wtorek, 16 sierpnia 2022

7 - On dał mi ciebie

 

Rozdział 7

On dał mi ciebie

Joker

 

 

Joker ustawił motocykl na stojaku i skierował się do kompleksu, jego umysł był pochłonięty – tak samo od czasu tego gówna – wizją Snappera dotykającego twarzy Carissy i uśmiechającej się Carissy.

Jeździł bardzo długo. Wystarczająco długo, żeby wyrzucić to gówno z głowy.

Ale to nie zadziałało.

Przyłożył rękę do drzwi, otworzył je i nie był zaskoczony, że przyjęcie się skończyło. Muzyka była cicha, w pokoju wspólnym było kilka suk i motocyklistów na kanapach, ale w większości pokój był czysty. Następnego ranka było wcześnie, reszta albo się podłączyła i już odesłała swoje suki do domu, albo wciąż leżała ze swoimi sukami w łóżkach, albo padli.

„Ruch kutasa”.

Słowa Shy’a brzmiące z jego prawej strony sprawiły, że Joker odwrócił głowę do niego.

Oczy jego brata były na nim i po jednym spojrzeniu Joker wiedział, że mężczyzna był wkurzony.

Jezu, co teraz?

„Powtórz?” – zapytał.

„Przyszła tu dla ciebie” – wycedził Shy – „A ty wprost przed nią związałeś się ze Stacy. Ruch kutasa, Joke. Kurwa. Serio”.

Joker zatrzymał się daleko od miejsca, gdzie Shy, Tab i High zebrali się przy barze, High w środku, butelka na barze przed nim ze szklankami w pogotowiu, najwyraźniej robiąc szoty.

Zaangażowanie High’a w tę działalność nie było zaskoczeniem.

High nie był na przyjęciu. Miał starszą panią i dzieci. Lubił przebywać ze swoimi dziećmi, więc rzadko się bawił, chyba że była to sprawa rodzinna, wtedy był na imprezie.

Nie było tak samo z jego starszą panią.

Historia Chaosu głosiła, że High i jego kobieta nigdy nie byli sobie bliscy. Zapłodnił ją i zrobił dobrą rzecz dla ich dziecka, ale niewłaściwą rzecz dla siebie. Od tego czasu nigdy nie było to zadowalające. Joker ją znał i nie miała w sobie starszej pani. Rzadko się pokazywała przy czymkolwiek związanym z Chaosem, wysyłając tu swoje dzieci do rodzinnego gówna, ale sama nie pokazywała się, a znosiła swojego mężczyznę, bo trzymał dach nad głową jej i jej dzieci.

Dlatego często, gdy dzieci High spały, zostawiał kobietę w domu, który nie był szczęśliwy, przychodził do Kompleksu i wypijał kilka.

Przestał myśleć o High’u i skupił się na Shy.

„Wróciła do domu okej? – zapytał.

„Gówno cię to obchodzi?” - odparł Shy, a Joker poczuł, że jego ciało stało się czujne.

Nie robił tego ponownie.

„Myślę, że wyjaśniłem to wczoraj wieczorem, a nie twoja sprawa, z którą się pieprzę” – odpowiedział - „Ale, tylko mówiąc, Stacy jechała na krawędzi nawalenia, suka nie ma problemu z prowadzeniem w tym stanie, więc żeby nie spieprzyła siebie, ani kogoś innego, zabrałem jej tyłek do domu. Potem jeździłem. Nie przeleciałem jej nawalonej”.

Shy widocznie zrelaksował się.

„Ona cię lubi” - powiedział cicho Tab.

Miała rację.

Carissa zdecydowanie go lubiła.

Z drugiej strony Carissa go nie znała, więc Tab też się myliła.

„Lubi mieć w swoim życiu ludzi, których obchodzi” – odpowiedział Joker.

„Jest jakiś powód, dla którego blokujesz się co do tej suki?” - zapytał High.

Joker tego nie robił. Nie dzielił się.

Spojrzał na High’a.

High też się nie dzielił. High był twardym sukinsynem, który trzymał siebie dla siebie.

Ale High wyłożył kiedyś Jokerowi nad wódką i braterstwem, że jego dom nie był dobry. To czyniło go nieszczęśliwym.

Co gorsza, martwił się, że maska ześlizgiwała się i jego dzieci mogły to zauważyć.

Joker był zszokowany, gdy mężczyzna się podzielił.

Czuł się też wdzięczny. Jego brat, który mu to powiedział, wiele mówił o tym, jak czuł się w stosunku do Jokera, a Joker niczego nie przegapił.

I zdecydował, że nadszedł czas, aby to zrobić.

Więc powiedział - „Nie jestem tym facetem”.

„Jakim facetem?” - zapytał High.

„Facetem, którego ona potrzebuje” – odpowiedział Joker.

„Skąd wiesz?” - zapytał Shy.

Joker spojrzał na niego - „Bo nie lubię motyli. Są piękne, ale delikatne, a ja nie mam siły, by obchodzić się z czymkolwiek ostrożnie”.

„Może się mylisz” – zauważył High.

„A może mam życie, które udowadnia, że mam rację” – odpowiedział Joker.

„Nie możesz wiedzieć, dopóki nie spróbujesz” – wtrąciła Tabby.

„A w międzyczasie ją przeżuć?” – zapytał Joker i potrząsnął głową - „Ona nie potrzebuje tego gówna”.

Żadne z nich nie miało na to odpowiedzi i wiedział dlaczego.

Wiedzieli, że miał rację.

„Jest bezpieczna w domu” - powiedziała Tabby - „Wysłała mi SMS-a, kiedy tam dotarła. Ale zanim wystartowała, wybrała się na przejażdżkę ze Snapper’em”.

Kurwa.

Joker zacisnął zęby, odpychając myśl o Carissie owiniętej wokół jego brata na motocyklu w głąb jego umysłu, gdzie, dla jej dobra, złożył ich pieprzony, niewiarygodny pocałunek – i fakt, że złożyła go na nim, nie na odwrót – robiąc to z nadzieją, jak cholera, że, jeśli chciała znaleźć faceta, który by się z ją przespał, zdjęłaby to gówno z Chaosu.

„Dobrze wiedzieć, że jest bezpieczna” – mruknął, kiwając im brodą i odchodząc.

Nikt go nie zatrzymał, więc poszedł do swojego pokoju, zdjął ubranie i położył się do łóżka.

Położył się w łóżku, a kiedy to zrobił, poczuł na pościeli zanikający zapach płynu do zmiękczania tkanin.

Więc zrobił to, myśląc o Carissie.

I nie spał.

*****

Następnego dnia Joker wjechał na motocyklu na betonowy dziedziniec dwustanowiskowego warsztatu. Wszędzie panował bałagan, wszędzie stały samochody, wszędzie ułożone były opony, duże kwadratowe okna biura były brudne, jedno pęknięte i sklejone taśmą. Zobaczył podniesione drzwi obu zatok, samochody w każdej i pracujących nad nimi ludzi.

Oglądając to wszystko, Joker wiedział, że to nie było podupadłe, ponieważ było podupadłe. Było zaniedbane, bo mieli tyle pracy, że nie mieli czasu, aby to poprawić.

Podobało mu się to.

Zaparkował, zsiadł z motocykla i stanął przy nim, patrząc na zatoki.

Przyjechał. W końcu.

Teraz mężczyzna musiał do niego przyjść. Nie wiedział dlaczego, ale doszedł do wniosku, że miało to coś wspólnego z Carissą. Była przy nim więcej niż raz, wzięła jego język, jęknęła w jego usta (Chryste, musiał zakopać też to gówno, bo samo to skomlenie sprawiało, że był bliski utraty kontroli i zdarcia z niej ubrania) i wciąż nie wiedziała, kim on jest.

To musiało pójść w określony sposób.

Jeśli tak by się nie stało, musiał wsiąść na motocykl i to zostawić.

Wszystko.

Na zawsze.

Zobaczył człowieka zbliżającego się do końca zatoki, wycierającego rękę w szmatę.

„Yo, koleś! Potrzebujesz czegoś?” - wrzasnął.

Joker nie odpowiedział. Po prostu stał przy swoim motocyklu, w kurtce z naszywką na plecach i nie miał pojęcia, czy mężczyzna ją widział. Ale gdyby tak było, facet wiedziałby, że ma do czynienia z Chaosem, a sposób, w jaki to otrzymał, mógłby opowiedzieć historię. Joker miał też ręce skrzyżowane na piersi, a oczy zasłaniały mu okulary, które były skierowane na zatokę.

„Stary, poważnie, potrzebujesz czegoś?” - krzyknął facet.

Joker się nie poruszył.

Mężczyzna wpatrywał się w niego, odwrócił głowę, by spojrzeć za siebie, po czym jego oczy wróciły do Jokera. Kilka uderzeń serca później na koniec zatoki podszedł duży czarny facet.

Oto był.

Właściciel tego zakładu. Człowiek, który kupił to pięć lat temu i sprawił, że prosperował.

Joker usztywnił się.

Mężczyzna spojrzał na niego i nawet z daleka Joker widział, jak przygląda mu się uważniej.

Poczuł, że ścisnęły mu się wnętrzności.

Potem twarz Linusa Washingtona wykrzywiła się w szerokim uśmiechu i krzyknął - „Cholera!”

Joker poczuł, że jego ciało rozluźniło się, gdy Linus zaczął biec, kierując się w stronę Jokera.

„Cholera kurwa! Car!” - krzyczał, biegnąc - „Jezu! Fantastyczne!”

Dotarł do Jokera i nie zawahał się, złapał go za rękę, trzymając ją mocno w swojej i przyciągnął do klatki piersiowej i objął Jokera ramieniem, uderzając go w plecy.

Joker zamknął oczy za okularami i odwzajemnił gest.

Linus uwolnił się, ale zostawił ich dłonie między nimi, potrząsając nimi w przód iw tył, zanim w końcu puścił Jokera.

„Chryste, dobrze cię widzieć. Pieprz mnie” - jeździł wzrokiem w dół i w górę, a jego uśmiech pozostał na miejscu - „Dobrze wyglądasz”.

„To samo, Lie”.

Linus przyjął komentarz podnosząc rękę i klepiąc go po ramieniu.

„Gdzie byłeś, Car?”

„Tu i ówdzie. Wróciłem nieco ponad rok temu”.

Uśmiech pozostał na swoim miejscu, kiedy powiedział - „Cóż, pocałuj mnie w dupę, palancie. Ponad rok i to pierwszy raz, kiedy mnie odwiedzasz?”

„Byłem niezbyt wielkim fanem odwiedzania starego miejsca” – powiedział mu Joker. Potem skłamał - „Właśnie dowiedziałem się o twoim warsztacie, postanowiłem wpaść”.

To było kłamstwo, ponieważ Joker wiedział o warsztacie Linusa, jeszcze zanim zwrócił się do Chaosu, aby dołączyć do ich szeregów.

Ale wtedy nie był gotowy.

Nie wiedział, dlaczego był teraz gotowy. Po prostu był. Więc się z tym potoczył.

„Nie mieszkam już w tej dzielnicy, kolego. Mam troje dzieci. Jak spojrzę na moją kobietę, zachodzi w ciążę. A Kamryn nie była wielką fanką wychowywania naszej załogi w dwupokojowym domu. Przenieśliśmy się do Littleton cztery lata temu”.

Joker przyjrzał się twarzy szczęśliwego mężczyzny i powiedział cicho - „Cieszę się, bracie”.

„Nie tak jak ja” - odpowiedział Linus równie cicho – „Musisz poznać moje dzieci, Car. Dwóch chłopców, między nimi dziewczyna. Córeczka tatusia. A moi chłopcy” – jego pierś nadęła – „…twardzi. Kochają swoją mamę, sprawiają, by ich staruszek był dumny”.

Joker skinął głową.

To też mu się podobało.

„Kamryn?” – zapytał.

„Kobieta z każdym dniem staje się ładniejsza” - powiedział mu Linus - „Nie wiem, jak ona to robi. Powiedz m tylko, że myślę, że odczynia voodoo. Po prostu się śmieje i upada na mojego penisa. Sześć tygodni później jest w ciąży. To moje życie”.

„Słyszałem o gorszym” – zauważył Joker.

„Założę się, że tak” - powiedział cicho Linus.

Joker ominął tę kwestię i zapytał - „Pani Heely nadal jest u siebie?”

Radość zniknęła z twarzy Linusa, a Joker znów się naszykował.

„Kam załatwiła jej nowe mieszkanie rok temu. Opiekują się tam nią, więc nie jest to gówniana dziura, do których idziesz umrzeć. Takie jest życie. Po prostu się zestarzała, trudniej było jej się poruszać, upadła. Na szczęście ona, Kam i dzieci planowali zrobić coś z nią tego dnia. Kam ją znalazła. Załatwili z nią sprawy”.

„Cholera” – mruknął Joker.

„Martwiła się o ciebie” - powiedział mu Linus - „Wystartowałeś, a ten dupek nie zrobił ni chuja. Pani Heely wmaszerowała tam, nagadując na niego, że jej syn nie żyje, że jego syn żyje i oddycha i jest dobrym dzieckiem, a twój stary człowiek jest do niczego. Krzyczała i krzyczała tak bardzo, musiałem przejść tam i zabrać ją stamtąd. Nie mówię, co zrobiłby twój tata, gdyby stracił opanowanie. Nawet ze starszą panią”.

To była pieprzona prawda.

„Powinieneś się z nią zobaczyć, Car. Będzie wariować, kiedy się pokażesz”.

Joker wciągnął powietrze, zanim podjął decyzję i skinął głową.

„Powiedz mi, gdzie ona jest, a wpadnę tam”.

Linus uśmiechnął się do niego.

Potem jego wzrok padł na kurtkę i motocykl Jokera, po czym wrócił do twarzy.

„Znalazłeś miejsce, do którego powinieneś należeć?”

Joker skinął głową.

„Jest ci tam dobrze?”

„Mam braci. Dobrego rodzaju. Nie wiem, co z nimi zrobić. Ale cierpliwie pokazują mi drogę”.

„O tak, Car” - mruknął Linus.

„Joker, Lie” – poprawił Joker - „Zostawiłem chłopca, którym byłem w domu mojego taty. Jestem nim tylko na papierze. Teraz jestem Jokerem. To do mnie lepiej pasuje”.

Linus spojrzał mu w oczy - „Rozumiem to” - Przechylił głowę na bok i wykrzywił usta - „Znalazłeś dobrą kobietę?”

„Kilka”.

Usta Linusa opadły – „Mam na myśli pewien rodzaj, synu”.

„Wiem, co masz na myśli i nie”.

„Jesteś młody” – mruknął.

Nie czuł się młody, ale nadal był.

To nie zmieniło tego, kim był i jak zamierzał żyć, a żadna dobra kobieta nie byłaby tego częścią. Ale Linus nie musiał tego wiedzieć.

„Jesteś w pracy” – powiedział Joker - „Zostawię cię samego. Ale podaj mi dane pani Heely, pojadę tam”.

„Jasne” - powiedział Linus, odwracając się i zapraszając - „Chodź do biura. Muszę po to zadzwonić do Kam”.

Joker poszedł za nim.

Linus mówił, idąc.

„Nie robię jaj, Car… to znaczy Joker. Chcę twojego tyłka przy moim stole. Kam też będzie chciała cię zobaczyć, a ja chcę, żebyś poznał moje dzieci”.

Joker podjął kolejną decyzję.

„Będę tam”.

Linus posłał mu kolejny uśmiech.

Dziesięć minut później wyszedł z adresem pani Heely, numerem Linusa w telefonie, jego w Linusie i po kolejnym mocnym uścisku.

Odjechał, widząc Linusa stojącego za zatoką, wciąż uśmiechniętego.

Joker się nie uśmiechnął.

Ale to nie znaczyło, że nie czuł się dobrze.

*****

„O mój Boże łaskawy!” - pani Heely zapłakała, wysunęła ręce przed siebie, zanim sięgnęła dalej, uderzyła go po obu stronach głowy i nie puściła.

„Carson!”

Właśnie otworzyła drzwi i, podobnie jak Linus, dokładnie wiedziała, kim był.

Potrząsnęła jego głową z boku na bok - „O mój Boże łaskawy! Boże! Cóż za fantastyczna niespodzianka! Nie mogę w to uwierzyć! Po prostu nie mogę!”

„Yo, pani Heely” – przywitał się.

Opuściła ręce i zmrużyła oczy - „Yo? Co to za powitanie „Yo”, Carsonie Steele?” - Zanim zdążył odpowiedzieć (nie żeby miał zamiar), mówiła dalej - „A kiedy ostatnio ostrzygłeś włosy? Albo się ogoliłeś?”

„Podoba mi się tak” – powiedział jej.

„Wyglądasz niechlujnie” – odpowiedziała - „Jesteś przystojnym chłopcem. Nie powinieneś tego ukrywać pod wszystkim” – zakreśliła palcem dwa cale od jego twarzy – „…tym”.

„Wpuści mnie pani, czy każe stać pod drzwiami przez następną godzinę, jeżdżąc po moim tyłku?” - zapytał.

Przewróciła oczami, udając wkurzoną, nawet jeśli tak nie było. Wiedział to. Zobaczył, jak drgały jej usta.

Wiedział też, ponieważ robiła to, kiedy dawała mu gówno i miała to na myśli, ale nie była zła.

Tęsknił za tym, ale nie wiedział, że aż do tego czasu.

„Twój język. Zawsze martwiłam się o twój język. Obwiniam twojego ojca” - Przeszyła go spojrzeniem - „O wiele rzeczy”.

Nie miał szansy nic powiedzieć, odsunęła się.

„Wchodź tutaj” – rozkazała, machając do niego ręką i wchodząc do środka - „Gdybym wiedziała, że przyjdziesz, zrobiłabym ciasteczka. Ponieważ tego nie wiedziałam, dostaniesz Chips Ahoy lub Oreos. Myślę, że mam też kilka Wafli Nilla”.

Kurwa, ale dobrze było wiedzieć, że niektóre rzeczy się nie zmieniły.

„Mogło ci umknąć, kochanie, ale nie mam już ośmiu lat” – mruknął, wchodząc za nią i zamykając drzwi.

Odwróciła się do niego - „Ja też nie. Nadal lubię moje ciasteczka”.

Zagapił się na nią.

Znowu przewróciła oczami i przeszła przez mały salon do jeszcze mniejszej kuchni.

Joker podążył za nią, nie podobało mu się to, co zobaczył. Nie żeby to było dno, tylko że było małe. Wypełniła go rzeczami, które były mu znane, uczyniła je jej. Ale to nie był dom, w którym mieszkała, to tylko ona sprawiła, że stał się nim po tym, jak spędziła w nim dziesięciolecia swojego życia.

A za drzwiami nie było flagi.

„Gdzie jest flaga?” – zapytał ostrożnie, wchodząc do kuchni.

„Mamy klub, do którego wszyscy w tej Bożej poczekalni chodzimy, aby doświadczyć takich emocji, jak bingo i wieczór filmowy, a każdy film, który pokazują, jest PG. Powiedziałam im o fladze. Pozwolili mi ją tam powiesić” – odpowiedziała, łapiąc wszystkie trzy rodzaje ciastek, rzucając je na blat i szurając nogami do lodówki, by wyjąć cholerne mleko.

Prawie się uśmiechnął, bo to ona nalała ostatnią szklankę mleka wypitą przez Jokera.

„Dobrze, że wciąż ma to pani na oku” – powiedział jej, a ona spojrzała na niego po opuszczeniu szklanki.

„Nigdy nie spuściłam tego z oczu, kochanie”.

Joker walczył z przełykaniem, gdy guz nagle zatkał mu gardło.

Nalała mu mleka.

Kiedy to zrobiła, przesunęła ją razem z ciasteczkami w kierunku miejsca, w którym opierał biodro o jej blat.

„Gdzie byłeś?

„Tu i tam” – odpowiedział, sięgając po Oreo. Popatrzył na nią - „W domu teraz”.

„Dobrze, Carson” – powiedziała cicho.

„Nie Carson. Znany jako Joker, pani Heely. Zostawiłem syna mojego ojca za sobą”.

Skinęła głową, zaskakując go swoją łatwą akceptacją tego, jej oczy przesunęły się na jego kurtkę, zanim ponownie podniosła na niego wzrok - „Znalazłeś dom”.

„Tak i braci”.

„Słyszałam, że niektórzy z tych chłopców motocyklowych mogą być niegrzeczni” – zauważyła. „Słyszałam, że niektórzy z nich dbają o swoich”.

„Mam oba”.

Uśmiechnęła się - „Uważam, że to dobrze”.

„Jest” – zapewnił ją.

„Tęskniłam” – szepnęła, zaskakując go. Wyraz jej twarzy, ton jej głosu, nagłość tego, spowodowały, że, kiedy to usłyszał, jego wnętrzności rozdarły się - „Martwiłam się o ciebie, bardzo. Tęskniłam, gorzej. Myślałam o tobie codziennie i...”

Zamknął ją, wpychając Oreo do ust i wciągając ją w ramiona.

Owinęła swoje wokół jego pasa i przycisnęła twarz do jego klatki piersiowej. Była jednak twarda, że nie zdziwił się, kiedy zaskoczyła go i odzyskała kontrolę po mniej więcej takim czasie, jaki zajęło mu przeżuwanie i połknięcie ciastka.

Ale kiedy odchyliła głowę do tyłu, powiedziała - „Bóg zabrał mojego chłopca. Potem On dał mi ciebie”.

Wtedy jego wnętrzności zaczęły krwawić.

Spojrzał na jej pomarszczoną twarz. Twarz, którą znał, dokąd sięgał pamięcią. Jej piwne oczy błyszczały od wilgoci.

Nie miał pojęcia.

Kurwa.

Bladego pojęcia.

Ale powinien był mieć. Dała mu milion wskazówek.

Jego głos był szorstki, kiedy zaczął - „Pani Hej…”

Potrząsnęła głową - „Nie będziemy o tym mówić. Jesteś tu. Jesteś zdrowy. Jesteś silny. Znalazłeś miejsce, gdzie pasujesz. Jestem szczęśliwa. Jeśli musiałeś odjechać, aby to znaleźć, to dobrze. Ale tym razem, dla tej starej kobiety, zostałbyś trochę w pobliżu?”

Joker uścisnął ją i znów wyszło szorstko, gdy powiedział - „Nigdzie nie odchodzę”.

Wyciągnęła ręce z jego objęć i położyła dłonie na jego klatce piersiowej.

Ze swojej strony Joker nie puścił.

„Dobrze” – wyszeptała, zanim dwukrotnie uderzyła go w klatkę piersiową obiema rękami i wyrwała się z jego uścisku - „Teraz zjedz ciasteczka i powiedz mi wszystko. I nie pomijaj niczego, nawet jeśli jest soczyste. Od roku opowiadam o tobie tutejszym mieszkańcom. Wszyscy musimy mieć czym żyć, a mamy dość PG”.

„Wie pani, że nie powiem, jak gówno jest soczyste” – odpowiedział Joker.

Rzuciła mu spojrzenie - „Jestem starsza od ciebie, raczej mnie nie zaszokujesz”.

„Chce się pani założyć?” – zapytał.

„Spróbuj mnie” - odpaliła.

I wtedy to się stało.

Usta Jokera drgnęły.

Na zewnątrz nie był duży.

Ale wciąż był ogromny.

*****

Joker wjechał na parking i od razu zobaczył, że Tercel Carissy był jednym z najlepszych samochodów na tym terenie.

Zatrzymał się, bezczynnie i rozejrzał.

Cztery poziomy. W kształcie litery L. Cały z cegły. Wszystko płaskie. Chodniki zewnętrzne wykonane z cementu. Brzydkie żelazne poręcze. To samo ze schodami, zestaw z przodu, zestaw w zakręcie L. Nie było tam nic, co by wyglądało inaczej niż to, czym było.

Tanie mieszkania dla tych, którzy mieli pecha, żeby tam mieszkać.

I zobaczył kilku z tych, którzy mieli pecha i musieli tam mieszkać.

Mężczyzna i kobieta spędzali czas na przejściu przy balustradzie, piętro wyżej. Mężczyzna palił, kobieta wyglądała, jakby dawała mu gówno, a mężczyzna wyglądał, jakby dzieliły go jakieś dwie sekundy od zrobienia tego, co czuł, że musi zrobić, aby przestała.

Starsza pani na dole, z przechyloną głową, w podomce, z nogami w kapciach, obserwowała ich, prawdopodobnie po to, by móc podzielić się szeroko tym, co zobaczyła. Ale robiła to w sposób, o którym Joker wiedział, że już to widziała. Od tej pary. Od innych. I widziała cholernie wiele więcej.

Kilkoro dzieciaków kręcących się wokół samochodów, wyglądających, jakby nic nie robili, ale cokolwiek było to nic, nie było dobre.

Joker spojrzał na trzecie piętro, przeskanował i zobaczył liczby, których szukał, środkowa wisiała do góry nogami.

Apartament 323.

Miejsce Carissy.

Poczuł, jak zacisnął usta, gdy wyciągnął telefon z kieszeni.

Jego kciuk przesunął się po wyświetlaczu i przyłożył go do ucha.

„Bracie” - odpowiedział Tack.

„Gdzie jesteś?”

„Jest niedziela. Gdzie miałbym być?”

W domu, ze swoją kobietą i chłopcami.

„Potrzebuję pogadać” – powiedział mu Joker.

„Jak cicha musi być ta rozmowa?” — zapytał Tack.

„Mogę przyjść do ciebie. Dzielisz się tym, co mam do powiedzenia z Cherry, twój wybór. Ale na zewnątrz cicho”.

„Gdzie jesteś?”

„Nigdzie dobrze.”

„Nie chcę, żebyś ciągnął tu swój tyłek, nie chcę ciągnąć mojego tyłka do miasta. Więc pomóż mi, Joke. Gdzie jest połowa?”

„Morrison Inn” - powiedział mu Joker.

„Trzydzieści” - odparł Tack i rozłączył się.

Joker schował telefon do kieszeni, zerknął na mieszkanie Carissy, wiedząc, że była tam, ponieważ był jej samochód i sądząc, że była tam sama, zabijając czas, dopóki jej chłopak nie wrócił.

Nie zamierzał podejmować kroków, które wiedział, że musiała podejmować, taszcząc swoje dziecko, taszcząc zakupy, by zapukać do drzwi, żeby była mniej samotna.

Musiał tylko pogodzić się ze świadomością, że w końcu jutro będzie miała z powrotem swojego chłopca.

Więc będzie okej.

Albo tak okej, jak tylko mogła być.

Okrążył parking i wyjechał z Denver do podnóża wzgórz, by trafić na Morrison Inn.

Miał przed sobą piwo w barze, kiedy wszedł Tack.

Poczekał, aż Tack dostanie własne piwo, zanim zaczął.

„Usłyszałem wiadomość, że stara chata Tyry jest na wynajem”.

Tack miał piwo przy ustach, oczy przy barze, kiedy odpowiedział - „Słyszałeś prawdę”.

„Chcę, żebyś zaoferował to Carissie”.

Wzrok Tacka powędrował do niego.

„Daj jej trochę bzdur o tym, jak Tyra kupiła to lata temu, niski kredyt hipoteczny, spłacony czy cokolwiek. Mam to w dupie” – powiedział mu Joker. – „Dowiem się, ile ona teraz płaci. Dorzucisz kilkaset, żeby nie mogła się połapać. Jakakolwiek będzie różnica, ja zapłacę resztę”.

Tack pociągnął łyka i odstawił piwo, ale Joker jeszcze nie skończył.

„Potrzebuję też informacji”.

„To by było?”

„Mężczyzna o nazwisku Robinson. Chcę wiedzieć, gdzie on jest. Chcę wiedzieć, jak z nim jest”.

„Chcesz mi powiedzieć, kim on jest?” — zapytał Tack.

„Kiedyś go znałem. Dobry człowiek. Jak ostatnio go widziałem, trafił go cios. Stracił dziecko. Chcę mieć pewność, że jego życie się odwróciło”.

Tack przyglądał się mu przez chwilę, robił to z pewną intensywnością, Joker to wytrzymał, po czym Tack powiedział - „Potrzebuję więcej niż Robinson”.

„Dam ci to, czego potrzebujesz”.

Tack skinął głową, odwrócił wzrok, złapał piwo i pociągnął kolejny łyk.

Nie odrywał wzroku od baru, kiedy powiedział - „Nie jest moją zwykłą rzeczą, mówienie mężczyźnie, gdzie ma włożyć kutasa, ale mówi się, że nie jestem jedynym bratem, który zwraca na to uwagę, a jest tam słodki kawałek do dyspozycji. Kawałek otwarty tylko dla ciebie, a ty nie bierzesz”.

Kurwa, nie to.

„Nie prowadzę już tej rozmowy”.

Tack spojrzał na niego - „Możesz przerwać cykl”.

Joker poczuł, jak jego brwi się ściskają - „Powtórz?”

„Widziałem, jak walczysz. Pracowałem obok ciebie. Nie palisz. Nigdy nie pytałem. Teraz pytam. Jak udało ci się zdobyć te oparzenia po papierosach na wewnętrznej stronie ramion?”

Joker odchylił się.

Tack przyłożył przedramiona do baru, ale przesunął je o cal w kierunku Jokera, nie spuszczając oczu z oczu brata - „Joke, twoja historia jest do opowiedzenia, kiedy zechcesz ją opowiedzieć. Twoja historia jest twoja do zachowania, jeśli nigdy nie zechcesz jej opowiedzieć. Myślałem, że masz sekrety. Sposób, w jaki powstrzymujesz się z tą dziewczyną, mówi mi, że się mylę. Nie masz sekretów. Masz demony”.

„Miałem gównianego tatę” – warknął Joker, zaskoczony, że to wyszło, ale nie nieswój.

Po tym, co zrobił tego dnia, nadszedł czas.

Coś śmiertelnego prześlizgnęło się przez rysy Tacka - „On cię przypalał?”

„I inne gówno, tak”.

„Jezu Chryste” – syknął Tack, spoglądając na swoje piwo.

„Było dawno temu” – powiedział mu Joker.

„Chłopiec przy płocie”.

„Hę?”

Tack spojrzał na niego - „Znam cię, bracie. Znałem cię od ponad roku. Jesteś dzieciakiem przy płocie”.

Joker nic nie powiedział, ale poczuł to głęboko w brzuchu.

„Przypalał cię” – głos Tacka był napięty – „A ja pozwoliłem ci stać przy tym pieprzonym płocie”.

Tack był ostatnią osobą w tym gównie, której była wina.

Joker zaczął mu to mówić - „Tack…”

Tack przerwał mu - „Twoje blizny, twój wybór, ale my go znamy. Wiemy, gdzie mieszka. I wiemy, jak go zranić. Mówisz to, twoi bracia ruszą”.

Joker potrząsnął głową - „On nie jest wart waszego czasu”.

„Jak zadzierasz z tą dziewczyną, pozwolisz jej prześlizgnąć się jej przez twoje palce, mylisz się. Bo to nie jest twoja wina. To jego”.

„Robię to właściwie dla niej”.

„Tutaj się mylisz”.

Joker zamknął usta.

Tack pociągnął kolejny łyk piwa i spojrzał na tył baru - „Nie jesteś sam. Wszyscy mamy to w sobie. To ziarno, którego nie chcemy hodować. To, które musimy zatrzymać, bo jeśli go nie zatrzymamy, zmieni nas w naszego staruszka” - Spojrzał z powrotem na Jokera - „Każdy brat, którego masz, bał się, że to nasienie go zabije, Joke. Jak znaleźli Chaos, przerwali cykl”.

„Rush nie” – zauważył Joker - „Brat nie musiał”.

„Tak, musiał” - stwierdził stanowczo Tack, w pewnym sensie składając oświadczenie, które otrzymał Joker. Rush i jego tata nie zgadzali się na wiele rzeczy, głównie w odniesieniu do kierunku Klubu. Nie trzymali tego również w tajemnicy.

Tack szedł dalej.

„Jesteś następnym pokoleniem, Joker. W tej chwili najważniejsi bracia w naszym Klubie to ci, którzy wytyczają ścieżkę, dokąd zabierzemy pokolenie, które ty zwerbujesz. Ścieżka, do tego czasu, jeśli pozostaniesz na właściwej, zbuduje fundament, który mam nadzieję, jak cholera, nigdy się nie zatrzęsie. Tych, którzy byli w pobliżu, wybieraliśmy ostrożnie. Teraz ty musisz wybierać ostrożnie. Shy to poprowadzi, a Rush ma swoje pomysły. Ale zobaczymy, co Rush wniesie do Klubu. Shy ujarzmił wiatr. Jeśli wykorzystasz motyle, będę o wiele mniej niespokojny”.

Joker tego nie zrozumiał - „Shy ujarzmił wiatr?”

Tack uniósł podbródek - „Moja dziewczyna wyglądała poza rodzinę, mogła zniknąć na wietrze. Jest życie, do którego zmierzała inne niż życie, które my prowadzimy. Życie, które prowadzimy, jest dla mnie ważne i nie lubiłem jej z tego tracić. Shy sprowadził ją z powrotem”.

To było wtedy, Joker to zrozumiał. Tabby była zaręczona z fizjoterapeutą, który nie był nawet bliski ich stylu życia.

Mężczyzna zginął w wypadku samochodowym.

Potem przyszedł Shy.

Tack nie czekał, aż to potwierdzi, mówił dalej.

„Domyślam się, że twój ojciec ci tego nie dał, więc ja to zrobię. Mężczyzna jest definiowany na wiele sposobów. Jednym z nich jest kobieta, którą wybrał, by była u jego boku”.

„Mówi dużo” - mruknął Joker, odwracając się do swojego piwa, a zanim upił łyk, kończąc - „Skoro moja mama opuściła tatę, zanim byłem na tyle duży, by się skupić”.

„Ważniejsza od tego jest kobieta, która decyduje się stanąć u boku mężczyzny” – stwierdził Tack po słowach Jokera, a Joker spojrzał na niego – „Nie dostałbyś swojej kurtki, gdyby któryś z twoich braci pomyślał, że nie jesteś zdefiniowany jako Chaos. Ale to, że twój staruszek wybrał rodzaj kobiety, która opuściła swoje dziecko, to jego definiuje. To, że twoja mama opuściła swoje dziecko, to ją definiuje. Jak zbierzesz swoje gówno do kupy i odkryjesz, co jest teraz dla ciebie w ofercie, już to pokonałeś, bo wiesz, że to, co jest w ofercie, nie ma w niej tego gówna”.

Nadszedł czas, aby się podzielić.

Tak też zrobił.

„To ja chronię, Tack”.

„Przed czym?”

Pochylił się w stronę brata i syknął - „Demony”.

Tack spojrzał mu w oczy i wyszeptał – „Mocno cię pobił”.

„Gówno było warte”.

„On?”

„Ja”.

„Bracie” - Tack przesunął się dalej - „On zasiał to ziarno”.

„Wiem. Nie oznacza to, że się nie zapuściło korzeni”.

„Boisz się ciemności” - Było to stwierdzenie.

Prawidłowe.

„Ona nie potrzebuje ciemności” - Joker powiedział Tackowi coś, o czym każdy wiedział, wystarczyło jedno spojrzenie na Carissę - „Nigdy nie powinna tego mieć, a przeżyła tego całe życie. Jak to, co we mnie włożono, poluzuje się, to ją pochłonie”.

„Musisz znaleźć sposób, aby to uwolnić”.

„Jak?”

„Szczera Boża prawda?” - zapytał Tack.

„Absolutnie” – odpowiedział Joker.

„Jeśli twoi bracia nie doprowadzili cię do tego objawienia, musisz zanurzyć swojego kutasa w uroczej, słodkiej, mokrej, motylkowej cipce”.

Joker odchylił się do tyłu.

„Nie robię z ciebie jaj, stary” – powiedział mu Tack.

Joker znowu nic nie powiedział.

Tack przyjrzał mu się, zanim powiedział – „Myślisz, że jestem walnięty”.

Joker nie odpowiedział. Nie lekceważyłby takiego brata, zwłaszcza Tacka.

Ale tak myślał.

Absolutnie.

Tack uśmiechnął się i pociągnął łyk piwa.

Po tym, jak je opuścił, powiedział w zamyśleniu, wciąż się uśmiechając - „Może jestem. Chociaż, ale tak jak jestem i ta kobieta trzymająca ten bicz, dobrze jest być”.

„Racja” – zaczął Joker i odzyskał wzrok brata - „Wejdę w to, a ona ma dziecko. Jej były pieprzy się z nią, a on będzie się z nią pieprzyć, stary, a ja to stracę, to gdzie ona będzie?”

Z twarzy Tacka odpłynęło rozbawienie - „To właśnie jest to, co musisz pojąć”.

„Co?”

„Jest taka, za jaką ją uważam, wystarczy, że spojrzysz na nią raz, a to się sprawdzi”.

„Sprawdzi się?”

„Myślisz, że zrobiłbym cokolwiek, żeby skrzywdzić moją kobietę?”

Joker poczuł ciepło uderzające w jego gardło.

„Moje dzieci?” - pchnął Tack.

„Nie” – wymknął się Joker.

„Jest taka, za jaką ją uważam, to się sprawdzi”.

„A co, jeśli nie?”

„W takim razie nie jest taką, za jaką ją uważam”.

„Jest” – stwierdził nieugięcie Joker, a Tack wpatrywał się w niego przez chwilę, zanim wybuchnął śmiechem.

Joker nie zaśmiał się.

Z drugiej strony, nigdy tego nie robił.

Ale w tym momencie nie sądził, żeby coś było cholernie śmieszne.

Wciąż chichocząc, Tack powiedział – „Jezu, Joke, ty już znasz swoją ścieżkę”.

„Znam też jej i to nie jest droga do bycia starszą panią motocyklisty. Kurwa, Tack, była cheerleaderką”.

Tack zapanował nad śmiechem i przeszył Jokera wzrokiem.

„Teraz bracie, jeśli nie sądzisz, że jesteś wystarczająco dobry, życie, które prowadzisz, jest wystarczająco dobre, rodzina, którą możesz jej dać, jest wystarczająco dobra, mamy znacznie większy problem”.

„Nie czytaj tego gówna między linijkami, bo wiesz, że go tam nie ma. Ty też mnie rozumiesz. Są kobiety zbudowane na całe życie. Są kobiety, które się tym zajmują. Ale ona zasługuje na biały płot, Tack”.

„W takim razie daj jej taki. Żadne prawo nie mówi, że motocyklista nie może mieszkać za białym płotem”.

Jezu.

Gówno.

Gówno.

Poczuł znowu pieczenie w gardle. Tak bardzo, że musiał pociągnąć długi łyk, żeby zgasić płomień.

Tack wstał z baru i zwrócił się całkowicie do Jokera.

Potem to wyłożył.

„Ten sukinsyn nauczył cię myśleć, że jesteś śmieciem. Wziąłeś to do siebie. Byłeś dzieckiem. Nie miałeś pierdolonego wyboru. Ale się mylił, Joke. A jedyną osobą, która nie rozumie tego gówna, jesteś ty. Zrozum to. Pogódź się z tym. Wyjmij głowę z dupy. I znajdź to, na co zasługujesz. Znajdź trochę cholernego szczęścia. Jeśli to nie jest ta dziewczyna, to nie jest. Ale cokolwiek to jest, chcę tego dla ciebie. Twoi bracia chcą tego dla ciebie. Ich starsze panie chcą tego dla ciebie. Jedynym, który nie szuka tego dla ciebie, jesteś ty”.

Joker odwrócił się, podniósł piwo i wziął kolejny łyk.

„To twój wybór, żeby to nie zapadło” – powiedział Tack, a Joker poczuł, jak się ruszył, by wypić piwo i zsunąć się ze stołka.

Ale jeszcze nie skończył i zostawił swój zabójczy strzał na koniec.

„Niewielu jest ludzi na świecie, z którymi wolałbym usiąść i napić się piwa. Ale widzisz, moja kobieta jest na górze z moimi synami. A ty masz moją miłość, Joke, ja mam dla ciebie cały czas na świecie. Ale od razu powiem, że wolałbym być na górze i patrzeć, jak moje dzieci rozrywają mój dom na strzępy, a moja kobieta kroczy dumnie, myśląc, że to gówno jest słodkie, kiedy nie jest, niż tutaj z tobą, patrząc, jak tarzasz się w gównie, które jest historią. Wiesz, co myślę o moim Klubie. Pomyśl o tym”.

Kane Allen był mądrym i silnym człowiekiem, więc Joker o tym pomyślał.

I Joker pomyślał o Riderze i Cutterze, i o tym, że Tack nie kłamał. Ci chłopcy byli łobuzami, a żaden z nich nie osiągnął jeszcze dwucyfrowego wieku.

Potem pomyślał o Tyrze, jej obcisłych spódniczkach, jej tyłku w tych obcisłych spódniczkach, pokazie klasy, jakim była od stóp do głów, i fakcie, że jedyny mężczyzna na świecie, któremu pozwalała klepnąć się w tyłek, siedział obok niego.

A potem pomyślał, że nie chce być człowiekiem, który tarza się w historii. Ale myślał, że był.

I na koniec, Joker pomyślał, że to wszystko jest czymś do przemyślenia.

„Idź” – mruknął, odrzucając kolejną łyk i nie patrząc na brata.

„Tyra wyciągnie rękę. Sprowadzimy Carissę do tego domu”.

Joker spojrzał na niego.

Tack kontynuował.

„Jak zobaczę, że nie uporządkowałem twojego gówna, to mnie martwi, ale to są twoje warunki, możesz wybrać, jak to zrobisz. Teraz potrzebujesz czasu. Ale jak byś potrzebował tego znowu, Joke, usiądę na stołku obok ciebie. Powtórzę to tak długo, aż nie będę mógł już mówić. Zrobię to tyle razy, ile będę musiał, dopóki tego nie zrozumiesz. Tyle właśnie dla mnie znaczysz. Więc teraz idę. Ale jak potrzebujesz mnie z powrotem…” - przechylił głowę w stronę baru - „tam właśnie będę”.

Potem, po wyjęciu portfela, rzuceniu kilku banknotów na bar i klepnięciu Jokera po ramieniu, Tack wyszedł.

Joker patrzył, jak odchodził.

Potem dopił piwo.

Zamówił jeszcze jedno.

Cóż, pocałuj mnie w dupę, palancie. Ponad rok i to pierwszy raz, kiedy mnie odwiedzasz?

Bóg zabrał mojego chłopca. Potem dał mi ciebie.

Potrzebujesz mnie z powrotem, tam będę.

Z tymi myślami w głowie Joker nie spieszył się nad swoim drugim piwem.

Kiedy skończył, postawił pustą butelkę na barze, poszedł na motocykl, pojechał do domu do Kompleksu i prosto do czystego pokoju.

Między w większości czyste prześcieradła.

2 komentarze: