Rozdział
22
Mieć
rację
Joker
Joker
stał w warsztacie z rękami na biodrach, wpatrując się w budowany przez siebie samochód,
który stał tam z podniesioną maską, lśniącym nowym silnikiem, osłonami na
bokach, wnętrzem pustym, ponieważ zamówione przez nich fotele nie zostaną dopasowane
jeszcze przez kilka dni.
Ale
jeśli utrzymaliby się planu przekręciliby kluczyk pod koniec następnego dnia.
Miał
tylko nadzieję, że przekręci go i złapie zapłon. Tyle kompilacji, ile zrobił,
to zawsze była gra w niewiadomą, a jeśli tak się nie stało, dowiedzenie się,
dlaczego można było przyczepić się w dowolnym miejscu od pół godziny do pół
tygodnia.
„Joker!
Słonko! Masz gościa!”
Odwrócił
się do drzwi biura na wołanie Cherry.
Potem
uśmiechnął się, gdy zobaczył, jaki mężczyzna wychodzi za nią.
Pan
Robinson. Keith.
Mężczyzna
wyciągnął rękę, zanim się spotkali i potrząsnął nią, kiedy to robili.
„Kazałeś
mi zadzwonić” – powiedział Keith - „Ale byłem blisko, więc pomyślałem, że po
prostu wpadnę”.
„Cieszę
się, że wpadłeś” – odpowiedział Joker, zrywając kontakt.
Oczy
Keith’a powędrowały do samochodu - „To twój?”
Joker
też spojrzał na samochód - „Ten, nad którym teraz pracuję”.
Joker
poczuł na sobie wzrok mężczyzny, kiedy stwierdził - „Jest piękny”.
Spojrzał
na Keith’a i uśmiechnął się - „Chcesz zobaczyć?”
Keith
skinął głową i Joker zaprowadził go do samochodu.
„Więc
za co w nim odpowiadasz?” – zapytał Keith, gdy szli.
„To
wszystko” – powiedział mu Joker.
Zatrzymali
się przy samochodzie i Keith spojrzał na niego.
„Przepraszam?”
„Projekt,
podwozie, nadwozie, układ wydechowy, zawieszenie, skrzynia biegów, silnik,
koła, wnętrze, lakier” - Spojrzał na samochód - „Zderzak do zderzaka, dach do
kół, cały jest mój”.
„To
jest… ja… Carson…” - Joker spojrzał na niego, kiedy jąkał się - „To
niewiarygodnie imponujące”.
To
było dobre, ale mimo to Joker wzruszył ramionami.
„Moja
praca” – wymamrotał i kontynuował – „Nie zszywam skóry ani nic. Większość
wnętrza zlecamy podwykonawcom przy budowie lub renowacji, wykorzystując gówno,
które znajdujemy w pojazdach, których nie da się odrestaurować. Remontujemy i
manipulujemy tak, aby pasowały. I nie maluję. Mamy faceta od farb, który to
robi, innego, który zajmuje się malowaniem wzorów. Wyobrażam sobie rysunek aerografem,
robię trochę tego, ale jeśli jest to czasochłonne, jesteśmy na czas, a ja nie
mam tego czasu, mamy faceta, który pomaga…”
„Malujesz
aerografem?” – zapytał Keith i Joker ponownie wzruszył ramionami.
„Tak”.
Powoli
Keith uśmiechnął się, zanim powiedział - „Chciałbym to zobaczyć”.
Joker
skinął głową - „Cherry ma w biurze książkę starych konstrukcji. Mogę…”
Przestał
mówić, gdy usłyszał - „Skarbie!”
Odwrócił
się i nawet nie próbował powstrzymać swojego wielkiego uśmiechu, gdy zobaczył
spieszącą ku niemu Carissę, ubraną w uroczą sukienkę, która kołysała jej wokół
ud, odsłaniając nogi od kolan w dół, w dziewczęce sandały na wysokim obcasie, z
rozpuszczonymi i dużymi włosami, lekkim makijaż, Travisem na biodrze.
A
z nią była pani Heely.
„Spójrz,
kogo tu mam!” – zawołała, odwracając się lekko, by wskazać panią Heely.
„Yo,
Motylku” – zawołał i spojrzał na towarzyszącą jej kobietę - „Mamo Heely”.
Pani
Heely przewróciła oczami.
Carissa
podeszła prosto do niego, weszła głęboko w jego przestrzeń i, z ręką na jego
brzuchu, zwinęła się, by pocałować jego zarośniętą szczękę.
Travis
uczepił się go w taki sposób, że kiedy się cofnęła, on wciąż trzymał Jokera.
Joker zrozumiał aluzję i wciągnął dzieciaka w ramiona.
„Yo,
chłopcze” – powiedział do niego.
„Goo,
dah, ba” – odparł Travis.
„Miałeś
dobry dzień?” – zapytał Joker.
„Ba!”
- Travis zgodził się, unosząc ręce i uderzając Jokera jedną w szczękę, a drugą
w usta, gdzie zwinął piąstkę i szarpnął.
Joker
pozwolił mu i zrobił to z uśmiechem.
Potem
odwrócił się i pochylił do pani Heely, żeby mogła dotknąć ręką jego policzka.
Jej
oczy uśmiechały się, ale jej usta mruczały - „I znowu się nie ogoli”.
Uśmiechał
się do niej, gdy się wyprostował.
„O,
mój Boże! Spójrz na to! Wszystko złożone jak w twoim szkicu i jest niesamowite!”
- Carissa płakała, a Joker odwrócił się do niej, by zobaczyć jej dłonie
splecione przed nią.
Potem
nachyliła się do maski nad błotnikiem i przyglądając się, jak to robiła,
zdecydował, że po odpaleniu zapłonu, skończonych jazdach próbnych, kiedy będzie
późno, a warsztat byłby pusty, zamknie maskę i wypieprzy ją właśnie tam.
W
tych butach.
Odwróciła
się do niego i ponownie wykrzyknęła - „Niesamowite!”
Odwróciła się, żeby spojrzeć na panią Heely - „Czy to nie niesamowite?”
„Zbudowałeś
to, Carson?” – spytała kobieta, a Carson spojrzał na nią, aby zobaczyć, jak
wygląda na swój sposób tak, jak wyglądała Carissa.
Pod
wrażeniem.
„Tak”
– mruknął.
Pani
Heely poruszyła oczami, które błyszczały z dumy z niego.
„Oczywiście
nie widzę siebie za kierownicą, ale to czyni go nie mniej wspaniałym”.
„Widzę,
że jesteśmy jednomyślni” – wtrącił Keith, a Joker przyłapał Carissę, jak
wyprostowała się od samochodu i odwróciła do niego.
„Tak
mi przykro. Przerwaliśmy. Ja…” - jej oczy zrobiły się ogromne, Carson poczuł,
jakie to było urocze, a ona trzy razy klasnęła przed siebie i krzyknęła - „Pan
Robinson!”
„Przyłapałaś
mnie” - powiedział Keith z uśmiechem.
Carissa
rzuciła się na niego i szybko go uściskała. Odchyliła się do tyłu, wciąż
trzymając ręce na jego bicepsie, uśmiechając mu się w twarz jak szalona.
„To
jest takie cudowne!” - wykrzyknęła -
„Jest pan tutaj, ponieważ usłyszał pan o Wilde
& Hay?”
Puściła
go i odsunęła się, gdy Keith potrząsnął głową, wyglądając na lekko
zdezorientowanego, i zapytał - „Przepraszam, nie. Wilde & Hay?”
„Robią
duży wywiad na temat Jokera” - powiedziała mu, a następnie dodała - „Carsona” -
kiedy Keith nadal wyglądał na zdezorientowanego.
Mężczyzna
przestał wyglądać na zdezorientowanego, gdy jego oczy powoli zwróciły się na
Jokera.
„Nie”
– odpowiedział cicho Carissie - „Po prostu przyszedłem zobaczyć pracę Carsona. Nie
miałem pojęcia” - Jego głos stał się cichszy - „Ale nie jestem zaskoczony”.
Joker
podniósł Travisa, który puścił jego wargę, ale zacisnął pięść na koszuli, a
oczy Keith’a powędrowały do dzieciaka.
Joker
przestał czuć dobro, które ogrzewało jego klatkę piersiową, i usztywnił się,
gdy Keith spojrzał na Travisa.
Jego
oczy wróciły – „Nie wspomniałeś, że ty i Carissa macie syna”.
Zanim
Joker zdążył cokolwiek powiedzieć, Carissa wepchnęła się pod jego ramię,
zmuszając go do zarzucenia go na jej ramiona (nie żeby i tak tego nie zrobił) i
owinęła swoją wokół jego talii, gdy przycisnęła się do jego boku i powiedziała
- „Travis jest Aarona Neilanda, panie Robinson. Pobraliśmy się. Teraz nie
jesteśmy małżeństwem, a ja jestem z Jo… Carsonem”.
„Ach”
– mruknął Keith.
Carissa
sięgnęła i delikatnie wyjęła dłoń Travisa z koszulki Jokera. Machając nią do
Keith’a, rozkazała - „Przywitaj się z panem Robinsonem, głuptasku”.
„Gah
doo” – powiedział Travis, wyszarpnął rękę z ręki mamy i wepchnął pięść do ust.
Pan
Robinson uśmiechnął się.
„Dlatego
tu jesteśmy, skarbie, w pewnym sensie” – powiedziała, a Joker spojrzał na nią,
aby zobaczyć, jak patrzyła na niego - „Pani Heely chciała poznać Travisa, więc
oprowadziłam go po okolicy. Zaczęłyśmy rozmawiać. Potem porozmawialiśmy z Kam.
Mamy dziś wszystkich na kolację. Czy to będzie okej?"
Wiedział,
że miała ukryty motyw. Opowiadała o zaprowadzeniu pani Heely do domu po drugiej
stronie ulicy, odkąd zauważyła, że jest do wynajęcia.
Był
wtorek. Odzyskali Travisa zaledwie dwadzieścia cztery godziny temu. A teraz
wykorzystywała zaproszenie pani Heely na spotkanie ze swoim chłopakiem, jako
pretekst do przepchnięcia tego, czego chciała.
Przeprowadzka
pani Heely na drugą stronę ulicy absolutnie nie byłoby do niczego, więc
powiedział jej - „To mi pasuje”.
„Świetnie!”
- zawołała, podskakując trochę u jego boku z jej podniecenia, coś, co było
słodkie i gorące. Potem odsunęła się - „O mój Boże! Bardzo niegrzecznie. Panie
Robinson, to jest pani Heely. Kiedyś była sąsiadką Carsona, ale tak naprawdę
jest rodziną Carsona” – oznajmiła.
Pani
Heely wyraźnie spuchła z dumy, gdy podała mu rękę.
„Pan
Robinson był naszym nauczycielem historii w liceum” – powiedział jej Joker.
Oczy
pani Heely zabłysły – „Miło pana poznać i tak miło widzieć nauczyciela, który
stale interesuje się swoimi uczniami”.
Trzymali
się za ręce na powitanie, gdy Keith odpowiedział - „Zawsze było wiele rzeczy,
którymi można się interesować w przypadku Carsona, co widać tutaj”.
Zerwali
uścisk z uśmiechniętą panią Heely - „Całkowicie się zgadzam”.
„Ja
też” – wymamrotała Carissa pod nosem.
Kurwa,
ta ekipa nie przemilczała tego, jaki był niesamowity, naprawdę musiał to
przyznać. To było świetne, ale nadal było niezręczne jak cholera.
Jakby
wiedziała, co czuje, Carissa wpadła do środka.
„Teraz
nienawidzę tego mówić, ale jest już późno, a my musimy iść do sklepu
spożywczego” - Spojrzała na Keith’a - „Nagle mam do nakarmienia dziewięć osób.
Muszę kupić jedzenie” - Przechyliła głowę na bok - „Chciałby się pan do nas
przyłączyć?”
„Innym
razem, Carisso. Moja żona i ja mamy plany na dzisiejszy wieczór” – odpowiedział
Keith.
„Smuteczek,
ale rozumiem. Krótki termin. Ustawimy to na inny wieczór” - Zwróciła się do
pani Heely - „Jest pani gotowa do wejścia do sklepu?”
„Kiedykolwiek
ty będziesz” – odpowiedziała pani Heely.
Odwróciła
się do Jokera, podnosząc ręce do syna.
„Chodź,
chłopcze, mamusia i pani Heely muszą szybko dostać się do sklepu spożywczego”.
Travis
zatoczył się w ramionach Jokera, próbował znaleźć oparcie na jego szczęce i
krzyknął - „Bah, moo ma!”
Spojrzała
na Jokera, jak zawsze, gdy Travis powiedział „moo ma”, przekonana, że to
„mamusia”.
Joker
nie wiedział, czy miała rację. Ale lubił widzieć wyraz jej twarzy, kiedy to się
działo.
Oderwała
oczy od Jokera i położyła ręce na synu, który zaczął wspinać się na Jokera,
krzycząc - „Bah! Daj! Kahl! Och! Buch!” - potem walnął w ramię Jokera i dał jej
złą, dziecięcą buzię.
„Lubi
ze mną być” - powiedział jej.
„Z
pewnością” – odparła pani Heely z uśmiechem w głosie.
„Nie
masz samochodu” – powiedziała Carissa.
„Wróć,
kiedy skończysz, możesz zabrać go do domu, a ja pojadę za tobą” – powiedział.
„Okej,
skarbie” - wymamrotała, pochyliła się i tym razem odwrócił głowę, żeby nie pocałowała
jego szczęki, ale usta – „Do zobaczenia później” – szepnęła, odchodząc.
Pochyliła się do Travisa, który obrócił twarz w szyję Jokera i przycisnął się,
myśląc, że spróbuje ich rozdzielić.
Dała
mu malinę w szyję, a on zachichotał, ale dalej wpychał się w Jokera.
Odeszła.
„Fajnie
było znowu pana widzieć, panie Robinson” – powiedziała.
„Keith,
Carissa” – zaprosił.
„Keith”
– powiedziała ciepło.
Potrząsnęli
rękoma. Pani Heely pożegnała się z Keith’em.
Carissa
przyszła po kolejny dotyk ust dla Jokera i malinę dla Travisa. Następnie Keith
i Joker obserwowali, jak Carissa i pani Heely idą do wraku jego kobiety.
Kiedy
jego matka odeszła, Travis ujawnił swój plan i zaczął starać się zejść,
pokazując, że może lubić Jokera, ale tak naprawdę chciał czołgać się po całym
brudnym warsztacie.
Joker
trzymał go nieruchomo, wpatrując się w słodki tyłek matki Travisa.
„Ile
on ma?”
Na
to pytanie Keith’a Joker oderwał oczy od tyłka Carissy i spojrzał na mężczyznę
obok niego.
„Dziewięć
miesięcy”.
Coś
poruszyło się po twarzy Keith’a, co było łatwe do odczytania.
Nieszczęście
i gniew.
„Proszę,
powiedz mi, że Neiland jest lepszym ojcem niż oczywiście był mężem” – poprosił.
Tak.
Keith
Robinson nic nie przegapiał. Wiedział dokładnie, jak wielkim dupkiem był Aaron
Neiland w tamtych czasach, dlatego teraz był większym.
„O
ile wiem, lubi swojego syna”.
„A
Carissa ma ciebie” – powiedział cicho Keith.
„A
ja mam ich oboje” - odpowiedział Joker.
„Chciałbyś
dowiedzieć się jakie jest jedno z najlepszych uczuć na świecie, Carson?” –
zapytał Keith.
Joker
nie był pewien, czy chciał. Po tym wszystkim, co właśnie się wydarzyło,
wszystko mogło z tego wyniknąć. Wszystko to właśnie się wydarzyło, ale także
Joker trzymał w ramionach to, czego Keith i jego żona nie mogli mieć.
Mimo
to powiedział - „Jasne”.
Keith
spojrzał mu głęboko w oczy, Joker spiął się pod siłą jego spojrzenia, a
mężczyzna wyszeptał - „Mieć rację”.
Joker
wciągnął powietrze.
Travis
krzyknął - „Bah goo dee fah luh dah koo!”
Keith
uśmiechnął się, spojrzał na samochód Jokera i powiedział - „Teraz, jeśli masz
czas, pokaż mi wszystko”.
Trzymając
blisko zirytowanego Travisa, Joker to zrobił.
*****
Joker
siedział przy stole w jadalni Carissy z brudnymi naczyniami zawierającymi
resztki ciasta wiśniowego, które pani Heely zrobiła w kuchni Carissy, Joker coś
poczuł.
Spojrzał
w prawo.
Był
u szczytu stołu.
Carissa,
będąc Carissa, dała pani Heely pierwszeństwo.
Więc
siedziała po jego prawej stronie.
A
kiedy na nią spojrzał, zobaczył, że patrzy na kanapy, a wyraz jej twarzy wyczuł
w brzuchu.
Odwrócił
głowę w tę stronę i zobaczył chłopców Linusa i Kam pełzających po kanapie,
przeważnie mocujących się z silnym chrząkaniem.
Candy
siedziała z boku, jej mała sukienka była nieskazitelna, z oczami utkwionymi w jej
braciach, jakby nie wiedziała, co o nich myśleć, ale to, co wymyśliła, nie było
zbyt dobre.
Kiedy
spojrzał, zobaczył, jak Travis wyczołgał się zza rogu kanapy, przewrócił się na
tyłek w pieluszce, uderzył pięściami w kolana i krzyknął - „Kee lah!”
Chciał
wziąć udział w akcji chłopców.
Joker
spojrzał z powrotem na Carissę.
Właśnie
tego chciała. Wszystkiego.
Dzieci
i niemowlęta na jej kanapie i w salonie.
I
patrząc na mieszankę spokoju, radości i gorliwości na jej twarzy, Joker
postanowił nie przerażać jej do gówna, przesuwając ich do przodu z taką
prędkością, jak by chciał, czyli, że zabrałby ją na zakupy pierścionka w
przyszłym tygodniu, przywiązał jej tyłek do siebie tydzień później, kiedy
odzyskaliby Travisa i posadziłby w jej brzuchu drugie dziecko, jak jeden z jego
chłopców wygrałby wyścig o jej jajko.
Ale
nadal nie zamierzał zwlekać.
Może
miesiąc.
Gdyby
mógł to przetrwać, dwa.
„Mam
dwóch chłopców, którzy niech lepiej to ostudzą, bo inaczej ich tyłki będą
opalone ręką Poppy!” - Linus zagrzmiał zaraz po tym, jak usłyszeli łomot, co
oznaczało, że zapasy spadły z kanapy.
Joker
spojrzał w tamtą stronę i zobaczył, że Candy odwróciła głowę do stołu i była
wyraźnie pięcioletnią małą dziewczynką, która martwiła się dzisiejszym stanem
chłopców.
Wrócił
wzrokiem do Carissy, gdy poczuł, jak kopnęła go pod stołem.
Wpatrywała
się w niego.
Uniósł
brwi.
Skierowała
głowę w dół stołu.
Potrząsnął
głową.
Kopnęła
go ponownie i prawie niezauważalnie wystawiła mu podbródek.
Westchnął.
Znalazła
swój czas w wirze organizowania tej kolacji, żeby zabrać go na bok i powiedzieć
mu, że to Joker musiał poruszyć ten temat z panią Heely. Mimo że to był pomysł
Carissy, powiedziała, że nie zna pani Heely aż tak dobrze i mogłoby wydawać się
to dziwne, że to od niej pochodziło, że chciała, aby kobieta wprowadziła się na
drugą stronę ulicy.
Joker
pomyślał, że pani Heely miałaby to w dupie. Najwyraźniej lubiła Carissę.
Podobałby jej się pomysł, że kobieta Jokera, podobnie jak Joker, chciała jej
być blisko.
Carissa
powtórzyła, że wydaje się jej to dziwne.
Nie
zgodził się.
Została
wezwana, zanim zdążyli dojść do porozumienia, ale najwyraźniej czuła, że gdzieś
pomiędzy ich pospieszną, szeptaną rozmową w korytarzu, doszedł rozumienia do
jej sposobu myślenia.
Znowu
szarpnęła głową w dół stołu i tym razem było to o wiele bardziej wyraźne.
„Motylku,
po prostu z nią porozmawiaj” – powiedział na głos.
Jej
oczy zrobiły się ogromne, a potem zwęziły.
„Porozmawiaj
z kim?” – zapytał Kam.
Joker
zwrócił uwagę na Kam – „Carissa ma coś, o czym chce wspomnieć pani Heely”.
„Tak?”
– spytała pani Heely - „Co to jest, kochanie?”
„Właściwie
Joker ma coś do powiedzenia” – powiedziała Carissa.
„To
nie był mój pomysł, Carrie” – przypomniał jej.
Znowu
kopnęła go pod stołem.
Spuścił
głowę i uśmiechnął się do swojego talerza posmarowanego wiśniowym ciastem.
„Cóż,
ktoś musi to wypluć” – wtrącił Linus.
Joker
zwrócił oczy na swoją kobietę i ponownie uniósł brwi.
Wydała
zirytowany dźwięk, który był cholernie słodki, zanim rzuciła oczami w dół
stołu.
„Po
drugiej stronie ulicy jest dom do wynajęcia” – oznajmiła.
Linus
spojrzał na Kam.
Brwi
pani Heely zmarszczyły się w zmieszaniu - „Jest?”
„Ma
dwie sypialnie” – oświadczyła Carissa - „Nie mały, nie ogromny, bardzo podobny
do tego domu. Podeszłam i porozmawiałam z obecnym najemcą. Jest naprawdę miła i
kocha ten dom, ale dostała pracę w Boulder, więc się tam przeprowadza”.
„Tak
jest?” – powiedziała pani Heely, wciąż wyglądając na zdezorientowaną.
„Ma
duże podwórko, ale to powinno być w porządku. Nie ma zbyt wielu roślin i
krzewów do utrzymania” – ciągnęła Carissa.
Pani
Heely nie wyglądała na mniej zdezorientowaną.
Jezu.
„Carrie
chce, żeby się tam pani wprowadziła, pani Heely” – stwierdził Joker.
Linus
uśmiechnął się do Kam.
Uwaga
Jokera została odwrócona przez Travisa, który pędził swoim tyłkiem po podłodze
w kierunku stołu w jadalni.
„Ja…
umm, ja… cóż, nie wiem, co powiedzieć” – powiedziała pani Heely, gdy Joker
odsunął krzesło i wstał po Travisa.
„Na
znaku do wynajęcia jest numer. Mogę zadzwonić. Możemy rzucić okiem” –
powiedziała jej Carissa.
„Mam
gdzie mieszkać, kochanie” - odpowiedziała pani Heely.
„Wiem”
– powiedziała Carissa i Joker usłyszał ostrzeżenie.
Pochylił
się i podniósł Travisa.
Travis
natychmiast wyciągnął rękę w kierunku kanapy.
Joker
go tam zabrał.
„Ale
to miejsce jest większe” – ciągnęła Carissa - „I jest bliżej Carsona.
Oficjalnie tu nie mieszka, ale często tu bywa. A on kosiłby pani trawnik”.
Joker
usiadł na oparciu kanapy i spojrzał na Linusa i nie próbował ukrywać swoich
uczuć w związku z tym, że zamierza teraz skosić trawnik pani Heely, coś, o czym
nie wiedział, że było częścią umowy.
Linus
trząsł się i robił to ciężko, starając się nie śmiać głośno.
„Carissa,
jesteś bardzo słodka, ale jestem szczęśliwa tam, gdzie jestem” – powiedziała
jej pani Heely.
Joker
przyjrzał się wyrazowi twarzy swojej dziewczyny, wiedząc, że w to nie wierzyła.
„Mam
towarzystwo” - powiedziała łagodnie pani Heely - „Kiedy tylko chcę, w pobliżu
są ludzie. Mamy rzeczy do zrobienia. Planują zajęcia poza domem, a my wszyscy
wsiadamy do autobusów i jedziemy. To zabawne. I nadal mam samochód, więc to nie
tak, że nie mam wolności. Muszę tylko dać komuś znać, że jadę”.
„Okej”
– wymamrotała Carissa.
„I
jestem w połowie drogi między tobą, Carsonem, Travisem i Linusem, Kam i
dziećmi. Idealne miejsce” – utrzymywała ją pani Heely.
„Racja”
– powiedziała Carissa, poprawiając swój talerz przed sobą.
„Kocham
to, że chcesz mnie blisko” - powiedziała pani Heely głośnym szeptem, a Joker spojrzał
na tył jej głowy - „To bardzo słodkie. Ale mam przyjaciół tam, gdzie jestem i
podoba mi się, że wciąż mogę zadbać o własne miejsce. Cokolwiek większego,
nawet trochę większego, to byłoby dla mnie za dużo”.
„Mogłabym
pomóc” – zaproponowała natychmiast Carissa.
„Chcesz,
żeby Carson miał swoją rodzinę” – odpowiedziała cicho pani Heely, a plecy
Jokera wystrzeliły prosto.
Nie
wiedział, że to było to. Po prostu myślał, że to Carrie będąc Carrie, opiekuje
się ludźmi, opiekuje się kobietą, która coś dla niego znaczy, tak jak jej
ojciec opiekował się kobietą, która go wychowała.
Carissa
nie odpowiedziała, ale Jokerowi nie umknęło to, że unikała patrzenia na niego.
I
oto było, to było to.
„Nie
jestem daleko” – powiedziała pani Heely.
„Ma
pani rację. To był głupi pomysł. Przykro mi. Nie powinnam była o tym wspominać”
– odpowiedziała Carissa i Joker dostrzegł rumieniec na jej policzkach. Zrobiła
ruch, żeby wstać i zacząć zbierać naczynia.
„Carrie”
– zawołała pani Heely.
Carissa
przestała się ruszać, posadziła tyłek z powrotem na krześle i spojrzała na
panią Heely.
Pani
Heely nic nie powiedziała.
Ale
z drugiej strony Joker nie widział jej twarzy.
Zobaczył,
że pani Heely rzeczywiście coś powiedziała. Tylko nie słowami. Wiedział o tym,
kiedy twarz Carissy zmiękła, zwłaszcza jej oczy. Wiedział o tym, kiedy Linus
odchrząknął. I wiedział o tym, kiedy Kam wierciła się, ściągając serwetkę z
kolan i nagle odpychając się, chwytając kilka talerzy, odwracając wzrok i
ruszając prosto do kuchni.
„Okej”
– szepnęła Carrie.
„Okej”
– odszepnęła pani Heely.
Cokolwiek
powiedziała, było ogromne.
Pomyślał,
że to było to, że pani Heely oficjalnie przekazała ciężar opiekowania się
Jokerem jego dziewczynie.
Joker
nie zrobił z tego wielkiego interesu. Skończyło się i kobiety zaczęły sprzątać
ze stołu.
Więc
przyłączył się do chłopców na kanapie, a właściwie pozwolił Travisowi to
zrobić, ale pozwolił na to, skoro mógł zwracać uwagę, gdy kręcili się w domu ze
swoim małym przyjacielem, by upewnić się, że Jackson i Tyler nie robili żadnych
szkód.
Linus
dołączył do niego i kręcił gówno ze swoim przyjacielem, podczas gdy kobiety
strzelały gównem nad naczyniami w kuchni. Potem wszyscy strzelali gówna
wylegując się na kanapie Carissy, mężczyźni ze świeżym piwem, Kam i Carrie z
winem, pani Heely z kawą bezkofeinową.
Robili
to, aż nadszedł czas, aby Linus i Kam sprowadzili swoje potomstwo do swojego domu,
a Carson wsadził swój tyłek do swojego pickupa i zabrał panią Heely do jej domu.
Wszystko
szło dobrze, dopóki nie odprowadził panią Heely do jej drzwi, a ona nagle
krzyknęła - „Tak, Bertie! To jest Carson, o którym ci opowiadałam!” - szarpiąc
go za ramię.
Spojrzał
przez gasnące światło i zobaczył cień kobiety stojącej w swoich drzwiach w domu
obok pani Heely.
Machała
jak wariatka.
Podniósł
rękę, a potem ją opuścił.
„Ma
sześciu synów” - syknęła pani Heely - „Sześciu.
Zawsze przychodzą, a potem ona opowiada nam, jak naprawiają jej włączniki
światła. Przynoszą jej ulubionego LaMara. Zabierają ją na wymyślne steki” - Jej
głos zmienił się na zarozumiały, kiedy powiedziała - „Ale żaden z nich nie
znalazł kobiety, a niektórzy z nich mają czterdzieści
lat. Sześciu mężczyzn, bez żon. I ani jednego
wnuka”.
Joker
zatrzymał ich przy jej drzwiach i spojrzał w dół, by zobaczyć wyraz jej twarzy,
który wyraźnie mówił, że wygrała.
„Dobrze,
że masz czwórkę” – mruknął.
Zmrużyła
na niego oczy - „Lepiej jak dostanę więcej”.
Poczuł,
jak drgają mu usta – „Każesz mi zapłodnić Carrie?”
„Mówię
ci, że jeśli tego nie zrobisz, ona umrze z tęsknoty”. - wtedy nie przegapiła
tego.
„Wątpliwe”
– mruknął drażniąc się.
„Chce
być z tobą związana” – odparła pani Heely. Nie drażniła się, więc poczuł, że
uderzyło go to w klatkę piersiową, a to też było ciepło - „Ona chce, żebyś miał
wszystko, czego nie miałeś. Chce ci to wręczyć osobiście. Ona sama tego chce,
ale bardziej dla ciebie”.
Joker
stał nieruchomo i nic nie mówił.
Ale
pomyślał, że to, czego nie powiedziała pani Heely, było tym, czego naprawdę
chciała Carissa.
Chciała
go uzdrowić.
W
tym celu wykorzystywała rodzinę.
Może
musiał uwolnić ją od tego i dać jej znać, że to już zostało zrobione.
„Lubisz
ją?” – spytał cicho.
„Nie
ma tam czego nie lubić. Powiem, że byłam niepewna, kiedy dzieliłeś się, że w
jej wieku miała dziecko i była już rozwiedziona. Ale widząc ją z tobą, z jej
synem, nie opowiedziała mi swojej historii, ale mogę sobie wyobrazić. Zanim
dowiemy się, co jest słuszne, pokładamy zaufanie w niewłaściwych ludziach i
nigdy nie jest dobrze rozpoczynać życiowe przygody, zwłaszcza takie ważne jak
małżeństwo, gdy jesteśmy zbyt młodzi, by poznać siebie. Ale myślę, że bardzo
dobrze się od tego odbiła”.
„Odbiła
się” – zgodził się Joker.
„Wystarczająco
sprytna, aby nie rezygnować… z różnych rzeczy… a także znaleźć pomoc”.
Joker
zrozumiał, co mówiła, więc uśmiechnął się.
Pani
Heely przyłożyła mu rękę do piersi - „Lubię ją dla ciebie. Podoba mi się to,
jaki z nią jesteś. Wyglądasz na szczęśliwego”.
„Jestem,
pani Heely” – potwierdził.
Mógłby
przysiąc, że widział, jak jej oczy błyszczały, gdy mówiła - „Kto by pomyślał,
że mój Carson Steele złapie motyle”.
Wtedy
Joker odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się.
Pani
Heely śmiała się razem z nim.
Kiedy
przestali to robić, zabrał ją bezpiecznie do środka i podszedł do swojego pickupa,
wiedząc, że Bertie patrzyła, bo widział ją w jej oknie.
Kiedy
wrócił do domu Carissy, zastał ją w pokoju Travisa, z synem na rękach, w
piżamach. Gruchała i kołysała się, chodząc po pokoju. Travis trzymał ręce na
butelce, a ona na niego patrzyła, a jego oczy zamykały się.
Joker
oparł się o ościeżnicę i patrzył, myśląc, że potrzebuje bujanego fotela w tym
pokoju i decydując się jej taki kupić.
Kiedy
Carissa odwróciła się w jego stronę, zobaczyła go i wtedy dała mu to ponownie.
Miękka
twarz. Ciepłe oczy. Zaciśnięte usta. Posyłające mu buziaka.
Wziął
go, unosząc podbródek, a potem wyszedł i zostawił ją, by miała trochę czasu z
chłopcem.
Kiedy
położyła Travisa, wyszła i spędziła trochę czasu na kanapie ze swoim drugim
chłopcem.
Bawił
się jej włosami, wpatrywał się w telewizor, czując jej ciężar, jej miękkie
cycki przyciśnięte do jego boku.
Dał
temu czas.
Potem
wymamrotał - „Wiesz, że jestem dobry”.
„Wiem,
że jesteś dobry” – mruknęła w odpowiedzi.
„Nie,
mała, jestem dobry” – powiedział,
podkreślając to, ale trzymając go jasno, nie odrywając oczu od telewizora -
„Nie musisz mnie poprawiać”.
„Okej”
– szepnęła.
„Pani
Heely lubi to, gdzie jest” – powiedział jej.
„Te
miejsca nie są najwspanialsze” - powiedziała mu.
„Nie
myślisz tak i ja to rozumiem. Ale jest tam szczęśliwa”.
„Racja”
– mruknęła.
„Nie
oznacza to, że nie lubi towarzystwa” – zauważył.
„Oczywiście”
- odpowiedziała.
„Licznego”.
Nastąpił
chwila przerwy, zanim powiedziała - „To możemy zrobić”.
My.
Uśmiechnął
się do telewizora, bawił się jej włosami i odpuścił.
Carissa
zamilkła i też odpuściła.
Skończyli
oglądać program i wtedy Joker zdecydował, że nadszedł czas na spanie.
Włożył
trochę wysiłku, ale w końcu Carrie nie zajęło dużo czasu, by się zgodzić.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje za rozdział :)
OdpowiedzUsuń