Rozdział
23
Byliśmy
wolni (cz.1)
Carissa
W
następny wtorek, kiedy mój syn niestety wrócił do swojego ojca, który na
szczęście był miły, ale głównie zostawiał mnie w spokoju, było po pracy, a
Joker i ja robiliśmy zakupy spożywcze.
Zatrzymałam
się nagle w przejściu obok półek z fasolkami (nie byliśmy u LeLane, było
świetne i dawało pracownikom zniżki na niektóre rzeczy, ale były zbyt drogie na
codzienne zakupy).
Joker,
idąc za mną, zgarbił się i pchał wózek przedramionami, zatrzymał się, tuż przed
uderzeniem we mnie i mruknął - „Jezu, mała”.
Spojrzałam
w jego stronę - „Lubisz chili?”
„Tak”.
„Chili”
– oświadczyłam i zaczęłam chwytać puszki fasoli.
„Wiesz,
lista pomaga” — zauważył.
„Mam
listę mentalną” – powiedziałam mu, wrzucając fasolę do wózka i wracając po czarną.
„Było
na nim chili?” – zapytał.
Spojrzałam
na niego - „Nie chcesz chili?”
„To,
czego chcę, to nie wędrować po każdej alejce, przez co jesteśmy tu przez
godzinę, zamiast być tutaj przez dwadzieścia minut i szukamy gówna z listy”.
„Jeśli
trzymam się listy, inspiracja nie może uderzyć, jak teraz, że nagle mam ochotę
na chili” – powiedziałam.
Potrząsnął
głową, uśmiechając się i mrucząc - „Nieważne”.
Nie
był zirytowany.
Był
na luzie.
Więc
odwróciłam się i złapałam czarną fasolę. Potem dostałam trochę fasoli chili.
Skończyłam z pinto.
Chili
z czterech fasoli. Najlepsze.
Wrzuciłam
ostatnią puszkę i powiedziałam - „To powinno wystarczyć”.
Już
miałam iść, ale najpierw spojrzałam w jego stronę.
Zatrzymałam
się całkowicie, bo Joker stał zamarły, wsparty na naszym wózku, z oczami
skierowanymi w dół alejki, z wyrazem twarzy, którego nie można było opisać
inaczej niż nawiedzonym.
Odwróciłam
głowę w tamtą stronę i wtedy zamarłam.
Zrobiłam
to, ponieważ na drugim końcu przejścia był mężczyzna. Wysoki. Szerokie ramiona.
Posrebrzane czarne włosy, które były rozczochrane i zaniedbane. Wyjątkowo
przystojny profil. Straszne ubrania, które były pogniecione, mocno znoszone i to
nie w dobry sposób. Duży brzuch piwny. Wpatrywał się w półki, zwrócony bokiem
do nas.
Ale
Carson Steele był na nim wypisany.
Ojciec
Jokera.
O
mój Boże.
Ojciec Jokera.
Zmusiłam
się, by odwrócić głowę do Jokera i zobaczyłam, że był w ruchu.
Ten
ruch był wyprostowany. Ręce oparł na drążku wózka, obracał nim.
„Skończyliśmy
w tej alei?” – spytał zwięźle.
Nie
skończyliśmy.
Ale
teraz bardzo skończyliśmy.
„Tak,
skarbie” – powiedziałam cicho.
Nawet
na mnie nie spojrzał.
Natychmiast
wyszedł z alei.
Odwróciłam
się i obserwowałam profil ojca Jokera, który patrzył groźnie na starszą
kobietę, która zawracała swój wózek do przejścia, gdy z niego wychodził. Jego
grymas był tak dziki, że dama wpatrywała się w niego w całkowitym szoku.
Czekałam
i zobaczyłam, jak poruszał się w kierunku przeciwnym do kierunku, w którym
zmierzaliśmy.
Odetchnęłam
z ulgą i szybko poszłam za Jokerem.
Ojciec mnie bił.
Musiałem to odpuścić. Musiałem to wyrzucić. Więc to zrobiłem.
Ale
tego nie zrobił.
Nie
wyrzucił tego. Mógł próbować, mógł nielegalnie walczyć (cokolwiek to znaczyło,
ale przywoływało to obrazy Fight Club, obrazy, które były zniechęcające,
obrazy, które sprawiały, że robiło mi się niedobrze ze względu na niego, że
zwrócił się do tego, by wyładować swoją wściekłość, wściekłość, którą mu
obdarzył tato, więc jeszcze nie pytałam).
Ale
gdyby to wyrzucił, nie opuściłby alejki.
Poszedłby
tam, dokąd zmierzaliśmy i zignorował swojego ojca. Albo, gdyby jego ojciec go
zobaczył i nie zignorował, stanąłby przed nim bezpieczny, wiedząc, że już to
przeszedł.
On
tego nie zrobił.
Wiedziałam
z tego, czego właśnie byłam świadkiem, że on też go nie widział od czasu jego
powrotu.
Oczywiście
nie szukałby go. Miał to za sobą.
Albo
wmawiał sobie, że miał.
Niewątpliwie
nie bywali w tych samych kręgach.
Ponadto
Joker mieszkał w pokoju na terenie klubu motocyklowego. Nie miał kuchni do
zaopatrywania.
Nie
zdarzyło się, że natknąłby się na ojca w sklepie spożywczym.
Ale
teraz był ze mną, więc miał kuchnię i tak się stało.
A
Joker nie pozwolił, żeby spadło mu to z pleców.
Wycofał
się.
Mój
Joker się nie wycofywał.
Ruszył
do przodu. Budował wspaniałe samochody. Zajął się samotną matką i jej dzieckiem.
Patrolował ulice z braćmi, aby zapewnić tam bezpieczeństwo.
Ale
od swojego ojca, wciąż przystojnego, ale starzejącego się, brzuchatego
mężczyzny, który wykrzywił się na staruszkę, która przeszkadzała mu w sklepie
spożywczym, Joker wycofał się.
Niepokoiło
mnie to z oczywistych powodów.
Ale
przede wszystkim dlatego, że to, co się właśnie wydarzyło, udowodniło, że mój
motocyklista nie czuł się tak dobrze, jak twierdził.
Wcale
nie był dobry.
I
to było bardzo, bardzo niepokojące.
*****
„Tak?”
„Linus,
tu Carrie”.
„Carrie,
kochanie, co słychać?” – zapytał Linus przez telefon przy moim uchu.
Ukrywałam
się w łazience.
To
było niedojrzałe i prawdopodobnie niebezpieczne, biorąc pod uwagę, dlaczego to
robiłam i fakt, że Joker mógł się z tego powodu zdenerwować.
Ale
robiłam to.
Skradłam
też telefon Jokera, żeby zdobyć numer Linusa. Miałam Kam i pani Heely.
Ale
to musiał być Linus.
„Możesz
przez chwilę rozmawiać, Linus?” – zapytałam z powrotem.
„Jasne”
– powiedział, ale to jedno słowo było ostrożne.
Wzięłam
oddech.
Potem
zrobiłam to, co musiałam zrobić.
To
znaczy wyszeptałam - „Jak źle było?”
„Przepraszam,
kochanie?” – zapytał.
„Ojciec
Carsona” – szeptałam - „Jak źle było?”
Nastąpiła
przerwa, zanim zapytał - „Czy z Car’em wszystko w porządku?”
„Dzisiaj
widzieliśmy jego tatę”.
„Kurwa”
- mruknął Linus.
„On,
cóż… Linus, on… uciekł” - podzieliłam się, dręczyło mnie poczucie winy, że poinformowałam
przyjaciela Jokera o tej słabości, ale coś silniejszego pchnęło mnie do przodu
- „Mój Carson… mój Joker tak nie robi”.
„Nie”
– uciął Linus.
„Widziałam
oparzenia od papierosa” – zwierzyłam się.
„Tak,
pani Heely mi o tym powiedziała” – odpowiedział natychmiast – „Ona też je
widziała, gdy Car miał osiem lat”.
O
nie.
Osiem?
„Zanim
się pojawiłem” – ciągnął Linus – „Ale powiedziała mi o nich. Opowiedziała też o
nich Opiekunom Socjalnym. Nie mam pojęcia, jak ten skurwysyn wybronił się z
tego. Po prostu wiem, że to zrobił, a oparzenia ustały”.
Osiem.
Dostał
te oparzenia, gdy miał osiem lat.
Nie
chciałam pytać o to, o co musiałam zapytać.
Ale
zapytałam, bo trzeba było zapytać.
„Co
jeszcze?”
„W
ogóle z tobą o tym rozmawiał?” - spytał Linus w odpowiedzi.
„On
tego nie ukrywa” - powiedziałam mu - „Mówi o tym swobodnie. Można by pomyśleć,
że czuje to tak, jak chce, żebym w to wierzyła. Ale kiedy zobaczyłam oparzenia,
próbował to ukryć, odsunąć się, pominąć ten temat. Ja… cóż, nie wiem, jak to
poruszyć, a nawet czy powinnam, ponieważ przekonał sam siebie, że przeszedł to”
- Zatrzymałam się i cicho powiedziałam - „On tego nie przeszedł, Linus”.
„Jest
wiele sposobów na spierdolenie dzieciaka, a Jefferson Steele zrobił je
wszystkie” – oświadczył Linus.
Moja
klatka piersiowa ścisnęła się.
Linus
mówił dalej.
„Zapraszał
kobiety, nie ukrywał tego, ani widoku, ani dźwięku, co z nimi robił, nawet jak
miał w domu dziecko w wieku o wiele za młodym, żeby mogło to zobaczyć. Ale
także, kiedy Carson dorastał i jedyne, co miał na myśli, to to gówno. Car, nie
wiem, z czego jest zrobiony, nie mam pojęcia, jak go to nie pokręciło, ale
widziałem go z jego dziewczynami. Wiedziałem, że było ich dużo, sądziłem, że
dostał od nich trochę, ale z tego, co widziałem, kiedy był z nimi, szanował je”.
To
też widziałam. I każda dziewczyna, która go miała, uwielbiała z nim przebywać
(co było dla mnie wtedy torturą, na szczęście los się odmienił).
Te
dziewczyny po prostu nigdy go nie miały na długo.
„Co
więcej, bił go” – powiedział Linus – „Zostawiał go stojącego, ale nie miał nic
przeciwko temu, żeby to było widoczne. Krzyczał na niego. Nie jestem pewien,
czy mijało więcej niż kilka dni, zanim cały blok słyszał, jak wyżywał się na
Carsonie. Nazwał go kupą gówna. Rozrywał go. Nigdy nie słyszałem, żeby Car
odpowiedział choćby słowo, Carrie, ani razu”.
Byłam
prawie pewna, że czułam, jak moje serce krwawiło i chociaż nienawidziłam tego
uczucia, musiałam skoncentrować się na opanowaniu go, więc nie byłam w stanie
odpowiedzieć.
Tak
czy inaczej, tak naprawdę nie było nic do powiedzenia.
„Nie
dostał nic dobrego od tego człowieka” - kontynuował Linus w moim milczeniu -
„Jeśli nie krzyczał na niego ani go nie bił, Carson dla niego nie istniał. To
znaczy, z wyjątkiem służenia mu. Wszystko co zostało zrobione w tym domu,
odkurzanie, wyrzucanie śmieci, gotowanie jedzenia, Carson to robił, ponieważ kazał
to jego stary. Nie było mowy, żeby doszedł do tego, co by dostał, gdyby
powiedział facetowi, żeby się pieprzył, więc to robił. Był niewolnikiem,
Carrie, zbitym i złamanym. Był silnym dzieciakiem, dobrze zbudowanym, nie miałem
pojęcia, dlaczego nie walczył. Ale nie robił tego. Potem wziął za dużo i oddał
mu. To był koniec”.
„To
nie był koniec” – wyszeptałam.
Na
to Linus nie odpowiedział.
„Co
mam robić?” - zapytałam.
„Bądź
z nim, dawaj mu to, co mu dajesz. On to docenia, kochanie”.
Wiedziałam,
że to doceniał.
To
po prostu nie wystarczyło.
Tego
nie powiedziałam.
„Posłuchaj
mnie, kochanie” - powiedział łagodnie Linus - „Car już wygrał. Jest po drugiej
stronie. Dobra praca. Wokół niego dobrzy ludzie. Śliczna dziewczyna. Miły dom.
Chłopak, którego może kochać i naprawiać wyrządzone mu krzywdy. Po prostu bądź
cierpliwa. Carson nie jest głupi. Pogodzi się i zrobi to na wskroś. Po prostu
bądź z nim, kiedy przechodzi przez ten proces”.
Linus
prawdopodobnie się nie mylił.
Ale
to też nie wystarczało.
„Okej”
– skłamałam, odczuwając większe poczucie winy, bo nie byłam wielką fanką
kłamstwa.
„Tobie nic nie jest?” – zapytał Linus.
Przyjaciele
Jokera byli tacy wspaniali.
„Nic
mi nie będzie” – powiedziałam, mając nadzieję, że to nie było kłamstwo.
„W
porządku, Carrie. Trzymaj się mocno, pozostań twarda, najtrudniejsza część jest
załatwiona, dotarcie do tego miejsca i odnalezienie siebie nawzajem. Teraz masz
łatwe”.
Miał
tylko w połowie rację.
Joker
dawał mi łatwe.
Chciałam
tylko, żeby dostawał swoje.
„Dzięki,
Linusie” - powiedziałam.
„Nie
ma problemu, Carrie. Do zobaczenia później, kochanie”.
„Tak.
Pozdrów ode mnie Kam i dzieci”.
„Zrobi
się” - Nie kazał mi zrobić tego samego, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie
wiedział, że Joker nigdy nie będzie wtajemniczony w tę rozmowę - „Później”.
„Do
widzenia”.
Rozłączyłam
się, ale nadal trzymałam telefon i szturchałam ekran. Zrobiłam to szybko i
zrobiłam to zanim zdążyłam o tym pomyśleć.
A
kiedy to skończyłam, przyłożyłam telefon do ucha.
„Hej,
dziewczynko, jest późno. Wszystko okej?” - spytała Elwira.
„Ja…
Nie” – odpowiedziałam.
„Travis?”
- zapytała szybko.
„Nie”
- odpowiedziałam równie szybko, po czym zaczęłam - „Okej, posłuchaj,
przepraszam. Przepraszam, że znowu cię w to wciągam, ale Joker widział dziś
wieczorem swojego tatę w sklepie spożywczym. Jego odpowiedzią było…” - potrząsnęłam
głową, nie zamierzając dawać jej tego, co dałam przyjacielowi Jokera i
kontynuowałam - „Obiecaj mi, że nie
pójdziesz do swojego szefa, a ja obiecuję ci, że zrobię coś, aby spłacić tę
przysługę, ale chcę adres jego taty i mam nadzieję, że zdobędziesz go dla mnie”.
„Co
zrobisz?”
„Nie
wiem. Może nic. Po prostu… po prostu czułabym się lepiej, mając to”.
Elvira
nie odpowiedziała i przez jej milczenie pomyślałam o jej pytaniu.
Co
miałam zrobić?
Nic.
Nie
zamierzałam nic robić.
„Masz
rację” – powiedziałam, opuszczając ramiona - „To jest głupie. Kiedy ostatnio to
zaczęłam, Joker powiedział mi…”
„Zdobędę
ci adres pod jednym warunkiem. Nie pójdziesz bez wsparcia”.
Moja
głowa drgnęła - „Gdzie pójdę?”
„Gdziekolwiek,
dziewczyno” – odpowiedziała.
„Prawdopodobnie
nic nie zrobię. To po prostu…”
„Zrobisz
coś. To będzie szalone. A szalona suka z wendetą, która nosi motylkowe buty,
rozpieprzy swoje gówno. Dam ci adres. Jak nabierzesz odwagi, by wykonać ruch,
zanim to zrobisz, zadzwoń”.
Nie
kłamałam. Prawdopodobnie nic bym nie zrobiła. Co było do zrobienia? Pójście do
domu taty Jokera i zastraszenie go, aby przeprosił za bycie obraźliwym, żałosnym,
przypalającym dzieci, robiącym z nich niewolników… dupkiem?
A
jednak powiedziałam sobie, że chcę ten adres na wszelki wypadek, nie daj Boże,
coś się wydarzyło, jak na przykład Joker potrzebowałby nerki.
Nie
prosiłabym o wspomnianą nerkę. Wykorzystałabym swoje oszczędności, aby wynająć
kogoś, kto pobiłby tatę Jokera i zostawił go w wannie wypełnionej lodem po
zebraniu jego nerki i zadzwonieniu pod numer 911, aby tata Jokera mógł przeżyć,
tylko z jedną nerką.
To
było ekstremalne i trochę przerażające, że mogłam nawet tak myśleć.
Ale
tak było.
„Dobrze,
obiecuję” – powiedziałam Elvirze.
„Dostarczę
ci to jutro”.
„Dzięki”.
„Zawsze
cię wspieram, dziewczyno. Teraz, mam faceta, który wprawia się w nastrój, bo
jestem w nastroju. Na szczęście dla mnie, w pół sekundy przechodzi z
baseballowego nastroju do nastroju „coś-coś” i czyta w oczach, więc jedyne, co
muszę zrobić, to wyjść i popatrzeć na niego. Więc się tym zajmę”.
Uśmiechnęłam
się - „Baw się dobrze”.
„Mam
nadzieję, że ty też będziesz się dobrze bawić. Później Carrie”.
„Pa,
Elvira”.
Wzięłam
oddech, rozłączyłam się i spojrzałam w lustro.
Po
prostu zdobywałam adres. To wszystko. Nie zamierzałam nic z tym zrobić. Po
prostu czułabym się lepiej mając to.
Ojciec mnie bił.
Car miał osiem lat.
Tak,
po prostu czułabym się lepiej mając to.
Z
tą myślą wyszłam z łazienki.
*****
Następnego
dnia stałam w pokoju socjalnym wpatrując się w tekst na moim telefonie.
To
był adres.
Moją
pierwszą myślą było alibi.
Moją
drugą myślą było to, że musiałam to zrobić, kiedy Travis był jeszcze u swojego
taty i musiałam to zrobić, zanim stchórzyłam.
Nie
wiedziałam, co to miało być.
Po
prostu wiedziałam, że musiałam to zrobić.
I
tak dalej.
To
dlatego mój palec przesunął się po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
„Hej,
Słonko” – odpowiedziała Tyra - „Jak się sprawy mają?”
„Są
wspaniałe!” - zaćwierkałam z udawanym entuzjazmem - „Słuchaj, Joker jest dziś
na patrolu, a ja od wieków nie miałam wyjścia z dziewczynami i mam podkoszulek,
którego nie nosiłam”.
Przez
długie chwile nic nie mówiła, co mnie przeraziło, zanim powiedziała z wahaniem
- „Nie jestem pewna, czy koszulka jest na noc, kiedy nie będzie Jokera, żeby
zobaczył, jak ją nosisz”.
To
był punkt do przemyślenia, ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać.
Czułam,
że bym stchórzyła.
„Założę
na to kurtkę” – obiecałam.
„Ja…
cóż…”
„Jesteś
wolna?” - przemówiłam przez nią.
„Cóż,
jasne” – powiedziała.
„Okej!”
- wyszło jako kolejne ćwierkanie – „Zadzwonię… zadzwonię do Tabby. I może
Lanie. I Elwiry. Zdecydujemy, dokąd by się udać, a potem pójdziemy”.
„W
porządku, kochanie, nie mogę się doczekać”.
„Fantastycznie!”
– powiedziałam z wymuszonym entuzjazmem – „Wyślę ci SMS-a z planami”.
„Świetnie”.
„Dobra,
do zobaczenia później” – powiedziałam.
„Dobrze,
Carrie, do zobaczenia”.
Rozłączyłyśmy
się. Dużo pisałam. Niemal hiperwentylowałam, kiedy zadzwoniłam do Jokera, żeby
dać mu znać, że tej nocy spotykam się z dziewczynami.
Nic
dziwnego, że pomyślał, że to świetny pomysł, bo lubił, że miałam życie,
przyjaciół i dobrą zabawę (pominęłam moją podkoszulkę), a potem obiecał, że
będzie dobrze spędzał czas z braćmi w Kompleksie przed patrolem.
Z
tym wszystkim spóźniłem się trzy minuty z powrotem do mojej kasy.
To
się nigdy wcześniej nie zdarzyło.
Sharon
nic nie powiedziała.
I
modliłam się, żebym nie pomyliła kosy, bo przez resztę zmiany mój umysł
wirował.
Zabrakło
mi dolar i siedemdziesiąt dwa centy.
To
zdarzyło się wcześniej tylko dwa razy.
Znowu
Sharon nic nie powiedziała.
Wtedy
poszłam do domu.
*****
Siedziałam
w samochodzie w moich dobrych dżinsach (jedyna para, jaką miałam pasujących po
ciąży), podkoszulku, w botkach na wysokich obcasach z czarnej skóry (przed
rozwodem i przed ciążą, były designerskie, kosztowały fortunę i na szczęście
moje stopy nie zmieniły rozmiaru po Travisie) i czarną skórzaną kurtkę (również
przed rozwodem i byłam zadowolona, że nadal pasowała i świetnie wyglądała) i
szturchnęłam telefon.
Grupowo
wysłałam SMS-y do dziewczyn: Trochę się
spóźnię! Przepraszam! Awaria z włosami! Będę tam wkrótce!
Podniosłam
wzrok znad telefonu i spojrzałam na dom.
Dobra,
miałam to zrobić.
Czas
to zrobić.
Po
prostu: otwórz drzwi i zrób to.
Telefon
zadzwonił w mojej dłoni i podskoczyłam.
Spojrzałam
na niego i moje serce podskoczyło, gdy zobaczyłam, że to Tory.
Odebrałam
i przyłożyłam telefon do ucha.
„Tory,
czy z Travisem wszystko w porządku?”
„Rozumiem”
- szepnęła, pociągając nosem.
O
nie.
To
się nie działo.
Nigdy
nie chciałam tego robić, nie mogłam sobie wyobrazić, dlaczego dzwoniła do mnie
na ten temat, ale w tym momencie po prostu nie mogłam tego zrobić.
„Tory,
jestem w połowie…”
„Ukradłam
go tobie, więc, oczywiście, że ukradłabyś go z powrotem”.
Choroba!
„Naprawdę,
posłuchaj, w tej chwili nie mogę…”
„A
gdybyś to nie była ty, to byłby ktoś” – przemówiła przeze mnie - „Skoro
zostawił swoją żonę, która jest ładna, słodka i była cholernie w ciąży, co się ze mną dzieje? To.
Powiedział mi, że chce przestrzeni dwa
tygodnie temu. Więc skoro to jego dom, musiałam wprowadzić się do mojej przyjaciółki.
Dziś wieczorem oficjalnie mnie wyrzucił”.
Uch.
Ale
jeśli Tory zniknęła, kto opiekował się Travisem, gdy Aaron był w pracy? I
dlaczego nie powiedział swojemu adwokatowi, żeby powiedział mojemu adwokatowi,
że nastąpiła zmiana okoliczności? Nie zamierzałam wchodzić w to z Tory.
Niestety, musiałabym się w to zagłębić z Aaronem przez Angie.
„Dobra,
słyszę, że jesteś zdenerwowana” – powiedziałam jej - „Ale…”
„Nie
przyjmuj go z powrotem” – syknęła, czknęła i mówiła dalej – „On po prostu zrobi
to jeszcze raz”.
„Nie
przyjmę go z powrotem, Tory. Jestem z innym mężczyzną”.
„Powiedział,
że wracacie do siebie” - powiedziała mi, teraz brzmiąc na zakłopotaną -
„Powiedział, że skończyliśmy, bo z powrotem składacie swoją rodzinę”.
„Kłamał”
– podzieliłam się – „Ale to sprawa między tobą a nim. Nie ma jego i mnie. Kiedy
mówię, że jestem z kimś innym, jestem z
nim. Nieoficjalnie mieszkamy razem. A Aaron o tym wie”.
„Ten
dupek!” - krzyknęła.
Potrząsnęłam
głową - „Wiem, że jesteś zdenerwowana i zła i przykro mi z tego powodu. Mamy
dziwny związek i nie mogę powiedzieć, że byłaś moją ulubioną osobą. Dokonałaś
pewnych wyborów, które wpłynęły na mnie w niezbyt dobry sposób. Ale w końcu
częściowo dzięki nim dotarłam tam, gdzie chciałam być. Więc naprawdę nie mogę
mieć złej woli. I z tego powodu powiem teraz, że nie ma na to ochoty, ale ty
też możesz mieć lepiej. Teraz możesz znaleźć kogoś, kto będzie dla ciebie
dobry. A Aaron nie jest w tym zbyt dobry”.
„Masz
rację!” - warknęła w chwili, gdy telefon zabrzęczał w mojej dłoni, tak jak
wtedy, gdy miałam kolejną rozmowę.
„W
każdym razie jestem w trakcie czegoś i nadchodzi kolejna rozmowa. Muszę kończyć.
Ale uważaj na siebie”.
„Zacznę
to robić” – powiedziała mi ostro – „A on może się pieprzyć”.
„Okej,
cóż… dobre nastawienie” - wymusiłam zachęcająco - „Teraz muszę kończyć”.
„Racja.
Przepraszam. Nawet nie wiem, dlaczego zadzwoniłam. To było niefajne. Po prostu…”
Mój
telefon ciągle powiadamiał mnie o kolejnym połączeniu, więc jej przerwałam -
„Tory, muszę kończyć”.
„Racja.
Cóż… hm… później”.
„Pa.
Powodzenia” – odpowiedziałam, odjęłam telefon od ucha, przeciągnęłam w dół
ekran, nie patrząc na niego, i przyłożyłam go z powrotem do ucha - „Halo?”
„Hej,
Riss”.
Aaron.
Dlaczego
ja?
Dlaczego?
„Aaron,
ja...”
„Chcę,
żebyś wiedziała, że cię słyszałem. To, co powiedziałaś podczas naszej ostatniej
rozmowy telefonicznej. Wiem, że chcesz, żebym myślał o różnych rzeczach.
Obiecuję, że to robię. Ale chciałbym, żebyś też o tym pomyślała. A kiedy
myślisz, powinnaś wiedzieć, że skończyłem to z Tory. Dopóki nie uda mi się
zabrać go do żłobka w pracy, mama opiekuje się Travisem, kiedy ja jestem w
pracy. Tory oficjalnie wyprowadziła się dziś wieczorem”.
Na
czubku języka miałam powiedzieć mu, że już mi to powiedziała, ale potrzebowałam
byśmy skończyli. Wysłałam dziewczynom SMS-a, że się spóźnię jako alibi, a
uciekał mi czas, aby zrobić to, co musiałam zrobić i dotrzeć do nich, aby mogły
być moim alibi.
„Dzięki
za informacje, Aaron, ale jestem w trakcie czegoś.”
„Z
Jokerem?” – zapytał, szyderstwo
wślizgnęło się w jego ton.
„Nie,
dziś jest z braćmi. Jadę do dziewczyn i prowadzę, a wiesz, że nie lubię
rozmawiać przez telefon, kiedy prowadzę” – skłamałam.
„Tak,
wiem” – stwierdził natychmiast – „I masz rację, że tego nie robisz. To
niebezpieczne”.
Przewróciłam
oczami.
Zawsze
rozmawiał przez telefon w samochodzie i to nie tylko w swoim uchu przez Bluetooth.
„Więc
pozwolę ci odejść” – zakończył.
„Świetnie.
Dziękuję. Byłoby miło”.
„Porozmawiamy
później”.
Miałam
nadzieję, że nie.
„Do
widzenia, Aaronie”.
„Pa,
Słonko”."
Uch.
Rozłączyłam
się, rzuciłam telefon na siedzenie obok mnie, chwyciłam kluczyki i zanim
cokolwiek innego mogło się wydarzyć lub mogłam odwieść się od robienia tego, co
zamierzałam zrobić, otworzyłam drzwi, wyrzuciłam nogę i wyciągnęłam się z
samochodu.
Szybko
przebiegłam przez ulicę i podjazdem.
Na
szczęście tata Jokera zaparkował swój samochód na zewnątrz. Nie wiedziałam
dlaczego, miał garaż, ale tak zrobił.
Co
było dla mnie dobre.
Więc
zrobiłam to, co musiałam zrobić.
Podeszłam
do strony pasażera (strona kierowcy była widoczna z domu i zasłony były odsunięte),
mocno chwyciłam kluczyk w rękę, po czym mocno przeciągnęłam czubkiem po stali od
tyłu, wzdłuż boku, w poprzek drzwi pasażera i przez cały błotnik, a farba
zwijała się jak to robiłam.
Zatrzymałam
się, zabrałam kluczyk i spojrzałam na znak.
Tam.
Zrobione.
Czy
poczułam się lepiej?
To
było niedojrzałe i trochę szalone, ale absolutnie tak się poczułam.
Uśmiechnęłam
się do siebie, odwróciłam się, żeby rzucić się z powrotem do samochodu i
zatrzymałam się jak wryta.
„W
porządku” - mruknęła Tabby, wpatrując się w znak.
„Co
teraz?” – spytała Tyra, patrząc na mnie.
„Dziewczyno,
w biały dzień, oszalałaś?” - spytała Elvira, również patrząc na mnie.
„Uwielbiam
te botki” – zauważyła Lanie, patrząc na moje buty.
„C-co
wy tu robicie?” – zapytałam, wpatrując się w nie, stojące trzy kroki ode mnie
na podjeździe taty Jokera.
„Jechałyśmy
za twoim tyłkiem” - powiedziała Elvira - „Dziewczęcy wieczór, kiedy przez cały
czas przytulałaś się do swojego motocyklisty, bawiłaś się w domu, od tygodni nie wyciągałaś tej podkoszulki?”
- potrząsnęła głową - „Nie jesteśmy głupie. Ten podkoszulek to ubezpieczenie na
wypadek, gdybyś została złapana i Joker musiałby cię ratować, jak zobaczyłby
cię w tym topie, nie dałby ci klapsa za bycie głupią, chyba że w sposób, który by
ci się spodobał”.
Tak
naprawdę nie przemyślałam tego do końca.
Chociaż
żałowałam, że to zrobiłam. Joker nie zabrał niegrzeczność do tego poziomu, ale
uznałam tę myśl za intrygującą.
„Co
teraz?” – spytała Tyra.
„Przyniosłeś
worek kupy?” – spytała Lanie.
„Czego?”
- Zapytałam.
„Kupa”
– powiedziała Lanie – „żeby ją podpalić i zapukać do jego drzwi”.
„Kupa?”
– zapytała szyderczo Tabby, po czym spojrzała na mnie - „Mam zapalniczkę i
możemy coś podpalić, ale zanim to zrobimy, zadzwonimy do straży pożarnej”.
„A
mogłybyśmy, powiedzmy, zrobić to gówno, kiedy nie byłby wieczór tylko noc, więc
nie byłoby światła słonecznego i żadne oko w sąsiedztwie nie byłoby na nas” –
wtrąciła Elvira.
„Nie
zapalę ognia w domu ojca Jokera” – wyszeptałam przerażona.
„Wcześniej
zadzwonimy do straży pożarnej, żeby nie było większych szkód” - powtórzyła
Tabby.
„Jesteś
córką swojego ojca” - wymamrotała Tyra, ale brzmiała na prawie dumną.
„To
podpalenie, to byłoby przestępstwo” – powiedziałam im.
„To
wandalizm” – powiedziała Elvira, wyciągając rękę do samochodu.
„Wiem,
ale jestem prawie pewna, że to nie jest przestępstwo” – odpowiedziałem.
„Istnieje
przestępstwo wandalizmu” – odparła Elvira.
O
nie.
Było?
Czy
podrapanie kluczykiem było wandalizmem?
Może
tak było. To było fajne auto. Prawie nowe. Czyste. Najwyraźniej dbał o to, co
oznaczało, że mu na tym zależało.
Naprawienie
tego prawdopodobnie kosztowałoby sporo pieniędzy.
„Uh-oh”
- mruknęła Elvira, gdy rozważałam alarmującą możliwość, że nie popełniłam
wykroczenia, w rzeczywistości popełniłam przestępstwo.
„Chodźmy”
– szepnęła Lanie.
„Co
do cholery!” – krzyknął mężczyzna.
Podskoczyłam,
odwróciłam się i odchyliłam głowę do tyłu, żeby spojrzeć na bardzo wściekłego
ojca Jokera.
Ocho.
„Spadamy,
chodźmy” – powiedziała pospiesznie Tyra.
To
brzmiało jak dobry pomysł.
Zaczęłam
to robić, gdy tata Jokera zapytał - „Podrapałaś kluczykiem mój samochód?” - Próbowałem
iść, ale nie zaszłam zbyt daleko, kiedy chwycił mnie mocno za ramię i zagrzmiał
- „Suko! Kluczykiem moje auto?”
Jego
uścisk bolał.
I
dotykał mnie.
Dlatego
bez zastanowienia wyrwałam ramię, cofnęłam drugą, wciąż trzymając kluczyk i
zamachnęłam się na niego ze wszystkich sił, wkładając w to całe swoje ciało.
„Au!”
- Krzyknęłam, gdy uderzenie przebiło moją dłoń i przecięło palce, w których ściskałam
kluczyki.
„Jezu,
kurwa!” – wrzasnął, nie spodziewając
się moich działań, więc prawdopodobnie nikły cios, który tam wylądował,
zaskoczył go, przez co cofnął się o dwa kroki, jego górna część ciała szarpnęła
się na bok, a ręce podniosły się do twarzy.
„Chodźmy,
chodźmy, chodźmy!” – wrzasnęła Tabby, chwytając mnie za rękę i ciągnąc za sobą.
Patrzyłam
z przerażeniem, kiedy kluczyk zwisał z miejsca, w którym zaciskałam go między
kciukiem i palcem wskazującym, gdy wytrząsałam uścisk z ręki, podczas gdy on
się wyprostował.
Zobaczyłam
znak.
Przebiłam
mu skórę jego policzka kluczem i krwawił.
Obficie.
I
wyglądał na wściekłego.
Poważnie.
Zakręciłam
się na szpilkach i pobiegłam.
„Podążaj
za liderem!” – wrzasnęła Tyra.
„Rozumiem!”
– odkrzyknęła Tabby - „Jestem z Loczkiem”.
Loczek?
Dotarliśmy
do czerwonego wraku, a ona wyjęła mi klucze z ręki.
„Ja
prowadzę” – oświadczyła.
Trzęsłam
się od stóp do głów, więc nie przeszkadzało mi to.
Rzuciłam
się na stronę pasażera w chwili, gdy tata Jokera dotarł do samochodu.
Na
szczęście Tabby już tam była.
Krew
spływała mu po policzku, kiedy wyrwał jej drzwi, a ja pisnęłam, gdy sięgnął po
nią, ale ona uruchomiła zapłon.
Ledwo
usiadłam na siedzeniu, kiedy zaryczała, jej drzwi były otwarte, moje drzwi
otwarte i tak dalej.
Zatoczył
się do tyłu.
Wjechała
na ogon Mustanga Tyry przed nami, jej drzwi trzasnęły wraz z ruchem pojazdu.
Niestety
musiałam sięgnąć i złapać moje.
Zrobiłam
to, biorąc swoje życie w swoje ręce, aby je zatrzasnąć.
Potem
zapięłam pasy.
Dopiero
wtedy zdałam sobie sprawę, że hiperwentyluję.
„To
było czadowe” – mruknęła.
Była
szalona.
Spojrzałam
na nią i zobaczyłam, że uśmiechała się do przedniej szyby jak szaleniec, którym
myślałam, że była.
„Podrapany
kluczykiem samochód, tak samo kluczem twarz. Napastnik, pokonany przez
dziewczynę z kręconymi włosami. Całkowicie… pieprzony… czad” – zawyrokowała Tabby.
Jej
słowa mnie uderzyły.
One
wsiąkały.
I
zaczęłam się uśmiechać.
Miała
rację.
To
było to.
To
było absolutnie to.
Całkowicie…
pieprzony… czad.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :) Czadowe laski.
OdpowiedzUsuń