czwartek, 11 sierpnia 2022

2 - Wszystko, czego pragnę

 

Rozdział 2

Wszystko, czego pragnę

Carissa

 

 

„Aaron, naprawdę, złapałam gumę” - starałam się nie brzmieć, jakbym błagała. Błaganie nie było przyjemne.

Ale słyszał, jak błagałam, a ja nauczyłam się, że błaganie nie działało.

„Przyprowadź Travisa do mojego domu za czterdzieści pięć minut, albo będziemy mieć problemy, Carisso” – powiedział mi do ucha Aaron i rozłączył się.

Stałam tam w brudnej trawie na poboczu, patrząc w dół na telefon, z moim synkiem przy biodrze, mając przed sobą pełzający w godzinach szczytu ruch uliczny Denver na I-25 – wraz z moją starą, brzydką, zużytą, wciąż przeważnie czerwoną Toyota Tercel z przebitą oponą.

Aaron, mój były mąż, jeździł czarnym lexusem.

Aaron, mój były mąż, również właśnie odmówił mi przyjazdu i pomocy w wymianie przebitej opony, mimo że miałam ze sobą syna i jechałam głupią międzystanową w ruchu w godzinach szczytu.

Nie mogłam w to uwierzyć.

Powinnam w to wierzyć, ale, z naszą historią, z tym wszystkim, co zrobił, na co przymykałam oko, w końcu nie mogłam.

Nic nie powinno mnie zaskakiwać. I trzymałam się cienkiej nici nadziei, że nadal tak było. Że mogłabym być zaskoczona. Że nie straciłam tej zdolności. Że nadal wierzyłam, że ludzie mogą być przyzwoici. Nawet Aaron.

Nienawidziłam tego przyznać, ale pomyślałam, że wkrótce stracę zdolność wierzenia, że Aaron mógłby być przyzwoity. Zwłaszcza po tym, jak się rozłączył.

Nie mogłam się nad tym zastanawiać.

Warga mi drżała i przygryzłam ją, żeby to powstrzymać, ale nie starałam się zbytnio powstrzymywać łez, gdy wpatrywałam się w mój samochód.

Przez ostatnie półtora roku dużo płakałam. I przyznam, że bez względu na to, co mnie do tego zmusiło, często płakałam, próbując postawić na swoim. To zawsze działało z moim tatą. Przez długi czas działało z Aaronem.

Półtora roku temu przestało działać. Przynajmniej z Aaronem.

Ale musiałam płakać. Miałam ze sobą mojego małego chłopca, z jego małą piąstką okręconą platynowym łańcuszkiem, który mój tata dał mi na Boże Narodzenie po śmierci mamy, a drugą ręką uderzającą mnie w ramię, całkowicie nieświadomego (dzięki Bogu) naszej tragicznej sytuacji. Nie wiedziałam, co z nim zrobić, jeśli sama spróbuję zmienić oponę. Nie sądziłam, że zostawienie go w samochodzie było bezpieczne. Ruch był niewielki, ale nadal byłam na ruchliwej autostradzie.

A jeśli coś się stanie?

Zaniepokoiłam się, przygryzłam wargę i mrugnęłam, odpędzając łzy, gdy przeglądałam swoje opcje.

Mój tata był w Nebrasce opiekując się moją babcią. On oczywiście nie mógł przyjść i pomóc.

Nie potrzebował też dodatkowych dowodów na to, że popełniłam ohydny błąd, spędzając dziesięć lat życia u boku Aarona Neilanda, w końcu przyjmując jego obrączkę, jego przysięgę honorowania mnie w chorobie i zdrowiu, dopóki śmierć nas nie rozłączy (same kłamstwa, oczywiście). Wszystko to, zanim znalazłam się w ciąży z dzieckiem Aarona, podczas gdy on mnie zdradzał (znowu), tym razem z modelką. Wtedy ja się z nim skonfrontowałam, po czym Aaron powiedział mi, że skończyliśmy i że poślubia swoją modelkę.

Nie, tato tego nie potrzebował.

Co więcej, nie miałam żadnych przyjaciół. Nigdy tak naprawdę nie miałam prawdziwych przyjaciół, ale nie wiedziałam o tym, dopóki nie okazało się to prawdą, kiedy Aaron i ja się rozstaliśmy i oni (wszyscy) poszli z Aaronem.

A nie miałam czasu na robienie nowych. Urodziłam dziecko. Miałam pracę na pełen etat jako sprzedawca w sklepie spożywczym. I miałam byłego męża, który był prawnikiem, który wraz ze swoim ojcem i wszystkimi jego kolegami, jak się wydawało, uczynił swoją misją uczynienie mojego życia żałosnym.

Odnosił sukces.

Wiedziałam, czego chciał. Chciał, żebym odsunęła się na bok, dała mu mojego syna, żeby on i Tory mogli wychować Travisa, a Aaron mógł zapomnieć, że złamał mi serce, roztrzaskał moją duszę, zniszczył moje marzenie i zrujnował moje życie.

Aaron nie lubił wspomnień o swoich niepowodzeniach. Ponieważ jego ojciec był prowadzony i prowadził Aarona, mój były mąż starał się nie zawieść. Ale gdyby zdarzył się ten rzadki przypadek, zacierał wszelkie wspomnienia, by nie mieć w swoim życiu żadnych oznak, że był mniej niż doskonały.

Byłam skazą. Byłam porażką. Musiałam odejść.

Nie zamierzałam odejść.

Po prostu nie wiedziałam, jak to zrobię. Po rozwodzie otrzymałam ugodę (o której teraz wiedziałam, że była tak mała, że to był żart) i alimenty na dziecko (ponieważ dochód Aarona był znacznie wyższy niż mój) i prawie pełną opiekę nad Travisem (ponieważ wtedy miał zaledwie dwa miesiące).

To było dobre.

Było dobre, dopóki Aaron nie zabrał mnie z powrotem do sądu i nie uczynił tego złym. Ponieważ Aaron urodził się w sieci starych dobrych chłopców w świecie prawniczym Denver (jego ojciec był sędzią), udało mu się zdobyć (lub wymusić) częściową opiekę nad dzieckiem i obniżyć alimenty.

Potem zabrał mnie z powrotem do sądu i zdobył połowę opieki bez alimentów.

Byliśmy oficjalnie rozwiedzeni od sześciu miesięcy, wyrok przeszedł dwa miesiące po tym, jak urodziłam naszego syna (sama, ponieważ tata jechał z Nebraski, a Travis szybko wyszedł). W tym czasie byłam w sądzie dwa razy i wiedziałam, że Aaron szukał wszystkiego, cokolwiek mógłby wykorzystać, by udowodnić, że nie nadaję się do opiekowania się Travisem lub że złamałam nasz układ, żeby mógł mnie wpakować (bardziej) w kłopoty.

Już dawno skończyły mi się pieniądze na prawnika. Tata wysłał trochę, ale przestałam prosić przez drugą podróż do sądu. Martwił się o mnie. Był wszystkim, co mi zostało (oprócz Travisa), ale jedyne, o czym mogłam myśleć, to to, że Travis i ja też byliśmy wszystkim, co jemu zostało i że przeszedł już dość. Nie mogłam go przez to ciągnąć ze sobą.

Mogłabym jednak pozyskać nowego adwokata.

Ten, którego miałam, był drogi i omówiliśmy różne rzeczy, zanim musiałam go opuścić. Było jasne, że martwił się o swoją zdolność do obrony mnie, biorąc pod uwagę siłę ognia za plecami Aarona.

Ale kiedy błagałam (i dobrze, płakałam), mój adwokat powiedział mi, że mogę go spłacać na raty.

Jednak te tylko rosły (wciąż je spłacałam). Nie było mnie stać na więcej. Potrzebowałam nowego samochodu. W końcu będę potrzebowała mieszkania z więcej niż jedną sypialnią, a najlepiej takiego, które znajdowałoby się w znacznie lepszej okolicy. Musiałam znaleźć czas i pieniądze, żeby pójść do szkoły urody, żeby nauczyć się czesać. Byłam dobra we włosach. Miałam naturalny talent. Spędziłam dużo czasu, próbując dowiedzieć się, w czym jestem dobra, co mogę zrobić, i to była jedyna rzecz.

A styliści w fajnych salonach zdobywali ogromne napiwki.

Potrzebowałam ogromnych napiwków.

Potrzebowałam prawie wszystkiego.

Więc próbowałam znaleźć tańszego adwokata.

Niewielu było chętnych, by się zmierzyć z tym dla mnie (obawiałam się, że to też robił Aaron i jego ojciec), ale znalazłam jednego. I byłby naprawdę tańszy, gdybym, według jego słów z tym tłustym uśmiechem na twarzy, padła na kolana (wielokrotnie), podczas gdy on walczyłby dla mnie z Aaronem.

Nie potrzebowałam, żeby wyjaśniał, co oznacza padanie na kolana. Nie musiałam też tłumaczyć ustnie, dlaczego wstałam z fotela w jego biurze i wyszłam.

Więc mogłam znaleźć nowego prawnika, po prostu nie podobał mi się sposób, w jaki chciał, żebym płaciła mu honorarium.

Ale w tym momencie najbardziej potrzebowałam zmienić oponę, wrócić na trasę, zawieźć syna do ojca, zanim będzie za późno, a Aaron zapisał to na liście rzeczy, których można użyć, aby jego była żona straciła prawo do opieki syna i mieć nadzieję, że odejdzie na dobre. Potem musiałam wymyślić, jak naprawić oponę lub jak zapłacić za nową, a na koniec udać się na wieczorną zmianę w sklepie.

Miałam właśnie wsadzić moje dziecko do samochodu i mieć nadzieję, że nikt nie uderzy mnie ani mojego pojazdu.

Nie miałam o tym dobrych myśli. W życiu nie miałam dużo szczęścia.

Część mojego pecha była poza moją kontrolą.

Aaron nie był.

To było na mnie.

To była moja wina.

I to było duże.

Spojrzałam na maleńką buzię Travisa z jego dużymi, pulchnymi policzkami i roztańczonymi oczami, które zrobiły się brązowe, tak jak moje, jak jego dziadka, a on wybełkotał na mnie, jego małe czerwone usta mokre i wygięte, jego mała pięść uderzała mnie w ramię.

Okej, więc Aaron nie był totalnym błędem. Dał mi Travisa.

„Nic nam nie będzie” – powiedziałem mojemu chłopcu, ściskając go.

„Ga-go-gu” – odpowiedział.

Uśmiechnęłam się - „Mamusia umie to zrobić”.

„Goo, goo, gah” - uderzył pięścią i przekręcił mój naszyjnik, przyciągając go mocno do szyi.

Uśmiechnęłam się szerzej, chociaż wciąż chciałam płakać i ruszyłam w stronę samochodu.

Potem usłyszałam głośny hałas, który stał się głośniejszy, ponieważ był coraz bliżej.

Zatrzymałam się i odwróciłam głowę na bok.

Wtedy zamarłam.

Zamarłam, bo zobaczyłam jednego z tych motocyklistów na jego wielkim, głośnym motocyklu jadącym w moją stronę.

I nie był jednym z tych rekreacyjnych motocyklistów. Wiedziałam to na pierwszy rzut oka. Jego czarne włosy były bardzo długie, zbyt długie i dzikie. Na twarzy miał pełną czarną brodę. Była przycięta, ale niewystarczająco przycięta (jak w przypadku braku brody). Miał czarne okulary przeciwsłoneczne, które zasłaniały mu oczy, okulary, które sprawiały, że wyglądał złowrogo (jakimi, w moim mniemaniu, motocykliści byli). Miał też na sobie czarną skórzaną kurtkę, która wyglądała zarówno na zniszczoną, jak i nową, wyblakłe dżinsy oraz te niezdzieralne czarne motocyklowe buty.

Zatrzymał się, gdy wstrzymałam oddech. Wyłączył motocykl i kopnął stojak, po czym zrzucił z motocykla długą nogę z ciężkim udem i topornym butem.

Travis pisnął.

Puścił mój naszyjnik, obrócił się w moich ramionach i z podnieceniem wymachiwał pięściami.

Zaczęłam oddychać, czując, jak moje serce bije szybko, gdy motocyklista podszedł do mnie, jego okulary przeciwsłoneczne były skierowane w moją stronę, po czym nagle zatrzymał się z dziwnym szarpnięciem.

Przyglądał mi się, jego twarz była beznamiętna, stojąc, jakby został złapany w zawieszeniu, a ja przyglądałam mu się w zamian.

Nie znałam motocyklistów. Nigdy nie spotkałam motocyklisty. Motocykliści mnie przerażali. Robili to, ponieważ wyglądali przerażająco. Robili to również, ponieważ słyszałam, że są przerażający. Mieli dziewczyny, które nosiły obcisłe podkoszulki, mieli noże przy pasach, jeździli zbyt szybko i zbyt niebezpiecznie, brali udział w bójkach w barze i żywili urazy do innych motocyklistów, robili rzeczy, które trzeba było wsadzić ich do więzienia i inne rzeczy, które były przerażające.

Gdy te myśli przeleciały mi przez głowę, oderwał się, zaczął iść w moją stronę i głębokim, motocyklowym głosem zawołał - „Masz problem?”

Travis znowu pisnął, machając rękami, a potem zachichotał, gdy wielki motocyklista nadal szedł w naszą stronę.

I kiedy to zrobił, powoli, moje oczy skierowały się na ruch uliczny. Jechali zderzak w zderzak, pełzali z prędkością nie przekraczającą dwudziestu mil na godzinę. Patrząc na to, wiedziałam, że stałam tam co najmniej dziesięć minut przy telefonie, a potem nie, z dzieckiem na biodrze, przy samochodzie z gumą.

I ani jedna osoba nie zatrzymała się, aby pomóc.

Ani jedna.

Odwróciłam głowę z powrotem do motocyklisty, który stał teraz trzy kroki dalej, ze spuszczonymi oczami i okularami przeciwsłonecznymi skierowanymi na mojego synka.

Zatrzymał się, żeby pomóc.

„Ja… złapałam gumę” – wydusiłam.

Okulary przyszły do mnie i poczułam, jak moja głowa przechyla się na bok, kiedy to zrobił, ponieważ przyjrzałam mu się z bliska.

A to, co zobaczyłam, sprawiło, że poczułam się dziwnie.

Znałam go?

Czułam, jakbym go znała.

Zmrużyłam oczy, żeby przyjrzeć mu się bliżej.

Był motocyklistą. Nie znałam żadnych motocyklistów, więc go nie znałam. Nie mogłam.

Mogłabym?

„Masz pomoc drogową?” – zapytał.

Chciałabym.

„Nie” - odpowiedziałam.

Uniósł dłoń w czarnej skórzanej rękawiczce - „Daj mi klucze, odsuń się od drogi. Ja się tym zajmę”.

Zajmie się tym?

Tak po prostu?

Czy powinnam pozwolić motocykliście zmienić oponę?

Lepsze pytanie: czy miałam wybór?

Ponieważ odpowiedź na lepsze pytanie była jednoznaczna, powiedziałam - „Ja… cóż, to bardzo miłe”.

W tym momencie Travis rzucił się w kierunku motocyklisty. Starałam się trzymać go blisko siebie, ale mój chłopak był silny i miał tendencję do otrzymywania tego, czego chciał i to nie tylko dlatego, że był silny.

Właśnie wtedy dostał to, czego chciał.

Motocyklista podszedł do przodu, unosząc ręce w rękawiczkach, chwycił Travisa za boki i delikatnie wyciągnął go z mojego ramienia.

Usadowił go z łatwością i naturalną pewnością siebie, co sprawiło, że mój oddech brzmiał śmiesznie, na jego klatce piersiowej, odzianej w czarną koszulkę i skórzaną kurtkę i spojrzał na mnie.

Kiedy oglądałam ich, motocyklistę i dziecko, z jakiegoś powodu ta wizja zapisała się w moich plikach w bankach pamięci. Tych, które trzymałam odblokowane. Tych, które lubiłam otwierać i przesiewać. Tych, które obejmowały robienie ciasteczek z mamą. Tych, w których tata uczył mnie jeździć na rowerze i jak patrzył na mnie, kiedy odchodziłam bez kółek treningowych, taka dumna, taka szczęśliwa. Tych, które obejmowały Wielkanoc, zanim moja siostra, Althea, zmarła, kiedy wygrała polowanie na jajka wielkanocne, a tata zrobił to niesamowite zdjęcie, nas w naszych falbaniastych, pastelowych sukienkach wielkanocnych, ubranych w wielkanocne czepki, trzymających koszyki wielkanocne ze wstążkami, przytulających się i chichoczących, jak chichoczą się małe dziewczynki.

On tam nie pasował. Nie do tych plików. Nie ten motocyklista.

Ale jakoś tak się stało.

„Mam dziecko. Wolne ręce, możesz dostać klucze” – powiedział i wiedziałam, jak powiedział, że to rozkaz, tylko delikatnie (tak jakby) sformułowany.

„Uh… racja” – wymamrotałam, odrywając wzrok od niego wciąż trzymającego Travisa, który był zahipnotyzowany brodą motocyklisty i szarpał ją. Szarpał mocno. Szarpał z siłą małego chłopca, o której wiedziałam, że już było siłą, z którą należało się liczyć.

Ale motocyklista nie odwrócił twarzy. Jego podbródek drgnął lekko pod wpływem szarpnięć, ale wydawało się, że to go nie obchodziło.

Ani trochę.

Jego oczy po prostu były skierowane na mnie, dopóki nie zabrałam swoich.

Sięgnęłam do torebki, która była przewieszona przez ramię i wyjęłam klucze.

Zrobiłam to w samą porę, by zobaczyć, jak motocyklista skinął podbródkiem w stronę Travisa, a jego dźwięczny motocyklowy głos zapytał - „Zostawisz dla mnie wąsy, dzieciaku?”

Travis zachichotał, uderzył go w usta dziecięcą pięścią, po czym zerwał okulary przeciwsłoneczne motocyklisty.

Wzięłam szybki oddech, mając nadzieję, że Travis go nie rozgniewa.

Tak się nie stało.

Wymamrotał tylko - „Tak, dzieciaku, potrzymaj je dla mnie”.

Potem przeniósł Travisa w moje ramiona, wziął klucze i podszedł do samochodu.

Zanim się zebrałam, otworzył bagażnik i zrobiłam dwa kroki do przodu.

„Uch… proszę pana…

Jego głowa przekręciła się, tylko nie poruszył mięśni reszty ciała i powiedział niskim pomrukiem - „Odsuń się od drogi”.

Zrobiłam trzy szybkie kroki w tył.

Zwrócił uwagę na mój bagażnik.

„Ja tylko się zastanawiałam” - zawołałam, żonglując aktywnym Travisem, który próbował uciec, ponieważ wyraźnie wolał skórę i wąsy od swojej mamy - „Jak masz na imię”.

„Joker” – odpowiedział, wyciągając rękę z kufra, w którym były narzędzia i z głośnym brzękiem rzucił je na asfalt. Skrzywiłam się, kiedy wrócił i wyciągnął zapasowe. Joker. Nazywał się Joker.

Nie, nie znałam go. Nie znałam Jokerów.

A poza tym, kto nazwałby dziecko Jokerem?

„Jestem Carissa. To jest Travis” – wrzasnęłam, kiedy przeszedł z drugiej strony samochodu i zobaczyłam tył jego kurtki. Naszyto na nią naprawdę ciekawą naszywkę z orłem, amerykańską flagą, płomieniami, a na dole napisem Chaos.

O jej. Należał do gangu motocyklowego Chaos.

Nawet ja wiedziałam o gangu motocyklistów Chaosu. To dlatego, że kiedy dorastałam, tata kupował wszystkie swoje rzeczy do naszych samochodów w ich sklepie samochodowym na Broadwayu, sklepie o nazwie Ride. Prawie wszyscy, którzy wiedzieli o samochodach i nie chcieli, żeby ludzie je zepsuli.

„Są motocyklistami, ale są uczciwi” – powiedział tata - „Jak nie mają części, nie mówią ci, że inna część zadziała, kiedy nie zadziała. Mówią ci, że to dostaną za tydzień, to będzie to za tydzień. Nie wiem nic o tym gangu. Wiem, że wiedzą, jak prowadzić biznes”.

Kiedy to wspomnienie przeniknęło przez moją głowę, pod koniec zdałam sobie sprawę, że człowiek zwany Jokerem nie odpowiedział.

„To naprawdę miłe!” – zawołałam, gdy zniknął w kucki po drugiej stronie mojego samochodu. Druga strona samochodu, czyli tuż przy ruchu ulicznym.

To mnie martwiło. Nie jechali szybko i zjechałam tak daleko, że moje opony po stronie pasażera były na murawie i drapały na krawędzi pobocza, ale nadal było niebezpiecznie.

Znowu nie odpowiedział, więc krzyknęłam - „Proszę, bądź ostrożny!”

Wrócił jego głęboki głos - „Wszystko w porządku”.

„Dobrze, ale zostań w ten sposób. Dobra?” - odkrzyknęłam.

Nic od Jokera.

Zamilkłem. No nie bardzo. Zwróciłam uwagę na moją bójkę z synem i zrobiłam wszystko, aby odwrócić jego uwagę od motocyklisty, którego już nie widział, ale bardzo chciał się do niego dostać.

„Jest zajęty, kochanie, pomaga nam, naprawia nasz samochód”.

Travis spojrzał na mnie i krzyknął zirytowany - „Goo gah!” - a potem wsadził mu do ust ramię okularów przeciwsłonecznych Jokera.

Położyłam go na biodrze i delikatnie spróbowałam zabrać okulary, żeby Travis ich nie ślinił albo, co gorsza, nie złamał ich.

Travis wrzasnął.

„Nie możemy podziękować Jokerowi za jego pomoc przez połamanie okularów przeciwsłonecznych” – wyjaśniłam.

Travis wyszarpnął okulary przeciwsłoneczne z mojego niepewnego uścisku i, żeby się nie złamały, pozwoliłam mu. Następnie wymachiwał nimi w powietrzu ze zwycięską radością przez kilka sekund, po czym opuścił je i przysunął ramię do ust, po czym zaczął nim jeździć.

Westchnęłam i spojrzałam w stronę, gdzie pracował Joker, chociaż nadal go nie widziałam i ostrożnie (ale głośno, żeby było słychać z daleka i ruchu ulicznego) powiedziałam - „Travis ślini się na twoje okulary przeciwsłoneczne”.

Joker wyprostował się, ciągnąc za sobą moją oponę i wrzucając ją szerokimi, okrytymi skórzaną kurtką ramionami do bagażnika (coś, co zrobił jedną ręką, co było imponujące), przez co cały mój samochód podskoczył przerażająco.

Jego oczy skierowały się na mnie - „Mam około tuzina par. Jak je spieprzy, nie ma problemu”.

Potem znów przykucnął.

Zdusiłam upomnienie, że nie powinien używać tego słowa.

Aaron cały czas przeklinał. Uznawałam to za ordynarne, w końcu irytujące, a w końcu obawiałam się, że użyje tego języka przy naszym synu.

Nie miałam pojęcia, czy to robił.

Ale prawdopodobnie to robił.

Zamiast skupiać się na tym, skupiłam się na tym, że Joker wydawał się być naprawdę miły.

Nie wydawał się, po prostu był.

Wszyscy ludzie, którzy mnie mijali, nie pomagali, ale on zatrzymał się.

Teraz zmieniał oponę i z wyjątkiem czasu, gdy mój tata kazał mi to zrobić, żeby mieć pewność, że wiedziałabym, kiedy by nadszedł czas, kiedy musiałabym, nigdy więcej tego nie robiłam.

Ale wiedziałam, że to nie było zabawne.

Pozwolił Travisowi ciągnąć się za wąsy, zerwać sobie okulary, a nawet pozwolił, by jakieś dziecko, którego nie znał, je złamało.

Spojrzałam na okulary i wiedziałam, że były drogie.

Na boku napisali LIBERTY. Były atrakcyjne, ale mocne. Nie sądziłam, żeby zdjął je z obrotowego stojaka.

I nie chciałam, żeby było tak, że się zatrzymał, pomógł nam i stracił swoje drogie okulary, chociaż był bardzo miły i nie wydawał się tym przejmować.

„Proszę, chłopczyku, nie złam tych okularów” – szepnęłam.

Jak mój ośmiomiesięczny synek mnie rozumiał, przestał lizać rączkę i wsunął mi okulary.

Uśmiechnęłam się, wymamrotałam - „Dziękuję, mój głuptasku” - wzięłam okulary i pochyliłam się nad nim, by dmuchnąć w jego szyję.

Pisnął z radości.

Ponieważ tak bardzo mu się to podobało, jak zawsze, zrobiłam to ponownie. Potem znowu. A ponieważ nie miałam gdzie ich schować, wepchnęłam okulary Jokera we włosy, żeby poprawić Travisa, żeby go połaskotać.

Wił się w moich ramionach i piszczał głośniej.

Boże, ten dźwięk był piękny.

Nie było lepszego dźwięku na świecie.

Ani jednego.

Bawiłam się dalej z moim chłopcem, a robiąc to, nagle przestałam się martwić, że stałam na I-25 z motocyklistą z gangu motocyklowego zmieniającym mi oponę i że wkrótce oddam moje dziecko mojemu ex i Tory, więc nie będę miała go przez cały tydzień.

Wtedy byliśmy tylko Travis i ja.

Byliśmy tylko on i ja przez półtora roku, przez część tego czasu był w moim brzuchu, przez resztę był całym moim światem.

Chciałam mieć rodzinę. Po śmierci Althei zaczęłam tego pragnąć i robiłam to z moimi lalkami, potem moimi Barbie, a potem w marzeniach.

To wszystko, czego chciałam. Wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam.

Mąż. Dom. I dużo dzieci.

Nie obchodziło mnie, co mówiło o mnie to, że nie chciałam kariery. Że nie marzyłam o rejsach, tiarach, byciu ważną, noszeniu teczki, wstawaniu i chodzeniu do ciężkiej pracy.

Chciałam robić pranie.

Chciałam robić ciasteczka.

Chciałam przygotowywać kolację dla męża i dzieci, kiedy wrócą do domu.

Chciałam zostać mamą z ławki piłkarskiej (chociaż nie chciałam minivana, chciałam czegoś w rodzaju SUV-a Lexusa Aarona).

To wszystko, czego chciałam.

Chciałam być dobrą żoną i wspaniałą matką.

I znowu nie obchodziło mnie, co ludzie pomyśleliby, że to o mnie mówiło.

Moja mama pracowała. Pracowała jeszcze przed śmiercią Althei.

Później też pracowała.

Nie przeszkadzało mi to wtedy. To ją uszczęśliwiało.

Ale teraz chciałam wrócić do tych chwil, kiedy była w pracy. Wtedy nie było jej, kiedy wracałam do domu po szkole.

Chciałam je z powrotem.

Chciałam, żeby mój tata je odzyskał.

I to właśnie miałam dać mojemu mężowi. To samo miałam dać moim dzieciom.

To wszystko, czego chciałam, dać to mojej rodzinie.

Wszystko, o czym kiedykolwiek marzyłam.

To marzenie musiało się zmienić. Aaron je zabił, więc musiałam to zmienić.

Więc teraz byliśmy tylko Travis i ja co drugi tydzień.

To było moje nowe marzenie i jeśli bardzo bym się postarała, mogłam przekonać samą siebie, że nim żyję.

Chociaż nie żyłam.

Nawet nie blisko.

Ale zrobiłabym to.

„Gotowe”.

Poderwałam głowę i zobaczyłam Jokera stojącego na murawie kilka kroków dalej.

„Obejrzałem twoją oponę, miałem nadzieję, że to gwóźdź” – poinformował mnie – „Nie był. Wyleciało. We wszystkich masz niski bieżnik. Wszystkie trzeba wymienić”.

Moja bańka radości ze mną i moim dzieckiem pękła, gdy wcisnęło się w nie życie, presja, jak zawsze, zbyt duża, by ta bańka dobroci mogła znieść.

Nie było mnie stać na cztery nowe opony.

„Nie możesz jeździć na tym zapasowym” – mówił dalej Joker, ale robił to, przyglądając mi się uważnie - „Nie na dłużej. Musisz się tym zająć, tak szybko jak możesz”.

Przestałam myśleć o oponach, mojej niezdolności do zakupu ich i braku czasu, z którym musiałam sobie z tym poradzić, i spojrzałam mu w oczy.

Były szare. Dziwny, tępy stalowoszary.

To nie było nieatrakcyjne.

Były też bardzo znajome.

„Tak?” - zapytał po podpowiedzi, a moje ciało zadrżało, ponieważ mój umysł skupił się na próbie odgadnięcia, jak jego oczy mogą wydawać się tak znajome.

Travis skoczył.

I znowu, zaskakująco, Joker natychmiast podniósł nagie ręce do mojego syna i zabrał go ode mnie, zwijając go blisko, naturalnie, przyjmując ten piękny ładunek, tak jakby robił to od momentu narodzin Travisa.

Coś ciepłego przeszło przeze mnie.

„Tak?” – powtórzył Joker.

„Uch, tak. Nowe opony. Nie jeździć na zapasowym” – odpowiedziałam.

„Idź do Ride, dam im twoje imię. Dadzą ci rabat”.

I wtedy przemyło mnie coś brudnego.

Brudnym był fakt, że mój samochód miał dwadzieścia lat, był wyblakły, zardzewiały, zużyty i chyba tylko jeszcze działa, bo Bóg mnie kochał (miałam nadzieję), a wszystko to nie było dla niego stracone.

To było zawstydzające.

I kiedy to przepłynęło przeze mnie, zrobiło się tego więcej. Nagle oblewały mnie strumienie obrzydliwości.

Fakt, że nie schudłam ostatnich piętnastu kilogramów z wagi po urodzeniu dziecka.

Fakt, że przez ostatnie siedem miesięcy nie było mnie stać na pasemka, więc moje włosy nie wyglądały tak wspaniale, złote blond pasemka zaczynały się cztery cale od moich nasady w sposób, który nie był atrakcyjnym ombré.

Fakt, że do pracy byłam ubrana w koszulkę polo, spodnie khaki i trampki, a nie w ładną sukienkę i ładniejsze buty.

Fakt, że miał drogie okulary, drogi motocykl, skórzaną kurtkę i może nie był zadbany, ale był wysoki, szeroki, miał ciekawe oczy, był miły, hojny w poświęcaniu czasu, świetny z dziećmi i dobry Samarytanin.

„Jak masz na to czas, możesz wpaść” – ciągnął - „Poproszę ich, żeby przejrzeli samochód. Upewnili się, że jest dobry”.

O nie.

Litował się nade mną.

Więcej brudu obmyło mnie.

„Nie… nie” – potrząsnęłam głową, sięgając po Travisa. To był wyczyn, Travis nie chciał odpuścić, ale pokonałam go i mocno przytuliłam syna do biodra – „Ja… już byłeś bardzo miły. Powinnam…” - wyciągnęłam wolną rękę - „Mam pieniądze…”

Urwałam i przekręciłam się, by dostać się do torebki, myśląc, że dwudziestodolarowy banknot to za mało, ale to było wszystko, co miałam. Myślałam też, że niestety będę musiała użyć mojej karty kredytowej, aby kupić paliwo.

„Nie ma potrzeby. Po prostu jedź. Pamiętaj o tym zapasowym, tak?”

Odwróciłam się do niego - „Jesteś pewien?"

„Nie chcę swoich pieniędzy”.

To było stanowcze w sposób, który brzmiał, jakby był urażony, czego naprawdę nie chciałam, więc z wahaniem skinęłam głową – „Byłeś naprawdę miły”.

„Tak” – mruknął - „Bądź bezpieczna”.

A potem zwrócił się do swojego motocykla.

Po prostu zwrócił się w stronę swojego motocykla! Nie mogłam pozwolić, żeby po prostu odwrócił się do swojego motocykla i odszedł.

Nie miałam pojęcia dlaczego, ale nie mogłam zaprzeczyć, że wiedziałam aż do szpiku kości, że nie mogłam pozwolić, aby motocyklista o imieniu Joker odszedł.

„Joker!” - zawołałam.

Odwrócił się.

Kiedy spojrzałam w jego oczy, nie wiedziałam, co robić, więc nic nie zrobiłam.

„Racja” – powiedział, podszedł do mnie i podszedł bliżej niż przedtem.

Nawet gdy Travis próbował rzucić się na niego, podniósł rękę, a ja wstrzymałam oddech.

Poczułam, że jego okulary przeciwsłoneczne wysuwają się z moich włosów.

„Dzięki” – mruknął i odwrócił się.

„Naprawdę, dziękuję” – wypaliłam, miejmy nadzieję, że nie był to rażący wysiłek, by go zatrzymać (chociaż był to wysiłek, by go zatrzymać) i ponownie zwrócił się do mnie - „Nie wiem, co powiedzieć. Czuję, że powinnam coś zrobić. Bardzo mi pomogłeś”.

„Zabierz siebie i swoje dziecko z pobocza autostrady i bądź bezpieczna, to wszystko, co musisz zrobić”.

„Oh. Tak. Oczywiście. Powinnam to zrobić” – bełkotałam.

„Później” – powiedział i podszedł do swojego motocykla.

„Później” – zawołałam tak jak on, nie chcąc, żeby poszedł.

Nie rozumiałam tego.

Okej, pomógł mi i był bardzo miły.

I okej, byłam sama. Jak naprawdę sama. W pobliżu nie miałam rodziny. Żadnych przyjaciół. Bez męża. Nowe dziecko. Nowe życie nie podobało mi się aż tak bardzo (poza wspomnianą obecnością mojego nowego dziecka).

A Joker zatrzymał się i pomógł mi, rozwiązując problem, który musiałabym uporządkować w jednym z tych nieistniejących czasów, kiedy musiałabym pozwolić komuś innemu zająć się tym i mogłabym bawić się z moim synem, nawet jeśli ten czas był na poboczu zakorkowanej drogi międzymiastowej.

To wiele znaczyło.

Ale nie chciałam, żeby odszedł nie w sposób, że byłam po prostu niechętna do pożegnania ostatniej osoby, która zrobiła dla mnie coś życzliwego.

To było inne.

I to było przerażające.

Ale bardziej przerażające było to, że był na swoim motocyklu i sprawiał, że ryczał.

Było już prawie po wszystkim.

Miał odejść.

I będę sama.

To nie było to (lub nie tylko to).

Chodziło o to, że miał odejść.

Otworzyłam usta, żeby krzyknąć coś przez hałas jego motocykla, a Travis uderzył mnie w szczękę.

Spojrzałam na mojego syna.

Musiałam zabrać go w bezpieczne miejsce.

A potem zabrać go do jego taty.

Zamknęłam oczy, otworzyłam je i zobaczyłam, jak Joker niecierpliwie szarpnął brodą do mojego samochodu.

Więc pospieszyłam tam, otworzyłam drzwi od strony pasażera, umieściłam syna bezpiecznie w foteliku samochodowym, okrążyłam samochód i wsiadłam.

Joker nie włączył się do ruchu, dopóki ja tego nie zrobiłam. On też nie wyjechał z autostrady, dopóki ja tego nie zrobiłam. Zjechał za mną z wiaduktu na Speer Boulevard.

Potem się odłączył.

I odjechał.

1 komentarz: