piątek, 12 sierpnia 2022

3 Na kolanach

 

Rozdział 3

Na kolanach

Carissa

 

 

Spojrzałam w lustro i odrzuciłam wszystkie myśli oprócz tego, co mogłam zobaczyć.

Sukienka nie była zła. Była o jeden rozmiar większa od tego, co nosiłam przed Travisem, ale była urocza. Pod spodem był różoworóżowy sztuczny jedwab z szyfonową nakładką w różu w czarne motyle. Nie miała rękawów, ale miała delikatne falbany na ramionach. Miała pełną, krótką, zalotną spódnicę, plisy z przodu stanika, wycięcie pod szyją z małą kokardką u podstawy i kolejną kokardę przy pasie w talii.

Ukrywała moje małe resztki po-dziecięcego brzuszka. Ukrywała też mój tyłeczek większy-od-urodzenia-Travisa.

Założyłam ją do moich niesamowitych czarnych sandałów z cienkim paskiem, dużym dwuskrzydłowym motylem na czubku i koturnem z korkiem po bokach.

Wszystko to było tanie, nie wspominając o tym, że kupiłam to na wyprzedaży, bo był to jedyny sposób, w jaki mogłam sobie pozwolić na ubrania dla mnie, ubrania, których potrzebowałam, bo żadne z moich starych nie pasowało.

Mimo wszystko to było urocze. A przynajmniej tak myślałam.

Uczesałam włosy, żeby były pełniejsze, a loki bardziej wyraziste. Zafundowałam sobie też nowy pedicure, elegancki, dyskretny różowy lakier na palcach. Miałam dobry makijaż, lekkie dramaty wokół oczu, ale głównie różowe i zroszone. I użyłam moich drogich perfum, których rzadko używałam, ponieważ prawie zniknęły i nie było mnie stać na więcej.

Byłam gotowa.

Zanim zdążyłam pomyśleć, na co byłam gotowa, wybiegłam z sypialni do innego z trzech pokoi, które składały się na moje mieszkanie: kuchni/jadalni/salonu.

Chwyciłam ciasto z orzechami czekoladowymi z domową kruszonką, które pokryłam folią spożywczą.

I znowu, zanim zdążyłam pomyśleć, rzuciłam się do samochodu i wyszłam.

To było dwa dni po tym, jak Joker naprawił mi oponę. Wciąż miałam zapasową. Nie miałam czasu się tym zająć, z pracą, praniem, sprzątaniem, nie mówiąc już o pedicure i robieniu ciasta.

Teraz miałam się z tym uporać.

I podziękować Jokerowi.

To mnie denerwowało, więc nie zastanawiałam się nad tym, gdy jechałam na Broadway, w dół Broadwayu i prosto do Ride.

Wciąż o tym nie myślałam, kiedy wjechałam i przejechałam obok miejsc parkingowych, na których parkowało się, gdy szło się do sklepu.

Skierowałam się prosto do ogromnej konstrukcji z tyłu, która miała trzy duże zatoki.

Warsztat.

Pojechałam prosto do jednej, która wyglądała na prawie pustą i zatrzymałam się przed nią. Otworzyłam drzwi, wyrzuciłam moją śliczną stopę w sandałach i wyciągnęłam się.

Zanim zdążyłam przesunąć się na tylne siedzenie, by złapać ciasto, z zatok wyszło dwóch mężczyzn. Jeden był wysoki, ciemnowłosy, chudy (ale twardy), niósł podkładkę do pisania i patrzył na mnie. Drugi był wysoki, miał pogięte ramiona, miał zatłuszczone dżinsy i poplamioną olejem koszulkę i także patrzył na mnie.

Facet z tłustymi dżinsami był takim normalnym, codziennym facetem.

Chudy facet był niesamowicie przystojny.

„Hej!” - lekko machnęłam ręką, wezwałam promienny uśmiech i podeszłam do nich.

Obaj obserwowali i normalnie nie sprawiłoby to, że poczułabym się dziwnie. Tata mówił mi, że byłam piękna, odkąd pamiętałam. Mama robiła to samo. Aaron powtarzał to wiele razy, odkąd się poznaliśmy i zaczęliśmy spotykać, kiedy byliśmy na pierwszym roku, wierzyłam, że on w to wierzył (do niedawna) i wierzyłam we mnie.

Wiedziałam, że nie byłam brzydka. Co ważniejsze, wiedziałam już wtedy, że byłam kochana.

Teraz nie tak bardzo.

Teraz byłam o rozmiar większa (dwa w biodrach), miałam brzuch po-niemowlęcy, duży tyłek i męża, który rzucił mnie dla modelki w rozmiarze 0. Miałam też przerośnięte pasemka, które nie wyglądały świetnie.

Żadna urocza sukienka ani urocze buty nie zakryją tego.

Znałam spojrzenia z uznaniem. Dostawałam je też odkąd pamiętałam.

Teraz zastanawiałam się, co myśleli obaj ci mężczyźni, o mnie, dwudziestopięcioletniej (prawie dwadzieścia sześć), porzuconej, samotnej mamie (nie żeby o tym wiedzieli, ale czułam, że noszę tę wiedzę na każdym calu siebie), wspinającej się ze starego, wysłużonego samochodu, w zalotnej, ale taniej sukience i uroczych, ale tanich butach motylkowych, które w tej chwili wydawały się głupie i, co gorsza, zdesperowane.

Powinnam była założyć dżinsy.

Nie.

W ogóle nie powinnam była przychodzić.

„Yo” - zawołał chudy.

Zbliżyłam się - „Uch… tak, Yo” - Uśmiechnął się. To było bardzo atrakcyjne. Zignorowałam to i kontynuowałam - „Jestem Carissa. Carissa Teodoro. Kilka dni temu…”

Chudy facet szarpnął głową i przerwał mi.

„Dziewczyna Jokera?”

Zamknęłam usta.

Dziewczyna Jokera.

Dlaczego to brzmiało tak ładnie?

„Tak, zapasowy. Tercel. Joker poinformował nas o tym. Jesteśmy zabezpieczeni” – powiedział facet w zatłuszczonych dżinsach i odwrócił się w stronę zatok - „Yo! Niech ktoś przyjdzie po ten złom! Dziewczyna Jokera jest tutaj!”

Spojrzałam od niego z otwartymi ustami, żeby coś powiedzieć, na chudego faceta ze podkładką (myśląc, że skoro miał podkładkę, to prawdopodobnie był kimś z autorytetem). Ale nic nie powiedziałam, ponieważ patrzył na mnie od góry do dołu atrakcyjnymi zielonymi oczami, a jego usta były wykrzywione, jakby coś było zabawne.

Niesamowicie zabawne.

„Będziemy potrzebować twoich kluczy” – stwierdził, gdy jego oczy ponownie spotkały moje.

„Ja, no, tak, oczywiście” – machałam nimi przed sobą, podczas gdy mężczyzna w kombinezonie wybiegał z zatoki, kierując się w naszą stronę - „Mam w pewnym sensie sytuację finansową” - podzieliłam się moim niedopowiedzeniem - „Więc, czy możecie mi to oszacować, zanim się wszystkim zajmiecie?”

Obaj mężczyźni patrzyli na mnie, jakbym oszalała, zanim chudy facet powiedział - „Pozwolimy, żeby Joker się tym zajął”.

Kiwnęłam głową i powiedziałam mu - „Muszę wziąć torebkę i coś z tyłu”.

Facet z tłustymi dżinsami podszedł do mnie, złapał moje klucze i powiedział - „Weź to, kochanie”.

Spojrzałam na niego, kiwnęłam głową zgodnie i pognałam z powrotem do samochodu. Pochyliłam się głęboko i złapałam torebkę z fotelika Travisa. Potem sięgnęłam głębiej i sięgnęłam ciasto.

Kiedy zamknęłam drzwi i odwróciłam się do chłopaków, zobaczyłam, że wszyscy są pochylni lekko w prawo, z pochylonymi głowami, oczami na moich pośladkach (lub, w przypadku chudego faceta) na moich nogach.

Poczułam ciepło na policzkach i zawołałam - „Czy Joker jest w pobliżu?”

Wszyscy wyprostowali się i spojrzeli na moją twarz.

„Przyniosła mu ciasto” – mruknął chudy facet.

„Kurewsko genialne” – zamruczał też facet od tłustych dżinsów.

„Czy Joker w ogóle lubi ciasto?” - facet od kombinezonu tylko lekko mamrotał.

Ale moje serce ścisnęło się.

Nie lubił ciasta?

Czy nie wszyscy lubili ciasto?

O, nie! A jeśli nie lubił ciasta?

„Czy Joker coś lubi?” – zapytał facet od tłustych dżinsów.

„Założę się, że od dzisiaj polubi motyle” – zauważył chudy facet.

„Dzisiaj ja lubię motyle” – oświadczył przetłuszczony facet od dżinsów.

Odchrząknęłam.

Usta chudego faceta znów się wykrzywiły, gdy szarpnął brodą w prawo i powiedział - „Kompleks”.

„Przepraszam?” - Zapytałam.

„Joker jest w kompleksie, kochanie. Budowla tam” - Machnął podkładką w tym kierunku, a następnie uśmiechnął się bardzo pociągającym, ale zdecydowanie znaczącym uśmiechem - „Idź od razu do środka. Jak nie jest z przodu, ktoś tam załatwi go dla ciebie”  

Spojrzałam tam, gdzie wskazywał i zobaczyłam duży, długi budynek, który biegł przez całą długość posiadłości od tyłu sklepu samochodowego do warsztatu. Miał okap z przodu, pod nim stoły piknikowe (a dokładnie pięć), duży grill beczkowy na jednym końcu i cztery beczki z kranami, które wyglądały, jakby były gotowe do użycia, stały pod ścianą budynku, blisko grilla. Na samym froncie zaparkowanych w szyku motocykli.

Była też para podwójnych drzwi.

Zwróciłam oczy z powrotem na mężczyzn.

„Dziękuję!” - zawołałam z kolejnym promiennym uśmiechem, zignorowałam dziwność, którą sprawiali, że poczułam i moją niemożność zrozumienia, czy była to dobra dziwność, czy zła, a potem ruszyłam w stronę kompleksu, niosąc przed sobą moje ciasto obiema rękami boleśnie świadoma tego, że mnie obserwowali.

To był długi spacer, a kiedy dotarłam do końca, przełożyłam ciasto do jednej ręki, chwyciłam klamkę jednych z drzwi, otworzyłam je i zaryzykowałam spojrzenie za siebie, zobaczyłam to, co miałam przeczucie, że zobaczę.

Żaden z nich się nie poruszył, a ich wzrok był skierowany na mnie.

Wtargnęło we mnie więcej dziwności, ale nawet jeśli był to spory dystans, musieli wiedzieć, że na nich patrzyłam. Więc podniosłam rękę, żeby pomachać, zanim przeszłam przez drzwi.

Tylko facet od kombinezonu odmachał.

Zrównoważyłam ciasto w obu rękach, zrobiłam dwa kroki i zatrzymałam się, ponieważ musiałam, bo nic nie widziałam. Miejsce było ciemne. Po jasnym słońcu Denver moje oczy potrzebowały czasu, aby się przyzwyczaić.

Zajęło to trochę, aż wreszcie pojawiły się neonowe znaki piwa.

Potem więcej.

Nic z tego nie było dobre.

Zniszczone meble. Stoły bilardowe. Długa lada baru. Flagi na ścianach, takie jak ta, która powiewała nad sklepem samochodowym pod amerykańską flagą. Zdjęcia również na ścianach. Naklejki Harley-Davidson, ponownie przyklejone do ścian. Nie było schludnie. Nie było nawet czysto.

To było po prostu przerażająco.

„Yo!” - usłyszałam i obróciłam głowę w prawo.

Miałam towarzystwo.

Na zakrzywionej części zagłębienia baru stał mężczyzna, oparty ramieniem o bar. Miał kozią bródkę. Był duży. Był szorstki, ale mimo to bardzo przystojny.

Miał przed sobą na stołku barowym uroczą rudowłosą kobietę w delikatnej bluzce i obcisłej spódnicy. Stał bardzo blisko niej. Chociaż wyglądał na twardego męskiego motocyklistę yin do jej dziewczęcego, eleganckiego yang, najwyraźniej jej to nie przeszkadzało.

Za barem stał inny mężczyzna z ciemnymi, rozczochranymi włosami i wąsami na wardze, które również rosły po bokach. Drobna kępka była w dołku pod środkiem dolnej wargi. Urocze dziecko, młodsze od Travisa, było bezpiecznie wsunięte w zgięcie jego ramienia, ramienia ozdobionego tatuażami tańczących płomieni. I wreszcie elegancka, wysoka, oszałamiająco piękna brunetka była w zgięciu jego drugiej ręki (na której również miał płomienie).

Wreszcie obok rudej siedziała czarna dama w sukience, za którą mogłabym sprzedać nerkę, gdyby to był mój styl (nie był, była szykowna, awangardowa i wyrafinowana, a ja byłam zalotna, falbanki, a czasem kwiaty, zdecydowanie motyle, nic z tego, co wiedziałam po jednym spojrzeniu, ona by nie założyła nigdy w życiu nawet pod groźbą śmierci).

Jej włosy były uczesane do perfekcji. Jej oczy były bystre w sposób, w jaki nigdy nie mogła udawać głupka i uszłoby jej to płazem.

Te oczy, podobnie jak wszystkie inne, były skierowane na mnie.

A resztki ich fast foodowego lunchu były na całym barze.

„Hej!” - zawołałam i zrobiłam jeszcze kilka kroków.

Oczy mężczyzn natychmiast opadły na moją spódnicę.

Kobiety popatrzyły na siebie.

„Szukam Jokera” – poinformowałam ich.

Oczy kobiet natychmiast zwróciły się do mnie.

„Co powiedziałaś?” – zapytała czarna dama, brzmiąc, jakby się dławiła.

„Um… Joker” - podniosłam moje ciasto - „Pomógł mi kilka dni temu. Nie byłam wtedy w stanie właściwie podziękować. Więc wpadłam, żeby to teraz powiedzieć”.

W momencie, gdy skończyłam mówić, podskoczyłam, gdy kozia bródka odwrócił głowę na bok i ryknął - „Joker!

„Cholera jasna” – wydyszała rudowłosa.

„To… jest… niesamowite” – wyszeptała brunetka.

„Dziewczyno, przynieś tu swój motylkowy tyłek” - rozkazała czarna dama - „Muszę się lepiej przyjrzeć”.

Lekceważąc ten rozkaz, wyczuwając jego ruch, moje oczy przesunęły się na wąsatego mężczyznę, by zobaczyć, jak jego głowa opadła. Patrzył na nogi, ale jego ramiona drżały.

Dziecko w jego ramieniu zagulgotało.

Drzwi za mną otworzyły się. Odwróciłam się do niego i zobaczyłam wchodzącego chudego faceta.

Spojrzał prosto na bar - „Nie mogłem tego przegapić”.

Głębokim motocyklowym głosem (nie był tak atrakcyjny jak Jokera, ale nadal był atrakcyjny), tym głosem drżącym jak jego ramiona, wąsaty mężczyzna odpowiedział - „No ja myślę”.

Byłam zdezorientowana.

„Siostro” – zaczęła czarna dama i spojrzałam na nią - „Widzę, że albo Joker nie przekazał ci zasad dotyczących ubioru, albo, lepiej, zdecydowałaś się go zignorować, dumnie krocząc tu swoim motylkowym tyłkiem, nie mając na sobie topu bez ramiączek i szortach” - Skinęła ku mnie głową – „Uznanie dla ciebie. Bądź tym kim jesteś. Niech szlag trafi motocyklistę”.

Ruda i brunetka zaczęły chichotać.

Nadal byłam zdezorientowana. Tym bardziej teraz, że wśród mnie były trzy kobiety i żadna z nich nie była w bluzkach bez ramiączek i szortach.

„Przepraszam?” - zapytałam.

Joker!” - ryknął znowu kozia bródka.

Znowu podskoczyłam.

Co?

To zaszczekało z tyłu dużego pokoju, a moje oczy powędrowały tam, aby zobaczyć Jokera wychodzącego z drzwi, które wydawały się prowadzić do holu. Zrobił to, wyglądając na zirytowanego.

Robił to również, wyglądając jak wysoki, ciemny, brodaty, barczysty, złowrogi motocyklista.

I podobało mi się to drugie.

Bardzo.

Moje nogi zaczęły się trząść.

„Towarzystwo” - oznajmił zachrypnięty głos.

Joker spojrzał na mnie.

Prawie upuściłam ciasto.

Trzymałam się i zawołałam ćwierkająco - „Hej!”

Wchodził dalej, przeniósł wzrok na bar, a potem z powrotem na mnie. Zatrzymał się pięć kroków dalej.

Wchodził dalej, jego oczy spoglądały na bar, a potem z powrotem na mnie. Zatrzymał się pięć stóp dalej.

„Przyszłam, aby… zająć się moją oponą tak, jak powiedziałeś, że powinnam zrobić i zrobiłam ci to” - podałam mu ciasto, wciąż trzymając pod nim obie ręce, z uśmiechem, który, jak wiedziałam, był niepewny na mojej twarzy – „Aby podziękować”.

Spojrzał na ciasto. Jego wyraz twarzy nic nie mówił.

Ale obserwowałam, jak patrzy na ciasto, a ja znów odniosłam wrażenie, że go znam i to nie tylko dlatego, że dwa dni temu zmienił mi oponę.

To było dziwne uczucie. Uczucie, które wydawało się wstrząsać moimi bankami pamięci.

Ale to również szarpało moje serce.

Nie mogłam już skoncentrować się na tym uczuciu, ani zrozumieć, dlaczego byłam pewna, że go znam, kiedy przestał patrzeć na ciasto i podszedł do mnie, wziął ciasto, podszedł do baru, postawił na nim naczynie bez zrobienia z nim czegokolwiek i spojrzał poza mnie, na chudego faceta.

„Zajmują się jej bryką?” – zapytał.

„Zabrałem się od razu” – odparł chudy facet.

„Racja” - Joker zwrócił na mnie uwagę – „Uporządkują cię”.

„Ja… um. Dobrze” – odpowiedziałam.

„Ciasto jest miłe” – ciągnął - „Bracia to polubią”.

Bracia to polubią?

Czy on nie zamierzał wziąć trochę?

Może nie lubił ciasta.

Cholera!

Kiedy mówiłam, zaczął dzwonić mój telefon w torebce - „Cóż, to dobrze. Ale…”

„Doceniam, że przyszłaś” – przerwał mi. Potem spojrzał na bar - „Mam gówno do zrobienia”.

Walczyłam z torbą na ramieniu, żeby dostać się do telefonu. Robiłam to czując różne rzeczy. Wszystkie złe.

„Dobrze cię znowu widzieć, uh…” – urwał, kiedy moja dłoń zacisnęła się na telefonie, a moja głowa podskoczyła, kiedy to zrobił.

„Carissa” – szepnęłam.

„Tak, dobrze cię widzieć. Uważaj na siebie” - odparł.

Zapomniał jak mam na imię.

To zabolało.

To naprawdę zabolało.

Ale…

Czemu?

Aby to ukryć, spojrzałam na telefon, gdy usłyszałam chrapliwe - „Joker”.

Ale nie słuchałam, ponieważ dzwoniła Tory.

Aaron już dawno zlecił swojej narzeczonej komunikację ze mną prawie o wszystkim. To prawie wszystko zawsze był Travisem, ponieważ teraz tylko o tym Aaron i ja musieliśmy rozmawiać.

To było podłe. To też było okropne. I na koniec, to był bardzo Aarona.

Nienawidziłam tego.

To nie było miłe, ale też jej nienawidziłam. Ukradła mojego męża. Miała go, by spędzać z nim każdy tydzień, a każdy kolejny, żyjąc moim marzeniem, bycia rodziną co drugi tydzień z moim dzieckiem. Jeździła sportowym mercedesem, którego kupił jej Aaron i regularnie pojawiała się w reklamach w gazetach lokalnych domów towarowych lub w reklamach telewizyjnych lokalnych sklepów meblowych, siedząc na leżakach i kanapach, z długimi, chudymi nogami zawsze bosymi i wyciągniętymi.

Była piękna. Miała błyszczące ciemnobrązowe włosy, które, jak podejrzewałam, były błyszczące bez produktu, co było irytujące. Była wyższa ode mnie prawdopodobnie o dziesięć centymetrów. Miała naturalny wdzięk. I chociaż nie byłam nawet blisko za wzgórzem, cholera, nie mogłam nawet zobaczyć wzgórza, była prawie cztery lata młodsza ode mnie w sposób, który sprawiał, że czułam się o pięćdziesiąt lat starsza od niej.

Oczywiście z tych powodów i z około tysiąca innych nie chciałam odebrać jej telefonu.

Ale miała mojego syna.

Więc musiałam to odebrać.

„Przepraszam” – wymamrotałam, wiedząc, że prawdopodobnie nikt nie zwracał na mnie uwagi. Zrobiłam krok do tyłu, odwróciłam się do pozostałych i przyłożyłam telefon do ucha - „Tory”.

„Uh, cześć, Carisso”.

Nie brzmiała dobrze.

Moja skóra zaczęła mrowić.

„Wszystko w porządku?” - zapytałam.

„Okej, nie wariuj. Teraz wszystko jest w okej. Będzie dobrze. Aaron nie chciał, żebym do ciebie dzwoniła, bo to normalne, tak się zdarza, mówią lekarze…”

Plecy wystrzeliły mi prosto, a serce ścisnęło mi się, nawet gdy moja ręka ścisnęła telefon tak mocno, że gdybym miała na to trochę uwagi, bolałoby.

„Lekarze?” - wyszeptałam.

„Tak, mówią, że nic mu nie będzie. Ale wczoraj wieczorem musieliśmy zabrać Travisa do szpitala”.

Szpitala?” – wrzasnęłam i znowu, gdybym miała jeszcze trochę w sobie, by na to zwrócić uwagę, zauważyłabym, że w pomieszczeniu wszyscy stali się czujni.

„Jest z nim dobrze. Dobrze” - powiedziała pospiesznie - „To był tylko krup. Jest mały, tak ciężko pracował, żeby kaszleć, to było przerażające, ale jest całkowicie w porządku. Zaopiekowali się nim lekarze. Odesłali go do domu. Aaron nie chciał, żebym cokolwiek mówiła, ale pomyślałam, że powinnaś wiedzieć”.

W głowie mi brzęczało, skóra wciąż mnie mrowiła, a serce biło tak mocno, że czułam łomotanie w piersi, gdy powiedziałam - „Jadę do waszego domu”.

Nie!" - zapłakała – „Nie, Carisso, nie rób tego”.

„To mój syn!” – warknęłam - „Był w szpitalu, nie czuje się dobrze, więc teraz jadę do waszego domu” - spojrzałam w górę i powiedziałam do pierwszej osoby, którą zobaczyłam, którą był chudy facet - „Potrzebuję mojego samochodu. Natychmiast”.

Przyglądał mi się, ale kiedy się odezwałam, szarpnął brodą, odwrócił się i wybiegł.

„Carisso!” - Tory wołała z mojego telefonu – „Nie możesz tu przyjechać”.

Szłam do drzwi, gdy syknęłam - „Zatrzymaj mnie”.

„Nie każ mi żałować, że ci to powiedziałam. Jeśli Aaron dowie się, że jesteś tutaj bez pozwolenia, będzie wkurzony. Na mnie. Ale wiesz, że będzie bardziej na ciebie. I cię ograniczy, Carisso”.

Trzymałam rękę na klamce, ale zatrzymałam się na jej słowa.

„Żaden sędzia nie odbierze mi prawa do widzenia mojego dziecka, gdy jest chore” – oświadczyłam.

„No, już, Carisso” – odpowiedziała cicho, delikatnie, ale szybko i zdecydowanie - „Do tej pory musisz wiedzieć, że jego ojciec zna wielu sędziów i razem grają w golfa. Zrobią wszystko, co on im każe”.

Zamknęłam oczy i zrobiłam to mocno, jeszcze mocniej zaciskając palce na klamce.

Wiedziałam to. Do tej pory nauczyłam się tej lekcji dwa razy.

„Nie możesz tu wpaść” – ciągnął Tory, a ja otworzyłam oczy, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w drzwi – „Nie zgadzam się z tym, że ukrywa to przed tobą. Chciałam, żeby zadzwonił do ciebie zeszłej nocy. Odmówił. Jest teraz w biurze, chwilę temu zostawił mnie i Travisa na kilka spotkań w pracy. Powiedział, że wróci, będzie pracować z domu. Nie wiem, kiedy to nastąpi. Po prostu wiem, że jeśli tu będziesz, straci opanowanie. Ty też to wiesz. Przykro mi, że tak jest, ale obie wiemy, że tak jest. Dbam o Travisa. Lekarze mówią, że wszystko będzie dobrze. Z nim już jest lepiej. Jest pod opieką. A kiedy Travis poczuje się lepiej, a Aaron będzie w pracy, przyprowadzę go do twojego sklepu, żebyś mogła go zobaczyć. Okej?”

Oto, co miałam.

To wszystko co miałam.

Mój syn był chory i aby uniknąć procesu sądowego, który odebrałby mi więcej, przed którym nie mogłam się obronić, bo nie było mnie stać na adwokata, musiałam poczekać, aż młoda, piękna narzeczoną mojego byłego męża przyprowadzi do mojej pracy mojego synka. Znowu zamknęłam oczy, pochyliłam się do przodu i nie poczułam, jak moje czoło uderzyło w drzwi.

„Carissa” – podpowiedziała Tory - „Okej?”

„Okej” – wyszeptałam złamanym tonem.

Nie byłam okej.

Nic nie było okej.

A co najgorsze było to, że moje dziecko nie było okej i nie mogłam go zobaczyć.

„Okej” – odszepnęła. Następnie - „Tak mi przykro”.

Naprawdę jej nienawidziłam i właśnie wtedy nienawidziłam tego, że utrudniała mi nienawidzenie jej, nawet kiedy miała moje dziecko, a ja nie.

Nienawidziłam też tego, co miałam do powiedzenia.

„Dziękuję, że zadzwoniłaś do mnie”.

„Jeśli coś się zmieni, znajdę sposób, aby ponownie do ciebie zadzwonić. Ale jest okej. Obiecuję”.

„Okej”.

„Do zobaczenia jutro w sklepie. Tak?”

„Tak”.

„Do widzenia, Carisso”.

„Żegnaj, Tory”.

Rozłączyła się.

Trzymałam telefon przy uchu, czoło przy drzwiach, ręką ściskając klamkę i mocno zaciskając oczy.

„Co to było?”

Słowa dotarły do mnie głębokim motocyklowym głosem, który znałam, ale nie przeniknęły.

Mój synek z pucołowatymi policzkami i oczami dziadka był chory i nie był ze mną.

Znowu pojawiły się słowa - „Co to było?”

Znowu nie przeniknęły, ponieważ kiedy tam stałam, wiedziałam.

Musiałam coś zrobić. Musiałam położyć kres misji Aarona unieszczęśliwiania mnie.

Nie miałam wyboru.

„Carisso, co to było?”

„Muszę paść na kolana” – wyszeptałam.

„Co?”

Odsunęłam się od drzwi i spojrzałam w bok. Joker był blisko.

„Myliłam się. Nie potrzebuję mojego samochodu” – oznajmiłam - „Ale poczekam w biurze lub pójdę i przejrzę sklep. Po prostu pójdę najpierw do warsztatu i dam im znać” - Otworzyłam drzwi - „Smacznego ciasta”.

Nie wyszłam, ponieważ Joker zacisnął palce na moim ramieniu i odciągnął mnie.

To trochę zwróciło moją uwagę i z roztargnieniem zauważyłam, że dwóch innych mężczyzn (jeden wciąż trzymający dziecko) i trzy kobiety w pokoju zebrali się blisko za Jokerem i obserwowali mnie.

Spojrzałam w stalowe oczy Jokera.

„Czy coś jest nie tak z Travisem?” - zapytał.

„Ma krup” – powiedziałam bezbarwnym głosem – „Jestem pewna, że nic mu nie jest”.

„Kochanie, mam tu mój samochód. Kiedy będą pracować nad twoim, mogę cię zabrać…” - zaczęła czarna dama.

Zatrzymałam ją, kręcąc głową - „Nie wpuszczą mnie do domu mojego byłego męża bez jego zgody”.

„Twoje dziecko jest chore” - wąsaty mężczyzna powiedział mi coś, co bardzo dobrze wiedziałam.

Wyprostowałam plecy i spojrzałam mu w oczy.

„Mój były mąż jest prawnikiem. Podobnie jak był jego ojciec, zanim został sędzią. Podobnie jak jego dziadek, podobnie też w części sędziowskiej. Wszyscy w Denver. Oznacza to, że jeśli on nie chce mnie w swoim domu, to ja tam nie idę”.

„Kurwa, żartujesz” – warknął Joker i spojrzałam na niego.

„Nie żartuję” – stwierdziłam krótko.

Zacisnął dłoń na moim ramieniu.

Zaczęły mnie piec oczy - „Jeśli mnie puścisz, zostawię cię w spokoju”.

„Co to znaczy, paść na kolana?” – zapytał Joker.

Przepłynęła przeze mnie brudna woda i poczułam nieprzyjemny ładunek uderzający w powietrze na jego pytanie.

Potrząsnęłam głową, ciągnąc za ramię w jego uścisku - „Nie ma znaczenia”.

„Co to znaczy?”

Nie mogłam znieść więcej.

Wyszarpnęłam się z jego uścisku, pochyliłam się ku niemu i wrzasnęłam - „To nie ma znaczenia!” - wyciągnąłem obie ręce, wciąż skrzecząc - „Nic nie ma znaczenia! Nic oprócz niego! Travis! To wszystko, co ma znaczenie!

Potem odwróciłam się, otworzyłam drzwi i wybiegłam.

„Joker, nie. Ruda, idź” - usłyszałam chrapliwy głos, gdy biegłam. Następnie - „Hop, zablokuj go. Ruda, idź”.

Słyszałam to.

Ale po prostu biegłam.

*****

Tack

Drzwi do sali konferencyjnej otworzyły się i wzrok Tacka, tak jak chłopców, którzy z nim byli, powędrowały do nich.

Patrzył, jak jego kobieta idzie dumnie.

Normalnie poświęciłby trochę czasu, by to docenić. To był nawyk. Robił to codziennie.

W tym momencie zobaczył wyraz jej twarzy i nie poświęcił tego czasu.

Rozejrzał się po pomieszczeniu. Kiedy Dog and Brick w Grand Junction otwierali nowy sklep klubu, uczynił Hop’a i Shy’a swoimi porucznikami. Hop był bratem od dziesięcioleci. Shy był nowszy. Hop był mężem najlepszej przyjaciółki jego kobiety, Lanie. Shy był mężem córki Tacka, Tabithy.

Pokój był wypełniony jego synem, Rush’em, a także Boz’em, Hound’em, Speck’iem.

I Jokerem.

„Gdzie ona jest?” - warknął Joker.

Tyra spojrzała na Jokera, podchodząc do męża na jego miejscu u szczytu stołu. Joker krążył pod czujnym okiem braci. Teraz zatrzymał się, nogi zaparł i szeroko rozstawił, ręce oparł na biodrach, tajemnice wciąż krył za oczami, ciemna masa zbliżająca się do czerni.

Ale ta czerń mogła się rozpaść w sekundę. Tack wiedział o tym.

Nie było już lodu.

Było gorąco w sposób, który mógłby pochłonąć ich wszystkich.

Ale zwłaszcza dziewczynę o imieniu Carissa.

W chwili, gdy ją zobaczył, Tack wiedział, że nie jest tylko dziewczyną w uroczej sukience i butach, które były tak seksowne, jak śmieszne, której Joker pomógł zmienić oponę.

Ta dziewczyna była kimś innym.

„Elvira zabiera ją do domu” – powiedziała Tyra Jokerowi i spojrzała z powrotem na Tacka – „Hawk pozwolił jej mieć wolne popołudnie. Zostaje z nią. Lanie wzięła Nasha i wróciła do pracy. Ona i ja idziemy potem do Carissy, żeby spędzić czas z nią i Elvirą”.

Tack skinął głową.

Tyra podniosła swój okrągły tyłek w obcisłej spódniczce na stole u jego boku i przekręciła tułów do pokoju, ale nie odrywała oczu od swojego mężczyzny.

Odczytał je, zanim się odezwała. Była jego kobietą od długiego czasu. Dała mu dwóch synów. Dała mu mnóstwo fenomenalnych orgazmów. Dała mu swoją miłość. Dała mu odkupienie. Powiedziała mu, że zmienił jej świat na kolorowy. Dopełniła jego życie.

„Lenny nie pozwoliłby jej wrócić tym samochodem na drogę” – powiedziała cicho do Tacka, ale wszyscy słyszeli - „Powiedział, że to szmelc. Tack, kochanie, Lenny mówi, że potrzeba prawie czterech tysięcy dolarów na części i robociznę, żeby to było bezpieczne”.

 „Zrób to” – powiedział krótko.

„Ten samochód nie jest tego wart” - odpowiedziała.

„Weźmie od nas darmowy samochód?” - zapytał.

„Mało prawdopodobne” – odpowiedziała.

„Powiedz Lenny’emu, żeby to zrobił”.

Kąciki jej ust wygięły się w górę.

Wiedział, co to znaczyło. Oznaczało to, że później dostanie jej nagrodę za jego dobroć dla dziewczyny, której nie znał.

Nie zrobił tego po to.

Ale nie mógł się tego doczekać.

„Co to znaczy paść na kolana?” – zapytał Joker, a Ruda odwróciła się do niego, gdy Tack przeniósł wzrok na brata.

„Powiedziała ci to?”

Kiedy jego żona nie odpowiedziała, Tack spojrzał na nią i zobaczył, jak patrzy na Hop’a i Boz’a.

Byli najbliżej Jokera.

To było ostrzeżenie.

To zaalarmowało Tacka.

Zwróciła uwagę na Jokera – „Była naprawdę zdenerwowana, Joker. Dużo opowiedziała”.

„Dzieliła się tym?” - Joker warknął.

„Tak” – powiedziała cicho Tyra.

„I?” - podpowiedział Joker.

„Bracie…” - zaczął Hop, zaczynając podnosić swoje ciało z krzesła.

I?” - Joker warknął, skupiając się na Rudej.

„Jej były mąż lubi składać odwołania. W ramach tych odwołań, a on je wygrywa, stało się, że ona nie otrzymuje alimentów na dziecko, mimo że jego dochód jest ponad trzykrotnie większy niż jej. Dlatego ona nie jest już w stanie opłacać honorarium adwokata” – odpowiedziała Tyra.

„To nie jest odpowiedź na moje pytanie, Cherry” – powiedział Joker jak ostrzeżenie.

Najlepsza dziewczyna Tyry, jego córka, część jej rodziny i wielu jej przyjaciół nazywało jego kobietę Ty-Ty. Tack nazwał ją Rudą. Jego bracia nazywali ją Cherry.

„Poznała kogoś, kto powiedział, że chciałby innej formy płatności”.

Hop i Boz zbliżyli się. Jego syn, Rush, nie głupi, również przeniósł się do bliżej.

Zrobili to, ale lepiej znali Jokera.

Nie stracił kontroli.

Zmarzł tak bardzo, jak cały pokój poczuł chłód.

„Nazwisko” – szepnął.

Tyra spojrzała na Tacka.

Tack spojrzał na Jokera.

„Da to Boz’owi i Hound’owi. Zajmą się nim” – oświadczył.

„O, nie, nie zrobią tego” – odpowiedział Joker.

„Kim ona jest dla ciebie?” — zapytał Tack.

„To nie wasza sprawa” – odpowiedział Joker.

„Widziałem to, co widziałem w moim własnym klubie, Joker. Widziałem to, nie podobało mi się. Żadna matka nie powinna przechodzić przez to, czego byłem dzisiaj świadkiem. Widziałem, jak patrzyłeś, jak przez to przechodziła. Nie rozumiem tego. Kim ona jest dla ciebie?”

„Bracie, nie będę się powtarzał” – odpowiedział Joker.

„Mamy z tym dwie możliwości” – odpalił Tack - „Ignorujemy to, co oznacza, że pozwalamy bratu robić to, co musi i nie cofamy się, albo idziemy na całość. Jak idziemy na całość, musimy wiedzieć, dlaczego to robimy”.

„Nikt nie prosi cię, żebyś szedł na całość”.

„A ty nie siedziałeś w tym pokoju i nie podałeś swojego imienia, żeby zarobić na swoją naszywkę, myśląc, że kiedykolwiek pójdziesz sam, bez braci za plecami. Oznacza to, że moje dwie opcje to bzdury. Jest tylko jedna. Wiedząc o tym, musimy wiedzieć, kim ona jest dla ciebie?”

„Nikim”.

To było kłamstwo. Wszyscy w pokoju o tym wiedzieli. Nie podobało im się to. Ale Joker nie skończył.

„Chodziłem z nią do szkoły. Była cheerleaderką”.

To nie była niespodzianka.

„Pamiętasz, jak dwadzieścia lat temu dzieciak na trójkołowcu został zmiażdżony przez samochód na własnym podjeździe?” – zapytał Joker.

Powietrze w pokoju rozrzedziło się.

Pamiętali.

„To była jej siostra” – dokończył Joker.

„Pieprz mnie” – mruknął Hop.

„O ile wiem, straciła też później matkę” – ciągnął Joker.

„Przyjaciółka z liceum, którą chronisz?” — zapytał Tack.

„Ona nie ma pojęcia, kim jestem” – odpowiedział Joker.

Miodowe włosy. Świetne nogi. Fantastyczny tyłek. Doskonałe cycki. Świecące się oczy.

Tack założę się, że to cholernie żądliło.

„Nie pamięta?” — zapytał Tack.

„Nie. I cieszę się. Nie byłem dzieciakiem, którego by znała. Ona też by nie pamiętała”.

To wiele mówiło, a Tackowi nie podobało się to, co powiedziało. Ale nie miał wyboru. Joker nie chciał, żeby on, ani żaden z braci, nie mógł zagrać jeszcze inaczej.

„Gdzie chcesz, żeby Klub z tym poszedł?” - zapytał Tack.

„Upewnić się, że nie zostanę uwięziony po tym, jak każę prawnikowi połknąć własne jaja”.

Tack zacisnął zęby, by powstrzymać uśmiech, zanim kontynuował - „Któremu adwokatowi?”

„Racja. Upewnić się, że nie zostanę uwięziony po tym, jak każę jednemu prawnikowi połknąć własne jaja, a drugiemu zrobić to samo z jego kutasem wepchniętym mu w tyłek”.

„Jak zrobisz jedną z tych rzeczy, jej były ma za sobą siłę, o której ona mówi, że ma, to mogłaby to poczuć” – ostrzegł Tack.

Szczęka Jokera zacisnęła się.

„Dużo emocji jak dla dziewczyny, która cię nie pamięta” – zauważył ostrożnie Tack.

„Jej siostra była zmiażdżona, stary” – wycedził Joker i Tack to poczuł. Miał dwóch małych synów, jednego dorosłego i dorosłą córkę. Czuł to głęboko w brzuchu. I wiedział, że, jak nie daj Boże takie gówno się zdarzy, jego dzieci też to poczują - „I minęło dużo czasu, ale nikt z nas nigdy nie zapomina, że licealiści to dupki” – utrzymywał Joker - „Ci, którzy nie są, po prostu próbują przejść swoją drogę, nie ponosząc zbyt dużych obrażeń. Ona nie była żadną z nich”.

„Dobra dziewczynka?”

„Ostatnia osoba, jaką widziałem w Denver, zanim uciekłem od mojego starego. Wiedziała, że to robię. Prawdopodobnie wiedziała, że byłem nieletni. Zdecydowanie wiedziała, że powinienem to zrobić. Pocałowała mnie w policzek i powiedziała, że będę miał piękne życie”.

To było.

I to było więcej, niż kiedykolwiek dał im Joker. Przynajmniej na głos.

Głos Jokera nagle ucichł - „Ja mam takie życie. Jakiego ona dla mnie chciała. Dobro wokół mnie. Ona nie. To gówno jest nie w porządku. To wszystko, co ode mnie dostaniesz, bracie. Jest tego warta. Carissa Teodoro nie opiera się o drzwi, jakby miała w swoich żyłach całą radość z ziemi, która wyciekła, nie bez kary. Tyle wiem. To właśnie ci mówię. To właśnie zrobię. Klub albo gra ze mną, albo odpada. Ale tak się stanie”.

Nie powiedział nic więcej.

Nie czekał też na odpowiedź.

Wyszedł.

Tack spojrzał na syna.

„Rush, za nim” – rozkazał cicho.

Rush skinął głową i poszedł za bratem.

„Kochanie” – szepnęła Tyra i Tack spojrzał na nią - „Jest o wiele więcej do powiedzenia”.

„Dlaczego nie jestem zaskoczony?” - wymamrotał.

Nie zawahała się.

„Ona cienko przędzie, Kane. Ma pracę na pełen etat, za to mało jej płacą, świadczenia są świetne, lubi to, gdzie pracuje, ale jej dochody pochłaniają wydatki na opiekę dzienną i spłatę starego adwokata. Jest blisko z tatą, ale on jest w Nebrasce. Nie chce mu powiedzieć, co się dzieje, upiera się, że jest przed tym chroniony, a teraz lepiej rozumiem, dlaczego”.

Zatrzymała się, a Tack skinął głową.

On też rozumiał.

Tyra kontynuowała - „Jej przyjaciele przenieśli się do byłego. Wiesz, że ma gówniany samochód. Ma też mieszkanie z jedną sypialnią w bardzo złej części miasta. I jest przekonana, i wygląda na to, że nic nie zmyśla, że jej były realizuje strategię odebrania jej syna i pozbycia się jej na dobre, aby mógł założyć dom ze swoją narzeczoną i zapomnieć, że nawet istniała”.

„Co myślisz o tej dziewczynie?” - zapytał Tack.

„Moim zdaniem straciła siostrę, matkę, jej były pieprzy jej w głowie, a ona wciąż wkłada ładną sukienkę, wchodzi prosto do kompleksu motocyklowego z ciastem domowej roboty i patrzy na Jokera nie tak, jakby jeździł okrakiem na Harleyu, ale robił to na białym koniu. Jeśli nie pamięta, kim był z liceum, to nie ma znaczenia. Wie, kim jest teraz i zrobiła wszystko, aby nie pozwolić mu o niej zapomnieć. Żadna dziewczyna nie ubiera się tak, jeśli nie chce zwrócić na siebie uwagi. Ona go lubi. Zrobił wrażenie i to większe niż tylko to, że był dobrym facetem, który zatrzymał się, by zmienić koło”.

Wzięła oddech.

Tack patrzył jej w oczy i milczał.

Kontynuowała - „Ale dzisiaj się załamała, Tack. Nie jest dziewczyną, która robi loda dla usług prawnych, ale zamierzała to zrobić. Kocha swojego syna. Kończą się jej opcje. Biegnie przestraszona. I zabiera wszystko, co musi, aby utrzymać te kawałki razem, aby się nie roztrzaskały”.

„Wiem jedno, Ruda, jeśli są bliscy, jej tata nie chce być chroniony. Mam córeczkę. Chciałbym wiedzieć. Podejrzewam, że on też”.

„Jej tata jest w Nebrasce, opiekując się mamą, która już dawno zachorowała na Alzheimera, jej dziadek już nie żyje, a jej ojciec nie ma serca, by umieścić ją w domu”.

Kurwa.

„Musimy się nią zająć” – mruknął Tack.

„Nie wiesz, ale Elvira jest pobudzona. Ten facet, jej były, przez długi czas był kutasem. Carissa tylko przybrała dobrą minę do złej gry i ignorowała to. Jej porażka, jak to nazywa. Elvira nie widzi tego w ten sam sposób. Jest gotowa do wybuchu. A to oznacza, że będzie dręczyć Hawka, dopóki się za to nie weźmie, a Hawk jest bałaganiarski”.

Tack poczuł, jak jego usta się wykrzywiają.

Elvira była przyjaciółką Tyry, a Hawk był szefem Elviry. Hawk był innym bratem niż Tack z różnych powodów. I Hawk był człowiekiem, który załatwiał sprawy i nie miał nic przeciwko temu, jak musiał to robić.

Tack spojrzał na pokój.

„Boz, Hound, zajmijcie się człowiekiem, który myśli, że wymuszanie loda w celu uiszczenia opłat prawnych jest czymś, co może zrobić i przekonajcie go, że się myli”.

Boz skinął głową.

Hound wyglądał na zachwyconego.

Tack potrząsnął głową.

Tyra podała im nazwisko adwokata.

Wystartowali.

Spojrzał na Speck’a - „Idź z nimi. Upewnij się, że Hound nikogo nie zabije”.

Speck posłał mu uśmiech i wyszedł.

Tack zwrócił się do Hop’a - „Potrzebujemy wszystkiego, co możemy dostać na jej byłego i jego ojca”.

„Jak zdobyli przyjaciół sędziów, my dodamy problemy do tych, które już mamy, Tack” – ostrzegł Hop.

„Widziałeś, jak ta dziewczyna słuchała, jak jej następczyni mówiła jej, że nie może zobaczyć swojego chorego syna?”

Szczęka Hop’a zacisnęła się.

„To byłoby warte dla ciebie, żeby to się nie powtórzyło?” - zapytał Tack.

„Nie pytaj o to gówno. Wiesz, że tak. Ale moim zadaniem jest wskazać, gdzie jest ten klub” – odpowiedział Hop - „I, w sumie, bracie, to gówno jest większe niż nam się wydaje, musi trafić pod młotek”.

Nie mylił się.

„Dowiem się” – ciągnął Hop – „Wtedy będziemy wiedzieć, czy potrzebujemy spotkania”.

Tack kiwnął brodą. Hop wystartował.

Tack spojrzał na swoją żonę - „Masz ochotę namówić Big Petey’a, by otworzył przedszkole?”

Usłyszał jej cichy śmiech - „Ma już dwóch chuliganów na swoim nieformalnym”.

„Pete lubi dzieci”.

To było wtedy, jej oczy zmiękły i pozostały na nim – „Zadzwonię do niego”.

Zeskoczyła ze stołu i spodobał mu się pokaz. Potem pochyliła się nad nim, by dotknąć ustami jego ust.

To też mu się podobało, ale zaczeka na więcej później.

Wysunęła się dumnie i tym razem Tack poświęcił czas, by to docenić.

Shy podszedł do niego i zajął miejsce obok niego po jego lewej stronie, gdzie siedział na spotkaniach, na stanowisku, które szybko zdobył, ponieważ był bystry, lojalny wobec swoich braci i lojalny wobec rodziny Chaosu.

„Tab jest przyjazna” – powiedział.

Tab była córką Tacka, dziewczyną, na którą Shy ciężko zapracował.

I Shy miał rację. Tabby była przyjazna i zwykle otwarta na rekrutację nowych sióstr do swojej załogi.

Tack spojrzał na swojego brata i zięcia.

„Sprawdź, czy rekrutuje”.

Shy skinął głową.

Tack spojrzał na drzwi.

„Przepada za nią”.

To był Shy. Mówił o Jokerze.

On to wiedział. Miał miłość dobrej kobiety, oddawał to.

Tack też wiedział. Miał to samo.

Spojrzał z powrotem na Shy’a - „Zanim gówno spadło, chciał ją trzymać na zimny dystans”.

Shy spojrzał w jego stronę.

„Wiał inny zimny wiatr, dostała ten telefon”.

Shy nie powiedział ani słowa.

„Jak on nie utrzyma swojego gówna, Shy, wszystko dla niej spieprzy. A jak nie otworzy oczu i nie zobaczy motyli, spieprzy wszystko dla siebie”.

„Zajmę się tym z Rush’em”.

„Tak”.

Shy skinął głową, wstał z krzesła i okrążył stół za Tackiem.

Tack patrzył, jak drzwi się za nim zamykają.

Potem wpuścił myśli.

Nie potrzebowali tego gówna.

Byli w stanie wojny. Byli obecnie na odprężeniu, ale to mogło się zmienić w mgnieniu oka. Benito Valenzuela miał plan, chciał terytorium Chaosu i nie zamierzał długo siedzieć z założonymi rękami.

Nie potrzebowali jego gówna.

Co to znaczy paść na kolana?

Mieli się z tym uporać.

„Kurwa” - mruknął, położył ręce na poręczach fotela i podniósł się.

Miał kobietę i chłopców do nakarmienia, telewizję do oglądania, żonę do pieprzenia i spanie do snu.

Tam właśnie były jego myśli.

Jutro, zobaczy się.

1 komentarz:

  1. Dziękuję za rozdział :)
    Mam nadzieję że pomogą jej z Travisem i nic im nie spadnie za to na głowe :(

    OdpowiedzUsuń