosiłam o wycenę…”
Przerwał
mi - „Ride się zajął”.
„Przepraszam?”
„Bez
opłat. Ride to obejmuje. Oznacza to, że Chaos to pokrywa. Nie jesteś nic winna”.
Jak?
Czemu?
Co?
Spojrzał
za siebie, potem na mnie – „Później” – powiedział i nie czekając na moje
pożegnanie ani na jedną z wielu innych rzeczy, które mógłabym powiedzieć,
pobiegł na otwarty korytarz, który biegł przed naszym budynkiem.
Patrzyłam i już miałam do niego zawołać, kiedy
zadzwonił mój telefon. Był już na schodach na L za budynek, a ja miałam
dzwoniący telefon, więc zamknęłam drzwi, przekręciłam klucz i pospieszyłem do
telefonu na blacie w kuchni.
Na
wyświetlaczu widniało Nieznany rozmówca.
I
tak go odebrałam.
„Halo?”
„Czy
mogę porozmawiać z Carissą Teodoro?” – zapytał urzędowy kobiecy głos.
„Przy
telefonie”.
„Dobrze,
proszę poczekać, łączę z panią Howard”.
„Przepraszam?
Kto?” - zapytałam.
„Pani
Howard. Gustafson, Howard i Pierce. Proszę poczekać”.
O
nie. Nie podobało mi się to.
Czy
Aaron znalazł nowy sposób na robienie mi kłopotów?
Gustafson,
Howard i Pierce brzmiało jak firma prawnicza. Nie potrzebowałam już więcej
takich w moim życiu, z wyjątkiem tego, który opłacę, kiedy sprzedam fałszywe
znaki miłości Aarona.
„Pani
Teodoro” – odezwał się bardziej urzędniczy kobiecy głos.
„Uch…
tak” – odpowiedziałam.
„Racja.
Witam. Jestem Angelique Howard, ale moi klienci nazywają mnie Angie”.
„No,
okej” – wepchnęłam, zanim mówiła dalej.
„Dziś
rano dostałam telefon od pana Allena, więc przedstawiam się, zanim odeślę panią
do mojej asystentki. Zabierze dane pani ostatniego adwokata, abyśmy mogli się z
nim skontaktować w celu uzyskania pani akt. Kiedy je zdobędziemy, omówię, co
się dzieje z twoim byłym mężem i opracuję strategię”.
Nie
wiedziałam, co się dzieje, więc zaczęłam od najłatwiejszej części.
„Pan
Allen?” - zapytałam.
„Tak.
Pan Allen. Kane Allen. Menedżer operacyjny sklepów Ride Auto Store i Custom
Design. Jesteśmy z nimi na stałe, a moją specjalnością jest prawo rodzinne.
Więc zajmę się panią”.
Nie
odezwałam się, bo nie mogłam.
Nie
potrzebowała mnie do tego. Nie skończyła.
„Kiedy
zobaczę, co się dzieje, poproszę Leanne o skontaktowanie się z panią i umówimy
spotkanie, abyśmy mogli spotkać się twarzą w twarz i porozmawiać o tym, co
zamierzamy robić w przyszłości. Będzie tak dobrze?”
Nie.
Nie było. Przede wszystkim dlatego, że nie miałam pojęcia, co się dzieje.
„No
cóż, muszę przyznać, pani Howard…” – zaczęłam.
„Angie”.
„Racja,
Angie” – powiedziałam szybko - „Muszę przyznać, że nie wiem, co się dzieje”.
„Pan
Allen nie rozmawiał z panią?”
Nie.
Nie byłam nawet pewna, czy wiem, kim on jest.
„Nie
bardzo” – odpowiedziałam.
„W
porządku, więc Chaos wykorzystuje umowę z nami, by sprawdzić, co pan Neiland
robił z panią. Powiem od tego trochę, co słyszałam, że brzmi to podejrzanie.
Szczerze mówiąc, choć myślę, że to pani nie zaskoczy, Neiland i Belkirk są w
pobliżu od tak dawna, że założyli sieć dobrych starych chłopców w Denver i
cieszą się statusem członków założycieli. Co, podzielę się, uważam za
denerwujące. Dlatego z przyjemnością będę się w to zagłębiać”.
„Ja…”
„Więc
na koniec wszystko jest w dobrych rękach. Po prostu powiedz Leanne, gdzie
możemy zdobyć twoje akta, a ja zacznę”.
„Cóż…”
Przemówiła
przeze mnie - „Miło było panią poznać, nawet przez telefon. Miłego dnia”.
Nic
nie słyszałam, dopóki nie usłyszałam pierwszego głosu, który wrócił i
powiedział - „Witam ponownie, pani Teodoro. Jestem gotowa spisać informacje o pani
starej firmie”.
„Myślę,
że najpierw muszę porozmawiać z panem Allenem” – podzieliłam się.
„Racja.
Okej. Zrobi to pani to. W międzyczasie proszę podać mi dane ostatniego
adwokata. Angie nie może się doczekać, żeby to zrobić i kazała mi
wygospodarować swoje popołudnie, żeby to zrobić”.
Wygospodarować
jej popołudnie?
To
popołudnie?
„W
porządku, w takim razie może powinnam porozmawiać z panią How... to znaczy
znowu przez chwilę z Angie” - spróbowałam.
„Ona
już prowadzi inną rozmowę”.
Wzięłam
głęboki oddech.
„Pani
Teodoro, przepraszam, że pośpieszam” – powiedziała Leanne, kiedy nie spieszyłam
się z tym – „Ale Angie chce mieć te akta do dzisiejszego popołudnia, więc muszę
to złamać. Nazwisko pani starego adwokata?”
Wypuściłam
oddech, podając jej nazwisko mojego starego adwokata.
„Dobry
człowiek” – mruknęła – „Nie tak dobry jak Angie. Okej!” - zawołała radośnie - „Robimy
to. Miłego dnia, pani Teodoro”.
Nie
czekała, aż podzielę ten sentyment. Rozłączyła się.
Wpatrywałam
się w telefon, zastanawiając się, skąd w ogóle dostali mój numer.
Wtedy
pomyślałam o Tyrze. Albo Lanie. Może Elvira. Wczoraj wieczorem wymieniłyśmy się
numerami. Może o to chodziło.
Poczułam,
że coś wgryza się w moją dłoń, więc uniosłam to i spojrzałam.
Moje
kluczyki do samochodu.
Nowy
alternator.
Spojrzałam
na drzwi.
Kane Allen. Menedżer operacyjny
sklepów Ride Auto Store i Custom Design. Jesteśmy z nimi na stałe, a moją
specjalnością jest prawo rodzinne. Więc zajmę się tobą.
Kane
Allen, kierownik operacyjny sklepów Ride Auto Store i Custom Design.
A Joker był członkiem Klubu, który prowadził
rzeczony biznes.
Coś
nieprzyjemnego prześlizgnęło się przeze mnie. A po wczorajszym upieczeniu
ciasta dla Jokera, odłożeniu go na bok przez niego, jakby nic nie znaczyło,
telefonie od Tory, chorobie mojego syna, moim upokorzeniu się przed pięcioma
nieznanymi mi osobami (i Jokerem) spowodowanym moim wrzaskiem jak wariatka,
załamaniu się przed trzema kobietami, których też nie znałam o wszystkim, co
Aaron mi robił, nie płakałam (znowu). Nie czułam się upokorzona (znów).
Byłam
zła.
Nie
było nic, co mogłabym zrobić z tą złością.
Nie
wtedy. Musiałam jechać do pracy.
I
miałam nadzieję, że Travis będzie się czuł lepiej, więc Tory go do mnie przywiezie,
bym mogła go zobaczyć.
A
potem mogłaby coś zrobić z tą złością.
Zdecydowanie.
*****
Cztery
godziny później Tory przyprowadziła Travisa. Byłam przy kasie i widziałam, jak
wchodzili.
Moje
serce podskoczyło. Mój chłopak wyglądał blado, ale też patrzył prosto na mnie,
wyciągnął ręce w moją stronę i zaskrzeczał (chrapliwie).
Chciał
od swojej mamy.
Moje
serce rozgrzało się, gdy łaskotało mnie w gardle.
Moja
menedżerka Sharon, która była urocza i która wiedziała, że Travis był chory (i
trochę o tym, że Aaron był palantem), pozwoliła mi skończyć z klientem i zjeść
lunch.
Mój
sklep spożywczy należał do LeLane. Był to market spożywczy dla smakoszy.
Znajdowały się w nim wszystkie rzeczy, które miały normalne sklepy, takie jak
musztarda i śmietana, ale były znacznie droższe. Miał też mnóstwo innych
rzeczy, których nie ma w normalnych sklepach, takich jak żywe homary, skrzynka
z serem, która sprawiłaby, że każdy Francuz westchnąłby z zachwytem (domyślam
się, że nigdy nie spotkałam Francuza) i tym podobne. Mieli ich sześć w
okolicach Denver, jeden w Boulder, jeden w Fort Collins, dwa w Colorado Springs
i dwa w Pueblo.
Były
własnością rodziny. Dbali swoich klientów i pracowników, a robili to drugie,
dając wspaniałe benefity, będąc miłymi, kiedy poświęcasz swoje godziny (na
przykład robili, co w ich mocy, aby pozwolić mi pracować w dni, kiedy miałam
Travisa, więc nie musiałam płacić dodatkowo za opiekę po godzinach) i płacili
stosunkowo dobrze.
Ale
ich rzeczy były drogie. Mieli też zniżki pracownicze, ale z nich nie korzystałam.
O ile Travis tego nie spożywał, do końca szłam rdzennie.
Tory
jednak robiła zakupy w LeLane bez mrugnięcia.
I
właśnie to robiła, żeby zabić swój czas, kiedy ja karmiłam mojego chłopca i
spędzałam z nim czas w pokoju socjalnym.
Kiedy
minęło trzydzieści minut, ukryłam rozpacz przed synem i wyszłam.
Tory
czekała na mnie przy swoim mercedesie.
„Czy
mogę go zapiąć?” - poprosiłam.
Skinęła
głową i odsunęła się od drzwi po stronie pasażera, ale zrobiła to, otwierając
je dla mnie.
Włożyłam
go do środka, połaskotałam go, zmusiłam do chichotania, a potem pocałowałam go
w jego mokre, otwarte usta.
To
sprawiło, że złapał mnie za włosy.
Zwalczyłam
łzy - „Do zobaczenia za kilka dni, skarbie.”
„Goo,
gah!”
Uśmiechnęłam
się do niego, ponownie pocałowałam jego usta, potem policzek, głowę i musiałam
iść do pracy, ale woląc znosić tortury, odsunęłam się.
Spojrzałam
na Tory - „Dzięki”.
„Cieszę
się, że spędzasz z nim czas”.
Starałam
się nie zwracać na nią zbyt wiele uwagi, ale właśnie wtedy to zrobiłam.
Wyglądała
dziwnie. Nie wyniośle (co nie zdarzało się często, ale się zdarzało).
Niezadowolona (co było często). Nie obojętna (również często).
Zmartwiona.
Nie
pytałam. Nie chciałam wiedzieć. Ale gdybym miała zgadywać, może miała
dwadzieścia jeden lat, była szczupła i piękna, a jej narzeczonym był wschodzący
prawnik w jednej z najbardziej uznanych i najbogatszych firm w Denver, ale to,
co działo się z Aaronem i ze mną, nie mogło jej umknąć.
Byłam
niewiele starsza od niej i zostałam zastąpiona. Następnie powalona na ziemię.
Potem kopnięta, gdy byłam na dole. I na koniec trzymana z dala od mojego syna,
kiedy był chory.
Przypuszczam,
że zaczynało jej świtać, że, gdyby nie powstrzymała Aarona (a jak nie zrobiłaby
tego, byłaby mną za kilka lat), mogłaby stawić czoła temu samemu.
To
było niemiłe, ale to nie był mój problem.
Mój
problem polegał na tym, że musiałam zostawić syna, iść do pracy, a po pracy jechać
do Ride.
„Jeszcze
raz dziękuję i dbaj o siebie” – wymamrotałam, zamykając drzwi za moim synem,
machając palcem i uśmiechając się szeroko przez okno, podczas gdy on patrzył na
mnie, wyglądając tak, jak wtedy, gdy był już gotowy, by zacząć płakać.
„Tak,
ty też” – odpowiedziała Tory, gdy szybko odwróciłam się i pognałam z powrotem
do sklepu.
*****
Cztery
i pół godziny później wjechałam do Ride.
Znowu
nie parkowałam na miejscach parkingowych przy sklepie. Nie zaparkowałam też
przy jednej z dużych zatok warsztatu.
Zaparkowałam
przed Kompleksem na otwartej przestrzeni przy rzędzie motocykli.
Chwyciłam
torebkę, wyrzuciłam nogę odzianą w granatowy Convers, wyjęłam z siedzenia tyłek
w kolorze khaki i zatrzasnęłam drzwi. Powiesiłam torebkę na ramieniu i
pomaszerowałam do podwójnych drzwi Kompleksu.
Otworzyłam
jedną, weszłam i zamrugałam szybko w nagłą ciemność, wciąż wchodząc, patrząc na
bar.
Stało
się to jasne i zobaczyłam, że to mój szczęśliwy dzień.
Wśród
czterech innych mężczyzn siedział tam Joker.
„Yo,
kochanie” - zawołał jeden z nich.
„Yo”
- odpowiedziałam wyniośle, nie spuszczając wzroku z Jokera.
Wtedy
nie zmarnowałam ani sekundy - „Joker, przepraszam, że znowu przeszkadzam, ale
czy mogę zamienić słowo?”
„Travis
w porządku?” – zapytał natychmiast Joker.
Zapytał,
że było słodkie i słodkie, że było natychmiastowe.
Ale
nie byłam w słodkim nastroju.
„Tak,
widziałam go w czasie lunchu. Jest blady i wciąż trochę kaszle, ale nic mu nie
jest. Czy teraz możemy porozmawiać?”
„Czy
nie rozmawiamy?” – zapytał.
„Na
osobności” - wyszło prawie jak warknięcie.
W
tym momencie poczułam nastrój i spojrzałam na pozostałych trzech mężczyzn. Żadnego
z nich nie spotkałam ani nie widziałam. Wszyscy wyglądali na ciekawych i nie
ukrywali tego, i byli niezmiernie rozbawieni, i tego też nie ukrywali.
To
ostatnie było nastrojem panującym w pomieszczeniu.
To
też mnie nie zawstydziło.
Nie
miało to też sensu. Nie znalazłam niczego zabawnego.
„Dlaczego
nie zabierzesz jej do swojego pokoju, Joke?” - zasugerował jeden z chłopaków.
„Tak,
chodźmy tam” – zgodziłam się.
Zabrzmiał
urwany śmiech, który został przełknięty, gdy spojrzałam na człowieka, który go
emitował. Zacisnął usta, ale w chwili, gdy to zrobił, jego oczy zrobiły się
ogromne, jakby hamując go, jego humor miał sprawić, że jego głowa eksplodowałaby.
„Hall”
- powiedział Joker i spojrzałam na niego.
„Przepraszam?”
Zszedł
ze stołka i wskazał głową do tyłu.
„Mój
pokój jest w dole korytarza”.
„Racja”
- powiedziałam krótko, wyprostowałam ramiona i równie dobrze mogłam odrzucić
kucyk, gdy odwróciłam się i pomaszerowałam do drzwi, z których wczoraj wyszedł
Joker.
Zrobiłam
to, nie wiedząc, że mój marsz wiązał się z dużą sprężystością. Ale czułam oczy,
więc zrobiłam to bardzo, wiedząc, że wszyscy mnie śledzą.
Dotarłam
do drzwi i usłyszałam wprost Jokera - „W lewo”.
Poszłam
w lewo.
„Stop”
- rozkazał, kiedy byłam dwa drzwi przed końcem.
Nic
dziwnego, że był to długi korytarz, biorąc pod uwagę, że był to długi budynek.
Zaskakująca była jednak liczba drzwi.
Stałam
na zewnątrz otwartych i zajrzałam do środka.
Nie
był duży, nie był mały.
To,
co to był, był brudny.
Przełknęłam.
Wyczułam
blisko Jokera i spojrzałam, by zobaczyć, że stoi po przeciwnej stronie drzwi,
machając ręką w kierunku pokoju.
Wmaszerowałam.
Wszedł
za mną.
„O
czym myślisz?” - zapytał, kiedy się odwracałam i zobaczyłam, że zamykał drzwi.
„Twój
pokój musi zostać posprzątany” – oznajmiłam.
„Co?”
- zapytał.
„Twój
pokój” – wyrzuciłam rękę – „trzeba go posprzątać”.
„Zajmą
się tym moje pokojówki” – mruknął, po czym zapytał – „Czy to dlatego musiałaś
porozmawiać na osobności?”
Potrząsnęłam
głową, wyprostowałam ramiona i oświadczyłam - „Mam nowy alternator”.
Jego
brwi ściągnęły się razem - „Powtórz?”
Wskazałem
kciukiem na siebie - „Mam nowy alternator”.
Potrząsnął
głową - „Nie rozumiem”.
„Nowy
układ transmisyjny”.
„Wiem,
czym jest alternator” - stwierdził.
„Mam
taki” – powiedziałam.
„To
też wiem. Nie mamy do czynienia z Tercelsem, ale chłopcy namierzyli jeden,
załadowali go do twojego zeszłej nocy”.
„Czemu?”
- zapytałam.
„Czemu?”
- papugował.
„Tak”
– warknęłam - „Czemu?”
„Bo
go potrzebowałaś”.
„Jestem
pewna, że tak” – odparłam - „To nadal nie wyjaśnia, dlaczego mam taki” - zanim
zdążył cokolwiek powiedzieć, dodałam - „Za darmo”.
Odchylił
się lekko do tyłu, krzyżując ręce na piersi.
Wtedy
zauważyłam, że jego klatka piersiowa była dość dobrze zarysowana – co można
było zobaczyć przez jego obcisłą, czarną koszulkę – a jego ramiona były jeszcze
lepiej zarysowane. Bicepsy wybrzuszały się, a przedramiona miał umięśnione.
„Masz
parę tysięcy do odłożenia na nowy alternator?” – zapytał, a mój wzrok przesunął
się z nagłej, pełnej zachwytu kontemplacji jego ramion na jego oczy.
„Gdybym
miała kilka tysięcy dolarów do odłożenia, jak to ująłeś, na nową skrzynię
biegów, kupiłabym nowy samochód” – odpowiedziałam.
„I
to byłby dobry wybór” – mruknął.
Zignorowałam
to - „Ale w tej chwili nie potrzebuję nowego samochodu, ponieważ mam nową
skrzynię biegów, nowe opony, nowe wycieraczki, wymianę oleju, jest o wiele
czystszy niż ten pokój i pachnie sosną”.
„Co?
Czy chciałaś mieć zapach nowego samochodu?” - zapytał, a ja się gapiłem.
Potem
krzyknęłam - „Nie! Nie chciałam, aby mój samochód był szczegółowo naprawiony. Za darmo”.
Potrząsnął
głową – „Nie rozumiem twojego problemu, Motylku”.
Zignorowałam
pseudonim, który był zdecydowanie słodki i sprawił, że poczułam się miło, i
oświadczyłam - „Nie jestem celem akcji charytatywnej, Joker”.
„Wiem
o tym” – odpowiedział.
„Więc
dlaczego mam sprawny samochód, który działa lepiej niż wtedy, gdy go kupiłam i
nowego prawnika, który zajmuje się moją sprawą opłacanego przez gang
motocyklowy Chaos?”
„Klub”.
„Przepraszam?”
„Jesteśmy
klubem, a nie gangiem”.
„Jest
jakaś różnica?”
„Absolutnie”.
Zamknęłam
usta, ponieważ jego odpowiedź była tak stanowcza, że była granitowa.
On
nie zamknął.
„Słuchaj,
może masz jakieś pomysły co do motocyklistów. A w niektórych przypadkach ten
pomysł byłby na miejscu. W przypadku Chaosu, chłopcy tutaj nie lubią, gdy
kobiety są wypatraszane przez dupki. Straciła opanowanie w naszym pokoju
wspólnym, kiedy zostałaś wykiwana przez dupka i w to wplątany był dzieciak, więc
ich starsze panie biorą się za chronienie cię, wchodzą w to. Klub wszedł w to. Co
oznacza, że masz ludzi, którzy cię wspierają. Moja rada, nie wskakuj tutaj ze
swoim nastawieniem i nie przejmuj się tym. Niech to zrobią. Jak będziesz walczyła
z tym, oni nadal to zrobią, a ty stracisz twarz, którą próbujesz teraz
uratować, ponieważ nie będziesz miała innego wyboru, jak tylko się poddać”.
„To śmieszne” – stwierdziłam.
„To
Chaos” – odparł.
„Ledwo
mnie znają. Właściwie poza tobą żaden z mężczyzn tak naprawdę mnie nie zna” -
powiedziałam mu.
„Nieważne.
Weszłaś tu z domowym ciastem. Wspięłaś się dumnie do Chaosu z domowym ciastem
dla brata, który zrobił ci dobry uczynek. A potem zostałaś kopnięta w zęby
przez swojego byłego. Żadna dobra kobieta nie zostanie kopnięta w zęby na
Chaosie bez odwetu. Poczuje nasze niezadowolenie i tak właśnie jest. Ponownie,
nie walcz z tym”.
Chociaż
coś w tym sprawiło, że poczułam coś, co w najmniejszym stopniu nie było
nieprzyjemne, nadal nie mogłam tego odpuścić.
„To
trochę szalone”.
„To
nasz świat” – odparł – „Zawłaszczyliśmy cię. Nie ma odwrotu”.
Potrząsnąłem
głową zmieszany – „Zawłaszczyłeś mnie?”
„Ja
nie. Chaos tak”.
To
nie było przyjemne. To trochę zabolało.
„Słuchaj”
- ciągnął dalej - „Widziałem, jak na mnie patrzyłaś, kiedy zatrzymałem się,
żeby zająć się twoją oponą. W ten sposób wielu ludzi patrzy na moich braci i na
mnie. Robią założenia z góry. Oceniają. Mogłaś to zrobić przez sekundę, ale
potem odpuściłaś. Potem pokazałaś się tutaj i powiem ci od razu, chyba że z
tych, co chcą części samochodowych lub niestandardowej bryki, nikt się tutaj
nie pojawia. Zdecydowanie nie z ciastem. Nie, chyba że jest fanką
motocyklistów, dziewczyną, która wyrywa się z ciężkich przeżyć, albo kobietą
godną życia starszej pani, której kapeluszem rzucono na ring. I
żadna z tych suk nie przynosi ciasta. Osądzamy od razu i tak było, osądzamy
ludzi, którzy nas osądzają, żyją wąskim życiem, albo mają nagie tyłki. Ale tych
ludzi, którzy otwierają się na nasz świat bez kolorowania go w bzdury,
wpuszczamy. Poznałaś Elvirę. Jest jedną z nich. Teraz jesteś kolejnym. Gdyby cokolwiek
groziło Elvirze, każdy mężczyzna, który ma naszywkę, rzuciłby się, by ją
chronić. Tak szalone jak myślisz, że to jest, wczoraj stałaś się Elvirą, ale w
uroczej sukience w motyle i seksownych butach”.
Uważał,
że moja sukienka była urocza.
A
moje buty były seksowne.
Wow.
„Miałam
ze sobą syna i byłam w niepewnej sytuacji” – stwierdziłam, czując potrzebę
wyjaśnienia mu swojej pierwszej reakcji, której, niestety, nie przegapił -
„Każdy mężczyzna, który by podszedł do nas, kiedy mieliśmy gumę…”
„Słyszę
cię. Rozumiem cię” – przerwał mi cicho - „Nadal to zrobiłaś, bo jestem
motocyklistą”.
To
była prawda, niestety.
Nie
było więc nic innego do powiedzenia poza tym, co zasłużył na usłyszenie.
Więc
to powiedziałam.
„Przepraszam”.
„Doceniam.
Teraz skończyliśmy?”
Jego
zwięzłość była irytująca i denerwująca.
Co
więcej, nie skończyłam.
„Nie
osądzam cię” - powiedziałam mu – „Albo twoich ludzi. Wszyscy są bardzo mili”.
„Cieszę
się, że tak myślisz, skoro jesteś adoptowana. Teraz skończyliśmy?”
Nie,
jeszcze nie skończyłam.
„Tak
urocze, jak to wszystko jest, czuję się nieswojo, przyjmując pomoc od ludzi,
których nie znam”.
„Pogódź
się z tym”.
Czekałam,
ale to było wszystko.
Pogódź się z tym.
„Nie
jestem pewna, czy umiem” – podzieliłam się.
„Spróbuj
bardziej” – odpowiedział.
Patrzyłam
na niego.
Potem
zagapiłam się.
Patrzył,
jak jedno zamienia się w drugie, a drugie to wciąż robi, mruknął - „Kurwa,
jeszcze nie skończyliśmy”.
„Nie,
nie skończyliśmy!” - krzyknęłam -
„Twoi ludzie praktycznie kupili mi nowy samochód i załatwili mi darmowego adwokata!”
„Carissa,
czy wiesz, co to jest wynajęcie adwokata?” - zapytał.
„Tak”
– warknęłam.
„Więc
wiesz, że ten Klub daje tej firmie kupę forsy za to, że może nam służyć w
każdej chwili. Na szczęście nie potrzebujemy ich często, więc siedzą na naszych
pieniądzach i robią wszystko. To nie jest dla nas wielka sprawa i właściwie to
dobrze, że zrobią coś, aby zarobić tę zapłatę”.
To
miało sens, więc na razie odpuściłam.
„Nie
powinieneś przeklinać” – upomniałam go ostro.
Odskoczył
do tyłu - „Serio?”
„Jestem
damą. To jest niegrzeczne”.
„Jesteś
damą, ale ja jestem motocyklistą i robię to, do cholery, czego chcę” – odpalił.
„Mówisz
w ten sposób przed Tyrą?”
„Znasz
ją od jednego dnia, Motylku. Ona też umie przekląć”.
Kobiety
często przeklinały, więc prawdopodobnie miał rację.
Spróbowałam
innej taktyki - „Czy mówisz w ten sposób przed matką?”
Jego
twarz stwardniała i swoją odpowiedzią przeszył mnie prosto w serce.
„Nie
mam matki. Nigdy nie miałem. Wystartowała, zanim zdążyłem raczkować. Więc nie. Nie
klnę. Bo nigdy nie miałem szansy”.
Zamilkłam,
głęboko to czując, ale nie wierząc w to, bo nie mogłam tego pojąć.
Travis
kręcił się jak szalony. Co oznaczałoby, że matka Jokera odeszła, zanim był w
wieku Travisa.
„Jak
to możliwe?” – wyszeptałam.
„Wiesz”
– odparł zgryźliwie, rozpinając jedno ramię i dźgając palcem w moją stronę, ale
jego następne słowa nie wyrządziły szkody. Daleko od tego - „To właśnie dlatego
Chaos robi to dla ciebie. Ten wyraz na twojej twarzy. Te słowa z twoich ust” -
Z powrotem skrzyżował ramię na piersi - „Nie masz pojęcia, jak kobieta mogłaby
to zrobić swojemu dziecku. Wiemy, że twoje dziecko potrzebuje takiej kobiety w
swoim życiu. Pieprzenie pozwól temu odejść i pieprzenie pozwól nam pieprzenie
sobie pomóc”.
„To
trzy słowa na „p” w jednym zdaniu” – powiedziałam cicho.
Wyrzucił
obie ręce - „Kogo to obchodzi?”
Jego
odpowiedź była zabawna i chciałam się śmiać. Naprawdę chciałam.
I
nie pamiętałam, kiedy ostatnio śmiałam się z czegoś, co nie było czymś, co
zrobił Travis.
„A
teraz, kurwa, skończyliśmy?” – zapytał.
„Nie”
– wyszeptałam swoją odpowiedź.
„Co
teraz?” - przyciął, kładąc ręce na biodrach.
Obserwowałam,
jak to robił.
Jego
knykcie były pokryte strupami. Ale jego palce były długie, nie pełne gracji,
ale ładne. Były to ręce człowieka pracy. Byłyby szorstkie. Widziałam nawet
plamy tłuszczu wokół paznokci.
Coś
w tym spowodowało, że coś się we mnie wydarzyło.
Moje
skupienie przeniosło się z jego rąk na jego krocze. Jego dżinsy były wyblakłe.
Obszar wokół jego krocza bardziej wyblakł.
Podeszłam
w górę do czarnego paska ze srebrnymi nitami, który był trochę zużyty, długość
poza zapięciem zwisał miękko od szlufki do boku, skóra nie była zbyt sztywna.
W
górę płaski brzuch do szerokiej klatki piersiowej, szerokich ramion i wypukłych
ramion.
I
aż do jego długich czarnych włosów, które wyglądały na gęste, rozczochrane,
miały dużo fal i ocierały się o ramiona. Jego broda nie była krzaczasta, była
przystrzyżona, ale za dwa dni dzieliły ją od zaniedbania.
On
był wysoki.
Był
zirytowany.
Czułam
to drugie, ponieważ był typem człowieka, którego nastrój zmieniał pokój i
zrozumiałam to, ponieważ właśnie wtedy tego doświadczałam. Ale wiedziałam też,
że nie chodziło tylko o to, że byliśmy jedynymi w pokoju i rozmowa, która go
denerwowała, więc oczywiście bym to czuła.
To
był on. Miał taką moc za swoją osobowością.
Przeniosłam
oczy na jego.
Stal.
Dziwny, płaski kolor, który wydawał się nieprzenikniony.
I
nagle miałam nowe marzenie. Takie, które nie wiązało się z macierzyństwem,
ciasteczkami, praniem i byciem matką na ławce piłkarskiej.
Takie,
które skupiało się na penetracji nieprzeniknionego.
„Więc?
Co?” – podpowiedział z irytacją.
Na
jego słowa przeleciałam przez pokój.
Miał
szansę cofnąć się o krok, ale to było wszystko, co miał, zanim moje ciało
uderzyło w jego, moje ręce powędrowały po obu stronach jego głowy i podniosłam
się na palcach, gdy pociągnęłam go w dół.
Potem
mocno przycisnęłam usta do jego.
Oddech
później wydarzyło się coś dziwnego.
Dziwnego
i cudownego.
Jego
ramiona zacisnęły się wokół mnie i gdybym mogła cokolwiek pomyśleć, martwiłabym
się stanem moich żeber.
Ale
nie mogłam nic pomyśleć, ponieważ jego język wbił się w moje usta i mój świat
się zmienił.
Cały
mój świat.
Nie
miałam martwej siostry.
Nie
miałam martwej matki.
Nie
miałam samotnego ojca opiekującego się matką, która była zmęczona chorobą
Alzheimera.
Nie
miałam byłego męża, którego kiedyś kochałam, o którym myślałam, że będzie mnie
pielęgnował, chronił i pomagał w realizacji moich marzeń, ale teraz zamieniał
moje życie w nieszczęście i próbował odebrać mi syna.
Miałam
to.
Wszystko.
Wszystko, co dał mi motocyklista o imieniu Joker, trzymając mnie tak mocno, że powodował
ból, który tak bardzo czułam i który atakował moje usta językiem w sposób,
który jasno wskazywał, że może to robić przez całe życie i nigdy nie będzie miał
dość.
Moje
ręce opuściły jego głowę, więc mogłam owinąć ramiona wokół jego ramion, gdy
przycisnęłam się bliżej.
W
zamian jedna z jego rąk przesunęła się po moim kręgosłupie. Wyciągnął gumkę z mojego
kucyka i wbił palce w moje włosy, obejmując tył mojej głowy, przechylając ją w
jedną stronę, podczas gdy on się pochylał w drugą. Pogłębił pocałunek w
odurzający sposób, podczas gdy jego druga ręka ześlizgnęła się w dół i objęła mój
jeden pośladek.
To
było dobre.
Odepchnął
mnie do tyłu.
Poszłam
z nim.
Całowaliśmy
się dalej.
Potem
szybko się odwrócił i upadaliśmy.
Wylądował
na plecach na łóżku. Wylądowałam na nim, ale ledwo miałam okazję doświadczyć
oszałamiającego piękna pełnej długości jego twardej sylwetki pod moją, zanim
dostałam więcej piękna, kiedy mnie obrócił, a ja miałam ciężar jego twardej postaci
wciskającej moje ciało w łóżko.
Jego
ręka opuściła moje pośladki i uniosła się, szarpiąc palcami moją granatową
koszulkę polo LeLane, ściągając ją z moich spodni khaki, a potem poczułam jego
ciepło, skórę na skórze.
Miałam
rację.
Jego
ręce były szorstkie.
To
było tak cudowne, że jęknęłam przy jego języku.
W
chwili, gdy to zrobiłam, zniknął.
Leżałam
na łóżku, mrugając oczami, gdy stał nade mną, bóg motocyklistów z długimi,
rozczochranymi włosami, brodą, która sprawiała, że skóra wokół moich ust
cudownie szczypała, jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w sposób, który
chciałam poczuć, stal jego oczu zamknęła się na mnie.
„Joker…”
– szepnęłam.
„Posunąłem
się za daleko. To moja wina. Nie spróbujesz ponownie tego gówna, to się nie
powtórzy. Ale jak spróbujesz jeszcze raz, to co się stanie, spadnie na ciebie”.
Miałam
bardzo niezwykłą i elektryzującą chęć, by spróbować tego jeszcze i jeszcze, raz
za razem.
„Musisz
się przespać, zrób mi i moim braciom przysługę, znajdź to poza Chaosem. I jak
rzucasz nam w twarz pomoc Chaosu, to twój wybór” – warknął - „Ale jak robisz to
gówno, jesteś głupcem”.
Nie
powiedział ani słowa.
Odwrócił
się na pięcie i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
Dziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuń