Rozdział
24
Zrób
to lepiej
Carissa
Najpierw
zsiadłam z motocykla Jokera.
Kiedy
to zrobiłam, obciągnęłam spódnicę mojej T-shirtowej sukienki.
Gdyby
ktoś powiedział mi rok temu, że pojadę na wytworną kolację w obcisłej sukience
i sandałach z paskami na wysokim obcasie, robiąc to z motocyklistą na jego motocyklu, poprosiłabym go o
sprawdzenie temperatury.
Ale
posiłek był pyszny. Towarzystwo o wiele lepsze.
Joker
i ja w końcu umówiliśmy się na wymyślną randkę na kolację w The Broker.
Krewetki były tłuste. Stek soczysty. Pyszne wino (dla mnie; Joker pił piwo).
Tylko
ja i Joker.
Travis
wracał jutro do domu.
Więc
życie było dobre.
A
teraz, z jakiegoś powodu, zamiast odwieźć nas po kolacji do domu, przyjechaliśmy
do Ride.
Nie
do Kompleksu Chaosu; zaparkował przed schodami do biura warsztatu.
Przestrzeń
oświetlały wysokie górne światła, a ja obserwowałam Jokera, jak zsiadał z motocykla.
„Co
my tu robimy, skarbie?” - Zapytałam, kiedy zwrócił się do mnie.
„Skończyliśmy
budować” – stwierdził, chwytając mnie za rękę - „Facet, który go zlecił,
przyjedzie jutro, aby go odebrać. Chcę, żebyś to zobaczyła, zanim on to zrobi”.
Uśmiechnęłam
się do niego szeroko i promiennie, bo też tego chciałam.
Wprowadził
mnie po schodach i puścił moją rękę, aby otworzyć drzwi. Wszedł, włączając w
tego trakcie światło, a ja weszłam za nim.
Zamknął
za mną drzwi na klucz i pomyślałam, że to dziwne, że je zamknął, ale nie
spytałam o to, gdy ponownie złapał mnie za rękę i przeszedł do drugich drzwi,
które prowadziły do warsztatu.
Weszliśmy
i stałam na podeście na szczycie schodów. Joker wcisnął przełączniki i górne
światła zamigotały, wypełniając przestrzeń jasnością.
Samochód,
kanarkowo żółty z mnóstwem lśniących, fantastycznych wirujących, zakrzywionych,
kolczastych czerwonych pasów, prowadzących od nadkoli po bokach, lśnił tam na
dole.
„O
mój Boże!” - zawołałam, spiesząc do
schodów i schodząc po nich, kiedy wpatrywałam się w samochód - „To niewiarygodne”.
Było.
Nisko przy ziemi. Niesamowite krzywizny. Wąska szczelina na przednią szybę.
Bryka
fajna, ale taka gorąca!
Podbiegłam
do niego na obcasach i przyjrzałam mu się z bliższej perspektywy.
Było
jeszcze lepiej.
„Boję
się tego dotknąć” – wydyszałam.
„Nawet
nie moje najlepsze, a ona zachowuje się tak, jakbym namalował Mona Lisę” –
mruknął Joker z bliska zza mnie.
Odwróciłam
się i spojrzałam na niego - „Możesz być pokorny, ponieważ powinieneś być pokorny. To nie znaczy, że nie jest niewiarygodne”.
Uśmiechnął
się do mnie.
Kochałam
ten uśmiech.
Kochałam
tego mężczyznę.
„Dziękuję,
że mi pokazałeś” – powiedziałam.
Jego
ręce znalazły się na moich biodrach i natychmiast zaczął iść, popychając mnie
do tyłu, mrucząc - „Nie ma za co, Motylku”.
Ponieważ
się poruszaliśmy, ja się cofałam i robiłam to na szpilkach, podniosłam ręce,
żeby utrzymać równowagę, owijając palce na jego ramionach.
Przesunął
się nieznacznie, ale wciąż mnie cofał.
„Uh…”
- zaczęłam, urwałam i miałam zacząć od nowa, kiedy tyły moich nóg uderzyły w
samochód.
Wtedy
już wiedziałam, co zamierzał.
I
podobało mu się to, co zamierzał.
„Joker”
– szepnęłam.
Przesunął
ręce z moich bioder do tyłu, by objąć pośladki.
Automatycznie
moje palce wbiły się w skórę na jego ramionach, gdy wygięłam się w jego kierunku.
„Chcesz
zobaczyć wszystkie moje konstrukcje, kiedy je skończę?” - zapytał cicho.
„Proszę”
– odpowiedziałam tchnieniem.
„W
takim razie, mała, musisz wiedzieć, pokażę ci je, jak oddasz mi, biorąc moje
pieprzenie na masce”.
„Och”
– wyszeptałam, odpowiadając na to żądanie, przez przesunięcie dłońmi, by mocno
przytrzymać bok jego szyi.
„Mamy
umowę?”
„Nigdy
nie… ja… och!” - zakończyłam okrzykiem, gdy jego ręce zsunęły
się w dół, palce zacisnęły się na brzegu mojej spódnicy i podciągnęły ją do
góry.
„Mamy
umowę?” - powtórzył i przesunął ręce w moich majtkach, aby objąć mój tyłek,
skóra przy skórze.
„Umowa
stoi” – wydyszałam.
Uśmiechnął
się, pochylił głowę i pocałował mnie.
Wsunęłam
ręce w jego włosy i odwzajemniłam pocałunek.
Zsunął
moje majtki, aż spadły na podłogę warsztatu. Potem chwycił mnie w miejscu,
gdzie moje uda spotkały się z moim tyłkiem i podniósł mnie.
Poczułam
na plecach zimną stal samochodu.
Jęknęłam
w jego usta, gdy pochylił się nade mną, odpychając mnie do tyłu i mogłam poczuć
szorstki materiał jego dżinsów, gdy rozłożyłam nogi, by dopasować się do jego
bioder.
„Lubię
tę sukienkę” – mruknął przy moich ustach, wsuwając dłoń w sukienkę po moim
boku, w górę i w górę.
„Cieszę
się” – wyszeptałam, przesuwając ręce do jego kurtki i odkrywając jego ramiona.
Jego
usta powędrowały do mojej szyi, gdy jego ręce opuściły mnie, abym mogła zsunąć
jego kurtkę w dół jego ramion.
Usłyszałam,
jak zsuwała się na ziemię, gdy sięgnęłam do jego szyi.
„Nie
podrapiemy go?” – zapytałam, opuszczając ręce i wyciągając jego koszulę (nie
koszulkę, ładną koszulę na naszą wymyślną randkę, chociaż nadal miał swoją
kurtkę, bo zawsze ją nosił) z jego dżinsów.
„Jak
podrapiemy, to wypoleruję” – odpowiedział, po czym przesunął językiem po mojej
szyi do ucha, przesuwając dłonią po moich żebrach do piersi.
„Okej”
– wymamrotałam, sięgając pod jego koszulę, przesuwając dłonie po gorącej skórze
jego pleców, a następnie zmieniając kierunek i wbijając koniuszki palców w
pasek jego dżinsów.
Wcisnął
biodra między moje nogi.
Ugryzłam
go w szczękę.
Jego
usta powędrowały od mojego ucha do moich ust i pocałował mnie.
Odwzajemniłam
pocałunek i lekko przycisnęłam, przesuwając palcami po wewnętrznej stronie jego
paska, wyciągając je i przesuwając w dół po jego kroczu.
Jęknął
i przycisnął swoją twardość do mojej dłoni.
Włożyłam
go w dłoń.
Warknął
i otarł się o mnie.
Dyszałam
przy jego ustach i zacisnęłam uda na jego biodrach, przytulając go mocniej,
naciskając i pocierając.
„Kurwa,
mój gorący mały kawałek” – mruknął przy moich ustach, mocno ściskając kciukiem
mój sutek przez stanik.
„Tak”
– wymusiłam – „Gorący” – wydyszałam – „Joker” – jęknęłam z potrzeby.
Przesunął
dłonią wokół mojego biodra, w dół i przez mokrą skórę.
To
był mój motocyklista.
Zawsze
dawał mi to, czego potrzebowałam.
Wcisnęłam
się w jego dłoń i miauknęłam.
Wbił
do środka dwa palce.
Wygięłam
się w łuk, moja głowa uderzyła w stal, kolana podskoczyły mi do góry i
jęknęłam.
Poczułam,
że Joker trzymał się blisko, ale wciąż się odsuwał i wiedziałam, że obserwował,
jak jego kciuk kręcił się mocno na moim sutku, jego druga ręka między moimi
nogami pracowała, wypychając palce, kiedy kciuk krążył wokół mojej łechtaczki.
Chwyciłam
jego biodra moimi udami, potarłam dłonią jego krocze, gdy się w nią wbił, drugą
ręką ściskałam skórę jego boku, wbijając paznokcie.
W
tym samym czasie jechałam na jego ręce i szepnęłam - „Kochanie, nie
przestawaj”.
„Nie
przestanę, Motylku, daj mi swoje przedstawienie” – warknął.
Dałam
mu to, czego chciał, wijąc się i skręcając, wyginając się i kołysząc, skomląc i
miaucząc na jego samochodzie, gdy pracował i obserwował mnie.
Nagle
poderwałam głowę i otworzyłam oczy.
„Carson!”
- zawołałam, mocno obejmując jego krocze, a potem moja głowa opadła do tyłu,
gdy orgazm przeszył mnie, a ja wiłam się i wiłam, wyginałam w łuk i jęknęłam.
W
środku tego straciłam jego rękę, ale wzięłam jego kutasa.
Nie
był delikatny. Nie był wolny. Nie kochaliśmy się.
Pieprzyliśmy
się na jego samochodzie.
Kochałam
to.
Schodząc,
pracowałam z nim, aby to odbudować, gdy wbijał się do środka, poruszając nogami
i dłońmi, palce i usta, usta i język – jego i mój.
W
końcu zażądał chrząkając i pchając do środka - „Idź tam, Carrie”.
Moja
dłoń w jego włosach zacisnęła się w pięść i odetchnęłam - „Jestem tam, skarbie”.
Potem
byłam.
I
on był.
Na
jego wspaniałym samochodzie.
W
warsztacie zwanym Ride.
To
było niegrzeczne.
To
było niesamowite.
To
był Joker.
I
to byłam ja.
*****
Następnego
wieczoru, czując bliskość Jokera, stojącego czujnie za moimi plecami, jak
zawsze, nawet gdy nie był ze mną w tym samym pokoju (tak jak wtedy), otworzyłam
drzwi wejściowe.
Uśmiechnęłam
się promiennie i delikatnie klasnęłam w dłonie, zanim sięgnęłam po mojego syna
w ramionach Aarona i powiedziałam:
„Hej,
Googly-Foogly”.
Travis
wykręcił się do mnie z wyciągniętymi ramionami, a ja złapałam go, przyciągając
do siebie, wdychając jego zapach, całując czubek jego głowy.
„Carissa,
możemy porozmawiać?” – zapytał Aaron, a ja spojrzałam na niego.
„Cóż…”
Spojrzał
za mnie - „Sam na sam”.
Naprawdę
chciałabym, żeby przestał to robić.
Wciągnęłam
powietrze i powiedziałam - „Aaron, ja nie…”
„Nie”
- odpowiedział za mnie Joker.
Aaron
spojrzał na mnie – „Riss, proszę o dziesięć minut sam na sam”.
„Naprawdę
nie ma niczego, co mógłbyś powiedzieć, a czego Joker nie mógłby usłyszeć” –
odpowiedziałam.
„Z
uprzejmości” – wycedził – „Tylko dziesięć minut. Nie możesz tego dać ojcu
swojego syna?”
Studiowałam
go.
Ktoś
tu tracił cierpliwość.
Choroba.
Nie
czułam się w nastroju na uprzejmość. Odzyskałam syna. Miałam motocyklistę,
który mnie kochał. Potrzebowałam nawiązać więź, oglądać telewizję i mieć
normalne, łatwe, rodzinne rzeczy.
Zanim zdążyłam wejść w to z Aaronem, poczułam,
że Joker był blisko.
Odwróciłam
się do niego, a on trzymał Travisa.
Spojrzałam
mu w oczy, gdy wyciągnął mojego chłopca z moich ramion.
„Dziesięć
minut, Carrie” – mruknął.
Potem
zwrócił się do Aarona i podniósł rękę.
Aaron
spojrzał na niego gniewnie, zrzucając z ramienia torbę Travisa, zanim przewiesił
ją na dłoni Jokera.
Joker
wziął go, założył sobie na ramię i odszedł, mrucząc do Travisa - „Dobra, masz
dziesięć minut, żeby opowiedzieć mi wszystko o swojej wycieczce do taty”.
„Joo
ja kah”.
Zamrugałam,
bo to brzmiało trochę jak Joker.
„Carissa”
– zawołał Aaron i zaczęłam, zanim spojrzałam na niego, by zobaczyć, że jest w
środku, drzwi się za nim zamknęły.
Westchnęłam.
„O
czym chciałbyś porozmawiać?” - Zapytałam.
Jego
oczy powędrowały do holu, a jego głos był cichy, kiedy stwierdził - „W torbie
Travisa jest jeszcze pięćset dolarów”.
Próbowałam
wymusić wdzięczność w moim - „Dziękuję”.
„Zakładam”
– kontynuował – „że, skoro Steele wciąż tu jest, nie pomyślałaś o rzeczach”.
Naprawdę
musiałam mu to przekazać.
Więc
złożyłam ręce przed sobą w fizycznym wysiłku, aby zademonstrować swoją
szczerość i spojrzałam mu w oczy - „Przykro mi. Naprawdę. Ale, Aaron, uwierz
mi, kiedy mówię ci, że nie było o czym myśleć”.
Zacisnął
usta.
Zrobiłam
mały krok w jego stronę, chcąc, żeby uwierzył, że byłam szczera (ponieważ
byłam), ale nie chcąc podejść zbyt blisko.
„To
jest… to jest…” - starałam się znaleźć słowa, a potem je znalazłam - „To bardzo
miłe. To wiele znaczy, że myślisz o Travisie i chcesz mu dać rodzinę. Ale
rodziny przychodzą na wiele różnych sposobów, a teraz ma dużą. Ty i twoi
rodzice. Ja, Joker i nasi przyjaciele”.
„Tak,
chcę oddać naszemu synowi jego rodzinę, ale pominęłaś fakt, że chcę też
odzyskać moją żonę” – odpowiedział.
„Myślę,
że na to odpowiedziałam, Aaronie” – powiedziałam mu.
„Pozbyłem
się dla ciebie Tory” - warknął.
Pozbyłem się?
Zacisnęłam
usta, intonując w głowie, nie wściekaj
się, nie wściekaj się, nie wściekaj się.
Chwyciłam
go i powiedziałam ostrożnie - „Przykro mi, że zerwałeś z Tory. To musiało być
trudne”.
Rozłożył
ręce i syknął - „Czego chcesz? Odeszła. Była błędem. Nawet nie wiem, o czym
myślałem. Ale to już koniec. Daję ci pieniądze. Jestem spoko, jeśli chodzi o
tego pieprzonego faceta. Chcesz mnie
na kolanach? Chcesz, żebym błagał? Chcesz przeprosin na Latającym Banerze
Reklamowym? Czego do cholery chcesz?”
„Powiedziałam
ci, czego chcę, Aaronie” – przypomniałam mu, starając się to zrobić spokojnie.
Pochylił
się do mnie - „To najlepsze rozwiązanie dla naszego syna. Dla nas. Dla ciebie”.
Trzymałam
się mocno i wytrzymałam jego spojrzenie, kiedy odpowiedziałam - „Myślę, że wiem
lepiej, co jest dla mnie najlepsze”.
„Tak?”
- Odchylił się do tyłu, wyciągając rękę w stronę holu – „I on jest tym? Carson
pieprzony Steele. Samotnik w liceum. Przegrany
w liceum. Członek gangu motocyklistów. Jakie życie ci da, Carisso?”
Posunął
się za daleko, mówiąc takie rzeczy o Jokerze.
Wiedziałam,
że nie powinnam się angażować. Wiedziałam.
Ale
i tak to zrobiłam.
„Po
pierwsze, nie zdradzi mnie” – odpowiedziałam, a Aaron zmrużył oczy - „Kocha
mnie naprawdę, prawdziwie, w tym sensie, że to jest szczere. W tym sensie, że w
to wierzę… całkowicie. W tym sensie, że wierzę w to w sposób, po którym wiem do
głębi serca, że to na zawsze. Do tego dochodzi fakt, że nie prosi mnie o zmianę
sukienki na taką, którą uważa za bardziej odpowiednią. Jest też fakt, że nie
gardzi moją pracą. Kocha mojego syna, tak jak swojego własnego. Ma fantastycznych
przyjaciół, którzy są lojalni i bardzo się o niego troszczą, na co zasłużył.
Jest utalentowany. Ma świetną pracę, w której jest tak dobry, nawet Wilde & Hay o tym wiedzą, dlatego
chcą napisać artykuł o jego pracy”.
Aaron
wpatrywał się we mnie.
„Ale
ostatecznie” - kontynuowałam - „naprawdę nie powinnam być proszona o
wyjaśnienie tego, bo to naprawdę nie twoja sprawa”.
„Mogę
dać ci lepsze życie” – powiedział mi Aaron.
„Już
wiem, że to nieprawda” – odparłam, a twarz Aarona zmieniła się w kamień.
„Ja
też cię kocham, Riss” – wycedził.
Teraz
wiedziałam, czym jest miłość.
I
wiedziałam, że dawałam to Aaronowi.
Po
prostu tego nie oddawał.
„Mam
nadzieję, że tego posłuchasz, Aaronie” – odpowiedziałam - „Ponieważ jest to
ważne dla ciebie i twojej przyszłości i kobiety, którą pewnego dnia możesz w
niej mieć, ale jeśli myślisz, że to miłość, ten sposób, w jaki mnie
potraktowałeś, musisz to przemyśleć. Teraz mam miłość, więc po sposobie, w jaki
ty mnie traktowałeś, wiem, że nie rozumiesz, jak to zrobić”.
Jego
oczy zabłyszczały z bólu i wiedziałam, że to nie była dobra rzecz. Aaron rzucał
się, gdy był zraniony.
Miałam
rację.
Ból
zniknął, a jego usta wykrzywiły się brzydko, gdy powiedział nisko – „Nigdy nie
myślałem, że to ty. Gdybym wiedział, jak ci się podoba, nie musiałbym szukać
Tory”.
Byłam
zdezorientowana tak bardzo, że głupio zapytałam - „O czym ty mówisz?”
Jego
szyderstwo zmieniło się w lubieżność, przysunął się bliżej, pochylając głowę w
moją stronę i chociaż był naprawdę blisko, pomyślałam, że najlepiej będzie stać
na swoim miejscu.
Tym
razem się myliłam.
„Lubisz
to niegrzecznie, mała?” - zaszeptał - „Lubisz to ostro? Lubisz się pieprzyć?”
Poczułam
stal otulającą mój kręgosłup, ale nie odwróciłam wzroku i odpowiedziałam -
„Właściwie tak”.
Jego
głowa podskoczyła ze zdziwienia.
„Lubię
pieprzenie, ostro i szorstko na tej kanapie” - powiedziałam mu od niechcenia,
wyciągając rękę na kanapę - „W łóżku. Na podłodze” - Wyciągnęłam rękę za siebie
- „Na masce jednej z konstrukcji Jokera” - podniosłam się na palcach i zmieniłam
ton na sugestywny – „Gdziekolwiek chce, w jakikolwiek sposób, w jaki zechce mi to
dać, a daje to dobrze, Aaronie. Wiem, bo za każdym razem dostaję to dobrze, a
miałam na odwrót, gdzie nie wiedziałam, czy mój mężczyzna włoży w to wysiłek.
Więc tak, o tak, lubię to właśnie tak”.
Uniósł
głowę, żeby móc spojrzeć na mnie z nosa – „Jesteś obrzydliwa”.
Przechyliłam
głowę na bok – „Nie rozumiem. Właśnie mi powiedziałeś, że znalazłeś Tory, żeby robić
to niegrzecznie. Nie podoba ci się to w ten sposób?”
Zacisnął
usta.
„Właśnie
bardzo, bardzo skończyłeś,
przyjacielu”.
Podskoczyłam
i cofnęłam się, odwracając głowę, by zobaczyć Jokera stojącego z ramieniem
opartym o ścianę drzwi do holu.
Travis
był w jego ramionach, czołgał się i zakopywał, wyrywał włosy i bełkotał.
Postawa
była spokojna i zrelaksowana.
Ale
Joker nie był absolutnie.
Jego
oczy były utkwione w Aaron i to było cudem, że ślad ognia nie przeszedł od nich
do mojego byłego.
„Wyjdziesz,
albo Carrie weźmie Travisa, a ja cię wyrzucę” - Joker ciągnął dalej - „Nie masz
czasu, żeby o tym myśleć. Skorzystaj z drzwi” – warknął - „Teraz”.
Aaron
spojrzał na niego gniewnie.
„Co
ja powiedziałem?” – zapytał Joker, a ja poczułam chłód okrywający moją skórę na
jego ton i wyraz jego twarzy.
„Skończyliśmy”
– uciął Aaron, a ja spojrzałam na niego, by zobaczyć, że na mnie patrzył – „I
jesteś pieprzona w sposób, w jaki nie chcesz być, mała”.
Po
tych słowach odwrócił się do drzwi, otworzył je i zatrzasnął za sobą.
„Nigdy
ponownie”.
To
było od Jokera i wciąż było w tym mrożącym tonie.
Zwróciłam
się do niego.
„Od
teraz tylko przez prawników, Carisso, słyszysz mnie?”
Słyszał.
Miałam
przeczucie, że wszystko słyszał.
Skinęłam
głową.
„Rozwiążemy
to gówno i to szybko, w czasie przekazania nie zobaczysz tego pieprzenia, kiedy
Travis będzie przychodził lub odchodził” – stwierdził - „Ja to robię”.
Kiwnęłam
głową, ale powiedziałam łagodnie - „Przepraszam. To była moja wina. Straciłam
cierpliwość…”
„To
nie była twoja wina” – warknął, przerywając mi - „Ale to już skończone i mam na
myśli skończone, zgadzasz się?”
Znowu
skinęłam głową.
Travis,
wyczuwając atmosferę, zaczął się niepokoić.
Joker,
czując niepokój Travisa, odwrócił się do niego, przygarnął go, pochylił się i
pocałował go w czoło.
Po
tym, jak to zrobił, rozkazał miękkim głosem - „Twój Joke skończył, dzieciaku,
możesz to ostudzić”.
Travis
przyglądał mu się.
Potem
jego głowa zakołysała się trochę, zanim upuścił ją na ramię Jokera, policzkiem
do przodu i chwycił dekolt koszulki Jokera, jakby wiedział, że Joker był
zdenerwowany i przytulił go.
O
rany, ale ja kochałam mojego chłopca.
I
kochałam mojego motocyklistę.
Wzięłam
wdech.
„Skończone”
– szepnęłam.
Joker
skinął głową.
Potem
powiedział - „Chodź po swoje dziecko. Potrzebuje czasu z mamą”.
Uśmiechnęłam
się. Był to chwiejny uśmiech, ale wciągnęłam go na usta i przeszłam przez
pokój, żeby dostać się do mojego chłopca.
I
mojego motocyklisty.
*****
Następnego
ranka zmieniałam pieluchę Travisa na podłodze w salonie. Miałam popołudniową
zmianę, co było do bani. Ale Joker był w pracy i wracał do domu, żeby opiekować
się Travisem, kiedy ja byłabym w pracy. Potem będę w domu i prześpię się z
Jokerem z Travisem w domu, więc wszystko będzie dobrze.
Moja
komórka zadzwoniła w kuchni, gdy zacisnęłam ostatni pasek pieluchy.
Travis
w dużej mierze skończył z rutyną zmiany, natychmiast przetoczył się i zaczął
czołgać się w kierunku rozrzuconych na podłodze zabawek.
Chwyciłam
zwiniętą w kłębek brudną pieluchę, szybko wstałam i pobiegłam do kuchni, żeby
złapać telefon.
Nie
było to dziwne, ale trochę przerażające, to była Angie.
„Halo”
– przywitałam się, kierując się do Diaper Genie w pralni.
„Hej,
Carisso. To Leanne. Czy możesz poczekać na Angie?”
„Oczywiście”
- odpowiedziałam.
Czekałam,
jak zajmowałam się pieluchą.
Byłam
z powrotem w kuchni, kiedy dotarła Angie.
„Halo,
Carisso. Jak się masz?”
„Dobrze,
Angie. Niech zgadnę” – powiedziałam, podchodząc do zlewu, żeby umyć ręce -
„Prawnicy Aarona się skontaktowali”.
„Czy
zdarzył się incydent?” – spytała.
„Zdarzył
się podczas wczorajszego przekazania” - powiedziałam jej - „Nie miałam okazji
zadzwonić”.
„Opowiedz
mi o tym teraz” – poleciła.
Umyłam
ręce i tak zrobiłam.
„Cóż,
to sprawia, że ich żądanie, abyśmy umówili się na spotkanie tak szybko, jak to
możliwe, nie jest tak zaskakujące, jak się wydawało” – zauważyła, kiedy skończyłam
- „Chcę, abyś dała Leanne swój harmonogram twoich zmian w pracy na ten tydzień,
abyśmy mogli zaplanować spotkanie”.
„Zrobię
to, ale, Angie, muszę powiedzieć, że konfrontacja była nieprzyjemna, więc
czuję, że od teraz powinniśmy rozmawiać tylko przez naszych prawników. A jeśli
to się przedłuży, nie będę czuła się komfortowo w obecności Aarona, więc ktoś
inny podrzuci Travisa do Aarona i nie ja otworzę drzwi, kiedy przyprowadzi go
do mnie”.
„Czy
to będzie pan Steele?” – spytała.
„Prawdopodobnie”
– powiedziałam jej – „Jednakże może to być inny przyjaciel. To po prostu nie
będę ja”.
„Odnotowane.
A jeśli to się przedłuży, podkreślę to. Ale zadzwonię do nich natychmiast, aby
poinformować, że jakakolwiek dalsza komunikacja przechodzi przeze mnie. Jeśli
usłyszysz coś od pana Neilanda, powinno to nastąpić tylko w sytuacji awaryjnej
dotyczącej twojego syna. Jeśli tak nie jest, powiedz mi tak szybko, jak możesz”.
„Dzięki,
Angie”.
„Nie
ma problemu, Carisso. Teraz przekazuję cię Leanne”.
„W
porządku. Porozmawiamy później”.
„Tak
jest. Trzymaj się”.
Przekazała
mnie. Podałam Leanne swój plan pracy, kiedy weszłam do salonu i obserwowałam,
jak Travis przestawiał rozrzucone zabawki.
Rozłączyłyśmy
się i od razu zadzwoniłam do Jokera.
Przekazałam
mu wieści.
„Nie
jest niespodzianką” – powiedział, kiedy skończyłam.
„Jest
zły, co oznacza, że ja się boję” – powiedziałam mu.
„Jesteś
dobra, Carrie. Ale jeśli sprawi, że nie będziesz taka, to będę tam, aby cię
znowu taką zrobić”.
„Wiem”
– wyszeptałam, patrząc na mojego chłopca, gdy się bawił.
„Trzymaj
się mocno, to się wkrótce skończy” – obiecał.
„Okej”.
„Kocham
cię”.
Zamknęłam
oczy.
Aaron
sprawił, że nie byłam dobra.
Wtedy
pojawił się Joker, żebym znów taka była.
Kiedy
otworzyłam oczy, uśmiechałam się - „Też cię kocham”.
Słyszałam
uśmiech w jego głosie, kiedy powiedział - „Pozwolę ci odejść. Później Motylku”.
„Później,
skarbie”.
Rozłączyliśmy
się.
Zanim
kilka godzin później wyszłam do pracy, zadzwoniła Leanne.
Aaron
nie bawił się.
Spotkanie
wyznaczono na czwartkowe popołudnie, którego widmo sprawiło, że znów nie byłam
dobra.
Więc
zadzwoniłam do Jokera.
A
on wszystko polepszył.
*****
Joker
Kiedy
tylko Joker rozłączył się z Carissą, wysłał SMS-a do Tacka – To się dzieje.
Pięć
minut później dostał SMS-a - Spotkajmy
się przy stole.
Joker
nie tracił czasu na opuszczenie warsztatu i przejście przez dziedziniec do
Kompleksu. Podszedł bezpośrednio do stołu Chaosu w sali konferencyjnej.
Tam
był tylko Tack. Stał przy swoim miejscu u szczytu stołu, przed nim na stole
leżały dwa stosy teczek.
Jeden
był bardzo wysoki. Drugi nie był tak bardzo, ale nadal był wysoki.
Joker
zamknął za sobą drzwi, wszedł do sali i zatrzymał się, nie odrywając oczu od
Tacka.
„To”
– powiedział Tack, wciskając koniuszki palców w wysoki stos teczek – „Jest
Chaos. Angie to ma. Nie będzie niemile zaskoczona”.
Joker
skinął głową. Nie musiał okazywać wdzięczności. Tack wiedział, że to, co daje,
było ogromne i wiedział, że Joker o tym wiedział.
Obaj
wiedzieli również, że mają tajemnicę zawodową prawnik/klient.
„To”
– ciągnął Tack, dotykając palcami drugiego stosu – „Angie też ma. Musisz to
przestudiować, bracie, a potem zdecydować, jak to zrobi się brzydko, kiedy lub
czy musisz skinąć głową Angie na tak. Jej były nie jest brudny. Ale ją zdradzał
i wiem, że Carrie o tym wie. Po prostu nie wydaje mi się, żeby wiedziała, że
miał kutasa w tylu cipkach, że sprawia, że Shy w czasach swojej świetności
wygląda jak chłopiec z chóru”.
Kurwa.
Oznaczało
to, że być może będzie musiał z nią porozmawiać, że ona też powinna przejść
testy.
Kurwa.
„To
ojciec jest tym, który jest głęboko w brudzie” – kontynuował Tack – „Jeśli to gówno
tutaj się rozpuści, ma tak destrukcyjną moc, że jeśli ona miała mdłości po
oznaczeniu twojego starego, którego cholernie nienawidzi, nie sądzę, żeby nasza
dziewczyna miała to w sobie, by to użyć. Ale to jest twoje. To jest jej. Jeśli
to wymuszą, bądź mądry, jak tego użyjesz. Kiedy dojdzie do tego punktu i
będziesz potrzebować sesji strategicznej, wiesz, gdzie mnie znaleźć”.
Joker
ponownie skinął głową.
Tack
spojrzał mu w oczy, a Joker zobaczył w nim to, co zobaczył po spotkaniu z Sebring’iem
i Valenzuelą. Nie było dokładnie tak samo, ale tylko dlatego, że nie z tego
samego powodu.
Teraz
Joker znał powód, ponieważ wiedział, że podzielił się z Tackiem śmieciową gadką,
którą Aaron Neiland próbował wepchnąć Carrie do gardła.
A
Tackowi się to nie podobało.
Dlatego
głos Tacka był granitowy, kiedy stwierdził - „Nie zabiorą jej chłopca i czas na
pieprzenie się z Carissą Teodoro już się skończył”.
Głos
Jokera był cichym pomrukiem, gdy stwierdził - „Wiesz, że masz moją miłość,
bracie”.
„Tak”
– odparł Tack – „To zaszczyt, Carson”.
Joker
poczuł to w gardle, ale tylko znów skinął głową.
Tack
przechylił głowę w kierunku końca pokoju, gdzie znajdowała się szafa z ich
ogromnym sejfem - „Przeczytaj. Zamknij to, kiedy skończysz”.
„Tak”.
Tack
poruszył się, klepiąc Jokera w ramię, gdy wychodził.
Joker
podszedł do teczek.
Nie
dotknął wysokiego stosu.
Ale
przeczytał każdą stronę krótszego.
Kiedy
skończył, zamknął je i nie zrobił tego z uśmiechem.
Ale
zrobił to z ulgą.
Chaos
trzymał ich za jaja.
Ale
Carrie nigdy się nie dowie.
Nie,
chyba żeby musiała.
I
wszystko, co Joker mógł zrobić, to mieć nadzieję, jak cholera, że nigdy by tego
nie potrzebowała.
*****
Carissa
„Okej,
to nie jest dobrze” - wyszeptałam.
Siedziałam
w sali konferencyjnej Angie. Nie byłam w mojej koszulce. Stchórzyłam z
podkoszulkiem.
Zamiast
tego miałam na sobie sukienkę w motyle i buty. To nie było casual.
Co
to było, to ja.
Ale
też była to moja szczęśliwa sukienka. Uznałam, że tak było, bo myślałam o niej
jako o sukience Jokera.
Joker,
który był całkowicie spokojny od czasu tego wszystkiego, na szczęście ponieważ
(do tej chwili) jego spokój uspokajał mnie.
Był
tam, ale był w biurze Angie z Travisem, ponieważ Angie powiedziała, że nie
powinniśmy prowokować Aarona jego obecnością ani składać oświadczenia, że
potrzebowałam wsparcia.
Zarówno
Joker, jak i ja zgodziliśmy się.
Był
więc blisko, ale za daleko.
Ale
był blisko i tylko tego potrzebowałam.
„Nie,
masz rację. To nie jest dobre” – mruknęła Angie.
Nie
musiałam na nią patrzeć, żeby wiedzieć, że robiła to samo co ja, czyli patrzyła
przez okna swojej sali konferencyjnej na Aarona zbliżającego się ze swoim
adwokatem.
I
jego ojca.
„Zastraszanie”
– powiedziała szybko Angie, a ja oderwałam wzrok od zbliżających się mężczyzn,
by na nią spojrzeć, gdy zacisnęła dłoń na moim przedramieniu spoczywającym na
stole – „Ciebie, nie mnie” – ciągnęła i ścisnęła mnie za przedramię – „Mam to,
Carisso”.
Na
szczęście wydawała się bardzo pewna siebie.
Więc
skinęłam głową.
Weszli
mężczyźni.
Aaron
popatrzył na mnie lodowym spojrzeniem.
Jego
ojciec spojrzał na niego ze sztyletami w oczach.
Siedziałam
i myślałam o moim synu siedzącym na trawie na moim podwórku z motylami
unoszącymi się wokół niego, gdy chichotał.
To
zadziałało dla mnie.
Leanne
wzięła dla mężczyzn szklanki wody i usiadła na końcu stołu ze swoim
notatnikiem, podczas gdy mężczyźni usiedli naprzeciwko mnie i Angie.
„Racja,
zacznijmy” – powiedziała Angie - „Wierzę, że otrzymałeś nasz komunikat o tym, w
jakim punkcie chcielibyśmy rozpocząć negocjacje”.
Aaron
spojrzał na mnie z lodem.
Jego
adwokat otworzył usta, żeby coś powiedzieć.
Ale
przemówił jego ojciec.
„Zobaczymy
się w sądzie. Mój syn będzie miał pełną opiekę. Zobaczymy, jak pani Teodoro
zostanie uznana za niezdolną do opieki nad dzieckiem. Kiedy skończymy, jeśli
uda jej się dostać jakąkolwiek wizytę, będzie to nadzorowane”.
Moje
wnętrzności skurczyły się i powoli spojrzałam na mojego byłego męża.
Patrzył
na mnie, a jego spojrzenie było lodowate.
„W
takim razie szkoda, że zmarnowaliśmy ten czas” – powiedziała obojętnie Angie – „Do
zobaczenia w sądzie”.
„Twoja
klientka powinna wiedzieć, że po tym spotkaniu skontaktujemy się ze służbami
odpowiedzialnymi za ochronę dzieci, aby wszcząć postępowanie mające na celu wydobycie
mojego wnuka z domu, który stał się niebezpieczny” – powiedział ojciec Aarona.
Rozchyliłam
usta i powoli spojrzałam na niego.
„Czy
zechciałbyś podzielić się informacjami, z których będziesz korzystać?” -
spytała uprzejmie Angie.
„Ona
nie może nie wiedzieć” – odpowiedział pan Neiland - „Jednak jeśli nie jest tego
świadoma, powinna wiedzieć. Mężczyzna o nazwisku Peter Waite opiekuje się moim
wnukiem. Jest członkiem gangu motocyklowego, o którym wiadomo, że jest przestępczy,
a on sam ma za sobą historię działalności przestępczej”.
„Peter
Waite” - powiedziała Angie, brzmiąc na zmieszaną – „Mężczyzna znany jako Big
Petey?”
„Nie
wiem, jak go nazywają, Angie” – powiedział niecierpliwie pan Neiland - „Wiem po
prostu, że pozwolenie na opiekę nad niemowlęciem przez znanego przestępcę jest
przejawem poważnego braku moralności”.
„Cóż,
Big Petey jest także człowiekiem, który wygrał na loterii Illinois około
dziewięć lat temu” – powiedziała Angie ojcu Aarona.
Powoli
odwróciłam do niej głowę.
Mówiła
dalej.
„Wygrał
sporo pieniędzy. Większość z nich przekazał jednakże hospicjum, które w tamtym
czasie opiekowało się jego chorą córką. Tyle pieniędzy, że stał się fundatorem.
Niestety, jego córka zmarła. Ale jego hojność sprawiła, że setki pacjentów i
ich rodziny mogły skorzystać z usług tego hospicjum, które, jak sądzę, od czasu
jego ogromnej darowizny zdobyło nagrody”.
Zamrugałam.
Mówiła
dalej.
„Jest
także wolontariuszem w hospicjum w Denver. Jest odpowiedzialny za działanie ich
placówki opieki nad małymi dziećmi. Nadzoruje sześciu innych wolontariuszy, a
on i jego wolontariusze opiekują się dziećmi podczas wizyt u rodzin pacjentów.
Chociaż głównie zajmuje się nadzorem, ponieważ większość swojego czasu poświęca
mojej klientce na opiekę nad jej synem podczas jej pracy, a także opiekę nad
dwoma chłopcami Kane’a i Tyry Allen, pan Allen jest kierownikiem operacyjnym dobrze
znanego lokalnego biznesu. Big Petey dodatkowo czasami opiekuje się młodym
synem Hoppera i Elaine Kincaid. Pani Kincaid, czego prawdopodobnie nie wiesz,
jest właścicielką własnej agencji reklamowej. Jest młoda, ale niezależnie od
tego, została niedawno uznana przez wiodący magazyn Denver za najlepszą agencję
reklamową w Denver”.
Moje
oczy zrobiły się duże.
Wow.
Dobrze
Lanie!
„Zakładam,
że pan i pani Allen oraz pan i pani Kincaid, nie wspominając o dyrektorze
hospicjum, będą świadkami, co do zdolności pana Waite’a do zapewnienia opieki
nad dziećmi” – stwierdziła Angie.
Próbowałam
się nie uśmiechać.
„I
to prawda” – ciągnęła Angie - „Siedemnaście lat temu Big Petey został
aresztowany za kradzież samochodu. Został jednak zwolniony przed rozprawą z
powodu braku dowodów. Chociaż pojawiłoby się to w jego protokole aresztowania,
wątpliwe byłoby, aby sędzia wziął to pod uwagę podczas przesłuchania w sprawie
opieki nad dzieckiem, ponieważ sprawa została odrzucona”.
Podniosła
rękę, ale nie przestała mówić.
„I
zanim o tym wspomnisz, rozumiem, że wykonał jakieś prace społeczne za pijaństwo
i awanturnictwo, do czego się przyznał. Stało się to jednak zaledwie kilka
tygodni po pogrzebie jego córki, więc wierzę, że jego zachowanie zostanie
zrozumiane. Aha, i oczywiście sędzia zezwolił na te prace w hospicjum, gdzie
później przyjęli go jako wolontariusza”.
„To
nie neguje faktu, że moja była synowa zadaje się z gangiem motocyklowym” –
odparł Neiland - „I wierzę, że ty i ona
rozumiecie dokładnie, co mam na myśli, mówiąc o związkach”.
„Byłabym
bardzo ostrożna, jeśli chodzi o publiczne uchybianie Klubowi Motocyklowemu
Chaos, sędzio Neiland” – powiedziała cicho Angie.
„Czy
to groźba?” – zapytał szyderczo tata Aarona.
Angie
spojrzała na adwokata Aarona i zaproponowała - „Steven, może potrzebujesz
chwili, by porozmawiać ze swoim klientem”.
„Oczywiście,
że tego nie zrobi” – rzucił pan Neiland, a ja spojrzałam na niego i zobaczyłam,
jak zwrócił na mnie uwagę - „Mamy świadka, który poświadczy, że widział, jak
twój chłopak napadał na mężczyznę
podczas nielegalnej walki w podziemiu, razem z kilkoma członkami jego gangu i
zrobił to brutalnie. Mężczyzna został zakrwawiony, poobijany, nieprzytomny i
ledwo oddychał. A ty pozwalasz temu
człowiekowi przebywać w pobliżu mojego wnuka”.
Moje
ciało przestało funkcjonować.
Na
szczęście Angie nie.
„Czy
wniesiono zarzuty?”
„Co?”
– warknął ojciec Aarona.
„Sędzio
Neiland, czy wniesiono oskarżenie?” - powtórzyła powoli.
„Nie
ale…”
„Nie”
– przerwała mu ostro - „A ten mężczyzna, o którym mówisz, że rzekomo został
napadnięty przez pana Steele, czy nie jest obecnie uwięziony bez możliwości
wyjścia za kaucją za wydanie rozkazu zamordowania młodej kobiety w ciąży?” – spytała
Angie.
Moje
plecy wyprostowały się.
„To
nie ma nic do rzeczy” – syknął pan Neiland.
„Tak
jest” – stwierdziła Angie.
„To
nie ma nic do rzeczy” – wycedził pan
Neiland.
„Masz
rację. Nie ma” – przyznała, ale nie odpuściła - „Teraz, ten świadek, o którym mówisz,
że go masz, brał udział w nielegalnej walce podziemnej?”
Ojciec
Aarona zacisnął usta.
Angie
nie dawała za wygraną.
„Czy
ten świadek, powiedzmy, natknął się na tą nielegalną walkę w podziemiu podczas
wieczornego spaceru, a potem może natychmiast zadzwonił na policję, uznając, że
była to nielegalna walka w podziemiu, w której rzekomo miał miejsce atak?”
Patrzyłam,
jak ojciec Aarona wpatrywał się w Angie.
Słyszałam,
jak Angie zwróciła się do adwokata Aarona - „Steven, znowu, czy chciałbyś
chwilę porozmawiać ze swoim klientem?”
Spojrzałam
na Aarona.
Wpatrywał
się w stół.
Siedząc
tam, słuchając tych złośliwości, nie uczestnicząc i wpatrując się w głupi stół!
„Kocham
go” – oznajmiłam.
Głowa
Aarona podniosła się.
„Carissa”
– powiedziała cicho Angie, kładąc rękę z powrotem na moim ramieniu na stole.
Ojciec
Aarona wydał z siebie odgłos zniesmaczony.
Ale
patrzyłam Aaronowi w oczy.
„Kiedyś
cię kochałam, a ty mnie zniszczyłeś”.
„Carissa,
proszę, pozwól mi mówić” – nalegała obok mnie Angie.
Nie
odwróciłam wzroku od Aarona.
„To
jest to” - powiedziałam mu - „Skończyłam. Już nie pozwolę, żebyś mnie krzywdził.
Zranił mnie bezpośrednio. Zranił mnie przez Carsona. Zranił mnie używając moich
przyjaciół. Zranił mnie w ogóle. Zranił ich
w ogóle. Wiem, co to oznacza” – uniosłam lekko rękę, wskazując na nasze podłe
spotkanie - „Chcesz mnie zniszczyć. Ponownie. Odebrać szczęście, na które
ciężko pracowałam. Więc gratulacje, Aaron. W końcu to zrobiłeś. Zamieniłeś
miłość w nienawiść. Nie chciałam tego. Nie dla mnie ani dla ciebie, a zwłaszcza
nie dla Travisa. Wiem, że nie jest miło kogoś nienawidzić, ale mogę powiedzieć,
że teraz jest to oficjalne. Twoja chęć wzięcia w tym udziału sprawiła, że tak
się stało. To, co będzie,
będzie tym, do czego mnie zmusisz. Zajmę się tym. Jeśli zmusisz mnie do upadku,
poddam się walce. Jeśli zabierzesz mi wszystko, to nie przeszkadza mi to,
dopóki zatrzymam dziecko. Ale nic nie sprawi, że przestanę cię nienawidzić.
Zobaczymy się ponownie tylko wtedy, gdy będę musiała się z tobą zobaczyć. Poza tym mam nadzieję, że nigdy cię nie zobaczę”.
Wstałam,
a oczy Aarona podążały za mną.
Były
ranne i cierpiące.
Moje
trzymały się go nieruchomo, bo nie obchodziło mnie nawet trochę, co czuł.
„Nie
wyobrażam sobie, co mogło sprawić, że mężczyzna, który kochał kobietę, kobietę,
która nie chciała niczego, poza życiem kochając go i dzieci, które się z tego
narodzą, będzie starał się zamienić to w nienawiść. Gdybym mogła znieść twój
widok, byłabym zainteresowana, abyś mi to wyjaśnił. Ale nie mogę znieść twojego
widoku. Więc to pozostanie tajemnicą” - Natychmiast spojrzałam na Angie i
powiedziałam jej - „Przepraszam, Angie, ale muszę wyjść”.
Skinęła
głową – „Idź, Carisso”.
Odwróciłam
się, poczułam je i je też nienawidziłam.
Ale
pojawiły się łzy, gdy szłam na oślep do drzwi, zbyt przytłoczona tym, co czułam,
strachem pełzającym we mnie, nawet by martwić się, że mogę się potknąć i zrobić
z siebie głupca.
Nie
potknęłam się.
Dotarłam
do drzwi, położyłam rękę na klamce i otworzyłam je.
Po
raz ostatni spojrzałam przez ramię na mężczyznę, którego kiedyś kochałam.
Potem
odeszłam.
*****
Aaron
„Prawie
nie mają na czym się oprzeć”.
„Sędzio
Neiland, mieliśmy plan. Nie trzymał się pan planu. To nie poszło dobrze. A teraz zachęcam do wysłuchania mnie…”
Aaron
Neiland nie słuchał, gdy szedł przed ojcem i adwokatem.
To
był pomysł jego ojca, aby przyjechać tego dnia.
Nie
widział ostatnio Carissy. Nie wiedział, jak się zmieniła.
A
ten nadęty skurwiel i tak by nie posłuchał.
Aaron
miał w dupie, czy przyszedłby, czy nie. Cała sztuka była na pokaz, żeby mógł
zobaczyć twarz Carissy, kiedy powiedzieliby jej, że zabierają jej tyłek do
sądu.
Zrobił
to, ponieważ chciał zobaczyć, jak zaczyna się uginać.
Jej
chodziło o Travisa. Tylko o rodzinę. Więc wiedział, że się ugnie.
Był
więc zszokowany jak cholera, że tego nie zrobiła.
Poszedł
prosto do wind, ale kiedy to zrobił, zobaczył to.
A
kiedy to zobaczył, nie zagapił się. Natychmiast odwrócił wzrok.
Ale
i tak było to wypalone w jego mózgu.
Wiedział,
gdzie w tym apartamencie znajdowało się biuro Angie.
Kurwa,
powinien był pójść dłuższą drogą.
Ale
nie zrobił tego.
Więc
to zobaczył.
Carissa
wtulała twarz w klatkę piersiową Carsona Steele’a, z pochyloną głową mężczyzny,
ustami przy jej włosach, jej ramionami trzęsącymi się od łez. Trzymał Carissę
blisko jedną ręką, dłonią zakrytą jej lokami, a pierdolonego syna Aarona
trzymał mocno w drugim ramieniu.
Ta
wizja została zatarta przez inną, której również nie lubił – widok jej ostatniego
spojrzenia pełnego zranienia i nienawiści rzucanego przez jej łzy – gdy Aaron
wsiadał do windy.
Drzwi
zamknęły się za nim, jego ojcem oraz przyjacielem i kolegą Stevenem.
„Synu,
wrócimy do biura i…” – zaczął jego tata.
Odwrócił
głowę i spojrzał w oczy ojca - „Proszę, zamknij się”.
Ojciec
podniósł wysoko brodę - „Przepraszam bardzo?”
Słyszał
jej słowa.
Nie mogę znieść twojego
widoku.
Jego
ojciec spieprzył. Ich detektyw ostrzegł ich stanowczo, by nie wprowadzali do
sprawy Chaosu. Jeśli tak, detektyw powiedział im, że Kane Allen aktywuje
Nightingale’a lub Delgado - „I jeśli nie możecie otworzyć szeroko drzwi swojej
szafy, by tylko niebiańskie światło świeciło bez zwisających kości, on wypatroszy
was obu”.
Jego
słowa.
Dokładnie.
Ani
jego ojciec, ani Aaron nie mogli otworzyć tych drzwi.
Więc
Chaos był niedostępny.
Ale
jego ojciec był tak cholernie arogancki, z głową tak głęboko w swoim pieprzonym
tyłku, że myślał, że wszystko ujdzie mu na sucho.
Strategia
polegała na wstrząśnięciu Carissą wiadomością o Peterze Waite i podzieleniu się
tym, że jej chłopak był w stanie pobić mężczyznę do krwi. Wstrząsnąć nią i
zmusić ją do przemyślenia. Wstrząsnąć nią i odwieź ją z powrotem do Aarona.
Aaron
nie przewidział, że Angie będzie wiedziała wszystko o swoich klientach Chaosu.
Sprawiła, że Steele brzmiał jak krzyżowiec walczący o sprawiedliwość, a Carissa
nawet nie mrugnęła.
Wiedziała
to wszystko, a jeśli nie wiedziała wszystkiego, wiedziała wystarczająco dużo,
by jej to nie obchodziło.
Potem
wyszła prosto w ramiona Steele’a.
Prosto
w jego ramiona.
„Powiedziałem:
Zamknij się”.
Twarz
jego ojca wykrzywiła się.
„Nie
pozwól tej małej suce wpaść ci do głowy” – syknął - „Pieprzyła się z tym, odkąd
skończyła czternaście lat”.
Carissa
była teraz małą suką. Przez ponad dekadę była wszystkim, od anioła po demona, w
zależności od nastroju jego ojca.
Jego
matka zawsze ją kochała.
Jego
matka nienawidziła Tory.
Jego
ojciec nie miał nic przeciwko gapieniu się na cycki Tory za każdym razem, gdy
była w pobliżu, ale myślał, że jest niskiej klasowy rozbijaczką rodziny i
podzielił się tym wprost z Aaronem.
Powtarzalnie.
Nigdy
nie wygra ze swoim tatą.
Ale
Carissa zawsze była zwycięzcą z jego matką.
Jedna
osoba na dwie nie było złym wynikiem.
Aaron
zbliżał się, aż stanął nos w nos ze swoim ojcem, przyciśniętym do boku windy.
„Aaron”
– szepnął Steven.
„Nigdy
nie nazywaj Carissy suką”.
„Wychowałem
słabego syna” – zadrwił jego ojciec - „Umysł wypełniony spódnicą”.
Nie mogę znieść twojego
widoku.
Drzwi
się otworzyły.
Aaron
odsunął się od swojego taty i wyszedł.
*****
Aaron
Neiland nie poszedł do swojego biura.
Poszedł
do swojego domu.
Domu,
który jego pieprzony ojciec wepchnął mu do gardła.
Wiedział,
że Carissa tego nienawidziła. Był duży i imponujący, sprzątanie zajmowało
wieczność i to nie była ona. Ani trochę.
To
mogło być jej, gdyby się tego dopracowali, zaczęli od mniejszego, a on byłby w
stanie dawać jej większe i robić to stopniowo, ale jego rodzice posadzili ich w
tym, kiedy dopiero zaczynał jako młodszy współpracownik…
Nie.
Poszedł
do kuchni, otworzył szafkę, chwycił szklankę, otworzył kolejną szafkę, chwycił
butelkę, ale powstrzymał się przed nalaniem.
W
butelce była droga szkocka whisky.
Jego
tata pił szkocką.
Wpatrywał
się w butelkę.
Kurwa,
dlaczego pił whisky? Nienawidził tego.
Wylał
to do kanalizacji i zrobił to, co lubił.
Gin
z tonikiem.
Potem
zrobił to, co zrobiłby dupek z romantycznego filmu.
Podszedł
do pudełka, które napełniła Tory i schowała do szafy w jednym z pokoi
gościnnych. Wyciągnął go. Wziął album ślubny. Podszedł do łóżka i rzucił go na
nie.
Napił
się trochę dżinu i odrzucił okładkę.
Pierwsze
zdjęcie przedstawiało Carissę siedzącą na zielonym trawniku, z bukietem w
dłoni, w masywnej sukience rozrzuconej dookoła, z oczami w górze i nie patrzącą
w aparat, ale nieco w prawo.
Śmiała
się.
Carissa
poprosił fotografa, aby umieścił ich wspólne zdjęcie na początku albumu.
Tata
Carissy uparł się, że zapłaci za ślub, łącznie z fotografem, ale mimo to, mimo
że ona za to nie płaciła, jego matka zawetowała życzenie Carissy i wybrała to
zdjęcie.
Jak
zwykle jego matka dostała to, czego chciała.
Aaron
wpatrywał się w zdjęcie, jego wnętrzności skręcały się.
Spojrzał
na jej twarz na zdjęciu i przypomniał sobie ten moment. Dokładnie to pamiętał.
Minęło
pół godziny od ich ślubu. Połowę tego czasu spędził na tylnym siedzeniu ich
limuzyny, całując się ze swoją piękną nową żoną, świetnie się bawiąc, a także
ciesząc się wkurzaniem rodziców, którzy chcieli mieć jego i jego żony tyłki
przed fotografem.
Ale
kiedy to zdjęcie zostało zrobione, stał po lewej stronie fotografa i chodziło
tylko o Carissę. Tylko o to, jak pewny był co do niej w tej pięknej sukni. Tylko
o to, jak pewny był, że zawsze będą to mieli, on w smokingu, ona w sukni
ślubnej.
Był
szczęśliwy, szczęśliwy ze wzglądu na siebie, szczęśliwy ze wzglądu na nią i z
tego powodu drażnił się z nią. Rozśmieszył ją, a fotograf zrobił zdjęcie.
Nie mogę znieść twojego
widoku.
Przełknął,
wpatrując się w album.
To
było ulubione zdjęcie Aarona. Lubił to pierwsze.
Nigdy
nic nie powiedział, ale za każdym razem, gdy otwierał ten album, było to
dokładnie to zdjęcie, które chciał zobaczyć.
Carissa
wyglądała pięknie i szczęśliwie, śmiejąc się, bo to jej dał.
Lubił
sobie wmawiać, że to właśnie zamierzał dawać jej do końca życia, nawet kiedy
wiedział, że był na drodze do zostania swoim ojcem, więc wiedział też, że to było
pieprzone kłamstwo.
Robił
ją w jajo. To też wiedział. Jakby nie mógł się powstrzymać.
Jego
ojciec powiedział mu, że tak się działo – „Musisz tylko wyrzucić to ze swojego
systemu, synu. Jesteś młody. Będziesz to robił. Kiedy to zrobisz, jeśli jest
warta posiadania Neilanda i wie, co jest dla niej dobre, będzie tam. Zaufaj
mi”.
Więc
zawsze wiedział, że to w końcu będzie ona.
Był
po prostu tak absurdalnie arogancki, że w końcu nie wiedział, że dla niej to
nie powinien być on.
Jego
umysł wypełnił jej płacz w ramieniu Carsona Steele’a.
Kochałem ją od liceum,
stary.
Aaron
napił się dżinu i wpatrywał się w zdjęcie.
Musisz ją ściągnąć w
dół, to będzie do dupy, ale ja ją podniosę.
Carissa
wpatrywała się w niego.
Roześmiana.
Musisz ją rozerwać,
kurwa, znienawidzę to oglądać, ale poskładam ją z powrotem.
Wlał
do gardła resztkę ginu.
Zepchnij ją do punktu,
w którym nie będzie mogła znieść twojego widoku. Ale zrób to, wiedząc, że to
wszystko będzie twoja wina. Tak jak wszystko, co wydarzyło się wcześniej,
wszystko będzie na tobie.
Kurwa,
dupek miał rację.
Nigdy
nie powinien był pozwolić, aby jego ojciec pojechał tam tego dnia.
Nie
miał pojęcia, o czym myślał. Nie miał siedemnastu lat i nie szedł do gabinetu
dyrektora.
Miał
pieprzone dwadzieścia sześć lat i szedł na spotkanie, żeby negocjować
przyszłość swojego syna.
Choć
było to niewygodne, choć wydawało się to okropne, Aaron zdał sobie sprawę z
tego, że nie miał wyboru. Stawką było zbyt wiele z najważniejszymi aspektami,
jakimi były szczęście i dobro kobiety, którą kochał i jej dziecka.
I
ta świadomość była faktem, że nadszedł czas, żeby dorósł.
Ja go kocham.
Wziął
głęboki oddech, zanim odstawił szklankę i sięgnął do wewnętrznej kieszeni
marynarki.
Wyciągnął
telefon i zadzwonił do swojego detektywa.
„Napisz
do mnie numer komórki Steele’a” – rozkazał.
Mężczyzna
napisał.
Aaron
wykonał kolejny telefon.
„Yo”.
„Steel.
Neiland”.
Cisza.
„Jeśli
jej nie uszczęśliwisz, zniszczę cię, mam w dupie ciężar tego, co masz za sobą z
tym klubem”.
Steele
nadal nic nie mówił.
Aaron
wciągnął kolejny oddech.
Cicho
dał mu to.
„Naprawdę
ją kocham.”
To
mu coś dało.
„Następną,
jaką będziesz miał, zrób to lepiej”.
Potem
Carson Steele rozłączył się.
Aaron
zacisnął zęby.
Potem
chwycił szklankę, zszedł do kuchni, nalał kolejnego drinka i zadzwonił do
swojego adwokata.
❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuń" jak to zrobi brzydko się" się chyba ma być przed brzydko
No, tak. Dzięki. Ale przyznasz że ten jej ex późno dojrzał 😏
UsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń