Rozdział
19
Dając
dobrą dziewczynę (cz.1)
Carissa
Kiedy
mój motocyklista był w kuchni i robił kawę, ja z zaspanymi oczami stałam przy umywalce
w łazience, myjąc zęby i myśląc o wszystkim, co wydarzyło się poprzedniego
wieczoru i wczesnym rankiem.
Dałam
Jokerowi to, co chciałam mu dać, kiedy rozmawialiśmy.
To
nie znaczyło, że to, co powiedział, nie przestraszyło mnie.
Tak
było.
A
w świetle nadchodzącego dnia, zmęczenia i czekania na pracę oraz ważnej kolacji
z przyjaciółmi tego wieczoru, ten niepokój narastał.
Wciąż
się szczotkując, zobaczyłam, jak Joker wszedł w samych dżinsach (a przez to
miałam na myśli bez niczego – wciągnął je na komandosa, żeby zrobić kawę), z jego
cudowną klatką piersiową (ramionami, głową i twarzą itp.) na wystawie.
I
widziałam jego tatuaże.
Miał
wiele takich, które, jak mi wyjaśnił, były tatuażami Chaosu. Duży na plecach,
jeden na wewnętrznym bicepsie, drugi na zewnętrznym przedramieniu.
Miał
też tatuaż na lewym ramieniu, który był kartą jokera.
Szczerze
mówiąc, nigdy nie lubiłam tatuaży. Myślałam, że są pospolite, nie w tym sensie,
że należą do niskiej klasy, ale kiedy wszyscy zaczęli je sobie robić, przestały
być takie fajne.
Ale
Joker opowiedział mi historię swoich tatuaży Chaosu, a karta jokera była
oczywista.
Więc
zmieniłam zdanie.
Przede
wszystkim niesamowicie się na nie patrzyło. Nie byłam ekspertem od sztuki, ale
było jasne, że były niesamowite. Sztuka na skórze.
Ale
było coś więcej. Opowiadały historię osoby, która je miała. Na zawsze na ich
skórze tkwiła ich historia lub to, co było dla nich ważne, albo lekcje, których
nauczyli się, a których nie chcieli zapomnieć.
To
skłoniło mnie do dokładniejszego przyjrzenia się tatuażom wszystkich braci
Chaosu i przestałam osądzać, kiedy czytałam ich życie, ich myśli, lekcje życia
na ich skórze.
Jokerowi
najbardziej podobał się fakt, że jego tatuaże pokazywały, że jego życie zaczęło
się, gdy wszedł do bractwa. Nie miał wcześniejszych tatuaży, wściekłych, które
dostałby po tym, jak opuścił ojca i wyruszył, by stworzyć własne życie z
samochodem pełnym rzeczy i niczym wiele więcej.
Podobało
mi się, że zamiast tego pokrył swoją skórę tuszem, kiedy znalazł swoje miejsce,
znając je z taką pewnością, że przysiągł mu wierność i na zawsze umieścił go na
swoim ciele.
Od
mężczyzny takiego jak Carson „Joker” Steele, wiele mówiło to o miejscu, które
znalazł.
Moje
oczy przeniosły się z jego klatki piersiowej na jego oczy, gdy wszedł za mnie.
Ciągle szczotkowałam zęby, ale zrobiłam to automatycznie, kiedy położył rękę na
moim biodrze i wsunął ją na moją koszulę nocną (tę w kolorze zielonym, kolejną sprzed
ciąży, rozciągliwą, która nadal pasowała i wyglądała dobrze) na mój brzuch.
Potem
patrzyłam, jak pochylił swoją ciemną głowę i pocałował mnie w ramię.
Wtedy
skierowałam swój wzrok na ramię i zobaczyłam ukąszenie miłości, które mi tam
dał. To było coś więcej niż malinka.
Wokół
niego były niewyraźne, fioletowe ślady zębów.
I
tam właśnie dotknęły usta Jokera.
Poczułam
słabość i usztywniłam nogi, gdy jego ręka zsunęła się do moich żeber, a on
poruszył ustami, by pocałować moją szyję.
Puścił
mnie, odsunął się i sięgnął po własną szczoteczkę do zębów.
Ale
ja szczotkowałam i wpatrywałam się w ten znak.
Moja
reakcja fizyczna była tylko częściowo spowodowana dotykiem Jokera, lubieniem tego,
intymnością, znajomością i pięknem patrzenia w lustrze, jak mi to dawał.
Głównie
chodziło o ten znak. O to, że go pocałował.
O
to, że go zrobił.
O
mnie noszącą go.
I
mając to, w jaki sposób to dostałam, z tym co zostało powiedziane później, a także
szczery sposób, w jaki Joker dał mi to, co musiał mi dać tego ranka, obawa,
którą czułam, zniknęła.
Chaos
to byli motocykliści. A przebywając w ich towarzystwie, nauczyłam się, że
motocykliści byli tacy jak wszyscy ludzie.
Byłam
pewna, że były straszniejsze kluby, bardziej niebezpieczne, takie, które
przyciągały takich facetów. Były też prawdopodobnie bardziej zwyczajne, takie o
weekendowej jeździe i pełne facetów do spędzania czasu, innego rodzaju
braterstwa, które nie było tak ważne jak rodzina.
A
potem był Chaos.
Nie
umknęło mi to, że mężczyźni w nim byli twardzi, szorstcy i nerwowi. Nawet zanim
Joker podzielił się ze mną tym, czym podzielił się ze mną, nie spodziewałabym
się, że śpiewali w chórze w kościele w niedziele.
Ale
Tack wybrał Tyrę.
A
Hop wybrał Lanie.
A
Tabby wybrała Shy’a.
Pobierali
się. Robili dzieci.
I
byli oddani.
Nie
tak, że Aaron był mi „oddany”.
Byli
oddani.
Naprawdę.
Nie
wspominając o tym, że Stacy była naprawdę miła i nie była niczyją starszą panią,
ale chłopcy lubili ją, kręcącą się w pobliżu i wiedziałam dlaczego.
Ponieważ
faceci byli twardzi, szorstcy, nerwowi, cali za rodziną i dobrzy do głębi ich
dusz. Może to być inna definicja dobra, obejmująca czujność, co prawdopodobnie
nie było właściwe.
Ale
to była ich sprawa.
Więc
kto mógłby ich osądzać?
Nie
mogłam powiedzieć, że byłam szczęśliwa, że mój motocyklista i jego przyjaciele,
którzy byli teraz moimi przyjaciółmi, byli prawdopodobnie w niebezpieczeństwie.
Mogłam
powiedzieć, że do głębi wiedziałam, że nie tylko potrafią o siebie zadbać, ale
nie zrobiliby nic głupiego, żeby narazić się na niebezpieczeństwo. To, co
działo się z tym złym facetem, nie dotyczyło tego. Nie o to chodziło.
I
nie narażaliby na to swoich bliskich.
Więc
musiałam zaufać, a spędziłam dekadę ufając niewłaściwemu człowiekowi, więc się
nauczyłam.
Tym
razem miałam rację. To też wiedziałam do głębi.
Czując
się w tym zadowolona, po uporządkowaniu tego w głowie, przestałam szczotkować,
pluć, płukać i podeszłam do mojego mężczyzny. Przysunęłam się bliżej,
odpychając go od blatu i weszłam.
On
pocałował znak, który mi dał.
Ja
pocałowałam znak, który dał sobie, dotykając ustami karty jokera.
Potem
odchyliłam głowę do tyłu i szepnęłam - „Pójdę nalać kawy”.
Ciągle
szczotkował, ale jego oczy, już ciepłe, pod wpływem mojego dotyku zmiękły.
Dałam
sobie czas, żeby się tym zająć, zanim odeszłam po kawę dla mojego mężczyzny i
dla mnie.
*****
Podczas
mojej pierwszej przerwy na kawę w pracy nie czułam się już zadowolona.
To
dlatego, że mieliśmy luźny poranek i Sharon, ja i inni kasjerzy mieliśmy okazję
pogadać.
Powiedziałam
im, że spotykam się z kimś i spotykam się z jego przyjaciółmi tej nocy.
Byli
zachwyceni z mojego powodu (może nie wiedzieli wszystkiego o Aaronie, ale
wszyscy wiedzieli, że był palantem).
Potem
Sharon zapytała, co zamierzam na siebie założyć.
I
od razu wpadłam w panikę, bo spotkanie z przyjaciółmi twojego mężczyzny nie mogło
odbyć się w ciasnej podkoszulce, obcisłej sukience typu T-shirt lub podkoszulku
z fajnymi cekinami.
Zwłaszcza,
gdy jedno z nich mieszkało w domu opieki!
I
nie miałam niczego, co by mogło wejść na mnie po ciąży.
Ani
jednej rzeczy.
Musiałam
więc ułożyć plan, co zrobiłam.
A
teraz byłam w pokoju socjalnym z telefonem w ręku i dzwoniło mi w uchu.
„Yo,
dziewczyno, co się dzieje?” – zapytała mnie do ucha Elvira na powitanie.
„Sytuacja
awaryjna!” - zapłakałam.
„Och,
co?”
„Dziś
wieczorem spotykam się z przyjaciółmi Jokera” – powiedziałam jej w pośpiechu -
„Nie przyjaciół motocyklistów. Na przykład kobieta, która opiekowała się nim,
gdy był dzieckiem, a jego tata hulał i zostawiał go samego w domu bez kolacji.
A kiedy mówię dzieciak, mam na myśli, że miał osiem lat”.
„Jejć”
– mruknęła.
„Również
facet, który dał mu dobrego człowieka w życiu, ponieważ go nie miał, też tam
będzie. I jego rodzina!”
„Paniuśku,
Carissa, to gówno jest duże” - Elvira powiedziała mi coś, co już wiedziałam.
„Wiem
i nie mam się w co ubrać”.
„Uh-oh”
– wymamrotała, całkowicie mnie rozumiejąc, tak jak wiedziałam, że będzie, skoro
była dziewczyną.
„Jestem
w pracy, ale Tyra mówi, że ty możesz mieć wolny czas na zakupy” - Powiedziałam błagalnie
(i z nadzieją).
„Racja.
Rozumiem. Zajmę się tym” – odpowiedziała natychmiast.
Zamrugałam
przy mojej szafce.
To
było łatwe.
„Naprawdę?”
- zapytałam.
Nie
odpowiedziała. Powiedziała tylko - „Budżet”.
„Um…
cóż, potrzebuję również butów”.
„Budżet,
dziewczyno” – zażądała.
Boże,
to bolało. To naprawdę bolało. Co zaskakujące, po miesiącach pieniędzy, które
były tak napięte, że cudem mogłam oddychać, miałam tysiące dolarów na koncie
oszczędnościowym, a moje miesięczne wydatki drastycznie spadły.
Ale
było napięte i wszystko mogło się zdarzyć (np. jakby twój samochód potrzebował
czterech nowych opon). Miałam bufor teraz, kiedy wydawało mi się, że nigdy nie
będę miała bufora w moim życiu. Dobrze było go mieć.
Ale
bałam się go tknąć, a zdecydowanie nie robić tego dla nowych ubrań.
Co
więcej, od tak dawna nie wydawałam na siebie pieniędzy, skupiając się na
Travisie i jego potrzebach (tak, jak powinno być), dziwnie się czułam,
rozważając to.
Dziwne,
jak winna.
„Carissa”
– podpowiedziała niecierpliwie Elvira.
„Okej,
najwyżej dwieście, wszystko razem”.
Jejć!
„Potrzebujesz
bielizny?” – spytała.
Właściwie
to potrzebowałam, ale nie wiedziałam, jak poprosić Elvirę, aby się tym zajęła.
W każdym razie widziałby je tylko Joker, a on w przeciwieństwie do moich
koszulek nocnych nigdy nie wspomniał o moich majtkach (które, co prawda, nie
były aż tak wspaniałe), więc nie sądziłam, że były priorytetem.
„Potrzebujesz
bielizny” – zdecydowała za mnie - „Kiedy musicie być przy ich stole?”
„Szósta
trzydzieści”.
„Twój
dom. Piąta”.
„Wracam
do domu dziesięć po piątej”.
„Twój
dom, dziesięć po piątej”.
„Dobrze”
– szepnęłam.
„Zajmę
się. Później” - powiedziała, a potem usłyszałam, jak się rozłączyła.
„Czy
właśnie popełniłam błąd?” - zapytałam szafkę.
Nie
było odpowiedzi, a musiałam wziąć kawę i dostać się do mojej kasy, więc nie
mogłam się poczekać na to, co nigdy nie przyszłoby do mnie z kupy stali.
Nie
mogłam się już dłużej niepokoić.
A
poza tym nastawiłam Elvirę na ten kurs. Była Elwirą.
Nie
znałam jej od dawna, ale jedno wiedziałam.
O
ile nie byłam człowiekiem o imieniu Hawk, który mógł postawić na niej blokadę
(a tak nie było), nie było odwrotu.
*****
W
przerwie na lunch poszłam do mojej szafki, aby sprawdzić, czy Joker napisał do
mnie SMS-a (ponieważ zawsze pisał do mnie, gdy byłam w pracy, to był inny
sposób, w jaki był słodki).
Otworzyłam
ją tak, jak otwierałam ją wielokrotnie przez miesiące.
Ale
tym razem zrobiłam to i zamarłam, bo, kiedy wpatrywałam się niewidzącym
wzrokiem w szafkę, uderzyło mnie jakieś wspomnienie, a po nim pojawiło się
kolejne.
To
znaczy, wszystkie moje rzeczy, z wyjątkiem mebli w pokoju gościnnym, zostały
wyjęte z magazynu. Wszystko zostało rozpakowane. Wszystko zostało odłożone.
Ale
szkicu, który dał mi Carson Steele, zanim opuścił miasto, a potem wrócił jako
Joker, nie było w moim domu.
„O,
nie” – wyszeptałam, bo nagle przypomniałam sobie coś, o czym w całym
zamieszaniu z zeszłego roku zupełnie zapomniałam.
Miałam
rzeczy na strychu domu Aarona. Kilka pudeł wypełnionych rocznikami, albumy ze
zdjęciami, pamiątkowe monety, które wujek mojej mamy dawał mi z powodów,
których nie rozumiałam, ale zawsze je trzymałam.
I
tam właśnie był szkic Jokera, oprawiony i schowany, bo Aaronowi się nie
podobał, niezależnie od tego, że byłam na nim ja i był piękny. Kiedy zamieszkaliśmy
razem po ślubie, powiesiłam to, a on powiedział mi (nie prosił), żebym to schowała.
Schowałam
to.
A
potem, w zamieszaniu, kiedy moje życie było bałaganem, zostawiłam go za sobą.
„Nie”
– wyszeptałam ponownie.
Musiałam
to odzyskać.
Choroba!
Chwyciłam
telefon, odwróciłam go do siebie i przesunęłam kciukiem po ekranie.
Jak
zwykle Joker wysłał mi SMS-a i jak zwykle był słodki.
Tym
razem było to: Jesteś w moich myślach.
Lubiłam
to.
To,
co mi się nie podobało, to powiadomienie nad tym, które mówiło, że mam
nieodebrane połączenie i pocztę głosową od Aarona.
Uch.
Cóż,
miał mojego syna i mogło chodzić o Travisa, nie wspominając już o tym, że musiałam
z nim porozmawiać o pudłach, więc szybko odpisałam Jokerowi: Ty w moich też, skarbie. Do zobaczenia
wieczorem.
Potem
odsłuchałam pocztę głosową Aarona, w która było tylko - „Riss, hej. Kiedy będziesz
miała sekundę, zadzwoń do mnie. Dobra? Później kotku”. A wszystko to tak, jakbyśmy
codziennie zostawiali sobie nawzajem pocztę głosową, ponieważ byliśmy
zakochani, pobraliśmy się, mieliśmy dziecko i wszystko nie było złe.
To
nie była niespodzianka. Tak się zachowywał, kiedy czegoś chciał, a kiedy wracał
do moich łask, po raz kolejny szarpał mną.
Ale
tym razem nie czułam nadziei w jego zachowaniu.
Poczułam
tylko rozdrażnienie.
Odetchnęłam
i nacisnęłam przycisk Oddzwoń, mając
nadzieję, że z Travisem wszystko jest w porządku, potem mając nadzieję, że
Aaron nie będzie mi robił problemów z tym, żebym dostała pudła ze strychu, i
ostatnią nadzieję, że dostanę pocztę głosową (oczywiście tylko jeśli Travis był
w porządku).
Zadzwoniło
dwa razy, zanim przywitał się - „Hej, Riss”.
Walczyłam
z wykrzywieniem ust i zapytałam - „Czy z Travisem wszystko w porządku?”
„Nic
mu nie jest, kotku”.
Kotku?
Nigdy
nie nazwał mnie kotku.
„Posłuchaj”
– ciągnął - „Będę pracował do nocy. Czy możesz przyjść do biura? Musimy
porozmawiać. Zamówię jedzenie i porozmawiamy przy chińszczyźnie czy coś”.
Czy
był szalony?
„Mam
plany na dzisiejszy wieczór, Aaronie” – powiedziałam mu - „Więc może możesz mi
powiedzieć, o czym chciałbyś porozmawiać, kiedy masz mnie teraz”.
„Chciałbym
to zrobić osobiście”.
„Czy
chodzi o Travisa?” - nacisnęłam.
„W
pewnym sensie” – zahaczył.
Nie
miałam na to czasu.
„W
porządku, Aaron, mam w pracy przerwę na lunch i muszę coś zjeść, więc nie mam
dużo czasu. Pomogłoby, gdybyś był bardziej konkretny”.
Zawahał
się przez chwilę, zanim powiedział - „Chodzi o Travisa, ciebie i mnie”.
Ciebie i mnie?
„Może
to przegapiłeś, ale nie ma ciebie i mnie” - zauważyłam.
„Riss…”
„Przestań”
– szepnęłam.
Zatrzymał
się.
Potem
zaczął od nowa.
„Błędem
było poprosić”.
Miał
rację.
Potem,
jak miał w zwyczaju, popełnił błąd.
„Niewłaściwie
się do tego zabrałem. To jest ważne. Poproszę mamę, żeby zaopiekowała się
Travisem i zabiorę cię na kolację, żebyśmy mogli porozmawiać. Może minąć trochę
czasu, zanim będę mógł się wyrwać, ale zabiorę cię w miłe miejsce”.
Był
szalony.
„Aaron,
proszę, nie rób tego” – powiedziałam cicho.
„Czego?”
- zapytał - „Usiąść z żoną i porozmawiać o naszej rodzinie?”
Jego
żona?
Nasza
rodzina?
Chciałam
go kopnąć. Ponieważ nie mogłam, straciłam do niego cierpliwość.
„Nie
mogę teraz tego zrobić” – warknęłam.
„Nawaliłem”
– powiedział łagodnie - „Dużo myślałem, nie mogę tego wyrzucić z głowy.
Nawaliłem, Riss, i chcę to naprawić. Próbuję to naprawić. I muszę z tobą
porozmawiać o tym, o czym myślałem”.
„Właśnie
powiedziałam, że nie mogę tego teraz zrobić” – przypomniałam mu - „Jestem w
pracy. Muszę zjeść lunch i wrócić do kasy”.
Zanim zdążyłam dokończyć naszą rozmowę,
wymamrotał - „Nienawidzę tego, że pracujesz przy kasie w pieprzonym sklepie
spożywczym”.
Odpuściłam,
bo w rzeczywistości to on umieścił
mnie przy tej kasie, ale nie sądziłam, że nasza rozmowa szybciej zakończy się,
jeśli mu o tym przypomnę.
Zamiast
tego kontynuowałam to, co chciałam powiedzieć.
„Skoro
rozmawiamy, odkryłam po przeprowadzce, że zostawiłam kilka rzeczy na twoim
strychu. Kilka pudeł. Chciałabym je z powrotem”.
„Przywiozę
je dziś wieczorem do ciebie” – zaproponował natychmiast.
To
byłoby łatwe, co byłoby dobre, ale nie było tym, czego potrzebowałam.
„Tak
jak powiedziałam, mam plany” – powiedziałam – „Ale może w tym tygodniu wpadnę
po pracy i po nie wejdę?”
„Kiedy
chcesz, Riss. Wyrwę się z biura i będę tam. A może zjesz kolację z Travisem i
mną, czy coś”.
A
co z Tory?
Nie
zapytałam.
Powiedziałam
- „Napiszę do ciebie, dam ci znać”.
„Świetnie.
Wejdę na górę i zniosę to”.
Studiowałam
swoje banki pamięci i nie pamiętałam, więc mogłam mieć tylko nadzieję, że pudła
zostały zamknięte i zaklejone taśmą.
Mogłam
też mieć tylko nadzieję, że nie przeszedłby przez nie. Opowiedziałam mu o tym
szkicu i kto go zrobił. Gdyby zobaczył to ponownie, kto wiedział, co z nim by zrobi.
I
chciałam to z powrotem.
Nie,
potrzebowałam to z powrotem.
„Racja,
hm… porozmawiamy później, Aaron”.
„W
porządku, skarbie, miłego dnia”.
Przyprawiał
mnie o mdłości.
Mimo
to, aby nie zmienił się w palanta (lub ujawnił, że nadal nim jest), powiedziałam
- „Tobie też. Powodzenia w sprawie”.
„Dzięki,
skarbie”.
Przełknęłam
kolejne wykrzywienie i pożegnałam się.
Nie
czekałam, aż odwzajemnił moje pożegnanie, zanim się rozłączyłam, wybiegłam,
kupiłam sobie kanapkę z delikatesów, wróciłam do pokoju socjalnego i zjadłam
ją, dzwoniąc do Jokera i opowiadając mu moje ostatnie historie niedorzeczności
Aarona (chociaż pominęłam część, w której Aaron wciąż miał szkic Jokera).
Kiedy
skończyłam mu mówić i miałem dokładnie sześć minut, zanim musiałam wrócić do
kasy, powiedział - „Muszę przyznać, że to gówno jest trochę zabawne”.
„Cieszę
się, że tak myślisz” – wymamrotałam.
„Przejedź
nad tym, Motylku” – poradził - „A najlepszym sposobem na zrobienie tego jest
przekręcenie tego z tego, co ci się wydaje bólem w dupie, do tego, czym po
prostu jest. Desperackim aktem dupka, który spieprzył sobie życie, pozwalając
odejść najlepszej rzeczy, jaką w nim miał. Wygrywasz po prostu będąc sobą. On
sam sobie pluje w brodę z powodu straty”.
To
był o wiele lepszy sposób patrzenia na to.
„Dzięki,
skarbie” – powiedziałam cicho.
„Żadnych
problemów, Carrie. Musisz wracać?” – zapytał.
„Tak”
- odpowiedziałem nieszczęśliwie.
„Dobra,
mała, do zobaczenia dziś wieczorem.”
„Dziś
wieczorem”.
„Później,
Motylku”.
„Pa,
skarbie”.
Wyłączyłam
telefon, schowałam go do szafki, wyssałam resztę sody przez słomkę, posprzątałam
i wróciłam do kasy.
*****
Wpadłam
do tylnych drzwi, odrzucając torebkę na bok, gdzie usłyszałam, jak
prześlizgnęła się po blacie i upadła na podłogę.
Nawet
się nie zatrzymałam, żeby na to spojrzeć.
Po
prostu wzdrygnęłam się i zatrzymałam przy bocznym kontuarze, wyrzuciłam ogromny
bukiet kwiatów LeLane, które kupiłam, oraz pudełko babeczek, które dostałam z
piekarni, po czym wróciłam do biegu.
Kiedy
to robiłam, Joker wszedł do kuchni, mówiąc - „Carissa, Elvira i…”
„Nie
ma czasu, nie ma czasu, nie ma czasu!” - zapłakałam, machając do niego ręką i
nie patrząc na niego, gdy biegłam tuż obok niego. Skręciłam z kuchni do salonu
i zatrzymałam się na moich Conversach.
Wszystkie
moje wnętrzności ścisnęły się na to, co spotkały moje oczy.
To,
że Elvira stała (w bajecznej, zawijanej sukience i jeszcze bardziej bajecznych
szpilkach na platformie) przy moim stoliku do kawy z kanapą pokrytą tyloma
torbami, było przerażające.
Tyle
że jedno skrzydło segmentu zajmował duży ciemnoskóry mężczyzna (duży znaczy
wysoki i dobrze zbudowany) z łysą głową i doskonale uformowaną bródką. Leżał
swobodnie ze skrzyżowanymi nogami.
Nie
zwróciłam uwagi na czarnego człowieka.
„Miałyśmy budżet!” – wrzasnęłam.
„Wiem,
wiem, wiem” - odpowiedziała Elvira, unosząc ręce do góry, dłonie do mnie,
wielokrotnie przyciskając je w moją stronę - „Ale dziewczynko, ja nie jestem
słodka. Byłam zdezorientowana. Przegrałam, skończyłam w Forever 21 i miałam
załamanie. To było tak ekstremalne, że musiałam wezwać Malika”.
Na
słowo Malik wyciągnęła rękę w kierunku
mężczyzny na mojej kanapie i spojrzałam na niego.
„Jestem
Malik” – powiedział głosem, który spłynął na mnie jak ciepły syrop – „Facet
Elviry”.
Wpadłam
w panikę, ale mimo to, bez względu na wyjątkowy styl Elviry, jej piękną twarz,
bajeczną cerę i fryzurę, o której wiedziałam, nawet bez wykształcenia
stylistycznego, które chciałam pewnego dnia zdobyć, że pasowały do niej
absolutnie idealnie, poświęciłam swój cenny czas na bycie zszokowaną jej
mężczyzną.
Nie
że mogła na nim wylądować.
Tylko,
że był przystojny jak aktor z Hollywood w tym sensie, że byłam prawie pewna, że
był sławny, bo jeśli na tym świecie było coś dobrego, to po prostu musiał być.
„Uh…
cześć” – przywitałam się nieśmiało.
Jego
pełne usta wykrzywiły się w uśmiechu, odsłaniając białe zęby.
Skóra
na głowie zaczęła mnie mrowić.
„Malik
umie robić zakupy” – stwierdziła Elvira, a ja oderwałem wzrok od jej mężczyzny
- „Jest w tym tak dobry, że mogłabym przejść na emeryturę. Przykład” –
przesunęła dłonią po swojej bajecznej sukience, żeby ją odsunąć i wskazać na
swoje bardziej bajeczne buty, mówiąc mi, że Malik je wybrał, co mówiło wszystko
- „Nie przejdę na emeryturę, bo jeśli nie będę mogła robić zakupów, mogę
przestać oddychać, ale po prostu powiem, że jest w tym dobry”.
„Widzę
to, Elviro” – warknąłem, podchodząc do tyłu kanapy - „Ponieważ w moim salonie
jest siedem tysięcy toreb!” - skończyłam
to krzykiem.
„Możemy
oddać to, czego nie zechcesz” – odpowiedziała Elvira - „Ale teraz mamy dużo do
przejścia, a ty nie masz dużo czasu. A więc, dziewczyno” – pokręciła na mnie
ręką – „zabieraj tu swój tyłek”.
Zabrałam
tam swój tyłek, a zrobiłam to, kładąc rękę na oparciu kanapy i przeskakując
przez nią, co zwaliło pięć toreb na podłogę.
Brwi
Elviry uniosły się do góry. Usłyszałam głęboki śmiech, który był jak jedwabny
wokal, wraz z szorstkim chichotem motocyklisty, który był prawie najlepszym
dźwiękiem na świecie (ustępujący tylko chichotowi Travisa).
Zignorowałam
to wszystko i zaczęłam wyrzucać rzeczy z toreb.
Elvira
dołączyła do mnie i układałyśmy stroje (żenująco z pasującymi majtkami, ale nie
mogłam poddać się zażenowaniu wynikającemu z robienia tego przed Malikiem, ani z
możliwości, że wybrał dla mnie niektóre z nich, musiałam się skupić) kiedy
usłyszałam, jak Joker mówił - „Pani Heely, muszę pani powiedzieć, że
prawdopodobnie trochę się spóźnimy”.
W
tym momencie odchyliłam głowę na bok, mój wzrok zamazał się z wściekłym
przerażeniem i krzyknęłam - „Nie mów jej
tego! Pomyśli, że jestem niegrzeczna! Nigdy nie spóźniasz się na kolację, nawet
jeśli to rodzina! Zdążymy na czas nawet, jeśli mnie to zabije!”
Joker
uśmiechnął się do mnie i kontynuował - „Carrie właśnie przyszła z pracy i
wybiera strój”.
Poczułam,
że moje oczy robią się ogromne, gdy moje serce się zatrzymało.
Pomyślałam,
że mogę stracić przytomność, gdy Elvira mruknęła - „Mężczyźni. Nie mają
pojęcia” - Wtedy poczułam jej dłoń na moim ramieniu i jej usta przy moim uchu -
„Skup się”.
Kiwnęłam
wielokrotnie głową - „Dobrze, tak, skupić się. Racja”.
W
krótkim czasie (ponieważ połowę rzeczy mogła nosić tylko Elvira, część mogła nosić
tylko Lanie, kilka rzeczy mogła nosić tylko Tyra, a były tylko trzy stroje,
które ja mogłam nosić) zawęziliśmy wybór.
Były
udrapowane na mojej kanapie, a ja podskakiwałam z nogi na nogę.
„Co
myślisz?” - Zapytałam.
„Podobają
mi się wszystkie. Są dla ciebie idealne. Nie mogę podjąć decyzji. Gówno!” -
odpowiedziała Elvira, a moja panika wyraźnie ją ogarnęła.
„Co
się stało z: Nie denerwuję się. Daję dobrą
dziewczynę?” - zapytał Joker, a moja głowa (i Elviry) ponownie rzuciła się
w jego stronę - „Wróćmy do tego” - zakończył.
„Nie pomagasz” – poinformowała go Elvira.
„Mała”
- gładki głos dotarł do mnie, gdy poczułam rękę na plecach i podskoczyłam,
odchylając głowę do tyłu, by złapać ciepłe, espresso oczy Malika – „Różowy” –
powiedział cicho.
Spojrzałam
w dół i nagle to było jak latarnia morska.
To
był absolutnie różowy.
Schyliłam
się, złapałam (filmowo różowa sukienka z dekoltem w serek, ozdobionym falbankami,
takie same krótkie rękawy, ze skromnym, ale odstającym dołem, który sięgałby mi
kilkanaście centymetrów powyżej kolan, plus figi i kremowe espadryle na
koturnie, które miał błyszczącą złotą tkaninę i wstążki, które powinny owijać
się po zawiązaniu na kostkach).
Przepychałam
się między Elvirą i Malikiem, biegnąc wokół kanapy, krzycząc - „Dziękuję!” i
biegałam dalej korytarzem, krzycząc - „Jestem wam winna!”
Potem
wbiegłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam drzwi.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń