piątek, 2 września 2022

19 - Dając dobrą dziewczynę (cz.1)

 

Rozdział 19

Dając dobrą dziewczynę (cz.1)

Carissa

 

Kiedy mój motocyklista był w kuchni i robił kawę, ja z zaspanymi oczami stałam przy umywalce w łazience, myjąc zęby i myśląc o wszystkim, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru i wczesnym rankiem.

Dałam Jokerowi to, co chciałam mu dać, kiedy rozmawialiśmy.

To nie znaczyło, że to, co powiedział, nie przestraszyło mnie.

Tak było.

A w świetle nadchodzącego dnia, zmęczenia i czekania na pracę oraz ważnej kolacji z przyjaciółmi tego wieczoru, ten niepokój narastał.

Wciąż się szczotkując, zobaczyłam, jak Joker wszedł w samych dżinsach (a przez to miałam na myśli bez niczego – wciągnął je na komandosa, żeby zrobić kawę), z jego cudowną klatką piersiową (ramionami, głową i twarzą itp.) na wystawie.

I widziałam jego tatuaże.

Miał wiele takich, które, jak mi wyjaśnił, były tatuażami Chaosu. Duży na plecach, jeden na wewnętrznym bicepsie, drugi na zewnętrznym przedramieniu.

Miał też tatuaż na lewym ramieniu, który był kartą jokera.

Szczerze mówiąc, nigdy nie lubiłam tatuaży. Myślałam, że są pospolite, nie w tym sensie, że należą do niskiej klasy, ale kiedy wszyscy zaczęli je sobie robić, przestały być takie fajne.

Ale Joker opowiedział mi historię swoich tatuaży Chaosu, a karta jokera była oczywista.

Więc zmieniłam zdanie.

Przede wszystkim niesamowicie się na nie patrzyło. Nie byłam ekspertem od sztuki, ale było jasne, że były niesamowite. Sztuka na skórze.

Ale było coś więcej. Opowiadały historię osoby, która je miała. Na zawsze na ich skórze tkwiła ich historia lub to, co było dla nich ważne, albo lekcje, których nauczyli się, a których nie chcieli zapomnieć.

To skłoniło mnie do dokładniejszego przyjrzenia się tatuażom wszystkich braci Chaosu i przestałam osądzać, kiedy czytałam ich życie, ich myśli, lekcje życia na ich skórze.

Jokerowi najbardziej podobał się fakt, że jego tatuaże pokazywały, że jego życie zaczęło się, gdy wszedł do bractwa. Nie miał wcześniejszych tatuaży, wściekłych, które dostałby po tym, jak opuścił ojca i wyruszył, by stworzyć własne życie z samochodem pełnym rzeczy i niczym wiele więcej.

Podobało mi się, że zamiast tego pokrył swoją skórę tuszem, kiedy znalazł swoje miejsce, znając je z taką pewnością, że przysiągł mu wierność i na zawsze umieścił go na swoim ciele.

Od mężczyzny takiego jak Carson „Joker” Steele, wiele mówiło to o miejscu, które znalazł.

Moje oczy przeniosły się z jego klatki piersiowej na jego oczy, gdy wszedł za mnie. Ciągle szczotkowałam zęby, ale zrobiłam to automatycznie, kiedy położył rękę na moim biodrze i wsunął ją na moją koszulę nocną (tę w kolorze zielonym, kolejną sprzed ciąży, rozciągliwą, która nadal pasowała i wyglądała dobrze) na mój brzuch.

Potem patrzyłam, jak pochylił swoją ciemną głowę i pocałował mnie w ramię.

Wtedy skierowałam swój wzrok na ramię i zobaczyłam ukąszenie miłości, które mi tam dał. To było coś więcej niż malinka.

Wokół niego były niewyraźne, fioletowe ślady zębów.

I tam właśnie dotknęły usta Jokera.

Poczułam słabość i usztywniłam nogi, gdy jego ręka zsunęła się do moich żeber, a on poruszył ustami, by pocałować moją szyję.

Puścił mnie, odsunął się i sięgnął po własną szczoteczkę do zębów.

Ale ja szczotkowałam i wpatrywałam się w ten znak.

Moja reakcja fizyczna była tylko częściowo spowodowana dotykiem Jokera, lubieniem tego, intymnością, znajomością i pięknem patrzenia w lustrze, jak mi to dawał.

Głównie chodziło o ten znak. O to, że go pocałował.

O to, że go zrobił.

O mnie noszącą go.

I mając to, w jaki sposób to dostałam, z tym co zostało powiedziane później, a także szczery sposób, w jaki Joker dał mi to, co musiał mi dać tego ranka, obawa, którą czułam, zniknęła.

Chaos to byli motocykliści. A przebywając w ich towarzystwie, nauczyłam się, że motocykliści byli tacy jak wszyscy ludzie.

Byłam pewna, że były straszniejsze kluby, bardziej niebezpieczne, takie, które przyciągały takich facetów. Były też prawdopodobnie bardziej zwyczajne, takie o weekendowej jeździe i pełne facetów do spędzania czasu, innego rodzaju braterstwa, które nie było tak ważne jak rodzina.

A potem był Chaos.

Nie umknęło mi to, że mężczyźni w nim byli twardzi, szorstcy i nerwowi. Nawet zanim Joker podzielił się ze mną tym, czym podzielił się ze mną, nie spodziewałabym się, że śpiewali w chórze w kościele w niedziele.

Ale Tack wybrał Tyrę.

A Hop wybrał Lanie.

A Tabby wybrała Shy’a.

Pobierali się. Robili dzieci.

I byli oddani.

Nie tak, że Aaron był mi „oddany”.

Byli oddani.

Naprawdę.

Nie wspominając o tym, że Stacy była naprawdę miła i nie była niczyją starszą panią, ale chłopcy lubili ją, kręcącą się w pobliżu i wiedziałam dlaczego.

Ponieważ faceci byli twardzi, szorstcy, nerwowi, cali za rodziną i dobrzy do głębi ich dusz. Może to być inna definicja dobra, obejmująca czujność, co prawdopodobnie nie było właściwe.

Ale to była ich sprawa.

Więc kto mógłby ich osądzać?

Nie mogłam powiedzieć, że byłam szczęśliwa, że mój motocyklista i jego przyjaciele, którzy byli teraz moimi przyjaciółmi, byli prawdopodobnie w niebezpieczeństwie.

Mogłam powiedzieć, że do głębi wiedziałam, że nie tylko potrafią o siebie zadbać, ale nie zrobiliby nic głupiego, żeby narazić się na niebezpieczeństwo. To, co działo się z tym złym facetem, nie dotyczyło tego. Nie o to chodziło.

I nie narażaliby na to swoich bliskich.

Więc musiałam zaufać, a spędziłam dekadę ufając niewłaściwemu człowiekowi, więc się nauczyłam.

Tym razem miałam rację. To też wiedziałam do głębi.

Czując się w tym zadowolona, po uporządkowaniu tego w głowie, przestałam szczotkować, pluć, płukać i podeszłam do mojego mężczyzny. Przysunęłam się bliżej, odpychając go od blatu i weszłam.

On pocałował znak, który mi dał.

Ja pocałowałam znak, który dał sobie, dotykając ustami karty jokera.

Potem odchyliłam głowę do tyłu i szepnęłam - „Pójdę nalać kawy”.

Ciągle szczotkował, ale jego oczy, już ciepłe, pod wpływem mojego dotyku zmiękły.

Dałam sobie czas, żeby się tym zająć, zanim odeszłam po kawę dla mojego mężczyzny i dla mnie.

*****

Podczas mojej pierwszej przerwy na kawę w pracy nie czułam się już zadowolona.

To dlatego, że mieliśmy luźny poranek i Sharon, ja i inni kasjerzy mieliśmy okazję pogadać.

Powiedziałam im, że spotykam się z kimś i spotykam się z jego przyjaciółmi tej nocy.

Byli zachwyceni z mojego powodu (może nie wiedzieli wszystkiego o Aaronie, ale wszyscy wiedzieli, że był palantem).

Potem Sharon zapytała, co zamierzam na siebie założyć.

I od razu wpadłam w panikę, bo spotkanie z przyjaciółmi twojego mężczyzny nie mogło odbyć się w ciasnej podkoszulce, obcisłej sukience typu T-shirt lub podkoszulku z fajnymi cekinami.

Zwłaszcza, gdy jedno z nich mieszkało w domu opieki!

I nie miałam niczego, co by mogło wejść na mnie po ciąży.

Ani jednej rzeczy.

Musiałam więc ułożyć plan, co zrobiłam.

A teraz byłam w pokoju socjalnym z telefonem w ręku i dzwoniło mi w uchu.

„Yo, dziewczyno, co się dzieje?” – zapytała mnie do ucha Elvira na powitanie.

„Sytuacja awaryjna!” - zapłakałam.

„Och, co?”

„Dziś wieczorem spotykam się z przyjaciółmi Jokera” – powiedziałam jej w pośpiechu - „Nie przyjaciół motocyklistów. Na przykład kobieta, która opiekowała się nim, gdy był dzieckiem, a jego tata hulał i zostawiał go samego w domu bez kolacji. A kiedy mówię dzieciak, mam na myśli, że miał osiem lat”.

„Jejć” – mruknęła.

„Również facet, który dał mu dobrego człowieka w życiu, ponieważ go nie miał, też tam będzie. I jego rodzina!”

„Paniuśku, Carissa, to gówno jest duże” - Elvira powiedziała mi coś, co już wiedziałam.

„Wiem i nie mam się w co ubrać”.

„Uh-oh” – wymamrotała, całkowicie mnie rozumiejąc, tak jak wiedziałam, że będzie, skoro była dziewczyną.

„Jestem w pracy, ale Tyra mówi, że ty możesz mieć wolny czas na zakupy” - Powiedziałam błagalnie (i z nadzieją).

„Racja. Rozumiem. Zajmę się tym” – odpowiedziała natychmiast.

Zamrugałam przy mojej szafce.

To było łatwe.

„Naprawdę?” - zapytałam.

Nie odpowiedziała. Powiedziała tylko - „Budżet”.

„Um… cóż, potrzebuję również butów”.

„Budżet, dziewczyno” – zażądała.

Boże, to bolało. To naprawdę bolało. Co zaskakujące, po miesiącach pieniędzy, które były tak napięte, że cudem mogłam oddychać, miałam tysiące dolarów na koncie oszczędnościowym, a moje miesięczne wydatki drastycznie spadły.

Ale było napięte i wszystko mogło się zdarzyć (np. jakby twój samochód potrzebował czterech nowych opon). Miałam bufor teraz, kiedy wydawało mi się, że nigdy nie będę miała bufora w moim życiu. Dobrze było go mieć.

Ale bałam się go tknąć, a zdecydowanie nie robić tego dla nowych ubrań.

Co więcej, od tak dawna nie wydawałam na siebie pieniędzy, skupiając się na Travisie i jego potrzebach (tak, jak powinno być), dziwnie się czułam, rozważając to.

Dziwne, jak winna.

„Carissa” – podpowiedziała niecierpliwie Elvira.

„Okej, najwyżej dwieście, wszystko razem”.

Jejć!

„Potrzebujesz bielizny?” – spytała.

Właściwie to potrzebowałam, ale nie wiedziałam, jak poprosić Elvirę, aby się tym zajęła. W każdym razie widziałby je tylko Joker, a on w przeciwieństwie do moich koszulek nocnych nigdy nie wspomniał o moich majtkach (które, co prawda, nie były aż tak wspaniałe), więc nie sądziłam, że były priorytetem.

„Potrzebujesz bielizny” – zdecydowała za mnie - „Kiedy musicie być przy ich stole?”

„Szósta trzydzieści”.

„Twój dom. Piąta”.

„Wracam do domu dziesięć po piątej”.

„Twój dom, dziesięć po piątej”.

„Dobrze” – szepnęłam.

„Zajmę się. Później” - powiedziała, a potem usłyszałam, jak się rozłączyła.

„Czy właśnie popełniłam błąd?” - zapytałam szafkę.

Nie było odpowiedzi, a musiałam wziąć kawę i dostać się do mojej kasy, więc nie mogłam się poczekać na to, co nigdy nie przyszłoby do mnie z kupy stali.

Nie mogłam się już dłużej niepokoić.

A poza tym nastawiłam Elvirę na ten kurs. Była Elwirą.

Nie znałam jej od dawna, ale jedno wiedziałam.

O ile nie byłam człowiekiem o imieniu Hawk, który mógł postawić na niej blokadę (a tak nie było), nie było odwrotu.

*****

W przerwie na lunch poszłam do mojej szafki, aby sprawdzić, czy Joker napisał do mnie SMS-a (ponieważ zawsze pisał do mnie, gdy byłam w pracy, to był inny sposób, w jaki był słodki).

Otworzyłam ją tak, jak otwierałam ją wielokrotnie przez miesiące.

Ale tym razem zrobiłam to i zamarłam, bo, kiedy wpatrywałam się niewidzącym wzrokiem w szafkę, uderzyło mnie jakieś wspomnienie, a po nim pojawiło się kolejne.

To znaczy, wszystkie moje rzeczy, z wyjątkiem mebli w pokoju gościnnym, zostały wyjęte z magazynu. Wszystko zostało rozpakowane. Wszystko zostało odłożone.

Ale szkicu, który dał mi Carson Steele, zanim opuścił miasto, a potem wrócił jako Joker,  nie było w moim domu.

„O, nie” – wyszeptałam, bo nagle przypomniałam sobie coś, o czym w całym zamieszaniu z zeszłego roku zupełnie zapomniałam.

Miałam rzeczy na strychu domu Aarona. Kilka pudeł wypełnionych rocznikami, albumy ze zdjęciami, pamiątkowe monety, które wujek mojej mamy dawał mi z powodów, których nie rozumiałam, ale zawsze je trzymałam.

I tam właśnie był szkic Jokera, oprawiony i schowany, bo Aaronowi się nie podobał, niezależnie od tego, że byłam na nim ja i był piękny. Kiedy zamieszkaliśmy razem po ślubie, powiesiłam to, a on powiedział mi (nie prosił), żebym to schowała.

Schowałam to.

A potem, w zamieszaniu, kiedy moje życie było bałaganem, zostawiłam go za sobą.

„Nie” – wyszeptałam ponownie.

Musiałam to odzyskać.

Choroba!

Chwyciłam telefon, odwróciłam go do siebie i przesunęłam kciukiem po ekranie.

Jak zwykle Joker wysłał mi SMS-a i jak zwykle był słodki.

Tym razem było to: Jesteś w moich myślach.

Lubiłam to.

To, co mi się nie podobało, to powiadomienie nad tym, które mówiło, że mam nieodebrane połączenie i pocztę głosową od Aarona.

Uch.

Cóż, miał mojego syna i mogło chodzić o Travisa, nie wspominając już o tym, że musiałam z nim porozmawiać o pudłach, więc szybko odpisałam Jokerowi: Ty w moich też, skarbie. Do zobaczenia wieczorem.

Potem odsłuchałam pocztę głosową Aarona, w która było tylko - „Riss, hej. Kiedy będziesz miała sekundę, zadzwoń do mnie. Dobra? Później kotku”. A wszystko to tak, jakbyśmy codziennie zostawiali sobie nawzajem pocztę głosową, ponieważ byliśmy zakochani, pobraliśmy się, mieliśmy dziecko i wszystko nie było złe.

To nie była niespodzianka. Tak się zachowywał, kiedy czegoś chciał, a kiedy wracał do moich łask, po raz kolejny szarpał mną.

Ale tym razem nie czułam nadziei w jego zachowaniu.

Poczułam tylko rozdrażnienie.

Odetchnęłam i nacisnęłam przycisk Oddzwoń, mając nadzieję, że z Travisem wszystko jest w porządku, potem mając nadzieję, że Aaron nie będzie mi robił problemów z tym, żebym dostała pudła ze strychu, i ostatnią nadzieję, że dostanę pocztę głosową (oczywiście tylko jeśli Travis był w porządku).

Zadzwoniło dwa razy, zanim przywitał się - „Hej, Riss”.

Walczyłam z wykrzywieniem ust i zapytałam - „Czy z Travisem wszystko w porządku?”

„Nic mu nie jest, kotku”.

Kotku?

Nigdy nie nazwał mnie kotku.

„Posłuchaj” – ciągnął - „Będę pracował do nocy. Czy możesz przyjść do biura? Musimy porozmawiać. Zamówię jedzenie i porozmawiamy przy chińszczyźnie czy coś”.

Czy był szalony?

„Mam plany na dzisiejszy wieczór, Aaronie” – powiedziałam mu - „Więc może możesz mi powiedzieć, o czym chciałbyś porozmawiać, kiedy masz mnie teraz”.

„Chciałbym to zrobić osobiście”.

„Czy chodzi o Travisa?” - nacisnęłam.

„W pewnym sensie” – zahaczył.

Nie miałam na to czasu.

„W porządku, Aaron, mam w pracy przerwę na lunch i muszę coś zjeść, więc nie mam dużo czasu. Pomogłoby, gdybyś był bardziej konkretny”.

Zawahał się przez chwilę, zanim powiedział - „Chodzi o Travisa, ciebie i mnie”.

Ciebie i mnie?

„Może to przegapiłeś, ale nie ma ciebie i mnie” - zauważyłam.

„Riss…”

„Przestań” – szepnęłam.

Zatrzymał się.

Potem zaczął od nowa.

„Błędem było poprosić”.

Miał rację.

Potem, jak miał w zwyczaju, popełnił błąd.

„Niewłaściwie się do tego zabrałem. To jest ważne. Poproszę mamę, żeby zaopiekowała się Travisem i zabiorę cię na kolację, żebyśmy mogli porozmawiać. Może minąć trochę czasu, zanim będę mógł się wyrwać, ale zabiorę cię w miłe miejsce”.

Był szalony.

„Aaron, proszę, nie rób tego” – powiedziałam cicho.

„Czego?” - zapytał - „Usiąść z żoną i porozmawiać o naszej rodzinie?”

Jego żona?

Nasza rodzina?

Chciałam go kopnąć. Ponieważ nie mogłam, straciłam do niego cierpliwość.

„Nie mogę teraz tego zrobić” – warknęłam.

„Nawaliłem” – powiedział łagodnie - „Dużo myślałem, nie mogę tego wyrzucić z głowy. Nawaliłem, Riss, i chcę to naprawić. Próbuję to naprawić. I muszę z tobą porozmawiać o tym, o czym myślałem”.

„Właśnie powiedziałam, że nie mogę tego teraz zrobić” – przypomniałam mu - „Jestem w pracy. Muszę zjeść lunch i wrócić do kasy”.

 Zanim zdążyłam dokończyć naszą rozmowę, wymamrotał - „Nienawidzę tego, że pracujesz przy kasie w pieprzonym sklepie spożywczym”.

Odpuściłam, bo w rzeczywistości to on umieścił mnie przy tej kasie, ale nie sądziłam, że nasza rozmowa szybciej zakończy się, jeśli mu o tym przypomnę.

Zamiast tego kontynuowałam to, co chciałam powiedzieć.

„Skoro rozmawiamy, odkryłam po przeprowadzce, że zostawiłam kilka rzeczy na twoim strychu. Kilka pudeł. Chciałabym je z powrotem”.

„Przywiozę je dziś wieczorem do ciebie” – zaproponował natychmiast.

To byłoby łatwe, co byłoby dobre, ale nie było tym, czego potrzebowałam.

„Tak jak powiedziałam, mam plany” – powiedziałam – „Ale może w tym tygodniu wpadnę po pracy i po nie wejdę?”

„Kiedy chcesz, Riss. Wyrwę się z biura i będę tam. A może zjesz kolację z Travisem i mną, czy coś”.

A co z Tory?

Nie zapytałam.

Powiedziałam - „Napiszę do ciebie, dam ci znać”.

„Świetnie. Wejdę na górę i zniosę to”.

Studiowałam swoje banki pamięci i nie pamiętałam, więc mogłam mieć tylko nadzieję, że pudła zostały zamknięte i zaklejone taśmą.

Mogłam też mieć tylko nadzieję, że nie przeszedłby przez nie. Opowiedziałam mu o tym szkicu i kto go zrobił. Gdyby zobaczył to ponownie, kto wiedział, co z nim by zrobi.

I chciałam to z powrotem.

Nie, potrzebowałam to z powrotem.

„Racja, hm… porozmawiamy później, Aaron”.

„W porządku, skarbie, miłego dnia”.

Przyprawiał mnie o mdłości.

Mimo to, aby nie zmienił się w palanta (lub ujawnił, że nadal nim jest), powiedziałam - „Tobie też. Powodzenia w sprawie”.

„Dzięki, skarbie”.

Przełknęłam kolejne wykrzywienie i pożegnałam się.

Nie czekałam, aż odwzajemnił moje pożegnanie, zanim się rozłączyłam, wybiegłam, kupiłam sobie kanapkę z delikatesów, wróciłam do pokoju socjalnego i zjadłam ją, dzwoniąc do Jokera i opowiadając mu moje ostatnie historie niedorzeczności Aarona (chociaż pominęłam część, w której Aaron wciąż miał szkic Jokera).

Kiedy skończyłam mu mówić i miałem dokładnie sześć minut, zanim musiałam wrócić do kasy, powiedział - „Muszę przyznać, że to gówno jest trochę zabawne”.

„Cieszę się, że tak myślisz” – wymamrotałam.

„Przejedź nad tym, Motylku” – poradził - „A najlepszym sposobem na zrobienie tego jest przekręcenie tego z tego, co ci się wydaje bólem w dupie, do tego, czym po prostu jest. Desperackim aktem dupka, który spieprzył sobie życie, pozwalając odejść najlepszej rzeczy, jaką w nim miał. Wygrywasz po prostu będąc sobą. On sam sobie pluje w brodę z powodu straty”.

To był o wiele lepszy sposób patrzenia na to.

„Dzięki, skarbie” – powiedziałam cicho.

„Żadnych problemów, Carrie. Musisz wracać?” – zapytał.

„Tak” - odpowiedziałem nieszczęśliwie.

„Dobra, mała, do zobaczenia dziś wieczorem.”

„Dziś wieczorem”.

„Później, Motylku”.

„Pa, skarbie”.

Wyłączyłam telefon, schowałam go do szafki, wyssałam resztę sody przez słomkę, posprzątałam i wróciłam do kasy.

*****

Wpadłam do tylnych drzwi, odrzucając torebkę na bok, gdzie usłyszałam, jak prześlizgnęła się po blacie i upadła na podłogę.

Nawet się nie zatrzymałam, żeby na to spojrzeć.

Po prostu wzdrygnęłam się i zatrzymałam przy bocznym kontuarze, wyrzuciłam ogromny bukiet kwiatów LeLane, które kupiłam, oraz pudełko babeczek, które dostałam z piekarni, po czym wróciłam do biegu.

Kiedy to robiłam, Joker wszedł do kuchni, mówiąc - „Carissa, Elvira i…”

„Nie ma czasu, nie ma czasu, nie ma czasu!” - zapłakałam, machając do niego ręką i nie patrząc na niego, gdy biegłam tuż obok niego. Skręciłam z kuchni do salonu i zatrzymałam się na moich Conversach.

Wszystkie moje wnętrzności ścisnęły się na to, co spotkały moje oczy.

To, że Elvira stała (w bajecznej, zawijanej sukience i jeszcze bardziej bajecznych szpilkach na platformie) przy moim stoliku do kawy z kanapą pokrytą tyloma torbami, było przerażające.

Tyle że jedno skrzydło segmentu zajmował duży ciemnoskóry mężczyzna (duży znaczy wysoki i dobrze zbudowany) z łysą głową i doskonale uformowaną bródką. Leżał swobodnie ze skrzyżowanymi nogami.

Nie zwróciłam uwagi na czarnego człowieka.

Miałyśmy budżet!” – wrzasnęłam.

„Wiem, wiem, wiem” - odpowiedziała Elvira, unosząc ręce do góry, dłonie do mnie, wielokrotnie przyciskając je w moją stronę - „Ale dziewczynko, ja nie jestem słodka. Byłam zdezorientowana. Przegrałam, skończyłam w Forever 21 i miałam załamanie. To było tak ekstremalne, że musiałam wezwać Malika”.

Na słowo Malik wyciągnęła rękę w kierunku mężczyzny na mojej kanapie i spojrzałam na niego.

„Jestem Malik” – powiedział głosem, który spłynął na mnie jak ciepły syrop – „Facet Elviry”.

Wpadłam w panikę, ale mimo to, bez względu na wyjątkowy styl Elviry, jej piękną twarz, bajeczną cerę i fryzurę, o której wiedziałam, nawet bez wykształcenia stylistycznego, które chciałam pewnego dnia zdobyć, że pasowały do niej absolutnie idealnie, poświęciłam swój cenny czas na bycie zszokowaną jej mężczyzną.

Nie że mogła na nim wylądować.

Tylko, że był przystojny jak aktor z Hollywood w tym sensie, że byłam prawie pewna, że był sławny, bo jeśli na tym świecie było coś dobrego, to po prostu musiał być.

„Uh… cześć” – przywitałam się nieśmiało.

Jego pełne usta wykrzywiły się w uśmiechu, odsłaniając białe zęby.

Skóra na głowie zaczęła mnie mrowić.

„Malik umie robić zakupy” – stwierdziła Elvira, a ja oderwałem wzrok od jej mężczyzny - „Jest w tym tak dobry, że mogłabym przejść na emeryturę. Przykład” – przesunęła dłonią po swojej bajecznej sukience, żeby ją odsunąć i wskazać na swoje bardziej bajeczne buty, mówiąc mi, że Malik je wybrał, co mówiło wszystko - „Nie przejdę na emeryturę, bo jeśli nie będę mogła robić zakupów, mogę przestać oddychać, ale po prostu powiem, że jest w tym dobry”.

„Widzę to, Elviro” – warknąłem, podchodząc do tyłu kanapy - „Ponieważ w moim salonie jest siedem tysięcy toreb!” - skończyłam to krzykiem.

„Możemy oddać to, czego nie zechcesz” – odpowiedziała Elvira - „Ale teraz mamy dużo do przejścia, a ty nie masz dużo czasu. A więc, dziewczyno” – pokręciła na mnie ręką – „zabieraj tu swój tyłek”.

Zabrałam tam swój tyłek, a zrobiłam to, kładąc rękę na oparciu kanapy i przeskakując przez nią, co zwaliło pięć toreb na podłogę.

Brwi Elviry uniosły się do góry. Usłyszałam głęboki śmiech, który był jak jedwabny wokal, wraz z szorstkim chichotem motocyklisty, który był prawie najlepszym dźwiękiem na świecie (ustępujący tylko chichotowi Travisa).

Zignorowałam to wszystko i zaczęłam wyrzucać rzeczy z toreb.

Elvira dołączyła do mnie i układałyśmy stroje (żenująco z pasującymi majtkami, ale nie mogłam poddać się zażenowaniu wynikającemu z robienia tego przed Malikiem, ani z możliwości, że wybrał dla mnie niektóre z nich, musiałam się skupić) kiedy usłyszałam, jak Joker mówił - „Pani Heely, muszę pani powiedzieć, że prawdopodobnie trochę się spóźnimy”.

W tym momencie odchyliłam głowę na bok, mój wzrok zamazał się z wściekłym przerażeniem i krzyknęłam - „Nie mów jej tego! Pomyśli, że jestem niegrzeczna! Nigdy nie spóźniasz się na kolację, nawet jeśli to rodzina! Zdążymy na czas nawet, jeśli mnie to zabije!

Joker uśmiechnął się do mnie i kontynuował - „Carrie właśnie przyszła z pracy i wybiera strój”.

Poczułam, że moje oczy robią się ogromne, gdy moje serce się zatrzymało.

Pomyślałam, że mogę stracić przytomność, gdy Elvira mruknęła - „Mężczyźni. Nie mają pojęcia” - Wtedy poczułam jej dłoń na moim ramieniu i jej usta przy moim uchu - „Skup się”.

Kiwnęłam wielokrotnie głową - „Dobrze, tak, skupić się. Racja”.

W krótkim czasie (ponieważ połowę rzeczy mogła nosić tylko Elvira, część mogła nosić tylko Lanie, kilka rzeczy mogła nosić tylko Tyra, a były tylko trzy stroje, które ja mogłam nosić) zawęziliśmy wybór.

Były udrapowane na mojej kanapie, a ja podskakiwałam z nogi na nogę.

„Co myślisz?” - Zapytałam.

„Podobają mi się wszystkie. Są dla ciebie idealne. Nie mogę podjąć decyzji. Gówno!” - odpowiedziała Elvira, a moja panika wyraźnie ją ogarnęła.

„Co się stało z: Nie denerwuję się. Daję dobrą dziewczynę?” - zapytał Joker, a moja głowa (i Elviry) ponownie rzuciła się w jego stronę - „Wróćmy do tego” - zakończył.

Nie pomagasz” – poinformowała go Elvira.

„Mała” - gładki głos dotarł do mnie, gdy poczułam rękę na plecach i podskoczyłam, odchylając głowę do tyłu, by złapać ciepłe, espresso oczy Malika – „Różowy” – powiedział cicho.

Spojrzałam w dół i nagle to było jak latarnia morska.

To był absolutnie różowy.

Schyliłam się, złapałam (filmowo różowa sukienka z dekoltem w serek, ozdobionym falbankami, takie same krótkie rękawy, ze skromnym, ale odstającym dołem, który sięgałby mi kilkanaście centymetrów powyżej kolan, plus figi i kremowe espadryle na koturnie, które miał błyszczącą złotą tkaninę i wstążki, które powinny owijać się po zawiązaniu na kostkach).

Przepychałam się między Elvirą i Malikiem, biegnąc wokół kanapy, krzycząc - „Dziękuję!” i biegałam dalej korytarzem, krzycząc - „Jestem wam winna!”

Potem wbiegłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam drzwi.

*****

2 komentarze: