Rozdział
7
On
dał mi ciebie
Joker
Joker
ustawił motocykl na stojaku i skierował się do kompleksu, jego umysł był
pochłonięty – tak samo od czasu tego gówna – wizją Snappera dotykającego twarzy
Carissy i uśmiechającej się Carissy.
Jeździł
bardzo długo. Wystarczająco długo, żeby wyrzucić to gówno z głowy.
Ale
to nie zadziałało.
Przyłożył
rękę do drzwi, otworzył je i nie był zaskoczony, że przyjęcie się skończyło.
Muzyka była cicha, w pokoju wspólnym było kilka suk i motocyklistów na
kanapach, ale w większości pokój był czysty. Następnego ranka było wcześnie,
reszta albo się podłączyła i już odesłała swoje suki do domu, albo wciąż leżała
ze swoimi sukami w łóżkach, albo padli.
„Ruch
kutasa”.
Słowa
Shy’a brzmiące z jego prawej strony sprawiły, że Joker odwrócił głowę do niego.
Oczy
jego brata były na nim i po jednym spojrzeniu Joker wiedział, że mężczyzna był
wkurzony.
Jezu,
co teraz?
„Powtórz?”
– zapytał.
„Przyszła
tu dla ciebie” – wycedził Shy – „A ty wprost przed nią związałeś się ze Stacy.
Ruch kutasa, Joke. Kurwa. Serio”.
Joker
zatrzymał się daleko od miejsca, gdzie Shy, Tab i High zebrali się przy barze,
High w środku, butelka na barze przed nim ze szklankami w pogotowiu,
najwyraźniej robiąc szoty.
Zaangażowanie
High’a w tę działalność nie było zaskoczeniem.
High
nie był na przyjęciu. Miał starszą panią i dzieci. Lubił przebywać ze swoimi
dziećmi, więc rzadko się bawił, chyba że była to sprawa rodzinna, wtedy był na
imprezie.
Nie
było tak samo z jego starszą panią.
Historia
Chaosu głosiła, że High i jego kobieta nigdy nie byli sobie bliscy. Zapłodnił ją
i zrobił dobrą rzecz dla ich dziecka, ale niewłaściwą rzecz dla siebie. Od tego
czasu nigdy nie było to zadowalające. Joker ją znał i nie miała w sobie
starszej pani. Rzadko się pokazywała przy czymkolwiek związanym z Chaosem,
wysyłając tu swoje dzieci do rodzinnego gówna, ale sama nie pokazywała się, a
znosiła swojego mężczyznę, bo trzymał dach nad głową jej i jej dzieci.
Dlatego
często, gdy dzieci High spały, zostawiał kobietę w domu, który nie był szczęśliwy,
przychodził do Kompleksu i wypijał kilka.
Przestał
myśleć o High’u i skupił się na Shy.
„Wróciła
do domu okej? – zapytał.
„Gówno
cię to obchodzi?” - odparł Shy, a Joker poczuł, że jego ciało stało się czujne.
Nie
robił tego ponownie.
„Myślę,
że wyjaśniłem to wczoraj wieczorem, a nie twoja sprawa, z którą się pieprzę” –
odpowiedział - „Ale, tylko mówiąc, Stacy jechała na krawędzi nawalenia, suka
nie ma problemu z prowadzeniem w tym stanie, więc żeby nie spieprzyła siebie,
ani kogoś innego, zabrałem jej tyłek do domu. Potem jeździłem. Nie przeleciałem
jej nawalonej”.
Shy
widocznie zrelaksował się.
„Ona
cię lubi” - powiedział cicho Tab.
Miała
rację.
Carissa
zdecydowanie go lubiła.
Z
drugiej strony Carissa go nie znała, więc Tab też się myliła.
„Lubi
mieć w swoim życiu ludzi, których obchodzi” – odpowiedział Joker.
„Jest
jakiś powód, dla którego blokujesz się co do tej suki?” - zapytał High.
Joker
tego nie robił. Nie dzielił się.
Spojrzał
na High’a.
High
też się nie dzielił. High był twardym sukinsynem, który trzymał siebie dla
siebie.
Ale
High wyłożył kiedyś Jokerowi nad wódką i braterstwem, że jego dom nie był
dobry. To czyniło go nieszczęśliwym.
Co
gorsza, martwił się, że maska ześlizgiwała się i jego dzieci mogły to zauważyć.
Joker
był zszokowany, gdy mężczyzna się podzielił.
Czuł
się też wdzięczny. Jego brat, który mu to powiedział, wiele mówił o tym, jak
czuł się w stosunku do Jokera, a Joker niczego nie przegapił.
I
zdecydował, że nadszedł czas, aby to zrobić.
Więc
powiedział - „Nie jestem tym facetem”.
„Jakim
facetem?” - zapytał High.
„Facetem,
którego ona potrzebuje” – odpowiedział Joker.
„Skąd
wiesz?” - zapytał Shy.
Joker
spojrzał na niego - „Bo nie lubię motyli. Są piękne, ale delikatne, a ja nie
mam siły, by obchodzić się z czymkolwiek ostrożnie”.
„Może
się mylisz” – zauważył High.
„A
może mam życie, które udowadnia, że mam rację” – odpowiedział Joker.
„Nie
możesz wiedzieć, dopóki nie spróbujesz” – wtrąciła Tabby.
„A
w międzyczasie ją przeżuć?” – zapytał Joker i potrząsnął głową - „Ona nie
potrzebuje tego gówna”.
Żadne
z nich nie miało na to odpowiedzi i wiedział dlaczego.
Wiedzieli,
że miał rację.
„Jest
bezpieczna w domu” - powiedziała Tabby - „Wysłała mi SMS-a, kiedy tam dotarła.
Ale zanim wystartowała, wybrała się na przejażdżkę ze Snapper’em”.
Kurwa.
Joker
zacisnął zęby, odpychając myśl o Carissie owiniętej wokół jego brata na motocyklu
w głąb jego umysłu, gdzie, dla jej dobra, złożył ich pieprzony, niewiarygodny
pocałunek – i fakt, że złożyła go na nim, nie na odwrót – robiąc to z nadzieją,
jak cholera, że, jeśli chciała znaleźć faceta, który by się z ją przespał,
zdjęłaby to gówno z Chaosu.
„Dobrze
wiedzieć, że jest bezpieczna” – mruknął, kiwając im brodą i odchodząc.
Nikt
go nie zatrzymał, więc poszedł do swojego pokoju, zdjął ubranie i położył się
do łóżka.
Położył
się w łóżku, a kiedy to zrobił, poczuł na pościeli zanikający zapach płynu do
zmiękczania tkanin.
Więc
zrobił to, myśląc o Carissie.
I
nie spał.
*****
Następnego
dnia Joker wjechał na motocyklu na betonowy dziedziniec dwustanowiskowego warsztatu.
Wszędzie panował bałagan, wszędzie stały samochody, wszędzie ułożone były opony,
duże kwadratowe okna biura były brudne, jedno pęknięte i sklejone taśmą.
Zobaczył podniesione drzwi obu zatok, samochody w każdej i pracujących nad nimi
ludzi.
Oglądając
to wszystko, Joker wiedział, że to nie było podupadłe, ponieważ było podupadłe.
Było zaniedbane, bo mieli tyle pracy, że nie mieli czasu, aby to poprawić.
Podobało
mu się to.
Zaparkował,
zsiadł z motocykla i stanął przy nim, patrząc na zatoki.
Przyjechał.
W końcu.
Teraz
mężczyzna musiał do niego przyjść. Nie wiedział dlaczego, ale doszedł do
wniosku, że miało to coś wspólnego z Carissą. Była przy nim więcej niż raz,
wzięła jego język, jęknęła w jego usta (Chryste, musiał zakopać też to gówno, bo
samo to skomlenie sprawiało, że był bliski utraty kontroli i zdarcia z niej
ubrania) i wciąż nie wiedziała, kim on jest.
To
musiało pójść w określony sposób.
Jeśli
tak by się nie stało, musiał wsiąść na motocykl i to zostawić.
Wszystko.
Na
zawsze.
Zobaczył
człowieka zbliżającego się do końca zatoki, wycierającego rękę w szmatę.
„Yo,
koleś! Potrzebujesz czegoś?” - wrzasnął.
Joker
nie odpowiedział. Po prostu stał przy swoim motocyklu, w kurtce z naszywką na
plecach i nie miał pojęcia, czy mężczyzna ją widział. Ale gdyby tak było, facet
wiedziałby, że ma do czynienia z Chaosem, a sposób, w jaki to otrzymał, mógłby
opowiedzieć historię. Joker miał też ręce skrzyżowane na piersi, a oczy
zasłaniały mu okulary, które były skierowane na zatokę.
„Stary,
poważnie, potrzebujesz czegoś?” - krzyknął facet.
Joker
się nie poruszył.
Mężczyzna
wpatrywał się w niego, odwrócił głowę, by spojrzeć za siebie, po czym jego oczy
wróciły do Jokera. Kilka uderzeń serca później na koniec zatoki podszedł duży
czarny facet.
Oto
był.
Właściciel
tego zakładu. Człowiek, który kupił to pięć lat temu i sprawił, że prosperował.
Joker
usztywnił się.
Mężczyzna
spojrzał na niego i nawet z daleka Joker widział, jak przygląda mu się
uważniej.
Poczuł,
że ścisnęły mu się wnętrzności.
Potem
twarz Linusa Washingtona wykrzywiła się w szerokim uśmiechu i krzyknął -
„Cholera!”
Joker
poczuł, że jego ciało rozluźniło się, gdy Linus zaczął biec, kierując się w
stronę Jokera.
„Cholera
kurwa! Car!” - krzyczał, biegnąc - „Jezu! Fantastyczne!”
Dotarł
do Jokera i nie zawahał się, złapał go za rękę, trzymając ją mocno w swojej i przyciągnął
do klatki piersiowej i objął Jokera ramieniem, uderzając go w plecy.
Joker
zamknął oczy za okularami i odwzajemnił gest.
Linus
uwolnił się, ale zostawił ich dłonie między nimi, potrząsając nimi w przód iw
tył, zanim w końcu puścił Jokera.
„Chryste,
dobrze cię widzieć. Pieprz mnie” - jeździł wzrokiem w dół i w górę, a jego
uśmiech pozostał na miejscu - „Dobrze wyglądasz”.
„To
samo, Lie”.
Linus
przyjął komentarz podnosząc rękę i klepiąc go po ramieniu.
„Gdzie
byłeś, Car?”
„Tu
i ówdzie. Wróciłem nieco ponad rok temu”.
Uśmiech
pozostał na swoim miejscu, kiedy powiedział - „Cóż, pocałuj mnie w dupę,
palancie. Ponad rok i to pierwszy raz, kiedy mnie odwiedzasz?”
„Byłem
niezbyt wielkim fanem odwiedzania starego miejsca” – powiedział mu Joker. Potem
skłamał - „Właśnie dowiedziałem się o twoim warsztacie, postanowiłem wpaść”.
To
było kłamstwo, ponieważ Joker wiedział o warsztacie Linusa, jeszcze zanim
zwrócił się do Chaosu, aby dołączyć do ich szeregów.
Ale
wtedy nie był gotowy.
Nie
wiedział, dlaczego był teraz gotowy. Po prostu był. Więc się z tym potoczył.
„Nie
mieszkam już w tej dzielnicy, kolego. Mam troje dzieci. Jak spojrzę na moją
kobietę, zachodzi w ciążę. A Kamryn nie była wielką fanką wychowywania naszej
załogi w dwupokojowym domu. Przenieśliśmy się do Littleton cztery lata temu”.
Joker
przyjrzał się twarzy szczęśliwego mężczyzny i powiedział cicho - „Cieszę się,
bracie”.
„Nie
tak jak ja” - odpowiedział Linus równie cicho – „Musisz poznać moje dzieci,
Car. Dwóch chłopców, między nimi dziewczyna. Córeczka tatusia. A moi chłopcy” –
jego pierś nadęła – „…twardzi. Kochają swoją mamę, sprawiają, by ich staruszek
był dumny”.
Joker
skinął głową.
To
też mu się podobało.
„Kamryn?”
– zapytał.
„Kobieta
z każdym dniem staje się ładniejsza” - powiedział mu Linus - „Nie wiem, jak ona
to robi. Powiedz m tylko, że myślę, że odczynia voodoo. Po prostu się śmieje i
upada na mojego penisa. Sześć tygodni później jest w ciąży. To moje życie”.
„Słyszałem
o gorszym” – zauważył Joker.
„Założę
się, że tak” - powiedział cicho Linus.
Joker
ominął tę kwestię i zapytał - „Pani Heely nadal jest u siebie?”
Radość
zniknęła z twarzy Linusa, a Joker znów się naszykował.
„Kam
załatwiła jej nowe mieszkanie rok temu. Opiekują się tam nią, więc nie jest to
gówniana dziura, do których idziesz umrzeć. Takie jest życie. Po prostu się
zestarzała, trudniej było jej się poruszać, upadła. Na szczęście ona, Kam i
dzieci planowali zrobić coś z nią tego dnia. Kam ją znalazła. Załatwili z nią
sprawy”.
„Cholera”
– mruknął Joker.
„Martwiła
się o ciebie” - powiedział mu Linus - „Wystartowałeś, a ten dupek nie zrobił ni
chuja. Pani Heely wmaszerowała tam, nagadując na niego, że jej syn nie żyje, że
jego syn żyje i oddycha i jest dobrym dzieckiem, a twój stary człowiek jest do
niczego. Krzyczała i krzyczała tak bardzo, musiałem przejść tam i zabrać ją
stamtąd. Nie mówię, co zrobiłby twój tata, gdyby stracił opanowanie. Nawet ze
starszą panią”.
To
była pieprzona prawda.
„Powinieneś
się z nią zobaczyć, Car. Będzie wariować, kiedy się pokażesz”.
Joker
wciągnął powietrze, zanim podjął decyzję i skinął głową.
„Powiedz
mi, gdzie ona jest, a wpadnę tam”.
Linus
uśmiechnął się do niego.
Potem
jego wzrok padł na kurtkę i motocykl Jokera, po czym wrócił do twarzy.
„Znalazłeś
miejsce, do którego powinieneś należeć?”
Joker
skinął głową.
„Jest
ci tam dobrze?”
„Mam
braci. Dobrego rodzaju. Nie wiem, co z nimi zrobić. Ale cierpliwie pokazują mi
drogę”.
„O
tak, Car” - mruknął Linus.
„Joker,
Lie” – poprawił Joker - „Zostawiłem chłopca, którym byłem w domu mojego taty.
Jestem nim tylko na papierze. Teraz jestem Jokerem. To do mnie lepiej pasuje”.
Linus
spojrzał mu w oczy - „Rozumiem to” - Przechylił głowę na bok i wykrzywił usta -
„Znalazłeś dobrą kobietę?”
„Kilka”.
Usta
Linusa opadły – „Mam na myśli pewien rodzaj, synu”.
„Wiem,
co masz na myśli i nie”.
„Jesteś
młody” – mruknął.
Nie
czuł się młody, ale nadal był.
To
nie zmieniło tego, kim był i jak zamierzał żyć, a żadna dobra kobieta nie
byłaby tego częścią. Ale Linus nie musiał tego wiedzieć.
„Jesteś
w pracy” – powiedział Joker - „Zostawię cię samego. Ale podaj mi dane pani
Heely, pojadę tam”.
„Jasne”
- powiedział Linus, odwracając się i zapraszając - „Chodź do biura. Muszę po to
zadzwonić do Kam”.
Joker
poszedł za nim.
Linus
mówił, idąc.
„Nie
robię jaj, Car… to znaczy Joker. Chcę twojego tyłka przy moim stole. Kam też
będzie chciała cię zobaczyć, a ja chcę, żebyś poznał moje dzieci”.
Joker
podjął kolejną decyzję.
„Będę
tam”.
Linus
posłał mu kolejny uśmiech.
Dziesięć
minut później wyszedł z adresem pani Heely, numerem Linusa w telefonie, jego w
Linusie i po kolejnym mocnym uścisku.
Odjechał,
widząc Linusa stojącego za zatoką, wciąż uśmiechniętego.
Joker
się nie uśmiechnął.
Ale
to nie znaczyło, że nie czuł się dobrze.
*****
„O
mój Boże łaskawy!” - pani Heely zapłakała, wysunęła ręce przed siebie, zanim
sięgnęła dalej, uderzyła go po obu stronach głowy i nie puściła.
„Carson!”
Właśnie
otworzyła drzwi i, podobnie jak Linus, dokładnie wiedziała, kim był.
Potrząsnęła
jego głową z boku na bok - „O mój Boże łaskawy! Boże! Cóż za fantastyczna
niespodzianka! Nie mogę w to uwierzyć! Po prostu nie mogę!”
„Yo,
pani Heely” – przywitał się.
Opuściła
ręce i zmrużyła oczy - „Yo? Co to za powitanie „Yo”, Carsonie Steele?” - Zanim
zdążył odpowiedzieć (nie żeby miał zamiar), mówiła dalej - „A kiedy ostatnio
ostrzygłeś włosy? Albo się ogoliłeś?”
„Podoba
mi się tak” – powiedział jej.
„Wyglądasz
niechlujnie” – odpowiedziała - „Jesteś przystojnym chłopcem. Nie powinieneś
tego ukrywać pod wszystkim” – zakreśliła palcem dwa cale od jego twarzy – „…tym”.
„Wpuści
mnie pani, czy każe stać pod drzwiami przez następną godzinę, jeżdżąc po moim
tyłku?” - zapytał.
Przewróciła
oczami, udając wkurzoną, nawet jeśli tak nie było. Wiedział to. Zobaczył, jak drgały
jej usta.
Wiedział
też, ponieważ robiła to, kiedy dawała mu gówno i miała to na myśli, ale nie
była zła.
Tęsknił
za tym, ale nie wiedział, że aż do tego czasu.
„Twój
język. Zawsze martwiłam się o twój język. Obwiniam twojego ojca” - Przeszyła go
spojrzeniem - „O wiele rzeczy”.
Nie
miał szansy nic powiedzieć, odsunęła się.
„Wchodź
tutaj” – rozkazała, machając do niego ręką i wchodząc do środka - „Gdybym
wiedziała, że przyjdziesz, zrobiłabym ciasteczka. Ponieważ tego nie wiedziałam,
dostaniesz Chips Ahoy lub Oreos. Myślę, że mam też kilka Wafli Nilla”.
Kurwa,
ale dobrze było wiedzieć, że niektóre rzeczy się nie zmieniły.
„Mogło
ci umknąć, kochanie, ale nie mam już ośmiu lat” – mruknął, wchodząc za nią i
zamykając drzwi.
Odwróciła
się do niego - „Ja też nie. Nadal lubię moje ciasteczka”.
Zagapił
się na nią.
Znowu
przewróciła oczami i przeszła przez mały salon do jeszcze mniejszej kuchni.
Joker
podążył za nią, nie podobało mu się to, co zobaczył. Nie żeby to było dno,
tylko że było małe. Wypełniła go rzeczami, które były mu znane, uczyniła je
jej. Ale to nie był dom, w którym mieszkała, to tylko ona sprawiła, że stał się
nim po tym, jak spędziła w nim dziesięciolecia swojego życia.
A
za drzwiami nie było flagi.
„Gdzie
jest flaga?” – zapytał ostrożnie, wchodząc do kuchni.
„Mamy
klub, do którego wszyscy w tej Bożej poczekalni chodzimy, aby doświadczyć
takich emocji, jak bingo i wieczór filmowy, a każdy film, który pokazują, jest
PG. Powiedziałam im o fladze. Pozwolili mi ją tam powiesić” – odpowiedziała,
łapiąc wszystkie trzy rodzaje ciastek, rzucając je na blat i szurając nogami do
lodówki, by wyjąć cholerne mleko.
Prawie
się uśmiechnął, bo to ona nalała ostatnią szklankę mleka wypitą przez Jokera.
„Dobrze,
że wciąż ma to pani na oku” – powiedział jej, a ona spojrzała na niego po
opuszczeniu szklanki.
„Nigdy
nie spuściłam tego z oczu, kochanie”.
Joker
walczył z przełykaniem, gdy guz nagle zatkał mu gardło.
Nalała
mu mleka.
Kiedy
to zrobiła, przesunęła ją razem z ciasteczkami w kierunku miejsca, w którym
opierał biodro o jej blat.
„Gdzie
byłeś?
„Tu
i tam” – odpowiedział, sięgając po Oreo. Popatrzył na nią - „W domu teraz”.
„Dobrze,
Carson” – powiedziała cicho.
„Nie
Carson. Znany jako Joker, pani Heely. Zostawiłem syna mojego ojca za sobą”.
Skinęła
głową, zaskakując go swoją łatwą akceptacją tego, jej oczy przesunęły się na
jego kurtkę, zanim ponownie podniosła na niego wzrok - „Znalazłeś dom”.
„Tak
i braci”.
„Słyszałam,
że niektórzy z tych chłopców motocyklowych mogą być niegrzeczni” – zauważyła.
„Słyszałam, że niektórzy z nich dbają o swoich”.
„Mam
oba”.
Uśmiechnęła
się - „Uważam, że to dobrze”.
„Jest”
– zapewnił ją.
„Tęskniłam”
– szepnęła, zaskakując go. Wyraz jej twarzy, ton jej głosu, nagłość tego, spowodowały,
że, kiedy to usłyszał, jego wnętrzności rozdarły się - „Martwiłam się o ciebie,
bardzo. Tęskniłam, gorzej. Myślałam o tobie codziennie i...”
Zamknął
ją, wpychając Oreo do ust i wciągając ją w ramiona.
Owinęła
swoje wokół jego pasa i przycisnęła twarz do jego klatki piersiowej. Była
jednak twarda, że nie zdziwił się, kiedy zaskoczyła go i odzyskała kontrolę po
mniej więcej takim czasie, jaki zajęło mu przeżuwanie i połknięcie ciastka.
Ale
kiedy odchyliła głowę do tyłu, powiedziała - „Bóg zabrał mojego chłopca. Potem On
dał mi ciebie”.
Wtedy
jego wnętrzności zaczęły krwawić.
Spojrzał
na jej pomarszczoną twarz. Twarz, którą znał, dokąd sięgał pamięcią. Jej piwne
oczy błyszczały od wilgoci.
Nie
miał pojęcia.
Kurwa.
Bladego
pojęcia.
Ale
powinien był mieć. Dała mu milion wskazówek.
Jego
głos był szorstki, kiedy zaczął - „Pani Hej…”
Potrząsnęła
głową - „Nie będziemy o tym mówić. Jesteś tu. Jesteś zdrowy. Jesteś silny.
Znalazłeś miejsce, gdzie pasujesz. Jestem szczęśliwa. Jeśli musiałeś odjechać,
aby to znaleźć, to dobrze. Ale tym razem, dla tej starej kobiety, zostałbyś
trochę w pobliżu?”
Joker
uścisnął ją i znów wyszło szorstko, gdy powiedział - „Nigdzie nie odchodzę”.
Wyciągnęła
ręce z jego objęć i położyła dłonie na jego klatce piersiowej.
Ze
swojej strony Joker nie puścił.
„Dobrze”
– wyszeptała, zanim dwukrotnie uderzyła go w klatkę piersiową obiema rękami i
wyrwała się z jego uścisku - „Teraz zjedz ciasteczka i powiedz mi wszystko. I
nie pomijaj niczego, nawet jeśli jest soczyste. Od roku opowiadam o tobie
tutejszym mieszkańcom. Wszyscy musimy mieć czym żyć, a mamy dość PG”.
„Wie
pani, że nie powiem, jak gówno jest soczyste” – odpowiedział Joker.
Rzuciła
mu spojrzenie - „Jestem starsza od ciebie, raczej mnie nie zaszokujesz”.
„Chce
się pani założyć?” – zapytał.
„Spróbuj
mnie” - odpaliła.
I
wtedy to się stało.
Usta
Jokera drgnęły.
Na
zewnątrz nie był duży.
Ale
wciąż był ogromny.
*****
Joker
wjechał na parking i od razu zobaczył, że Tercel Carissy był jednym z
najlepszych samochodów na tym terenie.
Zatrzymał
się, bezczynnie i rozejrzał.
Cztery
poziomy. W kształcie litery L. Cały z cegły. Wszystko płaskie. Chodniki
zewnętrzne wykonane z cementu. Brzydkie żelazne poręcze. To samo ze schodami,
zestaw z przodu, zestaw w zakręcie L. Nie było tam nic, co by wyglądało inaczej
niż to, czym było.
Tanie
mieszkania dla tych, którzy mieli pecha, żeby tam mieszkać.
I
zobaczył kilku z tych, którzy mieli pecha i musieli tam mieszkać.
Mężczyzna
i kobieta spędzali czas na przejściu przy balustradzie, piętro wyżej. Mężczyzna
palił, kobieta wyglądała, jakby dawała mu gówno, a mężczyzna wyglądał, jakby
dzieliły go jakieś dwie sekundy od zrobienia tego, co czuł, że musi zrobić, aby
przestała.
Starsza
pani na dole, z przechyloną głową, w podomce, z nogami w kapciach, obserwowała
ich, prawdopodobnie po to, by móc podzielić się szeroko tym, co zobaczyła. Ale
robiła to w sposób, o którym Joker wiedział, że już to widziała. Od tej pary.
Od innych. I widziała cholernie wiele więcej.
Kilkoro
dzieciaków kręcących się wokół samochodów, wyglądających, jakby nic nie robili,
ale cokolwiek było to nic, nie było dobre.
Joker
spojrzał na trzecie piętro, przeskanował i zobaczył liczby, których szukał,
środkowa wisiała do góry nogami.
Apartament
323.
Miejsce
Carissy.
Poczuł,
jak zacisnął usta, gdy wyciągnął telefon z kieszeni.
Jego
kciuk przesunął się po wyświetlaczu i przyłożył go do ucha.
„Bracie”
- odpowiedział Tack.
„Gdzie
jesteś?”
„Jest
niedziela. Gdzie miałbym być?”
W
domu, ze swoją kobietą i chłopcami.
„Potrzebuję
pogadać” – powiedział mu Joker.
„Jak
cicha musi być ta rozmowa?” — zapytał Tack.
„Mogę
przyjść do ciebie. Dzielisz się tym, co mam do powiedzenia z Cherry, twój wybór.
Ale na zewnątrz cicho”.
„Gdzie
jesteś?”
„Nigdzie
dobrze.”
„Nie
chcę, żebyś ciągnął tu swój tyłek, nie chcę ciągnąć mojego tyłka do miasta.
Więc pomóż mi, Joke. Gdzie jest połowa?”
„Morrison
Inn” - powiedział mu Joker.
„Trzydzieści”
- odparł Tack i rozłączył się.
Joker
schował telefon do kieszeni, zerknął na mieszkanie Carissy, wiedząc, że była
tam, ponieważ był jej samochód i sądząc, że była tam sama, zabijając czas,
dopóki jej chłopak nie wrócił.
Nie
zamierzał podejmować kroków, które wiedział, że musiała podejmować, taszcząc
swoje dziecko, taszcząc zakupy, by zapukać do drzwi, żeby była mniej samotna.
Musiał
tylko pogodzić się ze świadomością, że w końcu jutro będzie miała z powrotem
swojego chłopca.
Więc
będzie okej.
Albo
tak okej, jak tylko mogła być.
Okrążył
parking i wyjechał z Denver do podnóża wzgórz, by trafić na Morrison Inn.
Miał
przed sobą piwo w barze, kiedy wszedł Tack.
Poczekał,
aż Tack dostanie własne piwo, zanim zaczął.
„Usłyszałem
wiadomość, że stara chata Tyry jest na wynajem”.
Tack
miał piwo przy ustach, oczy przy barze, kiedy odpowiedział - „Słyszałeś
prawdę”.
„Chcę,
żebyś zaoferował to Carissie”.
Wzrok
Tacka powędrował do niego.
„Daj
jej trochę bzdur o tym, jak Tyra kupiła to lata temu, niski kredyt hipoteczny,
spłacony czy cokolwiek. Mam to w dupie” – powiedział mu Joker. – „Dowiem się,
ile ona teraz płaci. Dorzucisz kilkaset, żeby nie mogła się połapać.
Jakakolwiek będzie różnica, ja zapłacę resztę”.
Tack
pociągnął łyka i odstawił piwo, ale Joker jeszcze nie skończył.
„Potrzebuję
też informacji”.
„To
by było?”
„Mężczyzna
o nazwisku Robinson. Chcę wiedzieć, gdzie on jest. Chcę wiedzieć, jak z nim
jest”.
„Chcesz
mi powiedzieć, kim on jest?” — zapytał Tack.
„Kiedyś
go znałem. Dobry człowiek. Jak ostatnio go widziałem, trafił go cios. Stracił
dziecko. Chcę mieć pewność, że jego życie się odwróciło”.
Tack
przyglądał się mu przez chwilę, robił to z pewną intensywnością, Joker to wytrzymał,
po czym Tack powiedział - „Potrzebuję więcej niż Robinson”.
„Dam
ci to, czego potrzebujesz”.
Tack
skinął głową, odwrócił wzrok, złapał piwo i pociągnął kolejny łyk.
Nie
odrywał wzroku od baru, kiedy powiedział - „Nie jest moją zwykłą rzeczą,
mówienie mężczyźnie, gdzie ma włożyć kutasa, ale mówi się, że nie jestem
jedynym bratem, który zwraca na to uwagę, a jest tam słodki kawałek do
dyspozycji. Kawałek otwarty tylko dla ciebie, a ty nie bierzesz”.
Kurwa,
nie to.
„Nie
prowadzę już tej rozmowy”.
Tack
spojrzał na niego - „Możesz przerwać cykl”.
Joker
poczuł, jak jego brwi się ściskają - „Powtórz?”
„Widziałem,
jak walczysz. Pracowałem obok ciebie. Nie palisz. Nigdy nie pytałem. Teraz
pytam. Jak udało ci się zdobyć te oparzenia po papierosach na wewnętrznej
stronie ramion?”
Joker
odchylił się.
Tack
przyłożył przedramiona do baru, ale przesunął je o cal w kierunku Jokera, nie
spuszczając oczu z oczu brata - „Joke, twoja historia jest do opowiedzenia,
kiedy zechcesz ją opowiedzieć. Twoja historia jest twoja do zachowania, jeśli
nigdy nie zechcesz jej opowiedzieć. Myślałem, że masz sekrety. Sposób, w jaki
powstrzymujesz się z tą dziewczyną, mówi mi, że się mylę. Nie masz sekretów.
Masz demony”.
„Miałem
gównianego tatę” – warknął Joker, zaskoczony, że to wyszło, ale nie nieswój.
Po
tym, co zrobił tego dnia, nadszedł czas.
Coś
śmiertelnego prześlizgnęło się przez rysy Tacka - „On cię przypalał?”
„I
inne gówno, tak”.
„Jezu
Chryste” – syknął Tack, spoglądając na swoje piwo.
„Było
dawno temu” – powiedział mu Joker.
„Chłopiec
przy płocie”.
„Hę?”
Tack
spojrzał na niego - „Znam cię, bracie. Znałem cię od ponad roku. Jesteś
dzieciakiem przy płocie”.
Joker
nic nie powiedział, ale poczuł to głęboko w brzuchu.
„Przypalał
cię” – głos Tacka był napięty – „A ja pozwoliłem ci stać przy tym pieprzonym
płocie”.
Tack
był ostatnią osobą w tym gównie, której była wina.
Joker
zaczął mu to mówić - „Tack…”
Tack
przerwał mu - „Twoje blizny, twój wybór, ale my go znamy. Wiemy, gdzie mieszka.
I wiemy, jak go zranić. Mówisz to, twoi bracia ruszą”.
Joker
potrząsnął głową - „On nie jest wart waszego czasu”.
„Jak
zadzierasz z tą dziewczyną, pozwolisz jej prześlizgnąć się jej przez twoje
palce, mylisz się. Bo to nie jest twoja wina. To jego”.
„Robię
to właściwie dla niej”.
„Tutaj
się mylisz”.
Joker
zamknął usta.
Tack
pociągnął kolejny łyk piwa i spojrzał na tył baru - „Nie jesteś sam. Wszyscy
mamy to w sobie. To ziarno, którego nie chcemy hodować. To, które musimy
zatrzymać, bo jeśli go nie zatrzymamy, zmieni nas w naszego staruszka” -
Spojrzał z powrotem na Jokera - „Każdy brat, którego masz, bał się, że to
nasienie go zabije, Joke. Jak znaleźli Chaos, przerwali cykl”.
„Rush
nie” – zauważył Joker - „Brat nie musiał”.
„Tak,
musiał” - stwierdził stanowczo Tack, w pewnym sensie składając oświadczenie,
które otrzymał Joker. Rush i jego tata nie zgadzali się na wiele rzeczy,
głównie w odniesieniu do kierunku Klubu. Nie trzymali tego również w tajemnicy.
Tack
szedł dalej.
„Jesteś
następnym pokoleniem, Joker. W tej chwili najważniejsi bracia w naszym Klubie
to ci, którzy wytyczają ścieżkę, dokąd zabierzemy pokolenie, które ty zwerbujesz.
Ścieżka, do tego czasu, jeśli pozostaniesz na właściwej, zbuduje fundament,
który mam nadzieję, jak cholera, nigdy się nie zatrzęsie. Tych, którzy byli w
pobliżu, wybieraliśmy ostrożnie. Teraz ty musisz wybierać ostrożnie. Shy to
poprowadzi, a Rush ma swoje pomysły. Ale zobaczymy, co Rush wniesie do Klubu. Shy
ujarzmił wiatr. Jeśli wykorzystasz motyle, będę o wiele mniej niespokojny”.
Joker
tego nie zrozumiał - „Shy ujarzmił wiatr?”
Tack
uniósł podbródek - „Moja dziewczyna wyglądała poza rodzinę, mogła zniknąć na
wietrze. Jest życie, do którego zmierzała inne niż życie, które my prowadzimy.
Życie, które prowadzimy, jest dla mnie ważne i nie lubiłem jej z tego tracić. Shy
sprowadził ją z powrotem”.
To
było wtedy, Joker to zrozumiał. Tabby była zaręczona z fizjoterapeutą, który
nie był nawet bliski ich stylu życia.
Mężczyzna
zginął w wypadku samochodowym.
Potem
przyszedł Shy.
Tack
nie czekał, aż to potwierdzi, mówił dalej.
„Domyślam
się, że twój ojciec ci tego nie dał, więc ja to zrobię. Mężczyzna jest
definiowany na wiele sposobów. Jednym z nich jest kobieta, którą wybrał, by
była u jego boku”.
„Mówi
dużo” - mruknął Joker, odwracając się do swojego piwa, a zanim upił łyk,
kończąc - „Skoro moja mama opuściła tatę, zanim byłem na tyle duży, by się
skupić”.
„Ważniejsza
od tego jest kobieta, która decyduje się stanąć u boku mężczyzny” – stwierdził
Tack po słowach Jokera, a Joker spojrzał na niego – „Nie dostałbyś swojej kurtki,
gdyby któryś z twoich braci pomyślał, że nie jesteś zdefiniowany jako Chaos.
Ale to, że twój staruszek wybrał rodzaj kobiety, która opuściła swoje dziecko,
to jego definiuje. To, że twoja mama opuściła swoje dziecko, to ją definiuje.
Jak zbierzesz swoje gówno do kupy i odkryjesz, co jest teraz dla ciebie w
ofercie, już to pokonałeś, bo wiesz, że to, co jest w ofercie, nie ma w niej
tego gówna”.
Nadszedł
czas, aby się podzielić.
Tak
też zrobił.
„To
ja ją chronię, Tack”.
„Przed
czym?”
Pochylił
się w stronę brata i syknął - „Demony”.
Tack
spojrzał mu w oczy i wyszeptał – „Mocno cię pobił”.
„Gówno
było warte”.
„On?”
„Ja”.
„Bracie”
- Tack przesunął się dalej - „On zasiał to ziarno”.
„Wiem.
Nie oznacza to, że się nie zapuściło korzeni”.
„Boisz
się ciemności” - Było to stwierdzenie.
Prawidłowe.
„Ona
nie potrzebuje ciemności” - Joker powiedział Tackowi coś, o czym każdy
wiedział, wystarczyło jedno spojrzenie na Carissę - „Nigdy nie powinna tego
mieć, a przeżyła tego całe życie. Jak to, co we mnie włożono, poluzuje się, to
ją pochłonie”.
„Musisz
znaleźć sposób, aby to uwolnić”.
„Jak?”
„Szczera
Boża prawda?” - zapytał Tack.
„Absolutnie”
– odpowiedział Joker.
„Jeśli
twoi bracia nie doprowadzili cię do tego objawienia, musisz zanurzyć swojego
kutasa w uroczej, słodkiej, mokrej, motylkowej cipce”.
Joker
odchylił się do tyłu.
„Nie
robię z ciebie jaj, stary” – powiedział mu Tack.
Joker
znowu nic nie powiedział.
Tack
przyjrzał mu się, zanim powiedział – „Myślisz, że jestem walnięty”.
Joker
nie odpowiedział. Nie lekceważyłby takiego brata, zwłaszcza Tacka.
Ale
tak myślał.
Absolutnie.
Tack
uśmiechnął się i pociągnął łyk piwa.
Po
tym, jak je opuścił, powiedział w zamyśleniu, wciąż się uśmiechając - „Może
jestem. Chociaż, ale tak jak jestem i ta kobieta trzymająca ten bicz, dobrze
jest być”.
„Racja”
– zaczął Joker i odzyskał wzrok brata - „Wejdę w to, a ona ma dziecko. Jej były
pieprzy się z nią, a on będzie się z nią pieprzyć, stary, a ja to stracę, to
gdzie ona będzie?”
Z
twarzy Tacka odpłynęło rozbawienie - „To właśnie jest to, co musisz pojąć”.
„Co?”
„Jest
taka, za jaką ją uważam, wystarczy, że spojrzysz na nią raz, a to się
sprawdzi”.
„Sprawdzi
się?”
„Myślisz,
że zrobiłbym cokolwiek, żeby skrzywdzić moją kobietę?”
Joker
poczuł ciepło uderzające w jego gardło.
„Moje
dzieci?” - pchnął Tack.
„Nie”
– wymknął się Joker.
„Jest
taka, za jaką ją uważam, to się sprawdzi”.
„A
co, jeśli nie?”
„W
takim razie nie jest taką, za jaką ją uważam”.
„Jest”
– stwierdził nieugięcie Joker, a Tack wpatrywał się w niego przez chwilę, zanim
wybuchnął śmiechem.
Joker
nie zaśmiał się.
Z
drugiej strony, nigdy tego nie robił.
Ale
w tym momencie nie sądził, żeby coś było cholernie śmieszne.
Wciąż
chichocząc, Tack powiedział – „Jezu, Joke, ty już znasz swoją ścieżkę”.
„Znam
też jej i to nie jest droga do bycia starszą panią motocyklisty. Kurwa, Tack,
była cheerleaderką”.
Tack
zapanował nad śmiechem i przeszył Jokera wzrokiem.
„Teraz
bracie, jeśli nie sądzisz, że jesteś wystarczająco dobry, życie, które
prowadzisz, jest wystarczająco dobre, rodzina, którą możesz jej dać, jest
wystarczająco dobra, mamy znacznie większy problem”.
„Nie
czytaj tego gówna między linijkami, bo wiesz, że go tam nie ma. Ty też mnie rozumiesz.
Są kobiety zbudowane na całe życie. Są kobiety, które się tym zajmują. Ale ona
zasługuje na biały płot, Tack”.
„W
takim razie daj jej taki. Żadne prawo nie mówi, że motocyklista nie może
mieszkać za białym płotem”.
Jezu.
Gówno.
Gówno.
Poczuł
znowu pieczenie w gardle. Tak bardzo, że musiał pociągnąć długi łyk, żeby
zgasić płomień.
Tack
wstał z baru i zwrócił się całkowicie do Jokera.
Potem
to wyłożył.
„Ten
sukinsyn nauczył cię myśleć, że jesteś śmieciem. Wziąłeś to do siebie. Byłeś
dzieckiem. Nie miałeś pierdolonego wyboru. Ale się mylił, Joke. A jedyną osobą,
która nie rozumie tego gówna, jesteś ty. Zrozum to. Pogódź się z tym. Wyjmij
głowę z dupy. I znajdź to, na co zasługujesz. Znajdź trochę cholernego szczęścia.
Jeśli to nie jest ta dziewczyna, to nie jest. Ale cokolwiek to jest, chcę tego
dla ciebie. Twoi bracia chcą tego dla ciebie. Ich starsze panie chcą tego dla
ciebie. Jedynym, który nie szuka tego dla ciebie, jesteś ty”.
Joker
odwrócił się, podniósł piwo i wziął kolejny łyk.
„To
twój wybór, żeby to nie zapadło” – powiedział Tack, a Joker poczuł, jak się
ruszył, by wypić piwo i zsunąć się ze stołka.
Ale
jeszcze nie skończył i zostawił swój zabójczy strzał na koniec.
„Niewielu
jest ludzi na świecie, z którymi wolałbym usiąść i napić się piwa. Ale widzisz,
moja kobieta jest na górze z moimi synami. A ty masz moją miłość, Joke, ja mam
dla ciebie cały czas na świecie. Ale od razu powiem, że wolałbym być na górze i
patrzeć, jak moje dzieci rozrywają mój dom na strzępy, a moja kobieta kroczy
dumnie, myśląc, że to gówno jest słodkie, kiedy nie jest, niż tutaj z tobą,
patrząc, jak tarzasz się w gównie, które jest historią. Wiesz, co myślę o moim
Klubie. Pomyśl o tym”.
Kane
Allen był mądrym i silnym człowiekiem, więc Joker o tym pomyślał.
I
Joker pomyślał o Riderze i Cutterze, i o tym, że Tack nie kłamał. Ci chłopcy
byli łobuzami, a żaden z nich nie osiągnął jeszcze dwucyfrowego wieku.
Potem
pomyślał o Tyrze, jej obcisłych spódniczkach, jej tyłku w tych obcisłych
spódniczkach, pokazie klasy, jakim była od stóp do głów, i fakcie, że jedyny
mężczyzna na świecie, któremu pozwalała klepnąć się w tyłek, siedział obok
niego.
A
potem pomyślał, że nie chce być człowiekiem, który tarza się w historii. Ale
myślał, że był.
I
na koniec, Joker pomyślał, że to wszystko jest czymś do przemyślenia.
„Idź”
– mruknął, odrzucając kolejną łyk i nie patrząc na brata.
„Tyra
wyciągnie rękę. Sprowadzimy Carissę do tego domu”.
Joker
spojrzał na niego.
Tack
kontynuował.
„Jak
zobaczę, że nie uporządkowałem twojego gówna, to mnie martwi, ale to są twoje
warunki, możesz wybrać, jak to zrobisz. Teraz potrzebujesz czasu. Ale jak byś potrzebował
tego znowu, Joke, usiądę na stołku obok ciebie. Powtórzę to tak długo, aż nie
będę mógł już mówić. Zrobię to tyle razy, ile będę musiał, dopóki tego nie zrozumiesz.
Tyle właśnie dla mnie znaczysz. Więc teraz idę. Ale jak potrzebujesz mnie z
powrotem…” - przechylił głowę w stronę baru - „tam właśnie będę”.
Potem,
po wyjęciu portfela, rzuceniu kilku banknotów na bar i klepnięciu Jokera po
ramieniu, Tack wyszedł.
Joker
patrzył, jak odchodził.
Potem
dopił piwo.
Zamówił
jeszcze jedno.
Cóż, pocałuj mnie w dupę, palancie.
Ponad rok i to pierwszy raz, kiedy mnie odwiedzasz?
Bóg zabrał mojego chłopca. Potem
dał mi ciebie.
Potrzebujesz mnie z powrotem, tam
będę.
Z
tymi myślami w głowie Joker nie spieszył się nad swoim drugim piwem.
Kiedy
skończył, postawił pustą butelkę na barze, poszedł na motocykl, pojechał do domu
do Kompleksu i prosto do czystego pokoju.
Między
w większości czyste prześcieradła.
Dziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuń"Powiedz m tylko" chyba i zjadłaś.
Chyba byłam głodna 😁
Usuń