czwartek, 25 sierpnia 2022

13 - To się nie zmieniło

 

Rozdział 13

To się nie zmieniło

Carissa

 

 

Siedziałam na stołku barowym w Kompleksie Chaosu, zastanawiając się, jakim cudem siedziałam, skoro byłam tak wyczerpana, że ledwo mogłam myśleć, kiedy wszedł Tack.

Jak zwykle jego wzrok skierował się prosto na Tyrę, która zarekwirowała małego chłopca Lanie i Hop’a, Nasha, podrzucała go, przytulała i gruchała do niego.

„Jezu, kobieto, zawłaszczasz każde dziecko, które zbliży się do ciebie na odległość dziesięciu kroków. Czy mam cię znowu zapłodnić?” – zapytał ją Tack.

Dała mu spojrzenie, które było łatwe do odczytania.

Tack je odczytał. Wiedziałam o tym, kiedy spojrzał w sufit i wymamrotał - „Pieprz mnie. W tym tempie będę żyć w strefie wolnej od dzieci, kiedy skończę osiemdziesiąt lat”.

„Jakbyś tego nie kochał” – odparła Tyra.

Tack oderwał wzrok od sufitu i oddał go żonie.

On też był łatwy do odczytania.

On to kochał. Ale bardziej kochał dawać jej to, czego chciała.

Zaczęłam czuć ciepło, patrząc na nich razem, gdy Tack spojrzał na bar i zapytał - „Co do cholery?”

„Carissa wysprzątała wyprzedaż termin-jednodniowy z piekarni LeLane” – powiedziała Lanie, trzymając na wpół zjedzonego kremowego ptysia zawieszonego trzy cale od jej ust - „I wszyscy wiedzą, że takie jednodniowe w LeLane są lepsze niż świeże gdziekolwiek indziej”.

To była prawda.

Chociaż moi przyjaciele z Chaosu mówili mi, że nie muszę nic robić, aby się zrewanżować, nadal musiałam coś zrobić.

A dzisiaj był dzień przeprowadzki, więc naprawdę musiałam coś zrobić, żeby się odwdzięczyć.

Najemcy Tacka i Tyry wyszli kilka dni wcześniej, więc chłopcy zamierzali wyjąć moje rzeczy z magazynu i mieszkania.

Jutro będę się rozpakowywała, sprzątała moje stare mieszkanie i wykonywała prace, których nie robiłam, gdy Travis był w pobliżu, ale teraz musiałam je zrobić, bo nie robiłam ich od tygodnia.

A potem Travis i ja w końcu znaleźlibyśmy się w miłym miejscu.

Miejscu, które chciałabyś dać swojemu dziecku.

Nie mogłam się doczekać.

Nadal nie chciałam niczego więcej niż zwinąć się gdzieś i zdrzemnąć.

 To dlatego, że grypa zaatakowała kasjerów w LeLane i teraz przetaczała się przez sklep. To nie była jednodniowa grypa. Bardziej jak grypa dziewięćdziesięcio-sześcio-godzinna. Kolejnych dwóch kasjerów odpadło, producent, dwóch rzeźników i technika florystyczny. W LeLane wszystkie ręce były na pokładzie, a ja miałam ręce, więc ich używali. Brałam dodatkowe zmiany, podwójne zmiany lub półtorej zmiany.

Normalnie to byłoby fantastyczne. Zbierałam półtorej tony nadgodzin.

Ale miałam też syna. Nie miałam nic przeciwko pracy w ten sposób, kiedy był z Aaronem, ale nienawidziłam tego robić, kiedy go miałam.

Nie wspominając o tym, że miałam do spakowania pudła i różne rzeczy do zrobienia, na przykład znalezienie czasu na wykonanie pół tuzina telefonów w celu przełączenia mediów.

Tak więc przez wiele dni byłam w ruchu, załatwiałam sprawy w czasie przerw i lunchu, zmuszając się do spakowania co najmniej pięciu pudeł, zanim zaczęłam to nazywać nocą, w ten sposób minimalizując sen, wstając z łóżka i znowu ruszając dalej.

 Powiem tylko, że gdybym nigdy w życiu nie spakowała kolejnej kuchni, byłabym szczęśliwa. Wydawało się, że to było nic, ale wszystkie rzeczy były schowane za szafkami. Kiedy trzeba było je wyjąć, owinąć i zapakować, wydawało się, że mogły wypełnić dziesięć kuchni.

Z tego powodu nienawidziłam tego przyznawać i starałam się tego nie robić, ale kiedy dzień wcześniej przekazałam Travisa Aaronowi, naprawdę poczułam ulgę. Potrzebowałam przerwy w każdy możliwy sposób. I byłam tak zajęta przeprowadzką, że tak naprawdę nie zauważyłam, że to Aaronowi go przekazałam. Otworzył drzwi. Próbował też zaangażować mnie w rozmowę, przyglądając mi się uważnie i pytając, czy wszystko w porządku.

Pozwoliłam na to (chociaż nie powiedziałam, jak sobie radziłam), bo musiał wiedzieć, że się przeprowadzałam, więc powiedziałam mu o tym i wyślę mu moje nowe dane. Potem schyliłam się, pocałowałam mojego chłopaka i wystartowałam, mój umysł wypełniony był tym, co musiałam zrobić dalej (zmiana), jednocześnie walcząc z pragnieniem wczołgania się na tylne siedzenie mojego samochodu i spania przez tydzień.

Nic dziwnego, że Joker zauważył żniwo tego wszystkiego i wkroczył, zabierając ze sobą Chaos. Big Petey, Joker, a raz Tabby i Shy opiekowali się Travisem, kiedy ja pracowałam. Po tym, jak Joker zobaczył, że prawie wpadłam do pudła, przegrywając walkę ze snem, Tyra z Lanie i Tabby przyszły dokończyć pakowanie pudeł, gdy byłam w pracy.

Więc, oczywiście, kupiłam pączki z kremem, eklerki, mille-feuille i petit four o połowę taniej, bo klient, który je zamówił, nie odebrał ich, a doszła moja dodatkowa dwudziestoprocentowa zniżka dla pracowników.

Było to już w porządku, ale obecnie było bardziej w porządku.

I na szczęście, ponieważ moja następna wypłata została powiększona, mogłam (w większości) sobie na to pozwolić.

Wróciło dwóch kasjerów, którzy jako pierwsi odpadli, co oznaczało, że miałam dwa dni wolnego.

Dwa dni wolnego, kiedy miałam przenosić rzeczy, rozpakowywać je, wykonywać prace domowe i załatwiać sprawunki.

Nie mogłam się doczekać, aby zamieszkać w tym domu.

Ale potrzebowałam kolejnego dnia wolnego.

Albo trzech.

Padałam z nóg.

Albo, bardziej trafnie, padałam na tyłek na stołku w Chaosie.

Również udawałam. Poznałam tych ludzi i wiedziałam, że, jeśli choć raz zwęszyliby moje problemy, porwaliby mnie, zabrali do najbliższego luksusowego hotelu, zamknęli w pokoju i przeszkadzali tylko o tyle, żeby mi przysłać masażystę i może technika skóry.

„Mała, to jest fajne” – powiedział Tack, a ja skupiłam się na nim, żeby zobaczyć, jak przechylił głowę w stronę baru pełnego ciastek, ale patrzył na mnie - „Niepotrzebne, ale fajne”.

Przypięłam sobie promienny uśmiech na twarzy, sprzeciwiając się - „Potrzebne i najmniejsze, co mogłam zrobić”.

Uśmiechnął.

Boz, z pierścieniem czekolady w długich bokobrodach wokół ust, oświadczył - „Nigdy nie wszedłem do tego sklepu. Myślałem, że są na własnych tyłkach. Jak mają takie eklery, pojadę codziennie”.

Bonus, kupiłam nowego klienta LeLane.

Wepchnął do ust drugą połowę swojej czwartej eklery, a ja skierowałam do niego promienny uśmiech.

„Chooolera! Co do kurwy nędzy?” - usłyszałam pohukiwanie Hound’a (który był na drugim końcu baru, unicestwiając petit four).

Potem usłyszałam wilcze nawoływanie i niski gwizd.

I w końcu Boz krzyknął - „Pieprz mnie. Joke wygląda całkiem nieźle!”

To sprawiło, że szczerze się uśmiechnęłam, chociaż nie rozumiałam reakcji na Jokera, bo jeszcze go nie widziałam. Mimo to każda obietnica Jokera w pobliżu mnie wywołałaby u mnie uśmiech i zrobiłabym to szczerze.

Joker powiedział mi, że ma coś do zrobienia tego ranka i przyjedzie po mnie około dziewiątej trzydzieści. Powiedziałam mu, że mam coś do zabrania na teren Kompleksu, więc tam go spotkam.

Teraz był tam.

I to mnie uszczęśliwiło.

Dopóki nie pojawił się w polu widzenia.

To mnie zamroziło.

To był on. Wiedziałam, że on. Widziałam jego oczy. Kolor jego włosów. Ubrany był w swoje zwykłe wyblakłe dżinsy, koszulkę i skórzaną kurtkę.

Widziałam też jego twarz.

Wszystko.

Ogolił się.

Miał też obcięte włosy. Były przycięte po bokach, nie ostrzyżone na jeża czy coś w tym stylu, ale o wiele krótsze, nie niechlujne i przydługie na górze, ale nie tak długie jak kiedyś. Nadal spadały mu na czoło, ale nie tak jak wcześniej.

Miał bardzo ładną szczękę.

Miał nawet atrakcyjne uszy.

I na koniec nie wyglądał jak on. Nawet jeśli nadal wyglądał.

Nie, teraz wyglądał jak chłopiec, którego kiedyś znałam. Z którym dorastałam.

Carson Steele.

Jego oczy padły na mnie, a jego usta poruszały się, gdy zbliżał się do mnie.

„Hej, Motylku. Gotowa na dzisiaj?”

Nie odpowiedziałam.

Byłam zajęta gapieniem się.

To nie mogło być prawdą.

Wciąż się gapiłam, zastanawiając się, jak mogłam to przegapić.

Zastanawiałam się, jak to mogło być prawdziwe.

Ale nie przegapiłam tego. Kiedy pierwszy raz zbliżył się do pasa awaryjnego na I-25, wiedziałam, że go znam. A później, podczas pierwszego spotkania, czułam się tak samo. I znowu i znowu, wielokrotnie.

Wiedziałam, że wiedziałam.

Ale nie mogłam tego rozgryźć, bo się zmienił.

Miał lata, jakie minęły, odkąd ostatnio się widzieliśmy, wypisane na twarzy, w każdym calu jego rysów.

Ale to było więcej. Włosy. Broda. Masa jego ciała. Sposób, w jaki się trzymał. Sposób, w jaki się ubierał. Towarzystwo, jakie dotrzymywał.

Carson Steele był samotnikiem.

Joker miał zespół braci. Ogromną rodzinę dobrych, życzliwych ludzi.

Nagle dotarło do mnie z oślepiającą jasnością, że Aaron wyczuł to samo. To dlatego tak dokładnie przyglądał się Jokerowi. Zapytał go nawet, czy go zna!

I wreszcie, Joker mnie znał. Wiedział, kim jestem w chwili, gdy podszedł do mnie na I-25. Znieruchomiał całkowicie, wpatrując się we mnie.

Znał mnie.

Wtedy.

I od tego czasu.

I nic nie powiedział. Powiedziałam mu, jak mam na imię, a on nie powiedział, że zna mnie, a ja znam jego.

Nic nie powiedział.

Dlaczego nic nie powiedział?

Udawał nawet, że zapomniał mojego imienia!

„Carrie?” - zawołał, kiedy zatrzymał się blisko.

„Dlaczego nic nie powiedziałeś?” – wyszeptałam, patrząc mu głęboko w oczy.

Dawniej nie były schowane za tarczą ze stali. Był za młody, żeby mieć czas na odbudowanie straży. Każda dziewczyna w szkole mogła wyczytać z jego oczu torturowane rozmyślania tajemniczego outsidera, którym był Carson Steele. Każda dziewczyna chciała ukoić jego dziką duszę.

Każda dziewczyna w szkole.

Włącznie ze mną.

Wtedy wiedziałam. Wiedziałam w najbardziej upokarzającym momencie mojego życia, dlaczego zrobił to, co zrobił.

Kiedyś mnie lubił. Uśmiechał się do mnie. Był ze mną spoko. Kiwał mi brodą. A tej strasznej nocy, kiedy zobaczyłam go pobitego (znowu) i jechał, by uciekać, dał mi swój czas.

I wiele więcej.

To więcej było tym, co znalazłam następnego dnia w mojej szafce, kiedy obdarzył mnie pięknem.

I nadzieją.

Nadzieją, która umarła, ale poczułam ją znowu, wiedząc, że poświęcił swój czas, aby dostać się do mojej szafki i dać mi to.

Więc nie chodziło o to, że chciał się odpłacić wrednej dziewczynie z liceum (chociaż nie byłam wredną dziewczyną, po prostu się z nimi trzymałam, więc byłam winna przez skojarzenie, mimo to Carson Steele był mądrzejszy).

Nie.

To dlatego, że mi współczuł. Cheerleaderka. Królowa balu. Dziewczyna rozgrywającego. Zredukowana do prawie zera, utknęła na poboczu drogi, po dwudziestce, rozwiedziona, samotna z dzieckiem, bez przyjaciół, bez rodziny, bez pieniędzy, z okropnym samochodem, w tanich ubraniach, sprzedawczyni w sklepie spożywczym.

Współczuł mi.

„Powiedzieć ci coś o czym?” – zapytał, wyrywając mnie z moich myśli wciągających mnie w otchłań.

I robiąc to, sprawił, że upokorzenie zapłonęło tak głęboko, że wiedziałam, że jeśli nie pozwoliłabym na ujście części tego, co czułam, to mnie by zniszczyło.

Dlatego krzyknęłam - „O czymkolwiek, Carsonie Steele!

Jego głowa drgnęła. Jego twarz się zmieniła. A powietrze w pokoju stało się martwe.

Potem podniósł do mnie rękę.

Wspięłam się, przewracając stołek. Upadł z trzaskiem i prawie upadłam razem z nim, ale na szczęście ruszałam się, by uciec od niego, krzycząc - „Nie dotykaj mnie!

„Carrie” – szepnął.

„Wyjdźcie” - usłyszałam rozkaz Tacka.

„Nie próbowałem ptysia z kremem” – usłyszałam odpowiedź Boz’a.

Wyjdź!” - usłyszałam warknięcie Tacka.

Niejasno wyczułam, że pomieszczenie się opróżniało, ale byłam zbyt zajęta cofaniem się i skupianiem na Jokerze.

I moim palącym upokorzeniu.

„Nie mogę uwierzyć” – syknęłam.

„Posłuchaj mnie…” - zaczął.

Nie!” - krzyczałam – „Udawałeś, że zapomniałeś mojego imienia. Nie zapomniałeś mnie!

„Carrie” – powiedział łagodnie, ostrożnie poruszając się w moją stronę - „Mała, weź oddech i posłuchaj mnie”.

„Dlaczego?” – warknęłam - „Jesteś bystry, Carson. Wiedziałeś, kiedy cię pierwszy raz zobaczyłam, że rozpoznałam cię!” - krzyknęłam – „Ale nie powiedziałeś ani słowa. Pozwoliłeś mi się przedstawić i nie powiedziałeś ani słowa. Zrobiłeś to wszystko” – wyciągnęłam rękę – „bo współczułeś mi i nie powiedziałeś ani słowa”.

„Carissa, poważnie, posłuchaj mnie” – warknął, gdy się poruszyłam, wchodząc głębiej do pomieszczenia, by dostać się do drzwi i uciec, podczas gdy mnie śledził.

„Nie zrozumiałam” – rzuciłam do niego - „Nikt nie jest tak miły. Opieka przedszkolna. Nowy dom. Radca prawny. Zbyt wiele. Zbyt miłe. Zbyt łatwe. Nie rozumiałam” – wykrztusiłam - „Teraz rozumiem”.

„Carissa, do cholery, musisz się zamknąć i mnie posłuchać” – warknął.

„Nie, nie muszę” – odparłam, podejmując pochopne decyzje, bo potrzebowałam z tym skończyć. Potrzebowałam tego. Musiałam uciec przed paleniem, które groziło mi końcem. Przecierpiałam wystarczająco, za dużo. Nie mogłam znieść więcej – „Wyjaśnię Tyrze i Tackowi o domu. Wyślę trochę pieniędzy dla Big Petey’a. Resztę załatwię. Ale nigdy więcej Akcji Charytatywnej Carissy dla ciebie, Carson Steele. Odchodzę!”

Oświadczyłam to, moje serce pękło, moje wnętrzności zmieniły się w popiół skręcający się w płomieniach i rzuciłam się w jego stronę, by dostać się do drzwi.

Poruszył się szybko, złapał mnie mocno za ramię i zdecydowanym krokiem ruszył na tyły Kompleksu, ciągnąc mnie ze sobą.

Pospieszyłam, aby utrzymać stopy pod sobą, gdy byłam zmuszona zawrócić, krzycząc - „Zabierz ze mnie rękę!”

„Zamknij się, kurwa” – wycedził.

„Nie mów tak do mnie, Carsonie Steele” – krzyknęłam - „Zabierz ze mnie swoją głupią rękę!”

Nie zabrał. Pociągnął mnie korytarzem, wciągnął do swojego pokoju, a następnie pchnął dalej, popychając mnie ręką na moim ramieniu, a następnie puszczając mnie, gdy cofnęłam się o trzy kroki i zatrzasnął drzwi.

Wypuść mnie!” - wrzasnęłam.

„Chciałem cię” – odpowiedział – „W liceum chciałem cię. Tak bardzo, że, jak moje życie spadło do gówna, jak spadało do gówna każdego pieprzonego dnia, żeby dać mojej głowie trochę spokoju, rysowałem ciebie”.

Zacisnęłam usta, gdy mój żołądek ścisnął się tak mocno, że myślałam, że zwymiotuję.

Mówił dalej.

„To znaczyło wszystko, że ostatnią osobą, jaką widziałem, zanim opuściłem swoje popieprzone życie, byłaś ty. Wiele lat później znów cię zobaczyłem, a ty mnie nie znałaś”.

O nie.

„Carson” – szepnęłam.

„To cholernie bolało” – wydusił te trzy słowa z siebie w sposób, w jaki wiedziałam, że to go kosztowało.

Dużo.

Za dużo.

Tak, zwymiotuję.

„Ja…”

„Nie wiedziałaś, kim do cholery jestem” – dokończył za mnie kwaśno.

„Wiedziałam” - powiedziałam mu - „Po prostu nie poznałam cię całkowicie, a ty nie podzieliłeś się, kiedy przedstawiłam Travisa i mnie”.

„Masz rację” – odpalił – „Nie powiedziałem. Pomyśl o tym, Carisso. Jak miałabyś życie, w którym nie miałaś nic z tego, czego chciałaś, ale mimo to byłaś na tyle głupia, by chcieć faceta. Lubiłabyś go. Był dla ciebie miły, a ty używałaś go, by zyskać spokój od tej dziury, którą nazywałaś domem, i dziury, którą nazywałaś tatą. Zobaczyłabyś go znowu, a on nie wiedziałby kim do cholery jesteś, co byś zrobiła?”

Niestety, zrozumiałam, o co mu chodziło.

Tym bardziej, że był mężczyzną, męskim mężczyzną, męskim motocyklistą, który nie tylko nie lubiłby tego typu rzeczy, ale też nie chciałby przyznać, że to bolało.

Nie wspominając o tym, że wszystko, co powiedział o swoim domu, o swoim tacie, używaniu mnie, by przyniosła mu spokój, zabijało mnie.

Niestety, myśląc o tym wszystkim, nie odpowiedziałam, więc miał szansę iść dalej.

„Teraz minęły tygodnie, w których ja, moi bracia, ich kobiety pomagały ci, opiekowały się tobą, opiekowały się twoim chłopcem, ty zauważyłaś twoje popieprzenie i rzuciłaś na mnie to gówno charytatywne?”

„To było...”

„Popieprzone i brzydkie” – dokończył znowu za mnie.

Miał rację.

„Byłam zaskoczona” - broniłam się słabo.

„Tak, ja też byłem. Zaskoczony, że królowa balu miałaby w sobie to, że pamiętałaby, że w ogóle istniałem”.

Dobrze, poczekaj.

Ten cios był poniżej pasa.

Miał rację. Schrzaniłam sprawę.

Ale na to nie zasłużyłam.

„Joker, oczywiście, że cię pamiętałam” – powiedziałam ostrożnie.

„Tak? Miałem język w twoich ustach, twoje ręce wsunięte w moją koszulkę, spojrzałaś mi w oczy błagając o więcej, Carissa, i to gówno się nie wydarzyło”.

O nie.

Absolutnie nie.

„Twoje włosy są inne!” – odcięłam się ostro.

„Tak jak i twoje” – odpalił.

To była prawda. Były dłuższe. Jak jego.

Nadal.

„Miałeś brodę”.

„Masz dziecko”.

Cholera!

„Jesteś motocyklistą!” - zawołałam.

„Jesteś sprzedawczynią w sklepie spożywczym” – odparł.

Przesadzał!

„Minęły lata!” - krzyknęłam.

„Tak, minęły” – wyszeptał złowieszczo.

Ale wiedziałam, co miał na myśli.

Minęły lata, a on wciąż mnie znał.

Nie dostał tego samego ode mnie.

Ale nawet jeśli miał rację, jego reakcja była zła.

„Dobra, masz rację. Masz całkowitą rację. I przepraszam, Joker” – syknęłam - „Przepraszam, że nie rozpoznałam chłopca, w którym się podkochiwałam, a robiłam to ogromnie wtedy w liceum. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak tego nie zrobiłam. Chociaż, wiesz, być może miałam na głowie kilka rzeczy, powiedzmy, przebitą oponę i gówniane mieszkanie oraz byłego męża, którego jedynym pragnieniem wydawało się zamienianie mojego życia w nieszczęście. Ale nadal nie wiem, jak tego nie zrobiłam. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że prawie od razu zaczęłam się podkochiwać w mężczyźnie, którym się stałeś jeszcze bardziej niż podkochiwałam się w tobie jako w chłopcu”.

Skończyłam mówić i ciężko oddychałam, więc skupiłam się na tym, co mówię, że nie zauważyłam zmiany wyrazu twarzy.

Ale potem zauważyłam, że wyraz jego twarzy się zmienił.

„Co?” - zaszeptał.

„Co „co”?” – warknęłam, wciąż czując wiele rzeczy, łącznie z gniewem.

„Podkochiwałaś się we mnie?” - zapytał.

Wpatrywałam się przez chwilę i zrobiłam to twardo, zanim podniosłam ręce i odpowiedziałam - „Jakbyś nie wiedział”.

„Nie wiedziałem”.

Nachyliłam się do niego i syknęłam - „Nonsens”.

Złowieszczy szept powrócił wraz z jego - „Uważaj, Carissa”.

„Na co?” – spytałam gniewnie - „Każda dziewczyna się w tobie podkochiwała, a to, że udajesz, że nie wiedziałeś, jest śmieszne. Absolutnie wiedziałeś”.

„Nie o tobie”.

„Więc wiedziałeś” – nacisnęłam.

„Nie o tobie”.

„O mój Boże!” - płakałam, mrużąc na niego oczy - „Nie możesz wierzyć ani przez sekundę, że ci uwierzę. Za każdym razem, gdy cię widziałam, uśmiechałam się do ciebie. Raz nawet się potknęłam, żeby wpaść na ciebie, żebyś mnie złapał, na litość boską! Nie mogłabym być bardziej oczywista!”

Jego ciało znieruchomiało, ale jeszcze nie skończyłam.

„I szczerze, kiedy ostatni raz cię widziałam, zaprosiłam cię na randkę. Wiedziałam, że wyjeżdżasz. Pomyślałam, że musisz zrobić to, co musisz zrobić. I podziwiałam, że miałeś odwagę to zrobić. Mimo wszystko to była moja ostatnia próba, żebyś mnie zauważył. Wiedziałam, że musisz odejść, ale chciałam, żebyś to zrobił z nadzieją myśląc o mnie, więc jeśli byś wrócił, pamiętał byś o mnie i…”

Przerwał mi - „Zamknij się”.

„Nie!” - krzyknęłam.

„Zamknij się, Carissa, teraz” – warknął.

Zamknęłam się, a zrobiłam to z powodu sposobu, w jaki na mnie patrzył.

Nagle nie czułam palącego bólu upokorzenia.

Albo złości.

Czułam pieczenie, ale to nie był ból.

To było coś zupełnie innego.

„Miałaś jego” – powiedział tak cicho, że ledwo go słyszałam.

Ale słyszałam go i zrozumiałam.

„Gdybyś dał mi znak, najmniejszą wskazówkę, puściłabym go, żebym mogła mieć szansę z tobą”.

Joker wpatrywał się we mnie.

Pozwoliłam mu, dopóki poczułam, że nie zniosę więcej.

„Proszę, nie złość się na mnie” – wyszeptałam.

Joker nie odpowiedział.

„Proszę” – błagałam.

Joker nic nie powiedział. Po prostu patrzył na mnie w taki sposób, że myślałam, że coś mówił, po prostu nie byłam pewna, czy to zrozumiałam.

Ale miałam przeczucie. Nie byłam pewna, czy miałam rację, ale to było zbyt ważne, żeby nie spróbować.

Więc spróbowałam.

Pospieszyłam trzy kroki do przodu i rzuciłam się na niego, mając nadzieję, że mnie złapie.

Ale tym razem nie złapał mnie. Nie zacisnął wokół mnie ramion i nie pocałował.

Również mnie nie odepchnął.

Pochylił się, chwycił mnie, podniósł i przerzucił na bok. Potem zrobił kilka długich kroków i rzucił mnie na łóżko.

Gdy wylądowałam, wciągnęłam powietrze, co było dobre, skoro upadł, lądując na mnie.

Wtedy mnie pocałował.

I odwzajemniłam pocałunek. Mocno. Chcąc go. Chcąc Jokera. Chcąc Carsona Steele. Nie wierząc, że ich miałam… obu.

Więc nie miałam zamiaru odpuścić.

Na szczęście dla mnie, wiedziałam, że tym razem on też nie pozwoliłby mi odejść. Nie zamierzał przestać.

To było to. On i ja. Joker i Carrie. Carson i Carissa.

Połączeni.

Nareszcie.

Chciałam tego. Pragnęłam tego bardziej niż czegokolwiek, czego kiedykolwiek pragnęłam – z wyjątkiem tego, żeby moje dziecko było szczęśliwe i zdrowe, a moja siostra i matka żyły – ale to było bliskie czwarte miejsce.

A to wiele mówiło.

Więc poszłam na to. Dałam z siebie wszystko. Nie chciałam, żeby się opamiętał i zdał sobie sprawę, że wciąż był na mnie zły za to, że go nie poznałam. Albo uświadomił sobie, że na specjalnej randce byliśmy w jego łóżku w Kompleksie, a nie u mnie. Albo cokolwiek, co mogłoby go zatrzymać.

Chciałam, żeby to się stało teraz. Chciałam mu pokazać, co wtedy do niego czułam.

Ale, co więcej, chciałam mu pokazać, co teraz dla mnie znaczył.

I tak bardzo tego chciałam, że schrzaniłam to.

Całkowicie.

Zaczęło się po tym, jak zdjął moją koszulkę. Natychmiast ściągnęłam jego i wyprostowałam, chybiając i mocno uderzając czubkiem głowy w jego szczękę. Tak mocno, że chrząknął i cofnął się.

Oboje siedzieliśmy, ale byłam pochylona do niego, więc podniosłam się i wyszeptałam - „Przepraszam”.

Jego oczy znalazły moje, wbił ręce w moje włosy i przyciągnął moje usta do swoich. Potem zabrał nas z powrotem i wszystko było dobrze.

Mogło być lepiej.

Ale zamiast tego było jeszcze gorzej, kiedy miał mnie na plecach, podniecał mnie językiem w moich ustach i prawie wsunął się w drugą bazę, trzymając jego szorstką, zrogowaciałą rękę tak blisko mojej piersi, że poczułam widmo ekstazy, wiedziałam, że to przyniesie, więc zassałam jego język zbyt mocno do ust, gdy przeciągałam paznokcie po jego boku.

Przerwał pocałunek i wyrwał się spod mojego dotyku.

Upokarzające.

Całkowicie.

„Ja…” – zaczęłam, czując ciepło na policzkach, które nie miało nic wspólnego z tym, co mi robił.

„Odpręż się” – szepnął.

„Okej” – odszepnęłam.

Pochylił się do mnie i dalej mnie całował.

Potem pocałował inne części mnie. Tak bardzo mi się to podobało, że było to nierealne. To wyrwało mnie z moich myśli i stanowczo zainteresowało tym, co mi robił.

Właśnie wtedy to uwielbiałam, moje ciało okazywało to, wciskając się w niego, skowyt spływał mi po gardle, moje dłonie poruszały się po nim gorączkowo, by objąć ciepłą, gładką twardość, którą był wszędzie.

Zrobił z moimi piersiami rzeczy, które robił Aaron, ale nie myślałam o Aaronie, bo Aaron poszedł w zapomnienie przez sposób, w jaki zrobił to Joker. To całkowicie wymazało pamięć Aarona.

Wiedziałam dlaczego.

Za dotykiem, smakiem, doznaniami było więcej uczuć. Więcej pasji. Więcej doświadczenia. Więcej talentu.

Więcej wszystkiego.

Czułam to. Kochałam to.

Potem zszedł w dół, jego usta przesunęły się po moim brzuchu, a ręce do guzika moich dżinsów.

Kiedy już je rozpiął, podniósł się na kolana, siedział okrakiem na mnie, a ja wpatrywałam się w niego w oszołomieniu.

Tęskniłam za brodą.

Kochałam włosy.

O rany, był niesamowity.

Ta twarz. Te oczy roztopione i wpatrujące się we mnie. Jego twarz twarda i przystojna.

Jego klatka piersiowa…

Spięłam się, gdy rozpiął zamek i przesunął się, by ściągnąć moje dżinsy w dół moich nóg.

To mnie nie ekscytowało, ponieważ jego klatka piersiowa była wszystkim, co mogłam zobaczyć.

I jego ramiona.

Doskonałość. Wycięty, wystający obojczyk do szerokiego, zaznaczonego ramienia. Wypukłe bicepsy. Wydatne żyły na wewnętrznych i zewnętrznych stronach przedramion. Jego żebra były rozkosznymi grzbietami. Kaloryfer jego brzucha był głęboki i wyraźny. I miał tatuaże, których nie mogłam w pełni obejrzeć ze wszystkim, co się działo, ale nadal były fascynujące.

A niżej było V.

V.

Mięśnie wokół jego bioder były zaznaczone z ostrym kątem prowadzącym do paska jego spłowiałych dżinsów.

Nie był niesamowity.

Był bez skazy. Był tapetą komputerową każdej kobiety. Był na trzypiętrowe billboardy.

Był olśniewający.

A ja nie.

„Joker” – zawołałam, gdy zdjął mój ostatni Convers.

Jego głowa zwróciła się do mnie.

„Ja…” – zaczęłam, przesuwając dłońmi po brzuchu, gdy wszystko, co było wcześniej, zniknęło. Leżąc w jego łóżku, widząc wszystko co było mną z tym wszystkim, czym był on, nie chciałam niczego innego, jak tylko wstać, ubrać się i uciec.

Nie chciałam, żeby mnie widział.

„Nie rób tego” – szepnął.

Potrząsnęłam głową – „Nie sądzę…”

Odwrócił wzrok i zdarł moje dżinsy z kostek.

„Joker!”

Przesunął się nade mną, oparł na jednej ręce na łóżku obok mnie, wyprostowany, jego oczy były jak stal.

„Nie” – warknął.

„Nie jestem pewna…”

Położył dłoń płasko między moimi piersiami i ześlizgnął nią w dół.

„Chcesz tego” – stwierdził.

Chciałam.

Teraz nie byłam tego taka pewna.

Teraz nie byłam pewna. Uderzyłam go w szczękę, podrapałam go zbyt mocno, prawie wciągnęłam jego język do gardła i miałam brzuszek po ciążowy (nie wspominając o tyłku, którego, na szczęście w mojej obecnej pozycji, nie widział).

Jego ręka szła dalej, bezlitośnie wpychając się między moje ramiona, które otaczały mój brzuch, aby ukryć go przed nim.

„Ja tego chcę” - mówił dalej.

Chciałam w to wierzyć.

„Jesteś bez skazy” – wyszeptałam.

Jego ręka wsunęła się w moje majtki, jego palec zanurzył się głęboko, przeciągając mocno po mojej łechtaczce. Straciłam wszystkie myśli, gdy jego dotyk sprawił, że moje plecy wygięły się w górę z materaca, a moje ręce wystrzeliły, a palce zacisnęły się na pasku jego dżinsów. Zamknęłam oczy, a przez gardło przedarł mi się jęk.

„Ty też” – mruknął szorstko, cofając palec i robiąc to mocniej.

„O, rety” – wydyszałam.

„Tak” – wydusił, popychając, ciągnąc, okrążając.

O mój

 „Joker” – wydyszałam, nieświadomie podnosząc kolana i rozkładając nogi, aby zapewnić mu lepszy dostęp.

„Kurwa, tak, Carrie” – jęknął, przestawiając się tak, że nie siedział już na mnie okrakiem, ale siedział między moimi nogami.

„Nie przestawaj” – błagałam, otwierając oczy, próbując skupić się na jego oczach, wciskając się w niego, czując, jak się buduje, wszystko, co mi dawał, i robiąc, to wiłam się - „Proszę”.

Nie zrobił tego, o co prosiłam. Ponownie pociągnął mocno palcem po mojej łechtaczce i zatopił go we mnie.

O, tak.

Moja szyja wygięła się w łuk, moja głowa wcisnęła się w poduszkę, moje oczy znów się zamknęły, gdy wcisnęłam się w jego dłoń i jęknęłam - „Okej, możesz przestać tamto, trzymaj się tego”.

„Cokolwiek chcesz, Motylku” - jego głos doszedł do mnie, gruby, ale rozbawiony, gdy wyciągnął palec i wsunął go. Zrobił to przez chwilę, jechałam nim przez chwilę, wijąc się, dysząc, radując się, a potem wyciągnął i wepchnął w dwa palce, gdy jego kciuk dotknął mojej łechtaczki.

Moje ciało podskoczyło i wyjęłam jedną rękę z jego dżinsów, by owinąć ją wokół jego nadgarstka, aby utrzymać go dokładnie tam, gdzie chciałam, żeby był.

„O Boże” – wydyszałam, otwierając oczy – „Tak. To. Więcej tego”.

„Tak. To” – chrząknął, jego głos nie był już rozbawiony, a teraz tak gruby, że czułam go jak gorący dotyk, który mnie pokrywał – „Więcej tego”.

Próbowałam zrozumieć wyraz jego twarzy, który pasował do tonu, ale nie mogłam. Byłam blisko i bardzo szybko zbliżałam się do finału.

„Gotowa na mnie, Motylku?” – zapytał.

Nigdy nie byłam bardziej gotowa.

„Tak” – wydyszałam – „Tak, teraz Joker. Proszę”.

Straciłam jego palce, ale nie straciłam uczuć z powodu gorącego, gwałtownego, pysznego sposobu, w jaki zerwał moje majtki w dół po moich nogach.

Sapnęłam i poczułam jego ciężar na lewym biodrze, gdy usłyszałam, jak otwiera się szuflada, a on rozkazuje - „Pomóż mi, Carrie”.

Nie wiedziałam, czego chciał i otworzyłam oczy, by zobaczyć, że między zębami ma paczuszkę prezerwatywy. Nadal leżał na łóżku na jednej ręce, ale nie był już przyciśnięty do mojego biodra.

Jego oczy pochłaniały mnie.

Przy głupim szczęściu, bo byłam tak daleko od myślenia, że to nie było zabawne, uderzyło mnie, że aby użyć tej prezerwatywy, musiał uwolnić się od dżinsów.

A ja potrzebowałam go bez dżinsów.

Od razu.

Nigdy tego nie zapomnę, tego momentu, po tym, jak dał mi tak wiele, wiedząc, że zaraz będę go miała, było tak gorąco, tak niewiarygodnie cudownie patrzeć mu w oczy, kiedy rozpinałam jego dżinsy, ściągałam je z jego bioder i czułam, jak wyskoczył na wolność, twardy i gotowy dla mnie.

„Dzięki, kochanie” – mruknął.

„Pospiesz się” – błagałam.

Joker się pospieszył. Jego oczy trzymały moje w niewoli, nie zajęło mu wcale czasu zajmowanie się rzeczami. Potem poczułam, że skierował się do mnie i przebił się przez moją wilgoć.

„Tak” – wyszeptałam.

„Gotowa?” - odszepnął w odpowiedzi.

To był Joker.

I ja.

Joker.

Carson Steele.

O tak. Byłam gotowa.

Skinęłam głową - „Absolutnie”.

Wsunął się do środka.

Moja głowa znów cofnęła się, gdy jęknęłam - „O tak, tak, skarbie”.

Zaczął się poruszać, zawieszony nade mną, powoli i stabilnie, ale z jego dźwignią, głęboko.

O tak.

„Więcej” – błagałam.

„Owiń nogi wokół moich ud” – rozkazał.

Zrobiłam, jak powiedział.

„Teraz po prostu bierz mnie”.

Otworzyłam oczy, gdy pulsował między moimi nogami, daleko, ale wciąż blisko, połączony. Uniosłam ręce i chwyciłam się jego talii.

„Podnieś się, przechyl, ruszaj się ze mną, Carrie” – polecił, teraz jego głos był chrapliwy.

Podniosłam się, łapiąc jego rytm i poruszając się razem z nim.

O Boże. Dużo lepiej.

„Tak” – wydyszałam.

„Tak” – burknął - „Trzymaj się, kochanie”.

Chwyciłam go mocniej palcami w pasie i nogami wokół jego ud.

Gdy to zrobiłam, poszedł głębiej. Szybciej.

„Tak” – jęknęłam, mocno wbijając palce.

Jego wolna ręka wędrowała po moim brzuchu, w dół i do środka, do środka.

I to było to.

„Tak!” - krzyknęłam, drapałam palcami jego talię, moje nogi zaciskały się tak bardzo, że podniosłam biodra z łóżka, a on walił we mnie, gdy przeszywał mnie, rozpalając gorąco, jakiego nigdy nie doświadczyłam, długie, gorące, dzikie i piękne, więc w pewnym sensie myślałam, że będzie trwało wiecznie i chciałam, aby tak było, ponieważ Joker wciąż mnie zabierał wyżej.

„Boże. Kurwa. Kurwa” – mruknął, jego palec nie manipulował już moją łechtaczką, ale poruszał się, by móc zacisnąć dłoń na moim biodrze, utrzymać mnie nieruchomo i jechać głęboko – „Kurwa” – wyszeptał – „Kurwa” – jęknął i zamarł we mnie.

Otworzyłam oczy, trzymając się i zobaczyłam jego szyję zgiętą, głowę opuszczoną, gdy pchnął po raz ostatni i pozostał w środku, i wiedziałam, nawet jeśli był cicho, że zdobył to, co mi dał.

Leżałam pod nim, ciężko oddychając, przytulona do niego, jakbym nigdy nie chciała pozwolić mu odejść (i myśląc, że tak naprawdę nie chciałam tego), rozkoszując się uczuciem, jak mnie wypełniał, obserwując z czymś, co mogło być niczym innym jak całkowitą radością, gdy dreszcze jego orgazmu przesunęło się przez jego potężne ciało, gdy fragmenty mojej chwały szeptały przez moje.

I obserwowałam, utrwalając go w pamięci, jak jego fragmenty go opuściły.

Nie sekundę później podniósł głowę i powiedział - „Wrócę” - wyrwał się z mojego uścisku, odtoczył się, wstał i wtedy patrzyłam, jak szedł do łazienki, poprawiając dżinsy.

Wpatrywałam się w otwarte drzwi łazienki, gdzie zniknął i zrobiłam to tylko przez sekundę, zanim mnie to uderzyło.

Uderzyłam go w szczękę. Za bardzo go podrapałam.

I musiał mnie instruować.

Byłam mężatką, a mój mąż miał zdrowy popęd seksualny.

Nastrój bardzo przechodził przez Aarona. Czasami nastrój nawet mnie ogarniał i do końca Aaron był szczęśliwy, że mnie ugaszczał (tak jak ja jego).

Właśnie uprawiałam wspaniały seks, taki, jakiego nigdy wcześniej nie uprawiałam, więc w rzeczywistości właśnie odkryłam, czym jest wspaniały seks.

Ale pomyślałam, że to, co mieliśmy z Aaronem, było wspaniałe.

Teraz wiedziałam, że czasami nie było źle. Przez większość czasu tak było.

Ale nigdy nie było wspaniale.

I od razu wiedziałam, że to przeze mnie.

Ja nie byłam świetna.

Nie byłam nawet dobra!

Byłam niczym.

Z Aaronem nie obchodziło mnie to. Miałam wrażenie, że teraz lepiej rozumiałam, dlaczego mnie zastąpił, ale nadal nie obchodziło mnie to.

Z Jokerem…

Zamknęłam oczy.

O, nie.

Ogarnął mnie nowy płomień upokorzenia, gdy szaleńczo poruszałam się po łóżku, szukając moich majtek.

Zobaczyłam je zwisające z boku. Chwyciłam je, pochyliłam się i wepchnęłam stopy. Opadłam plecami na łóżko, uniosłam biodra i podciągnęłam je, a mój umysł wirował w kółko.

Joker zaczął od tego, że mnie całował i pieścił, ale w końcu ledwo mnie dotknął.

Po prostu dokonał tego czynu, zabierając mnie ze sobą, oddając mi chwałę, dając ją sobie (w ogóle bez mojej pomocy i może to nie była chwała – nawet nie chrząknął – może to było tylko zdawkowe uwolnienie cielesne).

Przechodził przez kroki, aby to zrobić.

Tak, o tak.

Poniżające.

Myślałam, że bycie Akcją Charytatywną Chaosu było złe.

To było gorsze.

Zsunęłam się z łóżka, gorączkowo chwytając moje dżinsy. Na nogach przy łóżku pochyliłam się. Jedną nogą, potem drugą podciągnęłam je.

I zderzyłam się z twardym ciałem za mną.

Palce zacisnęły się wokół moich bioder.

„Co robisz, mała?” - Joker warknął mi do ucha.

„Muszę wyjść” – wyszeptałam, wyrywając się z jego uścisku tylko po to, by zostać się szarpnięta do tyłu i ponownie wpadająca na jego ciało.

Ale tym razem jego palce nie owinęły się wokół moich bioder. Dwa silne ramiona owinęły się wokół mojego brzucha.

„Musisz wyjść?”

To był kolejny ryk, ale nie był to na wpół ciekawy, post seksualny ryk.

Ten brzmiał na granicy gniewu.

„Tak” - walczyłam z jego uściskiem.

„Czemu?” – zapytał, tłumiąc moją walkę z przerażającą łatwością.

Z drugiej strony, dzięki wizji i czuciu o mocy jego ciała miałam bardzo intymną wiedzę.

„Puść mnie” – wyszeptałam, zatrzymując swoje ruchy, bo wiedziałam, że na nic się to nie zda i modląc się, żeby mnie wysłuchał.

Nie posłuchał mnie.

„Czemu?” – powtórzył, jego głos był teraz otwarcie zirytowany i skłaniał się ku szorstkości.

„Ja… to było… ja nie…” – przełknęłam ślinę - „Dzisiaj się przeprowadzam”.

„Carissa, właśnie przeleciałem cię po raz pierwszy po scenie, w której oboje wypluliśmy mnóstwo gówna, które musimy przejrzeć. Myślę, że przeprowadzka może teraz poczekać”.

„Proszę, pozwól mi odejść, żebyśmy mogli…”

Przestałam mówić, kiedy delikatnie mną potrząsnął - „Powiedz mi, dlaczego zachowujesz się jak wariatka”.

Cholera!

„Byłam… to było…” - zamknęłam oczy i cicho przyznałam - „Żenujące”.

Jego chwyt rozluźnił się, gdy mruknął - „Co do cholery?”

Skorzystałam, wyrywałam się z jego ramion i zrobiłam szybki krok w tył, odwracając się do niego, ale nie całkiem patrząc mu w oczy.

„Przykro mi. To było…” - potrząsnęłam głową - „Przykro mi. Tak mi przykro. Nie powinnam była tego zaczynać”.

„Nie powinnaś była tego zaczynać?”

„Nie”.

Jego głowa przechyliła się na bok, a jego ton stał się paskudny - „Więc złota dziewczyna Carissa Teodoro myślała, że chce niegrzecznego traktowania, dostała to, a teraz obudziła się i zdała sobie sprawę, jak je zdobyła, że nie chce tego, a co więcej, jest skażona”.

Zamrugałam i natychmiast znalazłam jego oczy - „Co?”

Nie powiedział mi co.

Odgryzł się - „Pieprzyć to” - Aby to zademonstrować, wyciągnął rękę między nas, jego twarz była zimna, twarda i przerażająca, zanim kontynuował ordynarnie i poważnie obraźliwie - „I pierdol się. Chcesz odejść, kurwa, odejdź”.

Patrzyłam na niego, gdy jego słowa przenikały przeze mnie. Wszystkie jego słowa.

Kiedy zostały w pełni przetworzone, nie podobały mi się to ani trochę.

„Czy ty… myślisz…?” - nie mogłam dokończyć, ponieważ walczyłam, aby zablokować to, co czułam.

Nie, starałam się zrozumieć fakt, że czułam się bardziej zła niż kiedykolwiek w moim życiu.

„Chcesz wyjść?” - odwrócił się w bok i machnął ręką w kierunku drzwi - „Idź w cholerę”.

Uderzyłam cię w szczękę!” - krzyknęłam.

Tym razem Joker zamrugał.

Spuściłam oczy na jego bok i zobaczyłam czerwone pręgi, jakie zrobiły moje paznokcie. Zwalczyłam grymas i spojrzałam z powrotem na jego twarz.

„Zraniłem cię” – warknęłam.

„Caris…”

 Oparłam się o niego – „Musiałeś mnie instruować” – syknęłam – „To było zawstydzające” – syczałam. Odchyliłam się do tyłu - „To znaczy, ja mam syna. Jasne, że nie jestem dziewicą, ale nie umiałam radzić sobie ze wszystkim, a wszystko popsułam!” - krzyknęłam.

Chciał się do mnie podejść, ale podniosłam rękę i zatrzymał się.

„To miało być piękne. Miało być idealnie. Ty byłeś doskonały. Jesteś bez skazy. Spójrz na siebie!” - płakałam - „Jesteś… piękny od stóp do głów. Każdy cal. A ja…” – przesunęłam ręką po moim przodzie – „nie”.

„Motylku…”

„Nie. Motylek tu nie działa, Joker. To było okropne. Ja zrobiłam to w ten sposób. Nie dla mnie. Dla mnie to było niesamowite. Ale dla ciebie… na końcu nie pocałowałeś mnie, ledwo mnie dotknąłeś, po prostu zrobiłeś to, co musiałeś zrobić, żeby to skończyć”.

Nagle, gdy te słowa wyszły z moich ust, urzeczywistniając je, zapragnęłam płakać i tak samo nagle zapragnęłam bardziej niż kiedykolwiek w całym moim życiu mieć siłę, by tego nie robić.

Ale wiedziałam, że to zrobię, więc musiałam się stamtąd wydostać.

A żeby to zrobić, potrzebowałam koszulki i butów.

Spojrzałam na nogi.

Potrzebowałam też moich stopek.

Nawet nie zauważyłam, jak zdejmował moje stopki.

Kiedy zdjął moje stopki?

Zrobił to, a ja nie mogłam się nad tym rozwodzić.

Musiałam iść.

W tym celu pochyliłam się i poderwałam koszulkę z podłogi, a następnie zaczęłam przedzierać się przez pościel w poszukiwaniu stopek.

„Mała” – zawołał łagodnie.

Znalazłam jedną i zwinęłam ją w pięść, szukając drugiej.

Poczułam gorąco jego dłoni na skórze kręgosłupa tuż nad dżinsami.

„Carrie” – powiedział cicho.

„To jest… to było… Nie mogę uwierzyć, że to schrzaniłam” – wyszeptałam łamiącym się głosem – „To miało być wyjątkowe, a ja… ja… walnęłam cię w szczękę”.

Wyciągnęłam to (ledwo), a potem leżałam na plecach w łóżku z Jokerem na mnie.

Spojrzałam w bok i błagałam niepewnie - „Proszę, puść mnie”.

„Powiem ci coś” - odpowiedział, a ja zacisnęłam usta, upuszczając swoje rzeczy, podnosząc ręce do nieustępliwego ciepła jego ramion i pchając (znowu bezskutecznie, nie drgnął ani o cal) - „Skoro ten pierwszy raz miałem cię w większości nagą, mokrą i gorącą w moim łóżku w taki sposób, że zamierzałem zakopać w tobie kutasa, jedynym sposobem, w jaki mogło to pójść źle, było to, że obserwowałem całą pieprzoną rzecz”.

Zamarłam.

Potem wyprostowałam głowę i patrzyłam.

„Jak robi się tak gorąco, Carrie, gówno się zdarza. Mam w dupie, że omal nie rozwaliłaś mi szczękę głową, zwłaszcza że zrobiłaś to po zerwaniu mojej koszulki i rzuceniu się na mnie ustami”.

Rozchyliłam usta.

„I uwierz mi, nie możesz podrapać mnie zbyt mocno. Zaskoczyło mnie to, ale bardzo mi się podobało. Problem polegał na tym, że po tym, jak to zrobiłaś, stałaś się płochliwa i nie potoczyłaś się z tym”.

„Naprawdę?” - wyszeptałam.

„Kurwa, tak” – odparł stanowczo - „Dlatego kazałem ci się zrelaksować. Reszta, mała, zamykałaś się na mnie, wiedziałem dlaczego i musiałem sprawić, żebyś to odpuściła. Nie zamierzam pieprzyć się z twoją głową, ale miałem swój udział w twardych ciałach. Lubiłem je. Lubię kobiety w wielu różnych odmianach. Ale gdybym miał wybór, moje preferencje byłyby twoje. Miękka, słodka, bardzo mokra i zdecydowanie gorąca”.

„Ja…” - odetchnęłam i dokończyłam - „Naprawdę?

„Dlaczego miałbym kłamać, skoro to, co mówię, ma na celu przyciągnięcie dla mnie więcej ciebie? Gdybym nie kochał tego, co mam, nie kłamałbym. Pozwoliłbym ci odejść”.

To miało sens.

„I, Carrie, ja wiem, czego chcę w łóżku i nie jestem mężczyzną, który miałby problem z komunikowaniem się o tym. Nie chodzi o instrukcje. Chodzi o to, żeby skończyć to tak, jak chcę i poprowadzić cię tam ze mną. Byłaś w tej chwili, całkowicie pochłonięta tym, co robiłem i to było zajebiste. Ale ja zamierzałem to ulepszyć. I, mała, musisz wiedzieć, że to gówno się nie zatrzyma. Wiem, czego chcę, dasz mi to, a ja tobie, i nauczysz się też z tym toczyć”.

To też miało sens.

I był bardziej niż trochę podniecające.

„Kurwa” – warknął, a ja spięłam się pod nim z powodu intensywności tego – „To do bani, że nie zrozumiałaś tego, co ja z tego miałem, Carrie. Jesteś gorąca i mokra, wijesz się i dyszysz, a ja muszę oglądać całą tę pieprzoną rzecz. To było wspaniałe. Nie do wiary. Lepiej niż mogłem sobie wyobrazić, a, Motylku, wiele tego wyobrażałem sobie od mniej więcej tego czasu, gdy miałaś czternaście lat”.

Oh.

Wow.

„I to jest do cholery do dupy, że nie wyszłaś z tym samym pieprzonym czymś” – dokończył.

„Na początku tak” – powiedziałam z wahaniem - „Byłeś… jesteś niesamowity, ale byłeś, podczas i zaraz po…” - zawahałam się, a potem ruszyłam do przodu - „Wtedy po prostu powiedziałeś »wrócę« i nie pocałowałeś mnie ani nic”.

„Gdybym cię pocałował, chciałbym, żeby to trwało przez chwilę i prowadziło bezpośrednio do przytulania po pieprzeniu, co, mam nadzieję, doprowadziłoby do dalszego pieprzenia, a ja nie mógłbym tego zrobić z używaną prezerwatywą na kutasie”.

„Och” – wyszeptałam, znów czując się zawstydzona i znowu było to w inny sposób.

„Tak. Och” - odpowiedział, nie wyglądając na zawstydzonego i nie wyglądając już na sfrustrowanego. Zamiast tego wyglądał, jakby walczył ze śmiechem, co szczęśliwie sprawiło, że poczułam się mniej zawstydzona.

„Myślę, że znowu mogę schrzanić” – powiedziałam mu, a on przysunął do mnie twarz.

„Nie. Jak poczujesz to, podziel się tym ze mną. Nie zatrzymuj nic przede mną, Motylku”.

To była dobra rada. Dobra rada dla związku budowanego przez dwie osoby.

Miałam nadzieję, że po tym wszystkim, co się właśnie wydarzyło, nadal to robiliśmy.

Na tę myśl wyrwało mi się - „Jesteś na mnie zły?”

Uniósł brwi - „Za co?”

Jeśli musiał zapytać, to nie był zły, więc nie sądziłam, że powinnam mu przypominać o wszystkich powodach, dla których mógł być.

Ale właśnie powiedział mi, żebym nie trzymywała niczego przed nim, więc pomyślałam, że powinnam to powiedzieć.

„No cóż, że cię nie rozpoznałam” – przypomniałam mu ostrożnie - „Też za to, że rzuciłam dramat po tym, jak kochałeś się ze mną po raz pierwszy. A potem za to, że oskarżyłam cię, że traktujesz mnie jak akcję charytatywną…”

Przerwał mi, sugerując - „Może powinnaś przestać”.

Zamknęłam usta.

Spojrzał mi w oczy, a potem nagle zapytał - „Naprawdę wtedy się we mnie podkochiwałaś?”

Kiwnęłam głową i odpowiedziałam cicho - „Tak”.

Zamknął oczy, potrząsnął głową i zakończył to, odwracając się ode mnie.

Podniosłam rękę i przycisnęłam ją do jego gładkiego policzka, zmuszając go do cofnięcia jej.

Kiedy otworzył oczy, powiedziałam mu - „Z tą fryzurą wyglądasz ładnie, ale tęsknię za brodą”.

Ledwo skończyłam mówić, zanim wydał dźwięk, który poczułam, jak przeszył mnie. Był pełen bólu, którego nie lubiłam i czegoś jeszcze, czego nie mogłam zrozumieć.

„Spieprzyłem” - Nie zawahał się dać mi coś jeszcze.

„Jak?” - zapytałam.

„Powinienem był cię zabrać do Blizzard”.

Pamiętał. Przypomniał sobie, jak poprosiłam go, aby poszedł ze mną do Dairy Queen w dniu, w którym zniknął.

Oczy zaczęły mnie szczypać.

„Zabierz mnie dziś wieczorem” – szepnęłam.

Znowu zamknął oczy, ale tym razem opuścił czoło, więc spoczęło na moim.

Zsunęłam rękę z jego twarzy, aby objąć jego ramiona i zrobiłam to samo z drugą ręką wokół jego pleców.

„Tak mi przykro, że cię nie poznałam” - Otworzył oczy i podniósł głowę, ale nie poszedł daleko. Uznałam to za to, że się nie odsuwał, więc mówiłam dalej - „Wiedziałam to nawet, kiedy pokazałeś mi swoje rysunki. Po prostu nie mogłam się domyślić” - Zmusiłam się do uśmiechu, moje oczy wciąż piekły – „Mam twój szkic przedstawiający mnie. Wciąż go mam. Nawet go oprawiłam i trzymałam w sypialni. Ale kiedy się pobraliśmy, Aaron nie pozwolił mi go…”

„Przestań gadać”.

Znowu się zamknęłam.

Joker nie przestał mówić.

„To zawsze byłaś ty. Tylko ty. Bujałem się wtedy w tobie, Carissa, cholernie mocno”.

Poczułam, jak łza wyślizguje mi się z oka.

Joker obejrzał to, zanim znowu spojrzał na mnie.

„I to się nie zmieniło”.

O Boże.

Nie mogłam znieść więcej.

Rozpłakałam się.

Joker oparł na chwilę na mnie swój ciężar, żeby móc przewrócić nas na boki i wziąć mnie w ramiona.

Trzymałam się go i robiłam to mocno, gdy wcisnęłam twarz w jego idealną klatkę piersiową i wypłakiwałam oczy.

„Ja… ja… n-nie mogę uwierzyć, że cię nie poznałam!” - płakałam w jego skórę.

Trzymał mnie jedną ręką, a drugą gładził moje włosy, rozkazując - „Nie zrobiłaś tego. W chwili, gdy wyglądałem jak ja, zrobiłaś to. Pogódź się z tym. Ja się pogodziłem”.

Odchyliłam głowę do tyłu i zadeklarowałam głośno - „Zraniłam cię!”

„Właśnie cię pieprzyłem, Motylku, zrobię to ponownie tak szybko, jak będę mógł, więc myślę, że to przeszliśmy”.

Zamrugałam przez łzy.

Potem uderzyłam go w ramię – „Nie pieprzyliśmy się” – syknęłam, dając jasno do zrozumienia, że nie lubiłam być zmuszana do używania słowa na „p” - „My kochaliśmy się”.

Zatrzymałam oddech, kiedy jego twarz nagle się zbliżyła, a jego głos zniżył się, kiedy powiedział - „Tak. Właśnie to ci zrobiłem. Cieszę się, że w końcu to złapałaś. I to właśnie będę z tobą robił. Ale przygotuj się, Carrie, bo również cię wypieprzę, a z tego, co właśnie z ciebie wyciągnąłem, wiem, że ci się spodoba”.

Zaczęłam oddychać, ale nieregularnie i nic nie powiedziałam.

Najwyraźniej zaczęłam oddychać nieregularnie w zauważalny sposób, bo zapytał - „Chcesz, żebym to teraz zrobił?”

Całkowicie tego chciałam.

Niestety musiałam odpowiedzieć - „Dzisiaj się przeprowadzam”.

Przez chwilę wyglądał na zakłopotanego, jakby zapomniał o naszych planach na ten dzień, co było urocze i słodkie. Nigdy nie widziałam, żeby Joker był tym pierwszym i podobało mi się to, ale doświadczyłam tego drugiego i zawsze to lubiłam.

Potem jego twarz się rozjaśniła i wymamrotał - „Kurwa”.

„Tak” – zgodziłam się.

„Lepiej to zróbmy” – powiedział.

Nie chciałam tego robić. Moje wyczerpanie zostało zmiecione przez dramat i kochanie się, ale teraz, zwłaszcza po dramacie, a zwłaszcza po kochaniu, jedyne, czego chciałam, to zwinąć się w jego gorące ciało i iść spać.

Nie mogłam tego zrobić, więc powtórzyłam - „Tak, lepiej zróbmy to”.

Uścisnął mnie, ale nie pozwolił mi odejść.

Spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział łagodnie - „Powinienem powiedzieć, że przepraszam, że nie dałem ci tego po spędzeniu miłego wieczoru, na jaki zasługujesz. Ale nie jest mi przykro. Na wypadek, gdyby gówno się dla ciebie wypaczyło, chcę mieć pewność, że to jest jasne. Podoba mi się, że stało się to w sposób, którego nigdy nie zapomnę. Mam nadzieję, że skończyłaś z tym gównem, które to dla ciebie wypaczyło, bo wiele dla mnie znaczyłoby, jak czułabyś to samo”.

Zamknęłam oczy, przycisnęłam się bliżej, pochyliłam głowę i wcisnęłam twarz w jego gardło.

„Skończyłam z tymi sprawami, które to wypaczały” – wyszeptałam tam - „I czuję to samo”.

„Dobrze” – mruknął w czubek moich włosów - „Teraz, to jest do bani, ale musimy cię przeprowadzić”.

„Tak, to jest do bani” - odchyliłam głowę - „Ale kiedy będę przeniesiona, Travis i ja będziemy bezpieczni i w miłym miejscu. I to będzie to”.

„Tak” – odpowiedział z uśmiechem.

„Więc może mnie pocałujesz, żebyśmy mogli się tym zająć i mieć to za sobą” – zasugerowałam.

„Tak” – powtórzył z uśmiechem.

Ale nie pocałował mnie.

Więc zawołałam - „Joker?”

„Carissa Teodoro w moich ramionach w moim łóżku, prosząca mnie, żebym ją pocałował” - powiedział cicho, jakby nie mówił do mnie i nie mógł do końca uwierzyć, że jego słowa były prawdziwe.

Poczułam, że moje ciało znieruchomiało.

Potem zmusiłam się do pokonania znieruchomienia i przewróciłam Carsona „Jokera” Steele’a na plecy, bym mogła wspiąć się na górę, mrucząc - „Skoro on mnie nie całuje, ja pocałuję jego”.

I właśnie to zaczęłam robić.

Na szczęście dla mnie Carson „Joker” Steele to lubił.

Więc oddał mi pocałunek.

*****

Stałam w domu Tyry – moim domu – padająca z nóg, ale wciąż napawałam się tym, gdy Joker zamykał drzwi, gdy wychodzili Tabby i Shy jako ostatni.

Byłam wprowadzona.

Nie w tym sensie, że jutro musiałabym rozpakować wszystko, co mogłabym, przed powrotem do pracy następnego dnia, jednocześnie robiąc pranie, a także wychodząc do sklepu spożywczego i wracając do mojego starego miejsca, aby zrobić głębokie sprzątanie.

Ponieważ wszystko było rozpakowane, nawet moje zdjęcia wisiały na ścianach, pudła zostały zabrane i nie musiałam wracać do mojego starego miejsca, z wyjątkiem oddania kluczy.

To dlatego, że mężczyźni przenieśli rzeczy, poskładali meble, ustawili telewizor i zapytali, gdzie chcę zdjęcia, aby mogli powiesić je na ścianach. Snapper zamontował nawet mój odkurzacz w pomieszczeniu gospodarczym.

Zrobili to, gdy kobiety się rozpakowywały i to nie była tylko Tyra, Tabby i Lanie. Elvira pokazała się, przyprowadzając ze sobą kobiety o imionach Gwen i Tess (które były przepiękne, miłe i miały mnóstwo energii). Nie wspominając już o innych kobietach Chaosu, w tym, ku mojemu niedowierzaniu, ale w końcu z głęboką wdzięcznością, Stacy (Joker to zaniżył; nie była tylko przyzwoitą kobietą, była naprawdę miła).

Moje naczynia były w szafkach. Moje łóżko było pościelone. Zabawki Travisa były w koszach. Mój telewizor był gotowy do pracy, a kablówka już działała. Moje ubrania były w szafie. A ponieważ Stacy poprowadziła ekipę w moim starym miejscu, zanim pokazała się w nowym, mieszkanie było bez skazy i miałam na telefonie kilka zdjęć, które zrobiła i wysłała mi SMS-a, aby udowodnić ten fakt, jeśli właściciel zdecydowałby się ze mną zadzierać.

„Carrie?” - zawołał Joker.

Spojrzałam na niego i oznajmiłam - „Będę musiała kupić więcej ciastek”.

Jego usta drgnęły i podobało mi się to.

Ale, poważnie, naprawdę brakowało mi brody.

Stanął przede mną i położył ręce na moich biodrach.

„Zasypiasz na nogach, czy uda ci się dotrzeć do łóżka?”

Miałam ścisłą zasadę, bez względu na to, co przyniósł dzień: czyste prześcieradła, czyste ciało do włożenia w te prześcieradła.

Nie jadłam cukierków, kiedy wszyscy pracowali.

Potrzebowałam prysznica.

„Muszę wziąć prysznic” - powiedziałam mu.

Jego palce wbiły się w moje biodra, gdy mruknął - „Zrób to. Zostawię cię z tym. Wpadnę jutro”.

Odchodził?

Zanim zdążyłam pomyśleć, czy to było właściwe, czy nie, szybko podniosłam ręce i chwyciłam jego T-shirt w obie pięści.

Jego oczy płonęły.

To było właściwe.

Dzięki Bogu.

„Moje łóżko jest bardzo wygodne” – wyszeptałam.

To było trochę nieśmiałe, ale nie obchodziło mnie to. Musiałam to powiedzieć, żeby nie odszedł.

„Chcesz, żebym był tam z tobą?”

Skinęłam głową.

„Chcesz, żebym był z tobą pod prysznicem?”

Nagle nie padałam z nóg. Nagle miałam dużo energii.

I potrzebowałam prysznica.

Znowu skinęłam głową.

Uśmiechnął się. To był nowy uśmiech i był niesamowity. Tak bardzo, że poczułam to na całym ciele.

Ale potem stwierdził - „Jestem głodny”.

Była siódma trzydzieści. Zamówiłam kilka pizz, ale zjedliśmy je kilka godzin temu.

„Prysznic” – oświadczył Joker, a ja ponownie się na nim skupiłam - „Umyjemy cię, zamówimy, zjemy. Jak zaśniesz w jedzeniu, zaniosę cię do łóżka” - Przysunął twarz bliżej - „Jutro zabiorę cię do Blizzard”.

Rzecz, na jaką warto czekać.

W rzeczywistości wiele rzeczy.

Uśmiechnęłam się do niego - „To jest umowa”.

Pochylił głowę i dotknął ust moimi.

To było słodkie.

Uniósł głowę - „Zróbmy to”.

„Joker?”

„Tutaj”.

Rozpłaszczyłam dłonie na jego klatce piersiowej, kochając te słowa, kochając, że były prawdziwe, kochając wszystko, co sprawił, że znaczyły.

„Dziękuję ci za wszystko”.

„Nie musisz…”

Mocno przycisnęłam się do jego klatki piersiowej i uniosłam na palcach, by dotknąć ustami jego ust.

Kiedy to zrobiłam, a on ucichł, powiedziałam cicho - „Wiem, że nie muszę. I kocham to, że nie muszę. Ale potrzebuję. Więc” – przesunęłam ręce na jego bicepsy i zacisnęłam palce wokół nich – „dziękuję ci”.

Wydał mi z gardła dźwięk, który mi się podobał, pochylił głowę i pocałował mnie.

Kontynuując to, wciągnął mnie pod prysznic.

Pod prysznicem nie uderzyłam go głową w szczękę.

Chociaż podrapałam go i to mocno.

Miał rację, bo, kiedy odpuściłam i zrelaksowałam się, dowiedziałam się, że mu się to podobało.

Bardzo.

Po prysznicu nie zasnęłam w smażonym ryżu z krewetkami.

Ale zasnęłam w chwili, gdy moja głowa opadła na klatkę piersiową Carsona „Jokera” Steele’a w moim łóżku.

I zrobiłam to z jego ramionami wokół mnie.

Potem spałam głęboko.

I lekko.

 


 

4 komentarze: