niedziela, 14 sierpnia 2022

5 - Miałam to

 

Rozdział 5

Miałam to

Carissa

 

 

Usiadłam przy blacie w kuchni, patrząc zmęczonymi, podpuchniętymi oczami na przedmioty, które na niej położyłam.

Miałam podpuchnięte oczy, ponieważ Tyra i Lanie przyszły wczoraj wieczorem na kolację, żeby dołączyć do mnie i Elviry i zostały przez jakiś czas. Były słodkie i wspierające w autentyczny sposób, z którym niestety nie miałam zbyt dużego doświadczenia i dlatego też nie do końca im ufałam.

Mimo to dałam im to. Wszystko.

Umierająca Althea.

Jak Aaron zapraszał mnie na randkę w liceum, a ponieważ był bogaty, uroczy i był dobrym piłkarzem, moja akceptacja katapultowała mnie do popularnych dzieciaków, miejsca, w którym nigdy nie czułam się komfortowo, ale zostałam.

Umierająca mama.

Plotka, która mówiła, że Aaron uprawiał seks z moją rzekomo najlepszą przyjaciółką Marley, kiedy byliśmy juniorami, robiąc to, ponieważ nie chciałam się mu oddać. Ale z jakiegoś powodu utknął ze mną, mimo że zgodziłam się dopiero na dzień przed jego wyjazdem do Massachusetts, aby iść do college’u.

Podzieliłam się również, że zignorowałam tę plotkę.

I powiedziałam im, że kiedy mieszkał w akademiku, będąc jeszcze na pierwszym roku, a ja pojechałam z wizytą, podsłuchałam, jak jego przyjaciele chichotali o dziewczynie o imieniu Katie i o tym, jak planowali trzymać ją z dala od Aarona, kiedy ja go odwiedziłam.

Podzieliłam się tym, że to również zignorowałam.

Powiedziałam im też, że Aaron powiedział, że nie może beze mnie żyć podczas naszego pierwszego lata po jego powrocie do domu, więc wbrew życzeniom ojca rzuciłam UC, przeniosłam się do Cambridge, dostałam pracę w The Gap i mieszkanie z czterema innymi dziewczynami. Próbowałam dostać się do tamtejszej szkoły, ale walcząc między płaceniem czynszu a Aaronem nie udało mi się to.

Następnie opowiedziałam im o czasach, kiedy Aaron był na studiach magisterskich i zerwał ze mną na trzy miesiące, i umawiał się z koleżanką ze studiów.

Potem powiedziałam, że wrócił na zgiętym kolanie, z pierścionkiem i tak dalej i pobraliśmy się, i mieliśmy wielkie wesele, co matka Aarona zadecydowała, że musimy mieć, za które mój ojciec zapłacił, ale najwyraźniej nie podobało mu się to. I to nie dlatego, że oddawał swoją córeczkę, ale dlatego, że nie był wielkim fanem tego, komu ją oddawał. Potem wróciłam do pracy, teraz jako kierownik The Gap, podczas gdy Aaron skończył studia prawnicze.

Powiedziałam, że po ukończeniu przez niego studiów przeprowadziliśmy się do domu, ponieważ był on domem, który czekał na nas, bo jego rodzice dali nam go na nasz ślub.

Podjęłam pracę na pół etatu w ekskluzywnym butiku, który niewiele płacił, ale mimo wszystko oczekiwał, że będę nosić ubrania, które kosztowały fortunę (ich, a oni dali tylko dziesięć procent zniżki). To zatrudnienie było czymś, co matka Aarona uznała za „dopuszczalne”, zanim założyliśmy rodzinę, z czego zrezygnowałam i zaopiekowałam się tą rodziną (z pierwszą częścią się nie zgadzałam, z drugą zgadzałam).

Aaron objął stanowisko młodszego współpracownika w starej firmie jego ojca, która była starą firmą jego dziadka, co oznaczało, że chociaż obaj opuścili ją, by zostać sędziami, ich nazwisko wciąż widniało na papierze firmowym. I chociaż Aaron był młodszym współpracownikiem, szybko sprowadzili go do partnera.

Dawał mu soczyste sprawy. Umieścili go jako drugie krzesło dla wielkich nazwisk w firmie, aby mógł uczyć się od najlepszych.

Wszystko to znaczy, że pracował brutalnie sto dwadzieścia godzin w tygodniu, o czym teraz wiedziałam, że nie było prawdą, ponieważ wiele z tych godzin zabiegał o i wygrywał Tory.

I na koniec podzieliłam się, że posiadanie Travisa było pomysłem Aarona.

Może nie używałam go od jakiegoś czasu, ale miałam mózg, co oznaczało, że miałam wrażenie, że sprawy z moim mężem nie były w porządku. Nigdy nie wprowadziłabym w to dziecka.

Ale chodziło o nas, o naszą przyszłość, o naszą rodzinę, o uczynienie jej silniejszą (jego słowa), jeden z tych momentów, których nie rozumiałam - i rozumiałam go mniej teraz, kiedy to się skończyło - kiedy był tak mi oddany, że nie wydawały się prawdziwe.

Może dlatego, że tak nie było.

Ale było pięknie.

Więc znowu przymknęłam oko, poddałam się, rzuciłam pracę, kiedy zaczęłam być w ciąży i, wkrótce po tym, skończyłam w piekle.

Powiedziałam im to wszystko i więcej.

Więc dużo płakałam. Lanie płakała razem ze mną. Tyra kilka razy wybuchnęła łzami.

Elvira po prostu wyglądała na złą.

Gdyby nie była taka zabawna, przyjazna i miła, przerażałaby mnie. Na szczęście była tymi wszystkimi rzeczami (ale też przerażającą). Wyszły, a teraz moje oczy były zmęczone, ponieważ po tym, jak to zrobiły, chociaż dobrze było to wyrzucić z siebie, podzielić się tym z ludźmi, których jak się wydawało, to obchodziło, nie spałam.

Nie zrobiłam tego, ponieważ nie chciałam robić złych rzeczy, na które Bóg zmarszczyłby brwi (poważnie), aby zatrzymać Travisa.

Chyba że była to ostatnia deska ratunku.

I tak nie było.

Jeszcze nie.

To dlatego wyłożyłam rzeczy na moim blacie kuchennym.

Platynowy naszyjnik z ćwierć karatowym diamentowym wisiorkiem, który dał mi tata. Perły i diamenty, które moja babcia dała mi z okazji ślubu. Szmaragdowo-diamentową bransoletkę tenisową, którą dali mi rodzice Aarona, kiedy się zaręczyliśmy. Złote bransoletki, które Aaron kupował mi co roku na Walentynki (która również była naszą rocznicą ślubu – banał, teraz wstydliwy, co ze mną jako beznadziejną romantyczką z naciskiem na beznadziejność).

I mój pierścionek zaręczynowy i obrączka.

Zaczęłabym od sprzedaży bezużytecznych rzeczy, które dali mi Aaron i jego rodzice, a następnie w razie potrzeby przejdę do innych.

I znajdę adwokata, który zajmie się moją sprawą, będzie bezwzględny, załatwi mi alimenty, na jakie zasługuje Travis i wyjaśni Aaronowi, że nigdzie się nie wybieram.

Gdyby to się skończyło, znalazłabym inny sposób, sprzedając meble, które dostałam po rozwodzie, które miałam w magazynie (no cóż, tato miał, bo zapłacił za to) jako jeden z nich.

A gdyby do tego doszło, padłabym na kolana.

Po prostu zamierzałam najpierw wyczerpać wszystkie inne opcje.

Ale nie zamierzałam stracić syna.

Kiedy o tym myślałam rozległo się pukanie do drzwi i spojrzałam na nie.

Nie potrzebowałam towarzystwa i nie mogłam pojąć, jak mógłabym je mieć. Nikt mnie nie odwiedzał.

Ale zostawiłam samochód w Ride i miałam dzienną zmianę w sklepie. Musiałam pojechać autobusem. Sprawdziłam trasę i jeden wypadł jakieś trzy przecznice od sklepu. Ale nie miałam pojęcia, jak długo by to trwało. Moja normalna droga do pracy trwała dwadzieścia minut, ale na wszelki wypadek dodałam kolejne trzydzieści.

Musiałam wyjść.

Zsunęłam się ze stołka i podeszłam do drzwi. Wyjrzałam przez wizjer, zobaczyłam, że na zewnątrz stał facet od kombinezonu z Ride (znowu w kombinezonie) i z pewnym zmieszaniem otworzyłam drzwi.

„Hej” – przywitałam się, gotowa powiedzieć mu, że mógł zadzwonić z kosztorysem. Nie podałam dokładnie jemu swojego numeru, ale Tyra była kierownikiem biura w Ride i dałam go jej.

Przemówił, zanim ja zdążyłam.

„Samochód jest na dole”.

Wyciągnął w ręce moje klucze, a ja automatycznie uniosłam rękę, żeby je wziąć.

Rzucił mi je w dłoń i mówił dalej - „Nowe opony. Nowy alternator. Nowe zaślepki. Nowe amortyzatory. Nowy układ wydechowy. Wymiana oleju. Aha, i nowe wycieraczki. Chłopcy napełnili bak i też go dopracowali. Wszystko w porządku”.

Zamrugałam na niego - „Alternator?”

„Układ transmisyjny”.

Układ transmisyjny?

Co u licha?

Kosztują fortunę.

„Układ transmisyjny?” - wyszeptałam.

„Tak”.

„Ja… uh, poprosiłam o wycenę…”

Przerwał mi - „Ride się zajął”.

„Przepraszam?”

„Bez opłat. Ride to obejmuje. Oznacza to, że Chaos to pokrywa. Nie jesteś nic winna”.

Jak?

Czemu?

Co?

Spojrzał za siebie, potem na mnie – „Później” – powiedział i nie czekając na moje pożegnanie ani na jedną z wielu innych rzeczy, które mógłabym powiedzieć, pobiegł na otwarty korytarz, który biegł przed naszym budynkiem.

 Patrzyłam i już miałam do niego zawołać, kiedy zadzwonił mój telefon. Był już na schodach na L za budynek, a ja miałam dzwoniący telefon, więc zamknęłam drzwi, przekręciłam klucz i pospieszyłem do telefonu na blacie w kuchni.

Na wyświetlaczu widniało Nieznany rozmówca.

I tak go odebrałam.

„Halo?”

„Czy mogę porozmawiać z Carissą Teodoro?” – zapytał urzędowy kobiecy głos.

„Przy telefonie”.

„Dobrze, proszę poczekać, łączę z panią Howard”.

„Przepraszam? Kto?” - zapytałam.

„Pani Howard. Gustafson, Howard i Pierce. Proszę poczekać”.

O nie. Nie podobało mi się to.

Czy Aaron znalazł nowy sposób na robienie mi kłopotów?

Gustafson, Howard i Pierce brzmiało jak firma prawnicza. Nie potrzebowałam już więcej takich w moim życiu, z wyjątkiem tego, który opłacę, kiedy sprzedam fałszywe znaki miłości Aarona.

„Pani Teodoro” – odezwał się bardziej urzędniczy kobiecy głos.

„Uch… tak” – odpowiedziałam.

„Racja. Witam. Jestem Angelique Howard, ale moi klienci nazywają mnie Angie”.

„No, okej” – wepchnęłam, zanim mówiła dalej.

„Dziś rano dostałam telefon od pana Allena, więc przedstawiam się, zanim odeślę panią do mojej asystentki. Zabierze dane pani ostatniego adwokata, abyśmy mogli się z nim skontaktować w celu uzyskania pani akt. Kiedy je zdobędziemy, omówię, co się dzieje z twoim byłym mężem i opracuję strategię”.

Nie wiedziałam, co się dzieje, więc zaczęłam od najłatwiejszej części.

„Pan Allen?” - zapytałam.

„Tak. Pan Allen. Kane Allen. Menedżer operacyjny sklepów Ride Auto Store i Custom Design. Jesteśmy z nimi na stałe, a moją specjalnością jest prawo rodzinne. Więc zajmę się panią”.

Nie odezwałam się, bo nie mogłam.

Nie potrzebowała mnie do tego. Nie skończyła.

„Kiedy zobaczę, co się dzieje, poproszę Leanne o skontaktowanie się z panią i umówimy spotkanie, abyśmy mogli spotkać się twarzą w twarz i porozmawiać o tym, co zamierzamy robić w przyszłości. Będzie tak dobrze?”

Nie. Nie było. Przede wszystkim dlatego, że nie miałam pojęcia, co się dzieje.

„No cóż, muszę przyznać, pani Howard…” – zaczęłam.

„Angie”.

„Racja, Angie” – powiedziałam szybko - „Muszę przyznać, że nie wiem, co się dzieje”.

„Pan Allen nie rozmawiał z panią?”

Nie. Nie byłam nawet pewna, czy wiem, kim on jest.

„Nie bardzo” – odpowiedziałam.

„W porządku, więc Chaos wykorzystuje umowę z nami, by sprawdzić, co pan Neiland robił z panią. Powiem od tego trochę, co słyszałam, że brzmi to podejrzanie. Szczerze mówiąc, choć myślę, że to pani nie zaskoczy, Neiland i Belkirk są w pobliżu od tak dawna, że założyli sieć dobrych starych chłopców w Denver i cieszą się statusem członków założycieli. Co, podzielę się, uważam za denerwujące. Dlatego z przyjemnością będę się w to zagłębiać”.

„Ja…”

„Więc na koniec wszystko jest w dobrych rękach. Po prostu powiedz Leanne, gdzie możemy zdobyć twoje akta, a ja zacznę”.

„Cóż…”

Przemówiła przeze mnie - „Miło było panią poznać, nawet przez telefon. Miłego dnia”.

Nic nie słyszałam, dopóki nie usłyszałam pierwszego głosu, który wrócił i powiedział - „Witam ponownie, pani Teodoro. Jestem gotowa spisać informacje o pani starej firmie”.

„Myślę, że najpierw muszę porozmawiać z panem Allenem” – podzieliłam się.

„Racja. Okej. Zrobi to pani to. W międzyczasie proszę podać mi dane ostatniego adwokata. Angie nie może się doczekać, żeby to zrobić i kazała mi wygospodarować swoje popołudnie, żeby to zrobić”.

Wygospodarować jej popołudnie?

To popołudnie?

„W porządku, w takim razie może powinnam porozmawiać z panią How... to znaczy znowu przez chwilę z Angie” - spróbowałam.

„Ona już prowadzi inną rozmowę”.

Wzięłam głęboki oddech.

„Pani Teodoro, przepraszam, że pośpieszam” – powiedziała Leanne, kiedy nie spieszyłam się z tym – „Ale Angie chce mieć te akta do dzisiejszego popołudnia, więc muszę to złamać. Nazwisko pani starego adwokata?”

Wypuściłam oddech, podając jej nazwisko mojego starego adwokata.

„Dobry człowiek” – mruknęła – „Nie tak dobry jak Angie. Okej!” - zawołała radośnie - „Robimy to. Miłego dnia, pani Teodoro”.

Nie czekała, aż podzielę ten sentyment. Rozłączyła się.

Wpatrywałam się w telefon, zastanawiając się, skąd w ogóle dostali mój numer.

Wtedy pomyślałam o Tyrze. Albo Lanie. Może Elvira. Wczoraj wieczorem wymieniłyśmy się numerami. Może o to chodziło.

Poczułam, że coś wgryza się w moją dłoń, więc uniosłam to i spojrzałam.

Moje kluczyki do samochodu.

Nowy alternator.

Spojrzałam na drzwi.

Kane Allen. Menedżer operacyjny sklepów Ride Auto Store i Custom Design. Jesteśmy z nimi na stałe, a moją specjalnością jest prawo rodzinne. Więc zajmę się tobą.

Kane Allen, kierownik operacyjny sklepów Ride Auto Store i Custom Design.

 A Joker był członkiem Klubu, który prowadził rzeczony biznes.

Coś nieprzyjemnego prześlizgnęło się przeze mnie. A po wczorajszym upieczeniu ciasta dla Jokera, odłożeniu go na bok przez niego, jakby nic nie znaczyło, telefonie od Tory, chorobie mojego syna, moim upokorzeniu się przed pięcioma nieznanymi mi osobami (i Jokerem) spowodowanym moim wrzaskiem jak wariatka, załamaniu się przed trzema kobietami, których też nie znałam o wszystkim, co Aaron mi robił, nie płakałam (znowu). Nie czułam się upokorzona (znów).

Byłam zła.

Nie było nic, co mogłabym zrobić z tą złością.

Nie wtedy. Musiałam jechać do pracy.

I miałam nadzieję, że Travis będzie się czuł lepiej, więc Tory go do mnie przywiezie, bym mogła go zobaczyć.

A potem mogłaby coś zrobić z tą złością.

Zdecydowanie.

*****

Cztery godziny później Tory przyprowadziła Travisa. Byłam przy kasie i widziałam, jak wchodzili.

Moje serce podskoczyło. Mój chłopak wyglądał blado, ale też patrzył prosto na mnie, wyciągnął ręce w moją stronę i zaskrzeczał (chrapliwie).

Chciał od swojej mamy.

Moje serce rozgrzało się, gdy łaskotało mnie w gardle.

Moja menedżerka Sharon, która była urocza i która wiedziała, że Travis był chory (i trochę o tym, że Aaron był palantem), pozwoliła mi skończyć z klientem i zjeść lunch.

Mój sklep spożywczy należał do LeLane. Był to market spożywczy dla smakoszy. Znajdowały się w nim wszystkie rzeczy, które miały normalne sklepy, takie jak musztarda i śmietana, ale były znacznie droższe. Miał też mnóstwo innych rzeczy, których nie ma w normalnych sklepach, takich jak żywe homary, skrzynka z serem, która sprawiłaby, że każdy Francuz westchnąłby z zachwytem (domyślam się, że nigdy nie spotkałam Francuza) i tym podobne. Mieli ich sześć w okolicach Denver, jeden w Boulder, jeden w Fort Collins, dwa w Colorado Springs i dwa w Pueblo.

Były własnością rodziny. Dbali swoich klientów i pracowników, a robili to drugie, dając wspaniałe benefity, będąc miłymi, kiedy poświęcasz swoje godziny (na przykład robili, co w ich mocy, aby pozwolić mi pracować w dni, kiedy miałam Travisa, więc nie musiałam płacić dodatkowo za opiekę po godzinach) i płacili stosunkowo dobrze.

Ale ich rzeczy były drogie. Mieli też zniżki pracownicze, ale z nich nie korzystałam. O ile Travis tego nie spożywał, do końca szłam rdzennie.

Tory jednak robiła zakupy w LeLane bez mrugnięcia.

I właśnie to robiła, żeby zabić swój czas, kiedy ja karmiłam mojego chłopca i spędzałam z nim czas w pokoju socjalnym.

Kiedy minęło trzydzieści minut, ukryłam rozpacz przed synem i wyszłam.

Tory czekała na mnie przy swoim mercedesie.

„Czy mogę go zapiąć?” - poprosiłam.

Skinęła głową i odsunęła się od drzwi po stronie pasażera, ale zrobiła to, otwierając je dla mnie.

Włożyłam go do środka, połaskotałam go, zmusiłam do chichotania, a potem pocałowałam go w jego mokre, otwarte usta.

To sprawiło, że złapał mnie za włosy.

Zwalczyłam łzy - „Do zobaczenia za kilka dni, skarbie.”

„Goo, gah!”

Uśmiechnęłam się do niego, ponownie pocałowałam jego usta, potem policzek, głowę i musiałam iść do pracy, ale woląc znosić tortury, odsunęłam się.

Spojrzałam na Tory - „Dzięki”.

„Cieszę się, że spędzasz z nim czas”.

Starałam się nie zwracać na nią zbyt wiele uwagi, ale właśnie wtedy to zrobiłam.

Wyglądała dziwnie. Nie wyniośle (co nie zdarzało się często, ale się zdarzało). Niezadowolona (co było często). Nie obojętna (również często).

Zmartwiona.

Nie pytałam. Nie chciałam wiedzieć. Ale gdybym miała zgadywać, może miała dwadzieścia jeden lat, była szczupła i piękna, a jej narzeczonym był wschodzący prawnik w jednej z najbardziej uznanych i najbogatszych firm w Denver, ale to, co działo się z Aaronem i ze mną, nie mogło jej umknąć.

Byłam niewiele starsza od niej i zostałam zastąpiona. Następnie powalona na ziemię. Potem kopnięta, gdy byłam na dole. I na koniec trzymana z dala od mojego syna, kiedy był chory.

Przypuszczam, że zaczynało jej świtać, że, gdyby nie powstrzymała Aarona (a jak nie zrobiłaby tego, byłaby mną za kilka lat), mogłaby stawić czoła temu samemu.

To było niemiłe, ale to nie był mój problem.

Mój problem polegał na tym, że musiałam zostawić syna, iść do pracy, a po pracy jechać do Ride.

„Jeszcze raz dziękuję i dbaj o siebie” – wymamrotałam, zamykając drzwi za moim synem, machając palcem i uśmiechając się szeroko przez okno, podczas gdy on patrzył na mnie, wyglądając tak, jak wtedy, gdy był już gotowy, by zacząć płakać.

„Tak, ty też” – odpowiedziała Tory, gdy szybko odwróciłam się i pognałam z powrotem do sklepu.

*****

Cztery i pół godziny później wjechałam do Ride.

Znowu nie parkowałam na miejscach parkingowych przy sklepie. Nie zaparkowałam też przy jednej z dużych zatok warsztatu.

Zaparkowałam przed Kompleksem na otwartej przestrzeni przy rzędzie motocykli.

Chwyciłam torebkę, wyrzuciłam nogę odzianą w granatowy Convers, wyjęłam z siedzenia tyłek w kolorze khaki i zatrzasnęłam drzwi. Powiesiłam torebkę na ramieniu i pomaszerowałam do podwójnych drzwi Kompleksu.

Otworzyłam jedną, weszłam i zamrugałam szybko w nagłą ciemność, wciąż wchodząc, patrząc na bar.

Stało się to jasne i zobaczyłam, że to mój szczęśliwy dzień.

Wśród czterech innych mężczyzn siedział tam Joker.

„Yo, kochanie” - zawołał jeden z nich.

„Yo” - odpowiedziałam wyniośle, nie spuszczając wzroku z Jokera.

Wtedy nie zmarnowałam ani sekundy - „Joker, przepraszam, że znowu przeszkadzam, ale czy mogę zamienić słowo?”

„Travis w porządku?” – zapytał natychmiast Joker.

Zapytał, że było słodkie i słodkie, że było natychmiastowe.

Ale nie byłam w słodkim nastroju.

„Tak, widziałam go w czasie lunchu. Jest blady i wciąż trochę kaszle, ale nic mu nie jest. Czy teraz możemy porozmawiać?”

„Czy nie rozmawiamy?” – zapytał.

„Na osobności” - wyszło prawie jak warknięcie.

W tym momencie poczułam nastrój i spojrzałam na pozostałych trzech mężczyzn. Żadnego z nich nie spotkałam ani nie widziałam. Wszyscy wyglądali na ciekawych i nie ukrywali tego, i byli niezmiernie rozbawieni, i tego też nie ukrywali.

To ostatnie było nastrojem panującym w pomieszczeniu.

To też mnie nie zawstydziło.

Nie miało to też sensu. Nie znalazłam niczego zabawnego.

„Dlaczego nie zabierzesz jej do swojego pokoju, Joke?” - zasugerował jeden z chłopaków.

„Tak, chodźmy tam” – zgodziłam się.

Zabrzmiał urwany śmiech, który został przełknięty, gdy spojrzałam na człowieka, który go emitował. Zacisnął usta, ale w chwili, gdy to zrobił, jego oczy zrobiły się ogromne, jakby hamując go, jego humor miał sprawić, że jego głowa eksplodowałaby.

„Hall” - powiedział Joker i spojrzałam na niego.

„Przepraszam?”

Zszedł ze stołka i wskazał głową do tyłu.

„Mój pokój jest w dole korytarza”.

„Racja” - powiedziałam krótko, wyprostowałam ramiona i równie dobrze mogłam odrzucić kucyk, gdy odwróciłam się i pomaszerowałam do drzwi, z których wczoraj wyszedł Joker.

Zrobiłam to, nie wiedząc, że mój marsz wiązał się z dużą sprężystością. Ale czułam oczy, więc zrobiłam to bardzo, wiedząc, że wszyscy mnie śledzą.

Dotarłam do drzwi i usłyszałam wprost Jokera - „W lewo”.

Poszłam w lewo.

„Stop” - rozkazał, kiedy byłam dwa drzwi przed końcem.

Nic dziwnego, że był to długi korytarz, biorąc pod uwagę, że był to długi budynek. Zaskakująca była jednak liczba drzwi.

Stałam na zewnątrz otwartych i zajrzałam do środka.

Nie był duży, nie był mały.

To, co to był, był brudny.

Przełknęłam.

Wyczułam blisko Jokera i spojrzałam, by zobaczyć, że stoi po przeciwnej stronie drzwi, machając ręką w kierunku pokoju.

Wmaszerowałam.

Wszedł za mną.

„O czym myślisz?” - zapytał, kiedy się odwracałam i zobaczyłam, że zamykał drzwi.

„Twój pokój musi zostać posprzątany” – oznajmiłam.

„Co?” - zapytał.

„Twój pokój” – wyrzuciłam rękę – „trzeba go posprzątać”.

„Zajmą się tym moje pokojówki” – mruknął, po czym zapytał – „Czy to dlatego musiałaś porozmawiać na osobności?”

Potrząsnęłam głową, wyprostowałam ramiona i oświadczyłam - „Mam nowy alternator”.

Jego brwi ściągnęły się razem - „Powtórz?”

Wskazałem kciukiem na siebie - „Mam nowy alternator”.

Potrząsnął głową - „Nie rozumiem”.

„Nowy układ transmisyjny”.

„Wiem, czym jest alternator” - stwierdził.

„Mam taki” – powiedziałam.

„To też wiem. Nie mamy do czynienia z Tercelsem, ale chłopcy namierzyli jeden, załadowali go do twojego zeszłej nocy”.

„Czemu?” - zapytałam.

„Czemu?” - papugował.

„Tak” – warknęłam - „Czemu?”

„Bo go potrzebowałaś”.

„Jestem pewna, że tak” – odparłam - „To nadal nie wyjaśnia, dlaczego mam taki” - zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, dodałam - „Za darmo”.

Odchylił się lekko do tyłu, krzyżując ręce na piersi.

Wtedy zauważyłam, że jego klatka piersiowa była dość dobrze zarysowana – co można było zobaczyć przez jego obcisłą, czarną koszulkę – a jego ramiona były jeszcze lepiej zarysowane. Bicepsy wybrzuszały się, a przedramiona miał umięśnione.

„Masz parę tysięcy do odłożenia na nowy alternator?” – zapytał, a mój wzrok przesunął się z nagłej, pełnej zachwytu kontemplacji jego ramion na jego oczy.

„Gdybym miała kilka tysięcy dolarów do odłożenia, jak to ująłeś, na nową skrzynię biegów, kupiłabym nowy samochód” – odpowiedziałam.

„I to byłby dobry wybór” – mruknął.

Zignorowałam to - „Ale w tej chwili nie potrzebuję nowego samochodu, ponieważ mam nową skrzynię biegów, nowe opony, nowe wycieraczki, wymianę oleju, jest o wiele czystszy niż ten pokój i pachnie sosną”.

„Co? Czy chciałaś mieć zapach nowego samochodu?” - zapytał, a ja się gapiłem.

Potem krzyknęłam - „Nie! Nie chciałam, aby mój samochód był szczegółowo naprawiony. Za darmo”.

Potrząsnął głową – „Nie rozumiem twojego problemu, Motylku”.

Zignorowałam pseudonim, który był zdecydowanie słodki i sprawił, że poczułam się miło, i oświadczyłam - „Nie jestem celem akcji charytatywnej, Joker”.

„Wiem o tym” – odpowiedział.

„Więc dlaczego mam sprawny samochód, który działa lepiej niż wtedy, gdy go kupiłam i nowego prawnika, który zajmuje się moją sprawą opłacanego przez gang motocyklowy Chaos?”

„Klub”.

„Przepraszam?”

„Jesteśmy klubem, a nie gangiem”.

„Jest jakaś różnica?”

„Absolutnie”.

Zamknęłam usta, ponieważ jego odpowiedź była tak stanowcza, że była granitowa.

On nie zamknął.

„Słuchaj, może masz jakieś pomysły co do motocyklistów. A w niektórych przypadkach ten pomysł byłby na miejscu. W przypadku Chaosu, chłopcy tutaj nie lubią, gdy kobiety są wypatraszane przez dupki. Straciła opanowanie w naszym pokoju wspólnym, kiedy zostałaś wykiwana przez dupka i w to wplątany był dzieciak, więc ich starsze panie biorą się za chronienie cię, wchodzą w to. Klub wszedł w to. Co oznacza, że masz ludzi, którzy cię wspierają. Moja rada, nie wskakuj tutaj ze swoim nastawieniem i nie przejmuj się tym. Niech to zrobią. Jak będziesz walczyła z tym, oni nadal to zrobią, a ty stracisz twarz, którą próbujesz teraz uratować, ponieważ nie będziesz miała innego wyboru, jak tylko się poddać”.

 „To śmieszne” – stwierdziłam.

„To Chaos” – odparł.

„Ledwo mnie znają. Właściwie poza tobą żaden z mężczyzn tak naprawdę mnie nie zna” - powiedziałam mu.

„Nieważne. Weszłaś tu z domowym ciastem. Wspięłaś się dumnie do Chaosu z domowym ciastem dla brata, który zrobił ci dobry uczynek. A potem zostałaś kopnięta w zęby przez swojego byłego. Żadna dobra kobieta nie zostanie kopnięta w zęby na Chaosie bez odwetu. Poczuje nasze niezadowolenie i tak właśnie jest. Ponownie, nie walcz z tym”.

Chociaż coś w tym sprawiło, że poczułam coś, co w najmniejszym stopniu nie było nieprzyjemne, nadal nie mogłam tego odpuścić.

„To trochę szalone”.

„To nasz świat” – odparł – „Zawłaszczyliśmy cię. Nie ma odwrotu”.

Potrząsnąłem głową zmieszany – „Zawłaszczyłeś mnie?”

„Ja nie. Chaos tak”.

To nie było przyjemne. To trochę zabolało.

„Słuchaj” - ciągnął dalej - „Widziałem, jak na mnie patrzyłaś, kiedy zatrzymałem się, żeby zająć się twoją oponą. W ten sposób wielu ludzi patrzy na moich braci i na mnie. Robią założenia z góry. Oceniają. Mogłaś to zrobić przez sekundę, ale potem odpuściłaś. Potem pokazałaś się tutaj i powiem ci od razu, chyba że z tych, co chcą części samochodowych lub niestandardowej bryki, nikt się tutaj nie pojawia. Zdecydowanie nie z ciastem. Nie, chyba że jest fanką motocyklistów, dziewczyną, która wyrywa się z ciężkich przeżyć, albo kobietą godną życia starszej pani, której kapeluszem rzucono na ring. I żadna z tych suk nie przynosi ciasta. Osądzamy od razu i tak było, osądzamy ludzi, którzy nas osądzają, żyją wąskim życiem, albo mają nagie tyłki. Ale tych ludzi, którzy otwierają się na nasz świat bez kolorowania go w bzdury, wpuszczamy. Poznałaś Elvirę. Jest jedną z nich. Teraz jesteś kolejnym. Gdyby cokolwiek groziło Elvirze, każdy mężczyzna, który ma naszywkę, rzuciłby się, by ją chronić. Tak szalone jak myślisz, że to jest, wczoraj stałaś się Elvirą, ale w uroczej sukience w motyle i seksownych butach”.

Uważał, że moja sukienka była urocza.

A moje buty były seksowne.

Wow.

„Miałam ze sobą syna i byłam w niepewnej sytuacji” – stwierdziłam, czując potrzebę wyjaśnienia mu swojej pierwszej reakcji, której, niestety, nie przegapił - „Każdy mężczyzna, który by podszedł do nas, kiedy mieliśmy gumę…”

„Słyszę cię. Rozumiem cię” – przerwał mi cicho - „Nadal to zrobiłaś, bo jestem motocyklistą”.

To była prawda, niestety.

Nie było więc nic innego do powiedzenia poza tym, co zasłużył na usłyszenie.

Więc to powiedziałam.

„Przepraszam”.

„Doceniam. Teraz skończyliśmy?”

Jego zwięzłość była irytująca i denerwująca.

Co więcej, nie skończyłam.

„Nie osądzam cię” - powiedziałam mu – „Albo twoich ludzi. Wszyscy są bardzo mili”.

„Cieszę się, że tak myślisz, skoro jesteś adoptowana. Teraz skończyliśmy?”

Nie, jeszcze nie skończyłam.

„Tak urocze, jak to wszystko jest, czuję się nieswojo, przyjmując pomoc od ludzi, których nie znam”.

„Pogódź się z tym”.

Czekałam, ale to było wszystko.

Pogódź się z tym.

„Nie jestem pewna, czy umiem” – podzieliłam się.

„Spróbuj bardziej” – odpowiedział.

Patrzyłam na niego.

Potem zagapiłam się.

Patrzył, jak jedno zamienia się w drugie, a drugie to wciąż robi, mruknął - „Kurwa, jeszcze nie skończyliśmy”.

„Nie, nie skończyliśmy!” - krzyknęłam - „Twoi ludzie praktycznie kupili mi nowy samochód i załatwili mi darmowego adwokata!”

„Carissa, czy wiesz, co to jest wynajęcie adwokata?” - zapytał.

„Tak” – warknęłam.

„Więc wiesz, że ten Klub daje tej firmie kupę forsy za to, że może nam służyć w każdej chwili. Na szczęście nie potrzebujemy ich często, więc siedzą na naszych pieniądzach i robią wszystko. To nie jest dla nas wielka sprawa i właściwie to dobrze, że zrobią coś, aby zarobić tę zapłatę”.

To miało sens, więc na razie odpuściłam.

„Nie powinieneś przeklinać” – upomniałam go ostro.

Odskoczył do tyłu - „Serio?”

„Jestem damą. To jest niegrzeczne”.

 

„Jesteś damą, ale ja jestem motocyklistą i robię to, do cholery, czego chcę” – odpalił.

„Mówisz w ten sposób przed Tyrą?”

„Znasz ją od jednego dnia, Motylku. Ona też umie przekląć”.

Kobiety często przeklinały, więc prawdopodobnie miał rację.

Spróbowałam innej taktyki - „Czy mówisz w ten sposób przed matką?”

Jego twarz stwardniała i swoją odpowiedzią przeszył mnie prosto w serce.

„Nie mam matki. Nigdy nie miałem. Wystartowała, zanim zdążyłem raczkować. Więc nie. Nie klnę. Bo nigdy nie miałem szansy”.

Zamilkłam, głęboko to czując, ale nie wierząc w to, bo nie mogłam tego pojąć.

Travis kręcił się jak szalony. Co oznaczałoby, że matka Jokera odeszła, zanim był w wieku Travisa.

„Jak to możliwe?” – wyszeptałam.

„Wiesz” – odparł zgryźliwie, rozpinając jedno ramię i dźgając palcem w moją stronę, ale jego następne słowa nie wyrządziły szkody. Daleko od tego - „To właśnie dlatego Chaos robi to dla ciebie. Ten wyraz na twojej twarzy. Te słowa z twoich ust” - Z powrotem skrzyżował ramię na piersi - „Nie masz pojęcia, jak kobieta mogłaby to zrobić swojemu dziecku. Wiemy, że twoje dziecko potrzebuje takiej kobiety w swoim życiu. Pieprzenie pozwól temu odejść i pieprzenie pozwól nam pieprzenie sobie pomóc”.

„To trzy słowa na „p” w jednym zdaniu” – powiedziałam cicho.

Wyrzucił obie ręce - „Kogo to obchodzi?”

Jego odpowiedź była zabawna i chciałam się śmiać. Naprawdę chciałam.

I nie pamiętałam, kiedy ostatnio śmiałam się z czegoś, co nie było czymś, co zrobił Travis.

„A teraz, kurwa, skończyliśmy?” – zapytał.

„Nie” – wyszeptałam swoją odpowiedź.

„Co teraz?” - przyciął, kładąc ręce na biodrach.

Obserwowałam, jak to robił.

Jego knykcie były pokryte strupami. Ale jego palce były długie, nie pełne gracji, ale ładne. Były to ręce człowieka pracy. Byłyby szorstkie. Widziałam nawet plamy tłuszczu wokół paznokci.

Coś w tym spowodowało, że coś się we mnie wydarzyło.

Moje skupienie przeniosło się z jego rąk na jego krocze. Jego dżinsy były wyblakłe. Obszar wokół jego krocza bardziej wyblakł.

Podeszłam w górę do czarnego paska ze srebrnymi nitami, który był trochę zużyty, długość poza zapięciem zwisał miękko od szlufki do boku, skóra nie była zbyt sztywna.

W górę płaski brzuch do szerokiej klatki piersiowej, szerokich ramion i wypukłych ramion.

I aż do jego długich czarnych włosów, które wyglądały na gęste, rozczochrane, miały dużo fal i ocierały się o ramiona. Jego broda nie była krzaczasta, była przystrzyżona, ale za dwa dni dzieliły ją od zaniedbania.

On był wysoki.

Był zirytowany.

Czułam to drugie, ponieważ był typem człowieka, którego nastrój zmieniał pokój i zrozumiałam to, ponieważ właśnie wtedy tego doświadczałam. Ale wiedziałam też, że nie chodziło tylko o to, że byliśmy jedynymi w pokoju i rozmowa, która go denerwowała, więc oczywiście bym to czuła.

To był on. Miał taką moc za swoją osobowością.

Przeniosłam oczy na jego.

Stal. Dziwny, płaski kolor, który wydawał się nieprzenikniony.

I nagle miałam nowe marzenie. Takie, które nie wiązało się z macierzyństwem, ciasteczkami, praniem i byciem matką na ławce piłkarskiej.

Takie, które skupiało się na penetracji nieprzeniknionego.

„Więc? Co?” – podpowiedział z irytacją.

Na jego słowa przeleciałam przez pokój.

Miał szansę cofnąć się o krok, ale to było wszystko, co miał, zanim moje ciało uderzyło w jego, moje ręce powędrowały po obu stronach jego głowy i podniosłam się na palcach, gdy pociągnęłam go w dół.

Potem mocno przycisnęłam usta do jego.

Oddech później wydarzyło się coś dziwnego.

Dziwnego i cudownego.

Jego ramiona zacisnęły się wokół mnie i gdybym mogła cokolwiek pomyśleć, martwiłabym się stanem moich żeber.

Ale nie mogłam nic pomyśleć, ponieważ jego język wbił się w moje usta i mój świat się zmienił.

Cały mój świat.

Nie miałam martwej siostry.

Nie miałam martwej matki.

Nie miałam samotnego ojca opiekującego się matką, która była zmęczona chorobą Alzheimera.

Nie miałam byłego męża, którego kiedyś kochałam, o którym myślałam, że będzie mnie pielęgnował, chronił i pomagał w realizacji moich marzeń, ale teraz zamieniał moje życie w nieszczęście i próbował odebrać mi syna.

Miałam to.

Wszystko. Wszystko, co dał mi motocyklista o imieniu Joker, trzymając mnie tak mocno, że powodował ból, który tak bardzo czułam i który atakował moje usta językiem w sposób, który jasno wskazywał, że może to robić przez całe życie i nigdy nie będzie miał dość.

Moje ręce opuściły jego głowę, więc mogłam owinąć ramiona wokół jego ramion, gdy przycisnęłam się bliżej.

W zamian jedna z jego rąk przesunęła się po moim kręgosłupie. Wyciągnął gumkę z mojego kucyka i wbił palce w moje włosy, obejmując tył mojej głowy, przechylając ją w jedną stronę, podczas gdy on się pochylał w drugą. Pogłębił pocałunek w odurzający sposób, podczas gdy jego druga ręka ześlizgnęła się w dół i objęła mój jeden pośladek.

To było dobre.

Odepchnął mnie do tyłu.

Poszłam z nim.

Całowaliśmy się dalej.

Potem szybko się odwrócił i upadaliśmy.

Wylądował na plecach na łóżku. Wylądowałam na nim, ale ledwo miałam okazję doświadczyć oszałamiającego piękna pełnej długości jego twardej sylwetki pod moją, zanim dostałam więcej piękna, kiedy mnie obrócił, a ja miałam ciężar jego twardej postaci wciskającej moje ciało w łóżko.

Jego ręka opuściła moje pośladki i uniosła się, szarpiąc palcami moją granatową koszulkę polo LeLane, ściągając ją z moich spodni khaki, a potem poczułam jego ciepło, skórę na skórze.

Miałam rację.

Jego ręce były szorstkie.

To było tak cudowne, że jęknęłam przy jego języku.

W chwili, gdy to zrobiłam, zniknął.

Leżałam na łóżku, mrugając oczami, gdy stał nade mną, bóg motocyklistów z długimi, rozczochranymi włosami, brodą, która sprawiała, że skóra wokół moich ust cudownie szczypała, jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w sposób, który chciałam poczuć, stal jego oczu zamknęła się na mnie.

„Joker…” – szepnęłam.

„Posunąłem się za daleko. To moja wina. Nie spróbujesz ponownie tego gówna, to się nie powtórzy. Ale jak spróbujesz jeszcze raz, to co się stanie, spadnie na ciebie”.

Miałam bardzo niezwykłą i elektryzującą chęć, by spróbować tego jeszcze i jeszcze, raz za razem.

„Musisz się przespać, zrób mi i moim braciom przysługę, znajdź to poza Chaosem. I jak rzucasz nam w twarz pomoc Chaosu, to twój wybór” – warknął - „Ale jak robisz to gówno, jesteś głupcem”.

Nie powiedział ani słowa.

Odwrócił się na pięcie i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.

 

1 komentarz: