Rozdział
3
Na
kolanach
Carissa
Spojrzałam
w lustro i odrzuciłam wszystkie myśli oprócz tego, co mogłam zobaczyć.
Sukienka
nie była zła. Była o jeden rozmiar większa od tego, co nosiłam przed Travisem,
ale była urocza. Pod spodem był różoworóżowy sztuczny jedwab z szyfonową
nakładką w różu w czarne motyle. Nie miała rękawów, ale miała delikatne falbany
na ramionach. Miała pełną, krótką, zalotną spódnicę, plisy z przodu stanika,
wycięcie pod szyją z małą kokardką u podstawy i kolejną kokardę przy pasie w
talii.
Ukrywała
moje małe resztki po-dziecięcego brzuszka. Ukrywała też mój tyłeczek większy-od-urodzenia-Travisa.
Założyłam
ją do moich niesamowitych czarnych sandałów z cienkim paskiem, dużym
dwuskrzydłowym motylem na czubku i koturnem z korkiem po bokach.
Wszystko
to było tanie, nie wspominając o tym, że kupiłam to na wyprzedaży, bo był to jedyny
sposób, w jaki mogłam sobie pozwolić na ubrania dla mnie, ubrania, których
potrzebowałam, bo żadne z moich starych nie pasowało.
Mimo
wszystko to było urocze. A przynajmniej tak myślałam.
Uczesałam
włosy, żeby były pełniejsze, a loki bardziej wyraziste. Zafundowałam sobie też
nowy pedicure, elegancki, dyskretny różowy lakier na palcach. Miałam dobry
makijaż, lekkie dramaty wokół oczu, ale głównie różowe i zroszone. I użyłam
moich drogich perfum, których rzadko używałam, ponieważ prawie zniknęły i nie
było mnie stać na więcej.
Byłam
gotowa.
Zanim
zdążyłam pomyśleć, na co byłam gotowa, wybiegłam z sypialni do innego z trzech
pokoi, które składały się na moje mieszkanie: kuchni/jadalni/salonu.
Chwyciłam
ciasto z orzechami czekoladowymi z domową kruszonką, które pokryłam folią
spożywczą.
I
znowu, zanim zdążyłam pomyśleć, rzuciłam się do samochodu i wyszłam.
To
było dwa dni po tym, jak Joker naprawił mi oponę. Wciąż miałam zapasową. Nie
miałam czasu się tym zająć, z pracą, praniem, sprzątaniem, nie mówiąc już o
pedicure i robieniu ciasta.
Teraz
miałam się z tym uporać.
I
podziękować Jokerowi.
To
mnie denerwowało, więc nie zastanawiałam się nad tym, gdy jechałam na Broadway,
w dół Broadwayu i prosto do Ride.
Wciąż
o tym nie myślałam, kiedy wjechałam i przejechałam obok miejsc parkingowych, na
których parkowało się, gdy szło się do sklepu.
Skierowałam
się prosto do ogromnej konstrukcji z tyłu, która miała trzy duże zatoki.
Warsztat.
Pojechałam
prosto do jednej, która wyglądała na prawie pustą i zatrzymałam się przed nią.
Otworzyłam drzwi, wyrzuciłam moją śliczną stopę w sandałach i wyciągnęłam się.
Zanim
zdążyłam przesunąć się na tylne siedzenie, by złapać ciasto, z zatok wyszło
dwóch mężczyzn. Jeden był wysoki, ciemnowłosy, chudy (ale twardy), niósł
podkładkę do pisania i patrzył na mnie. Drugi był wysoki, miał pogięte ramiona,
miał zatłuszczone dżinsy i poplamioną olejem koszulkę i także patrzył na mnie.
Facet
z tłustymi dżinsami był takim normalnym, codziennym facetem.
Chudy
facet był niesamowicie przystojny.
„Hej!”
- lekko machnęłam ręką, wezwałam promienny uśmiech i podeszłam do nich.
Obaj
obserwowali i normalnie nie sprawiłoby to, że poczułabym się dziwnie. Tata mówił
mi, że byłam piękna, odkąd pamiętałam. Mama robiła to samo. Aaron powtarzał to
wiele razy, odkąd się poznaliśmy i zaczęliśmy spotykać, kiedy byliśmy na
pierwszym roku, wierzyłam, że on w to wierzył (do niedawna) i wierzyłam we
mnie.
Wiedziałam,
że nie byłam brzydka. Co ważniejsze, wiedziałam już wtedy, że byłam kochana.
Teraz
nie tak bardzo.
Teraz
byłam o rozmiar większa (dwa w biodrach), miałam brzuch po-niemowlęcy, duży
tyłek i męża, który rzucił mnie dla modelki w rozmiarze 0. Miałam też
przerośnięte pasemka, które nie wyglądały świetnie.
Żadna
urocza sukienka ani urocze buty nie zakryją tego.
Znałam
spojrzenia z uznaniem. Dostawałam je też odkąd pamiętałam.
Teraz
zastanawiałam się, co myśleli obaj ci mężczyźni, o mnie, dwudziestopięcioletniej
(prawie dwadzieścia sześć), porzuconej, samotnej mamie (nie żeby o tym
wiedzieli, ale czułam, że noszę tę wiedzę na każdym calu siebie), wspinającej
się ze starego, wysłużonego samochodu, w zalotnej, ale taniej sukience i
uroczych, ale tanich butach motylkowych, które w tej chwili wydawały się głupie
i, co gorsza, zdesperowane.
Powinnam
była założyć dżinsy.
Nie.
W
ogóle nie powinnam była przychodzić.
„Yo”
- zawołał chudy.
Zbliżyłam
się - „Uch… tak, Yo” - Uśmiechnął się. To było bardzo atrakcyjne. Zignorowałam
to i kontynuowałam - „Jestem Carissa. Carissa Teodoro. Kilka dni temu…”
Chudy
facet szarpnął głową i przerwał mi.
„Dziewczyna
Jokera?”
Zamknęłam
usta.
Dziewczyna Jokera.
Dlaczego
to brzmiało tak ładnie?
„Tak,
zapasowy. Tercel. Joker poinformował nas o tym. Jesteśmy zabezpieczeni” –
powiedział facet w zatłuszczonych dżinsach i odwrócił się w stronę zatok - „Yo!
Niech ktoś przyjdzie po ten złom! Dziewczyna Jokera jest tutaj!”
Spojrzałam
od niego z otwartymi ustami, żeby coś powiedzieć, na chudego faceta ze podkładką
(myśląc, że skoro miał podkładkę, to prawdopodobnie był kimś z autorytetem).
Ale nic nie powiedziałam, ponieważ patrzył na mnie od góry do dołu atrakcyjnymi
zielonymi oczami, a jego usta były wykrzywione, jakby coś było zabawne.
Niesamowicie
zabawne.
„Będziemy
potrzebować twoich kluczy” – stwierdził, gdy jego oczy ponownie spotkały moje.
„Ja,
no, tak, oczywiście” – machałam nimi przed sobą, podczas gdy mężczyzna w
kombinezonie wybiegał z zatoki, kierując się w naszą stronę - „Mam w pewnym
sensie sytuację finansową” - podzieliłam się moim niedopowiedzeniem - „Więc,
czy możecie mi to oszacować, zanim się wszystkim zajmiecie?”
Obaj
mężczyźni patrzyli na mnie, jakbym oszalała, zanim chudy facet powiedział -
„Pozwolimy, żeby Joker się tym zajął”.
Kiwnęłam
głową i powiedziałam mu - „Muszę wziąć torebkę i coś z tyłu”.
Facet
z tłustymi dżinsami podszedł do mnie, złapał moje klucze i powiedział - „Weź to,
kochanie”.
Spojrzałam
na niego, kiwnęłam głową zgodnie i pognałam z powrotem do samochodu. Pochyliłam
się głęboko i złapałam torebkę z fotelika Travisa. Potem sięgnęłam głębiej i sięgnęłam
ciasto.
Kiedy
zamknęłam drzwi i odwróciłam się do chłopaków, zobaczyłam, że wszyscy są
pochylni lekko w prawo, z pochylonymi głowami, oczami na moich pośladkach (lub,
w przypadku chudego faceta) na moich nogach.
Poczułam
ciepło na policzkach i zawołałam - „Czy Joker jest w pobliżu?”
Wszyscy
wyprostowali się i spojrzeli na moją twarz.
„Przyniosła
mu ciasto” – mruknął chudy facet.
„Kurewsko
genialne” – zamruczał też facet od tłustych dżinsów.
„Czy
Joker w ogóle lubi ciasto?” - facet od kombinezonu tylko lekko mamrotał.
Ale
moje serce ścisnęło się.
Nie
lubił ciasta?
Czy
nie wszyscy lubili ciasto?
O,
nie! A jeśli nie lubił ciasta?
„Czy
Joker coś lubi?” – zapytał facet od tłustych dżinsów.
„Założę
się, że od dzisiaj polubi motyle” – zauważył chudy facet.
„Dzisiaj
ja lubię motyle” – oświadczył
przetłuszczony facet od dżinsów.
Odchrząknęłam.
Usta
chudego faceta znów się wykrzywiły, gdy szarpnął brodą w prawo i powiedział - „Kompleks”.
„Przepraszam?”
- Zapytałam.
„Joker
jest w kompleksie, kochanie. Budowla tam” - Machnął podkładką w tym kierunku, a
następnie uśmiechnął się bardzo pociągającym, ale zdecydowanie znaczącym
uśmiechem - „Idź od razu do środka. Jak nie jest z przodu, ktoś tam załatwi go
dla ciebie”
Spojrzałam
tam, gdzie wskazywał i zobaczyłam duży, długi budynek, który biegł przez całą
długość posiadłości od tyłu sklepu samochodowego do warsztatu. Miał okap z
przodu, pod nim stoły piknikowe (a dokładnie pięć), duży grill beczkowy na
jednym końcu i cztery beczki z kranami, które wyglądały, jakby były gotowe do
użycia, stały pod ścianą budynku, blisko grilla. Na samym froncie zaparkowanych
w szyku motocykli.
Była
też para podwójnych drzwi.
Zwróciłam
oczy z powrotem na mężczyzn.
„Dziękuję!”
- zawołałam z kolejnym promiennym uśmiechem, zignorowałam dziwność, którą
sprawiali, że poczułam i moją niemożność zrozumienia, czy była to dobra
dziwność, czy zła, a potem ruszyłam w stronę kompleksu, niosąc przed sobą moje
ciasto obiema rękami boleśnie świadoma tego, że mnie obserwowali.
To
był długi spacer, a kiedy dotarłam do końca, przełożyłam ciasto do jednej ręki,
chwyciłam klamkę jednych z drzwi, otworzyłam je i zaryzykowałam spojrzenie za
siebie, zobaczyłam to, co miałam przeczucie, że zobaczę.
Żaden
z nich się nie poruszył, a ich wzrok był skierowany na mnie.
Wtargnęło
we mnie więcej dziwności, ale nawet jeśli był to spory dystans, musieli
wiedzieć, że na nich patrzyłam. Więc podniosłam rękę, żeby pomachać, zanim przeszłam
przez drzwi.
Tylko
facet od kombinezonu odmachał.
Zrównoważyłam
ciasto w obu rękach, zrobiłam dwa kroki i zatrzymałam się, ponieważ musiałam, bo
nic nie widziałam. Miejsce było ciemne. Po jasnym słońcu Denver moje oczy
potrzebowały czasu, aby się przyzwyczaić.
Zajęło
to trochę, aż wreszcie pojawiły się neonowe znaki piwa.
Potem
więcej.
Nic
z tego nie było dobre.
Zniszczone
meble. Stoły bilardowe. Długa lada baru. Flagi na ścianach, takie jak ta, która
powiewała nad sklepem samochodowym pod amerykańską flagą. Zdjęcia również na
ścianach. Naklejki Harley-Davidson, ponownie przyklejone do ścian. Nie było
schludnie. Nie było nawet czysto.
To
było po prostu przerażająco.
„Yo!”
- usłyszałam i obróciłam głowę w prawo.
Miałam
towarzystwo.
Na
zakrzywionej części zagłębienia baru stał mężczyzna, oparty ramieniem o bar.
Miał kozią bródkę. Był duży. Był szorstki, ale mimo to bardzo przystojny.
Miał
przed sobą na stołku barowym uroczą rudowłosą kobietę w delikatnej bluzce i
obcisłej spódnicy. Stał bardzo blisko niej. Chociaż wyglądał na twardego
męskiego motocyklistę yin do jej dziewczęcego, eleganckiego yang, najwyraźniej
jej to nie przeszkadzało.
Za
barem stał inny mężczyzna z ciemnymi, rozczochranymi włosami i wąsami na
wardze, które również rosły po bokach. Drobna kępka była w dołku pod środkiem
dolnej wargi. Urocze dziecko, młodsze od Travisa, było bezpiecznie wsunięte w
zgięcie jego ramienia, ramienia ozdobionego tatuażami tańczących płomieni. I
wreszcie elegancka, wysoka, oszałamiająco piękna brunetka była w zgięciu jego
drugiej ręki (na której również miał płomienie).
Wreszcie
obok rudej siedziała czarna dama w sukience, za którą mogłabym sprzedać nerkę,
gdyby to był mój styl (nie był, była szykowna, awangardowa i wyrafinowana, a ja
byłam zalotna, falbanki, a czasem kwiaty, zdecydowanie motyle, nic z tego, co
wiedziałam po jednym spojrzeniu, ona by nie założyła nigdy w życiu nawet pod
groźbą śmierci).
Jej
włosy były uczesane do perfekcji. Jej oczy były bystre w sposób, w jaki nigdy
nie mogła udawać głupka i uszłoby jej to płazem.
Te
oczy, podobnie jak wszystkie inne, były skierowane na mnie.
A
resztki ich fast foodowego lunchu były na całym barze.
„Hej!”
- zawołałam i zrobiłam jeszcze kilka kroków.
Oczy
mężczyzn natychmiast opadły na moją spódnicę.
Kobiety
popatrzyły na siebie.
„Szukam
Jokera” – poinformowałam ich.
Oczy
kobiet natychmiast zwróciły się do mnie.
„Co
powiedziałaś?” – zapytała czarna dama, brzmiąc, jakby się dławiła.
„Um…
Joker” - podniosłam moje ciasto - „Pomógł mi kilka dni temu. Nie byłam wtedy w
stanie właściwie podziękować. Więc wpadłam, żeby to teraz powiedzieć”.
W
momencie, gdy skończyłam mówić, podskoczyłam, gdy kozia bródka odwrócił głowę
na bok i ryknął - „Joker!”
„Cholera
jasna” – wydyszała rudowłosa.
„To…
jest… niesamowite” – wyszeptała
brunetka.
„Dziewczyno,
przynieś tu swój motylkowy tyłek” - rozkazała czarna dama - „Muszę się lepiej
przyjrzeć”.
Lekceważąc
ten rozkaz, wyczuwając jego ruch, moje oczy przesunęły się na wąsatego
mężczyznę, by zobaczyć, jak jego głowa opadła. Patrzył na nogi, ale jego
ramiona drżały.
Dziecko
w jego ramieniu zagulgotało.
Drzwi
za mną otworzyły się. Odwróciłam się do niego i zobaczyłam wchodzącego chudego
faceta.
Spojrzał
prosto na bar - „Nie mogłem tego przegapić”.
Głębokim
motocyklowym głosem (nie był tak atrakcyjny jak Jokera, ale nadal był
atrakcyjny), tym głosem drżącym jak jego ramiona, wąsaty mężczyzna odpowiedział
- „No ja myślę”.
Byłam
zdezorientowana.
„Siostro”
– zaczęła czarna dama i spojrzałam na nią - „Widzę, że albo Joker nie przekazał
ci zasad dotyczących ubioru, albo, lepiej, zdecydowałaś się go zignorować,
dumnie krocząc tu swoim motylkowym tyłkiem, nie mając na sobie topu bez
ramiączek i szortach” - Skinęła ku mnie głową – „Uznanie dla ciebie. Bądź tym
kim jesteś. Niech szlag trafi motocyklistę”.
Ruda
i brunetka zaczęły chichotać.
Nadal
byłam zdezorientowana. Tym bardziej teraz, że wśród mnie były trzy kobiety i
żadna z nich nie była w bluzkach bez ramiączek i szortach.
„Przepraszam?”
- zapytałam.
„Joker!” - ryknął znowu kozia bródka.
Znowu
podskoczyłam.
„Co?”
To
zaszczekało z tyłu dużego pokoju, a moje oczy powędrowały tam, aby zobaczyć
Jokera wychodzącego z drzwi, które wydawały się prowadzić do holu. Zrobił to,
wyglądając na zirytowanego.
Robił
to również, wyglądając jak wysoki, ciemny, brodaty, barczysty, złowrogi
motocyklista.
I
podobało mi się to drugie.
Bardzo.
Moje
nogi zaczęły się trząść.
„Towarzystwo”
- oznajmił zachrypnięty głos.
Joker
spojrzał na mnie.
Prawie
upuściłam ciasto.
Trzymałam
się i zawołałam ćwierkająco - „Hej!”
Wchodził
dalej, przeniósł wzrok na bar, a potem z powrotem na mnie. Zatrzymał się pięć kroków
dalej.
Wchodził
dalej, jego oczy spoglądały na bar, a potem z powrotem na mnie. Zatrzymał się
pięć stóp dalej.
„Przyszłam,
aby… zająć się moją oponą tak, jak powiedziałeś, że powinnam zrobić i zrobiłam
ci to” - podałam mu ciasto, wciąż trzymając pod nim obie ręce, z uśmiechem,
który, jak wiedziałam, był niepewny na mojej twarzy – „Aby podziękować”.
Spojrzał
na ciasto. Jego wyraz twarzy nic nie mówił.
Ale
obserwowałam, jak patrzy na ciasto, a ja znów odniosłam wrażenie, że go znam i
to nie tylko dlatego, że dwa dni temu zmienił mi oponę.
To
było dziwne uczucie. Uczucie, które wydawało się wstrząsać moimi bankami
pamięci.
Ale
to również szarpało moje serce.
Nie
mogłam już skoncentrować się na tym uczuciu, ani zrozumieć, dlaczego byłam pewna,
że go znam, kiedy przestał patrzeć na ciasto i podszedł do mnie, wziął ciasto,
podszedł do baru, postawił na nim naczynie bez zrobienia z nim czegokolwiek i
spojrzał poza mnie, na chudego faceta.
„Zajmują
się jej bryką?” – zapytał.
„Zabrałem
się od razu” – odparł chudy facet.
„Racja”
- Joker zwrócił na mnie uwagę – „Uporządkują cię”.
„Ja…
um. Dobrze” – odpowiedziałam.
„Ciasto
jest miłe” – ciągnął - „Bracia to polubią”.
Bracia
to polubią?
Czy
on nie zamierzał wziąć trochę?
Może
nie lubił ciasta.
Cholera!
Kiedy
mówiłam, zaczął dzwonić mój telefon w torebce - „Cóż, to dobrze. Ale…”
„Doceniam,
że przyszłaś” – przerwał mi. Potem spojrzał na bar - „Mam gówno do zrobienia”.
Walczyłam
z torbą na ramieniu, żeby dostać się do telefonu. Robiłam to czując różne
rzeczy. Wszystkie złe.
„Dobrze
cię znowu widzieć, uh…” – urwał, kiedy moja dłoń zacisnęła się na telefonie, a
moja głowa podskoczyła, kiedy to zrobił.
„Carissa”
– szepnęłam.
„Tak,
dobrze cię widzieć. Uważaj na siebie” - odparł.
Zapomniał
jak mam na imię.
To
zabolało.
To
naprawdę zabolało.
Ale…
Czemu?
Aby
to ukryć, spojrzałam na telefon, gdy usłyszałam chrapliwe - „Joker”.
Ale
nie słuchałam, ponieważ dzwoniła Tory.
Aaron
już dawno zlecił swojej narzeczonej komunikację ze mną prawie o wszystkim. To prawie wszystko zawsze był Travisem,
ponieważ teraz tylko o tym Aaron i ja musieliśmy rozmawiać.
To
było podłe. To też było okropne. I na koniec, to był bardzo Aarona.
Nienawidziłam
tego.
To
nie było miłe, ale też jej nienawidziłam. Ukradła mojego męża. Miała go, by
spędzać z nim każdy tydzień, a każdy kolejny, żyjąc moim marzeniem, bycia
rodziną co drugi tydzień z moim dzieckiem. Jeździła sportowym mercedesem,
którego kupił jej Aaron i regularnie pojawiała się w reklamach w gazetach
lokalnych domów towarowych lub w reklamach telewizyjnych lokalnych sklepów
meblowych, siedząc na leżakach i kanapach, z długimi, chudymi nogami zawsze
bosymi i wyciągniętymi.
Była
piękna. Miała błyszczące ciemnobrązowe włosy, które, jak podejrzewałam, były
błyszczące bez produktu, co było irytujące. Była wyższa ode mnie prawdopodobnie
o dziesięć centymetrów. Miała naturalny wdzięk. I chociaż nie byłam nawet
blisko za wzgórzem, cholera, nie mogłam nawet zobaczyć wzgórza, była prawie
cztery lata młodsza ode mnie w sposób, który sprawiał, że czułam się o
pięćdziesiąt lat starsza od niej.
Oczywiście
z tych powodów i z około tysiąca innych nie chciałam odebrać jej telefonu.
Ale
miała mojego syna.
Więc
musiałam to odebrać.
„Przepraszam”
– wymamrotałam, wiedząc, że prawdopodobnie nikt nie zwracał na mnie uwagi.
Zrobiłam krok do tyłu, odwróciłam się do pozostałych i przyłożyłam telefon do
ucha - „Tory”.
„Uh,
cześć, Carisso”.
Nie
brzmiała dobrze.
Moja
skóra zaczęła mrowić.
„Wszystko
w porządku?” - zapytałam.
„Okej,
nie wariuj. Teraz wszystko jest w okej. Będzie dobrze. Aaron nie chciał, żebym
do ciebie dzwoniła, bo to normalne, tak się zdarza, mówią lekarze…”
Plecy
wystrzeliły mi prosto, a serce ścisnęło mi się, nawet gdy moja ręka ścisnęła
telefon tak mocno, że gdybym miała na to trochę uwagi, bolałoby.
„Lekarze?”
- wyszeptałam.
„Tak,
mówią, że nic mu nie będzie. Ale wczoraj wieczorem musieliśmy zabrać Travisa do
szpitala”.
„Szpitala?” – wrzasnęłam i znowu, gdybym
miała jeszcze trochę w sobie, by na to zwrócić uwagę, zauważyłabym, że w pomieszczeniu
wszyscy stali się czujni.
„Jest
z nim dobrze. Dobrze” - powiedziała pospiesznie - „To był tylko krup. Jest mały,
tak ciężko pracował, żeby kaszleć, to było przerażające, ale jest całkowicie w
porządku. Zaopiekowali się nim lekarze. Odesłali go do domu. Aaron nie chciał,
żebym cokolwiek mówiła, ale pomyślałam, że powinnaś wiedzieć”.
W
głowie mi brzęczało, skóra wciąż mnie mrowiła, a serce biło tak mocno, że
czułam łomotanie w piersi, gdy powiedziałam - „Jadę do waszego domu”.
„Nie!" - zapłakała – „Nie, Carisso,
nie rób tego”.
„To
mój syn!” – warknęłam - „Był w szpitalu, nie czuje się dobrze, więc teraz jadę do waszego domu” - spojrzałam w
górę i powiedziałam do pierwszej osoby, którą zobaczyłam, którą był chudy facet
- „Potrzebuję mojego samochodu. Natychmiast”.
Przyglądał
mi się, ale kiedy się odezwałam, szarpnął brodą, odwrócił się i wybiegł.
„Carisso!”
- Tory wołała z mojego telefonu – „Nie możesz tu przyjechać”.
Szłam
do drzwi, gdy syknęłam - „Zatrzymaj mnie”.
„Nie
każ mi żałować, że ci to powiedziałam. Jeśli Aaron dowie się, że jesteś tutaj
bez pozwolenia, będzie wkurzony. Na mnie.
Ale wiesz, że będzie bardziej na ciebie.
I cię ograniczy, Carisso”.
Trzymałam
rękę na klamce, ale zatrzymałam się na jej słowa.
„Żaden
sędzia nie odbierze mi prawa do widzenia mojego dziecka, gdy jest chore” –
oświadczyłam.
„No,
już, Carisso” – odpowiedziała cicho, delikatnie, ale szybko i zdecydowanie -
„Do tej pory musisz wiedzieć, że jego ojciec zna wielu sędziów i razem grają w
golfa. Zrobią wszystko, co on im każe”.
Zamknęłam
oczy i zrobiłam to mocno, jeszcze mocniej zaciskając palce na klamce.
Wiedziałam
to. Do tej pory nauczyłam się tej lekcji dwa razy.
„Nie
możesz tu wpaść” – ciągnął Tory, a ja otworzyłam oczy, wpatrując się
niewidzącym wzrokiem w drzwi – „Nie zgadzam się z tym, że ukrywa to przed tobą.
Chciałam, żeby zadzwonił do ciebie zeszłej nocy. Odmówił. Jest teraz w biurze,
chwilę temu zostawił mnie i Travisa na kilka spotkań w pracy. Powiedział, że
wróci, będzie pracować z domu. Nie wiem, kiedy to nastąpi. Po prostu wiem, że
jeśli tu będziesz, straci opanowanie. Ty też to wiesz. Przykro mi, że tak jest,
ale obie wiemy, że tak jest. Dbam o Travisa. Lekarze mówią, że wszystko będzie
dobrze. Z nim już jest lepiej. Jest pod opieką. A kiedy Travis poczuje się
lepiej, a Aaron będzie w pracy, przyprowadzę go do twojego sklepu, żebyś mogła
go zobaczyć. Okej?”
Oto,
co miałam.
To
wszystko co miałam.
Mój
syn był chory i aby uniknąć procesu sądowego, który odebrałby mi więcej, przed
którym nie mogłam się obronić, bo nie było mnie stać na adwokata, musiałam
poczekać, aż młoda, piękna narzeczoną mojego byłego męża przyprowadzi do mojej pracy
mojego synka. Znowu zamknęłam oczy, pochyliłam się do przodu i nie poczułam,
jak moje czoło uderzyło w drzwi.
„Carissa”
– podpowiedziała Tory - „Okej?”
„Okej”
– wyszeptałam złamanym tonem.
Nie
byłam okej.
Nic
nie było okej.
A
co najgorsze było to, że moje dziecko nie było okej i nie mogłam go zobaczyć.
„Okej”
– odszepnęła. Następnie - „Tak mi przykro”.
Naprawdę
jej nienawidziłam i właśnie wtedy nienawidziłam tego, że utrudniała mi
nienawidzenie jej, nawet kiedy miała moje dziecko, a ja nie.
Nienawidziłam
też tego, co miałam do powiedzenia.
„Dziękuję,
że zadzwoniłaś do mnie”.
„Jeśli
coś się zmieni, znajdę sposób, aby ponownie do ciebie zadzwonić. Ale jest okej.
Obiecuję”.
„Okej”.
„Do
zobaczenia jutro w sklepie. Tak?”
„Tak”.
„Do
widzenia, Carisso”.
„Żegnaj,
Tory”.
Rozłączyła
się.
Trzymałam
telefon przy uchu, czoło przy drzwiach, ręką ściskając klamkę i mocno zaciskając
oczy.
„Co
to było?”
Słowa
dotarły do mnie głębokim motocyklowym głosem, który znałam, ale nie
przeniknęły.
Mój
synek z pucołowatymi policzkami i oczami dziadka był chory i nie był ze mną.
Znowu
pojawiły się słowa - „Co to było?”
Znowu
nie przeniknęły, ponieważ kiedy tam stałam, wiedziałam.
Musiałam
coś zrobić. Musiałam położyć kres misji Aarona unieszczęśliwiania mnie.
Nie
miałam wyboru.
„Carisso,
co to było?”
„Muszę
paść na kolana” – wyszeptałam.
„Co?”
Odsunęłam
się od drzwi i spojrzałam w bok. Joker był blisko.
„Myliłam
się. Nie potrzebuję mojego samochodu” – oznajmiłam - „Ale poczekam w biurze lub
pójdę i przejrzę sklep. Po prostu pójdę najpierw do warsztatu i dam im znać” -
Otworzyłam drzwi - „Smacznego ciasta”.
Nie
wyszłam, ponieważ Joker zacisnął palce na moim ramieniu i odciągnął mnie.
To
trochę zwróciło moją uwagę i z roztargnieniem zauważyłam, że dwóch innych
mężczyzn (jeden wciąż trzymający dziecko) i trzy kobiety w pokoju zebrali się
blisko za Jokerem i obserwowali mnie.
Spojrzałam
w stalowe oczy Jokera.
„Czy
coś jest nie tak z Travisem?” - zapytał.
„Ma
krup” – powiedziałam bezbarwnym głosem – „Jestem pewna, że nic mu nie jest”.
„Kochanie,
mam tu mój samochód. Kiedy będą pracować nad twoim, mogę cię zabrać…” - zaczęła
czarna dama.
Zatrzymałam
ją, kręcąc głową - „Nie wpuszczą mnie do domu mojego byłego męża bez jego zgody”.
„Twoje
dziecko jest chore” - wąsaty mężczyzna powiedział mi coś, co bardzo dobrze
wiedziałam.
Wyprostowałam
plecy i spojrzałam mu w oczy.
„Mój
były mąż jest prawnikiem. Podobnie jak był jego ojciec, zanim został sędzią.
Podobnie jak jego dziadek, podobnie też w części sędziowskiej. Wszyscy w
Denver. Oznacza to, że jeśli on nie chce mnie w swoim domu, to ja tam nie idę”.
„Kurwa,
żartujesz” – warknął Joker i spojrzałam na niego.
„Nie
żartuję” – stwierdziłam krótko.
Zacisnął
dłoń na moim ramieniu.
Zaczęły
mnie piec oczy - „Jeśli mnie puścisz, zostawię cię w spokoju”.
„Co
to znaczy, paść na kolana?” – zapytał Joker.
Przepłynęła
przeze mnie brudna woda i poczułam nieprzyjemny ładunek uderzający w powietrze
na jego pytanie.
Potrząsnęłam
głową, ciągnąc za ramię w jego uścisku - „Nie ma znaczenia”.
„Co
to znaczy?”
Nie
mogłam znieść więcej.
Wyszarpnęłam
się z jego uścisku, pochyliłam się ku niemu i wrzasnęłam - „To nie ma znaczenia!” - wyciągnąłem obie
ręce, wciąż skrzecząc - „Nic nie ma
znaczenia! Nic oprócz niego! Travis! To wszystko, co ma znaczenie!”
Potem
odwróciłam się, otworzyłam drzwi i wybiegłam.
„Joker,
nie. Ruda, idź” - usłyszałam chrapliwy głos, gdy biegłam. Następnie - „Hop,
zablokuj go. Ruda, idź”.
Słyszałam
to.
Ale
po prostu biegłam.
*****
Tack
Drzwi
do sali konferencyjnej otworzyły się i wzrok Tacka, tak jak chłopców, którzy z
nim byli, powędrowały do nich.
Patrzył,
jak jego kobieta idzie dumnie.
Normalnie
poświęciłby trochę czasu, by to docenić. To był nawyk. Robił to codziennie.
W
tym momencie zobaczył wyraz jej twarzy i nie poświęcił tego czasu.
Rozejrzał
się po pomieszczeniu. Kiedy Dog and Brick w Grand Junction otwierali nowy sklep
klubu, uczynił Hop’a i Shy’a swoimi porucznikami. Hop był bratem od
dziesięcioleci. Shy był nowszy. Hop był mężem najlepszej przyjaciółki jego
kobiety, Lanie. Shy był mężem córki Tacka, Tabithy.
Pokój
był wypełniony jego synem, Rush’em, a także Boz’em, Hound’em, Speck’iem.
I
Jokerem.
„Gdzie
ona jest?” - warknął Joker.
Tyra
spojrzała na Jokera, podchodząc do męża na jego miejscu u szczytu stołu. Joker
krążył pod czujnym okiem braci. Teraz zatrzymał się, nogi zaparł i szeroko
rozstawił, ręce oparł na biodrach, tajemnice wciąż krył za oczami, ciemna masa
zbliżająca się do czerni.
Ale
ta czerń mogła się rozpaść w sekundę. Tack wiedział o tym.
Nie
było już lodu.
Było
gorąco w sposób, który mógłby pochłonąć ich wszystkich.
Ale
zwłaszcza dziewczynę o imieniu Carissa.
W
chwili, gdy ją zobaczył, Tack wiedział, że nie jest tylko dziewczyną w uroczej
sukience i butach, które były tak seksowne, jak śmieszne, której Joker pomógł
zmienić oponę.
Ta
dziewczyna była kimś innym.
„Elvira
zabiera ją do domu” – powiedziała Tyra Jokerowi i spojrzała z powrotem na Tacka
– „Hawk pozwolił jej mieć wolne popołudnie. Zostaje z nią. Lanie wzięła Nasha i
wróciła do pracy. Ona i ja idziemy potem do Carissy, żeby spędzić czas z nią i
Elvirą”.
Tack
skinął głową.
Tyra
podniosła swój okrągły tyłek w obcisłej spódniczce na stole u jego boku i
przekręciła tułów do pokoju, ale nie odrywała oczu od swojego mężczyzny.
Odczytał
je, zanim się odezwała. Była jego kobietą od długiego czasu. Dała mu dwóch
synów. Dała mu mnóstwo fenomenalnych orgazmów. Dała mu swoją miłość. Dała mu
odkupienie. Powiedziała mu, że zmienił jej świat na kolorowy. Dopełniła jego
życie.
„Lenny
nie pozwoliłby jej wrócić tym samochodem na drogę” – powiedziała cicho do Tacka,
ale wszyscy słyszeli - „Powiedział, że to szmelc. Tack, kochanie, Lenny mówi,
że potrzeba prawie czterech tysięcy dolarów na części i robociznę, żeby to było
bezpieczne”.
„Zrób to” – powiedział krótko.
„Ten
samochód nie jest tego wart” - odpowiedziała.
„Weźmie
od nas darmowy samochód?” - zapytał.
„Mało
prawdopodobne” – odpowiedziała.
„Powiedz
Lenny’emu, żeby to zrobił”.
Kąciki
jej ust wygięły się w górę.
Wiedział,
co to znaczyło. Oznaczało to, że później dostanie jej nagrodę za jego dobroć
dla dziewczyny, której nie znał.
Nie
zrobił tego po to.
Ale
nie mógł się tego doczekać.
„Co
to znaczy paść na kolana?” – zapytał Joker, a Ruda odwróciła się do niego, gdy
Tack przeniósł wzrok na brata.
„Powiedziała
ci to?”
Kiedy
jego żona nie odpowiedziała, Tack spojrzał na nią i zobaczył, jak patrzy na
Hop’a i Boz’a.
Byli
najbliżej Jokera.
To
było ostrzeżenie.
To
zaalarmowało Tacka.
Zwróciła
uwagę na Jokera – „Była naprawdę zdenerwowana, Joker. Dużo opowiedziała”.
„Dzieliła
się tym?” - Joker warknął.
„Tak”
– powiedziała cicho Tyra.
„I?”
- podpowiedział Joker.
„Bracie…”
- zaczął Hop, zaczynając podnosić swoje ciało z krzesła.
„I?” - Joker warknął, skupiając się na Rudej.
„Jej
były mąż lubi składać odwołania. W ramach tych odwołań, a on je wygrywa, stało
się, że ona nie otrzymuje alimentów na dziecko, mimo że jego dochód jest ponad
trzykrotnie większy niż jej. Dlatego ona nie jest już w stanie opłacać
honorarium adwokata” – odpowiedziała Tyra.
„To
nie jest odpowiedź na moje pytanie, Cherry” – powiedział Joker jak ostrzeżenie.
Najlepsza
dziewczyna Tyry, jego córka, część jej rodziny i wielu jej przyjaciół nazywało
jego kobietę Ty-Ty. Tack nazwał ją Rudą. Jego bracia nazywali ją Cherry.
„Poznała
kogoś, kto powiedział, że chciałby innej formy płatności”.
Hop
i Boz zbliżyli się. Jego syn, Rush, nie głupi, również przeniósł się do bliżej.
Zrobili
to, ale lepiej znali Jokera.
Nie
stracił kontroli.
Zmarzł
tak bardzo, jak cały pokój poczuł chłód.
„Nazwisko”
– szepnął.
Tyra
spojrzała na Tacka.
Tack
spojrzał na Jokera.
„Da
to Boz’owi i Hound’owi. Zajmą się nim” – oświadczył.
„O,
nie, nie zrobią tego” – odpowiedział Joker.
„Kim
ona jest dla ciebie?” — zapytał Tack.
„To
nie wasza sprawa” – odpowiedział Joker.
„Widziałem
to, co widziałem w moim własnym klubie, Joker. Widziałem to, nie podobało mi
się. Żadna matka nie powinna przechodzić przez to, czego byłem dzisiaj
świadkiem. Widziałem, jak patrzyłeś, jak przez to przechodziła. Nie rozumiem
tego. Kim ona jest dla ciebie?”
„Bracie,
nie będę się powtarzał” – odpowiedział Joker.
„Mamy
z tym dwie możliwości” – odpalił Tack - „Ignorujemy to, co oznacza, że
pozwalamy bratu robić to, co musi i nie cofamy się, albo idziemy na całość. Jak
idziemy na całość, musimy wiedzieć, dlaczego to robimy”.
„Nikt
nie prosi cię, żebyś szedł na całość”.
„A
ty nie siedziałeś w tym pokoju i nie podałeś swojego imienia, żeby zarobić na
swoją naszywkę, myśląc, że kiedykolwiek pójdziesz sam, bez braci za plecami.
Oznacza to, że moje dwie opcje to bzdury. Jest tylko jedna. Wiedząc o tym,
musimy wiedzieć, kim ona jest dla ciebie?”
„Nikim”.
To
było kłamstwo. Wszyscy w pokoju o tym wiedzieli. Nie podobało im się to. Ale
Joker nie skończył.
„Chodziłem
z nią do szkoły. Była cheerleaderką”.
To
nie była niespodzianka.
„Pamiętasz,
jak dwadzieścia lat temu dzieciak na trójkołowcu został zmiażdżony przez
samochód na własnym podjeździe?” – zapytał Joker.
Powietrze
w pokoju rozrzedziło się.
Pamiętali.
„To
była jej siostra” – dokończył Joker.
„Pieprz
mnie” – mruknął Hop.
„O
ile wiem, straciła też później matkę” – ciągnął Joker.
„Przyjaciółka
z liceum, którą chronisz?” — zapytał Tack.
„Ona
nie ma pojęcia, kim jestem” – odpowiedział Joker.
Miodowe
włosy. Świetne nogi. Fantastyczny tyłek. Doskonałe cycki. Świecące się oczy.
Tack
założę się, że to cholernie żądliło.
„Nie
pamięta?” — zapytał Tack.
„Nie.
I cieszę się. Nie byłem dzieciakiem, którego by znała. Ona też by nie pamiętała”.
To
wiele mówiło, a Tackowi nie podobało się to, co powiedziało. Ale nie miał
wyboru. Joker nie chciał, żeby on, ani żaden z braci, nie mógł zagrać jeszcze inaczej.
„Gdzie
chcesz, żeby Klub z tym poszedł?” - zapytał Tack.
„Upewnić
się, że nie zostanę uwięziony po tym, jak każę prawnikowi połknąć własne jaja”.
Tack
zacisnął zęby, by powstrzymać uśmiech, zanim kontynuował - „Któremu adwokatowi?”
„Racja.
Upewnić się, że nie zostanę uwięziony po tym, jak każę jednemu prawnikowi
połknąć własne jaja, a drugiemu zrobić to samo z jego kutasem wepchniętym mu w
tyłek”.
„Jak
zrobisz jedną z tych rzeczy, jej były ma za sobą siłę, o której ona mówi, że
ma, to mogłaby to poczuć” – ostrzegł Tack.
Szczęka
Jokera zacisnęła się.
„Dużo
emocji jak dla dziewczyny, która cię nie pamięta” – zauważył ostrożnie Tack.
„Jej
siostra była zmiażdżona, stary” – wycedził Joker i Tack to poczuł. Miał dwóch
małych synów, jednego dorosłego i dorosłą córkę. Czuł to głęboko w brzuchu. I
wiedział, że, jak nie daj Boże takie gówno się zdarzy, jego dzieci też to
poczują - „I minęło dużo czasu, ale nikt z nas nigdy nie zapomina, że licealiści
to dupki” – utrzymywał Joker - „Ci, którzy nie są, po prostu próbują przejść
swoją drogę, nie ponosząc zbyt dużych obrażeń. Ona nie była żadną z nich”.
„Dobra
dziewczynka?”
„Ostatnia
osoba, jaką widziałem w Denver, zanim uciekłem od mojego starego. Wiedziała, że
to robię. Prawdopodobnie wiedziała, że byłem nieletni. Zdecydowanie wiedziała,
że powinienem to zrobić. Pocałowała mnie w policzek i powiedziała, że będę miał
piękne życie”.
To
było.
I
to było więcej, niż kiedykolwiek dał im Joker. Przynajmniej na głos.
Głos
Jokera nagle ucichł - „Ja mam takie życie. Jakiego ona dla mnie chciała. Dobro
wokół mnie. Ona nie. To gówno jest nie w porządku. To wszystko, co ode mnie
dostaniesz, bracie. Jest tego warta. Carissa Teodoro nie opiera się o drzwi,
jakby miała w swoich żyłach całą radość z ziemi, która wyciekła, nie bez kary.
Tyle wiem. To właśnie ci mówię. To właśnie zrobię. Klub albo gra ze mną, albo
odpada. Ale tak się stanie”.
Nie
powiedział nic więcej.
Nie
czekał też na odpowiedź.
Wyszedł.
Tack
spojrzał na syna.
„Rush,
za nim” – rozkazał cicho.
Rush
skinął głową i poszedł za bratem.
„Kochanie”
– szepnęła Tyra i Tack spojrzał na nią - „Jest o wiele więcej do powiedzenia”.
„Dlaczego
nie jestem zaskoczony?” - wymamrotał.
Nie
zawahała się.
„Ona
cienko przędzie, Kane. Ma pracę na pełen etat, za to mało jej płacą,
świadczenia są świetne, lubi to, gdzie pracuje, ale jej dochody pochłaniają
wydatki na opiekę dzienną i spłatę starego adwokata. Jest blisko z tatą, ale on
jest w Nebrasce. Nie chce mu powiedzieć, co się dzieje, upiera się, że jest
przed tym chroniony, a teraz lepiej rozumiem, dlaczego”.
Zatrzymała
się, a Tack skinął głową.
On
też rozumiał.
Tyra
kontynuowała - „Jej przyjaciele przenieśli się do byłego. Wiesz, że ma gówniany
samochód. Ma też mieszkanie z jedną sypialnią w bardzo złej części miasta. I
jest przekonana, i wygląda na to, że nic nie zmyśla, że jej były realizuje
strategię odebrania jej syna i pozbycia się jej na dobre, aby mógł założyć dom
ze swoją narzeczoną i zapomnieć, że nawet istniała”.
„Co
myślisz o tej dziewczynie?” - zapytał Tack.
„Moim
zdaniem straciła siostrę, matkę, jej były pieprzy jej w głowie, a ona wciąż
wkłada ładną sukienkę, wchodzi prosto do kompleksu motocyklowego z ciastem
domowej roboty i patrzy na Jokera nie tak, jakby jeździł okrakiem na Harleyu,
ale robił to na białym koniu. Jeśli nie pamięta, kim był z liceum, to nie ma
znaczenia. Wie, kim jest teraz i zrobiła wszystko, aby nie pozwolić mu o niej
zapomnieć. Żadna dziewczyna nie ubiera się tak, jeśli nie chce zwrócić na
siebie uwagi. Ona go lubi. Zrobił wrażenie i to większe niż tylko to, że był
dobrym facetem, który zatrzymał się, by zmienić koło”.
Wzięła
oddech.
Tack
patrzył jej w oczy i milczał.
Kontynuowała
- „Ale dzisiaj się załamała, Tack. Nie jest dziewczyną, która robi loda dla
usług prawnych, ale zamierzała to zrobić. Kocha swojego syna. Kończą się jej
opcje. Biegnie przestraszona. I zabiera wszystko, co musi, aby utrzymać te
kawałki razem, aby się nie roztrzaskały”.
„Wiem
jedno, Ruda, jeśli są bliscy, jej tata nie chce być chroniony. Mam córeczkę.
Chciałbym wiedzieć. Podejrzewam, że on też”.
„Jej
tata jest w Nebrasce, opiekując się mamą, która już dawno zachorowała na
Alzheimera, jej dziadek już nie żyje, a jej ojciec nie ma serca, by umieścić ją
w domu”.
Kurwa.
„Musimy
się nią zająć” – mruknął Tack.
„Nie
wiesz, ale Elvira jest pobudzona. Ten facet, jej były, przez długi czas był
kutasem. Carissa tylko przybrała dobrą minę do złej gry i ignorowała to. Jej
porażka, jak to nazywa. Elvira nie widzi tego w ten sam sposób. Jest gotowa do
wybuchu. A to oznacza, że będzie dręczyć Hawka, dopóki się za to nie weźmie, a
Hawk jest bałaganiarski”.
Tack
poczuł, jak jego usta się wykrzywiają.
Elvira
była przyjaciółką Tyry, a Hawk był szefem Elviry. Hawk był innym bratem niż
Tack z różnych powodów. I Hawk był człowiekiem, który załatwiał sprawy i nie
miał nic przeciwko temu, jak musiał to robić.
Tack
spojrzał na pokój.
„Boz,
Hound, zajmijcie się człowiekiem, który myśli, że wymuszanie loda w celu
uiszczenia opłat prawnych jest czymś, co może zrobić i przekonajcie go, że się
myli”.
Boz
skinął głową.
Hound
wyglądał na zachwyconego.
Tack
potrząsnął głową.
Tyra
podała im nazwisko adwokata.
Wystartowali.
Spojrzał
na Speck’a - „Idź z nimi. Upewnij się, że Hound nikogo nie zabije”.
Speck
posłał mu uśmiech i wyszedł.
Tack
zwrócił się do Hop’a - „Potrzebujemy wszystkiego, co możemy dostać na jej
byłego i jego ojca”.
„Jak
zdobyli przyjaciół sędziów, my dodamy problemy do tych, które już mamy, Tack” –
ostrzegł Hop.
„Widziałeś,
jak ta dziewczyna słuchała, jak jej następczyni mówiła jej, że nie może
zobaczyć swojego chorego syna?”
Szczęka
Hop’a zacisnęła się.
„To
byłoby warte dla ciebie, żeby to się nie powtórzyło?” - zapytał Tack.
„Nie
pytaj o to gówno. Wiesz, że tak. Ale moim zadaniem jest wskazać, gdzie jest ten
klub” – odpowiedział Hop - „I, w sumie, bracie, to gówno jest większe niż nam
się wydaje, musi trafić pod młotek”.
Nie
mylił się.
„Dowiem
się” – ciągnął Hop – „Wtedy będziemy wiedzieć, czy potrzebujemy spotkania”.
Tack
kiwnął brodą. Hop wystartował.
Tack
spojrzał na swoją żonę - „Masz ochotę namówić Big Petey’a, by otworzył
przedszkole?”
Usłyszał
jej cichy śmiech - „Ma już dwóch chuliganów na swoim nieformalnym”.
„Pete
lubi dzieci”.
To
było wtedy, jej oczy zmiękły i pozostały na nim – „Zadzwonię do niego”.
Zeskoczyła
ze stołu i spodobał mu się pokaz. Potem pochyliła się nad nim, by dotknąć
ustami jego ust.
To
też mu się podobało, ale zaczeka na więcej później.
Wysunęła
się dumnie i tym razem Tack poświęcił czas, by to docenić.
Shy
podszedł do niego i zajął miejsce obok niego po jego lewej stronie, gdzie
siedział na spotkaniach, na stanowisku, które szybko zdobył, ponieważ był
bystry, lojalny wobec swoich braci i lojalny wobec rodziny Chaosu.
„Tab
jest przyjazna” – powiedział.
Tab
była córką Tacka, dziewczyną, na którą Shy ciężko zapracował.
I
Shy miał rację. Tabby była przyjazna i zwykle otwarta na rekrutację nowych
sióstr do swojej załogi.
Tack
spojrzał na swojego brata i zięcia.
„Sprawdź,
czy rekrutuje”.
Shy
skinął głową.
Tack
spojrzał na drzwi.
„Przepada
za nią”.
To
był Shy. Mówił o Jokerze.
On
to wiedział. Miał miłość dobrej kobiety, oddawał to.
Tack
też wiedział. Miał to samo.
Spojrzał
z powrotem na Shy’a - „Zanim gówno spadło, chciał ją trzymać na zimny dystans”.
Shy
spojrzał w jego stronę.
„Wiał
inny zimny wiatr, dostała ten telefon”.
Shy
nie powiedział ani słowa.
„Jak
on nie utrzyma swojego gówna, Shy, wszystko dla niej spieprzy. A jak nie otworzy
oczu i nie zobaczy motyli, spieprzy wszystko dla siebie”.
„Zajmę
się tym z Rush’em”.
„Tak”.
Shy
skinął głową, wstał z krzesła i okrążył stół za Tackiem.
Tack
patrzył, jak drzwi się za nim zamykają.
Potem
wpuścił myśli.
Nie
potrzebowali tego gówna.
Byli
w stanie wojny. Byli obecnie na odprężeniu, ale to mogło się zmienić w mgnieniu
oka. Benito Valenzuela miał plan, chciał terytorium Chaosu i nie zamierzał
długo siedzieć z założonymi rękami.
Nie
potrzebowali jego gówna.
Co to znaczy paść na kolana?
Mieli
się z tym uporać.
„Kurwa”
- mruknął, położył ręce na poręczach fotela i podniósł się.
Miał
kobietę i chłopców do nakarmienia, telewizję do oglądania, żonę do pieprzenia i
spanie do snu.
Tam
właśnie były jego myśli.
Jutro,
zobaczy się.
Dziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że pomogą jej z Travisem i nic im nie spadnie za to na głowe :(