sobota, 13 sierpnia 2022

4 - Smakowało tak dobrze na jego języku

 

Rozdział 4

Smakowało tak dobrze na jego języku

Joker

 

 

Nie było ringu. Tylko cement i tłum gapiów, którzy schodzili z drogi, ilekroć wojownicy podchodzili zbyt blisko.

Bose stopy. Nagie piersi. Nagie kostki.

Joker uderzył go prawym sierpowym, ale wiedział jeszcze, zanim wyprowadził cios, że gość przyjmie go i upadnie.

Z wstrząsającym łomotem, zrobił to.

Tłum ryknął.

Joker po prostu tam stał, wpatrując się w niego, biorąc głęboki oddech i zginając palce.

Nie było sędziego. Był tylko promotor, gnojek imieniem Monk, który prowadził legalną firmę, prowadząc lokalny klub nocny. Ale w tym biznesie przyjmował zakłady, a kilka jego sługusów działało jako kontrola tłumu i bramkarzy, usuwając każdego, kto się pokazał, a to nie postawił zakładu.

Więc poczekał, aż Monk podejdzie do niego, złapał go za rękę i podniósł.

Tłum znowu ryknął.

Joker wyrwał rękę z ręki Monka, nie lubiąc dotykania go przez małą łasicę, i odwrócił się.

Nie spojrzał na ścianę z pustaków, gdzie wiedział, że Rush i Shy pochylają się, obserwując akcję przez tłum. Jego bracia wiedzieli, że walczył w podziemiu. Rush i Shy nie byli pierwszymi, którzy go obserwowali. Hound był na prawie każdej walce.

Nie. Spojrzał na dziewczynę, którą namierzył wcześniej, potrząsnął głową, a ona uśmiechnęła się szeroko, natychmiast ruszając w stronę drzwi.

Potem podszedł do swojego gówna, naciągnął koszulkę, skarpetki i buty i chwycił się za kamizelkę. Poszedł do syna Monka i dostał swoją zapłatę. Wsunął kopertę do tylnej kieszeni, założył kurtkę, a potem, znosząc klaśnięcia w plecy, uderzenia w ramiona i ignorując każdego, kto próbował go zatrzymać, popchnął do drzwi i wyszedł.

W górę po schodach i w alejkę.

Była przy jego motocyklu.

Nie mieliby towarzystwa. Był jednym z ostatnich walczących tej nocy, ale wszyscy zostali do końca. Trzeba było zetrzeć krew. Pot wyciekał. Pieniądze były do wygrania. Albo przegrania. Nikt by nie odszedł.

Nawet jeśli ktoś był, jego to nie obchodziło. A ona była groupie walczących, więc jej też nie.

„Hej” – szepnęła, kiedy się zbliżył i przysunęła się bliżej do jego motocykla.

Wykrzywił usta i chrząknął - „Ściana”.

Wyglądała na rozczarowaną, ale go to nie obchodziło.

Mogła być rozczarowana, ale przeszła prosto do ceglanego muru zaułka.

Zatrzymała się twarzą do niego. Joker potrząsnął głową raz na „nie”.

Patrzył, jak jej twarz się zmieniła, kiedy go zrozumiała, nie rozczarowana, daleko do tego.

Potem odwróciła się twarzą do ściany, podnosząc do niej ręce.

Wszedł za nią i podciągnął jej krótką dżinsową spódniczkę.

Spojrzał na jej nagi tyłek.

Szła na całość.

Nie wiedział, że tak to rozegrała, ale mógł się domyślić, że była taką dziewczyną.

Carissa nie poszłaby na całość. Nigdy.

Wyrzucił Carissę z głowy i dał dziewczynie absolutne minimum tego, czego potrzebowała, by ją przygotować. Usłyszał jej chciwy jęk, kiedy skończył to robić i dalej odkopnął jej stopy na boki.

Wychyliła swój tyłek.

Rozpiął zamek, uwolnił kutasa, fachowo poradził sobie z prezerwatywą, którą wyciągnął z kieszeni, wjechał i pieprzył ją przy ścianie, ledwo jej dotykając, tylko na tyle, by wysłać ją na krawędź.

Pchnął ją tam, robiącą dużo hałasu, zwłaszcza gdy doszła.

Joker nie robił hałasu, nawet gdy wbił się po korzeń i mocno strzelił.

I to był jedyny raz, kiedy jej coś dał, ale zrobił to, ponieważ nie mógł tego powstrzymać. Zginając szyję, by położyć czoło na jej ramieniu, gdy odpuszczenie w dojściu nastąpiło po uwolnieniu, jakim było wybicie z kogoś gówna.

Przyspieszył powrót do zdrowia, wyciągnął się, szarpnął jej spódnicę i warknął - „Spadaj”.

Odwróciła się do niego, chcąc więcej.

Zawsze chciały więcej.

„Jo…”

Spadaj”.

Przyjrzała się jego twarzy, jego tonowi, skinęła głową i odeszła. Zostawiając zużytą prezerwatywę w zaułku, nie wątpiąc ani przez chwilę, że dołączyła do innych tego typu, Joker poszedł na swój motocykl. Następnie pojechał do Kompleksu.

Nie było niespodzianką, że, kiedy wszedł, Rush siedział przy barze, a Shy za nim. Widział ich motocykle na zewnątrz, zanim wszedł.

W przeciwieństwie do Jokera, Rush miał swoje własne miejsce, nie zatrzymywał się w kompleksie często, zwykle tylko po imprezie. Shy miał słodkie łóżeczko z Tab i Shy był tylko Tab, więc jeśli Tabby nie była z nim, nigdy nie brał łóżka w Kompleksie.

Wiedział też, że Tack ich na niego nałożył. Obaj widzieli, jak walczył, żaden z nich nie przychodził często, ale byli tam tej nocy z innego powodu.

Z tego samego powodu znajdowali się wtedy w Kompleksie.

Shy wziął butelkę tequili, która była przed nim, nalał szota i posłał szklankę po barze w kierunku Jokera. Joker złapał ją, strzelił i, nawet jeśli nie chciał, przeniósł się do braci.

Lubił ich obu. Ale nie był w nastroju.

Kiedy Chaos przyjął go jako rekruta i dowiedział się, że Rush był z nim rekrutem – i przypomniał sobie tego faceta, wiedząc, że jest synem Tacka, a Rush był dzieckiem, którego Joker obserwował z ojcem w warsztacie – nie myślał, że go polubi.

Joker wiedział, że to zazdrość, ale go to nie obchodziło. Facet przez całe życie miał wszystko, co było warte czegokolwiek, a Joker nie miał nic z tego gówna.

Nie zajęło mu dużo czasu, zanim nauczył się go lubić. Rush był solidny. Był bystry. Był lojalny wobec swoich braci. Kochał swoją siostrę i miał jaja, by pokazywać, jak bardzo. To samo z jego tatą, nawet jeśli zderzyli się ze sobą. To samo z jego macochą i przyrodnimi braćmi. Potrafił być zabawny. Był uczciwy, mówił, co myślał, był czujnym, świadomym, przygotowanym partnerem, gdy byli na patrolu i był doskonałym skrzydłowym, gdy byli poza domem, a Joker był w nastroju na pieprzenie, które nie wydarzyło się pod ścianą w alei.

Shy był jednym z poruczników Tacka. Był pełnoprawnym członkiem dłużej niż Joker czy Rush. Był bardzo podobny do Tacka, który był bardzo podobny do Rusha. Kochał swój Klub, kochał swoich braci, kochał swoją kobietę i to nie w tej kolejności. Tabitha Allen Cage zajmowała pierwsze miejsce w rankingu swojego męża Parkera „Shy” Cage’a. Droga do pełnoprawnego członka obejmowała branie mnóstwa gówna od braci, sprzątanie wymiocin i innych jeszcze bardziej obrzydliwych bzdur, zaopatrywanie półek w sklepie, udowadnianie lojalności i sprytu podczas patroli oraz poznawanie historii Chaosu.

Shy spotykający się z jedyną księżniczką Chaosu nie był popularny. Możesz pieprzyć jakąkolwiek cipkę, ile ich chcesz, wziąć dowolną staruszkę, którą chcesz, traktować ją tak, jak chcesz, to była twoja sprawa.

Ale nie zrobiłeś tego rodzinie.

Shy nie tylko ją pieprzył, a kamień opierający się o obrączkę, który miała na palcu, tego dowodziła. Dowodziło to temu, gdzie to było jej lub jego braciom. Wyjaśnił jasno w ten sposób, że wybrał ją.

To była niespodziewana decyzja. Ale ponieważ była to Tabby, bracia mieli jasność, że to ta właściwa.

Joker dotarł do nich, oparł się o bar i opróżnił kieliszek.

Shy go napełnił.

„Dzięki bracie. Wygrałem dziś dwa duże zakłady” - mruknął Rush.

Shy uniósł brodę - „A ja dodałem do mojego schowka na kolejny zestaw kolczyków dla Tab”.

Joker nic nie powiedział. Tylko strzelił tequilę.

To dobrze, że jego bracia postawili na niego, ale z drugiej strony byliby głupi, gdyby tego nie zrobili. Był na podziemnym torze przez długi czas, na długo przed Chaosem. Miał zapas gotówki w sejfie w swoim pokoju w Kompleksie, który powiększał od lat, wszystko zarobione na walkach.

Nigdy nie przegrał.

Miał naturalny talent. Przez lata uczył się, jak znosić nadużycia i stać. Potrafił też odczytać przeciwnika. I miał dużo motywacji, by wybić gówno z każdego, kto podniósł pięści w jego stronę.

„Boz, Hound i Speck zajęli się tym adwokatem” - powiedział Shy.

Tack jak zwykle wysłał właściwych. Hound był szalony. Boz nie był daleko w tyle. Ale Speck trzymałby ich gówno prosto.

Jednak przedstawią swój punkt widzenia. Chodziło tylko o to, że Speck nie dopuściłby do bałaganu.

Odstawił kieliszek, a Shy ponownie go napełnił.

Nie podniósł go, zanim Shy zaczął mówić.

„Myślę, że rozumiesz, że po tym co dzisiaj się wydarzyło, Cherry, Lanie i Elvira przygarnęły twoją dziewczynę mocno do owczarni.”

Nie jego dziewczyna.

Carissa Teodoro nigdy nie zostanie jego dziewczyną.

Joker milczał, ale spojrzał Shy w oczy.

„Takie gówno, taka dziewczyna, wszędzie są matki-kwoki” – ciągnął Shy.

Żadnej niespodzianki. Nie był pewien, dlaczego Elvira, która pracowała dla człowieka zwanego Hawk, człowieka, który był niewątpliwie twardzielem, ale jego biznes był mglisty, była tak blisko Klubu. Hawk był blisko Tacka. Był powód i Joker też poznał tę historię. Ale wciągająca się w to Elvira … nie miał pojęcia. Ona nie była ich ludem, a przez to nie miał na myśli czarnych, miał na myśli motocyklistę.

Ale pasowała. Była przezabawna.

I nie wzięła gówna ani nie pozwoliła żadnej ze swoich sióstr.

Tyra i Lanie mówiły o tym ciszej, ale były takie same.

Joker nic nie powiedział, tylko odrzucił strzał.

„Tylko mówię, że…” – głos Shy’a ucichł, gdy ręka Jokera opadła - „jest w owczarni, bracie, a gówno się kręci. Cholera, jak, pieprzysz inną groupie walczących w alejce i to może do niej dotrzeć, i twoja dziewczyna…” - Potrząsnął głową – „To by ją zniszczyło”.

Joker w końcu przemówił.

„Ona nie jest moją dziewczyną”.

Brwi Shy’a ściągnęły się razem - „Kobieta przyniosła ci ciasto”.

Zrobiła to, a on chciał go spróbować. Odkąd pani Heely się nim opiekowała, nie miał tego. Dopiero starsze panie Chaosu zrzucały się na grille, a chłopcy piekli wieprzowinę i każdy znalazł powód do zabawy, co zdarzało się często, a ludzie przynosili dobre jedzenie, które sami robili.

Chciał posmakować dobroci, jaką Carissa mogła umieścić w cieście. Pewnie było tego dużo. Tyle, że ciasto mogło wygrywać nagrody.

Ale do tego czasu, ten placek leżący gdzieś tam, pomyślał, że jego bracia go zdziesiątkowali.

Joker przestał myśleć o cieście i zmienił temat, pytając Shy’a - „Na pewno chcesz być osobą, która będzie mi mówiła, kogo mogę się pieprzyć?”

„Możesz pieprzyć zdzirę motocyklistów, groupie wojowników, mieszać je, gówno mnie to obchodzi” – odpowiedział Shy - „Po prostu mówię, że, jak idziesz ścieżką, która do niej prowadzi, chcesz zatrzymać motyle w swoim łóżku, gdy już je tam dostaniesz, dni pustej cipki minęły. Myślę, że wiesz o tym, widząc, co Tack ma z Cherry, Hop z Lanie, ja z Tab. Po prostu mówię”.

Joker sam chwycił butelkę i nalał kolejnego szota.

Po tym, jak go wziął, ponownie spojrzał na Shy’a - „Nie chcę kłaść motyli w moim łóżku. Ale nawet gdybym chciał, ona nie jest taka, więc bym jej tam nie zabrał”.

„Suknia była tania, bracie, tak samo z butami. Ale to było wszystko, co miała. Włożyła je, pomalowała twarz, uczesała się i pokłusowała tyłkiem do legowiska motocyklistów, żeby przynieść ci ciasto. Jeśli chcesz motyli, w tym momencie musisz tylko zgiąć palec. Jeśli chcesz je zatrzymać, musisz być mądry”.

„Nie znasz Carissy” - powiedział mu Joker.

„Wiem, że żadna suka nie robi ciasta dla mężczyzny, którego nie ma na oku” - odpowiedział Shy.

„Znowu nie znasz Carissy” – odpalił Joker - „To dobra dziewczyna. Zrobiłem jej dobry uczynek. Ona nie jest typem, który pozwala temu przejść bez odpłaty. I tyle”.

„Ona jest typem, który odstrzela się, zanim to zrobi?”

Rush włączył się do rozmowy - „Nie widziałem jej, bracie, ale słowo leci. Mogła pójść do ciastkarni Tess i kupić ci babeczki. Ale zrobiła ci ciasto i wystroiła się, by je dostarczyć”.

„Jezu, kurwa, kogo obchodzi ciasto?” - Joker odgryzł się.

„Ciebie powinno” – powiedział cicho Shy. Zanim Joker mógł odpowiedzieć, Shy kontynuował - „Jesteś osiedlony. Masz swoją naszywkę. Robisz swoje. Chronisz swoich braci. Ale nikomu nie umknęło, człowieku, że jesteś tutaj i nadal nie jesteś. Dajesz to, co musisz dać swoim braciom, aby cię tu zatrzymali i to wszystko. Chcesz tej rodziny, tak samo my wszyscy” - Wyciągnął rękę - „Zasłużyłeś na swoje miejsce w tym. Wiemy, że to coś dla ciebie znaczy. Ale poza tym, co musisz dać, nie dajesz ni chuja”.

Jokerowi nie podobało się to gówno.

„Masz problem z tym, że mam naszywkę?” - zapytał nisko.

„Mam problem z bratem, którego lubię, bratem, którego szanuję, bratem, którego widzę, jak sięga po coś, dostaje męty i godzi się z tym” – odpowiedział Shy - „Nie powiedziałeś mi, co jest częścią problemu, ale domyślam się, jakakolwiek rodzina, jaką miałeś, była do bani. Rozumiem to. Moi rodzice zostali zamordowani, straciłem rodzinę, którą lubiłem, utknąłem w takiej, której nienawidziłem. Więc znalazłem taką, który dla mnie zadziałała. Ty znalazłeś taką, który działała dla ciebie. Czas na wejście w to całkowicie, Joke. I czas, abyś przestał akceptować męty, a sięgnął po to, na co zasługujesz, i chwycił motyle”.

Joker zwrócił się do Rusha – „Czy to cię uderzyło…” – spojrzał na Shy’a – „albo ciebie, że to gówno jest walnięte?”

„Co za gówno?” – zapytał Rush.

„Ta rozmowa” – odpowiedział zwięźle Joker - „Ja tego nie czuję. To nie wasza pieprzona sprawa i nie jestem zadowolony, że robicie z tego swój interes”.

„Więc to mówi nam, że nigdy nie miałeś w pobliżu nikogo, kto by tak dawał gówno, że twój biznes jest jego, aż zrobiłby coś, by doprowadzić cię do szczęścia” – odparł Rush.

Joker zacisnął zęby.

„Żeby to wszystko wyłożyć” - trzymał go Rush - „Możesz sobie wmawiać, bracie, że nie chcesz łapać motyli i to może ci pomóc. To może powstrzymać cię przed próbą zdobycia tego, czego chcesz. Mam nadzieję, że to pieprzenie nie zadziała. To zależy od ciebie. Ta rozmowa jest częścią tego, że robimy to, co jest dobre dla ciebie i robimy, co możemy, aby otworzyć ci oczy. Chcesz je zamknąć, twój wybór. Ale w międzyczasie, gdy Klub brnie w kłopoty Carissy Teodoro, ty trzymasz się mocno. Zachowywałeś się dzisiaj jak lew w klatce, Joker, gotowy rzucić się do gardła każdemu, kto stanie ci na drodze. Nie prosiła o to, ale Klub jest w to wciągnięty, bo wiedzą, czego sobie odmawiasz. Ona jest dla ciebie czymś. Ponieważ jest dla ciebie czymś, a ty jesteś rodziną, ona jest rodziną. Więc podczas gdy bracia i starsze panie porządkują jej gówno, ty masz jedną pracę. Nie spieprz tego”.

„Nikt nie prosił Klubu o wkroczenie” – zauważył Joker.

„Ty to zrobiłeś, wpisując jej imię w warsztacie i każąc chłopcom potraktować jej pieprzoną dwudziestoletnią Toyotę Tercel jak VIP-a” – stwierdził Shy – „Temu też możesz zaprzeczyć, ale nie marnowałbym wysiłku. Widzieliśmy ją. Widzieliśmy cię. Wiemy”.

Joker miał już dość.

„Skończyliśmy?” - zapytał.

„Mam nadzieję, że ty nie, ale domyślam się, że my tak” – odpowiedział Shy.

Joker chwycił butelkę, nie zawracał sobie głowy nalewaniem, ale wychylił długi łyk.

Rzucił ją na bar i nie patrząc na żadnego z nich, poczołgał się do tylnego korytarza.

Poszedł do swojego pokoju, zapalił światło i wyrzucił tę rozmowę z głowy.

Mógł o tym pomyśleć. Mógł rozważyć motyle.

Ale tego nie zrobił.

Ponieważ go nie pamiętała.

Myślał, że tak, na I-25, kiedy pierwszy raz się zbliżył, rozpoznał ją, a ona spojrzała na niego tymi dużymi brązowymi oczami. Myślał, że coś tam jest.

A potem nie było.

Zdarzyło się to ponownie po tym, jak skończył z jej oponą. Był pewien, że go rozpoznała.

Potem nie zrobiła tego.

W rzeczywistości, kiedy po raz pierwszy do niej podszedł, wyglądała, jakby nie wiedziała, czy ma krzyczeć, czy uciekać.

Trudno było udawać, że tego dnia nie pamiętał jej imienia. Widział ją zranioną. Kurwa, on to poczuł. I nie zrobiłby więcej takiego gówna.

Ale to było tak daleko, jak mógł.

Jej życie było popieprzone, a to do dupy. Jej dziecko było urocze.

W przeciwieństwie do niej, nie miało nic przeciwko motocyklistom i wyglądało jak ona, co było dobre, ponieważ jej były dupek był dupkiem i to gówno było na nim wypisane. Joker nie zamierzał powstrzymać Klubu przed przyjęciem jej i chronieniem. Wydawało się, że potrzebowała dobrych ludzi w swoim życiu i nadszedł czas, żeby ich miała. Nigdy tego nie miała, zaprzysiężona członkini suk, która nie miała cechy numer jeden potrzebnej w tej ekipie, czyli nie była suką.

Ale posortuje swoje gówno. Gdyby chciała się przespać, też by to znalazła. Ze swoimi większymi cyckami i słodkim okrągłym tyłkiem, tymi wszystkimi pieprzonymi włosami, tymi oczami, była tą, która po prostu musiała zgiąć palec.

A kiedy byłaby gotowa znaleźć mężczyznę, który chciałby mieć motyle w swoim łóżku i chciał je tam zatrzymać, też by to znalazła. Żaden problem.

To po prostu nie miał być on.

Jeśli uśmiechnęłaby się do niego i wymówiła jego imię, gdy zmieniał oponę, za każdym razem, gdy ją uderzyło, że go pamiętała. Może.

Ale to też było wątpliwe.

Nie mógł zaprzeczyć, że było do bani, nie poznała go. Nie mógł zaprzeczyć, że ugryzło go to. Ale nie był zaskoczony.

Carson Steele zniknął. Jedynym miejscem, w którym istniało to nazwisko, było jego prawo jazdy. Był Jokerem. Wiedział, że urósł od ich ostatniego spotkania. Wiedział, że nabrał więcej mięśni. Nie golił się i nie ścinał włosów od lat, więc to też nie było to samo. I od tego czasu dużo widział, dużo zrobił, dużo pieprzył, dużo walczył. Nie był dzieciakiem, którego znała.

Ale ostatecznie Joker pieprzył tylko pustą cipkę i nie przewidywał dnia, który miałby to zmienić. Nie można było zaprzeczyć, że to, co Tack miał z Cherry, Hop z Lanie, Shy z Tabby, było dobre. To było tak jasne, jak to tylko możliwe. Dostali to, czego potrzebowali do swoich łóżek i życia, i nie opieprzyli się, by dawać swoim kobietom do zrozumienia, że to doceniają.

Ale Joker nie był Tackiem, Hopem ani Shy. Bez względu na to, że odwrócił się od nadanego mu imienia, był synem Jeffersona Steele’a.

I zawsze będzie.

Zrozumiał, że Shy i Rush nie odpychali swoich braci i mieli rację. To gówno musiało się zmienić. To było solidne. To było dobre. To było prawdziwe. To było jego. Sięgnął po to.

Zasłużył na to. W końcu miał rodzinę, taką, jakiej pragnął.

I może nadszedł czas, by odpuścić inne dobre rzeczy w jego życiu.

Ale dawał Carissie Teodoro jedyną rzecz, jaką mógł jej dać.

I to była jedyna rzecz, jaką mogła otrzymać od Jokera.

Wszedł do pokoju, zrzucając z siebie kurtkę. Rzucił ją na koniec łóżka, kiedy zobaczył, że ktoś położył ciasto Carissy na szafce nocnej. Odsunął resztę, noże wojskowe, opakowania po prezerwatywach i puste butelki po piwie i położył je tam w nienaruszonym, plastikowym opakowaniu.

Jakby nie mógł się powstrzymać, podszedł do niego, zerwał folię i wbił palce z boku. Ogromny kawałek zakrywający jego zakrzywione palce oderwał się w jego dłoni.

Podniósł ją i wepchnął do ust tak dużo, jak tylko mógł.

I zamarł.

Każdy cios, który zadał. Każde kopnięcie. Za każdym razem, gdy człowiek padł u jego stóp. Za każdym razem, gdy zanurzał swojego kutasa w ciasnej wilgoci. W chwili, gdy Kane Allen powiedział mu, że jest rekrutem Chaosu.

W dniu, w którym wręczyli mu naszywkę.

Żadne z nich nie smakowało tak dobrze na jego języku jak to ciasto.

Kurwa.

Usiadł na skraju łóżka i zjadł resztę z ręki, oblizując palce.

Potem kopał i jadł więcej.

Kiedy był pełny i zniknęła jedna trzecia ciasta, wygładził folię z powrotem, poszedł do łazienki, wziął prysznic i zmył pot i krew ze skóry, resztki zużytej prezerwatywy i pustą cipkę ze swojego kutasa.

Kiedy skończył, wrócił do pokoju, zgasił światło, położył się do łóżka i spał z żołądkiem pełnym czekoladowo orzechowej dobroci Carissy Teodoro.

A gdy się obudził, zjadł resztę na śniadanie.

1 komentarz: