wtorek, 6 września 2022

22 - Mieć rację

 

Rozdział 22

Mieć rację

Joker

 

Joker stał w warsztacie z rękami na biodrach, wpatrując się w budowany przez siebie samochód, który stał tam z podniesioną maską, lśniącym nowym silnikiem, osłonami na bokach, wnętrzem pustym, ponieważ zamówione przez nich fotele nie zostaną dopasowane jeszcze przez kilka dni.

Ale jeśli utrzymaliby się planu przekręciliby kluczyk pod koniec następnego dnia.

Miał tylko nadzieję, że przekręci go i złapie zapłon. Tyle kompilacji, ile zrobił, to zawsze była gra w niewiadomą, a jeśli tak się nie stało, dowiedzenie się, dlaczego można było przyczepić się w dowolnym miejscu od pół godziny do pół tygodnia.

„Joker! Słonko! Masz gościa!”

Odwrócił się do drzwi biura na wołanie Cherry.

Potem uśmiechnął się, gdy zobaczył, jaki mężczyzna wychodzi za nią.

Pan Robinson. Keith.

Mężczyzna wyciągnął rękę, zanim się spotkali i potrząsnął nią, kiedy to robili.

„Kazałeś mi zadzwonić” – powiedział Keith - „Ale byłem blisko, więc pomyślałem, że po prostu wpadnę”.

„Cieszę się, że wpadłeś” – odpowiedział Joker, zrywając kontakt.

Oczy Keith’a powędrowały do samochodu - „To twój?”

Joker też spojrzał na samochód - „Ten, nad którym teraz pracuję”.

Joker poczuł na sobie wzrok mężczyzny, kiedy stwierdził - „Jest piękny”.

Spojrzał na Keith’a i uśmiechnął się - „Chcesz zobaczyć?”

Keith skinął głową i Joker zaprowadził go do samochodu.

„Więc za co w nim odpowiadasz?” – zapytał Keith, gdy szli.

„To wszystko” – powiedział mu Joker.

Zatrzymali się przy samochodzie i Keith spojrzał na niego.

„Przepraszam?”

„Projekt, podwozie, nadwozie, układ wydechowy, zawieszenie, skrzynia biegów, silnik, koła, wnętrze, lakier” - Spojrzał na samochód - „Zderzak do zderzaka, dach do kół, cały jest mój”.

„To jest… ja… Carson…” - Joker spojrzał na niego, kiedy jąkał się - „To niewiarygodnie imponujące”.

To było dobre, ale mimo to Joker wzruszył ramionami.

„Moja praca” – wymamrotał i kontynuował – „Nie zszywam skóry ani nic. Większość wnętrza zlecamy podwykonawcom przy budowie lub renowacji, wykorzystując gówno, które znajdujemy w pojazdach, których nie da się odrestaurować. Remontujemy i manipulujemy tak, aby pasowały. I nie maluję. Mamy faceta od farb, który to robi, innego, który zajmuje się malowaniem wzorów. Wyobrażam sobie rysunek aerografem, robię trochę tego, ale jeśli jest to czasochłonne, jesteśmy na czas, a ja nie mam tego czasu, mamy faceta, który pomaga…”

„Malujesz aerografem?” – zapytał Keith i Joker ponownie wzruszył ramionami.

„Tak”.

Powoli Keith uśmiechnął się, zanim powiedział - „Chciałbym to zobaczyć”.

Joker skinął głową - „Cherry ma w biurze książkę starych konstrukcji. Mogę…”

Przestał mówić, gdy usłyszał - „Skarbie!”

Odwrócił się i nawet nie próbował powstrzymać swojego wielkiego uśmiechu, gdy zobaczył spieszącą ku niemu Carissę, ubraną w uroczą sukienkę, która kołysała jej wokół ud, odsłaniając nogi od kolan w dół, w dziewczęce sandały na wysokim obcasie, z rozpuszczonymi i dużymi włosami, lekkim makijaż, Travisem na biodrze.

A z nią była pani Heely.

„Spójrz, kogo tu mam!” – zawołała, odwracając się lekko, by wskazać panią Heely.

„Yo, Motylku” – zawołał i spojrzał na towarzyszącą jej kobietę - „Mamo Heely”.

Pani Heely przewróciła oczami.

Carissa podeszła prosto do niego, weszła głęboko w jego przestrzeń i, z ręką na jego brzuchu, zwinęła się, by pocałować jego zarośniętą szczękę.

Travis uczepił się go w taki sposób, że kiedy się cofnęła, on wciąż trzymał Jokera. Joker zrozumiał aluzję i wciągnął dzieciaka w ramiona.

„Yo, chłopcze” – powiedział do niego.

„Goo, dah, ba” – odparł Travis.

„Miałeś dobry dzień?” – zapytał Joker.

„Ba!” - Travis zgodził się, unosząc ręce i uderzając Jokera jedną w szczękę, a drugą w usta, gdzie zwinął piąstkę i szarpnął.

Joker pozwolił mu i zrobił to z uśmiechem.

Potem odwrócił się i pochylił do pani Heely, żeby mogła dotknąć ręką jego policzka.

Jej oczy uśmiechały się, ale jej usta mruczały - „I znowu się nie ogoli”.

Uśmiechał się do niej, gdy się wyprostował.

„O, mój Boże! Spójrz na to! Wszystko złożone jak w twoim szkicu i jest niesamowite!” - Carissa płakała, a Joker odwrócił się do niej, by zobaczyć jej dłonie splecione przed nią.

Potem nachyliła się do maski nad błotnikiem i przyglądając się, jak to robiła, zdecydował, że po odpaleniu zapłonu, skończonych jazdach próbnych, kiedy będzie późno, a warsztat byłby pusty, zamknie maskę i wypieprzy ją właśnie tam.

W tych butach.

Odwróciła się do niego i ponownie wykrzyknęła - „Niesamowite!” Odwróciła się, żeby spojrzeć na panią Heely - „Czy to nie niesamowite?”

„Zbudowałeś to, Carson?” – spytała kobieta, a Carson spojrzał na nią, aby zobaczyć, jak wygląda na swój sposób tak, jak wyglądała Carissa.

Pod wrażeniem.

„Tak” – mruknął.

Pani Heely poruszyła oczami, które błyszczały z dumy z niego.

„Oczywiście nie widzę siebie za kierownicą, ale to czyni go nie mniej wspaniałym”.

„Widzę, że jesteśmy jednomyślni” – wtrącił Keith, a Joker przyłapał Carissę, jak wyprostowała się od samochodu i odwróciła do niego.

„Tak mi przykro. Przerwaliśmy. Ja…” - jej oczy zrobiły się ogromne, Carson poczuł, jakie to było urocze, a ona trzy razy klasnęła przed siebie i krzyknęła - „Pan Robinson!”

„Przyłapałaś mnie” - powiedział Keith z uśmiechem.

Carissa rzuciła się na niego i szybko go uściskała. Odchyliła się do tyłu, wciąż trzymając ręce na jego bicepsie, uśmiechając mu się w twarz jak szalona.

„To jest takie cudowne!” - wykrzyknęła - „Jest pan tutaj, ponieważ usłyszał pan o Wilde & Hay?”

Puściła go i odsunęła się, gdy Keith potrząsnął głową, wyglądając na lekko zdezorientowanego, i zapytał - „Przepraszam, nie. Wilde & Hay?”

„Robią duży wywiad na temat Jokera” - powiedziała mu, a następnie dodała - „Carsona” - kiedy Keith nadal wyglądał na zdezorientowanego.

Mężczyzna przestał wyglądać na zdezorientowanego, gdy jego oczy powoli zwróciły się na Jokera.

„Nie” – odpowiedział cicho Carissie - „Po prostu przyszedłem zobaczyć pracę Carsona. Nie miałem pojęcia” - Jego głos stał się cichszy - „Ale nie jestem zaskoczony”.

Joker podniósł Travisa, który puścił jego wargę, ale zacisnął pięść na koszuli, a oczy Keith’a powędrowały do dzieciaka.

Joker przestał czuć dobro, które ogrzewało jego klatkę piersiową, i usztywnił się, gdy Keith spojrzał na Travisa.

Jego oczy wróciły – „Nie wspomniałeś, że ty i Carissa macie syna”.

Zanim Joker zdążył cokolwiek powiedzieć, Carissa wepchnęła się pod jego ramię, zmuszając go do zarzucenia go na jej ramiona (nie żeby i tak tego nie zrobił) i owinęła swoją wokół jego talii, gdy przycisnęła się do jego boku i powiedziała - „Travis jest Aarona Neilanda, panie Robinson. Pobraliśmy się. Teraz nie jesteśmy małżeństwem, a ja jestem z Jo… Carsonem”.

„Ach” – mruknął Keith.

Carissa sięgnęła i delikatnie wyjęła dłoń Travisa z koszulki Jokera. Machając nią do Keith’a, rozkazała - „Przywitaj się z panem Robinsonem, głuptasku”.

„Gah doo” – powiedział Travis, wyszarpnął rękę z ręki mamy i wepchnął pięść do ust.

Pan Robinson uśmiechnął się.

„Dlatego tu jesteśmy, skarbie, w pewnym sensie” – powiedziała, a Joker spojrzał na nią, aby zobaczyć, jak patrzyła na niego - „Pani Heely chciała poznać Travisa, więc oprowadziłam go po okolicy. Zaczęłyśmy rozmawiać. Potem porozmawialiśmy z Kam. Mamy dziś wszystkich na kolację. Czy to będzie okej?"

Wiedział, że miała ukryty motyw. Opowiadała o zaprowadzeniu pani Heely do domu po drugiej stronie ulicy, odkąd zauważyła, że jest do wynajęcia.

Był wtorek. Odzyskali Travisa zaledwie dwadzieścia cztery godziny temu. A teraz wykorzystywała zaproszenie pani Heely na spotkanie ze swoim chłopakiem, jako pretekst do przepchnięcia tego, czego chciała.

Przeprowadzka pani Heely na drugą stronę ulicy absolutnie nie byłoby do niczego, więc powiedział jej - „To mi pasuje”.

„Świetnie!” - zawołała, podskakując trochę u jego boku z jej podniecenia, coś, co było słodkie i gorące. Potem odsunęła się - „O mój Boże! Bardzo niegrzecznie. Panie Robinson, to jest pani Heely. Kiedyś była sąsiadką Carsona, ale tak naprawdę jest rodziną Carsona” – oznajmiła.

Pani Heely wyraźnie spuchła z dumy, gdy podała mu rękę.

„Pan Robinson był naszym nauczycielem historii w liceum” – powiedział jej Joker.

Oczy pani Heely zabłysły – „Miło pana poznać i tak miło widzieć nauczyciela, który stale interesuje się swoimi uczniami”.

Trzymali się za ręce na powitanie, gdy Keith odpowiedział - „Zawsze było wiele rzeczy, którymi można się interesować w przypadku Carsona, co widać tutaj”.

Zerwali uścisk z uśmiechniętą panią Heely - „Całkowicie się zgadzam”.

„Ja też” – wymamrotała Carissa pod nosem.

Kurwa, ta ekipa nie przemilczała tego, jaki był niesamowity, naprawdę musiał to przyznać. To było świetne, ale nadal było niezręczne jak cholera.

Jakby wiedziała, co czuje, Carissa wpadła do środka.

„Teraz nienawidzę tego mówić, ale jest już późno, a my musimy iść do sklepu spożywczego” - Spojrzała na Keith’a - „Nagle mam do nakarmienia dziewięć osób. Muszę kupić jedzenie” - Przechyliła głowę na bok - „Chciałby się pan do nas przyłączyć?”

„Innym razem, Carisso. Moja żona i ja mamy plany na dzisiejszy wieczór” – odpowiedział Keith.

„Smuteczek, ale rozumiem. Krótki termin. Ustawimy to na inny wieczór” - Zwróciła się do pani Heely - „Jest pani gotowa do wejścia do sklepu?”

„Kiedykolwiek ty będziesz” – odpowiedziała pani Heely.

Odwróciła się do Jokera, podnosząc ręce do syna.

„Chodź, chłopcze, mamusia i pani Heely muszą szybko dostać się do sklepu spożywczego”.

Travis zatoczył się w ramionach Jokera, próbował znaleźć oparcie na jego szczęce i krzyknął - „Bah, moo ma!”

Spojrzała na Jokera, jak zawsze, gdy Travis powiedział „moo ma”, przekonana, że to „mamusia”.

Joker nie wiedział, czy miała rację. Ale lubił widzieć wyraz jej twarzy, kiedy to się działo.

Oderwała oczy od Jokera i położyła ręce na synu, który zaczął wspinać się na Jokera, krzycząc - „Bah! Daj! Kahl! Och! Buch!” - potem walnął w ramię Jokera i dał jej złą, dziecięcą buzię.

„Lubi ze mną być” - powiedział jej.

„Z pewnością” – odparła pani Heely z uśmiechem w głosie.

„Nie masz samochodu” – powiedziała Carissa.

„Wróć, kiedy skończysz, możesz zabrać go do domu, a ja pojadę za tobą” – powiedział.

„Okej, skarbie” - wymamrotała, pochyliła się i tym razem odwrócił głowę, żeby nie pocałowała jego szczęki, ale usta – „Do zobaczenia później” – szepnęła, odchodząc. Pochyliła się do Travisa, który obrócił twarz w szyję Jokera i przycisnął się, myśląc, że spróbuje ich rozdzielić.

Dała mu malinę w szyję, a on zachichotał, ale dalej wpychał się w Jokera.

Odeszła.

„Fajnie było znowu pana widzieć, panie Robinson” – powiedziała.

„Keith, Carissa” – zaprosił.

„Keith” – powiedziała ciepło.

Potrząsnęli rękoma. Pani Heely pożegnała się z Keith’em.

Carissa przyszła po kolejny dotyk ust dla Jokera i malinę dla Travisa. Następnie Keith i Joker obserwowali, jak Carissa i pani Heely idą do wraku jego kobiety.

Kiedy jego matka odeszła, Travis ujawnił swój plan i zaczął starać się zejść, pokazując, że może lubić Jokera, ale tak naprawdę chciał czołgać się po całym brudnym warsztacie.

Joker trzymał go nieruchomo, wpatrując się w słodki tyłek matki Travisa.

„Ile on ma?”

Na to pytanie Keith’a Joker oderwał oczy od tyłka Carissy i spojrzał na mężczyznę obok niego.

„Dziewięć miesięcy”.

Coś poruszyło się po twarzy Keith’a, co było łatwe do odczytania.

Nieszczęście i gniew.

„Proszę, powiedz mi, że Neiland jest lepszym ojcem niż oczywiście był mężem” – poprosił.

Tak.

Keith Robinson nic nie przegapiał. Wiedział dokładnie, jak wielkim dupkiem był Aaron Neiland w tamtych czasach, dlatego teraz był większym.

„O ile wiem, lubi swojego syna”.

„A Carissa ma ciebie” – powiedział cicho Keith.

„A ja mam ich oboje” - odpowiedział Joker.

„Chciałbyś dowiedzieć się jakie jest jedno z najlepszych uczuć na świecie, Carson?” – zapytał Keith.

Joker nie był pewien, czy chciał. Po tym wszystkim, co właśnie się wydarzyło, wszystko mogło z tego wyniknąć. Wszystko to właśnie się wydarzyło, ale także Joker trzymał w ramionach to, czego Keith i jego żona nie mogli mieć.

Mimo to powiedział - „Jasne”.

Keith spojrzał mu głęboko w oczy, Joker spiął się pod siłą jego spojrzenia, a mężczyzna wyszeptał - „Mieć rację”.

Joker wciągnął powietrze.

Travis krzyknął - „Bah goo dee fah luh dah koo!”

Keith uśmiechnął się, spojrzał na samochód Jokera i powiedział - „Teraz, jeśli masz czas, pokaż mi wszystko”.

Trzymając blisko zirytowanego Travisa, Joker to zrobił.

*****

Joker siedział przy stole w jadalni Carissy z brudnymi naczyniami zawierającymi resztki ciasta wiśniowego, które pani Heely zrobiła w kuchni Carissy, Joker coś poczuł.

Spojrzał w prawo.

Był u szczytu stołu.

Carissa, będąc Carissa, dała pani Heely pierwszeństwo.

Więc siedziała po jego prawej stronie.

A kiedy na nią spojrzał, zobaczył, że patrzy na kanapy, a wyraz jej twarzy wyczuł w brzuchu.

Odwrócił głowę w tę stronę i zobaczył chłopców Linusa i Kam pełzających po kanapie, przeważnie mocujących się z silnym chrząkaniem.

Candy siedziała z boku, jej mała sukienka była nieskazitelna, z oczami utkwionymi w jej braciach, jakby nie wiedziała, co o nich myśleć, ale to, co wymyśliła, nie było zbyt dobre.

Kiedy spojrzał, zobaczył, jak Travis wyczołgał się zza rogu kanapy, przewrócił się na tyłek w pieluszce, uderzył pięściami w kolana i krzyknął - „Kee lah!

Chciał wziąć udział w akcji chłopców.

Joker spojrzał z powrotem na Carissę.

Właśnie tego chciała. Wszystkiego.

Dzieci i niemowlęta na jej kanapie i w salonie.

I patrząc na mieszankę spokoju, radości i gorliwości na jej twarzy, Joker postanowił nie przerażać jej do gówna, przesuwając ich do przodu z taką prędkością, jak by chciał, czyli, że zabrałby ją na zakupy pierścionka w przyszłym tygodniu, przywiązał jej tyłek do siebie tydzień później, kiedy odzyskaliby Travisa i posadziłby w jej brzuchu drugie dziecko, jak jeden z jego chłopców wygrałby wyścig o jej jajko.

Ale nadal nie zamierzał zwlekać.

Może miesiąc.

Gdyby mógł to przetrwać, dwa.

„Mam dwóch chłopców, którzy niech lepiej to ostudzą, bo inaczej ich tyłki będą opalone ręką Poppy!” - Linus zagrzmiał zaraz po tym, jak usłyszeli łomot, co oznaczało, że zapasy spadły z kanapy.

Joker spojrzał w tamtą stronę i zobaczył, że Candy odwróciła głowę do stołu i była wyraźnie pięcioletnią małą dziewczynką, która martwiła się dzisiejszym stanem chłopców.

Wrócił wzrokiem do Carissy, gdy poczuł, jak kopnęła go pod stołem.

Wpatrywała się w niego.

Uniósł brwi.

Skierowała głowę w dół stołu.

Potrząsnął głową.

Kopnęła go ponownie i prawie niezauważalnie wystawiła mu podbródek.

Westchnął.

Znalazła swój czas w wirze organizowania tej kolacji, żeby zabrać go na bok i powiedzieć mu, że to Joker musiał poruszyć ten temat z panią Heely. Mimo że to był pomysł Carissy, powiedziała, że nie zna pani Heely aż tak dobrze i mogłoby wydawać się to dziwne, że to od niej pochodziło, że chciała, aby kobieta wprowadziła się na drugą stronę ulicy.

Joker pomyślał, że pani Heely miałaby to w dupie. Najwyraźniej lubiła Carissę. Podobałby jej się pomysł, że kobieta Jokera, podobnie jak Joker, chciała jej być blisko.

Carissa powtórzyła, że wydaje się jej to dziwne.

Nie zgodził się.

Została wezwana, zanim zdążyli dojść do porozumienia, ale najwyraźniej czuła, że gdzieś pomiędzy ich pospieszną, szeptaną rozmową w korytarzu, doszedł rozumienia do jej sposobu myślenia.

Znowu szarpnęła głową w dół stołu i tym razem było to o wiele bardziej wyraźne.

„Motylku, po prostu z nią porozmawiaj” – powiedział na głos.

Jej oczy zrobiły się ogromne, a potem zwęziły.

„Porozmawiaj z kim?” – zapytał Kam.

Joker zwrócił uwagę na Kam – „Carissa ma coś, o czym chce wspomnieć pani Heely”.

„Tak?” – spytała pani Heely - „Co to jest, kochanie?”

„Właściwie Joker ma coś do powiedzenia” – powiedziała Carissa.

„To nie był mój pomysł, Carrie” – przypomniał jej.

Znowu kopnęła go pod stołem.

Spuścił głowę i uśmiechnął się do swojego talerza posmarowanego wiśniowym ciastem.

„Cóż, ktoś musi to wypluć” – wtrącił Linus.

Joker zwrócił oczy na swoją kobietę i ponownie uniósł brwi.

Wydała zirytowany dźwięk, który był cholernie słodki, zanim rzuciła oczami w dół stołu.

„Po drugiej stronie ulicy jest dom do wynajęcia” – oznajmiła.

Linus spojrzał na Kam.

Brwi pani Heely zmarszczyły się w zmieszaniu - „Jest?”

„Ma dwie sypialnie” – oświadczyła Carissa - „Nie mały, nie ogromny, bardzo podobny do tego domu. Podeszłam i porozmawiałam z obecnym najemcą. Jest naprawdę miła i kocha ten dom, ale dostała pracę w Boulder, więc się tam przeprowadza”.

„Tak jest?” – powiedziała pani Heely, wciąż wyglądając na zdezorientowaną.

„Ma duże podwórko, ale to powinno być w porządku. Nie ma zbyt wielu roślin i krzewów do utrzymania” – ciągnęła Carissa.

Pani Heely nie wyglądała na mniej zdezorientowaną.

Jezu.

„Carrie chce, żeby się tam pani wprowadziła, pani Heely” – stwierdził Joker.

Linus uśmiechnął się do Kam.

Uwaga Jokera została odwrócona przez Travisa, który pędził swoim tyłkiem po podłodze w kierunku stołu w jadalni.

„Ja… umm, ja… cóż, nie wiem, co powiedzieć” – powiedziała pani Heely, gdy Joker odsunął krzesło i wstał po Travisa.

„Na znaku do wynajęcia jest numer. Mogę zadzwonić. Możemy rzucić okiem” – powiedziała jej Carissa.

„Mam gdzie mieszkać, kochanie” - odpowiedziała pani Heely.

„Wiem” – powiedziała Carissa i Joker usłyszał ostrzeżenie.

Pochylił się i podniósł Travisa.

Travis natychmiast wyciągnął rękę w kierunku kanapy.

Joker go tam zabrał.

„Ale to miejsce jest większe” – ciągnęła Carissa - „I jest bliżej Carsona. Oficjalnie tu nie mieszka, ale często tu bywa. A on kosiłby pani trawnik”.

Joker usiadł na oparciu kanapy i spojrzał na Linusa i nie próbował ukrywać swoich uczuć w związku z tym, że zamierza teraz skosić trawnik pani Heely, coś, o czym nie wiedział, że było częścią umowy.

Linus trząsł się i robił to ciężko, starając się nie śmiać głośno.

„Carissa, jesteś bardzo słodka, ale jestem szczęśliwa tam, gdzie jestem” – powiedziała jej pani Heely.

Joker przyjrzał się wyrazowi twarzy swojej dziewczyny, wiedząc, że w to nie wierzyła.

„Mam towarzystwo” - powiedziała łagodnie pani Heely - „Kiedy tylko chcę, w pobliżu są ludzie. Mamy rzeczy do zrobienia. Planują zajęcia poza domem, a my wszyscy wsiadamy do autobusów i jedziemy. To zabawne. I nadal mam samochód, więc to nie tak, że nie mam wolności. Muszę tylko dać komuś znać, że jadę”.

„Okej” – wymamrotała Carissa.

„I jestem w połowie drogi między tobą, Carsonem, Travisem i Linusem, Kam i dziećmi. Idealne miejsce” – utrzymywała ją pani Heely.

„Racja” – powiedziała Carissa, poprawiając swój talerz przed sobą.

„Kocham to, że chcesz mnie blisko” - powiedziała pani Heely głośnym szeptem, a Joker spojrzał na tył jej głowy - „To bardzo słodkie. Ale mam przyjaciół tam, gdzie jestem i podoba mi się, że wciąż mogę zadbać o własne miejsce. Cokolwiek większego, nawet trochę większego, to byłoby dla mnie za dużo”.

„Mogłabym pomóc” – zaproponowała natychmiast Carissa.

„Chcesz, żeby Carson miał swoją rodzinę” – odpowiedziała cicho pani Heely, a plecy Jokera wystrzeliły prosto.

Nie wiedział, że to było to. Po prostu myślał, że to Carrie będąc Carrie, opiekuje się ludźmi, opiekuje się kobietą, która coś dla niego znaczy, tak jak jej ojciec opiekował się kobietą, która go wychowała.

Carissa nie odpowiedziała, ale Jokerowi nie umknęło to, że unikała patrzenia na niego.

I oto było, to było to.

„Nie jestem daleko” – powiedziała pani Heely.

„Ma pani rację. To był głupi pomysł. Przykro mi. Nie powinnam była o tym wspominać” – odpowiedziała Carissa i Joker dostrzegł rumieniec na jej policzkach. Zrobiła ruch, żeby wstać i zacząć zbierać naczynia.

„Carrie” – zawołała pani Heely.

Carissa przestała się ruszać, posadziła tyłek z powrotem na krześle i spojrzała na panią Heely.

Pani Heely nic nie powiedziała.

Ale z drugiej strony Joker nie widział jej twarzy.

Zobaczył, że pani Heely rzeczywiście coś powiedziała. Tylko nie słowami. Wiedział o tym, kiedy twarz Carissy zmiękła, zwłaszcza jej oczy. Wiedział o tym, kiedy Linus odchrząknął. I wiedział o tym, kiedy Kam wierciła się, ściągając serwetkę z kolan i nagle odpychając się, chwytając kilka talerzy, odwracając wzrok i ruszając prosto do kuchni.

„Okej” – szepnęła Carrie.

„Okej” – odszepnęła pani Heely.

Cokolwiek powiedziała, było ogromne.

Pomyślał, że to było to, że pani Heely oficjalnie przekazała ciężar opiekowania się Jokerem jego dziewczynie.

Joker nie zrobił z tego wielkiego interesu. Skończyło się i kobiety zaczęły sprzątać ze stołu.

Więc przyłączył się do chłopców na kanapie, a właściwie pozwolił Travisowi to zrobić, ale pozwolił na to, skoro mógł zwracać uwagę, gdy kręcili się w domu ze swoim małym przyjacielem, by upewnić się, że Jackson i Tyler nie robili żadnych szkód.

Linus dołączył do niego i kręcił gówno ze swoim przyjacielem, podczas gdy kobiety strzelały gównem nad naczyniami w kuchni. Potem wszyscy strzelali gówna wylegując się na kanapie Carissy, mężczyźni ze świeżym piwem, Kam i Carrie z winem, pani Heely z kawą bezkofeinową.

Robili to, aż nadszedł czas, aby Linus i Kam sprowadzili swoje potomstwo do swojego domu, a Carson wsadził swój tyłek do swojego pickupa i zabrał panią Heely do jej domu.

Wszystko szło dobrze, dopóki nie odprowadził panią Heely do jej drzwi, a ona nagle krzyknęła - „Tak, Bertie! To jest Carson, o którym ci opowiadałam!” - szarpiąc go za ramię.

Spojrzał przez gasnące światło i zobaczył cień kobiety stojącej w swoich drzwiach w domu obok pani Heely.

Machała jak wariatka.

Podniósł rękę, a potem ją opuścił.

„Ma sześciu synów” - syknęła pani Heely - „Sześciu. Zawsze przychodzą, a potem ona opowiada nam, jak naprawiają jej włączniki światła. Przynoszą jej ulubionego LaMara. Zabierają ją na wymyślne steki” - Jej głos zmienił się na zarozumiały, kiedy powiedziała - „Ale żaden z nich nie znalazł kobiety, a niektórzy z nich mają czterdzieści lat. Sześciu mężczyzn, bez żon. I ani jednego wnuka”.

Joker zatrzymał ich przy jej drzwiach i spojrzał w dół, by zobaczyć wyraz jej twarzy, który wyraźnie mówił, że wygrała.

„Dobrze, że masz czwórkę” – mruknął.

Zmrużyła na niego oczy - „Lepiej jak dostanę więcej”.

Poczuł, jak drgają mu usta – „Każesz mi zapłodnić Carrie?”

„Mówię ci, że jeśli tego nie zrobisz, ona umrze z tęsknoty”. - wtedy nie przegapiła tego.

„Wątpliwe” – mruknął drażniąc się.

„Chce być z tobą związana” – odparła pani Heely. Nie drażniła się, więc poczuł, że uderzyło go to w klatkę piersiową, a to też było ciepło - „Ona chce, żebyś miał wszystko, czego nie miałeś. Chce ci to wręczyć osobiście. Ona sama tego chce, ale bardziej dla ciebie”.

Joker stał nieruchomo i nic nie mówił.

Ale pomyślał, że to, czego nie powiedziała pani Heely, było tym, czego naprawdę chciała Carissa.

Chciała go uzdrowić.

W tym celu wykorzystywała rodzinę.

Może musiał uwolnić ją od tego i dać jej znać, że to już zostało zrobione.

„Lubisz ją?” – spytał cicho.

„Nie ma tam czego nie lubić. Powiem, że byłam niepewna, kiedy dzieliłeś się, że w jej wieku miała dziecko i była już rozwiedziona. Ale widząc ją z tobą, z jej synem, nie opowiedziała mi swojej historii, ale mogę sobie wyobrazić. Zanim dowiemy się, co jest słuszne, pokładamy zaufanie w niewłaściwych ludziach i nigdy nie jest dobrze rozpoczynać życiowe przygody, zwłaszcza takie ważne jak małżeństwo, gdy jesteśmy zbyt młodzi, by poznać siebie. Ale myślę, że bardzo dobrze się od tego odbiła”.

„Odbiła się” – zgodził się Joker.

„Wystarczająco sprytna, aby nie rezygnować… z różnych rzeczy… a także znaleźć pomoc”.

Joker zrozumiał, co mówiła, więc uśmiechnął się.

Pani Heely przyłożyła mu rękę do piersi - „Lubię ją dla ciebie. Podoba mi się to, jaki z nią jesteś. Wyglądasz na szczęśliwego”.

„Jestem, pani Heely” – potwierdził.

Mógłby przysiąc, że widział, jak jej oczy błyszczały, gdy mówiła - „Kto by pomyślał, że mój Carson Steele złapie motyle”.

Wtedy Joker odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się.

Pani Heely śmiała się razem z nim.

Kiedy przestali to robić, zabrał ją bezpiecznie do środka i podszedł do swojego pickupa, wiedząc, że Bertie patrzyła, bo widział ją w jej oknie.

Kiedy wrócił do domu Carissy, zastał ją w pokoju Travisa, z synem na rękach, w piżamach. Gruchała i kołysała się, chodząc po pokoju. Travis trzymał ręce na butelce, a ona na niego patrzyła, a jego oczy zamykały się.

Joker oparł się o ościeżnicę i patrzył, myśląc, że potrzebuje bujanego fotela w tym pokoju i decydując się jej taki kupić.

Kiedy Carissa odwróciła się w jego stronę, zobaczyła go i wtedy dała mu to ponownie.

Miękka twarz. Ciepłe oczy. Zaciśnięte usta. Posyłające mu buziaka.

Wziął go, unosząc podbródek, a potem wyszedł i zostawił ją, by miała trochę czasu z chłopcem.

Kiedy położyła Travisa, wyszła i spędziła trochę czasu na kanapie ze swoim drugim chłopcem.

Bawił się jej włosami, wpatrywał się w telewizor, czując jej ciężar, jej miękkie cycki przyciśnięte do jego boku.

Dał temu czas.

Potem wymamrotał - „Wiesz, że jestem dobry”.

„Wiem, że jesteś dobry” – mruknęła w odpowiedzi.

„Nie, mała, jestem dobry” – powiedział, podkreślając to, ale trzymając go jasno, nie odrywając oczu od telewizora - „Nie musisz mnie poprawiać”.

„Okej” – szepnęła.

„Pani Heely lubi to, gdzie jest” – powiedział jej.

„Te miejsca nie są najwspanialsze” - powiedziała mu.

„Nie myślisz tak i ja to rozumiem. Ale jest tam szczęśliwa”.

„Racja” – mruknęła.

„Nie oznacza to, że nie lubi towarzystwa” – zauważył.

„Oczywiście” - odpowiedziała.

„Licznego”.

Nastąpił chwila przerwy, zanim powiedziała - „To możemy zrobić”.

My.

Uśmiechnął się do telewizora, bawił się jej włosami i odpuścił.

Carissa zamilkła i też odpuściła.

Skończyli oglądać program i wtedy Joker zdecydował, że nadszedł czas na spanie.

Włożył trochę wysiłku, ale w końcu Carrie nie zajęło dużo czasu, by się zgodzić.


 

3 komentarze: