Rozdział
13
To
się nie zmieniło
Carissa
Siedziałam
na stołku barowym w Kompleksie Chaosu, zastanawiając się, jakim cudem siedziałam,
skoro byłam tak wyczerpana, że ledwo mogłam myśleć, kiedy wszedł Tack.
Jak
zwykle jego wzrok skierował się prosto na Tyrę, która zarekwirowała małego
chłopca Lanie i Hop’a, Nasha, podrzucała go, przytulała i gruchała do niego.
„Jezu,
kobieto, zawłaszczasz każde dziecko, które zbliży się do ciebie na odległość
dziesięciu kroków. Czy mam cię znowu zapłodnić?” – zapytał ją Tack.
Dała
mu spojrzenie, które było łatwe do odczytania.
Tack
je odczytał. Wiedziałam o tym, kiedy spojrzał w sufit i wymamrotał - „Pieprz
mnie. W tym tempie będę żyć w strefie wolnej od dzieci, kiedy skończę
osiemdziesiąt lat”.
„Jakbyś
tego nie kochał” – odparła Tyra.
Tack
oderwał wzrok od sufitu i oddał go żonie.
On
też był łatwy do odczytania.
On
to kochał. Ale bardziej kochał dawać jej to, czego chciała.
Zaczęłam
czuć ciepło, patrząc na nich razem, gdy Tack spojrzał na bar i zapytał - „Co do
cholery?”
„Carissa
wysprzątała wyprzedaż termin-jednodniowy z piekarni LeLane” – powiedziała
Lanie, trzymając na wpół zjedzonego kremowego ptysia zawieszonego trzy cale od
jej ust - „I wszyscy wiedzą, że takie jednodniowe w LeLane są lepsze niż świeże
gdziekolwiek indziej”.
To
była prawda.
Chociaż
moi przyjaciele z Chaosu mówili mi, że nie muszę nic robić, aby się zrewanżować,
nadal musiałam coś zrobić.
A
dzisiaj był dzień przeprowadzki, więc naprawdę
musiałam coś zrobić, żeby się odwdzięczyć.
Najemcy
Tacka i Tyry wyszli kilka dni wcześniej, więc chłopcy zamierzali wyjąć moje
rzeczy z magazynu i mieszkania.
Jutro
będę się rozpakowywała, sprzątała moje stare mieszkanie i wykonywała prace,
których nie robiłam, gdy Travis był w pobliżu, ale teraz musiałam je zrobić, bo
nie robiłam ich od tygodnia.
A
potem Travis i ja w końcu znaleźlibyśmy się w miłym miejscu.
Miejscu,
które chciałabyś dać swojemu dziecku.
Nie
mogłam się doczekać.
Nadal
nie chciałam niczego więcej niż zwinąć się gdzieś i zdrzemnąć.
To dlatego, że grypa zaatakowała kasjerów w
LeLane i teraz przetaczała się przez sklep. To nie była jednodniowa grypa.
Bardziej jak grypa dziewięćdziesięcio-sześcio-godzinna. Kolejnych dwóch
kasjerów odpadło, producent, dwóch rzeźników i technika florystyczny. W LeLane
wszystkie ręce były na pokładzie, a ja miałam ręce, więc ich używali. Brałam dodatkowe
zmiany, podwójne zmiany lub półtorej zmiany.
Normalnie
to byłoby fantastyczne. Zbierałam półtorej tony nadgodzin.
Ale
miałam też syna. Nie miałam nic przeciwko pracy w ten sposób, kiedy był z
Aaronem, ale nienawidziłam tego robić, kiedy go miałam.
Nie
wspominając o tym, że miałam do spakowania pudła i różne rzeczy do zrobienia,
na przykład znalezienie czasu na wykonanie pół tuzina telefonów w celu przełączenia
mediów.
Tak
więc przez wiele dni byłam w ruchu, załatwiałam sprawy w czasie przerw i
lunchu, zmuszając się do spakowania co najmniej pięciu pudeł, zanim zaczęłam to
nazywać nocą, w ten sposób minimalizując sen, wstając z łóżka i znowu ruszając dalej.
Powiem tylko, że gdybym nigdy w życiu nie
spakowała kolejnej kuchni, byłabym szczęśliwa. Wydawało się, że to było nic,
ale wszystkie rzeczy były schowane za szafkami. Kiedy trzeba było je wyjąć,
owinąć i zapakować, wydawało się, że mogły wypełnić dziesięć kuchni.
Z
tego powodu nienawidziłam tego przyznawać i starałam się tego nie robić, ale
kiedy dzień wcześniej przekazałam Travisa Aaronowi, naprawdę poczułam ulgę.
Potrzebowałam przerwy w każdy możliwy sposób. I byłam tak zajęta przeprowadzką,
że tak naprawdę nie zauważyłam, że to Aaronowi go przekazałam. Otworzył drzwi.
Próbował też zaangażować mnie w rozmowę, przyglądając mi się uważnie i pytając,
czy wszystko w porządku.
Pozwoliłam
na to (chociaż nie powiedziałam, jak sobie radziłam), bo musiał wiedzieć, że
się przeprowadzałam, więc powiedziałam mu o tym i wyślę mu moje nowe dane.
Potem schyliłam się, pocałowałam mojego chłopaka i wystartowałam, mój umysł
wypełniony był tym, co musiałam zrobić dalej (zmiana), jednocześnie walcząc z
pragnieniem wczołgania się na tylne siedzenie mojego samochodu i spania przez
tydzień.
Nic
dziwnego, że Joker zauważył żniwo tego wszystkiego i wkroczył, zabierając ze
sobą Chaos. Big Petey, Joker, a raz Tabby i Shy opiekowali się Travisem, kiedy
ja pracowałam. Po tym, jak Joker zobaczył, że prawie wpadłam do pudła,
przegrywając walkę ze snem, Tyra z Lanie i Tabby przyszły dokończyć pakowanie
pudeł, gdy byłam w pracy.
Więc,
oczywiście, kupiłam pączki z kremem, eklerki, mille-feuille i petit four o
połowę taniej, bo klient, który je zamówił, nie odebrał ich, a doszła moja
dodatkowa dwudziestoprocentowa zniżka dla pracowników.
Było
to już w porządku, ale obecnie było bardziej w porządku.
I
na szczęście, ponieważ moja następna wypłata została powiększona, mogłam (w
większości) sobie na to pozwolić.
Wróciło
dwóch kasjerów, którzy jako pierwsi odpadli, co oznaczało, że miałam dwa dni
wolnego.
Dwa
dni wolnego, kiedy miałam przenosić rzeczy, rozpakowywać je, wykonywać prace
domowe i załatwiać sprawunki.
Nie
mogłam się doczekać, aby zamieszkać w tym domu.
Ale
potrzebowałam kolejnego dnia wolnego.
Albo
trzech.
Padałam
z nóg.
Albo,
bardziej trafnie, padałam na tyłek na stołku w Chaosie.
Również
udawałam. Poznałam tych ludzi i wiedziałam, że, jeśli choć raz zwęszyliby moje
problemy, porwaliby mnie, zabrali do najbliższego luksusowego hotelu, zamknęli
w pokoju i przeszkadzali tylko o tyle, żeby mi przysłać masażystę i może
technika skóry.
„Mała,
to jest fajne” – powiedział Tack, a ja skupiłam się na nim, żeby zobaczyć, jak
przechylił głowę w stronę baru pełnego ciastek, ale patrzył na mnie - „Niepotrzebne,
ale fajne”.
Przypięłam
sobie promienny uśmiech na twarzy, sprzeciwiając się - „Potrzebne i najmniejsze,
co mogłam zrobić”.
Uśmiechnął.
Boz,
z pierścieniem czekolady w długich bokobrodach wokół ust, oświadczył - „Nigdy
nie wszedłem do tego sklepu. Myślałem, że są na własnych tyłkach. Jak mają
takie eklery, pojadę codziennie”.
Bonus,
kupiłam nowego klienta LeLane.
Wepchnął
do ust drugą połowę swojej czwartej eklery, a ja skierowałam do niego promienny
uśmiech.
„Chooolera!
Co do kurwy nędzy?” - usłyszałam pohukiwanie Hound’a (który był na drugim końcu
baru, unicestwiając petit four).
Potem
usłyszałam wilcze nawoływanie i niski gwizd.
I
w końcu Boz krzyknął - „Pieprz mnie. Joke wygląda całkiem nieźle!”
To
sprawiło, że szczerze się uśmiechnęłam, chociaż nie rozumiałam reakcji na
Jokera, bo jeszcze go nie widziałam. Mimo to każda obietnica Jokera w pobliżu mnie
wywołałaby u mnie uśmiech i zrobiłabym to szczerze.
Joker
powiedział mi, że ma coś do zrobienia tego ranka i przyjedzie po mnie około
dziewiątej trzydzieści. Powiedziałam mu, że mam coś do zabrania na teren
Kompleksu, więc tam go spotkam.
Teraz
był tam.
I
to mnie uszczęśliwiło.
Dopóki
nie pojawił się w polu widzenia.
To
mnie zamroziło.
To
był on. Wiedziałam, że on. Widziałam jego oczy. Kolor jego włosów. Ubrany był w
swoje zwykłe wyblakłe dżinsy, koszulkę i skórzaną kurtkę.
Widziałam
też jego twarz.
Wszystko.
Ogolił
się.
Miał
też obcięte włosy. Były przycięte po bokach, nie ostrzyżone na jeża czy coś w
tym stylu, ale o wiele krótsze, nie niechlujne i przydługie na górze, ale nie
tak długie jak kiedyś. Nadal spadały mu na czoło, ale nie tak jak wcześniej.
Miał
bardzo ładną szczękę.
Miał
nawet atrakcyjne uszy.
I
na koniec nie wyglądał jak on. Nawet jeśli nadal wyglądał.
Nie,
teraz wyglądał jak chłopiec, którego kiedyś znałam. Z którym dorastałam.
Carson
Steele.
Jego
oczy padły na mnie, a jego usta poruszały się, gdy zbliżał się do mnie.
„Hej,
Motylku. Gotowa na dzisiaj?”
Nie
odpowiedziałam.
Byłam
zajęta gapieniem się.
To
nie mogło być prawdą.
Wciąż
się gapiłam, zastanawiając się, jak mogłam to przegapić.
Zastanawiałam
się, jak to mogło być prawdziwe.
Ale
nie przegapiłam tego. Kiedy pierwszy raz zbliżył się do pasa awaryjnego na
I-25, wiedziałam, że go znam. A później, podczas pierwszego spotkania, czułam
się tak samo. I znowu i znowu, wielokrotnie.
Wiedziałam,
że wiedziałam.
Ale
nie mogłam tego rozgryźć, bo się zmienił.
Miał
lata, jakie minęły, odkąd ostatnio się widzieliśmy, wypisane na twarzy, w
każdym calu jego rysów.
Ale
to było więcej. Włosy. Broda. Masa jego ciała. Sposób, w jaki się trzymał.
Sposób, w jaki się ubierał. Towarzystwo, jakie dotrzymywał.
Carson
Steele był samotnikiem.
Joker
miał zespół braci. Ogromną rodzinę dobrych, życzliwych ludzi.
Nagle
dotarło do mnie z oślepiającą jasnością, że Aaron wyczuł to samo. To dlatego
tak dokładnie przyglądał się Jokerowi. Zapytał go nawet, czy go zna!
I
wreszcie, Joker mnie znał. Wiedział, kim jestem w chwili, gdy podszedł do mnie
na I-25. Znieruchomiał całkowicie, wpatrując się we mnie.
Znał
mnie.
Wtedy.
I
od tego czasu.
I
nic nie powiedział. Powiedziałam mu, jak mam na imię, a on nie powiedział, że
zna mnie, a ja znam jego.
Nic
nie powiedział.
Dlaczego
nic nie powiedział?
Udawał
nawet, że zapomniał mojego imienia!
„Carrie?”
- zawołał, kiedy zatrzymał się blisko.
„Dlaczego
nic nie powiedziałeś?” – wyszeptałam, patrząc mu głęboko w oczy.
Dawniej
nie były schowane za tarczą ze stali. Był za młody, żeby mieć czas na
odbudowanie straży. Każda dziewczyna w szkole mogła wyczytać z jego oczu
torturowane rozmyślania tajemniczego outsidera, którym był Carson Steele. Każda
dziewczyna chciała ukoić jego dziką duszę.
Każda
dziewczyna w szkole.
Włącznie
ze mną.
Wtedy
wiedziałam. Wiedziałam w najbardziej upokarzającym momencie mojego życia,
dlaczego zrobił to, co zrobił.
Kiedyś
mnie lubił. Uśmiechał się do mnie. Był ze mną spoko. Kiwał mi brodą. A tej
strasznej nocy, kiedy zobaczyłam go pobitego (znowu) i jechał, by uciekać, dał
mi swój czas.
I
wiele więcej.
To
więcej było tym, co znalazłam następnego dnia w mojej szafce, kiedy obdarzył
mnie pięknem.
I
nadzieją.
Nadzieją,
która umarła, ale poczułam ją znowu, wiedząc, że poświęcił swój czas, aby
dostać się do mojej szafki i dać mi to.
Więc
nie chodziło o to, że chciał się odpłacić wrednej dziewczynie z liceum (chociaż
nie byłam wredną dziewczyną, po prostu się z nimi trzymałam, więc byłam winna
przez skojarzenie, mimo to Carson Steele był mądrzejszy).
Nie.
To
dlatego, że mi współczuł. Cheerleaderka. Królowa balu. Dziewczyna rozgrywającego.
Zredukowana do prawie zera, utknęła na poboczu drogi, po dwudziestce,
rozwiedziona, samotna z dzieckiem, bez przyjaciół, bez rodziny, bez pieniędzy, z
okropnym samochodem, w tanich ubraniach, sprzedawczyni w sklepie spożywczym.
Współczuł
mi.
„Powiedzieć
ci coś o czym?” – zapytał, wyrywając mnie z moich myśli wciągających mnie w
otchłań.
I
robiąc to, sprawił, że upokorzenie zapłonęło tak głęboko, że wiedziałam, że
jeśli nie pozwoliłabym na ujście części tego, co czułam, to mnie by zniszczyło.
Dlatego
krzyknęłam - „O czymkolwiek, Carsonie
Steele!”
Jego
głowa drgnęła. Jego twarz się zmieniła. A powietrze w pokoju stało się martwe.
Potem
podniósł do mnie rękę.
Wspięłam
się, przewracając stołek. Upadł z trzaskiem i prawie upadłam razem z nim, ale
na szczęście ruszałam się, by uciec od niego, krzycząc - „Nie dotykaj mnie!”
„Carrie”
– szepnął.
„Wyjdźcie”
- usłyszałam rozkaz Tacka.
„Nie
próbowałem ptysia z kremem” – usłyszałam odpowiedź Boz’a.
„Wyjdź!” - usłyszałam warknięcie Tacka.
Niejasno
wyczułam, że pomieszczenie się opróżniało, ale byłam zbyt zajęta cofaniem się i
skupianiem na Jokerze.
I
moim palącym upokorzeniu.
„Nie
mogę uwierzyć” – syknęłam.
„Posłuchaj
mnie…” - zaczął.
„Nie!” - krzyczałam – „Udawałeś, że
zapomniałeś mojego imienia. Nie
zapomniałeś mnie!”
„Carrie”
– powiedział łagodnie, ostrożnie poruszając się w moją stronę - „Mała, weź
oddech i posłuchaj mnie”.
„Dlaczego?”
– warknęłam - „Jesteś bystry, Carson.
Wiedziałeś, kiedy cię pierwszy raz zobaczyłam, że rozpoznałam cię!” - krzyknęłam
– „Ale nie powiedziałeś ani słowa.
Pozwoliłeś mi się przedstawić i nie powiedziałeś ani słowa. Zrobiłeś to
wszystko” – wyciągnęłam rękę – „bo współczułeś mi i nie powiedziałeś ani słowa”.
„Carissa,
poważnie, posłuchaj mnie” – warknął,
gdy się poruszyłam, wchodząc głębiej do pomieszczenia, by dostać się do drzwi i
uciec, podczas gdy mnie śledził.
„Nie
zrozumiałam” – rzuciłam do niego - „Nikt nie jest tak miły. Opieka przedszkolna. Nowy dom. Radca prawny. Zbyt wiele.
Zbyt miłe. Zbyt łatwe. Nie rozumiałam”
– wykrztusiłam - „Teraz rozumiem”.
„Carissa,
do cholery, musisz się zamknąć i mnie
posłuchać” – warknął.
„Nie,
nie muszę” – odparłam, podejmując pochopne decyzje, bo potrzebowałam z tym
skończyć. Potrzebowałam tego. Musiałam uciec przed paleniem, które groziło mi
końcem. Przecierpiałam wystarczająco, za dużo. Nie mogłam znieść więcej – „Wyjaśnię
Tyrze i Tackowi o domu. Wyślę trochę pieniędzy dla Big Petey’a. Resztę
załatwię. Ale nigdy więcej Akcji Charytatywnej Carissy dla ciebie, Carson
Steele. Odchodzę!”
Oświadczyłam
to, moje serce pękło, moje wnętrzności zmieniły się w popiół skręcający się w
płomieniach i rzuciłam się w jego stronę, by dostać się do drzwi.
Poruszył
się szybko, złapał mnie mocno za ramię i zdecydowanym krokiem ruszył na tyły
Kompleksu, ciągnąc mnie ze sobą.
Pospieszyłam,
aby utrzymać stopy pod sobą, gdy byłam zmuszona zawrócić, krzycząc - „Zabierz
ze mnie rękę!”
„Zamknij
się, kurwa” – wycedził.
„Nie
mów tak do mnie, Carsonie Steele” – krzyknęłam - „Zabierz ze mnie swoją głupią
rękę!”
Nie
zabrał. Pociągnął mnie korytarzem, wciągnął do swojego pokoju, a następnie
pchnął dalej, popychając mnie ręką na moim ramieniu, a następnie puszczając
mnie, gdy cofnęłam się o trzy kroki i zatrzasnął drzwi.
„Wypuść mnie!” - wrzasnęłam.
„Chciałem
cię” – odpowiedział – „W liceum chciałem cię. Tak bardzo, że, jak moje życie spadło
do gówna, jak spadało do gówna każdego pieprzonego
dnia, żeby dać mojej głowie trochę spokoju, rysowałem ciebie”.
Zacisnęłam
usta, gdy mój żołądek ścisnął się tak mocno, że myślałam, że zwymiotuję.
Mówił
dalej.
„To
znaczyło wszystko, że ostatnią osobą, jaką widziałem, zanim opuściłem swoje
popieprzone życie, byłaś ty. Wiele lat później znów cię zobaczyłem, a ty mnie nie
znałaś”.
O
nie.
„Carson”
– szepnęłam.
„To
cholernie bolało” – wydusił te trzy słowa z siebie w sposób, w jaki wiedziałam,
że to go kosztowało.
Dużo.
Za
dużo.
Tak,
zwymiotuję.
„Ja…”
„Nie
wiedziałaś, kim do cholery jestem” – dokończył za mnie kwaśno.
„Wiedziałam”
- powiedziałam mu - „Po prostu nie poznałam cię całkowicie, a ty nie
podzieliłeś się, kiedy przedstawiłam Travisa i mnie”.
„Masz
rację” – odpalił – „Nie powiedziałem. Pomyśl o tym, Carisso. Jak miałabyś
życie, w którym nie miałaś nic z tego, czego chciałaś, ale mimo to byłaś na
tyle głupia, by chcieć faceta. Lubiłabyś go. Był dla ciebie miły, a ty używałaś
go, by zyskać spokój od tej dziury, którą nazywałaś domem, i dziury, którą
nazywałaś tatą. Zobaczyłabyś go znowu, a on nie wiedziałby kim do cholery
jesteś, co byś zrobiła?”
Niestety,
zrozumiałam, o co mu chodziło.
Tym
bardziej, że był mężczyzną, męskim
mężczyzną, męskim motocyklistą, który
nie tylko nie lubiłby tego typu rzeczy, ale też nie chciałby przyznać, że to
bolało.
Nie
wspominając o tym, że wszystko, co powiedział o swoim domu, o swoim tacie,
używaniu mnie, by przyniosła mu spokój, zabijało mnie.
Niestety,
myśląc o tym wszystkim, nie odpowiedziałam, więc miał szansę iść dalej.
„Teraz
minęły tygodnie, w których ja, moi bracia, ich kobiety pomagały ci, opiekowały
się tobą, opiekowały się twoim chłopcem, ty zauważyłaś twoje popieprzenie i rzuciłaś na mnie to gówno charytatywne?”
„To
było...”
„Popieprzone
i brzydkie” – dokończył znowu za mnie.
Miał
rację.
„Byłam
zaskoczona” - broniłam się słabo.
„Tak,
ja też byłem. Zaskoczony, że królowa balu miałaby w sobie to, że pamiętałaby,
że w ogóle istniałem”.
Dobrze,
poczekaj.
Ten
cios był poniżej pasa.
Miał
rację. Schrzaniłam sprawę.
Ale
na to nie zasłużyłam.
„Joker,
oczywiście, że cię pamiętałam” – powiedziałam ostrożnie.
„Tak?
Miałem język w twoich ustach, twoje ręce wsunięte w moją koszulkę, spojrzałaś
mi w oczy błagając o więcej, Carissa, i to gówno się nie wydarzyło”.
O
nie.
Absolutnie
nie.
„Twoje
włosy są inne!” – odcięłam się ostro.
„Tak
jak i twoje” – odpalił.
To
była prawda. Były dłuższe. Jak jego.
Nadal.
„Miałeś
brodę”.
„Masz
dziecko”.
Cholera!
„Jesteś
motocyklistą!” - zawołałam.
„Jesteś
sprzedawczynią w sklepie spożywczym” – odparł.
Przesadzał!
„Minęły
lata!” - krzyknęłam.
„Tak,
minęły” – wyszeptał złowieszczo.
Ale
wiedziałam, co miał na myśli.
Minęły
lata, a on wciąż mnie znał.
Nie
dostał tego samego ode mnie.
Ale
nawet jeśli miał rację, jego reakcja była zła.
„Dobra,
masz rację. Masz całkowitą rację. I przepraszam, Joker” – syknęłam -
„Przepraszam, że nie rozpoznałam chłopca, w którym się podkochiwałam, a robiłam
to ogromnie wtedy w liceum. Szczerze
mówiąc, nie wiem, jak tego nie zrobiłam. Chociaż, wiesz, być może miałam na
głowie kilka rzeczy, powiedzmy, przebitą oponę i gówniane mieszkanie oraz
byłego męża, którego jedynym pragnieniem wydawało się zamienianie mojego życia
w nieszczęście. Ale nadal nie wiem, jak tego nie zrobiłam. Zwłaszcza biorąc pod
uwagę fakt, że prawie od razu zaczęłam się podkochiwać w mężczyźnie, którym się
stałeś jeszcze bardziej niż podkochiwałam
się w tobie jako w chłopcu”.
Skończyłam
mówić i ciężko oddychałam, więc skupiłam się na tym, co mówię, że nie zauważyłam
zmiany wyrazu twarzy.
Ale
potem zauważyłam, że wyraz jego twarzy się zmienił.
„Co?”
- zaszeptał.
„Co
„co”?” – warknęłam, wciąż czując wiele rzeczy, łącznie z gniewem.
„Podkochiwałaś
się we mnie?” - zapytał.
Wpatrywałam
się przez chwilę i zrobiłam to twardo, zanim podniosłam ręce i odpowiedziałam -
„Jakbyś nie wiedział”.
„Nie
wiedziałem”.
Nachyliłam
się do niego i syknęłam - „Nonsens”.
Złowieszczy
szept powrócił wraz z jego - „Uważaj, Carissa”.
„Na
co?” – spytałam gniewnie - „Każda dziewczyna się w tobie podkochiwała, a to, że
udajesz, że nie wiedziałeś, jest śmieszne. Absolutnie wiedziałeś”.
„Nie
o tobie”.
„Więc
wiedziałeś” – nacisnęłam.
„Nie
o tobie”.
„O
mój Boże!” - płakałam, mrużąc na niego oczy - „Nie możesz wierzyć ani przez
sekundę, że ci uwierzę. Za każdym razem, gdy cię widziałam, uśmiechałam się do
ciebie. Raz nawet się potknęłam, żeby
wpaść na ciebie, żebyś mnie złapał, na litość boską! Nie mogłabym
być bardziej oczywista!”
Jego
ciało znieruchomiało, ale jeszcze nie skończyłam.
„I
szczerze, kiedy ostatni raz cię widziałam, zaprosiłam cię na randkę. Wiedziałam, że wyjeżdżasz. Pomyślałam, że musisz zrobić
to, co musisz zrobić. I podziwiałam, że miałeś odwagę to zrobić. Mimo wszystko
to była moja ostatnia próba, żebyś mnie zauważył. Wiedziałam, że musisz odejść,
ale chciałam, żebyś to zrobił z nadzieją myśląc o mnie, więc jeśli byś wrócił,
pamiętał byś o mnie i…”
Przerwał
mi - „Zamknij się”.
„Nie!”
- krzyknęłam.
„Zamknij
się, Carissa, teraz” – warknął.
Zamknęłam
się, a zrobiłam to z powodu sposobu, w jaki na mnie patrzył.
Nagle
nie czułam palącego bólu upokorzenia.
Albo
złości.
Czułam
pieczenie, ale to nie był ból.
To
było coś zupełnie innego.
„Miałaś
jego” – powiedział tak cicho, że ledwo go słyszałam.
Ale
słyszałam go i zrozumiałam.
„Gdybyś
dał mi znak, najmniejszą wskazówkę, puściłabym go, żebym mogła mieć szansę z
tobą”.
Joker
wpatrywał się we mnie.
Pozwoliłam
mu, dopóki poczułam, że nie zniosę więcej.
„Proszę,
nie złość się na mnie” – wyszeptałam.
Joker
nie odpowiedział.
„Proszę”
– błagałam.
Joker
nic nie powiedział. Po prostu patrzył na mnie w taki sposób, że myślałam, że
coś mówił, po prostu nie byłam pewna,
czy to zrozumiałam.
Ale
miałam przeczucie. Nie byłam pewna, czy miałam rację, ale to było zbyt ważne,
żeby nie spróbować.
Więc
spróbowałam.
Pospieszyłam
trzy kroki do przodu i rzuciłam się na niego, mając nadzieję, że mnie złapie.
Ale
tym razem nie złapał mnie. Nie zacisnął wokół mnie ramion i nie pocałował.
Również
mnie nie odepchnął.
Pochylił
się, chwycił mnie, podniósł i przerzucił na bok. Potem zrobił kilka długich
kroków i rzucił mnie na łóżko.
Gdy
wylądowałam, wciągnęłam powietrze, co było dobre, skoro upadł, lądując na mnie.
Wtedy
mnie pocałował.
I
odwzajemniłam pocałunek. Mocno. Chcąc go. Chcąc Jokera. Chcąc Carsona Steele.
Nie wierząc, że ich miałam… obu.
Więc
nie miałam zamiaru odpuścić.
Na
szczęście dla mnie, wiedziałam, że tym razem on też nie pozwoliłby mi odejść.
Nie zamierzał przestać.
To
było to. On i ja. Joker i Carrie. Carson i Carissa.
Połączeni.
Nareszcie.
Chciałam
tego. Pragnęłam tego bardziej niż czegokolwiek, czego kiedykolwiek pragnęłam –
z wyjątkiem tego, żeby moje dziecko było szczęśliwe i zdrowe, a moja siostra i
matka żyły – ale to było bliskie czwarte miejsce.
A
to wiele mówiło.
Więc
poszłam na to. Dałam z siebie wszystko. Nie chciałam, żeby się opamiętał i zdał
sobie sprawę, że wciąż był na mnie zły za to, że go nie poznałam. Albo
uświadomił sobie, że na specjalnej randce byliśmy w jego łóżku w Kompleksie, a
nie u mnie. Albo cokolwiek, co
mogłoby go zatrzymać.
Chciałam,
żeby to się stało teraz. Chciałam mu pokazać, co wtedy do niego czułam.
Ale,
co więcej, chciałam mu pokazać, co teraz dla mnie znaczył.
I
tak bardzo tego chciałam, że schrzaniłam to.
Całkowicie.
Zaczęło
się po tym, jak zdjął moją koszulkę. Natychmiast ściągnęłam jego i wyprostowałam,
chybiając i mocno uderzając czubkiem głowy w jego szczękę. Tak mocno, że
chrząknął i cofnął się.
Oboje
siedzieliśmy, ale byłam pochylona do niego, więc podniosłam się i wyszeptałam -
„Przepraszam”.
Jego
oczy znalazły moje, wbił ręce w moje włosy i przyciągnął moje usta do swoich.
Potem zabrał nas z powrotem i wszystko było dobrze.
Mogło
być lepiej.
Ale
zamiast tego było jeszcze gorzej, kiedy miał mnie na plecach, podniecał mnie
językiem w moich ustach i prawie wsunął się w drugą bazę, trzymając jego
szorstką, zrogowaciałą rękę tak blisko mojej piersi, że poczułam widmo ekstazy,
wiedziałam, że to przyniesie, więc zassałam jego język zbyt mocno do ust, gdy
przeciągałam paznokcie po jego boku.
Przerwał
pocałunek i wyrwał się spod mojego dotyku.
Upokarzające.
Całkowicie.
„Ja…”
– zaczęłam, czując ciepło na policzkach, które nie miało nic wspólnego z tym,
co mi robił.
„Odpręż
się” – szepnął.
„Okej”
– odszepnęłam.
Pochylił
się do mnie i dalej mnie całował.
Potem
pocałował inne części mnie. Tak bardzo mi się to podobało, że było to
nierealne. To wyrwało mnie z moich myśli i stanowczo zainteresowało tym, co mi
robił.
Właśnie
wtedy to uwielbiałam, moje ciało okazywało
to, wciskając się w niego, skowyt spływał mi po gardle, moje dłonie poruszały
się po nim gorączkowo, by objąć ciepłą, gładką twardość, którą był wszędzie.
Zrobił
z moimi piersiami rzeczy, które robił Aaron, ale nie myślałam o Aaronie, bo
Aaron poszedł w zapomnienie przez sposób, w jaki zrobił to Joker. To całkowicie
wymazało pamięć Aarona.
Wiedziałam
dlaczego.
Za
dotykiem, smakiem, doznaniami było więcej uczuć. Więcej pasji. Więcej
doświadczenia. Więcej talentu.
Więcej
wszystkiego.
Czułam
to. Kochałam to.
Potem
zszedł w dół, jego usta przesunęły się po moim brzuchu, a ręce do guzika moich
dżinsów.
Kiedy
już je rozpiął, podniósł się na kolana, siedział okrakiem na mnie, a ja
wpatrywałam się w niego w oszołomieniu.
Tęskniłam
za brodą.
Kochałam
włosy.
O
rany, był niesamowity.
Ta
twarz. Te oczy roztopione i wpatrujące się we mnie. Jego twarz twarda i
przystojna.
Jego
klatka piersiowa…
Spięłam
się, gdy rozpiął zamek i przesunął się, by ściągnąć moje dżinsy w dół moich
nóg.
To
mnie nie ekscytowało, ponieważ jego klatka piersiowa była wszystkim, co mogłam
zobaczyć.
I
jego ramiona.
Doskonałość.
Wycięty, wystający obojczyk do szerokiego, zaznaczonego ramienia. Wypukłe
bicepsy. Wydatne żyły na wewnętrznych i zewnętrznych stronach przedramion. Jego
żebra były rozkosznymi grzbietami. Kaloryfer jego brzucha był głęboki i wyraźny.
I miał tatuaże, których nie mogłam w pełni obejrzeć ze wszystkim, co się
działo, ale nadal były fascynujące.
A
niżej było V.
V.
Mięśnie
wokół jego bioder były zaznaczone z ostrym kątem prowadzącym do paska jego
spłowiałych dżinsów.
Nie
był niesamowity.
Był
bez skazy. Był tapetą komputerową każdej kobiety. Był na trzypiętrowe
billboardy.
Był
olśniewający.
A
ja nie.
„Joker”
– zawołałam, gdy zdjął mój ostatni Convers.
Jego
głowa zwróciła się do mnie.
„Ja…”
– zaczęłam, przesuwając dłońmi po brzuchu, gdy wszystko, co było wcześniej,
zniknęło. Leżąc w jego łóżku, widząc wszystko co było mną z tym wszystkim, czym
był on, nie chciałam niczego innego, jak tylko wstać, ubrać się i uciec.
Nie
chciałam, żeby mnie widział.
„Nie
rób tego” – szepnął.
Potrząsnęłam
głową – „Nie sądzę…”
Odwrócił
wzrok i zdarł moje dżinsy z kostek.
„Joker!”
Przesunął
się nade mną, oparł na jednej ręce na łóżku obok mnie, wyprostowany, jego oczy
były jak stal.
„Nie”
– warknął.
„Nie
jestem pewna…”
Położył
dłoń płasko między moimi piersiami i ześlizgnął nią w dół.
„Chcesz
tego” – stwierdził.
Chciałam.
Teraz
nie byłam tego taka pewna.
Teraz
nie byłam pewna. Uderzyłam go w szczękę, podrapałam go zbyt mocno, prawie
wciągnęłam jego język do gardła i miałam brzuszek po ciążowy (nie wspominając o
tyłku, którego, na szczęście w mojej obecnej pozycji, nie widział).
Jego
ręka szła dalej, bezlitośnie wpychając się między moje ramiona, które otaczały
mój brzuch, aby ukryć go przed nim.
„Ja
tego chcę” - mówił dalej.
Chciałam
w to wierzyć.
„Jesteś
bez skazy” – wyszeptałam.
Jego
ręka wsunęła się w moje majtki, jego palec zanurzył się głęboko, przeciągając
mocno po mojej łechtaczce. Straciłam wszystkie myśli, gdy jego dotyk sprawił,
że moje plecy wygięły się w górę z materaca, a moje ręce wystrzeliły, a palce
zacisnęły się na pasku jego dżinsów. Zamknęłam oczy, a przez gardło przedarł mi
się jęk.
„Ty
też” – mruknął szorstko, cofając palec i robiąc to mocniej.
„O,
rety” – wydyszałam.
„Tak”
– wydusił, popychając, ciągnąc, okrążając.
O
mój…
„Joker” – wydyszałam, nieświadomie podnosząc
kolana i rozkładając nogi, aby zapewnić mu lepszy dostęp.
„Kurwa,
tak, Carrie” – jęknął, przestawiając się tak, że nie siedział już na mnie
okrakiem, ale siedział między moimi nogami.
„Nie
przestawaj” – błagałam, otwierając oczy, próbując skupić się na jego oczach,
wciskając się w niego, czując, jak się buduje, wszystko, co mi dawał, i robiąc,
to wiłam się - „Proszę”.
Nie
zrobił tego, o co prosiłam. Ponownie pociągnął mocno palcem po mojej łechtaczce
i zatopił go we mnie.
O,
tak.
Moja
szyja wygięła się w łuk, moja głowa wcisnęła się w poduszkę, moje oczy znów się
zamknęły, gdy wcisnęłam się w jego dłoń i jęknęłam - „Okej, możesz przestać
tamto, trzymaj się tego”.
„Cokolwiek
chcesz, Motylku” - jego głos doszedł do mnie, gruby, ale rozbawiony, gdy
wyciągnął palec i wsunął go. Zrobił to przez chwilę, jechałam nim przez chwilę,
wijąc się, dysząc, radując się, a potem wyciągnął i wepchnął w dwa palce, gdy
jego kciuk dotknął mojej łechtaczki.
Moje
ciało podskoczyło i wyjęłam jedną rękę z jego dżinsów, by owinąć ją wokół jego
nadgarstka, aby utrzymać go dokładnie tam, gdzie chciałam, żeby był.
„O
Boże” – wydyszałam, otwierając oczy – „Tak. To. Więcej tego”.
„Tak.
To” – chrząknął, jego głos nie był już rozbawiony, a teraz tak gruby, że czułam
go jak gorący dotyk, który mnie pokrywał – „Więcej tego”.
Próbowałam
zrozumieć wyraz jego twarzy, który pasował do tonu, ale nie mogłam. Byłam
blisko i bardzo szybko zbliżałam się
do finału.
„Gotowa
na mnie, Motylku?” – zapytał.
Nigdy
nie byłam bardziej gotowa.
„Tak”
– wydyszałam – „Tak, teraz Joker. Proszę”.
Straciłam
jego palce, ale nie straciłam uczuć z powodu gorącego, gwałtownego, pysznego
sposobu, w jaki zerwał moje majtki w dół po moich nogach.
Sapnęłam
i poczułam jego ciężar na lewym biodrze, gdy usłyszałam, jak otwiera się
szuflada, a on rozkazuje - „Pomóż mi, Carrie”.
Nie
wiedziałam, czego chciał i otworzyłam oczy, by zobaczyć, że między zębami ma
paczuszkę prezerwatywy. Nadal leżał na łóżku na jednej ręce, ale nie był już
przyciśnięty do mojego biodra.
Jego
oczy pochłaniały mnie.
Przy
głupim szczęściu, bo byłam tak daleko od myślenia, że to nie było zabawne,
uderzyło mnie, że aby użyć tej prezerwatywy, musiał uwolnić się od dżinsów.
A
ja potrzebowałam go bez dżinsów.
Od
razu.
Nigdy
tego nie zapomnę, tego momentu, po tym, jak dał mi tak wiele, wiedząc, że zaraz
będę go miała, było tak gorąco, tak niewiarygodnie cudownie patrzeć mu w oczy,
kiedy rozpinałam jego dżinsy, ściągałam je z jego bioder i czułam, jak wyskoczył
na wolność, twardy i gotowy dla mnie.
„Dzięki,
kochanie” – mruknął.
„Pospiesz
się” – błagałam.
Joker
się pospieszył. Jego oczy trzymały moje w niewoli, nie zajęło mu wcale czasu
zajmowanie się rzeczami. Potem poczułam, że skierował się do mnie i przebił się
przez moją wilgoć.
„Tak”
– wyszeptałam.
„Gotowa?”
- odszepnął w odpowiedzi.
To
był Joker.
I
ja.
Joker.
Carson
Steele.
O
tak. Byłam gotowa.
Skinęłam
głową - „Absolutnie”.
Wsunął
się do środka.
Moja
głowa znów cofnęła się, gdy jęknęłam - „O tak, tak, skarbie”.
Zaczął
się poruszać, zawieszony nade mną, powoli i stabilnie, ale z jego dźwignią, głęboko.
O
tak.
„Więcej”
– błagałam.
„Owiń
nogi wokół moich ud” – rozkazał.
Zrobiłam,
jak powiedział.
„Teraz
po prostu bierz mnie”.
Otworzyłam
oczy, gdy pulsował między moimi nogami, daleko, ale wciąż blisko, połączony.
Uniosłam ręce i chwyciłam się jego talii.
„Podnieś
się, przechyl, ruszaj się ze mną, Carrie” – polecił, teraz jego głos był
chrapliwy.
Podniosłam
się, łapiąc jego rytm i poruszając się razem z nim.
O
Boże. Dużo lepiej.
„Tak”
– wydyszałam.
„Tak”
– burknął - „Trzymaj się, kochanie”.
Chwyciłam
go mocniej palcami w pasie i nogami wokół jego ud.
Gdy
to zrobiłam, poszedł głębiej. Szybciej.
„Tak”
– jęknęłam, mocno wbijając palce.
Jego
wolna ręka wędrowała po moim brzuchu, w dół i do środka, do środka.
I
to było to.
„Tak!”
- krzyknęłam, drapałam palcami jego talię, moje nogi zaciskały się tak bardzo,
że podniosłam biodra z łóżka, a on walił we mnie, gdy przeszywał mnie, rozpalając
gorąco, jakiego nigdy nie doświadczyłam, długie, gorące, dzikie i piękne, więc
w pewnym sensie myślałam, że będzie trwało wiecznie i chciałam, aby tak było,
ponieważ Joker wciąż mnie zabierał wyżej.
„Boże.
Kurwa. Kurwa” – mruknął, jego palec nie manipulował już moją łechtaczką, ale
poruszał się, by móc zacisnąć dłoń na moim biodrze, utrzymać mnie nieruchomo i
jechać głęboko – „Kurwa” – wyszeptał – „Kurwa”
– jęknął i zamarł we mnie.
Otworzyłam
oczy, trzymając się i zobaczyłam jego szyję zgiętą, głowę opuszczoną, gdy
pchnął po raz ostatni i pozostał w środku, i wiedziałam, nawet jeśli był cicho,
że zdobył to, co mi dał.
Leżałam
pod nim, ciężko oddychając, przytulona do niego, jakbym nigdy nie chciała
pozwolić mu odejść (i myśląc, że tak naprawdę nie chciałam tego), rozkoszując
się uczuciem, jak mnie wypełniał, obserwując z czymś, co mogło być niczym innym
jak całkowitą radością, gdy dreszcze jego orgazmu przesunęło się przez jego
potężne ciało, gdy fragmenty mojej chwały szeptały przez moje.
I
obserwowałam, utrwalając go w pamięci, jak jego fragmenty go opuściły.
Nie
sekundę później podniósł głowę i powiedział - „Wrócę” - wyrwał się z mojego
uścisku, odtoczył się, wstał i wtedy patrzyłam, jak szedł do łazienki,
poprawiając dżinsy.
Wpatrywałam
się w otwarte drzwi łazienki, gdzie zniknął i zrobiłam to tylko przez sekundę,
zanim mnie to uderzyło.
Uderzyłam
go w szczękę. Za bardzo go podrapałam.
I
musiał mnie instruować.
Byłam
mężatką, a mój mąż miał zdrowy popęd seksualny.
Nastrój
bardzo przechodził przez Aarona. Czasami nastrój nawet mnie ogarniał i do końca
Aaron był szczęśliwy, że mnie ugaszczał (tak jak ja jego).
Właśnie
uprawiałam wspaniały seks, taki, jakiego nigdy wcześniej nie uprawiałam, więc w
rzeczywistości właśnie odkryłam, czym jest wspaniały seks.
Ale
pomyślałam, że to, co mieliśmy z Aaronem, było wspaniałe.
Teraz
wiedziałam, że czasami nie było źle. Przez większość czasu tak było.
Ale
nigdy nie było wspaniale.
I
od razu wiedziałam, że to przeze mnie.
Ja
nie byłam świetna.
Nie
byłam nawet dobra!
Byłam
niczym.
Z
Aaronem nie obchodziło mnie to. Miałam wrażenie, że teraz lepiej rozumiałam,
dlaczego mnie zastąpił, ale nadal nie obchodziło mnie to.
Z
Jokerem…
Zamknęłam
oczy.
O,
nie.
Ogarnął
mnie nowy płomień upokorzenia, gdy szaleńczo poruszałam się po łóżku, szukając
moich majtek.
Zobaczyłam
je zwisające z boku. Chwyciłam je, pochyliłam się i wepchnęłam stopy. Opadłam
plecami na łóżko, uniosłam biodra i podciągnęłam je, a mój umysł wirował w
kółko.
Joker
zaczął od tego, że mnie całował i pieścił, ale w końcu ledwo mnie dotknął.
Po
prostu dokonał tego czynu, zabierając mnie ze sobą, oddając mi chwałę, dając ją
sobie (w ogóle bez mojej pomocy i
może to nie była chwała – nawet nie chrząknął – może to było tylko zdawkowe
uwolnienie cielesne).
Przechodził
przez kroki, aby to zrobić.
Tak,
o tak.
Poniżające.
Myślałam,
że bycie Akcją Charytatywną Chaosu było złe.
To
było gorsze.
Zsunęłam
się z łóżka, gorączkowo chwytając moje dżinsy. Na nogach przy łóżku pochyliłam
się. Jedną nogą, potem drugą podciągnęłam je.
I
zderzyłam się z twardym ciałem za mną.
Palce
zacisnęły się wokół moich bioder.
„Co
robisz, mała?” - Joker warknął mi do ucha.
„Muszę
wyjść” – wyszeptałam, wyrywając się z jego uścisku tylko po to, by zostać się
szarpnięta do tyłu i ponownie wpadająca na jego ciało.
Ale
tym razem jego palce nie owinęły się wokół moich bioder. Dwa silne ramiona
owinęły się wokół mojego brzucha.
„Musisz
wyjść?”
To
był kolejny ryk, ale nie był to na wpół ciekawy, post seksualny ryk.
Ten
brzmiał na granicy gniewu.
„Tak”
- walczyłam z jego uściskiem.
„Czemu?”
– zapytał, tłumiąc moją walkę z przerażającą łatwością.
Z
drugiej strony, dzięki wizji i czuciu o mocy jego ciała miałam bardzo intymną
wiedzę.
„Puść
mnie” – wyszeptałam, zatrzymując swoje ruchy, bo wiedziałam, że na nic się to
nie zda i modląc się, żeby mnie wysłuchał.
Nie
posłuchał mnie.
„Czemu?”
– powtórzył, jego głos był teraz otwarcie zirytowany i skłaniał się ku
szorstkości.
„Ja…
to było… ja nie…” – przełknęłam ślinę - „Dzisiaj się przeprowadzam”.
„Carissa,
właśnie przeleciałem cię po raz pierwszy po scenie, w której oboje wypluliśmy mnóstwo
gówna, które musimy przejrzeć. Myślę, że przeprowadzka może teraz poczekać”.
„Proszę,
pozwól mi odejść, żebyśmy mogli…”
Przestałam
mówić, kiedy delikatnie mną potrząsnął - „Powiedz mi, dlaczego zachowujesz się
jak wariatka”.
Cholera!
„Byłam…
to było…” - zamknęłam oczy i cicho przyznałam - „Żenujące”.
Jego
chwyt rozluźnił się, gdy mruknął - „Co do cholery?”
Skorzystałam,
wyrywałam się z jego ramion i zrobiłam szybki krok w tył, odwracając się do
niego, ale nie całkiem patrząc mu w oczy.
„Przykro
mi. To było…” - potrząsnęłam głową - „Przykro mi. Tak mi przykro. Nie powinnam
była tego zaczynać”.
„Nie
powinnaś była tego zaczynać?”
„Nie”.
Jego
głowa przechyliła się na bok, a jego ton stał się paskudny - „Więc złota
dziewczyna Carissa Teodoro myślała, że chce niegrzecznego traktowania, dostała
to, a teraz obudziła się i zdała sobie sprawę, jak je zdobyła, że nie chce
tego, a co więcej, jest skażona”.
Zamrugałam
i natychmiast znalazłam jego oczy - „Co?”
Nie
powiedział mi co.
Odgryzł
się - „Pieprzyć to” - Aby to zademonstrować, wyciągnął rękę między nas, jego
twarz była zimna, twarda i przerażająca, zanim kontynuował ordynarnie i
poważnie obraźliwie - „I pierdol się. Chcesz odejść, kurwa, odejdź”.
Patrzyłam
na niego, gdy jego słowa przenikały przeze mnie. Wszystkie jego słowa.
Kiedy
zostały w pełni przetworzone, nie podobały mi się to ani trochę.
„Czy
ty… myślisz…?” - nie mogłam dokończyć, ponieważ walczyłam, aby zablokować to,
co czułam.
Nie,
starałam się zrozumieć fakt, że czułam się bardziej zła niż kiedykolwiek w moim życiu.
„Chcesz
wyjść?” - odwrócił się w bok i machnął ręką w kierunku drzwi - „Idź w cholerę”.
„Uderzyłam cię w szczękę!” - krzyknęłam.
Tym
razem Joker zamrugał.
Spuściłam
oczy na jego bok i zobaczyłam czerwone pręgi, jakie zrobiły moje paznokcie.
Zwalczyłam grymas i spojrzałam z powrotem na jego twarz.
„Zraniłem
cię” – warknęłam.
„Caris…”
Oparłam się o niego – „Musiałeś mnie instruować”
– syknęłam – „To było zawstydzające”
– syczałam. Odchyliłam się do tyłu - „To znaczy, ja mam syna. Jasne, że nie jestem
dziewicą, ale nie umiałam radzić sobie ze wszystkim, a wszystko popsułam!” - krzyknęłam.
Chciał
się do mnie podejść, ale podniosłam rękę i zatrzymał się.
„To
miało być piękne. Miało być idealnie. Ty
byłeś doskonały. Jesteś bez skazy.
Spójrz na siebie!” - płakałam - „Jesteś… piękny od stóp do głów. Każdy cal. A
ja…” – przesunęłam ręką po moim przodzie – „nie”.
„Motylku…”
„Nie.
Motylek tu nie działa, Joker. To było okropne. Ja zrobiłam to w ten sposób. Nie
dla mnie. Dla mnie to było niesamowite. Ale dla ciebie… na końcu nie
pocałowałeś mnie, ledwo mnie dotknąłeś, po prostu zrobiłeś to, co musiałeś
zrobić, żeby to skończyć”.
Nagle,
gdy te słowa wyszły z moich ust, urzeczywistniając je, zapragnęłam płakać i tak
samo nagle zapragnęłam bardziej niż kiedykolwiek w całym moim życiu mieć siłę,
by tego nie robić.
Ale
wiedziałam, że to zrobię, więc musiałam się stamtąd wydostać.
A
żeby to zrobić, potrzebowałam koszulki i butów.
Spojrzałam
na nogi.
Potrzebowałam
też moich stopek.
Nawet
nie zauważyłam, jak zdejmował moje stopki.
Kiedy
zdjął moje stopki?
Zrobił
to, a ja nie mogłam się nad tym rozwodzić.
Musiałam
iść.
W
tym celu pochyliłam się i poderwałam koszulkę z podłogi, a następnie zaczęłam
przedzierać się przez pościel w poszukiwaniu stopek.
„Mała”
– zawołał łagodnie.
Znalazłam
jedną i zwinęłam ją w pięść, szukając drugiej.
Poczułam
gorąco jego dłoni na skórze kręgosłupa tuż nad dżinsami.
„Carrie”
– powiedział cicho.
„To
jest… to było… Nie mogę uwierzyć, że to schrzaniłam” – wyszeptałam łamiącym się
głosem – „To miało być wyjątkowe, a ja… ja… walnęłam cię w szczękę”.
Wyciągnęłam
to (ledwo), a potem leżałam na plecach w łóżku z Jokerem na mnie.
Spojrzałam
w bok i błagałam niepewnie - „Proszę, puść mnie”.
„Powiem
ci coś” - odpowiedział, a ja zacisnęłam usta, upuszczając swoje rzeczy,
podnosząc ręce do nieustępliwego ciepła jego ramion i pchając (znowu bezskutecznie,
nie drgnął ani o cal) - „Skoro ten pierwszy raz miałem cię w większości nagą,
mokrą i gorącą w moim łóżku w taki sposób, że zamierzałem zakopać w tobie kutasa,
jedynym sposobem, w jaki mogło to pójść źle, było to, że obserwowałem całą
pieprzoną rzecz”.
Zamarłam.
Potem
wyprostowałam głowę i patrzyłam.
„Jak
robi się tak gorąco, Carrie, gówno się zdarza. Mam w dupie, że omal nie
rozwaliłaś mi szczękę głową, zwłaszcza że zrobiłaś to po zerwaniu mojej
koszulki i rzuceniu się na mnie ustami”.
Rozchyliłam
usta.
„I
uwierz mi, nie możesz podrapać mnie zbyt mocno. Zaskoczyło mnie to, ale bardzo
mi się podobało. Problem polegał na tym, że po tym, jak to zrobiłaś, stałaś się
płochliwa i nie potoczyłaś się z tym”.
„Naprawdę?”
- wyszeptałam.
„Kurwa,
tak” – odparł stanowczo - „Dlatego kazałem ci się zrelaksować. Reszta, mała, zamykałaś
się na mnie, wiedziałem dlaczego i musiałem sprawić, żebyś to odpuściła. Nie
zamierzam pieprzyć się z twoją głową, ale miałem swój udział w twardych
ciałach. Lubiłem je. Lubię kobiety w wielu różnych odmianach. Ale gdybym miał
wybór, moje preferencje byłyby twoje. Miękka, słodka, bardzo mokra i
zdecydowanie gorąca”.
„Ja…”
- odetchnęłam i dokończyłam - „Naprawdę?”
„Dlaczego
miałbym kłamać, skoro to, co mówię, ma na celu przyciągnięcie dla mnie więcej
ciebie? Gdybym nie kochał tego, co mam, nie kłamałbym. Pozwoliłbym ci odejść”.
To
miało sens.
„I,
Carrie, ja wiem, czego chcę w łóżku i nie jestem mężczyzną, który miałby
problem z komunikowaniem się o tym. Nie chodzi o instrukcje. Chodzi o to, żeby skończyć
to tak, jak chcę i poprowadzić cię tam ze mną. Byłaś w tej chwili, całkowicie
pochłonięta tym, co robiłem i to było zajebiste. Ale ja zamierzałem to
ulepszyć. I, mała, musisz wiedzieć, że to gówno się nie zatrzyma. Wiem, czego
chcę, dasz mi to, a ja tobie, i nauczysz się też z tym toczyć”.
To
też miało sens.
I
był bardziej niż trochę podniecające.
„Kurwa”
– warknął, a ja spięłam się pod nim z powodu intensywności tego – „To do bani,
że nie zrozumiałaś tego, co ja z tego miałem, Carrie. Jesteś gorąca i mokra,
wijesz się i dyszysz, a ja muszę oglądać całą tę pieprzoną rzecz. To było
wspaniałe. Nie do wiary. Lepiej niż mogłem sobie wyobrazić, a, Motylku, wiele tego
wyobrażałem sobie od mniej więcej tego czasu, gdy miałaś czternaście lat”.
Oh.
Wow.
„I
to jest do cholery do dupy, że nie wyszłaś z tym samym pieprzonym czymś” –
dokończył.
„Na
początku tak” – powiedziałam z wahaniem - „Byłeś… jesteś niesamowity, ale
byłeś, podczas i zaraz po…” - zawahałam się, a potem ruszyłam do przodu -
„Wtedy po prostu powiedziałeś »wrócę« i nie pocałowałeś mnie ani nic”.
„Gdybym
cię pocałował, chciałbym, żeby to trwało przez chwilę i prowadziło bezpośrednio
do przytulania po pieprzeniu, co, mam nadzieję, doprowadziłoby do dalszego
pieprzenia, a ja nie mógłbym tego zrobić z używaną prezerwatywą na kutasie”.
„Och”
– wyszeptałam, znów czując się zawstydzona i znowu było to w inny sposób.
„Tak.
Och” - odpowiedział, nie wyglądając na zawstydzonego i nie wyglądając już na
sfrustrowanego. Zamiast tego wyglądał, jakby walczył ze śmiechem, co
szczęśliwie sprawiło, że poczułam się mniej zawstydzona.
„Myślę,
że znowu mogę schrzanić” – powiedziałam mu, a on przysunął do mnie twarz.
„Nie.
Jak poczujesz to, podziel się tym ze mną. Nie zatrzymuj nic przede mną, Motylku”.
To
była dobra rada. Dobra rada dla związku budowanego przez dwie osoby.
Miałam
nadzieję, że po tym wszystkim, co się właśnie wydarzyło, nadal to robiliśmy.
Na
tę myśl wyrwało mi się - „Jesteś na mnie zły?”
Uniósł
brwi - „Za co?”
Jeśli
musiał zapytać, to nie był zły, więc nie sądziłam, że powinnam mu przypominać o
wszystkich powodach, dla których mógł być.
Ale
właśnie powiedział mi, żebym nie trzymywała niczego przed nim, więc pomyślałam,
że powinnam to powiedzieć.
„No
cóż, że cię nie rozpoznałam” – przypomniałam mu ostrożnie - „Też za to, że rzuciłam
dramat po tym, jak kochałeś się ze mną po raz pierwszy. A potem za to, że oskarżyłam
cię, że traktujesz mnie jak akcję charytatywną…”
Przerwał
mi, sugerując - „Może powinnaś przestać”.
Zamknęłam
usta.
Spojrzał
mi w oczy, a potem nagle zapytał - „Naprawdę wtedy się we mnie podkochiwałaś?”
Kiwnęłam
głową i odpowiedziałam cicho - „Tak”.
Zamknął
oczy, potrząsnął głową i zakończył to, odwracając się ode mnie.
Podniosłam
rękę i przycisnęłam ją do jego gładkiego policzka, zmuszając go do cofnięcia jej.
Kiedy
otworzył oczy, powiedziałam mu - „Z tą fryzurą wyglądasz ładnie, ale tęsknię za
brodą”.
Ledwo
skończyłam mówić, zanim wydał dźwięk, który poczułam, jak przeszył mnie. Był
pełen bólu, którego nie lubiłam i czegoś jeszcze, czego nie mogłam zrozumieć.
„Spieprzyłem”
- Nie zawahał się dać mi coś jeszcze.
„Jak?”
- zapytałam.
„Powinienem
był cię zabrać do Blizzard”.
Pamiętał.
Przypomniał sobie, jak poprosiłam go, aby poszedł ze mną do Dairy Queen w dniu,
w którym zniknął.
Oczy
zaczęły mnie szczypać.
„Zabierz
mnie dziś wieczorem” – szepnęłam.
Znowu
zamknął oczy, ale tym razem opuścił czoło, więc spoczęło na moim.
Zsunęłam
rękę z jego twarzy, aby objąć jego ramiona i zrobiłam to samo z drugą ręką
wokół jego pleców.
„Tak
mi przykro, że cię nie poznałam” - Otworzył oczy i podniósł głowę, ale nie
poszedł daleko. Uznałam to za to, że się nie odsuwał, więc mówiłam dalej -
„Wiedziałam to nawet, kiedy pokazałeś mi swoje rysunki. Po prostu nie mogłam się
domyślić” - Zmusiłam się do uśmiechu, moje oczy wciąż piekły – „Mam twój szkic
przedstawiający mnie. Wciąż go mam. Nawet go oprawiłam i trzymałam w sypialni.
Ale kiedy się pobraliśmy, Aaron nie pozwolił mi go…”
„Przestań
gadać”.
Znowu
się zamknęłam.
Joker
nie przestał mówić.
„To
zawsze byłaś ty. Tylko ty. Bujałem się wtedy w tobie, Carissa, cholernie mocno”.
Poczułam,
jak łza wyślizguje mi się z oka.
Joker
obejrzał to, zanim znowu spojrzał na mnie.
„I
to się nie zmieniło”.
O
Boże.
Nie
mogłam znieść więcej.
Rozpłakałam
się.
Joker
oparł na chwilę na mnie swój ciężar, żeby móc przewrócić nas na boki i wziąć
mnie w ramiona.
Trzymałam
się go i robiłam to mocno, gdy wcisnęłam twarz w jego idealną klatkę piersiową
i wypłakiwałam oczy.
„Ja…
ja… n-nie mogę uwierzyć, że cię nie poznałam!” - płakałam w jego skórę.
Trzymał
mnie jedną ręką, a drugą gładził moje włosy, rozkazując - „Nie zrobiłaś tego. W
chwili, gdy wyglądałem jak ja, zrobiłaś to. Pogódź się z tym. Ja się pogodziłem”.
Odchyliłam
głowę do tyłu i zadeklarowałam głośno - „Zraniłam cię!”
„Właśnie
cię pieprzyłem, Motylku, zrobię to ponownie tak szybko, jak będę mógł, więc
myślę, że to przeszliśmy”.
Zamrugałam
przez łzy.
Potem
uderzyłam go w ramię – „Nie pieprzyliśmy
się” – syknęłam, dając jasno do zrozumienia, że nie lubiłam być zmuszana do
używania słowa na „p” - „My kochaliśmy
się”.
Zatrzymałam
oddech, kiedy jego twarz nagle się zbliżyła, a jego głos zniżył się, kiedy
powiedział - „Tak. Właśnie to ci zrobiłem. Cieszę się, że w końcu to złapałaś.
I to właśnie będę z tobą robił. Ale przygotuj się, Carrie, bo również cię wypieprzę,
a z tego, co właśnie z ciebie wyciągnąłem, wiem, że ci się spodoba”.
Zaczęłam
oddychać, ale nieregularnie i nic nie powiedziałam.
Najwyraźniej
zaczęłam oddychać nieregularnie w zauważalny sposób, bo zapytał - „Chcesz,
żebym to teraz zrobił?”
Całkowicie
tego chciałam.
Niestety
musiałam odpowiedzieć - „Dzisiaj się przeprowadzam”.
Przez
chwilę wyglądał na zakłopotanego, jakby zapomniał o naszych planach na ten
dzień, co było urocze i słodkie. Nigdy nie widziałam, żeby Joker był tym
pierwszym i podobało mi się to, ale doświadczyłam tego drugiego i zawsze to
lubiłam.
Potem
jego twarz się rozjaśniła i wymamrotał - „Kurwa”.
„Tak”
– zgodziłam się.
„Lepiej
to zróbmy” – powiedział.
Nie
chciałam tego robić. Moje wyczerpanie zostało zmiecione przez dramat i kochanie
się, ale teraz, zwłaszcza po dramacie, a zwłaszcza po kochaniu, jedyne, czego
chciałam, to zwinąć się w jego gorące ciało i iść spać.
Nie
mogłam tego zrobić, więc powtórzyłam - „Tak, lepiej zróbmy to”.
Uścisnął
mnie, ale nie pozwolił mi odejść.
Spojrzał
mi głęboko w oczy i powiedział łagodnie - „Powinienem powiedzieć, że
przepraszam, że nie dałem ci tego po spędzeniu miłego wieczoru, na jaki zasługujesz.
Ale nie jest mi przykro. Na wypadek, gdyby gówno się dla ciebie wypaczyło, chcę
mieć pewność, że to jest jasne. Podoba mi się, że stało się to w sposób,
którego nigdy nie zapomnę. Mam nadzieję, że skończyłaś z tym gównem, które to
dla ciebie wypaczyło, bo wiele dla mnie znaczyłoby, jak czułabyś to samo”.
Zamknęłam
oczy, przycisnęłam się bliżej, pochyliłam głowę i wcisnęłam twarz w jego
gardło.
„Skończyłam
z tymi sprawami, które to wypaczały” – wyszeptałam tam - „I czuję to samo”.
„Dobrze”
– mruknął w czubek moich włosów - „Teraz, to jest do bani, ale musimy cię przeprowadzić”.
„Tak,
to jest do bani” - odchyliłam głowę - „Ale kiedy będę przeniesiona, Travis i ja
będziemy bezpieczni i w miłym miejscu. I to będzie to”.
„Tak”
– odpowiedział z uśmiechem.
„Więc
może mnie pocałujesz, żebyśmy mogli się tym zająć i mieć to za sobą” –
zasugerowałam.
„Tak”
– powtórzył z uśmiechem.
Ale
nie pocałował mnie.
Więc
zawołałam - „Joker?”
„Carissa
Teodoro w moich ramionach w moim łóżku, prosząca mnie, żebym ją pocałował” -
powiedział cicho, jakby nie mówił do mnie i nie mógł do końca uwierzyć, że jego
słowa były prawdziwe.
Poczułam,
że moje ciało znieruchomiało.
Potem
zmusiłam się do pokonania znieruchomienia i przewróciłam Carsona „Jokera”
Steele’a na plecy, bym mogła wspiąć się na górę, mrucząc - „Skoro on mnie nie
całuje, ja pocałuję jego”.
I
właśnie to zaczęłam robić.
Na
szczęście dla mnie Carson „Joker” Steele to lubił.
Więc
oddał mi pocałunek.
*****
Stałam
w domu Tyry – moim domu – padająca z
nóg, ale wciąż napawałam się tym, gdy Joker zamykał drzwi, gdy wychodzili Tabby
i Shy jako ostatni.
Byłam
wprowadzona.
Nie
w tym sensie, że jutro musiałabym rozpakować wszystko, co mogłabym, przed
powrotem do pracy następnego dnia, jednocześnie robiąc pranie, a także wychodząc
do sklepu spożywczego i wracając do mojego starego miejsca, aby zrobić głębokie
sprzątanie.
Ponieważ
wszystko było rozpakowane, nawet moje zdjęcia wisiały na ścianach, pudła
zostały zabrane i nie musiałam wracać do mojego starego miejsca, z wyjątkiem oddania
kluczy.
To
dlatego, że mężczyźni przenieśli rzeczy, poskładali meble, ustawili telewizor i
zapytali, gdzie chcę zdjęcia, aby mogli powiesić je na ścianach. Snapper
zamontował nawet mój odkurzacz w pomieszczeniu gospodarczym.
Zrobili
to, gdy kobiety się rozpakowywały i to nie była tylko Tyra, Tabby i Lanie.
Elvira pokazała się, przyprowadzając ze sobą kobiety o imionach Gwen i Tess
(które były przepiękne, miłe i miały mnóstwo energii). Nie wspominając już o
innych kobietach Chaosu, w tym, ku mojemu niedowierzaniu, ale w końcu z głęboką
wdzięcznością, Stacy (Joker to zaniżył; nie była tylko przyzwoitą kobietą, była
naprawdę miła).
Moje
naczynia były w szafkach. Moje łóżko było pościelone. Zabawki Travisa były w
koszach. Mój telewizor był gotowy do pracy, a kablówka już działała. Moje
ubrania były w szafie. A ponieważ Stacy poprowadziła ekipę w moim starym
miejscu, zanim pokazała się w nowym, mieszkanie było bez skazy i miałam na
telefonie kilka zdjęć, które zrobiła i wysłała mi SMS-a, aby udowodnić ten
fakt, jeśli właściciel zdecydowałby się ze mną zadzierać.
„Carrie?”
- zawołał Joker.
Spojrzałam
na niego i oznajmiłam - „Będę musiała kupić więcej ciastek”.
Jego
usta drgnęły i podobało mi się to.
Ale,
poważnie, naprawdę brakowało mi brody.
Stanął
przede mną i położył ręce na moich biodrach.
„Zasypiasz
na nogach, czy uda ci się dotrzeć do łóżka?”
Miałam
ścisłą zasadę, bez względu na to, co przyniósł dzień: czyste prześcieradła,
czyste ciało do włożenia w te prześcieradła.
Nie
jadłam cukierków, kiedy wszyscy pracowali.
Potrzebowałam
prysznica.
„Muszę
wziąć prysznic” - powiedziałam mu.
Jego
palce wbiły się w moje biodra, gdy mruknął - „Zrób to. Zostawię cię z tym. Wpadnę
jutro”.
Odchodził?
Zanim
zdążyłam pomyśleć, czy to było właściwe, czy nie, szybko podniosłam ręce i
chwyciłam jego T-shirt w obie pięści.
Jego
oczy płonęły.
To
było właściwe.
Dzięki
Bogu.
„Moje
łóżko jest bardzo wygodne” – wyszeptałam.
To
było trochę nieśmiałe, ale nie obchodziło mnie to. Musiałam to powiedzieć, żeby
nie odszedł.
„Chcesz,
żebym był tam z tobą?”
Skinęłam
głową.
„Chcesz,
żebym był z tobą pod prysznicem?”
Nagle
nie padałam z nóg. Nagle miałam dużo energii.
I
potrzebowałam prysznica.
Znowu
skinęłam głową.
Uśmiechnął
się. To był nowy uśmiech i był niesamowity. Tak bardzo, że poczułam to na całym
ciele.
Ale
potem stwierdził - „Jestem głodny”.
Była
siódma trzydzieści. Zamówiłam kilka pizz, ale zjedliśmy je kilka godzin temu.
„Prysznic”
– oświadczył Joker, a ja ponownie się na nim skupiłam - „Umyjemy cię, zamówimy,
zjemy. Jak zaśniesz w jedzeniu, zaniosę cię do łóżka” - Przysunął twarz bliżej
- „Jutro zabiorę cię do Blizzard”.
Rzecz,
na jaką warto czekać.
W
rzeczywistości wiele rzeczy.
Uśmiechnęłam
się do niego - „To jest umowa”.
Pochylił
głowę i dotknął ust moimi.
To
było słodkie.
Uniósł
głowę - „Zróbmy to”.
„Joker?”
„Tutaj”.
Rozpłaszczyłam
dłonie na jego klatce piersiowej, kochając te słowa, kochając, że były
prawdziwe, kochając wszystko, co sprawił, że znaczyły.
„Dziękuję
ci za wszystko”.
„Nie
musisz…”
Mocno
przycisnęłam się do jego klatki piersiowej i uniosłam na palcach, by dotknąć
ustami jego ust.
Kiedy
to zrobiłam, a on ucichł, powiedziałam cicho - „Wiem, że nie muszę. I kocham
to, że nie muszę. Ale potrzebuję. Więc” – przesunęłam ręce na jego bicepsy i
zacisnęłam palce wokół nich – „dziękuję
ci”.
Wydał
mi z gardła dźwięk, który mi się podobał, pochylił głowę i pocałował mnie.
Kontynuując
to, wciągnął mnie pod prysznic.
Pod
prysznicem nie uderzyłam go głową w szczękę.
Chociaż
podrapałam go i to mocno.
Miał
rację, bo, kiedy odpuściłam i zrelaksowałam się, dowiedziałam się, że mu się to
podobało.
Bardzo.
Po
prysznicu nie zasnęłam w smażonym ryżu z krewetkami.
Ale
zasnęłam w chwili, gdy moja głowa opadła na klatkę piersiową Carsona „Jokera”
Steele’a w moim łóżku.
I
zrobiłam to z jego ramionami wokół mnie.
Potem
spałam głęboko.
I
lekko.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńsuper rozdział :) CZekam na wspólne zamieszkanie bo cyba to szybko nastąpi
OdpowiedzUsuń